Dodaj do ulubionych

Urazy "kuzynów" :)

19.03.02, 21:22
Urazy "kuzynów"

Na rynku nie zakłócanym siłami zewnętrznymi, proces przekazywania kontroli nad
czynnikami produkcji w ręce najbardziej uzdolnionych ludzi nigdy nie ustaje.
Gdy tylko przedsiębiorca lub firma zacznie zmniejszać swe wysiłki jak
najlepszego zaspokajania pilnych i jeszcze niedostatecznie zaspokojonych
potrzeb konsumenta, następuje zmniejszenie się majątku nagromadzonego uprzednio
owocną działalnością. Często zaczyna to mieć miejsce jeszcze za życia
przedsiębiorcy, kiedy jego optymizm, energia i zaradność słabną z powodu wieku,
zmęczenia i choroby, a zdolność dostosowywania działalności przedsiębiorczej
do nieustannie zmieniającej się struktury rynku wygasa. Częściej jednak jest to
lenistwo jego spadkobierców, które powoduje roztrwonienie spadku. Jeżeli ospałe
i bierne potomstwo właściciela nie straci dobytku i pomimo swojej
niekompetencji pozostanie przy pieniądzach, to zawdzięcza to instytucjom i
względom politycznym podyktowanym tendencjami antykapitalistycznymi,
praktycznie bowiem spadkobiercy ci wycofują się z rynku, gdzie nie ma sposobu
zachowania nabytego majątku inaczej niż przez zdobywanie go co dzień od nowa w
ostrej konkurencji z innymi firmami tej branży. Spadkobiercy ci chronią się
pod skrzydłami państwa (kupując np. państwowe obligacje), państwa, które
obiecuje ich ustrzec przed niebezpieczeństwem rynku, na którym straty są karą
za nieudolność.

Istnieją jednakże rodziny, w których wybitne zdolności wymagane do prowadzenia
przedsiębiorstwa powtarzają się w kolejnych generacjach. jeden, z dwóch synów,
wnuków, lub nawet prawnuków może być w swych zdolnościach równy przodkom.
Majątek zdobyty przez przodków nie jest wówczas trwoniony, lecz coraz bardziej
powiększany.

Te przypadki oczywiście nie są zbyt częste, ale zwracają na siebie uwagę nie
tylko z powodu rzadkości, ale także z racji, że ludzie, którzy umieją
powiększać odziedziczone przedsiębiorstwo cieszą się podwójnym prestiżem;
szacunkiem okazywanym im ojcom, a teraz im samym. Tacy patrycjusze, jak czasami
nazywają ich ludzie nieświadomi różnicy miedzy społeczeństwem stanowym a
społeczeństwem kapitalistycznym, w opinii większości łączą w sobie wychowanie,
delikatny smak i eleganckie maniery ze zdolnościami i umiejętnościami ciężko
pracującego handlowca czy przemysłowca. I niektórzy z nich należą do
przedsiębiorców najbogatszych w kraju, a nawet na świecie.

Musimy się tu zająć środowiskiem tych najbogatszych spośród tzw. rodzin
patrycjuszowskich, celem objaśnienia zjawiska odgrywającego poważną rolę we
współczesnej propagandzie i w intrygach antykapitalistycznych.

Nawet w tych szczęśliwych rodzinach kwalifikacje wymagane dla pomyślnego
prowadzenia interesów nie są dziedziczone przez wszystkich synów i wnuków. Z
zasady tylko jeden, najwyżej dwóch, z każdej generacji jest nim obdarzony. Jest
wówczas istotnym dla zachowania majętności i interesów rodziny aby prowadzenie
spraw było powierzone jednemu czy dwóm i aby pozostali członkowie rodziny
zostali przesunięci jedynie do roli odbiorców pewnej części zysków. Metody
ustanawiania takich podziałów rodzinnych są różne w różnych krajach, zależnie
od odnośnych przepisów państwowych lub lokalnych. Wynik jednakże jest ten sam.
Dzielą one rodziny na dwie kategorie członków, na tych którzy bezpośrednio
zajmują się interesami, i których proponuję nazwać "szefami", i na tych, którzy
się interesami nie zajmują; tych ostatnich proponuję nazwać "kuzynami".

