Jadę sobie dziś do markietu by nabyć mięcho na grilla bo zdarzyła się okoliczność a tu na parkingu pustki. 27 maj - nic sobie nie przypominam, że może być święto - pełna konsternacja. A tu, kiedy już wracałem zawiedziony, dostrzegłem że, kościółek nasz parafialny upstrzony gałęziami - znaczy świątecznie. Nie widać aktywistów ochrony przyrody, których to barbarzyństwo powinno wkurzyć ino jakieś zacięte twarze somsiadów karzą mi przypuszczać, że może sam proboszcz objechał ich z ambony abo co, w każdym razie wyglądali, jak na święto, mało radośnie. Na szczęście, jako człek nawykły do niespodzianek, przeszukałem zamrażarkę i wydobyłem odpowiednia ilość zamarzniętej padliny by świętować wraz z innym.

Dobrze chociaż, że piwo z domu nie wychodzi bo trza by do cepeenu skoczyć w ten świąteczny dzień, wymyślony zwykłym ludziom na złość chyba.