gandalph
15.09.04, 10:25
Parę tygodni temu xiazeluka zapoczątkował wątek nt. Powstania Warszawskiego.
Jego zasadniczą tezą było to, że gen. "Bór" 31 sierpnia 1944 podjął decyzję
o wybuchu Powstania 1 sierpnia o godz. 17.00, ktory to termin miał być
najfatalniejszym z mozliwych. Kolejną tezą miało być to, że oto w dalszym
ciągu kultywuje się ciąg "polskiego nieudacznictwa", tzn. nieudanych powstań.
Tę drugą tezę starałem się stonować, gdyż się z nią nie zgadzam. Natomiast co
do pierwszej... W tzw. "międzyczasie" przeczytałem Normana Daviesa "Powstanie
44". Zabierając się do tej lektury mialem dwa cele: 1. odświeżenie sobie
problemu, 2. ciekawił mnie punkt widzenia "człowieka z zewnątrz", tzn. kogoś,
kto nie jest uwikłany w "polskie piekiełko". Nie powiem, żebym spotkał tam
(tzn. w tej książce) jakieś rewelacje, tym niemniej książki Daviesa mają to
do siebie, że zmuszają do refleksji; podobne wrażenie miałem przy lekturze -
wiele lat temu - "Bożego Igrzyska". Na polskim czytelniku lektura książki
Daviesa o Powstaniu może wywołać wrażenie, że jest bardzo nierówna, trzeba
jednak pamiętać, do kogo jest tak naprawdę adresowana. Mając to na względzie
przechodzę do porządku dziennego nad tymi "nierównościami" (tzn. może zbyt
dużą ilością spraw oczywistych - dla nas w Polsce!); pewne refleksje ta
książka wywołuje. I tymi refleksjami własnie chciałem sie podzielić nie
roszcząc sobie zresztą pretensji do Monopolu-Na-Prawdę.
Pierwsza refleksja, ktora DZIŚ powinna być dość oczywista, na tyle, by nie
stawiać tez takich, jak xiazeluka. Skoro bowiem, o czym dzisiaj wiemy, a nie
wiedzieli autorzy decyzji o wybuchu Powstania, trwało ono 63 dni przy czym
Niemcy jakichś oszałamiających sukcesów militarnych nie odnosili, sam wybór
terminu wybuchu nie był czynnikiem krytycznym. Co do "ogromu zniszczeń i
strat", cytat z wywiadu z generalem "Borem" z 1964 r.: "Gdybyśmy zachowali
się zupełnie biernie, Warszawa nie uniknęłaby zniszczeń i strat. Musieliśmy
się liczyc z tym, że jeśli stolica stanie się polem bitwy i walk ulicznych
między Niemcami a Sowietami, może ją czekać los Stalingradu. Wiedzieliśmy
również o przygotowywaniach niemieckich do masowej ewakuacji ludności".
Zwracam uwagę na to ostatnie zdanie. Koresponduje ono z ustaleniami d.
Głównej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce (poprzednika IPNu),
ktory stwierdził w oparciu o długoletnie, żmudne badania archiwalne, że
przygotowania do takiej wywózki Niemcy rozpoczęli jeszcze jesienią 1943 r.
Byłoby dziwne (z uwagi na skalę przygotowań), gdyby wywiad AK o tym nie
wiedział. W końcu wywiezienie ponad miliona ludności jest poważnym
przedsięwzięciem logistycznym, to nie niedzielny wypad na grzyby.
Jest, niestety, rownież pewna grupa dyskutantów w dalszym ciągu biorących za
dobrą monetę oszczerstwa szerzone swego czasu przez komunistów, że oto
Powstanie "wybuchło za wcześnie, bez uzgodnienia z Armią Czerwoną (bo w swej
istocie antyradzieckie)". Pewnie! Powstańcy mieliby rzeczywiście "luksusową"
sytuację, gdyby wszystko było przygotowane, uzgodnione, wymienione misje
łącznikowe, ustalona łączność itd. itd. Problem w tym, że taki wariant był
mozliwy tylko wtedy, gdyby Stalin nie wykazywał wcześniej przez lata ogromu
złej woli, gdyby nie masowe zbrodnie (nie chodzi tylko o Katyń), gdyby
sowiecka/ lubelska propaganda nie podjudzała do powstania, gdyby nie głosiła
tezy, że "AK stoi z bronią u nogi" (w domyśle współpracuje z Niemcami),
gdyby... gdyby... gdyby... Inaczej mówiąc, gdyby Rosja Sowiecka była
lojalnym sojusznikiem. Nasunęło mi się tutaj pytanie, którego jakoś nikt nie
zadał, łącznie z Daviesem: gdyby te warunki były spełnione (czyli takie
porozumienie osiągnięte), to jaki cel miałoby w ogóle to Powstanie?
Wystarczyło poczekać aż Sowieci zajmą Warszawę i przywitać ich po prostu
jako wyzwolicieli.
I jeszcze jedna refleksja: oprocz Powstania Warszawskiego w czasie II W. Św.
było jeszcze powstanie w Paryżu, na Słowacji, w Pradze (może o jeszcze jakimś
nie wiem!). Ktore z nich było "uzgodnione", "przygotowane" itd.? Odpowiedź:
ŻADNE. Powstanie w Paryżu wywróciło do góry nogami plany aliantów, którzy
jednak pospieszyli z pomocą. Powstanie na Słowacji wybuchło z dala od frontu,
a jednak nie powstrzymało to Rosjan przed ofensywą na znacznie większą
odległość niż pod Warszawą, ogromne straty przy forsowaniu przełeczy
karpackich też jakoś ich nie odstraszyły. Powstanie w Pradze to trochę inna
bajka, bo wybuchło na parę dni przed kapitulacją Niemiec.
Davies ma chyba rację, że PW padło ofiarą bynajmniej nie glupoty czynników
polskich, lecz czegoś, co nazwałbym "sabotażem politycznym" aliantów: złej
woli Stalina, bezsilności Churchilla w połączeniu z rozprzężeniem/ brakiem
koordynacji "resortów" brytyjskich, wreszcie głupoty, małoduszności, braku
wyobraźni (albo po prostu postępującej choroby) Roosevelta, ktory mając w
ręce szereg atutów w rozgrywce ze Stalinem żadnego nie wykorzystał, nie tylko
zresztą w tej sprawie. A Stalin? Skoro nie było na niego nacisków,
zadysponował rezerwy strategiczne w innym kierunku i potem rzeczywiście nie
mógł zmienić decyzji (mówię o decyzjach wojskowych, a nie o policyjnych, bo
na to zawsze mu starczało środków).
To tak z grubsza... Wiele jeszcze można by na ten temat...