Druga kategoria z zasady skład się z ludzi ściśle spokrewnionych lub
spowinowaconych z tymi z pierwszej kategorii. Są to bracia, kuzyni,
bratankowie, siostrzeńcy szefów, a częściej siostry, owdowiałe bratowe,
kuzynki, bratanice, siostrzenice itd.

"Kuzyni" czerpią swoje dochody z firm lub korporacji. Ale obce jest im życie
przedsiębiorstw i nie wiedza nic o problemach jakim przedsiębiorca musi
sprostać. Uczęszczali do modnych szkół i uniwersytetów, których atmosfera
przepełniona była wyniosłym lekceważeniem dla "robienia" pieniędzy. Niektórzy z
nich spędzają czas w nocnych klubach i innych miejscach rozrywki, grają w karty
i uprawiają hazard, lubią widowiska, biesiady, hulanki i oddają się rozpuście.
Inni amatorsko zajmują się malarstwem, pisaniem lub innymi sztukami. Większość
z nich jest gnuśnymi i nieużytecznymi dla społeczeństwa ludźmi.

Prawdą jest, że były i są wyjątki, i że osiągnięcia tych wyjątkowych członków
grupy kuzynów w znacznym stopniu przeważały nad skandalami wywołanymi przez
prowokacyjnie zachowujących sie playboyów i rozrzutników. Wielu ze znanych
autorów, uczonych i polityków było takimi "ludźmi bez określonego zajęcia".
Wolni od konieczności zarabiania zawodowo na życie i niezależni od łaski
fanatyków stali się pionierami nowych idei. Inni, sami nie posiadając
inspiracji twórczej, stali się mecenasami artystów, którzy bez środków
finansowych i bez uzyskanej aprobaty nie byliby w stanie zrealizować swej
twórczości. Rola jaką bogaci ludzie odegrali w intelektualnym i politycznym
rozwoju Wielkiej Brytanii podkreślana była przez wielu historyków. Środowisko,
w którym pisarze i artyści dziewiętnastowiecznej Francji żyli i znajdowali
poparcie było zawężone do tzw. "dobrego towarzystwa" - le monde. Jednakże nie
rozważamy tu ani grzechów playboyów ani doskonałości drugiej grupy majętnych
jednostek. Naszym tematem jest udział jaki specjalna grupa "kuzynów" wzięła w
szerzeniu doktryn mających na celu zniszczenie ekonomii rynkowej.

Wielu "kuzynów" wierzy, że zostali oni pokrzywdzeni przez układy regulujące ich
finansowe związki z "szefami" i rodzinną firmą. Obojętne czy owe układy
ustalone zostały testamentem ojca lub dziadka, czy umową, którą sami podpisali;
uważają, że otrzymują za mało a szefowie za dużo. Nie znając natury
przedsiębiorstw i rynku są oni - podobnie jak Marks - przekonani, że kapitał
automatycznie przynosi zysk. Nie widzą żadnego powodu, dla którego ci
członkowie rodziny, którzy są odpowiedzialni za prowadzenie interesów powinni
zarabiać więcej niż oni. Niezdolni do właściwej oceny znaczenia bilansu zysku i
strat dopatrują się w każdym akcie "szefów" wrogiego zamiaru oszukania i
odsunięcia od praw wynikających z racji urodzenia. kłócą się z szefami
nieustannie.

Nie jest więc dziwne, że szefowie zostają wyprowadzeni z równowagi. Są oni
dumni ze swoich osiągnięć w przezwyciężaniu przeszkód stawianych działalności
dużego przedsiębiorstwa przez państwo i związki zawodowe. Czują się w pełni
świadomi faktu, że mimo ich zapału i wybitnych umiejętności firma może upaść,
lub rodzina może doprowadzić do jej sprzedaży. Wierzą oni, że kuzyni powinni
sprawiedliwie oceniać ich zasługi, zamiast skarżyć się i narzekać w sposób
bezczelny i oburzający.

Rodzinna wojna między szefami a kuzynami dotyczy tylko członków klanu, ale
staje się ona bardzo istotna kiedy kuzyni dla dokuczenia szefom zaczynają
przynależeć do antykapitalistycznego obozu i udzielają funduszy na różnego
rodzaju "postępowe" cele. Kuzyni tacy są często entuzjastami popierania
strajków, i to nawet strajków w fabrykach z których pobierają zyski. Dobrze
znany jest fakt, że większość "postępowych" periodyków i wiele "postępowych"
gazet prawie całkowicie zależy od hojnie w ten sposób przyznawanych im
funduszy. Kuzyni ci czynią zapisy "postępowym" uczelniom, uniwersytetom i
instytucjom na cele "społecznych badań" i popierają różnego rodzaju działania
partii komunistycznej. Jako kawiarniani socjaliści i "salonowi bolszewicy"
grają oni ważną rolę w "proletariackiej armii walczącej przeciwko złowrogiemu
systemowi kapitalistycznemu".


Ludwig von Mises (1881 -1973) - jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku,
czołowy przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomicznej, wykładowca wielu
prestiżowych uniwersytetów, autor licznych, książek i publikacji, znany przede
wszystkim z prac pt. "Human Actio
Obserwuj wątek
    • node Re: Urazy 19.03.02, 22:07
      Powiem szczerze, ze jak na 'jednego z najwybitniejszych ekonomistow' to tekst
      jest wyjatkowo zalosny.
      Nie zawiera wiecej madrosci niz klasyczne opery mydlane typu 'Dynastia'
      czy 'Santa Barbara'. Tez mamy tam do czynienia z dobrymi i 'kuzynami' i
      wszelkimi zagadnieniami z tym zwiazanymi.
      • Gość: wild teksty i bigoteria literatów? :)) IP: *.net.bialystok.pl 19.03.02, 22:54
        Bigoteria literatów.

        Łatwo może ujść uwadze pobieżnego obserwatora obecnych ideologii panująca
        bigoteria urabiaczy opinii publicznej i machinacje, które wyciszają głosy
        krytyków. Wydaje się istnieć niezgodność w odniesieniu do spraw uważanych za
        ważne. Komuniści, socjaliści i interwencjoniści oraz różne sekty i szkoły tych
        kierunków ideologicznych zwalczają się z takim zapałem, że ogólna uwaga odwrócona
        jest od podstawowych dogmatów, co do których panuje całkowita zgoda pomiędzy
        owymi kierunkami. Z drugiej strony, kilku niezależnych myślicieli, którzy mają
        odwagę kwestionowania tych dogmatów, praktycznie jest wyjętych spod prawa i
        dlatego ich idee nie są w stanie docierać do czytającej publiczności. Olbrzymiej
        machinie "postępowej" propagandy i indoktrynacji udało się przeforsowanie swoich
        tabu. Nietolerancyjne ortodoksyjne, lecz samozwańczo "nieortodoksyjnie" szkoły
        dominują na scenie.

        Ten "antyortodoksyjny" dogmatyzm jest mieszaniną różnych sprzecznych i nie do
        pogodzenia ze sobą doktryn. Jest to eklektyzm w najgorszym wydaniu, myląca
        zbieranina domysłów zapożyczonych z błędnych i fałszywych pojęć, które dawno się
        rozpadły. Obejmuje urywki dzieł z wielu socjalistycznych autorów,
        zarówno "utopijnych" jak i "naukowych marksistów", z Niemieckiej Szkoły
        Historycznej, Fabiuszy, Amerykańskich Instytucjonalistów, Francuskich
        Syndykalistów, Technokratów... Powtarza błędy Godwin'a, Carleya, Ruskin'a,
        Bismarck'a, Sorel'a, Veblen'a i mnóstwa mniej znanych ludzi.

        Podstawowym dogmatem tych wierzeń jest przekonanie, że ubóstwo jest wynikiem
        niesprawiedliwych instytucji społecznych. Grzechem pierworodnym, który pozbawił
        rodzaj ludzki błogiego życia w rajskim ogrodzie, było ustanowienie prywatnej
        własności i prywatnego przedsiębiorstwa. Kapitalizm służy tylko prywatnym
        interesom nieokiełznanych wyzyskiwaczy. Skazuje to masy dobrych ludzi na
        postępujące zubożenie i degradację. To czego potrzeba, aby się ludziom dobrze
        wiodło, to poskromienie chciwych wyzyskiwaczy przez wielkiego boga zwanego
        Państwem. Motyw "zysku" musi zostać zastąpiony motywem "służby". Na szczęście,
        mówią oni, żadne intrygi i żadna brutalność ze strony szatańskich "ekonomicznych
        monarchistów" nie może zdławić ruchu reform. Nadejście wieku centralnego
        planowania jest nieuniknione. Przyniesie on dostatek i obfitość dla wszystkich.
        Gorliwi zwolennicy przyspieszenia tego wielkiego przekształcenia nazywają siebie
        postępowcami właśnie dlatego, że pretendują do spełnienia tego, co jest zarówno
        pożądane jak i zgodne z niezbadanymi prawami historycznej ewolucji. Negatywnie
        określają mianem reakcjonistów tych wszystkich, którzy poświęcają się próżnemu, w
        ich mniemaniu, wysiłkowi zatrzymania tego co sami nazywają postępem.

        W wyniku przyjęcia tych dogmatów postępowcy opowiadają się za polityką, która,
        jak uważają, mogłaby natychmiast polepszyć los cierpiących mas. Zalecają np.
        rozszerzenie kredytu i zwiększanie ilości pieniędzy w obiegu, dekretowanie
        pewnego minimum stawki godzinowej, która byłaby wymuszana przez rząd, bądź przez
        związki zawodowe naciskiem i siłą, kontrolowanie czynszów i cen artykułów
        pierwszej potrzeby i wprowadzanie innych środków interwencyjnych. Ekonomiści
        wskazali, że środki te nie przynoszą wyników, których osiągnięcie jest celem
        głoszonym przez obrońców takiej polityki. W rzeczywistości wynikiem stosowania
        wspomnianych środków jest to, że nawet z punktu widzenia tych, którzy je zalecają
        i wprowadzają w życie, następuje pogarszanie się stanu rzeczy, które miały one
        zadanie polepszyć. rozbudowa kredytów powoduje powstrzymywanie się kryzysów
        ekonomicznych i okresów depresji. inflacja powoduje znaczny wzrost cen wszystkich
        podstawowych artykułów i usług. Wysiłki narzucania stawek wynagrodzenia wyższych
        niż te, które są określone nieskrępowanym rynkiem, prowadzą do masowego
        bezrobocia przedłużającego się z roku na rok. Pułapy cen powodują spadek
        zaopatrzenia w towary. Ekonomiści udowodnili to w sposób niezaprzeczalny i
        żaden "postępowy" pseudoekonomista nie próbował tego zakwestionować.

        Podstawowym zarzutem postępowców jest teza, że powtarzanie się kryzysów, depresji
        i masowego bezrobocia, są nieodłączną cechą kapitalizmu. Wykazanie, że zjawiska
        te są wręcz przeciwne, wynikiem interwencyjnych akcji regulowania
        kapitalizmu "dla polepszenia warunków życia zwykłego człowieka" - zadaje
        ideologii postępowej ostateczny cios. Ponieważ postępowcy nie są w stanie wysunąć
        jakichkolwiek możliwych do obrony zarzutów w stosunku do takich ekonomistów,
        próbują oni ukrywać je przed społeczeństwem, a przede wszystkim przed
        inteligencją i studentami uniwersytetów. Jakiekolwiek zmiankowanie tych "herezji"
        jest zabronione. Ich autorzy obrzucani są wyzwiskami, a studentów odwodzi się od
        czytania rzekomych bzdur.

        Z punktu widzenia postępowego dogmatyka istnieją dwie grupy ludzi kłócących się o
        to, ile "dochodu narodowego" każda z nich powinna brać na siebie. Klasa
        posiadająca, przedsiębiorcy i kapitaliści, których często
        nazywają "kierownictwem", jest gotowa pozostawiać "ludziom pracy", tj.
        pracownikom najemnym i urzędnikom niewiele mniej niż potrzeba na minimum
        egzystencji. Ludzie pracy, co można łatwo zrozumieć, rozżaleni chciwością
        kierownictwa, skłonni są do słuchania radykałów, komunistów, którzy chcą
        całkowicie wywłaszczyć kierownictwo. Jednakże większość klasy pracującej jest na
        tyle umiarkowana, że nie pozwala sobie na przesadny radykalizm. Odrzucają bowiem
        komunizm i gotowi są do zadowolenia się mniejszą niż całkowitą
        konfiskatą "niezapracowanego" dochodu. Dążą do połowicznych rozwiązań w
        dziedzinach państwowej opieki społecznej, planowania i socjalizmu. W tym sporze
        intelektualiści, którzy jakoby nie należą do żadnej z dwóch grup obozów
        przeciwnych, wzywani są na arbitrów. Oni profesorowie, przedstawiciele nauki,
        pisarze, literaci wystrzegać się muszą ekstremistów każdej grupy, a więc zarówno
        tych, którzy zalecają kapitalizm, jak i tych, którzy wybierają komunizm. Muszą
        stać po stronie umiarkowanych. Muszą być za planowaniem, opieką społeczną,
        socjalizmem i muszą popierać wszystkie środki przewidziane dla ukrócenia
        chciwości kierownictwa i dla zapobiegania nadużywania władzy gospodarczej przez
        to kierownictwo.

        Nie ma potrzeby wchodzenia w szczegółową analizę wszystkich błędów i sprzeczności
        zawartych w tym sposobie myślenia. Wystarczy wskazać trzy podstawowe punkty:

        Pierwszy: Wielkim konfliktem naszych czasów nie jest walka o podział "dochodu
        ekonomicznego". To nie jest spór pomiędzy dwoma klasami, z których każda żądna
        jest przywłaszczyć sobie możliwie jak największą część dóbr dostępnych do
        podział. Jest to spór dotyczący wyboru najbardziej odpowiedniego systemu
        gospodarczej organizacji społeczeństwa. Pytaniem jest, który z dwóch systemów:
        kapitalizm czy socjalizm gwarantuje wyższą produktywność ludzkich wysiłków dla
        polepszenia standardu życiowego. Pytaniem jest również, czy socjalizm może być
        rozważany jako alternatywa kapitalizmu i czy jakiekolwiek racjonalne prowadzenie
        działalności produkcyjnej, a więc oparte na rachunku ekonomicznym, może być
        realizowane w warunkach socjalistycznych. Bigoteria i dogmatyzm socjalistów
        objawia się w fakcie, że uparcie odmawiają oni rozpoczęcia badania tych
        problemów. U nich z góry jest przesądzone, że kapitalizm jest najgorszym złem, a
        socjalizm wcieleniem dobra. Każdy wysiłek w kierunku dogłębnego i szerszego
        analizowania problemów ekonomicznych wspólnoty socjalistycznej jest uważany za
        przestępstwo obrazy majestatu. Skoro warunki istniejące w krajach zachodnich nie
        pozwalają na jeszcze na likwidację takich "przestępców" metodą
        sowiecką, "przestępcy" ci są znieważani, oczerniani bojkotowani i dyskredytowani
        odnośnie motywów swojego postępowania.

        Drugi: W porządku ekonomicznym nie ma różnicy między socjalizmem i komunizmem.
        Oba terminy socjali
        • Gość: wild o i teksciarze i bigoteria literatów? :)) IP: *.net.bialystok.pl 19.03.02, 22:57
          Drugi: W porządku ekonomicznym nie ma różnicy między socjalizmem i komunizmem.
          Oba terminy socjalizm i komunizm oznaczają ten sam system ekonomicznej
          organizacji społeczeństwa, polegający na publicznej kontroli wszystkich środków
          produkcji w odróżnieniu od prywatnej kontroli środków produkcji charakteryzującej
          kapitalizm. Oba terminy, socjalizm, komunizm, są synonimami. Dokument jaki
          wszyscy marksistowscy socjaliści uważają za niepodważalną podstawę swej wiary
          nazwany jest Manifestem Komunistycznym. Z drugiej strony, oficjalna nazwa
          komunistycznego imperium rosyjskiego brzmi: Związek Socjalistycznych Republik
          Radzieckich.

          Antagonizm pomiędzy współczesną partią komunistyczną i socjalistyczną nie dotyczy
          ostatecznego celu ich programu. Odnosi się głównie do dążeń rosyjskich dyktatorów
          do ujarzmienia tak wielu krajów jak to możliwe, a przede wszystkim Stanów
          Zjednoczonych. Odnosi się on ponadto do zagadnienia, czy realizacja publicznej
          kontroli środków produkcji powinna być osiągalna metodami konstytucyjnymi, czy
          też przez obalenie rządów siłą.

          Również określenie "planowanie" i "opieka społeczna", tak jak są one używane w
          języku ekonomistów, mężów stanu, polityków i większości ludzi nie oznaczają nic
          innego, jak ostateczny cel komunizmu i socjalizmu. Planowanie oznacza, że plan
          rządowy powinien zastąpić plany pojedynczych obywateli. A zatem znaczy, że
          przedsiębiorcy i kapitaliści winni być pozbawieni swobody używania swego kapitału
          według własnych planów i powinni zostać bezwarunkowo zobowiązani dostosować się
          do zarządzeń wydawanych przez komisje lub urzędy planowania centralnego.
          Sprowadza się to do przejęcia kontroli przedsiębiorców i kapitalistów przez rząd.

          Poważnym błędem byłoby zatem uważać socjalizm, planowanie, lub państwową opiekę
          społeczną za rozwiązanie problemu ekonomicznej organizacji społeczeństwa,
          różniące się od komunistycznego, a które w wyniku ostatecznym byłyby oceniane
          jako mniej absolutne i mniej radykalne. Wielu ludzi myli się gdy sądzi, że
          socjalizm i planowanie są odtrutkami na komunizm. Socjalista jest bardziej
          umiarkowany od komunisty w jednym względzie - nie przekazuje tajnych dokumentów
          własnego kraju sowieckim agentom i nie organizuje spisków dla mordowania
          antykomunistycznych burżujów. Jest to oczywiście bardzo ważną różnicą, ale nie ma
          ono żadnego związku z ostatecznymi celami działalności politycznej.

          Trzeci: Kapitalizm i socjalizm są dwoma odmiennymi wzorami organizacją
          społeczeństwa. Prywatna kontrola środków produkcji a kontrola publiczna są
          pojęciami wzajemnie się wykluczającymi, a nie tylko pojeciami różnymi. Nie
          istnieje taki byt, jak ekonomia mieszana, system, który by się znajdował w
          połowie drogi miedzy kapitalizmem a socjalizmem. Zwolennicy tego, co fałszywie
          uważane jest za rozwiązanie połowiczne, nie zalecają kompromisu pomiędzy
          kapitalizmem a socjalizmem, a trzecie rozwiązanie, które ma swoje własne
          specyficzne cechy i winno być oceniane zgodnie ze swoimi zaletami. Ten trzeci
          system, który ekonomiści nazywają interwencjonizmem, nie jednoczy, jak orędownicy
          twierdzą, pewnych cech kapitalizmu z pewnymi cechami socjalizmu. To jest coś
          całkowicie różnego od każdego z nich. Ekonomiści, którzy deklarują, że
          interwencjonizm nie osiąga tego, co jego stronnicy chcą osiągnąć, ale czyni
          sprawy gorszymi, nie tylko z punktu widzenia ekonomistów, lecz nawet z punktu
          widzenia zwolenników interwencjonizmu, nie są bezkompromisowymi ideowcami czy
          ekstremistami. Opisują jedynie nieuniknione konsekwencje interwencjonizmu.

          Gdy Marks i Engels w Manifeście Komunistycznym zalecali określone środki
          interwencyjne, nie mieli na myśli zalecania kompromisu między socjalizmem a
          kapitalizmem. Uważali oni te środki, a warto wspomnieć, że są to te same, które
          tworzyły treść polityki "New Deal'u" i "Fair Deal'u" - za pierwszy krok w
          stosunku ustanowienia pełnego komunizmu. Sami opisali te środki
          jako "ekonomicznie niewystarczające i nie do utrzymania", a żądali ich tylko
          dlatego, że "w trakcie ich stosowania dystansują one same siebie, wymagają
          dalszych ingerencji w stary porządek społeczny i są do uniknięcia jako sposób na
          całkowite zrewolucjonizowanie sposobów produkcji". A więc społeczno-gospodarcza
          filozofia postępowców jest obroną socjalizmu i komunizmu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka