Dodaj do ulubionych

Jeszcze o Powstaniu Warszawskim

15.09.04, 10:25
Parę tygodni temu xiazeluka zapoczątkował wątek nt. Powstania Warszawskiego.
Jego zasadniczą tezą było to, że gen. "Bór" 31 sierpnia 1944 podjął decyzję
o wybuchu Powstania 1 sierpnia o godz. 17.00, ktory to termin miał być
najfatalniejszym z mozliwych. Kolejną tezą miało być to, że oto w dalszym
ciągu kultywuje się ciąg "polskiego nieudacznictwa", tzn. nieudanych powstań.
Tę drugą tezę starałem się stonować, gdyż się z nią nie zgadzam. Natomiast co
do pierwszej... W tzw. "międzyczasie" przeczytałem Normana Daviesa "Powstanie
44". Zabierając się do tej lektury mialem dwa cele: 1. odświeżenie sobie
problemu, 2. ciekawił mnie punkt widzenia "człowieka z zewnątrz", tzn. kogoś,
kto nie jest uwikłany w "polskie piekiełko". Nie powiem, żebym spotkał tam
(tzn. w tej książce) jakieś rewelacje, tym niemniej książki Daviesa mają to
do siebie, że zmuszają do refleksji; podobne wrażenie miałem przy lekturze -
wiele lat temu - "Bożego Igrzyska". Na polskim czytelniku lektura książki
Daviesa o Powstaniu może wywołać wrażenie, że jest bardzo nierówna, trzeba
jednak pamiętać, do kogo jest tak naprawdę adresowana. Mając to na względzie
przechodzę do porządku dziennego nad tymi "nierównościami" (tzn. może zbyt
dużą ilością spraw oczywistych - dla nas w Polsce!); pewne refleksje ta
książka wywołuje. I tymi refleksjami własnie chciałem sie podzielić nie
roszcząc sobie zresztą pretensji do Monopolu-Na-Prawdę.
Pierwsza refleksja, ktora DZIŚ powinna być dość oczywista, na tyle, by nie
stawiać tez takich, jak xiazeluka. Skoro bowiem, o czym dzisiaj wiemy, a nie
wiedzieli autorzy decyzji o wybuchu Powstania, trwało ono 63 dni przy czym
Niemcy jakichś oszałamiających sukcesów militarnych nie odnosili, sam wybór
terminu wybuchu nie był czynnikiem krytycznym. Co do "ogromu zniszczeń i
strat", cytat z wywiadu z generalem "Borem" z 1964 r.: "Gdybyśmy zachowali
się zupełnie biernie, Warszawa nie uniknęłaby zniszczeń i strat. Musieliśmy
się liczyc z tym, że jeśli stolica stanie się polem bitwy i walk ulicznych
między Niemcami a Sowietami, może ją czekać los Stalingradu. Wiedzieliśmy
również o przygotowywaniach niemieckich do masowej ewakuacji ludności".
Zwracam uwagę na to ostatnie zdanie. Koresponduje ono z ustaleniami d.
Głównej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce (poprzednika IPNu),
ktory stwierdził w oparciu o długoletnie, żmudne badania archiwalne, że
przygotowania do takiej wywózki Niemcy rozpoczęli jeszcze jesienią 1943 r.
Byłoby dziwne (z uwagi na skalę przygotowań), gdyby wywiad AK o tym nie
wiedział. W końcu wywiezienie ponad miliona ludności jest poważnym
przedsięwzięciem logistycznym, to nie niedzielny wypad na grzyby.
Jest, niestety, rownież pewna grupa dyskutantów w dalszym ciągu biorących za
dobrą monetę oszczerstwa szerzone swego czasu przez komunistów, że oto
Powstanie "wybuchło za wcześnie, bez uzgodnienia z Armią Czerwoną (bo w swej
istocie antyradzieckie)". Pewnie! Powstańcy mieliby rzeczywiście "luksusową"
sytuację, gdyby wszystko było przygotowane, uzgodnione, wymienione misje
łącznikowe, ustalona łączność itd. itd. Problem w tym, że taki wariant był
mozliwy tylko wtedy, gdyby Stalin nie wykazywał wcześniej przez lata ogromu
złej woli, gdyby nie masowe zbrodnie (nie chodzi tylko o Katyń), gdyby
sowiecka/ lubelska propaganda nie podjudzała do powstania, gdyby nie głosiła
tezy, że "AK stoi z bronią u nogi" (w domyśle współpracuje z Niemcami),
gdyby... gdyby... gdyby... Inaczej mówiąc, gdyby Rosja Sowiecka była
lojalnym sojusznikiem. Nasunęło mi się tutaj pytanie, którego jakoś nikt nie
zadał, łącznie z Daviesem: gdyby te warunki były spełnione (czyli takie
porozumienie osiągnięte), to jaki cel miałoby w ogóle to Powstanie?
Wystarczyło poczekać aż Sowieci zajmą Warszawę i przywitać ich po prostu
jako wyzwolicieli.
I jeszcze jedna refleksja: oprocz Powstania Warszawskiego w czasie II W. Św.
było jeszcze powstanie w Paryżu, na Słowacji, w Pradze (może o jeszcze jakimś
nie wiem!). Ktore z nich było "uzgodnione", "przygotowane" itd.? Odpowiedź:
ŻADNE. Powstanie w Paryżu wywróciło do góry nogami plany aliantów, którzy
jednak pospieszyli z pomocą. Powstanie na Słowacji wybuchło z dala od frontu,
a jednak nie powstrzymało to Rosjan przed ofensywą na znacznie większą
odległość niż pod Warszawą, ogromne straty przy forsowaniu przełeczy
karpackich też jakoś ich nie odstraszyły. Powstanie w Pradze to trochę inna
bajka, bo wybuchło na parę dni przed kapitulacją Niemiec.
Davies ma chyba rację, że PW padło ofiarą bynajmniej nie glupoty czynników
polskich, lecz czegoś, co nazwałbym "sabotażem politycznym" aliantów: złej
woli Stalina, bezsilności Churchilla w połączeniu z rozprzężeniem/ brakiem
koordynacji "resortów" brytyjskich, wreszcie głupoty, małoduszności, braku
wyobraźni (albo po prostu postępującej choroby) Roosevelta, ktory mając w
ręce szereg atutów w rozgrywce ze Stalinem żadnego nie wykorzystał, nie tylko
zresztą w tej sprawie. A Stalin? Skoro nie było na niego nacisków,
zadysponował rezerwy strategiczne w innym kierunku i potem rzeczywiście nie
mógł zmienić decyzji (mówię o decyzjach wojskowych, a nie o policyjnych, bo
na to zawsze mu starczało środków).
To tak z grubsza... Wiele jeszcze można by na ten temat...
Obserwuj wątek
    • Gość: adamm A ja o jednym jeszcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 10:31
      może uda Ci się przypomnieć tutaj jaki cel postawilo sobie dowództwo powstania?
      jasno sprecyzowany cel. Ja nie potrafie go podać, ale moze Ty bedac tuz po
      lekturze bedziesz mogl to zrobić. No wiec jaki był ten cel. Jak bedziemy znali
      cel to mozna dyskutować dalej. No bo nie zakladam, ze podjeto decyzje o wybuchu
      nie stawiajac sobie celu finalnego. Could you, please?
      • gandalph Re: A ja o jednym jeszcze 15.09.04, 10:44
        Gość portalu: adamm napisał(a):

        > może uda Ci się przypomnieć tutaj jaki cel postawilo sobie dowództwo
        powstania?
        >
        > jasno sprecyzowany cel. Ja nie potrafie go podać, ale moze Ty bedac tuz po
        > lekturze bedziesz mogl to zrobić. No wiec jaki był ten cel. Jak bedziemy
        znali
        > cel to mozna dyskutować dalej. No bo nie zakladam, ze podjeto decyzje o
        wybuchu
        >
        > nie stawiajac sobie celu finalnego. Could you, please?

        1. Ponieważ Warszawa była ważnym węzłem komunikacyjnym, uniemozliwienie Niemcom
        ruchów wojsk do i od frontu. 2. Opanowanie stolicy przed wkroczeniem Rosjan
        (mając na uwadze wszystko to, co zdarzylo się w Wilnie, Lwowie itd.
        Cel pierwszy został częściowo osiągnięty, cel drugi - nie, z tych samych
        powodów, dla których nie został w pełni osiągnięty cel pierwszy. To tak w
        skrócie.
        Dodam jeszcze , że decyzja została poniekąd wymuszona okolicznościami: obawa o
        to, że wezwanie Fischera do stawienia się 100 tys. ludzi do kopania okopów jest
        wstepem do masowej wywózki (a przede wszystkim rozbicia AK w W-wie), a po
        drugie, że powstanie może wybuchnąć samorzutnie czyli poza wszelką kontrolą. O
        tym wszystkim nie pisałem w poście otwierającym, bo i tak był już dość długi.
        Aha, jeszcze jedno: decyzja spóźniona oznaczałaby to, że Rosjanie sami zajmą
        Warszawę i zrobią to, co w Wilnie i Lwowie.
        Prawo H.L. Menckena: Ci, którzy potrafią - robią. Ci, którzy nie potrafią -
        uczą.
        Rozwinięcie Martina: Ci, którzy nie potrafią uczyć - zarządzają.
        • Gość: adamm Chyba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 10:57
          nie potrafię jednak o tym spokojnie pisać. Wiec nie bede bardzo rozwijał.
          Powiem tylko, ze jesli stawiali sobie za cel opanowanie stolicy prrzed
          wkroczeniem Rosjan to ja to tylko częsciowo to rozumiem. Przede wszystkim
          dlatego częsciowo, ze nie pojmuję jak oni mogli tak bardzo wierzyć w swoje
          słabe, bądź co bądź, siły. Poza tym stolica to wiele, ale nie wszystko. Jest
          jeszcze reszta kraju (a nawet w stolicy poparcie dla powstabia bylo raczej
          male). Tak wiec zaczynają się pytania:

          1. Jesli opanujemy stolicę to co dalej?
          a) Rosjanie nas zostawia w spokoju
          b) Rosjanie nas nie zostawią w spokoju (co wtedy?)

          2. Jesli przegramy z Niemcami (bardzo prawdopodobne) to co dalej?
          a) wlasciwie jestesmy w punkcie wyjscia

          3. A moze należało rozmawiać z Rosjanami i tworzyć (na niby lub na serio) coś w
          rodzaju wspólnego frontu i pozwalać, aby to jednak Rosjanie walczyli z Niemcami
          (w koncu to oni mieli normalną armię, u nas zaś była mlodzież).

          Podsumuję tylko, ze bedac na miejscu dowodztwa stosowałbym wszelkie mozliwe
          dzialania, aby do powstania nie dopuscic, czekajac az zetra sie Rosjanie z
          Niemcami. A to przecież bylo pewne, bo Rosjanie szli do Berlina. To byla
          kwestia czasu. A wowczas (pokonani Niemcy) w sumie zostawalby tylko jeden
          (ewentualny) wrog: Rosjanie. I prawdopodobnie nieznisczona Warszawa i zywe 200
          000 ludzi.









          • gandalph Re: Chyba 16.09.04, 09:53
            Gość portalu: adamm napisał(a):

            > nie potrafię jednak o tym spokojnie pisać. Wiec nie bede bardzo rozwijał.
            > Powiem tylko, ze jesli stawiali sobie za cel opanowanie stolicy prrzed
            > wkroczeniem Rosjan to ja to tylko częsciowo to rozumiem. Przede wszystkim
            > dlatego częsciowo, ze nie pojmuję jak oni mogli tak bardzo wierzyć w swoje
            > słabe, bądź co bądź, siły. Poza tym stolica to wiele, ale nie wszystko. Jest
            > jeszcze reszta kraju (a nawet w stolicy poparcie dla powstabia bylo raczej
            > male). Tak wiec zaczynają się pytania:
            >
            > 1. Jesli opanujemy stolicę to co dalej?
            > a) Rosjanie nas zostawia w spokoju
            > b) Rosjanie nas nie zostawią w spokoju (co wtedy?)

            Na to pytanie nie ma odpowiedzi ani dzisiaj, ani wtedy. Powtarzam, dowództwo
            miało bardzo ograniczony margines wyboru: zacząć powstanie - źle, nie zacząć -
            źle.
            >
            > 2. Jesli przegramy z Niemcami (bardzo prawdopodobne) to co dalej?
            > a) wlasciwie jestesmy w punkcie wyjscia
            >
            > 3. A moze należało rozmawiać z Rosjanami i tworzyć (na niby lub na serio) coś
            w
            >

            Pominąłeś kluczową kwestię: gdyby takie porozumienie było możliwe, wówczas
            powstanie miałoby owszem, większe szanse, ale byłoby po prostu niepotrzebne.

            > rodzaju wspólnego frontu i pozwalać, aby to jednak Rosjanie walczyli z
            Niemcami
            >
            > (w koncu to oni mieli normalną armię, u nas zaś była mlodzież).
            >
            > Podsumuję tylko, ze bedac na miejscu dowodztwa stosowałbym wszelkie mozliwe
            > dzialania, aby do powstania nie dopuscic, czekajac az zetra sie Rosjanie z
            > Niemcami. A to przecież bylo pewne, bo Rosjanie szli do Berlina. To byla
            > kwestia czasu. A wowczas (pokonani Niemcy) w sumie zostawalby tylko jeden
            > (ewentualny) wrog: Rosjanie. I prawdopodobnie nieznisczona Warszawa i zywe
            200
            > 000 ludzi.

            A jak to sobie wyobrażasz? Walki na ulicach W-wy między Niemcami i Sowietami?
            Skutek? Dokładnie ten sam!
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
        • indris Mit "niekontrolowanego wybuchu"... 15.09.04, 11:26
          ...jest kompletną bzdurą. "Niekontrolowane" wystąpienie przeciw Niemcom mogło
          być dziełem albo spontanicznego buntu ludowego (jak w 1989 w Paryżu), albo
          uzbrojonego podziemia.
          Otóż to pierwsze było nie do pomyślenia. W ciągu całej okupacji nie było ani
          jednego masowego wystąpienia antyniemieckiego. Warszawiacy dyszeli wręcz
          nienawiścią do okupanta, ale nie byli wariatami. Chętnych do rzucania się z
          pięściami na czołgi nie było.
          Natomiast uzbrojone podziemie było WOJSKIEM i to dobrze zdyscyplinowanym. Jest
          na to jeden (co najmniej) dowód, opisany m.in w słynnych "Kamieniach na
          szaniec". Oto, gdy na ostatni guzik była zapięta akcja odbicia "Rudego", AK-
          owcy - jego przyjaciele - zrezygnowali z jej przeprowadzenia w ostatniej chwili
          TYLKO dlatego, że nie otrzymali zezwolenia dowództwa. A byli już na
          stanowiskach. I wiedzieli, że każdy dzień pozostawania Rudego w łapach Gestapo
          zmniejsza jego szanse na przeżycie.
          Przyznam się, że gdybym ja był na ich miejscu, to przeprowadziłbym tę akcję bez
          względu na pozwolenie. I myślę, że tak zrobiłby niemal każdy WSPÓŁCZESNY Polak.
          I mentalności tamtych ludzi nie rozumiem a nawet nie podzielam. Ale FAKTY
          należy przyjąć do wiadomości.
          Myślę, że autorzy mitu o "niekontrolowanym wybuchu" podświadomie (w najlepszym
          wypadku) utożsamiają SWOJĄ (i moją...) mentalność z mentalnością AK-owców z
          1944. Ale jest to znany błąd zwany ahistoryzmem.
          • gandalph Re: Mit "niekontrolowanego wybuchu"... 16.09.04, 10:01
            indris napisał:

            > ...jest kompletną bzdurą. "Niekontrolowane" wystąpienie przeciw Niemcom mogło
            > być dziełem albo spontanicznego buntu ludowego (jak w 1989 w Paryżu), albo
            > uzbrojonego podziemia.
            > Otóż to pierwsze było nie do pomyślenia. W ciągu całej okupacji nie było ani
            > jednego masowego wystąpienia antyniemieckiego. Warszawiacy dyszeli wręcz
            > nienawiścią do okupanta, ale nie byli wariatami. Chętnych do rzucania się z
            > pięściami na czołgi nie było.
            > Natomiast uzbrojone podziemie było WOJSKIEM i to dobrze zdyscyplinowanym.
            Jest
            > na to jeden (co najmniej) dowód, opisany m.in w słynnych "Kamieniach na
            > szaniec". Oto, gdy na ostatni guzik była zapięta akcja odbicia "Rudego", AK-
            > owcy - jego przyjaciele - zrezygnowali z jej przeprowadzenia w ostatniej
            chwili
            >
            > TYLKO dlatego, że nie otrzymali zezwolenia dowództwa. A byli już na
            > stanowiskach. I wiedzieli, że każdy dzień pozostawania Rudego w łapach
            Gestapo
            > zmniejsza jego szanse na przeżycie.
            > Przyznam się, że gdybym ja był na ich miejscu, to przeprowadziłbym tę akcję
            bez
            >
            > względu na pozwolenie. I myślę, że tak zrobiłby niemal każdy WSPÓŁCZESNY
            Polak.
            > I mentalności tamtych ludzi nie rozumiem a nawet nie podzielam. Ale FAKTY
            > należy przyjąć do wiadomości.
            > Myślę, że autorzy mitu o "niekontrolowanym wybuchu" podświadomie (w
            najlepszym
            > wypadku) utożsamiają SWOJĄ (i moją...) mentalność z mentalnością AK-owców z
            > 1944. Ale jest to znany błąd zwany ahistoryzmem.

            Łatwo jest "gdybać" po 60 latach. Wiele relacji z tamtego czasu potwierdza
            nastroje panujące w Warszawie pod koniec lipca 1944.
            I jeszcze fragment zeznań gen. Okulickiego w procesie moskiewskim: ... 8.
            Wzgląd na morale żołnierzy AK i społeczeństwa polskiego, które prawie przez
            pięć lat przygotowywane do walki z Niemcami przez nas samych mogłoby się
            załamać, gdybyśmy w tej decydującej i nadarzającej się sytuacji walki nie
            podjęli. Naród polski w taki przypadku musiałby nam postawić pytanie: po co
            była walka i ofiary, gdy do tego samego biernego oczekiwania na wkroczenie
            Armii Czerwonej można było ich uniknąć.
            9. Uzsadniona obawa, że gdy huk dział zbliży się do Warszawy, nagromadzone
            elementy i ogólna chęć walki z Niemcami podejmą walkę samorzutnie bez naszego
            kierownictwa.
            A więc takie obawy były.
            • indris Gdybanie i Okulicki 16.09.04, 10:13
              Właśnie usiłowałem pokazać, że gdybią raczej ci DZISIEJSI publicyści, którzy
              lansują tezę o niekontrolowanym wybuchu i dlaczego to robią.
              Zeznania Okulickiego na procesie moskiewskim są podwójnie niewiarygodne. Po
              pierwsze, Okulicki był zwolennikiem Powstania, więc zwyczajnie bronił własnej
              decyzji. Po drugie, właśnie dlatego, że był to proces w Moskwie.
              • gandalph Re: Gdybanie i Okulicki 16.09.04, 10:25
                indris napisał:

                > Właśnie usiłowałem pokazać, że gdybią raczej ci DZISIEJSI publicyści, którzy
                > lansują tezę o niekontrolowanym wybuchu i dlaczego to robią.
                > Zeznania Okulickiego na procesie moskiewskim są podwójnie niewiarygodne. Po
                > pierwsze, Okulicki był zwolennikiem Powstania, więc zwyczajnie bronił własnej
                > decyzji. Po drugie, właśnie dlatego, że był to proces w Moskwie.

                To jest właśnie przykład typowo komunistycznego sposobu rozumowania: "X jest
                zlodziejem, bandytą, zaplutym karłem reakcji, faszystą itd. - niepotrzebne
                skreślić, w związku z tym, wszystko co mówi, jest kłamstwem." Pomija się przy
                tym fakt, że samemu się te łatki iksowi przypięło.
                Nie wiem, czy obawy o to, że wydarzenia mogą wymknąć się spod kontroli Okulicki
                et consortes wiązali z działalnością agentury komitetu lubelskiego i AL, ale,
                jakkolwiek ta ostatnia była za słaba, by przeprowadzić działania na większą
                skalę, to było ich dostatecznie dużo na to, aby sprowokować Niemców. Odezwy
                wspomnianego komitetu ukazały się w W-wie już 25 lipca. Nie są to więc tylko
                pogloski.
                • danek4 Re: Gdybanie i Okulicki 16.09.04, 10:46
                  dalsze rozwinięcie prawa martina-gandalpha na terenach na wschód od Odry

                  ci którzy nie potrafią zarządzać -dyskutują
                  ci którzy i tego nie potrafią-giną prędzej czy później
                  • gandalph Mało dowcipne i mało odkrywcze 16.09.04, 12:49

                • indris Komunizm starożytnego Rzymu ? 16.09.04, 11:38
                  Zasada "nemo iudex in causa sua" (nikt nie może być sędzią we własnej sprawie)
                  pochodzi ze starożytnego Rzymu. Gen. Okulicki był odpowiedzialny za Powstanie,
                  więc jego wyjaśnienia z natury rzeczy mogą być uznane za obronę własnych
                  decyzji. Z komunizmem to rozumowanie nie ma nic wspólnego, stosuje sie ten typ
                  rozumowania na całym świecie od niepamiętnych czasów.
                  • gandalph Re: Komunizm starożytnego Rzymu ? 16.09.04, 12:50
                    indris napisał:

                    > Zasada "nemo iudex in causa sua" (nikt nie może być sędzią we własnej
                    sprawie)
                    > pochodzi ze starożytnego Rzymu. Gen. Okulicki był odpowiedzialny za
                    Powstanie,
                    > więc jego wyjaśnienia z natury rzeczy mogą być uznane za obronę własnych
                    > decyzji. Z komunizmem to rozumowanie nie ma nic wspólnego, stosuje sie ten
                    typ
                    > rozumowania na całym świecie od niepamiętnych czasów.

                    A co to ma do rzeczy?
            • danek4 Re: Mit "niekontrolowanego wybuchu"... 16.09.04, 10:21
              słuchałam wypowiedzi, po 60 latach, uczestników PW wcale nie z dowództwa
              i na pytanie, czy powstanie powinno wybuchnąć
              wszyscy zapytani odpowiadali-tak, taka była nasza potrzeba chwili i ...pomimo
              ofiar nie żałują
              dziwiły mnie te odpowiedzi
              pomyślałam wtedy-a zapytajcie tych, którzy nie przeżyli albo...wszystkich
              którzy przeżyli
              nie można tak
              to nieludzkie powątpiewać w ich ofiarę, że...potem miało być dobrze dla
              wszystkich

              jeszcze raz napiszę, że analizować zaistniałe fakty i zdarzenia należy
              ale też NALEŻY zawsze pamiętać w jakim celu się to robi i czy ktoś niecnie nie
              będzie chciał wykorzystać tych analiz dla....też jakiegoś tzw. dobra ogółu,
              które po latach okaże się...itd.
              oczywiście nie da się uniknąć i negatywnych skutków głoszenia PRAWDY
              ale o tych negatywnych skutkach też trzeba umieć i chcieć mówić
          • dokowski Skoro już dla luki wyświetliłem nieprzyjaciół ... 16.09.04, 15:07
            indris napisał:

            > I mentalności tamtych ludzi nie rozumiem a nawet nie podzielam. Ale FAKTY
            > należy przyjąć do wiadomości.

            Natura ludzka nie zmienia się tak szybko.

            > Myślę, że autorzy mitu o "niekontrolowanym wybuchu" podświadomie
            > (w najlepszym wypadku) utożsamiają SWOJĄ (i moją...) mentalność
            > z mentalnością AK-owców z 1944. Ale jest to znany błąd zwany ahistoryzmem

            Ty popełniasz błąd bardziej elementarny, mylisz AK z Powstańcami. AK tylko
            pomogło Powstańcom, zgodziło się firmować Powstanie, gdyż AKowcy współczuli
            upodlonym Warszawiakom. Takie były prawdziwe przyczyny Powstania, a nie te
            później dorobione przez teoretyków sztabowców i sowieckich historyków.
        • xiazeluka Re: A ja o jednym jeszcze 15.09.04, 11:30
          1. Warszawa jako węzeł komunikacyjny.
          Powstanie przejściowo zakłóciło, ale nie uniemozliwiło Niemcom ruchu
          przyfrontowego, w ich rękach były mosty, linia kolejowa, po pewnym czasie
          arteria wolska. Dowództwo 9 Armiii swobodnie przerzucało całe dywizje z wideł
          Wisły i Narwi w rejon przyczółka wareckiego (np. 19 DPanc). Przyczyną było
          niewłaściwe okreslenie priorytetów - aby sparaliżować komunikację przez stolicę
          należało przede wszystkim zdobyć mosty, a to geniusze z KG AK w zasadzie olali.

          2. 100 tys. mężczyzn do kopania rowów.
          a) Dwa wezwania niemieckie pozostały całkowicie zlekceważone. Co na to Fischer?
          Nic. Dlaczego? Ponieważ nie miał sił i środków, by nakaz ten wyegzekwować. A
          skoro nie miał siły schwytać 100 tys. ludzi, to tym bardziej 700 tys.
          mieszkańców Warszawy.
          b) Pogłoski o samorzutnym wybuchu powstania są niepotwierdzone - kto i czym
          miałby powstanie wzmiecić? Czy AK była cywilbandą, reagującą emocjonalnie?
          Owszem, istniał stan podniecenia spowodowany zbliżającym się frontem oraz
          paniczną ucieczką Niemców z Warszawy, jednak pod koniec sierpnia afekty opadły -
          Niemcy wrócili, pojawiły się czołgi, widać było, że okupanci szykują sie do
          walki.

          • indris Problem geograficzny 15.09.04, 12:00
            Od sierpnia 1944 front w Polsce ustalił sie praktycznie na linii Wisły. Na
            wszhód od Wisły były jakieś resztówki, Armia Czerwona zdobyła Pragę we wrześniu
            bez żadnej zmaiany ogólnej sytuacji strategicznej. Gdzie więc mieliby Niemcy
            przerzucać wojska przez Warszawę ?
            • gandalph Re: Problem geograficzny 16.09.04, 10:19
              indris napisał:

              > Od sierpnia 1944 front w Polsce ustalił sie praktycznie na linii Wisły. Na
              > wszhód od Wisły były jakieś resztówki, Armia Czerwona zdobyła Pragę we
              wrześniu
              >
              > bez żadnej zmaiany ogólnej sytuacji strategicznej. Gdzie więc mieliby Niemcy
              > przerzucać wojska przez Warszawę ?

              Wypowiedź nie na temat. Mówisz o tym, co się stało po wybuchu powstania, a nie
              sytuacji sprzed. Inaczej mówiąc, Kowalski zgasił płonącą ściółkę w lesie, nie
              dopuścił do pożaru, a Ty mówisz, "przecież żadnego pożaru nie było, więc po co
              straż pożarna"?
          • gandalph Re: A ja o jednym jeszcze 16.09.04, 10:16
            xiazeluka napisała:

            > 1. Warszawa jako węzeł komunikacyjny.
            > Powstanie przejściowo zakłóciło, ale nie uniemozliwiło Niemcom ruchu
            > przyfrontowego, w ich rękach były mosty, linia kolejowa, po pewnym czasie
            > arteria wolska. Dowództwo 9 Armiii swobodnie przerzucało całe dywizje z wideł
            > Wisły i Narwi w rejon przyczółka wareckiego (np. 19 DPanc). Przyczyną było
            > niewłaściwe okreslenie priorytetów - aby sparaliżować komunikację przez
            stolicę
            >
            > należało przede wszystkim zdobyć mosty, a to geniusze z KG AK w zasadzie
            olali.

            Mówisz o realizacji planu a nie o samym planie. Geniusze nie olali, tylko
            powstanie na prawym brzegu szybko upadło. Tym niemniej trasy przelotowe przez
            miasto były przez dłuższy czas zablokowane.
            >
            > 2. 100 tys. mężczyzn do kopania rowów.
            > a) Dwa wezwania niemieckie pozostały całkowicie zlekceważone. Co na to
            Fischer?
            >
            > Nic. Dlaczego? Ponieważ nie miał sił i środków, by nakaz ten wyegzekwować. A
            > skoro nie miał siły schwytać 100 tys. ludzi, to tym bardziej 700 tys.
            > mieszkańców Warszawy.

            Owszem, bez konsekwencji, ale na jak długo?
            > b) Pogłoski o samorzutnym wybuchu powstania są niepotwierdzone - kto i czym
            > miałby powstanie wzmiecić? Czy AK była cywilbandą, reagującą emocjonalnie?
            > Owszem, istniał stan podniecenia spowodowany zbliżającym się frontem oraz
            > paniczną ucieczką Niemców z Warszawy, jednak pod koniec sierpnia afekty
            opadły
            > -

            Niepotwierdzone? Jest o tym mowa w relacjach gen. Okulickiego, to raz! Po
            drugie, komitet lubelski stale podjudzał, komuniści spod znaku AL
            mogli "wykręcić" jakiś numer chociażby tylko po to, żeby sprowokować Niemców.
            Czas uciekał, bynajmniej nie na korzyść AK i Państwa Podziemnego.
            > Niemcy wrócili, pojawiły się czołgi, widać było, że okupanci szykują sie do
            > walki.
            >
            • xiazeluka Re: A ja o jednym jeszcze 16.09.04, 10:53
              gandalph napisał:

              > Mówisz o realizacji planu a nie o samym planie. Geniusze nie olali, tylko
              > powstanie na prawym brzegu szybko upadło. Tym niemniej trasy przelotowe przez
              > miasto były przez dłuższy czas zablokowane.

              1. Plan powstania był szykowany od lat, po gwałtownej zmianie zdania w połowie
              lipca 1944 r. nie wystarczyło juz czasu na generalne zmiany. Plan powstania był
              zatem zły, ponieważ zamiast skupić się na walce o linie Wisły, zakładał ogólną
              ruchawkę w całym mieście - miano dać Rosjanom Warszawę na tacy, a nie walczyć o
              połączenie z drugim brzegiem. Plan był zły i przestarzały - szczegóły patrz u
              J.Kirchmayera "Powstanie warszawskie 1944", tam znajdziesz ocenę tego głupiego
              planu z punktu widzenia wojskowego.
              2. Trasy przelotowe czyli arterie jerozolimska i wolska były zablokowane
              przejściowo, poza tym w rękach niemieckich pozostała linia kolejowa na trasie
              most przy Cytadeli-Dworzec Gdański-Czyste. Kolej była wówczas głównym środkiem
              transportu. Same zaś arterie drogowe były nie tyle zablokowane, co
              przyblokowane - pododdziały zarówno DSPanc. HG jak i 19 DPanc. przebijały się z
              powodzeniem Al. Jerozolimskimi.

              > Owszem, bez konsekwencji, ale na jak długo?

              Na bardzo długo, czego dowodzi słabość korpusu von dem Bacha. Przy okazji warto
              wiedzieć, że plan AK faktycznie uwzględniał ewentualność ewakuacji ludności
              przez Niemców i zakładał, że AK będzie skoncentrowana na trasach wymarszu w
              celu uchronienia cywilów przed ewentualnymi okrucieństwami. Balast tego
              założenia przyczynił się m.in. do niewłaściwego dyslokowania sił AK 1 sierpnia.

              > Niepotwierdzone? Jest o tym mowa w relacjach gen. Okulickiego, to raz! Po
              > drugie, komitet lubelski stale podjudzał, komuniści spod znaku AL
              > mogli "wykręcić" jakiś numer chociażby tylko po to, żeby sprowokować Niemców.

              1. Co jest niby potwierdzone u Okulickiego? Jak można w ogóle coś potwierdzić,
              co nie zaszło? Jedynie metodą analogii. Wskaż mi dowolną ruchawkę wywołana
              przez AK bez rozkazu dowództwa. Enuncjacje Okulickiego są nieobiektywne -
              generał ów był jednym z najsilniej optujących za wywołaniem powstania bez
              względu na konsekwencje.
              2. AL w sile aż 270 ludzi mogło co najwyżej dokonywać terrorystycznych zamachów
              w rodzaju demolowania Cafe Clubu czy Mitropy, ale nie wzmiecić ogólne
              powstanie. Gen. Stahel oceniał wieczorem 1 sierpnia, że ma do czynienia z
              poważnymi zamieszkami, a nie powstaniem - tak nikła była siła uderzeń AK
              pierwszego dnia walk, więc jak mogliby większe wrażenie uczynić alowcy?
              3. No i - dlaczego mieliby to robić? Warszawa nie była celem strategicznym
              ofensywy letniej AC.

              > Czas uciekał, bynajmniej nie na korzyść AK i Państwa Podziemnego.

              Odwrotnie - na korzyść. Przedwczesny wybuch doprowadził do klęski.
              • gandalph Re: A ja o jednym jeszcze 16.09.04, 11:50
                xiazeluka napisała:

                > gandalph napisał:
                >
                > > Mówisz o realizacji planu a nie o samym planie. Geniusze nie olali, tylko
                >
                > > powstanie na prawym brzegu szybko upadło. Tym niemniej trasy przelotowe p
                > rzez
                > > miasto były przez dłuższy czas zablokowane.
                >
                > 1. Plan powstania był szykowany od lat, po gwałtownej zmianie zdania w
                połowie
                > lipca 1944 r. nie wystarczyło juz czasu na generalne zmiany. Plan powstania
                był
                >
                > zatem zły, ponieważ zamiast skupić się na walce o linie Wisły, zakładał
                ogólną
                > ruchawkę w całym mieście - miano dać Rosjanom Warszawę na tacy, a nie walczyć
                o
                To nie ma znaczenia. O jakich "dobrych planach" w ogóle można było mówić w
                sytuacji zmieniającej się jak w kalejdoskopie?
                >
                > połączenie z drugim brzegiem. Plan był zły i przestarzały - szczegóły patrz u
                > J.Kirchmayera "Powstanie warszawskie 1944", tam znajdziesz ocenę tego
                głupiego
                > planu z punktu widzenia wojskowego.
                > 2. Trasy przelotowe czyli arterie jerozolimska i wolska były zablokowane
                > przejściowo, poza tym w rękach niemieckich pozostała linia kolejowa na trasie
                > most przy Cytadeli-Dworzec Gdański-Czyste. Kolej była wówczas głównym
                środkiem
                > transportu. Same zaś arterie drogowe były nie tyle zablokowane, co
                > przyblokowane - pododdziały zarówno DSPanc. HG jak i 19 DPanc. przebijały się
                z
                >
                Jak to zwal, to to zwał. Z Twoich rewelacji wynikałoby, że Powstanie pomoglo
                Niemcom w walce z Sowietami. A z resztą, po raz kolejny pomijasz sprawy
                zasadnicze zagłębiając sie w szczegóły - widzisz drzewa, a nie widzisz lasu.
                > powodzeniem Al. Jerozolimskimi.
                >
                > > Owszem, bez konsekwencji, ale na jak długo?
                >
                > Na bardzo długo, czego dowodzi słabość korpusu von dem Bacha. Przy okazji
                warto
                >
                > wiedzieć, że plan AK faktycznie uwzględniał ewentualność ewakuacji ludności
                > przez Niemców i zakładał, że AK będzie skoncentrowana na trasach wymarszu w
                > celu uchronienia cywilów przed ewentualnymi okrucieństwami. Balast tego
                > założenia przyczynił się m.in. do niewłaściwego dyslokowania sił AK 1
                sierpnia.
                >
                > > Niepotwierdzone? Jest o tym mowa w relacjach gen. Okulickiego, to raz! Po
                >
                > > drugie, komitet lubelski stale podjudzał, komuniści spod znaku AL
                > > mogli "wykręcić" jakiś numer chociażby tylko po to, żeby sprowokować Niem
                > ców.
                >
                > 1. Co jest niby potwierdzone u Okulickiego? Jak można w ogóle coś
                potwierdzić,
                Okulicki, Bór oraz tysiące relacji ludzi o nastrojach z końca lipca 1944 r.
                skłaniają do jednego wniosku: brak decyzji o wybuchu powstania mógł spowodować,
                że wydarzenia wymkną się spod kontroli. Obawy takie były i stanowiły jedną z
                przeslanek decyji.

                > co nie zaszło? Jedynie metodą analogii. Wskaż mi dowolną ruchawkę wywołana
                > przez AK bez rozkazu dowództwa. Enuncjacje Okulickiego są nieobiektywne -
                > generał ów był jednym z najsilniej optujących za wywołaniem powstania bez
                > względu na konsekwencje.
                > 2. AL w sile aż 270 ludzi mogło co najwyżej dokonywać terrorystycznych
                zamachów
                >
                To mogło wystarczyć chociażby do tego, żeby sprowokowac strzelaninę w centrum
                miasta ze wszystkimi tego skutkami przy ogólnie panujących nastrojach.
                > w rodzaju demolowania Cafe Clubu czy Mitropy, ale nie wzmiecić ogólne
                > powstanie. Gen. Stahel oceniał wieczorem 1 sierpnia, że ma do czynienia z
                > poważnymi zamieszkami, a nie powstaniem - tak nikła była siła uderzeń AK
                > pierwszego dnia walk, więc jak mogliby większe wrażenie uczynić alowcy?
                > 3. No i - dlaczego mieliby to robić? Warszawa nie była celem strategicznym
                > ofensywy letniej AC.
                >
                No i co z tego? To wiemy dzisiaj.
                > > Czas uciekał, bynajmniej nie na korzyść AK i Państwa Podziemnego.
                >
                > Odwrotnie - na korzyść. Przedwczesny wybuch doprowadził do klęski.

                Znowu gdybasz, teza o słuszności późniejszego terminu jest nieweryfikowalna.
                • xiazeluka Re: A ja o jednym jeszcze 16.09.04, 12:16
                  gandalph napisał:

                  > To nie ma znaczenia. O jakich "dobrych planach" w ogóle można było mówić w
                  > sytuacji zmieniającej się jak w kalejdoskopie?

                  Co to znaczy, że nie ma znaczenia? Jeśli wyczekujemy wyzwolenia ze wschodu, to
                  nie oddalamy się na zachód!
                  No i sam potwierdzasz, że sytuacja była dynamiczna, zatem przyjmowanie starego,
                  niezmodyfikowanego planu, to głupota.

                  > Z Twoich rewelacji wynikałoby, że Powstanie pomoglo
                  > Niemcom w walce z Sowietami.

                  Fałszywy wniosek. Nie pomogło, ale i specjalnie nie utrudniło. Z meldunków 9
                  armii niemieckiej wynika, że tranzyt przez Warszawę nie był specjalnie
                  utrudniony; więcej obaw Niemców wzbudzała ewentualność utraty linii kolejowej,
                  niż faktyczne utrudnienia ze strony powstańców. Resztki 73 DP, 1132 BGren. i
                  część 19 DPanc. wycofały się bez trudu 13-14 września na lewy brzeg.

                  > A z resztą, po raz kolejny pomijasz sprawy
                  > zasadnicze zagłębiając sie w szczegóły - widzisz drzewa, a nie widzisz lasu.

                  Bardzo efektowne stwierdzenie, szkoda że pozbawione treści.

                  > Okulicki, Bór oraz tysiące relacji ludzi o nastrojach z końca lipca 1944 r.
                  > skłaniają do jednego wniosku: brak decyzji o wybuchu powstania mógł
                  spowodować,
                  > że wydarzenia wymkną się spod kontroli. Obawy takie były i stanowiły jedną z
                  > przeslanek decyji.

                  Okulicki i Bór to osoby mocno zainteresowane podtrzymywaniem takich pogłosek,
                  fałszywych, dodajmy. Powtórzę, bo nie zauważyłeś - gdyby emocje rzeczywiście
                  miałyby wymknąć się spod kontroli, to samorzutne powstanie wybuchłoby w dniach
                  23-27 lipca, kiedy to cała Warszawa była świadkiem panicznej ewakuacji Niemców
                  ze stolicy, całkowitego rozprzężenia i demoralizacji okupanta. Potem emocje
                  opadły, ponieważ Niemcy wrócili do miasta i podciągnęli posiłki.
                  Analogia - upadek nastrojów na początku września doprowadził do podjęcia rozmów
                  kapitulacyjnych, które porzucono, kiedy usłyszano powtórny huk dział za Wisłą.
                  Dociera?

                  > To mogło wystarczyć chociażby do tego, żeby sprowokowac strzelaninę w centrum
                  > miasta ze wszystkimi tego skutkami przy ogólnie panujących nastrojach.

                  Nie mogło - kto niby mial strzelać I Z CZEGO?

                  > No i co z tego? To wiemy dzisiaj.

                  Dla wojskowego powinno być jasne, że skupienie wysiłku na umacnianiu
                  przyczółków na południe od Warszawy jest dowodem na to, że miasto nie jest
                  celem głównym. Tak donosił wywiad AK, Bór zlekceważył te informacje, głupek
                  jeden.

                  > Znowu gdybasz, teza o słuszności późniejszego terminu jest nieweryfikowalna.

                  Jest - powodznie powstania zależało od właściwego momentu wybuchu; 1 sierpnia
                  był albo zbyt WCZESNY (Sowieci za daleko) albo zbyt PÓŹNY (panika u Niemców
                  ustała).
                  • gandalph Po raz kolejny rozmydlasz problem... 16.09.04, 13:03
                    Zamiast ustosunkować się do generaliów (albo zamilknąć) wlazisz z szczegóły w
                    ogóle niestotne. A generalia są takie (bynajmniej nie na podstawie książki
                    Daviesa, lecz własnych przemyśleń):
                    1. Zgadzam się z Daviesem, że błedy dowództwa AK nie miały zasadniczego wpływu
                    na upadek powstania.
                    2. Zasadniczą przyczyną upadku Powstania była obojętność lub wręcz wrogość
                    aliantów, ktorzy nie dość, że nie poinformowali rządu londyńskiego o
                    ustaleniach z Teheranu (de facto kapitulacji Zachodu wobec Stalina w kwestiach
                    Europy Wsch.), to jeszcze przez 2 miesiące powstania nie zdobyli się na żadne
                    działanie. Aha, nie wiadomo po jakiego grzyba wysłali Mikołajczyka do Moskwy...
                    3. Moja zasadnicza teza jest taka, że jakkolwiek mają, teoretycznie, rację ci,
                    ktorzy twierdzą/ twierdzili, że warunkiem powodzenia było dogadanie się z
                    Sowietami, to zapominają o tym, że gdyby takie dogadanie się było możliwe
                    (czytaj, gdyby Rosja była lojalnym sojusznikiem), powstanie w ogóle nie byłoby
                    potrzebne.
                    4. Oskarżanie Bora, Okulickiego, Jankowskiego i innych o zbrodniczość, jest -
                    sorry - wpisywaniem się w nurt propagandy komunistycznej i zasługuje wyłącznie
                    na pogardę.
                    I jeszcze jedno, szanowny adwersarzu, od tej chwili, z powodu oprawianej przez
                    Ciebie metody, o której wspomniałem kilkakrotnie niżej lub wyżej, przestaję na
                    Twoje posty odpowiadać, a także spowoduję, by przestały mi się wyświetlać.
                    • xiazeluka Po co te szerokie uniki? 16.09.04, 13:29
                      Odpowiadam na generalia i na detale, a że nie po Twojej mysli, to sprawia, że
                      się zbytecznie nadymasz.

                      1. Davies i Ty nie macie racji. Powstanie było beznadziejnie zaplanowane,
                      zorganizowane i przeprowadzone, popełniono szereg istotnych błędów natury
                      wojskowej:
                      a) zły, przestarzały plan
                      b) fatalny termin (kalendarzowy i zegarowy)
                      c) zbyt późna mobilizacja
                      d) błędy taktyczne (wstrzymanie natarcia 1/2 sierpnia, błędne określenie celów
                      strategicznych)

                      To wszystko plus inne usterki postawiło powstańców już na samym początku w
                      pozycji przegranej. Po 4 sierpnia poszczególne, izolowane obwody, mogły
                      bezczynnie czekać na kontratak Niemców.

                      2. Obarczanie aliantów odpowiedzialnością za upadek powstania to jakaś
                      paranoja. Jak mieli niby udzielić AK skutecznej pomocy, będąc 1000 km od
                      Warszawy?
                      Prawdą jest, że sprzedaż pod suknem Polski Sowietom dowodzi nieuczciwości Anglo-
                      Amerykanów, ale w tym konkretnym przypadku niczego to nie zmienia - pod
                      Warszawę podchodziła AC a nie US Army.

                      3. Zapoznaj się z celami Burzy, wtedy zrozumiesz, po co miałoby być powstanie.

                      4. No to pogardzaj gen. Andersem, który powstanie nazwał właśnie "zbrodnią". To
                      też agitator z nurtu komunistycznej propagandy, zasługujący na pogardę?

                      5. Ejże, dlaczego tchórzysz? Najpierw kłamiesz o "generaliach", a kiedy
                      przychodzi do ich rozważenia, to uciekasz???
                    • andrzejg Re: Po raz kolejny rozmydlasz problem... 16.09.04, 20:02
                      gandalph napisał:

                      > I jeszcze jedno, szanowny adwersarzu, od tej chwili, z powodu oprawianej
                      > przez Ciebie metody, o której wspomniałem kilkakrotnie niżej lub wyżej,
                      > przestaję na Twoje posty odpowiadać, a także spowoduję, by przestały mi się
                      > wyświetlać.

                      no proszę - następny wygaszacz.
                      Czy was pokręciło?

                      A.
    • danek4 Re: Jeszcze o Powstaniu Warszawskim 15.09.04, 11:03
      bardzo ciekawie napisałeś, a przede wszystkim spokojnie

    • xiazeluka Powstanie i Davies 15.09.04, 11:19
      Książkę Daviesa znam tylko z fragmentów zamieszczonych w Wybiórczej, jednak na
      ich podstawie można bez większej pomyłki stwierdzić, że jest to praca może
      rewelacyjna faktograficznie dla zachodniego kretyńswa, któremu wydaje się, że
      Warszawa to fragment aglomeracji moskiewskiej, po której łażą białe
      niedźwiedzie, jednak w obliczu dorobku polskiej historiografii praca Daviesa to
      ledwo kiepsko napisane wypracowanie licealne.
      Książka ta ma dwie zasadnicze wady - a) jest napisana emocjonalnie, a nie
      obiektywnie, co rażąco wpływa na wartość wniosków b) lekceważy (o ile można się
      zorientować) źródła sowieckie.

      Z racji owej założonej z góry emocjonalności analizy tematu wynika, że tezy
      Davies są nie do obrony.

      1. Termin. Davies nie jest wojskowym, opisując postępowanie KG AK zapomina, że
      byli to zawodowi oficerowie, że mieli wystarczająco wiele informacji, by datę
      wybuchu powstania dobrać właściwiej, a przede wszystkim - Davies nie potrafi
      zanalizować aspektów operacyjnych frontu na linii Wisły:
      a) powstanie trwało 2-4 dni, potem juz tylko się tliło - działania zaczepne
      załamały się po kilku dniach, potem AK przeszło do obrony (lokalne sukcesy w
      rodzaju zdobycia PAST-y czy Komendy Policji) niczego w tej ocenie nie
      zmieniają). Co więcej, Chruściel popełnił katastrofalny błąd zawieszając
      działania ofensywne nocą z 1 na 2 sierpnia, czyli okres, w którym można było
      dążyć do opanowania wyznaczonych celów pod osłoną nocy, co niwelowałoby nieco
      niemiecką przewagę ogniową oraz zakłócało konsolidację obrony.
      W ocenie gen. Kirchmayera - natarcie z 1 sierpnia zakończyło się fiaskiem,
      powstańcy nie osiągnęli żadnych istotnych strategicznie celów. Skierowanie
      wysiłku zbrojnego OD Wisły było kolejnym poważnym błędem.
      b) Powstanie trwało 63 dni, prawda, jednak warto zauważyć, że gdyby nie
      sowieckie działania wyrównujące linię frontu, to kapitulacja nastąpiłaby byc
      może już na początku września, rozmowy rozejmowe podjęto przecież jeszcze w
      sierpniu. Po drugie - bitwa o przyczółki na południe od Warszawy odciągnęła z
      rejonu stolicy silne niemieckie oddziały, do walki z powstańcami pozostał
      jedynie słaby korpus von dem Bacha. W tym należy upatrywać względnie długiego
      okresu trwania walk.
      c) Bach był za słaby, by walczyć na terenie całego miasta, dlatego przyjął
      taktykę likwidowania oporu w poszczególnych dzielnicach, dążąc szczególnie do
      odcięcia powstańców od Wisły. Powoli, ale konsekwentnie realizował swój zamysł,
      zatem nie bardzo rozumiem, co oznacza stwierdzenie "Niemcy jakichś
      oszałamiających sukcesów militarnych nie odnosili".
      d) last but not least - termin miał zasadnicze znaczenie dla sukcesu lub
      porażki powstania. Chyba nie powiesz, że 1 maja 1943 r. byłby terminem
      właściwym? Jedyną szansą AK było wywołanie powstania w chwili, w której sowieci
      byliby o krok od zajęcia stolicy, tymczasem właśnie 1 sierpnia Armia Czerwona
      przeszła na kierunku warszawskim do obrony...

      2. Zniszczenia. Cytowanie Bora jest nieporozumieniem - jest on sędzią we
      własnej sprawie, poza tym jego wypowiedź to fantazjowanie: co to znaczy "gdyby"?
      Skąd pewność, że Warszawa byłaby równie zniszczona, gdyby AK zachowało się
      biernie? Warszawa NIE stała się polem bitwy i pisząc w 1964 r. Bór powienien
      już to doskonale wiedzieć! Nie było walk ulicznych, nie było czołowego
      natarcia, nie było Stalingradu - i być nie mogło, wystarczyło przetrzeć oczy i
      spojrzeć na mapę pod koniec lipca 1944 r.: Sowieci zaangażowali się w zdobycie,
      utrzymanie i poszerzenie przyczółków na Wiśle, co nawet dla ignoranta w
      dziedzinie wojskowości było czytelnym znakiem, że miejsca te staną się podstawą
      do kolejnej ofensywy, a skoro tak, to Warszawa NIE będzie celem pierwszo-, ani
      nawet drugorzędnym. Bór albo KŁAMIE usprawiedliwiając swoją zbrodnię, albo jest
      IDIOTĄ, skoro przez 20 lat nie zdołał pojąć rzeczy tak elementarnych.

      3. Ewakuacja ludności. Plany a ich realizacja to dwie różne rzeczy. Wypędzenie
      700 tys. ludzi to gigantyczna operacja, na którą trzeba mieć poważne środki -
      transport, paliwo, plan dyslokacji. Czy Niemcy mieli odpowiednie środki? Czy
      był zatwierdzony i skierowany do realizacji taki plan? Po drugie - wypędzenie
      jako takie nie pociągnęłoby za sobą strat w wysokości 150 tys. ludzi, którzy
      zginęli w wyniku zbrodni Bora. Przeciwnie, uchroniłoby to ludność przed
      stratami podczas przetaczania się frontu przez Warszawę! Bór strzelił sobie
      samobója...

      4. Uzgodnienia z Sowietami.
      a) Warunkiem powodzenia powstania była interwencja Armiii Czerwonej, to jest
      poza dyskusją. Na co więc liczyli w KG AK, nie informując o swych zamiarach nie
      tylko Moskwy, ale nawet Mikołajczyka? Sam piszesz, że Stalin wykazywał wrogość
      etc. - i to oznacza, że TYM BARDZIEJ należało się upewnić co do zamiaru
      Sowietów! Warunek ten nie został spełniony i oto powstanie wybuchło w dokładnie
      najgorszym momemncie - działania na kierunku warszawskim zamarły. To skrajna
      nieodpowiedzialność, na którą nie ma usprawiedliwienia.

      b) Gdyby warunek taki został spełniony, to cel byłby dokładnie taki sam, jak
      podczas Burzy w Wilnie i na Wołyniu. Doszło tam przecież do taktycznej
      współpracy. Informacja, że po zakończeniu współpracy Sowieci rozbrajali i
      aresztowali akowców powinna być kolejnym argumentem dla Bora, by powstania NIE
      wywoływać!

      5. Inne powstania. To nie ma znaczenia dla spraw PW, warto jednak zauważyć, że
      Słowacy ponieśli klęske z dokładnie tego samego powodu, co Polacy - Sowieci nie
      udzielili skutecznej pomocy, osaczeni powstańcy ulegli niemeickiej przewadze.
      To potwierdza konieczność wcześniejszych ustaleń, prawda?
      Po drugie - powstanie w Paryżu raczej aliantom specjalnie nie przeszkodziło,
      a "pomoc" ograniczyła się do wysłania dywizji Leclerca, która w zasadzie bez
      walki Paryż wyzwoliła. Rzecz w tym, że stolicy Francji i tak Niemcy nie mieli
      czym, a przede wszystkim - po bitwie pod Falaise i tak byli w strategicznym
      odwrocie, a cztery dni wcześniej alianci wylądowali także na południu Francji,
      co spowodowało odwrót całości sił niemeickich na północ. Z powstaniem czy bez -
      Paryż byłby wolny mniej więcej w tym samym czasie.

      6. Głupota czy zła wola? Głupota KG AK - na pewno. Więcej nawet - zbrodnia. Zła
      wola? Ależ oczywiście - ale wynika z tego konieczność pwostrzymania się od
      beznadziejnej walki, a nie jej podejmowanie! Jeżeli Bór obawiał się
      propagandowego wyrzutu "stanie z bronia u nogi", to powinien kontynuować plan
      wysyłania z Warszawy broni i ludzi na prowincję (Głupek - najpierw rozbroił
      stolicę, a potem zarządził marsz na Warszawę), wywołując powstanie podobne do
      słowackiego, co pokazałoby waleczność AK i uchroniło ludność cywilną.

      7. Stalin. Celem Stalina był Berlin, a nie Warszawa. Narzędziem do osiągnięcia
      tego celu były przyczółki na Wiśle, a nie warszawski Stalingrad. Warto to
      wreszcie zrozumieć.
      • monikaannaj Re: Powstanie i Davies 15.09.04, 16:15
        >Termin. Davies nie jest wojskowym,

        Ty jestes?
        • xiazeluka Poniekąd /nt 15.09.04, 16:20
          • Gość: ciekawy Gdzies walczyles, dowodziłeś czy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 20:07
            pracujesz w Muzeum Wojska Polskiego?
      • sceptyk To sie nazywa miec niefart, Luka 15.09.04, 19:50
        Wszyscy dookola byli madrzy, racjonalni i profetycznie widzacy sytuacje, tylko
        nam sie ci dowodzcy, pelni zlej woli, jakos tak nie udali... No, kurde,
        niefart, jako rzeklem.

        PS. Ciekawy jest pomysl, aby z Sowietami sie ugadac przed powstaniem. Hm... A
        jakby nie dotrzymali umowy?
        • Gość: adamm Sceptyku, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 08:11
          Dogadywać się z Ruskimi to jak dogadywać się z bandziorem. Wiadomo, ze nie
          dotrzyma umowy, ale nam nie o tą umowę chodzi. O to po prostu, zeby, w tym
          konkretnym przypadku, robil swoje dalej, czyli bil sie z Niemcami.
      • Gość: Podsumowanie Re: Powstanie i Davies IP: *.am.poznan.pl 16.09.04, 07:24
        Jak trzeba mieć wyprany mózg przez pralki z tzw. mediów publicznych za jedne 80
        tys. złotych miesięcznie, żeby twierdzić, że próba uratowania setek tysięcy
        istnień ludzkich, w tym tysięcy Żydów to głupota ?! Tylko całkowicie
        odmóźdżony , wykształcony przez kursy wumlowskie i komunistyczne szkoły ,
        idiota może tak twierdzić !
        Na dodatek, potem bedzie zarzucał Polakom,że Polacy w czasie wojny nie zrobili
        nic, aby ratować Żydów !
        A wogóle, to Polska jest odpowiedzialna za II wojnę światową, bo nie mając
        szans przeciwstawiła się Hitlerowi , to z logikii odmóźdżonego !
      • Gość: rekontra Davies i prostytutki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 11:17
        xiazeluka napisała:

        > Książkę Daviesa znam tylko z fragmentów zamieszczonych w Wybiórczej, jednak
        na
        > ich podstawie można bez większej pomyłki stwierdzić, że jest to praca może
        > rewelacyjna faktograficznie dla zachodniego kretyńswa, któremu wydaje się, że
        > Warszawa to fragment aglomeracji moskiewskiej, po której łażą białe
        > niedźwiedzie, jednak w obliczu dorobku polskiej historiografii praca Daviesa
        > to ledwo kiepsko napisane wypracowanie licealne.

        Jeżeli nie chcemy by NAM historię pisano w Moskwie, Berlinie czy Tel-Awiwie,
        z punktu widzenia sowieckiego, niemieckiego czy żydowskiego, jeżeli nie chcemy
        by historia Polski była "tworzona" na zamówienie "Michnika" przez Cichego,
        Grossa, czy pomniejsze prostytutki prawdy, sprzedające każdą myśl, spłacające
        rachunki, odhaczające haki, jeżeli nie chcemy by bez echa przechodziły artykuły
        michnikoida Majcherka

        (polecam dzisiejszy Nihilizm historyczny prof. Andrzeja Nowaka

        rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040916/publicystyka/publicystyka_a_1.html

        to należy lać w pysk kłamców zawodowych, gnidy forumowe pokroju ... - wiadomo o
        kogo chodzi, a zakochanych w Rosji sowieckiej i komunizmie Żydów forumowych
        dokształcać, a o historyków takich jak Davies dbać.

        długie zdanie.

        Wykład "tegoż" przez Ciebie postponowanego Daviesa zainauguruje 17 Zjazd
        Historyków Polskich w Krakowie (przybędzie około dwóch tysięcy osób).

      • gandalph Re: Powstanie i Davies 16.09.04, 11:35
        xiazeluka napisała:

        ) Książkę Daviesa znam tylko z fragmentów zamieszczonych w Wybiórczej, jednak
        na
        ) ich podstawie można bez większej pomyłki stwierdzić
        A szkoda! Warta jest przeczytania. Swoją drogą... (chciałem wstawić peną
        złośliwość, ale ugryzłem się w język).
        , że jest to praca może
        ) rewelacyjna faktograficznie dla zachodniego kretyńswa, któremu wydaje się, że
        ) Warszawa to fragment aglomeracji moskiewskiej, po której łażą białe
        ) niedźwiedzie, jednak w obliczu dorobku polskiej historiografii praca Daviesa
        to
        )
        ) ledwo kiepsko napisane wypracowanie licealne.
        Z tym się nie zgadzam. Praca jest oparta na źródłach.

        ) Książka ta ma dwie zasadnicze wady - a) jest napisana emocjonalnie, a nie
        ) obiektywnie, co rażąco wpływa na wartość wniosków b) lekceważy (o ile można
        się
        )
        ) zorientować) źródła sowieckie.
        a) nie ma w historiografii czegoś takiego jak obiektywizm, powtarzam to po raz
        ktoryś.
        b) nie lekceważy źródeł sowieckich, lecz - jak wyjaśnia AUtor - źródła
        sowieckie są w dalszym ciągu niedostępne dla badaczy, poza nielicznymi, mało
        wartościowymi. W szczególności, archiwiści moskiewscy udostępniali mu nawet (w
        sposób dość przypadkowy) materiały z okresu wcześniejszego. Tak więc wszystkim
        pracom na temat II W. Św. (i nie tylko) będzie można przypiąć
        łatkę "niekompletności" tak dlugo, jak dlugo Sowieci będą trzymać swoje
        archiwalia zamknięte na kłódkę. To samo dotyczy (w pewnej mierze) archiwów
        brytyjskich. Davies o tym pisze, nie ma więc powodu się go o to czepiać.
        )
        ) Z racji owej założonej z góry emocjonalności analizy tematu wynika, że tezy
        ) Davies są nie do obrony.
        )
        Które tezy, skoro książki nie przeczytałeś?
        Poza tym, Słoneczko, gdzie ja napisałem, że opieram sie na enuncjacjach
        Daviesa? Ja tylko wspomniałem, że książki Daviesa mają to do siebie, że
        zmuszają do refleksji, co stwierdziłem nie po raz pierwszy.
        Jeszcze jedna drobna uwaga wykraczająca poza temat: jeśli ktoś jest
        przyzwyczajony do "stylu" (czy jak to tam zwał) pisania historiografii w
        Polsce, może mieć kłopoty z odbiorem dzieł "szkoły brytyjskiej". Czytałem
        kiedyś "Historię Anglii" sir Trevellyana, długo nie mogłem się przyzwyczaić
        własnie do odmiennego stylu pisania.
        ) 1. Termin. Davies nie jest wojskowym, opisując postępowanie KG AK zapomina,
        że
        To jest uwaga nie na temat. Nie ma znaczenia, czy Davies był, czy nie był
        wojskowym. Ja przedstawiłem tylko swoje refleksje w związku z lekturą książki
        Daviesa. By the way: Davies upatruje przyczyn upadku Powstania w sferze
        politycznej, a nie wojskowej. W końcu 63 dni po wybuchu Powstania to było
        wystarczająco dużo czasu na zorganizowanie akcji pomocy przez aliantów; skoro
        tego nie uczyniono, to znaczy, że były określone tego przyczyny. Znam 4
        przypaki powstań z czasów II W. Św., żadne nie miało szans bez pomocy:
        Warszawskie - znamy, Słowackie - to samo, w Paryżu - ostało się tylko dlatego,
        że alianci zostali zmuszeni do zmiany planów operacyjnych. Praskie - mimo że
        wyuchło tuż przed zakończeniem wojny, Niemcy mieli dość sił, by je stłumić. O
        tym, że stało się inaczej, przesądziła armia gen. Własowa.
        ) byli to zawodowi oficerowie, że mieli wystarczająco wiele informacji, by datę
        ) wybuchu powstania dobrać właściwiej, a przede wszystkim - Davies nie potrafi
        ) zanalizować aspektów operacyjnych frontu na linii Wisły:
        ) a) powstanie trwało 2-4 dni, potem juz tylko się tliło - działania zaczepne
        ) załamały się po kilku dniach, potem AK przeszło do obrony (lokalne sukcesy w
        ) rodzaju zdobycia PAST-y czy Komendy Policji) niczego w tej ocenie nie
        ) zmieniają).
        Tak, tak, tylko że w czasi "tlenia się Powstania" Niemcy ponosili ogromne
        straty.
        Co więcej, Chruściel popełnił katastrofalny błąd zawieszając
        ) działania ofensywne nocą z 1 na 2 sierpnia, czyli okres, w którym można było
        ) dążyć do opanowania wyznaczonych celów pod osłoną nocy, co niwelowałoby nieco
        ) niemiecką przewagę ogniową oraz zakłócało konsolidację obrony.
        ) W ocenie gen. Kirchmayera - natarcie z 1 sierpnia zakończyło się fiaskiem,
        ) powstańcy nie osiągnęli żadnych istotnych strategicznie celów. Skierowanie
        ) wysiłku zbrojnego OD Wisły było kolejnym poważnym błędem.
        ) b) Powstanie trwało 63 dni, prawda, jednak warto zauważyć, że gdyby nie
        ) sowieckie działania wyrównujące linię frontu, to kapitulacja nastąpiłaby byc
        ) może już na początku września, rozmowy rozejmowe podjęto przecież jeszcze w
        ) sierpniu. Po drugie - bitwa o przyczółki na południe od Warszawy odciągnęła z
        ) rejonu stolicy silne niemieckie oddziały, do walki z powstańcami pozostał
        ) jedynie słaby korpus von dem Bacha. W tym należy upatrywać względnie długiego
        ) okresu trwania walk.
        ) c) Bach był za słaby, by walczyć na terenie całego miasta, dlatego przyjął
        ) taktykę likwidowania oporu w poszczególnych dzielnicach, dążąc szczególnie do
        ) odcięcia powstańców od Wisły. Powoli, ale konsekwentnie realizował swój
        zamysł,
        )
        ) zatem nie bardzo rozumiem, co oznacza stwierdzenie "Niemcy jakichś
        ) oszałamiających sukcesów militarnych nie odnosili".
        ) d) last but not least - termin miał zasadnicze znaczenie dla sukcesu lub
        ) porażki powstania. Chyba nie powiesz, że 1 maja 1943 r. byłby terminem
        ) właściwym? Jedyną szansą AK było wywołanie powstania w chwili, w której
        sowieci
        )
        ) byliby o krok od zajęcia stolicy, tymczasem właśnie 1 sierpnia Armia Czerwona
        ) przeszła na kierunku warszawskim do obrony...
        )

        Zupełnie pomijasz kluczowe zdanie: gdyby porozumienie z Sowietami było mozliwe,
        wówczas powstanie w ogóle nie byłoby potrzebne.
        ) 2. Zniszczenia. Cytowanie Bora jest nieporozumieniem - jest on sędzią we
        ) własnej sprawie, poza tym jego wypowiedź to fantazjowanie: co to
        znaczy "gdyby"
        ) ?
        Mieszasz pojęcia: w 1964 r. Bór mówił o motywach, jakie nim(i) kierowały w 1944
        r. "Zmądrzenie" po 20 latach nie ma tu nic do rzeczy.
        ) Skąd pewność
        Pytanie o pewność nie ma żadnego sensu nawet w przypadku prowadzenia straganu z
        warzywami. Na tym świecie tylko jedna rzecz jest pewna.
        Prowadząc jakiekolwiek przedsięwzięcie trzeba brać pod uwagę dwa ryzyka:
        dzialania i zaniechania.
        Uznano, że większym ryzykiem jest zaniechanie.

        , że Warszawa byłaby równie zniszczona, gdyby AK zachowało się
        ) biernie? Warszawa NIE stała się polem bitwy
        Owszem, nie stała, się bo wybuchło Powstanie (tzn. nie stała się polem walki
        Sowietów z Niemcami)
        i pisząc w 1964 r. Bór powienien
        ) już to doskonale wiedzieć! Nie było walk ulicznych, nie było czołowego
        ) natarcia, nie było Stalingradu - i być nie mogło, wystarczyło przetrzeć oczy
        i
        ) spojrzeć na mapę pod koniec lipca 1944 r.: Sowieci zaangażowali się w
        zdobycie,
        )
        ) utrzymanie i poszerzenie przyczółków na Wiśle, co nawet dla ignoranta w
        ) dziedzinie wojskowości było czytelnym znakiem, że miejsca te staną się
        podstawą
        )
        Owszem, tyle że walka o przyczółki zaczęla się po wybuchu powstania. Pytanie -
        na ile sam wybuch powstania wpłynął na decyzje o lokalizacji przyczółków?
        ) do kolejnej ofensywy, a skoro tak, to Warszawa NIE będzie celem pierwszo-,
        ani
        ) nawet drugorzędnym. Bór albo KŁAMIE usprawiedliwiając swoją zbrodnię, albo
        jest
        )
        ) IDIOTĄ, skoro przez 20 lat nie zdołał pojąć rzeczy tak elementarnych.
        )
        ) 3. Ewakuacja ludności. Plany a ich realizacja to dwie różne rzeczy.
        Wypędzenie
        ) 700 tys. ludzi to gigantyczna operacja,
        Zgadza się, toteż Niemcy przygotowywali się na to od 1943 r. Na ile te
        przygotowania były sprawne, to inna kwestia.
        na którą trzeba mieć poważne środki -
        ) transport, paliwo, plan dyslokacji. Czy Niemcy mieli odpowiednie środki?
        Co to ma do rzeczy? Skoro przygotowania były, AK zapewne o tym wiedziało, więc
        musiało wyciągnąć wnioski.
        Czy
        ) był zatwierdzony i skierowany do realizacji taki plan? Po drugie - wypędzenie
        ) jako takie nie pociągnęłoby za sobą strat w wysokości 150 tys. ludzi, którzy
        ) zginęli w wyniku zbrodni Bora. Prz
        • xiazeluka Re: Powstanie i Davies 16.09.04, 13:11
          gandalph napisał:

          > a) nie ma w historiografii czegoś takiego jak obiektywizm

          Historyka obowiązuje maksymalizacja wysiłku w tym kierunku, to, że niektórzy są
          na usługach różnych panów, oceny tej nie zmienia. Poza tym napisałem, że Davies
          kieruje się emocjami, a nie źle lokowanym obiektywizmem. To nie to samo.

          > b) nie lekceważy źródeł sowieckich, lecz - jak wyjaśnia AUtor - źródła
          > sowieckie są w dalszym ciągu niedostępne dla badaczy

          David Irving doprowadził do wydobycia z sowieckich archiwów wcześnie nieznanych
          dzienników Goebbelsa, więc bez przesady z tymi utrudnieniami. Pomijam juz fakt,
          że nawet z oficjalnych publikacji można wywieść wiele szcegółów.

          > Które tezy, skoro książki nie przeczytałeś?

          Teza Daviesa jest znana bez czytania książki, sam o niej opowiada w wywiadach
          prasowych - postanowił udowodnić na siłę, że PW miało sens.

          > Poza tym, Słoneczko, gdzie ja napisałem, że opieram sie na enuncjacjach
          > Daviesa?

          A gdzie ja pisałem, Alfa Centauri, że krytykuję Twoje enuncjacje? W tytule
          postu wyraxnie wskazałem, kogo się czepiam.

          > To jest uwaga nie na temat. Nie ma znaczenia, czy Davies był, czy nie był
          > wojskowym.

          Ma znaczenie, ponieważ pisze o wydarzeniu militarnym! Pół biedy jeszcze, gdyby
          była to analiza polityczna w rodzaju książki Ciechanowskiego, jednak Davies
          odnosi się wielokrotnie do wydarzeń czysto wojskowych, popełniając
          dyskwalifikujące błędy.

          > W końcu 63 dni po wybuchu Powstania to było
          > wystarczająco dużo czasu na zorganizowanie akcji pomocy przez aliantów;

          Na przykład jakiej?

          > Tak, tak, tylko że w czasi "tlenia się Powstania" Niemcy ponosili ogromne
          > straty.

          Mylisz się. Straty ogólne Niemców wyniosły 16 tys. zabitych i zaginionych, w
          tym kilkuset ronowców i przedstawicieli innych narodowści. Rzecz w tym, że
          straty ponosiły formacje o niewielkiej wartości bojowej, głównie policja,
          kryminalisci Dirlewangera i inne jednostki posledniej wartości, których do
          regularnych walk na froncie i tak nie można było użyć. Taka jest prawda o
          korpusie von dem Bacha.

          > Zupełnie pomijasz kluczowe zdanie: gdyby porozumienie z Sowietami było
          mozliwe, wówczas powstanie w ogóle nie byłoby potrzebne.

          A to dlaczego? Burza na wschodzie była realizowana właśnie z porozumieniem z
          Sowietami. Ty chyba nie rozumiesz celów Burzy.

          > Mieszasz pojęcia: w 1964 r. Bór mówił o motywach, jakie nim(i) kierowały w
          1944

          W 1944 i 1964 r. ocena tych bzdurzeń jest jednakowa.

          > Uznano, że większym ryzykiem jest zaniechanie.

          Teraz Ty błądzisz - zapomniałeś, że ja nie krytykuję idei PW w ogóle, ale
          konkretnie 1 sierpnia.

          > Owszem, nie stała, się bo wybuchło Powstanie (tzn. nie stała się polem walki
          > Sowietów z Niemcami)

          No własnie.

          > Owszem, tyle że walka o przyczółki zaczęla się po wybuchu powstania.

          Że co??? Przyczółki za Wisłą Sowieci utworzyli w lipcu!

          > Pytanie -
          > na ile sam wybuch powstania wpłynął na decyzje o lokalizacji przyczółków?

          Nie wpłynął.
      • alfalfa Re: Powstanie i Davies 16.09.04, 21:42
        xiazeluka napisała:

        > Książkę Daviesa znam tylko z fragmentów zamieszczonych w Wybiórczej, jednak
        na
        > ich podstawie można bez większej pomyłki stwierdzić, że jest to praca może
        > rewelacyjna faktograficznie dla zachodniego kretyńswa, któremu wydaje się, że
        > Warszawa to fragment aglomeracji moskiewskiej, po której łażą białe
        > niedźwiedzie, jednak w obliczu dorobku polskiej historiografii praca Daviesa
        to
        >
        > ledwo kiepsko napisane wypracowanie licealne.

        To jest po prostu niesprawiedliwe.
        A.
    • danek4 Re: Jeszcze o Powstaniu Warszawskim 15.09.04, 12:09
      chyba już wiadomo wszystko
      cele strategiczne
      cele polityczne
      cele patriotyczne
      skutki gospodarcze?
      kto wyciągnął prawidłowe wnioski?
      nie te hipotetyczne, na piśmie, ale te praktyczne
      kradnij i oszukuj kto potrafi?
      zwiewaj z Polski kto może?
      ucz się kto może i potrafi?
      pisz wiersze jak Baczyński?
      a może...siedź w fotelu i oglądaj Klan w Plebani w Złotopolicach popijając Red
      Bulem sejmowym?
      czy wygrane Powstanie Warszawskie z oceleniem Kolumny Zygmunta cokolwiek by
      zmieniło?
      zmieniłoby
      to samo robiłyby wnuki tych, którzy zginęli
      a może nie?
    • dokowski Zwykle cieszę się, że nie widzę wątków tego chama 15.09.04, 12:17
      gandalph napisał:

      > Parę tygodni temu xiazeluka zapoczątkował wątek nt. Powstania Warszawskiego.

      Ale tego wątku troche mi szkoda, bo luka podaje dużo ciekawych faktów w takich
      tematach. Gdyby nie był biedak umysłem znieowolonym przez sowiecką propagandę,
      to pewnie by nawet zdołał wyciągać wnioski z tej całej masy szczegółów, które
      wykuł podczas studiów. No i gdyby nie ta chamska maniera
      lumpenproletariacka ... nie jednak dobrze, że go nie widzę.

      Ale co do meritum, to podstawowym będem pespektywy, a nawet rzekłbym, błędnym
      paradygmatem, jest stosowanie w tym temacie argumentów strategiczno-polityczno-
      militarnych. Dobrze jest przypomnieć sobie, co pisał Tołstoj w "Wojnie i
      Pokoju" o procesie decyzyjnym w tak sprawnie dowodzonej i zdyscyplinowanej
      armii jak armia Napoleona.

      Bardzo łatwo jest być mądralą jak kadet Biegler u Szwejka, rysować sobie
      schemaciki bitew: fronty, pozycje, przyczółki, kierunki natarcia itd. Jeszcze
      łatwiej wyobrażać sobie, że wszechwiedzący wódz wydaje rozkaz bezmyślnemu
      oficerowi, który rozkaz ten przekazuje natychmiast bezwolnemu żołnierzowi, a
      ten tylko czeka na rozkaz i nic innego w życiu go nie obchodzi, niż czekanie na
      rozkaz.

      Tołstoj dowodzi, że jest to obraz zupełnie fałszywy, nawet w najbardziej
      zdyscyplinowanej armii. Każy oficer boi się najbardziej tego, że gdy wyda jakiś
      absurdalny rozkaz, to nagle całe wojsko ryknie śmiechem, a jego pohańbionego
      odwiozą do szpitala dla wariatów, żeby uratować honor dywizji i oczyścić ją z
      podejrzenia, że miał miejsce jakiś bunt. Buntu nie było, tylko oficer okazał
      się wariatem.

      Oficerowie pilnie więc obserwują, słuchają i często rozmawiają między sobą
      rozmawiają o nastrojach wśród żołnierzy, a syntetyczną wiedzę na ten temat
      przekazują wyżej do sztabów. Tołstoj twierdzi, że żaden wódz nigdy nie wyda
      rozkazu sprzecznego z tą syntezą nastrojów wśród żołnierzy.

      Być może Tołstoj przesadził z uogólnieniem, może bałagan i brak dyscypliny w
      armii Napoleona były jednak większe niż w innych armiach, ale na pewno nie
      mylił się co do realności opisanego wyżej mechanizmu, mógł co nawyżej przecenić
      jego wagę.

      Teraz możemy z właściwej perspektywy spojrzeć na Powstanie. Przede wszystkim
      widzimy, że Powstańcy nie byli armią, że wielu z nich, to byli młodziutcy
      harcerze, żadni sławy bohaterów, wielu to byli zdesperowani warszawscy cywile
      żądni zemsty za lata cierpień i poniżeń, za zamordowanych bliskich, wielu było
      partyzantami przyzwaczojonymi do małych zwycięstw i udanych odwrotów, którym
      zdawało się, że i w Warszawie można będzie tak walczyć.

      Powstanie wybuchło, ponieważ musiało wybuchnąć. Ludzie rwali się do walki, z
      nadmiaru zapału dochodziło do różnych epizodów bliskich dekonspiracji - jeszcze
      jeden dzień zwłoki, a Niemcy wykryliby i zdusiliby wszystko w zarodku. Każdy
      znak na Niebie i Ziemi zgrupowani interpretowali jak upragniony rozkaz. Ktoś
      coś powiedział, ktoś nie usłyszał dobrze więc pytał: "Już?", a inny na to: "Co
      już?", a ten na to "Czy już się zaczęło", a ktoś z boku: "Już się zaczęło?", a
      inny to podchwycił i nagle połowa oddziału już zaczyna wychodzić na pozycje.
      Dowództwo dobrze rozumiało nastrój w Warszawie i niebezpieczeństwo.

      Z właściwej perspektywy widać, że kres wytrzymałości Warszawy został
      osiągnięty, że Warszawiacy dłużej nie byli w stanie znosić terroru, poniżenia,
      łapanek (samo słowo "łapanka" jest symptomatyczne, dawniej mówiło się po
      prostu "polowanie na niewolników"), jak długo można bez walki godzić się na
      takie traktowanie?!

      Analiza w stylu kadeta Bieglera jest bardzo nietrafna w odniesieniu do
      Powstania. Tutaj obowiązuje paradygmat Tołstoja.
      • indris Błąd dokowskiego... 15.09.04, 12:26
        ..polega na ahistoryzmie i wydumanym stosowaniu literatury do konkretnej
        sytuacji z sierpnia 1944. Odsyłam do mojego wpisu o micie "ni ekontrolowanego
        wybuchu". A także do "Kamieni na szaniec". A chyba zgodzi się dokowski, że
        Aleksander Kamiński lepiej znał mentalność AK-owców z czasów okupacji niż
        Tołstoj
        • danek4 Re: Błąd dokowskiego... 15.09.04, 12:44
          indris napisał:

          > ..polega na ahistoryzmie i wydumanym stosowaniu literatury do konkretnej
          > sytuacji z sierpnia 1944. Odsyłam do mojego wpisu o micie "ni
          ekontrolowanego
          > wybuchu". A także do "Kamieni na szaniec". A chyba zgodzi się dokowski, że
          > Aleksander Kamiński lepiej znał mentalność AK-owców z czasów okupacji niż
          > Tołstoj


          no no
          przygadał Indris...nie z literatury smile))
        • dokowski Nie problem w rozumieniu czyjeś mentalności ... 15.09.04, 13:17
          indris napisał:

          > Aleksander Kamiński lepiej znał mentalność AK-owców z czasów okupacji niż
          > Tołstoj

          ... bo ludzie są różni, a ocena mentalności zawsze jest subiektywna. Problemem
          jest zrozumienie skomplikowanych współzależności w stosunkach między ludźmi o
          różnej mentalności w określonych okolicznościach. To problem zrozumienia
          dynamiki stosunków międzyludzkich w całej złożoności, to wymaga inteligencji,
          jak każde wnioskowanie syntetyczne.

          A fakty są niezaprzeczalne, bo udokumentowane: młody wiek wielu powstańców jest
          faktem; przypadki przedwczesnej, nadgorliwej gotowości niektórych oddziałów są
          udokumentowane; okoliczności też są znane (terror i poniżenie Warszawiaków,
          zbliżające się wyzwolenie, partyzancka organizacja i dyscyplina)... - umysł
          potrafiący kojarzyć widzi jasno:

          Wybuchu Powstania nie można było powstrzymać.
          • xiazeluka Tak to jest,kiedy kretyn i złodziej pisze na temat 15.09.04, 13:27
            ...o którym nie ma pojęcia.
            Gdyby powstanie "musiało" wybuchnąć, to wybuchłoby w chwili, kiedy emocje
            przestałyby być kontrolowane, a więc między 23 a 27 lipca 1944 r. Wtedy nie
            wybuchło - no i dokumenda wpadł we własne sidła.

            Oddawaj, złodzieju, moją kasę - 87 500 PLN.
          • indris Co jest udokumentowane... 15.09.04, 14:39
            ...to to, że Powstanie rozpoczęło się na ROZKAZ KG AK. Także to, że poprzedziła
            je KONCENTRACJA pododdziałów, zarządzona poprzedniego dnia (31.VII.1944).
            Powtarzam: uzbrojone oddziały AK były zdyscyplinowanym WOJSKIEM, które
            potrafiło się powstrzymać nawet przed odbiciem wyjątkowo cenionego przyjaciela.
            I nie byli to wariaci, którzy rzuciliby się na Niemców tylko ze względu na
            poniżenie - mieli go dość pod 1939 i jakoś wytrzymali.
            Twierdzenie, że "wybuchu Powstania nie można było powstrzymać" oznacza
            przypuszczenie, że albo AK było rodzajem pospolitego ruszenia z XVII wieku,
            albo,że warszawiacy 1944 byli wariatami gotowymui rzucać siez pięściami na
            karabiny maszynowe. Jedno i drugie jest oczywistą nieprawdą.
            • dokowski Za bardzo bierzesz do siebie co nie jest do ciebie 15.09.04, 16:02
              indris napisał:

              > AK było rodzajem pospolitego ruszenia z XVII wieku,
              > albo,że warszawiacy 1944 byli wariatami

              To nie są żadne argumenty, a jedynie wyraz, że poczułeś sie osobiście obrażony.
              W ten sposób rozumując Tołstoj obraził Francuzów opisując armię Napoleona jako
              pospolite ruszenie wariatów.

              Przyznaj się, nie czytałeś uważnie Wojny i Pokoju. Dlatego nie potrafisz
              dostrzec, że stosuję po prostu paradygmat Tołstoja, dotyczący samej natury
              władzy, władzy jako aprobowanej reprezentacji, a nie zniewolenia przez przemoc.

              Powstanie Warszawskie było klasycznym przykładem tego pierwszego rodzaju
              legitymacji władzy, było koniecznością w tym sensie, że nie można było wydać
              innych rozkazów. Jak to pisał Tołstoj, gdyby nagle w ostatnim dniu wyobrazić
              sobie, że wodza naszło nagle olśnienie i zaczyna upierać się przy rozkazie
              dalszego czekania, to powstanie i tak by wybuchło, a historia nie odnotowałaby
              w ogóle śladu tego "olśnienia", lecz powołałaby się na na inne rozkazy wydane
              poprzedniego dnia.

              Oczywiście takie gdybanie nie ma żadmej wartości, póbuję ci jedynie przybliżyć
              typ rozumowania wynikający z tołstojowskiego paradygmatu. W tym nie ma żadnej
              osobistej opinii na temat wariactwa czy geniuszu strategicznego wodza, ani
              zdyscyplinowania jego żołnierzy. To jest tylko rodzaj fizykalnego modelu sił,
              które poruszają ludźmi.

              Model ten zakłada, że ani siła woli ani moc psychiczna wodza nie są w stanie
              poruszyć nawet łyżeczki, nie mówiąc już o ciałach tysięcy żołnierzy. Natomiast
              skumulowana moc psychiczna tysięcy ludzi, może wpływać na decyzje jednego
              człowieka. W tym sensie Tołstoj widział wielkich wodzów jako wielkich
              niewolników wielkich mas ludzi, a fakt, że ich rozkazy działają, przypisywał
              złudzeniu ... To oczywiście uproszczenie, Tołstoj nie był parapsychologiem.
              Pełna argumentacja jest u źródła.

              Nie twierdzę, że model Tołstoja pasuje do każdej armii, jaka była w historii.
              Niewątpliwie jednak pasuje do Powstania Warszawskiego - my Warszawiacy to po
              prostu czujemy i wiemy, mamy ojców, wujków itp. którzy to przeżyli. Chłopcy od
              Parasola to nie imaginacja poety, ani czysty szpan, ale tacy byliśmy naprawdę.
              • xiazeluka Gen. Tołstoj wydaje rozkazy 15.09.04, 16:10
                dokowski napisał:

                > Jak to pisał Tołstoj, gdyby nagle w ostatnim dniu wyobrazić
                > sobie, że wodza naszło nagle olśnienie i zaczyna upierać się przy rozkazie
                > dalszego czekania, to powstanie i tak by wybuchło

                25 sierpnia 1939 r., tow. Hitler odwołuje atak na Polskę zaplanowany o świcie
                dnia następnego. Atak jednak i tak następuje, ponieważ Tołstoj napisał, że etc.
                Towarzysz dokumenda pokazuje, jak można bez wysiłku zmieniać historię.
                • dokowski Hitler nie mógł zrobić niczego inaczej. 16.09.04, 14:59
                  Historii nie można zmieniać, jak sugerujesz. Atak nastąpił 1 września, Hitler
                  nie mógł go odwołać 31 sierpnia, ani opóźnić. Mógłby ewentualnie co najwyżej
                  narobić zamieszania w sztabie, którego historycy by w ogóle nie odnotowali. Ty
                  też nie rozumiesz, jak widać, paradygmatu Tołstoja.

                  Dzisiaj widzę nieprzyjaciół, macie święto.
                  • xiazeluka Re: Hitler nie mógł zrobić niczego inaczej. 16.09.04, 15:17
                    dokowski napisał:

                    > Historii nie można zmieniać, jak sugerujesz. Atak nastąpił 1 września, Hitler
                    > nie mógł go odwołać 31 sierpnia, ani opóźnić. Mógłby ewentualnie co najwyżej
                    > narobić zamieszania w sztabie, którego historycy by w ogóle nie odnotowali.

                    Kretynie, atak na Polskę został odwołany. 25 sierpnia 1939 r. Hitler mógł
                    odwołać i odwołał rozkaz ataku na Polskę, wyznaczony na 26 sierpnia. Historycy
                    to co prawda odnotowali, ale ty wolisz czytać Tołstoja i komiksy.
                    • dokowski Teraz już udajesz tępaka. Taki infantylny chwyt!? 17.09.04, 10:32
                      xiazeluka napisała:

                      > Kretynie, atak na Polskę został odwołany. 25 sierpnia 1939 r. Hitler mógł
                      > odwołać i odwołał rozkaz ataku na Polskę, wyznaczony na 26 sierpnia.

                      Bo atak nie był gotowy i nie mógł nastąpić. Hitler musiał go odwołać. Nawet
                      gdyby go nie odwołał, to atak by nie nastąpił. Hitler zorientował się w tym,
                      więc rozkaz ataku odwołał.
                      • xiazeluka Głupku, niewiedza to nie argument 17.09.04, 11:43
                        dokowski napisał:

                        > Bo atak nie był gotowy i nie mógł nastąpić. Hitler musiał go odwołać. Nawet
                        > gdyby go nie odwołał, to atak by nie nastąpił. Hitler zorientował się w tym,
                        > więc rozkaz ataku odwołał.

                        Atak był gotowy i miał nastąpić. Hitler zmienił zdanie w ostatniej chwili, nie
                        dlatego, że ofensywa była nie gotowa, ale z powodów politycznych. Jeden z
                        wysunietych oddziałów, do którego rozkaz odwołujący atak nie dotarł,
                        przystrąpił do realizacji planu natarcia. Osamotniony szybko został pobity.
                        Działo się to ok. godz. 5 26 sierpnia.
                        • dokowski To złudzenie i uproszczenie 17.09.04, 16:02
                          xiazeluka napisała:

                          > z powodów politycznych

                          Powody "polityczne" to wygodny wytrych, który zasłania brak zrozumienia. W
                          rzeczywistości Hitler wyczekiwał na osiągniecie przez Niemców szczytu gotowości
                          i zapału do tej wojny. Temu głównie służy polityka.
                          • xiazeluka Re: To złudzenie i uproszczenie 17.09.04, 16:16
                            dokowski napisał:

                            > Powody "polityczne" to wygodny wytrych, który zasłania brak zrozumienia.

                            W tym przypadku była to przyczyna, a nie wykręt. Przeczytaj wreszcie
                            gimnazjalny podręcznik do historii, nawet w nim o tym wspominają.

                            > rzeczywistości Hitler wyczekiwał na osiągniecie przez Niemców szczytu
                            gotowości i zapału do tej wojny. Temu głównie służy polityka.

                            Całkowicie fałszywy wniosek. Zatrzymywanie natarcia w ostatniej chwili, kiedy
                            żołnierz jest już przygotowany psychicznie do rozpoczęcia walki, dramatycznie
                            obniża jego morale i zaufanie do dowództwa.
                            • dokowski Hitler ocenił, że nie byli dość gotowi 17.09.04, 16:56
                              xiazeluka napisała:

                              > Zatrzymywanie natarcia w ostatniej chwili, kiedy
                              > żołnierz jest już przygotowany psychicznie do rozpoczęcia walki, dramatycznie
                              > obniża jego morale i zaufanie do dowództwa.

                              Czasem oczekiwanie zwiększa agresję i wściekłość, judzenie i nakręcanie
                              nastrojów miało na morale Niemców wpływ korzystny
              • indris Tołstoj nie jest kryterium prawdy... 15.09.04, 16:20
                ...chociaż był genialnym pisarzem. Ale on opisywał rzeczywistość XIX wieku.
                Homer tez był genialny, ale on opisywał rzeczywistość (psychologiczną) z epok
                jeszczw bardziej zamierzchłych.
                Przymierzanie spostrzeżeń Tołstoja czy Homera do XX wieku nie ma logicznej
                wartości. W odróżnieniu od praw fizyki mentalność ludzka się zmienia.
                Oczywiście zwrot dokowskiego "my warszawiacy" jest co najmniej nadużyciem. Ja
                też jestem warszawiakiem, a "rozumowania" dokowskiego są mi bardziej obce niż
                karaluchy. Ta różnica poglądów dowodzi, w najlepszym razie, że opinie
                warszawiaków są radykalnie różne. A które przeważają, to mogłyby wykazać
                UCZCIWE badania socjologiczne.
            • gandalph Re: Co jest udokumentowane... 16.09.04, 11:52
              indris napisał:

              > ...to to, że Powstanie rozpoczęło się na ROZKAZ KG AK. Także to, że
              poprzedziła
              >
              > je KONCENTRACJA pododdziałów, zarządzona poprzedniego dnia (31.VII.1944).
              > Powtarzam: uzbrojone oddziały AK były zdyscyplinowanym WOJSKIEM, które
              > potrafiło się powstrzymać nawet przed odbiciem wyjątkowo cenionego
              przyjaciela.
              >
              > I nie byli to wariaci, którzy rzuciliby się na Niemców tylko ze względu na
              > poniżenie - mieli go dość pod 1939 i jakoś wytrzymali.
              > Twierdzenie, że "wybuchu Powstania nie można było powstrzymać" oznacza
              > przypuszczenie, że albo AK było rodzajem pospolitego ruszenia z XVII wieku,
              > albo,że warszawiacy 1944 byli wariatami gotowymui rzucać siez pięściami na
              > karabiny maszynowe. Jedno i drugie jest oczywistą nieprawdą.

              Skoro d-dztwo AK brało taką ewentualnośc pod uwagę, to znaczy, że nie było to
              takie oczywiste.
      • xiazeluka Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rabem, 15.09.04, 12:34
        ...więc mnie słuchaj. No i oddawaj moje 87 000 PLN, które mi ukradłeś,
        komunistyczna glisto. Tym bardziej, że twoje dziecinne poglądy o Tołstoju
        wysmiałem z rok temu, nie ma potrzeby więc odgrzewać zgniłego dania.

        Pozwolę ci tylko udzielić odpowiedzi na jedno pytanie - jaki stopień wojskowy
        miał Tołstoj i ile wygrał bitew?
        • Gość: Bitwa Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 15:24
          Panie Indrysie,
          zapytam tylko tak ?
          czy pomoc okazana przez aliantów lub Rosjan powstańcom mogła dzięki powstaniu
          skrócić czas trwania wojny ???
          lub, czy istniały przeszkody uniemożliwiajace wykorzystanie przez Rosjan lub
          aliantów okazji stworzonej przez powstańców ?
          Moim zdaniem na pierwsze pytanie odpowiedź brzmi tak, a zatem uratowałoby to
          tysiące istnień ludzkich !!!
          Na drugie pytanie odpowiedź brzmi nie !!!
          Dlatego, to powstanie było słuszne i podjęte w najbardziej stosownym
          momencie !! i już jest jasne, kto ponosi odpowiedzialność za śmierć ludzi ,
          którzy ponieśli ją na skutek nie skorzystania z mozlwości jej skrócenia
          stworzonej przez powstańców !
          Twoim natomiast zdaniem, za smierć tych ludzi odpowiedzialni są powstańcy !!
          Może jednak podrapałbyś się po czółku ?
          • xiazeluka Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab 15.09.04, 15:43
            Gość portalu: Bitwa napisał(a):

            > czy pomoc okazana przez aliantów lub Rosjan powstańcom mogła dzięki powstaniu
            > skrócić czas trwania wojny ???

            Nie mogła.

            > czy istniały przeszkody uniemożliwiajace wykorzystanie przez Rosjan lub
            > aliantów okazji stworzonej przez powstańców ?

            Jakiej okazji???

            > Dlatego, to powstanie było słuszne i podjęte w najbardziej stosownym
            > momencie !!

            Nonsens, wynikający z błędnej autoodpowiedzi na pierwsze pytanie.

            > i już jest jasne, kto ponosi odpowiedzialność za śmierć ludzi ,

            Kretyn Bór et consortes.
            • Gość: Oświecony Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:12
              xiazeluka,
              oświeć mnie pan np. co uniemożliwiało przyjście z pomocą powstańcom przez
              ruskich i aliantów ?
              Bądź pan tak dobry i oświeć mnie !
              • Gość: adamm Mily Panie, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 16:15
                moze Pan jesteś samobójcą z natury, ja jednak w pelni rozumiem Rosjan i na ich
                miejscu też nie kiwnąłbym palcem, pozwalając obu wrogim stronom maksymalnie się
                wykrwawić.
                • Gość: Wróg Re: Mily Panie, IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:18
                  Zatem ci co stwarzali możliwość skrócenia wojny, a co za tym idzie ocalenie
                  setek tysięcy istnień ludzkich , to wrogowie Rosji, pięknie żeś pan tego
                  dowiódł !!!!!!!!
                  Nic dodać nic ująć
                  • danek4 Re: Mili Panowie 15.09.04, 16:32
                    Gość portalu: Wróg napisał(a):

                    > Zatem ci co stwarzali możliwość skrócenia wojny, a co za tym idzie ocalenie
                    > setek tysięcy istnień ludzkich , to wrogowie Rosji, pięknie żeś pan tego
                    > dowiódł !!!!!!!!
                    > Nic dodać nic ująć

                    oczywiście, że dowiódł. kto był wrogiem Rosji bo....
                    jak amerykański sojusznik zrzucił tylko dwie bombki, aby uratować kolejne serki
                    tysięcy istnień ludzkich, rosyjskich też, bo umowy itd. to od razu stał się
                    wrogiem Rosji ten aliant
                    zapyta ktoś co ja tu mieszam inną strefę wpływów
                    ale jak już jest mowa o obronie istnień ludzkich przez Rosję, to ja naprawdę
                    nie wytrzymuję
              • xiazeluka Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab 15.09.04, 16:16
                Gość portalu: Oświecony napisał(a):

                > oświeć mnie pan np. co uniemożliwiało przyjście z pomocą powstańcom przez
                > ruskich i aliantów ?

                Alianci byli jakieś 1000 km od Warszawy. To nieco utrudnia odsiecz, prawda?

                Sowieci natomiast dążyli do zdobycia podstaw wyjściowych do przyszłej ofensywy
                na zachód i tu skupili gros środków. Po drugie nie istniało uzasadnienie
                wojskowe forsowania dużej przeszkody wodnej w mieście leżącym na wyższym
                brzegu. Po trzecie - sowieckie możliwości ofensywne zanikły z powodu zużycia
                wojsk i wydłużenia linii komunikacyjnych.
                • Gość: Utrudniony Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:21
                  Jak wiadomo samolotów nie było, lotnisk nie było
                  Pewno te lotniska i samoloty to fatamorgana !
                  i stąd te utrudnienia ? Jak wszystkim wiadomo, wojna nie niesie za sobą żadnych
                  utudnień !
                  • xiazeluka Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab 15.09.04, 16:21
                    Jakich lotnisk, jakich samolotów?
                    • Gość: jak wiadomo Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:25
                      No jak wiadomo, samolotów w czasie wojny nie było, lotnisk też !
                      • xiazeluka Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab 15.09.04, 16:30
                        Gość portalu: jak wiadomo napisał(a):

                        > No jak wiadomo, samolotów w czasie wojny nie było, lotnisk też !

                        Były. I co z tego?
                        • Gość: Zadanie i co z teg Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:32
                          Jak wiadomo one nie miały za zadanie ocalić jak najwięcej istnień ludzkich
                          poprzez skrócenie wojny ,jeno mmiały za zadanie jej przedłużenie, co by jeszcze
                          więcej istnień ludzkich zginęło !
                          • xiazeluka Proszę się napić zimnej wody /nt 15.09.04, 16:40
                  • Gość: Cel Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:24
                    A może te utrudnienia nie wynikały z rzeczywistości tylko z takiego powodu, ze
                    tę wojną dowodzili tacy co mają zycie ludzkie w czterech literach ?
                • Gość: ekonomia Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:39
                  Panie słyszał Pan o czymś takim jak plan , który zakłada że musisz wydać na
                  coś 100 zł ?
                  To ja się pytam czy pan będziesz się trzymał tego planu za 100 zł, jeżeli ktoś
                  panu stworzy okazję do osiągnięcia planu za 50 zł ? to będziesz się pan trzymał
                  planu i wydasz 100 zł , czy zrealzujesz cel za 50 zł ??
                  To pytanie z ekonomii !
                  • xiazeluka Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab 15.09.04, 16:42
                    Gość portalu: ekonomia napisał(a):

                    > To ja się pytam czy pan będziesz się trzymał tego planu za 100 zł, jeżeli
                    ktoś
                    > panu stworzy okazję do osiągnięcia planu za 50 zł ? to będziesz się pan
                    trzymał
                    >
                    > planu i wydasz 100 zł , czy zrealzujesz cel za 50 zł ??

                    Za 50 zł, naturalnie. Tyle, że Bór chciał opchnąć swój towar za 500 zł i
                    jeszcze domagał się, bym sam sobie go sprowadził z zagranicy.
                    • Gość: Bór Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:45
                      a co tu do rzeczy ma Bór ? mowa jest o tym , ze pański plan mozna było osiagnąc
                      dzięki powstańcom za 50 zł, to pan wolałeś się jednak trzymać planu i wydać
                      zamiast planowanych 100 zł 500 zł ot iwszystko !
                      • xiazeluka Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab 15.09.04, 16:49
                        Gość portalu: Bór napisał(a):

                        > a co tu do rzeczy ma Bór ? mowa jest o tym , ze pański plan mozna było
                        osiagnąc
                        >
                        > dzięki powstańcom za 50 zł, to pan wolałeś się jednak trzymać planu i wydać
                        > zamiast planowanych 100 zł 500 zł ot iwszystko !

                        To ma do rzeczy, że Bór i jego powstańcy nie mieli towaru za 50 zł. Czy to juz
                        jasne?
                        • Gość: Towar Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:50
                          Tym towarem było odcięcie drogi ucieczki rozbitych wojsk niemieckich za Wisłę !
                          • xiazeluka Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab 15.09.04, 16:55
                            Gość portalu: Towar napisał(a):

                            > Tym towarem było odcięcie drogi ucieczki rozbitych wojsk niemieckich za
                            Wisłę !

                            Czyżby ktoś tu twierdził, że powstańcy zdobyli mosty, linię kolejową i obie
                            arterie W-Z?
                            • Gość: a jednak Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 15.09.04, 16:56
                              A czy czasem nie udało się powstańcom na pewien czas zablokować tej drogi
                              ewakuacyjnej dla Niemców ?
                              • xiazeluka Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab 15.09.04, 17:02
                                Gość portalu: a jednak napisał(a):

                                > A czy czasem nie udało się powstańcom na pewien czas zablokować tej drogi
                                > ewakuacyjnej dla Niemców ?

                                "Tej" to znaczy której?
                                • Gość: Droga Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab IP: *.am.poznan.pl 16.09.04, 07:11
                                  Tej , którą się Niemcy ewaukowali z prawego brzegu Wisły na jej lewy brzeg !
                                  a waść opowiadasz o linii kolejowej na prawym brzegu !
                    • danek4 Re: Złodzieju, won od internetu - jesteś moim rab 15.09.04, 16:50
                      xiazeluka napisała:

                      > Gość portalu: ekonomia napisał(a):
                      >
                      > > To ja się pytam czy pan będziesz się trzymał tego planu za 100 zł, jeżeli
                      >
                      > ktoś
                      > > panu stworzy okazję do osiągnięcia planu za 50 zł ? to będziesz się pan
                      > trzymał
                      > >
                      > > planu i wydasz 100 zł , czy zrealzujesz cel za 50 zł ??
                      >
                      > Za 50 zł, naturalnie. Tyle, że Bór chciał opchnąć swój towar za 500 zł i
                      > jeszcze domagał się, bym sam sobie go sprowadził z zagranicy.

                      no tak
                      jak się przez 1000 lat wyręczało w ekonomi siłami obcymi to potem takie skutki
                      a luka xiazeca nadal na debecie
          • indris Jeszcze o odpowiedzialności 15.09.04, 15:52
            Za śmierć zarówno Powstańców jak i 200 000 cywilnych warszawiaków
            odpowiedzialni są ci, ktrzy wywołali Powstanie. A byli to: Rząd RP i KG AK.
            Alianci nie mieli żadnej mozliwości udzielenia rzeczywistej pomocy Powstaniu.
            Armia Czerwona miała możliwość, ale nie miała powodu.
            Nawet, gdyby A. Cz.zajęła Warszawę - i uratowała miasto - to czas trwania wojny
            by się nie skrócił. Wystarczy skonsultować mapę z sierpnia 1944.
            Armia Czerwona miała w r. !944 następujące cele: rozgromić Niemcy i opanować
            Europę Wschodnią. Zdawał sobie z tego sprawę już WTEDY każdy człowiek
            inteligentniejszy od szympansa. A już na pewno z mentalnośi bolszewikó zdawali
            sobie sprawę oficerowie polscy, z których większość miała za sobą wojnę roku
            1920. Czy więc liczyli na to, że A.Cz. będzie działać wbrew interesom ZSRR ?
            Nie wolno mówić o odpowiedzialności POWSTAŃCÓW.To było WOJSKO, które miał prawo
            i obowiązek mieć zaufanie do swoich dowódców i wykonywać ich rozkazy. A za
            rozkazy odpowiadają ci, którzy je wydali.
            Raz jeszczw powtórzę słowaDmowskiego: (od którego jestem BAArdzo
            daleko) "wojsko zrobiło swoje, politycy nie"
            • dokowski Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 15.09.04, 16:06
              indris napisał:

              > Za śmierć zarówno Powstańców jak i 200 000 cywilnych warszawiaków
              > odpowiedzialni są ci, ktrzy wywołali Powstanie. A byli to: Rząd RP i KG AK.

              A to co piszesz, to wredna sowiecka propaganda. Tracę cierpliwość na taką
              podłość czerwonej świni. Tacy sami jak indris obwiniają Polaków za Holocaust.
              • andrzejg Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 07:28
                dokowski napisał:

                > indris napisał:
                >
                > > Za śmierć zarówno Powstańców jak i 200 000 cywilnych warszawiaków
                > > odpowiedzialni są ci, ktrzy wywołali Powstanie. A byli to: Rząd RP i KG A
                > K.
                >
                > A to co piszesz, to wredna sowiecka propaganda. Tracę cierpliwość na taką
                > podłość czerwonej świni. Tacy sami jak indris obwiniają Polaków za Holocaust.



                coś ci siadło na mózg?

                A.
                • danek4 Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 07:59
                  andrzejg napisał:

                  > dokowski napisał:
                  >
                  > > indris napisał:
                  > >
                  > > > Za śmierć zarówno Powstańców jak i 200 000 cywilnych warszawiaków
                  > > > odpowiedzialni są ci, ktrzy wywołali Powstanie. A byli to: Rząd RP
                  > i KG A
                  > > K.
                  > >
                  > > A to co piszesz, to wredna sowiecka propaganda. Tracę cierpliwość na taką
                  >
                  > > podłość czerwonej świni. Tacy sami jak indris obwiniają Polaków za Holoca
                  > ust.
                  >
                  >
                  >
                  > coś ci siadło na mózg?
                  >
                  > A.

                  trochę tę myśl Indrisa uwspółcześnię z życia "na gorąco" czyli wczorajszej
                  relacji z wyroku uniewinniającego pewnego Pana za obronę tzw. konieczną w
                  chwili napaści
                  dla mnie ta relacja była wstrząsająca z dwóch powodów
                  1.prokuratura wniosła odwołanie od wyroku
                  2.kolega zabitego napastnika odgrażał się uniewinnionemu i...NIE ZOSTAŁ ZA TE
                  GROŹBY pociągnięty do odpowiedzialności karnej

                  ot mentalność, bo o moralności to już nie ma co wspominać przy okazji takich
                  zdarzeń
                  uważam, ze NIKT z nas obecnie nie ma podstaw do moralnej oceny dowódców AK zw
                  kwestii wybuchu PW
                  oni WYDALI rozkaz ustalając godzinę W, ale o tym, że taka godzina nadeszła
                  zadecydowali wcześniej CI KTÓRZY NIEPROSZENI ZNALEŹLI SIĘ NA NIE SWOIM TERENIE
                  bo nawet zaproszony gość jak występuje przeciw gospodarzowi powinien się
                  liczyć, że stanie się gospodarzowi niemiły
                  • andrzejg Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 08:05
                    Gdyby ten gość nie trafił w złodzieja w wyniku czego sam zostałby zastrzelony,
                    to domownicy mogliby miec do niego uzasadnione pretensje o spartaczenie obrony
                    domu.

                    Zawsze mamy prawo do moralnej oceny czyichś czynów - chocby dla samej nauki
                    na przyszłość.

                    A.
                    • danek4 Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 08:12
                      andrzejg napisał:

                      > Gdyby ten gość nie trafił w złodzieja w wyniku czego sam zostałby zastrzelony,
                      > to domownicy mogliby miec do niego uzasadnione pretensje o spartaczenie obrony
                      > domu.
                      >
                      > Zawsze mamy prawo do moralnej oceny czyichś czynów - chocby dla samej nauki
                      > na przyszłość.
                      >
                      > A.

                      no i nakręcasz spiralę Andrzeju
                      a ja ci na to
                      nie sądź, abyś nie był sądzony
                      lub... belki w swoim oku nie widzisz?
                      • danek4 Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 08:15
                        i jeszcze jedno Andrzeju

                        należy unikać osądów moralnych typu ZBIOROWEGO
                        unikać jak ognia, albo jeszcze więcej
                        i nie PRZERZUCAĆ skutków czynu ZBIOROWEGO na osąd moralny jednej lub kilku osób
                        • andrzejg Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 08:18
                          danek4 napisała:

                          > i jeszcze jedno Andrzeju
                          >
                          > należy unikać osądów moralnych typu ZBIOROWEGO
                          > unikać jak ognia, albo jeszcze więcej
                          > i nie PRZERZUCAĆ skutków czynu ZBIOROWEGO na osąd moralny jednej lub kilku
                          osób

                          gdyby to był spontaniczny zryw społeczeństwa to i owszem,ale było to działanie
                          na rozkaz i ktos ten rozkaz wydał

                          A.
                          • danek4 Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 08:28
                            andrzejg napisał:

                            > gdyby to był spontaniczny zryw społeczeństwa to i owszem,ale było to działanie
                            > na rozkaz i ktos ten rozkaz wydał
                            >
                            > A.

                            Andrzeju
                            nie brnij dalej, bo przecież dobrze wiesz, że każdy krok dalej to już mącenie
                            wody...no, nie wody, mącenie moralności
                            trzeba wiedzieć kiedy zamilknąć i...chwila na refleksję i szczyptę
                            człowieczeństwa...swojego także
                            • andrzejg Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 08:31
                              danek4 napisała:

                              >
                              > Andrzeju
                              > nie brnij dalej, bo przecież dobrze wiesz, że każdy krok dalej to już mącenie
                              > wody...no, nie wody, mącenie moralności
                              > trzeba wiedzieć kiedy zamilknąć i...chwila na refleksję i szczyptę
                              > człowieczeństwa...swojego także


                              A gdzież ja brnę?
                              Wyrażam swoją ocenę Twoich porównań.

                              Cenzurę chcesz jakąś założyć.Kaganiec?Knebel?

                              A.
                              • danek4 Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 08:36
                                andrzejg napisał:

                                >
                                > Cenzurę chcesz jakąś założyć.Kaganiec?Knebel?
                                >
                                > A.

                                Andrzeju
                                cóż za niecne oskarżenie pod moim adresem!!!
                                jeżeli już, to upominam o autocenzurę własnej moralności
                                czyż zawsze potrzebujesz oceny innych, aby poczuć się ...moralniejszy?
                                • andrzejg Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 08:39
                                  danek4 napisała:

                                  >
                                  > Andrzeju
                                  > cóż za niecne oskarżenie pod moim adresem!!!
                                  > jeżeli już, to upominam o autocenzurę własnej moralności
                                  > czyż zawsze potrzebujesz oceny innych, aby poczuć się ...moralniejszy?

                                  Wiesz co Danutko.
                                  Poczytaj sobie swoje wypowiedzi z naszej dzisiejszej dyskusji,
                                  bo tak sobie myslę,że to Ty chcesz się dowartościować co trochę
                                  mnie strofując i oceniając 'moralność' moich wypowiedzi.

                                  Daj sobie luz i napi sie zimnej wody.
                                  Ja zabieram się ostro za racę.Dość opieprzania się 'paplając' w necie.

                                  Czesć

                                  A.
                                  • danek4 Re: Odpowiedzialność wyłączną ponoszą Niemcy 16.09.04, 08:53
                                    andrzejg napisał:

                                    ?
                                    >
                                    > Wiesz co Danutko.
                                    > Poczytaj sobie swoje wypowiedzi z naszej dzisiejszej dyskusji,
                                    > bo tak sobie myslę,że to Ty chcesz się dowartościować co trochę
                                    > mnie strofując i oceniając 'moralność' moich wypowiedzi.
                                    >
                                    > Daj sobie luz i napi sie zimnej wody.
                                    > Ja zabieram się ostro za racę.Dość opieprzania się 'paplając' w necie.
                                    >
                                    > Czesć
                                    >
                                    > A.

                                    Andrzeju
                                    przyjmij moje "strofowanie" jako życzliwość dojrzałej kobiety, która czasami
                                    napomina mężczyzn jak dzieci smile)))
                                    i nic ponad to nie chowam w ukryciu, żadnej potrzeby na dowartościowanie smile))
                                    tego dowartościowania szukam całkiem gdzie indziej...np w wątku...chwila na
                                    refleksję i szczyptę człowieczeństwa smile))
                                    to taki mój życiowy watek jest
            • dokowski To koniec indris, wyrzucam cię na śmietnik 15.09.04, 16:08
              • xiazeluka Wycinanie mądrzejszych od siebie udaje ci się 15.09.04, 16:13
                znakomicie, złodzieju i maminsynku.
    • cs137 Jak może wiecie, Luki nie znoszę za jego azjatycki 15.09.04, 17:52
      ...styl dyskusji, żywo przypominający metody polemiczne niejakiego Vladimira
      Iljicza Uljanova, ksywka "Lenin". Człowiek, którego intecją było walczyć z
      ideologią i skutkami ideologii stworzonej przez Azjatów, sam się w trakcie tych
      batalii nauczył ich metod walki i je przejął.

      Ale w tym wątku
      • flamandka Re: Jak może wiecie, Luki nie znoszę za jego azja 16.09.04, 08:25
        Ceesiu, a skad wiesz co pisze Luka skoro go podobno wygasiles?
        A twoje zdanie interesuje mnie tyle co i nic.
        • danek4 Re: Jak może wiecie, Luki nie znoszę za jego azja 16.09.04, 09:20
          flamandka napisała:

          > Ceesiu, a skad wiesz co pisze Luka skoro go podobno wygasiles?
          > A twoje zdanie interesuje mnie tyle co i nic.

          przeczytała i...nic?
          ależ nie!
          jest jeszcze większe nic !
          a to już większe osiągnięcie!!!
      • dokowski Coś takiego, muszą więc sobie na chwilę ... 16.09.04, 09:36
        cs137 napisał:

        > w tym wątku
        • dokowski Ale śmietnik. Ten głupi luka nic się nie zmienił. 16.09.04, 09:45
          A właściwie jego knajacka furia jeszcze się pogłębiła. Jak widzę, na
          temat "złodzieju won z internetu" może debil dziesiątki postów napisać w jednym
          wątku. No, ale czas na ten jego początkowy post, obiecałeś Cesiu, więc niech
          się nie zawiodę
          • danek4 Re: Ale śmietnik. Ten głupi luka nic się nie zmie 16.09.04, 10:09
            dokowski napisał:

            > A właściwie jego knajacka furia jeszcze się pogłębiła. Jak widzę, na
            > temat "złodzieju won z internetu" może debil dziesiątki postów napisać w
            jednym
            >
            > wątku. No, ale czas na ten jego początkowy post, obiecałeś Cesiu, więc niech
            > się nie zawiodę

            luka się po prostu chwali jak wysokie płaci podatki-w domyśle-jak dużo zarabia
            swoim rozumem
            bo przecież nie przy łopacie
          • dokowski Nie zawiodłem się. Luka celnie punktuje błędy ... 16.09.04, 10:20
            ... dowódców, zna wiele ciekawych szczegółów, niestety nie umie wyciągać
            wniosków. Ma wiedzę, ale jest tępy, a Ty dałeś się tym szczegółom przytłoczyć.
            Z faktu, że dowódcy popełniają błędy, nie można wyciagać wniosku, że są oni
            odpowiedzialni za śmierć cywilów pomordowanych przez niemieckich zbrodniarzy
            wojennych. Złego dowódcę można obwiniać co najwyżej za śmierć zbyt wielu
            żołnierzy. Za zbrodnie wojenne Niemców odpowiedzialni są dowódcy niemieccy,
            zostali zresztą osądzeni i skazani.

            Dopiero sowiecka propaganda okrzyknęła AK zbrodniarzami, aby uzasadnić
            morderstwa UB. To było oczko w głowie sowieckiej propagandy - przekonać
            Warszawiaków, że to nie Niemcy byli zbrodniarzami, ale AK. W warunkach
            przyjaźni polsko-niemieckiej nie było zręcznie wypominać Niemcom zbrodnie,
            natomiast ważne było, aby maksymalnie oczernić wszystko to, co kojarzyło się z
            polskimi władzami na emigracji. Zrobili więc z AK zbrodniarzy.

            I nawet dzisiaj taka luka wierzy, że AK wymordowało 200 000 Warszawiaków, nie
            własnymi rękami, ale uznaje ich odpowiedzialność i winę, nazywa ich
            zbrodniarzami... tylko dlatego, że dowódcy popełnili błędy?

            To jest wg Ciebie zwycięski post? Jeśli tak, to jest to kolejny pośmiertny
            tryumf Stalina, a luka jest tylko bezmózgim zombie, powtarzającym jak stara
            płyta zwycięską sowiecka propagandę.
            • danek4 Re: Nie zawiodłem się. Luka celnie punktuje błędy 16.09.04, 10:29
              dokowski napisał:

              > I nawet dzisiaj taka luka wierzy, że AK wymordowało 200 000 Warszawiaków, nie
              > własnymi rękami, ale uznaje ich odpowiedzialność i winę, nazywa ich
              > zbrodniarzami... tylko dlatego, że dowódcy popełnili błędy?
              >
              > To jest wg Ciebie zwycięski post? Jeśli tak, to jest to kolejny pośmiertny
              > tryumf Stalina, a luka jest tylko bezmózgim zombie, powtarzającym jak stara
              > płyta zwycięską sowiecka propagandę.

              no i takiej postawie rzutowania przeszłości na teraźniejszosć trzeba się
              zdecydowanie przeciwstawiać zachowując jednocześnie CAŁĄ PRAWDĘ O FAKTACH I
              LOGICE ZDARZEŃ typu przyczyna-skutek
            • xiazeluka Nieszczęsny złodzieju, jeżeli nie umiesz myśleć, 16.09.04, 11:09
              to pewnie i nie umiesz liczyć, zatem zaczynam się zastanawiać, czy rzeczywiście
              jesteś mi winien forsę, skoro dowodzisz, że okradzenie ślepca pod kosciołem
              jest ponad twoje siły.

              Jeżeli dowódca niewłaściwie zaplanuje atak i zmarnuje swoje siły wynika, że to
              on jest odpowiedzialny za zniszczenie własnego oddziału, chociaż żołnierzy
              wystrzelał mu nieprzyjaciel. Jeżeli w dodatku dowódca ów ma zadanie chronić
              cywilów, to utracenie żołnierzy wydaje ludność na łaskę i niełaskę wroga, który
              sprowokowany atakiem, może się zemścić.
              Jednym słowem - nie potrafisz myśleć kompleksowo, przewidywać następstw
              podejmowanych decyzji, kalkulować ryzyka. Jako dowódca zakończyłbyś karierę po
              pierwszej bitwie.

              No i naucz się wreszcie czytać - zbrodniarzami byli oficerowie z KG AK, którzy
              wbrew okolicznosciom dążyli do wywołania powstania w nieodpowiedniej chwili, a
              nie AK jako takie. Ich głupota nie jest poza tym usprawiedliwieniem zbrodni
              nazistowskich popełnionych podczas powstania. Ich głupota - nie rzesz akowców.
              Przy okazji - sugerując, że żołnierze AK to cywilbanda, która nie reagowałaby
              na rozkazy i wywołała powstanie bez niczyjej zgody (rzecz niemożliwa
              technicznie, ale tego i tak nie zrozumiesz), to ty właśnie powielasz
              komunistyczne epitety. Ja już dawno cię zdemaskowałem jako kryptokomucha, który
              perfidnie oczernia wszystko, co nie czerwone.

              Dowodem twojej komunistycznej natury jest rozcieńczanie odpowiedzialności.
              Piszesz, że dowódca popełnił bład, ale co z tego? No, pewnie, że nic, 150 tys.
              zabitych to detaliczne koszty złej decyzji, nie ma o czym mówić, towarzyszu
              dokumendo.
              • danek4 Re: Nieszczęsny złodzieju, jeżeli nie umiesz myśl 16.09.04, 11:22
                xiazeluka napisała:

                > Dowodem twojej komunistycznej natury jest rozcieńczanie odpowiedzialności.
                > Piszesz, że dowódca popełnił bład, ale co z tego? No, pewnie, że nic, 150
                tys.
                > zabitych to detaliczne koszty złej decyzji, nie ma o czym mówić, towarzyszu
                > dokumendo.

                prawie by mnie luka przekonał, że dowództwo KG AK to zbrodniarze, gdyby nie
                dodał tego akapitu, po którym zaczęłam mieć znowu wątpliwości w rodzaju-jak ci
                zbrodniarze z tej KG AK zdołali przez cały okres budowania AK ukryć swoje
                zbrodnicze zamiary
                to był chyba jednak spisek wąskiej grupy zamierzony razem z dojściem Hitlera do
                władzy
                no tak
                pozostaje ludze jeszcze wyłapać tych zbrodniarzy (spiskowców od początku),
                którzy w jakiejś niezbrodniczej niszy się ukryli

                dokowski
                zwróć co ukradłeś luce, bo na te "wyłapanki" zbrodniarzy w ukryciu potrzebne są
                większe środki finansowe
              • dokowski Teraz nie mogę od razu cię zaptaszkować, to by ... 16.09.04, 12:04
                ... było nie fair. Dopóki próbujesz zachować pozory merytoryczności

                xiazeluka napisała:

                > zbrodniarzami byli oficerowie z KG AK

                Oficerowie AK nie popełnili więcej błędów niż inni przeciętni oficerowie
                podczas innych wojen czy powstań. Twoja argumentacja oznacza, że 90% oficerów
                podczas wszystkich wojen to zbrodniarze, bo z powodu ich błędów giną ich
                żołnierze i cywile, których mieli chronić. Dlatego właśnie człowiek moralny
                kieruje się innymi kryteriami, kiedy nazywa innych zbrodniarzami.

                Te inne kryteria decydują o tym, że to Niemców świat obarczył
                odpowiedzialnością za masowe mordowanie ludniości cywilnej. Niemcy robili to
                nie tylko w Warszawie i nie tylko po Powstaniu i nie tylko Polaków mordowali.
                Niemieccy zbrodniarze mordowali ludzi konsekwentnie i planowo, korzystają z
                każdego pretekstu, wykorzystując każdy pretekst, a kiedy go nie było, to i bez
                pretesktu. Świat patrzy na niemieckie zbrodnie z tej właśnie perspektywy i z
                tej perspektywy osądził i skazał winnych.

                Twoja sowiecka, antyAKowska perspektywa jest ewidentnie fałszywa

                > Ich głupota nie jest poza tym usprawiedliwieniem zbrodni
                > nazistowskich popełnionych podczas powstania.

                Nic nie usprawiedliwia Niemców, czarny komuchu, ty jedynie próbujesz odwracać
                od nich uwagę

                > Ich głupota - nie rzesz akowców.

                Rzesze były mądre, ale dowódcy głupi? Popukaj się w główkę.

                > Dowodem twojej komunistycznej natury jest rozcieńczanie odpowiedzialności

                Niczego nie rozcieńczam głupku. Pełną odpowiedzialność (100% dla szczególarza)
                ponoszą Niemcy.
                • xiazeluka Łaskę to możesz robić Raczce, porównując go do 16.09.04, 12:28
                  ...Balcerowicza.

                  dokowski napisał:

                  > Oficerowie AK nie popełnili więcej błędów niż inni przeciętni oficerowie
                  > podczas innych wojen czy powstań.

                  Bardzo ciekawe. Jakich narzędzi użyłeś, by to zmierzyć?

                  > Twoja argumentacja oznacza, że 90% oficerów
                  > podczas wszystkich wojen to zbrodniarze, bo z powodu ich błędów giną ich
                  > żołnierze i cywile, których mieli chronić.

                  Nonsens. Rozkaz do ataku oficer może wydać zawsze, jednak tak nie czyni.
                  Dlaczego? Ponieważ bierze pod uwagę rozmaite rzeczy, ocenia siły własne i
                  przeciwnika, szanse natarcia, zapas materiałów wojennych itd. Szczególna
                  odpowiedzialność spoczywa na oficerach, którzy decydują o walce w mieście,
                  ponieważ muszą wziąć pod uwagę nawet nie to, że wróg wymorduje ludność, ale to,
                  że w przypadku przedłużającego się oblężenia nie będą w stanie ludności wyżywić.
                  Błąd zatem w dowodzeniu dywizją wojska w otwarty polu to jedno, błąd podczas
                  wywołania walk w 700-tys. mieście to drugie.

                  > Te inne kryteria decydują o tym, że to Niemców świat obarczył
                  > odpowiedzialnością za masowe mordowanie ludniości cywilnej.

                  I słusznie. Jednak nierobiliby tego, gdyby nie zbrodnicza decyzja AK.

                  > Twoja sowiecka, antyAKowska perspektywa jest ewidentnie fałszywa

                  Antykagieakowska, jeśli już.

                  > Nic nie usprawiedliwia Niemców, czarny komuchu, ty jedynie próbujesz odwracać
                  > od nich uwagę

                  To raczej trudno zrobić - nikt im "zasług" za Wolę i Ochotę nie odbierze.

                  > Rzesze były mądre, ale dowódcy głupi? Popukaj się w główkę.

                  Rzesze wypełniały posłusznie głupie rozkazy, nie decydowały o planie i
                  dowodzeniu, tępaku. Wypełniły swój obowiązek najlepiej jak potrafiły.

                  > Niczego nie rozcieńczam głupku. Pełną odpowiedzialność (100% dla
                  szczególarza) ponoszą Niemcy.

                  Za co? Za wywołanie pwostania?
                  • dokowski Za śmierć Warszawiaków, za upodlenie 16.09.04, 13:04
                    xiazeluka napisała:

                    > Za co? Za wywołanie pwostania?

                    Wywołanie powstania było czynem dobrym, więc nie można mówić o winie, ale
                    raczej o zasłudze.

                    Jeżeli niewolnicy się buntują, bo już znieść nie mogą nieludzkiego traktowania,
                    to ich bunt jest czynem dobrym, mimo że w konsekwencji giną osoby postronne.
                    Złem jest niewolenie ludzi i 100% winy za wszystkie ofiary śmiertelne spada na
                    zbrodniarzy, nawet jeśli dowódcy buntu popełnią błędy.

                    Pamietaj, że Powstanie nie było częścią jakiejś ogólnopolskiej ofensywy AK, ale
                    było wewnętrznowarszawskim zrywem udręczonych i upodlonych ludzi, którzy
                    musieli przekonać siebie samych, że nie przestali być ludźmi. Musisz przecież
                    wiedzieć co Niemcy zrobili z dumnej Warszawy i dumnych Warszawiaków. Polowania
                    na niewolników na ulicach, terror, masowe mordy - doszło do tego, że
                    sklepikarze donosili na Gestapo na swoich STAŁYCH klientów, gdy ci zaczynali
                    kupować więcej żywności (znaczy, że przyjęli i ukrywają Żyda).

                    Godność ludzka ważniejsza jest niż życie. Powstanie pozwoliło Warszawiakom
                    odzyskać godność i dumę. Twoja pogarda dla "półcywilnej bandy", czy jak tam ich
                    nazywasz, jest bardzo charakterystyczna dla tej linii propagandy, która
                    próbowała zawsze ośmieszać patriotyczne zrywy Polaków.

                    Wyobrażasz sobie, że siedzisz gdzieś tam w sztabie AK, i bawisz się w wielkiego
                    taktyka, bo to jest łatwo dzisiaj kiedy już się wie wszystko, co powinien był
                    ten sztab wiedzieć wtedy. Jednak wtedy to Warszawa powstała, a sztabowcy AK
                    mogli tylko dorabiać rozkazy stosownie do rozwoju sytuacji, bo taka jest rola
                    sztabowców, żeby zdejmować z żołnierzy i oficerów brzemię odpowiedzialności.
                    • xiazeluka Re: Za śmierć Warszawiaków, za upodlenie 16.09.04, 13:17
                      dokowski napisał:

                      > Wywołanie powstania było czynem dobrym

                      Nie jest czynem dobrym bezwzględnie. Jak ktos wywołuje powstanie tylko dlatego,
                      że go świerzbia paluchy, to należy go za to potepic.

                      > Pamietaj, że Powstanie nie było częścią jakiejś ogólnopolskiej ofensywy AK,
                      ale
                      > było wewnętrznowarszawskim zrywem udręczonych i upodlonych ludzi, którzy
                      > musieli przekonać siebie samych, że nie przestali być ludźmi.

                      Bzdura. Warszawa została włączona do Burzy, zatem była to jednak "ogólnopolska
                      ofensywa AK".

                      > Twoja pogarda dla "półcywilnej bandy", czy jak tam ich
                      > nazywasz, jest bardzo charakterystyczna dla tej linii propagandy, która
                      > próbowała zawsze ośmieszać patriotyczne zrywy Polaków.

                      To ty nimi gardzisz, malujac AK jako rozgorączkowanych kretynów, gotowych bez
                      rozkazu rzucić się uzbrojonemu przeciwnikowi do gardła, towarzyszu Susłowie.

                      • dokowski Na papierze, przez sztabowców 16.09.04, 14:32
                        xiazeluka napisała:

                        > Bzdura. Warszawa została włączona do Burzy, zatem była to
                        > jednak "ogólnopolska ofensywa AK".

                        Nic się nie działo, co by nie było związane z pomocą dla Powstania. Powstanie
                        nie było faktycznie akcją AK, ale zrywem Warszawiaków, do którego potem sowieci
                        dorobili "antyradzieckie ostrze", zresztą sami tego nie wymiślili, bo niektórym
                        sztabowcom z AK chyba rzeczywiście marzyło się takie "ostrze". To były jednak
                        tylko marzenia kadeta Bieglera. To Warszawa powstała przeciwko Niemcom,
                        powstałaby i tak, bez tej całej pseudopolityki i pseudostrategii, o której
                        piszesz.

                        > To ty nimi gardzisz, malujac AK jako rozgorączkowanych kretynów

                        Ja nie maluję AK, ale Powstańców, jako rozgorzączkowanych desperatów, jako
                        zrozpaczonych straceńców, walczących o godność, bez śladu pogardy, która bije z
                        twoich postów.
                        • xiazeluka Nie odróżniasz sztabowców od szybowców 16.09.04, 14:45
                          dokowski napisał:

                          > Nic się nie działo, co by nie było związane z pomocą dla Powstania. Powstanie
                          > nie było faktycznie akcją AK, ale zrywem Warszawiaków

                          Jak zwykle się mylisz. Rozkaz został wydany żołnierzom AK (którzy go wypełnili
                          1 sierpnia o godz. 17), a nie wszystkim warszawianom. Zresztą o postawie
                          ludności cywilnej można wiele pisać i nie znaleźć uzasadnienia użycia
                          słowa "zryw".
                          Po drugie oprócz walk w stolicy AK działała zbrojnie w Kampinosie i w
                          kieleckiem.

                          > To Warszawa powstała przeciwko Niemcom,

                          Tak, paniusie w pantofelkach na wysokim obcasie zaczęły drapać paznokciami po
                          twarzach niemieckich wachmanów.

                          > powstałaby i tak, bez tej całej pseudopolityki i pseudostrategii, o której
                          > piszesz.

                          Nie powstałaby. Twoje marzenia nie są faktami a ni nawet uprawnionymi
                          hipotezami.

                          > Ja nie maluję AK, ale Powstańców, jako rozgorzączkowanych desperatów, jako
                          > zrozpaczonych straceńców, walczących o godność, bez śladu pogardy, która bije
                          z twoich postów.

                          Powyższy akapit jest dowodem twojej pogardy dla AK i warszawiam ogólnie -
                          lekceważysz wysiłek żołnierzy jednocześnie kpiąc sobie z ludnościcywilnej.
                          • dokowski AKowcy wiedzieli od dawna, że Powstanie musi... 16.09.04, 15:43
                            xiazeluka napisała:

                            > Rozkaz został wydany żołnierzom AK (którzy go wypełnili
                            > 1 sierpnia o godz. 17), a nie wszystkim warszawianom.

                            ... wybuchnąć prędzej czy później, bo rozumieli przyczyny rozpaczy i desperacji
                            Warszawiaków. To współczucie było bezpośrednim powodem, że AK zdecydowało się
                            pomóc Warszawiakom, że zdecydowali się wziąć w swoje ręce przygotowanie
                            Powstania. Porównaj ilu Warszawiaków brało udział w walkach a ilu ściągniętych
                            spoza Warszawy partyzantów.

                            > Zresztą o postawie ludności cywilnej można wiele pisać i nie znaleźć
                            > uzasadnienia użycia słowa "zryw".

                            W tym szczególe się zgadzam, że Warszawiacy zaufali AK i poddali się jego
                            dowództwu. Jednak nie zmienia to całości obrazu, że Powstanie było powstaniem,
                            a nie atakiem AK na Warszawę ani dywersją AK w Warszawie. Żadne zasłony dymne
                            nie zmienią faktu, że Powstanie Warszawskie było powstaniem warszawskim, a nie
                            tylko Powstaniem Warszawskim z nazwy, jak twierdzi sowiecka propaganda.

                            > Po drugie oprócz walk w stolicy AK działała zbrojnie w Kampinosie i w
                            > kieleckiem.

                            I co robiły? Jedne pomagały Powstańcom, inne działały rutynowo jak przed
                            Powstaniem.

                            > Tak, paniusie w pantofelkach na wysokim obcasie

                            Nawet i takie paniusie pomagały Powstańcom

                            > Twoje marzenia nie są faktami a ni nawet uprawnionymi hipotezami.

                            Powstanie było faktem, a nie marzeniem. Nie było też ono spełnieniem marzeń
                            sztabowców AK, ale nieuchronnym skutkiem okupacji Warszawy i zbliżającego się
                            wyzwolenia. Powstanie to już historia, a nie marzenia.

                            > lekceważysz wysiłek żołnierzy jednocześnie kpiąc sobie z ludnościcywilnej.

                            Twoja argumentacja jak zwykle dotyka dna, gdy tracisz grunt w polemice. Albo
                            twój pokręcony umysł nie rozumie nawet słowa kpina. W tym co piszę nie ma śladu
                            kpiny. Kiedy pisałem o upodleniu Warszawiaków, podałem przykład najgorszy
                            chyba, czyli donosy zaprzyjaźnionych sklepikarzy za kupienie dodatkowego
                            bochenka chleba. Zarzut twój, że kpię, jest żałosny i absurdalny, zdradza
                            jedynie, że moje agrumenty cię przekonały, ale ty nie masz siły, aby dopóścić
                            tę myśl do siebie.
                            • xiazeluka Zostałeś deterministą? 16.09.04, 16:00
                              dokowski napisał:

                              > To współczucie było bezpośrednim powodem, że AK zdecydowało się
                              > pomóc Warszawiakom,

                              Pomogło 150 tys. przenieść się do lepszego ze światów.

                              > że zdecydowali się wziąć w swoje ręce przygotowanie
                              > Powstania.

                              Rozumiem. Ludzie konspirowali na ulicach dopóty, dopóki za przygotowania nie
                              wzięło się AK.

                              > Porównaj ilu Warszawiaków brało udział w walkach a ilu ściągniętych
                              > spoza Warszawy partyzantów.

                              To warszawscy akowcy nie byli warszawianami???

                              > Nawet i takie paniusie pomagały Powstańcom

                              W jaki sposób?

                              > Nie było też ono spełnieniem marzeń
                              > sztabowców AK, ale nieuchronnym skutkiem okupacji Warszawy i zbliżającego się
                              > wyzwolenia.

                              Bardzo ciekawe. Jeszcze w pierwszej połowie lipca 1944 r. powstania w stolicy
                              miało nie być, broń z miasta wysyłano na prowincję. Jednym słowem dla sztabu AK
                              nie było żadnego musu walki w stolicy, a warszawianie to gołymi rękoma mogliby
                              co najwyżej powygrażać niemieckim czołgistom.

                              > Zarzut twój, że kpię, jest żałosny i absurdalny, zdradza
                              > jedynie, że moje agrumenty cię przekonały, ale ty nie masz siły, aby dopóścić
                              > tę myśl do siebie.

                              To z mojej strony drobna uprzejmość - przyznaj, że kpisz, to wtedy nikt nie
                              będzie mógł powiedzieć, żeś idiota.
                              • dokowski Zawsze nim byłem w odniesieniu do przeszłości 16.09.04, 17:10
                                Nawet relatywistom ogólnym nie wierzą, że można zbudować tunel czasoprzenny
                                sięgający w przeszłość, ta możliwość to musi być błąd - konsekwencja bruku
                                kwantowej teorii grawitacji.

                                Nie wierzę też w psychokinzę, ani w żadne inne moce - dowódca nie kieruje
                                wojskiem, tylko firmuje jego akcje i bierze za nie odpowidzialność.

                                Rozkaz nie jest przyczyną jego wykonania. (sam teraz wymyśliłem ten aforyzm,
                                genialny prwada?)

                                xiazeluka napisała:

                                > dokowski napisał:
                                >
                                > > Nawet i takie paniusie pomagały Powstańcom
                                >
                                > W jaki sposób?

                                Nie pajacuj. Dostarczały wiadomości, amunicję, opatrywały rannych ... ciekawe
                                jakąż to pułapkę tutaj zastawiłeś, dzieciaku

                                > Jeszcze w pierwszej połowie lipca 1944 r. powstania w stolicy
                                > miało nie być, broń z miasta wysyłano na prowincję.

                                A potem zrozumiano, że to był błąd, bo wybuchu Powstania nie dało się
                                powstrzymać

                                > To z mojej strony drobna uprzejmość - przyznaj, że kpisz, to wtedy nikt nie
                                > będzie mógł powiedzieć, żeś idiota.

                                Widać teraz twoje rozdarcie. Z innych miejsc wiesz, żem geniusz, a nie idiota,
                                więc nie możesz pojąć, jak mogę pisać takie głupoty. W rozpaczy wysuwasz takie
                                absurdalne hipotezy, jak kpina. Siedem np. w takiej sytuacji konsekwentnie
                                zakładał, że ktoś się podszywa, aby mnie ośmieszyć.

                                Nie dopuszczasz zaś rozwiązania najprostszego, że po prostu się mylisz.

                                Oczywiście, nawet geniusz może się mylić, ale to jest jednak mniej
                                pradopodobne, niż taki napakowany wiedzą kujon jak ty.

                                A może jednak się mylę. Co jakiś czas usiłuję wyobrazić sobie, że może masz
                                rację, że w sztabie AK siedzieli zbrodniarze, że chcieli poświęcić życie
                                Warszawiaków dla swoich jakichś celów, tak jak niedawno rosyjscy sztabowcy
                                poświęcili życie dzieci, aby wywołać tym większą antyczeczeńską paranoję.
                                Próbuje więc uwierzyć ci, tak na próbę, że tam w sztabie AK siedzieli
                                zbrodniarze, ale to mi na milę trąci UB.
                                • xiazeluka Re: Zawsze nim byłem w odniesieniu do przeszłości 17.09.04, 10:15
                                  dokowski napisał:

                                  > Rozkaz nie jest przyczyną jego wykonania. (sam teraz wymyśliłem ten aforyzm,
                                  > genialny prwada?)

                                  Ależ oczywiście. "Zajebisty", jak to mawia młodzież. I ma rację.

                                  > Nie pajacuj. Dostarczały wiadomości, amunicję, opatrywały rannych ... ciekawe
                                  > jakąż to pułapkę tutaj zastawiłeś, dzieciaku

                                  Bardzo prostą, niemoto. Wystarczy, że przeczytasz tzrecią książkę w swoim życiu
                                  i już będziesz wiedział (dwie poprzednie to dzieła o holenderskich
                                  prakapitalistach i Aztekach) - np. skomasowane wspomnienia Podlewskiego albo
                                  najlepiej zbiór dokumentów "Ludność cywilna w powstaniu warszawskim".
                                  Przekonasz się wtedy, jak to z cywilami i żołnierzami było.

                                  > A potem zrozumiano, że to był błąd, bo wybuchu Powstania nie dało się
                                  > powstrzymać

                                  Nie, kretynie, potem zmieniono plany, ale broni z powrotem już nie udało się
                                  sprowadzić. No i cały czas się pytam - jak to możliwe, że powstanie nie
                                  wybuchło "samo" w okresie wielkiej paniki, a miałoby wybuchnąć wtedy, kiedy
                                  dający nadzieję huk dział na wschodzie umilkł?

                                  > Widać teraz twoje rozdarcie. Z innych miejsc wiesz, żem geniusz, a nie
                                  idiota, więc nie możesz pojąć, jak mogę pisać takie głupoty.

                                  Geniuszem jestem ja, uzurpatorze. I z tej racji znam wszystkich innych
                                  geniuszy. Ciebie nie znam, zatem geniuszem nie jesteś. A pojąć, jak możesz
                                  pisać głupoty nie wymaga wielkiego trudu - nie jesteś geniuszem.

                                  > Nie dopuszczasz zaś rozwiązania najprostszego, że po prostu się mylisz.

                                  To nie jest najprostsze rozwiązanie. To jest najmniej prawdopodobne rozwiązanie.

                                  > Oczywiście, nawet geniusz może się mylić, ale to jest jednak mniej
                                  > pradopodobne, niż taki napakowany wiedzą kujon jak ty.

                                  Kujon to taki gość, który zna masę bezużytecznych szczegółów, ale nie potrafi
                                  ich zsyntetyzować. Geniusz, czyli ja, umie to robić. Ignorant, czyli ty, nie
                                  umie ani jednego, ani drugiego.

                                  > Co jakiś czas usiłuję wyobrazić sobie, że może masz
                                  > rację, że w sztabie AK siedzieli zbrodniarze,

                                  O, widzisz - ty nadal nie rozumiesz prostego przekazu. W sztabie AK nie
                                  siedzieli zbrodniarze, ale typki, które podjęły zbrodniczą decyzję. W przypadku
                                  rzeczywistych zbrodniarzy nie byłoby sprawy, ich poczynania nikogo by nie
                                  bulwersowały. Co innego KG AK - ci goście nie byli z natury źli, tylko nie
                                  potrafili zapanować nad emocjami, zgubili rozsądek, nie wytrzymali nerwowo i w
                                  rezultacie podjęli zbrodniczą decyzję.

                                  > tak jak niedawno rosyjscy sztabowcy
                                  > poświęcili życie dzieci, aby wywołać tym większą antyczeczeńską paranoję.

                                  Sugerujesz, że Ruscy sami napadli na tę szkołę? Porozumiem się szybko z
                                  warzywem bimi i waciakiem, oni kolekcjonują takie historie, z nimi się
                                  dogadasz, mają IQ na poziomie poręczy schodów.

                                  > Próbuje więc uwierzyć ci, tak na próbę, że tam w sztabie AK siedzieli
                                  > zbrodniarze, ale to mi na milę trąci UB.

                                  Zamiast wierzyć, zacznij wreszcie myśleć.
                                  • danek4 Re: Zawsze nim byłem w odniesieniu do przeszłości 17.09.04, 10:40
                                    xiazeluka napisała:

                                    > Geniuszem jestem ja, uzurpatorze. I z tej racji znam wszystkich innych
                                    > geniuszy. Ciebie nie znam, zatem geniuszem nie jesteś. A pojąć, jak możesz
                                    > pisać głupoty nie wymaga wielkiego trudu - nie jesteś geniuszem.
                                    >

                                    no zgoda (na chwilę, która za chwilę będzie przeszłością)
                                    jesteś geniuszem!!!
                                    jak sam zaznaczyłeś w tytule
                                    jesteś geniuszem "w odniesieniu do przeszłości"

                                    no i co zrobisz geniuszu teraz?
                                    pamiętaj jednak
                                    twój geniusz dotyczy przeszłości ,nawet tej jednominutowej z jaką ukaże się
                                    twój post geniuszu
                                    • dokowski To napisałem ja a nie Luka. 17.09.04, 11:08
                                      danek4 napisała:

                                      > jesteś geniuszem "w odniesieniu do przeszłości"

                                      Poza tym, napisałem, że jestem deterministą w odniesieniu do przeszłości.
                                      Geniuszem jest po prostu.
                                  • dokowski Tego nie sugeruję, głupku 17.09.04, 10:59
                                    xiazeluka napisała:

                                    > Sugerujesz, że Ruscy sami napadli na tę szkołę?

                                    Twierdzę jedynie, że celowo zwlekali z atakiem, celowo zrobili burdel dookoła i
                                    sprowokowali cywilów, celowo czekali, aż dzieci zaczną ginąć. Twierdzę, że
                                    celowo potykali się podczas ataku o własne nogi, aby świat zobaczył, jak
                                    bezwzględni są czeczeńscy terroryści.

                                    A propos czytania, czytałem jak wiesz o wiele więcej, ale ograniczam się do
                                    opracowań syntetycznych, takich jak np. Jedwabny Szlak, a ty znasz niestety
                                    tylko analizy szczegółowe. Ty nie możesz zrozumieć wniosków systetycznych, ja
                                    nie mam serca do analiz. Dla mnie treść rozkazu jest nieważna, tak jak i osoba
                                    wodza, gdyż interesuje mnie dynamika historii ludów, a nie taktyka czy
                                    dyplomacja. Ja chodzę po ziemi, a ty bujasz w obłokach.

                                    Dla mnie powstanie jest powstaniem, a wojna - elementem wędrówki ludów. Dla
                                    ciebie powstanie jest skutkiem dyplomacji, a wojna - kontynuacją polityki.

                                    Ględzenie o jakichś rozkazach jakichś dowódców AK, jest dla mnie nudne i
                                    nieważne. Mnie ciekawią przyziemne przyczyny Powstania - terror w mieście i jak
                                    znoszą go mieszkańcy. Śmieszne są jakieś takie sensacyjne opowieci o tym, kiedy
                                    wywieziono i jak wwieziono broń, i jaka to była broń. Takie szczegóły są
                                    pułapką. Ty np. wpadłeś w pułapkę pisząc, że broń wywieziono i nie zdążyła ona
                                    wrócić w całości, ale jednocześnie piszesz, że Powstańcy mogli zacząć
                                    wcześniej. Chcąc usunąć tę sprzeczność dodasz jeszcze więcej szczegółów, w
                                    których będą kolejne sprzeczności itd. Taka analiza zwykle w końcu zaciemnia
                                    obraz ogólny i w końcu nie potrafisz odpowiedzieć na pyatnie, "jakie były
                                    przyczyny Powstania Warszawskiego" więc odpowiadasz: "przyczyną był rozkaz
                                    dowódcy"

                                    • danek4 Re: Tego nie sugeruję, głupku 17.09.04, 11:12
                                      dokowski napisał:

                                      > Taka analiza zwykle w końcu zaciemnia
                                      > obraz ogólny i w końcu nie potrafisz odpowiedzieć na pyatnie, "jakie były
                                      > przyczyny Powstania Warszawskiego" więc odpowiadasz: "przyczyną był rozkaz
                                      > dowódcy"
                                      >

                                      dokowski
                                      czyli mam zrozumieć i zapamiętać: KG AK podała godzinę "W" i ta godzina
                                      kosztowała życie 200 ooo mieszkańców Warszawy razem powstańcami
                                      czy do zbrodniczych skutków tej godziny "W" należy doliczyć straty w ludności
                                      Polski (w tym i Warszawy) po 63 dniach powstania?
                                      luka będzie miał co dalej liczyć i analizować aby jego geniusz wzrastał
                                      • dokowski Tego nie rozumiem 17.09.04, 11:19
                                        danek4 napisała:

                                        > czyli mam zrozumieć i zapamiętać: KG AK podała godzinę "W" i ta godzina
                                        > kosztowała życie 200 ooo mieszkańców Warszawy

                                        Gdybyś napisał "ta decyzja" a nie "ta godzina", to by była opinia luki
                                        • danek4 Re: Tego nie rozumiem 17.09.04, 11:50
                                          dokowski napisał:

                                          > danek4 napisała:
                                          >
                                          > > czyli mam zrozumieć i zapamiętać: KG AK podała godzinę "W" i ta godzina
                                          > > kosztowała życie 200 ooo mieszkańców Warszawy
                                          >
                                          > Gdybyś napisał "ta decyzja" a nie "ta godzina", to by była opinia luki

                                          dlatego napisałam " godzina W"
                                          czyli WSZYSKO to co znane i to co jeszcze nieznane
                                          ja tylko czytam i...syntetyzuję
                                          nie fakty, bo tych się nie da zsyntetyzować wszystkich razem
                                    • xiazeluka Re: Tego nie sugeruję, głupku 17.09.04, 11:57
                                      dokowski napisał:

                                      > celowo potykali się podczas ataku o własne nogi, aby świat zobaczył, jak
                                      > bezwzględni są czeczeńscy terroryści.

                                      Nie musieli się potykać, świat zobaczył bezwzględność terrorystów parę dni
                                      wcześniej, kiedy napadli na szkołę.

                                      > A propos czytania, czytałem jak wiesz o wiele więcej,

                                      Wiem, okólniki wewnętrzne MinFinu.

                                      > Ty nie możesz zrozumieć wniosków systetycznych, ja
                                      > nie mam serca do analiz.

                                      Wnioski syntetyczne wywodzi się ze znajomości szczegółów - jeżeli nie pojmiesz,
                                      że czołgi nie pływają po wodzie, to zlekceważysz istnienie rzek. Dasz
                                      rozkaz "do ataku" nie przejmując się geografią, syntetyku.

                                      > Dla mnie treść rozkazu jest nieważna, tak jak i osoba
                                      > wodza, gdyż interesuje mnie dynamika historii ludów, a nie taktyka czy
                                      > dyplomacja.

                                      Wódz staje się wybitnym wtedy, kiedy umie stosować rozwiązania taktyczne. Ty po
                                      prostu tkwisz w średniowieczu - zakładasz na zakuty łeb dodatkowo hełm i kupą
                                      ruszasz na przeciwnika bez oglądania sie na boki. Przeciwnik nie rozważa
                                      filozoficznych aspektów "dynamiki historii ludu", tylko dowodząc ze wzgórza
                                      otacza i niszczy ciebie i twoje nieszczęsne wojska.

                                      > Ja chodzę po ziemi, a ty bujasz w obłokach.

                                      Jest dokładnie odwrotnie - dostrzegasz tylko wydarzenia ogólne i nie potrafisz
                                      ich zrozumieć, z powodu nieznajomości motywów i niuansów.

                                      > Mnie ciekawią przyziemne przyczyny Powstania - terror w mieście i jak
                                      > znoszą go mieszkańcy.

                                      To nie były przyczyny powstania. Gdybyś nie bujał w obłokach, to być może
                                      umiałbyś to dostrzec.

                                      > Śmieszne są jakieś takie sensacyjne opowieci o tym, kiedy
                                      > wywieziono i jak wwieziono broń, i jaka to była broń.

                                      Śmieszne jest twierdzenie, że powstanie można wszcząć bez broni.

                                      >Ty np. wpadłeś w pułapkę pisząc, że broń wywieziono i nie zdążyła ona
                                      > wrócić w całości, ale jednocześnie piszesz, że Powstańcy mogli zacząć
                                      > wcześniej.

                                      Nie, głupolu. Gdybyś nie miał aż takich luk w wykształceniu oraz gdybyś
                                      potrafił analizować, to byś zauważył, że decyzja o podjęciu walki w stolicy
                                      spowodowała ograniczenie migracji broni na prowincję. Warunki się zmieniły -
                                      pojawiła się decyzja. Od tego momentu można wskazywać dogodny termin wybuchu
                                      walk.

                                      > obraz ogólny i w końcu nie potrafisz odpowiedzieć na pyatnie, "jakie były
                                      > przyczyny Powstania Warszawskiego" więc odpowiadasz: "przyczyną był rozkaz
                                      > dowódcy"

                                      Przyczyny powstania były inne. To straszne, że nie potrafisz zrozumieć tak
                                      elementarnych rzeczy.
                                      • dokowski Tyle bzdur, a tylko mam siłę na jedną 17.09.04, 13:52
                                        xiazeluka napisała:

                                        > Wódz staje się wybitnym wtedy, kiedy umie stosować rozwiązania taktyczne

                                        Nonsens. Wódz staje się wybitnym, gdy potrafi wyczuć i zrozumieć chwilowy stan
                                        morale swojej armii. Wódz wybitny wydaje rozkaz do ataku wtedy, gdy morale
                                        wojsk jest najwyższe i małymi skoncentrowanymi siłami może przełamać linie
                                        wroga. Na tym polegał geniusz Napoleona, niemal każda bitwa przez niego
                                        stoczona dowodzi tego. Wybitny wódz przechodzi do obrony lub nakazuje odwrót,
                                        gdy morale armii jest niskie, nawet jeśli jego armia ma przewagę.

                                        Dlaczego Niemcy męczyli się z polską armią dłużej niż z francuską? Myślisz że z
                                        powodu zbrodniczych decyzji polskich dowódców, którzy stawiali opór i narażali
                                        Polaków na śmierć? A może armia polska była lepiej uzbrojona niż francuska?
                                        Rzeczywistość jest taka, że polska armia miała wyższe morale, m.in. dlatego, że
                                        traktowała Niemców jak wrogów. Francuzi zaś mieli bardzo niskie morale, nawet
                                        nie wiedzieli, co myśleć o Niemcach, czy się bronić przed wrogami, czy powitać
                                        wyzwolicieli białej rasy i twórców Nowego Ładu jako przyjaciół?

                                        Takie są prawdziwe przyczyny wygranych lub przegranych wojen, takie są
                                        przyczyny chwilowych przewag na forntach i zmiennych losów bitew - stan
                                        psychiczny ludzi i wynikające z niego morale armii. Geniusz wodza polega na
                                        umiejętności odczytywania tego i wykorzystywania tego podczas bitew.
                                        • xiazeluka Re: Tyle bzdur, a tylko mam siłę na jedną 17.09.04, 14:26
                                          Biedaku, piszesz takie głupoty, iz mam podejrzenie, że cytujesz jakieś mądrości
                                          z ustawy budżetowej.

                                          Wybitny wódz to taki, który ma talent i charyzmę. On nie wyczuwa morale swej
                                          armii, ale je kształtuje, kretynie. To nie są zawody hippiczne, że losujesz
                                          sobie konia, na którym wyjedziesz na parkur. Osobisty przykład może niskie
                                          morale podnieść pod sufit, na co przykładów w historii jest bez liku - kiedy
                                          dych upada z powodu niepomyślnego rozwoju bitwy, charyzmatyczny wódz może
                                          wzbudzić na powrót ducha walki i zwyciężyć.
                                          Zapamiętaj sobie, durniu - wódz wybitny modeluje nastroje swego wojska, a nie
                                          ulega nim.

                                          Dlaczego Niemcy "męczyli się" z Polakami? A kto powiedział, że się męczyli?
                                          Większe walki skończyły się po trzech tygodniach, kiedy i tak widać było
                                          wyraźnie, że wojna dla Polski jest przegrana. Wyższymi morale nie wygrywa się
                                          wojny, jeśli nie ma czym i jak walczyć, choć nie ulega wątpliwości, że żabojady
                                          nie miały zbyt wielkiego serca do walki.

                                          Geniusz wodza polega na tym, że potrafi zagrzać wojsko do walki nawet w chwili
                                          niesprzyjającej, w obliczu przeważającego wroga i braku możliwości wycofania
                                          się, a nie proszenia nieprzyjaciół, by poczekali ze trzy tygodnie, aż morale
                                          własnego wojska wróci do normy, ośle.
                                          • dokowski Wg mnie to wiara w parapsychologię 17.09.04, 15:21
                                            xiazeluka napisała:

                                            > Wybitny wódz to taki, który ma talent i charyzmę. On nie wyczuwa morale swej
                                            > armii, ale je kształtuje, kretynie.

                                            Wychodzi z ciebie fanatyk z magicznym poglądem na świat. Hitler wpływał na
                                            nastrój Niemców? Nie, był tylko uśrednioną ekspresją narodu.

                                            > Osobisty przykład może niskie morale podnieść pod sufit

                                            Może w szkole, mogło tak być w starożytności, gdy wódz osobiście rzucał się na
                                            nieprzyjaciela - to były czasy, gdy wodzem był najdzielniejszy i najsilniejszy
                                            wojownik. Tkwisz w szczegółach tak głęboko, że ogólny pogląd musisz jak widać
                                            czerpać z filmów kinowych. Napoleon nie prowadził osobiście natarcia na
                                            bagnety. Ciekawa jest ta twoja wiara, że morale armii Napoleona było wysokie
                                            dzięki jego osobistemu przykładowi


                                            > dych upada z powodu niepomyślnego rozwoju bitwy, charyzmatyczny wódz może
                                            > wzbudzić na powrót ducha walki i zwyciężyć.

                                            Napoleon wychodził na wzgórze i pokazywał, że kulom się nie kłania.

                                            > Zapamiętaj sobie, durniu - wódz wybitny modeluje nastroje swego wojska

                                            i zgina łyżeczki

                                            > Geniusz wodza polega na tym, że potrafi zagrzać wojsko do walki nawet w
                                            > chwili niesprzyjającej

                                            Zrozumiałeś na razie tylko połowę, tę romantyczną, zagadnienia. Tak, mądrość
                                            wodza polega na tym, że wie co zrobić, żeby poprawić morale wojska. Ale
                                            obietnica beczki piwa jest skuteczniejsza niż przemówienie zagrzewające.

                                            Ale geniusz polega na tym, żeby wycofać się wtedy, gdy zagrzanie wojska jest
                                            niemożliwe, i na tym, aby natychmiast zaatakować, gdy tylko dotrą sygnały o
                                            wojowniczych nastrojach, wywołanych np. świeżą żądzą zemsty za jakiś akt
                                            terrorystyczny. Głupotą jest zwlekanie wtedy, że jakieś przygotowawania nie są
                                            dopięte na ostani guzik. W tym masz rację oczywiście, że odwlekanie wybuchu
                                            Powstania było błędem.

                                            W wojnie burskiej aglicy przegrywali tak sromotnie jak jeszcze nigdy przedtem
                                            ani potem żadna armia nie dostawała po dupie. Burowie w przeciwieństwie do
                                            Anglików nie mieli charyzmatycznych przywódców. Anglicy w końcu wygrali dzięki
                                            temu, że osłabili morale Burów, jako szczególarz pewnie wiesz lepiej niż ja,
                                            jakimi metodami, ale ważne jest, żebyś sam skojarzył i wyciągnął wnioski, a
                                            przestał wierzyć w magię.
                                            • xiazeluka Re: Wg mnie to wiara w parapsychologię 17.09.04, 15:52
                                              dokowski napisał:

                                              > Wychodzi z ciebie fanatyk z magicznym poglądem na świat. Hitler wpływał na
                                              > nastrój Niemców? Nie, był tylko uśrednioną ekspresją narodu.

                                              Owszem, wpływał. Tyle, że jako wódz jest złym przykładem, dowodził z
                                              podziemnego bunkra w oddaleniu od frontu.

                                              > Może w szkole, mogło tak być w starożytności, gdy wódz osobiście rzucał się
                                              na
                                              > nieprzyjaciela - to były czasy, gdy wodzem był najdzielniejszy i
                                              najsilniejszy wojownik.

                                              Masz ograniczą rację - i gdyby nie twoje blokady infantylizmu, to może byś sam
                                              na to wpadł. Istotnie, osobisty przykład tracił z biegiem lat na znaczeniu,
                                              jednak ty pomyliłeś sztukę wojenną z metodami walki jaskiniowców. Rzecz w tym,
                                              że wybitny wódz wcale nie musiał być najdzielniejszy i najsilniejszy, by
                                              oddziaływać na masy wojska, czego najlepszym przykładem jest drobny i chudy
                                              genialny Juliusz Cezar.

                                              > Tkwisz w szczegółach tak głęboko, że ogólny pogląd musisz jak widać
                                              > czerpać z filmów kinowych.

                                              Z poprzedniego akapitu wynika, że postępujesz tak ty - wszak opis
                                              tego "najdzielniejszego" jest żywcem wzięty z "Walki o ogień".

                                              > Napoleon nie prowadził osobiście natarcia na
                                              > bagnety. Ciekawa jest ta twoja wiara, że morale armii Napoleona było wysokie
                                              > dzięki jego osobistemu przykładowi

                                              Owszem, durniu, prowadził, i to nie raz, jeśli wymagała tego sytuacja w
                                              bitwach, w których nie wszystko szło po jego myśli, po drugie zawsze miał czas
                                              dla żołnierzy, zagrzewał ich do wysiłku, nagradzał, odwiedzał rannych;
                                              szczególnie uwielbiany był przez starą gwardię, której żołnierzy potrafił
                                              pozdrowić z imienia. Dzięki takim sztuczkom był uwielbiany.
                                              Inny przykład z epoki - marszałek Davout, najwybitniejszy z napoleońskich
                                              marszałków, dorównujący umiejętnościom samemu Napoleonowi; w jego korpusie
                                              zawsze żołnierze byli najedzeni i ubrani, a jednocześnie zdyscyplinowani i
                                              wierni - za kradzież kury można było zostać rozstrzelanym. Bano się go i
                                              podziwiano jednocześnie, lgnąc w szeregi jego korpusu. Davout jako jedyny z
                                              innych francuskich dowódców, Napoleona nie wyłączając, pozostał niepokonany
                                              nawet po Waterloo. Davoutowi również zdarzyło się walczyć na pierwszej linii,
                                              zagrzewając swych żołnierzy do wysiłku, np. pod Auerstadt i Eckmuehl.

                                              Geniusz nie czeka na to, aż wojsko będzie miało humor, geniusz te humory
                                              kształtuje. Wódz umie nastroje podgrzewać, umie je też tonować. Bredzenie o
                                              czekaniu na lepszy nastrój przypomina opowieści o okresie menstruacyjnym
                                              kobiet.
                                              • dokowski Właśnie o tym napisałem pierwszy 17.09.04, 16:19
                                                xiazeluka napisała:

                                                > zawsze miał czas
                                                > dla żołnierzy, zagrzewał ich do wysiłku, nagradzał, odwiedzał rannych;
                                                > szczególnie uwielbiany był przez starą gwardię, której żołnierzy potrafił
                                                > pozdrowić z imienia. Dzięki takim sztuczkom był uwielbiany.

                                                kiedy wspomniałem o beczce piwa

                                                > żołnierze byli najedzeni i ubrani, a jednocześnie zdyscyplinowani i
                                                > wierni - za kradzież kury można było zostać rozstrzelanym.

                                                tak, to wpływa na morale

                                                > Geniusz nie czeka na to, aż wojsko będzie miało humor, geniusz te humory
                                                > kształtuje. Wódz umie nastroje podgrzewać, umie je też tonować.

                                                A więc wreszcie się spotkaliśmy. Robi to, bo od tego czynnika najbardziej
                                                zależy los wojen, treść rozkazów jest bez znaczenia, jeśli nie ma znaczenia dla
                                                morale. Strategia i taktyka są to czynniki drugorzędne.

                                                > Bredzenie o czekaniu na lepszy nastrój przypomina opowieści o okresie
                                                > menstruacyjnym kobiet.

                                                Nie mówiłem o "czekaniu", jak sam dobrze wiesz (wiem że jeszcze zapał do kłótni
                                                ci nie minął, więc sobie zmyślasz), ale o wyczuleniu i rozumieniu oraz o
                                                umiejętności wykorzystania tej wiedzy. Wpływ wodza na wielką armię jest w sumie
                                                niewielki, ważniejsze jest dobrze wyczuć stan morale.

                                                Merytorycznie to ja z tym Twoim postem zgadzam się całkowicie. Zacząłeś myśleć,
                                                a to dla tego forum jest bardzo dobrą nowiną. Ja Cię więc z listy nieprzyjacół
                                                usuwam. Uważaj, bo będę znów zaglądać do Twoich wątków, więc trzymaj poziom
                                                • xiazeluka Ale w rozdrobnieniu, bez zrozumienia całości 17.09.04, 16:57
                                                  dokowski napisał:

                                                  > Uważaj, bo będę znów zaglądać do Twoich wątków, więc trzymaj poziom

                                                  Wedle życzenia - kiedy oddasz mi moją forsę, złodzieju?
                                                  • dokowski Nie łudź się, że wezmę do siebie to co piszesz... 17.09.04, 17:02
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > kiedy oddasz mi moją forsę, złodzieju?

                                                    ... w rzeczywistości do kogoś innego
                                  • dokowski Z tym akurat prawie sie zgadzam 17.09.04, 11:05
                                    xiazeluka napisała:

                                    > W sztabie AK nie siedzieli zbrodniarze, ale typki, które podjęły zbrodniczą
                                    > decyzję. W przypadku rzeczywistych zbrodniarzy nie byłoby sprawy, ich
                                    > poczynania nikogo by nie bulwersowały. Co innego KG AK - ci goście nie byli
                                    > z natury źli, tylko nie potrafili zapanować nad emocjami, zgubili rozsądek,
                                    > nie wytrzymali nerwowo i w rezultacie podjęli zbrodniczą decyzję.

                                    Cały czas do tego właśnie próbuje cię przekonać, ale ty uparłeś się nazywać ich
                                    zbrodniarzami, tak jak by byli szefami jakiejś mafii. W ten sposób "zbrodnicze"
                                    są prawie wszystkie dcyzje prawie wszystkich armii.
      • xiazeluka Te, cez, a czytałeś kiedykolwiek coś z 16.09.04, 11:16
        ...Tyrmanda? Bo że znałeś go osobiście, to nie wątpię. Jego styl pisania
        również określiłbys jako "azjatycki"?
        • Gość: rekontra Davies i prostytutki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 11:20
          xiazeluka napisała:

          > Książkę Daviesa znam tylko z fragmentów zamieszczonych w Wybiórczej, jednak
          na
          > ich podstawie można bez większej pomyłki stwierdzić, że jest to praca może
          > rewelacyjna faktograficznie dla zachodniego kretyńswa, któremu wydaje się, że
          > Warszawa to fragment aglomeracji moskiewskiej, po której łażą białe
          > niedźwiedzie, jednak w obliczu dorobku polskiej historiografii praca Daviesa
          > to ledwo kiepsko napisane wypracowanie licealne.

          Jeżeli nie chcemy by NAM historię pisano w Moskwie, Berlinie czy Tel-Awiwie,
          z punktu widzenia sowieckiego, niemieckiego czy żydowskiego, jeżeli nie chcemy
          by historia Polski była "tworzona" na zamówienie "Michnika" przez Cichego,
          Grossa, czy pomniejsze prostytutki prawdy, sprzedające każdą myśl, spłacające
          rachunki, odhaczające haki, jeżeli nie chcemy by bez echa przechodziły artykuły
          michnikoida Majcherka

          (polecam dzisiejszy Nihilizm historyczny prof. Andrzeja Nowaka

          rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040916/publicystyka/publicystyka_a_1.html

          to należy lać w pysk kłamców zawodowych, gnidy forumowe pokroju ... - wiadomo o
          kogo chodzi, a zakochanych w Rosji sowieckiej i komunizmie Żydów forumowych
          dokształcać, a o historyków takich jak Davies dbać.

          długie zdanie.

          Wykład "tegoż" przez Ciebie postponowanego Daviesa zainauguruje 17 Zjazd
          Historyków Polskich w Krakowie (przybędzie około dwóch tysięcy osób).
          • Gość: rekontra Davies i jeszcze słowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 11:23
            > xiazeluka napisała:
            >
            > > Książkę Daviesa znam tylko z fragmentów zamieszczonych w Wybiórczej,

            fragmenty zamieszczone wybiórczo,
            Powstanie 44 warto przeczytać - chociażby ze względu na umieszczenie wielu mało
            znanych dokumentów.
            • danek4 Re: Davies i jeszcze słowo 16.09.04, 11:43
              Gość portalu: rekontra napisał(a):

              > > xiazeluka napisała:
              > >
              > > > Książkę Daviesa znam tylko z fragmentów zamieszczonych w Wybiórczej
              > ,
              >
              > fragmenty zamieszczone wybiórczo,
              > Powstanie 44 warto przeczytać - chociażby ze względu na umieszczenie wielu
              mało
              >
              > znanych dokumentów.

              i znowu ....trop prowadzi do.... Michnik i GW
              mamy kolejny dowód, że ta "spiskowa banda" kryje się wszędzie
          • xiazeluka Re: Davies i GroSS 16.09.04, 11:59
            Jeden i drugi mają stanowczo zbyt swobodne podejście do faktów, jeden afirmuje
            żydowskich świadków, drugi polski zryw powstańczy. Historycy na zamówienie,
            niezależnie od być może szlachetnych intencji. Nie tędy droga.
            • gandalph Re: Davies i GroSS 16.09.04, 12:07
              xiazeluka napisała:

              > Jeden i drugi mają stanowczo zbyt swobodne podejście do faktów, jeden
              afirmuje
              > żydowskich świadków, drugi polski zryw powstańczy. Historycy na zamówienie,
              > niezależnie od być może szlachetnych intencji. Nie tędy droga.

              Grossa mam w d..., natomiast co do Davies, to wolne żarty! Lekkie podejście do
              faktów! hahahaha.
              Może, Słoneczko, najpierw przeczytasz książkę, a dopiero potem zaczniesza
              zabierać głos na jej temat?
              A tak w ogole, to w niniejzym wątku wcale nie miałem zamiaru tej książki
              recenzować.
              • xiazeluka Re: Davies i GroSS 16.09.04, 12:36
                gandalph napisał:

                > Grossa mam w d..., natomiast co do Davies, to wolne żarty! Lekkie podejście
                do faktów! hahahaha.

                Ze znanych mi fragmentów wynika jasno, że Davies nie zadał sobie trudu
                wykonania solidnej kwerendy w źródłach sowieckich. To jest właśnie lekkie
                podejście do faktów.
                • gandalph Re: Davies i GroSS 16.09.04, 13:05
                  xiazeluka napisała:

                  > gandalph napisał:
                  >
                  > > Grossa mam w d..., natomiast co do Davies, to wolne żarty! Lekkie podejśc
                  > ie
                  > do faktów! hahahaha.
                  >
                  > Ze znanych mi fragmentów wynika jasno, że Davies nie zadał sobie trudu
                  > wykonania solidnej kwerendy w źródłach sowieckich. To jest właśnie lekkie
                  > podejście do faktów.

                  Puknij się w czółko, czlowieczku (jeśli coś tam jest innego niż pusty garnek).
                  • xiazeluka Re: Davies i GroSS 16.09.04, 13:31
                    gandalph napisał:

                    > Puknij się w czółko, czlowieczku (jeśli coś tam jest innego niż pusty garnek).

                    Jak widać "generalia" to merytoryczna odpowiedź na wybrane fragmenty cudzej
                    odpowiedzi, w akompaniamencie oskarżeń o jakieś "metody dyskusji" nie do
                    przyjęcia.
                    Rozczarowałeś mnie, kolego.
                • dokowski To jest podejście rzetelne 16.09.04, 13:47
                  xiazeluka napisała:

                  > nie zadał sobie trudu wykonania solidnej kwerendy w źródłach sowieckich.
                  > To jest właśnie lekkie podejście do faktów.

                  Źródła sowieckie są niewiarygodne. Wiadomo, że sowieci fałszowali i tworzyli
                  bardzo wiele takich "źródeł" na potrzeby swojej propagandy
                  • xiazeluka Pomijanie źródeł jest rzetelne? 16.09.04, 13:58
                    Biedaku, masz szczęście, że nie rozumiesz, co piszesz.
                    • dokowski Co za pomijanie?! 16.09.04, 14:23
                      xiazeluka napisała:

                      > Biedaku, masz szczęście, że nie rozumiesz, co piszesz.

                      Odrzucanie źródeł niepewnych i fałszywych. To nie jest książka o naukowej
                      wartości źródeł, ale zwyczajna historyczna. W takiej książce nie umieszcza się
                      dygresji o niepewnych źródłach, biedaku.
                      • xiazeluka Odrzucanie to pomijanie, prawda? 16.09.04, 14:56
                        dokowski napisał:

                        > Odrzucanie źródeł niepewnych i fałszywych.

                        Nie odrzuca się żadnych źródeł, jeno je weryfikuje, ignorancie. Źródłem
                        fałszującym obraz motywów decyzji o powstaniu są np. wypowiedzi Bora, ale nie
                        wolno ich pominąć przy pisaniu pracy.
                        • dokowski Pracy o czym? 16.09.04, 15:51
                          xiazeluka napisała:

                          > Nie odrzuca się żadnych źródeł, jeno je weryfikuje, ignorancie. Źródłem
                          > fałszującym obraz motywów decyzji o powstaniu są np. wypowiedzi Bora, ale nie
                          > wolno ich pominąć przy pisaniu pracy.

                          To książka historyczna, a nie praca dla historyków. Autor takiej książki ma
                          obowiązek odrzucić źródła, które zweryfikował negatywnie, ignorancie. Zaczynam
                          myśleć, że jesteś dyletantem tylko, bardzo oczytanym, ale nieznającym zupełnie
                          zasad dotyczących prac naukowych, podręczników akademickich, popularnych
                          podręczników i książek popularnonaukowych. Każde z tych rodzajów wydawnictw ma
                          swoje własne kryteria i standardy, w tym wypadku autor miał obowiązek obrzucić
                          niepewne źródła, gdyż nie napisał pracy naukowej ani podręcznika akademickiego.
                          • xiazeluka Re: Pracy o czym? 16.09.04, 16:09
                            dokowski napisał:

                            > To książka historyczna, a nie praca dla historyków.

                            Co to takiego "praca dla historyków"?

                            > Autor takiej książki ma
                            > obowiązek odrzucić źródła, które zweryfikował negatywnie, ignorancie.

                            Aby je zweryfikować, należy się z nimi najpierw zapoznać. Po drugie nawet z
                            kłamliwych relacji da się wycisnąć interesujące fragmenty.

                            Jako ignorant nie znasz zasad tworzenia prac naukowych, źródeł się nie odrzuca,
                            ponieważ są świadectwami epoki, wykazuje się jedynie ich niewłaściwe elementy
                            oceny. Dla przykładu - świadkowie twierdzą, że na ul. Kilińskiego wybuchł
                            czołg, choć obecnie już wiemy, że był to transporter ładunków wybuchowych. Czy
                            w związku z tym relacje te są "negatywnie zweryfikowane"? Oczywiście - nie,
                            ponieważ świadek myląc sie w jednym, resztę mógł opisać zgodnie z
                            rzeczywistością. Jeżeli meldunki 9 armii oceniały działania AK błednie, to
                            znaczy, że są bezwartościowe? Też nie - pozwalaja zrozumieć stan ducha
                            niemieckiego sztabu. I tak dalej - unikanie źródeł to kompromitacja dla
                            historyka.
                            • dokowski Bardzo dobry przykład podałeś 16.09.04, 17:19
                              xiazeluka napisała:

                              > wybuchł czołg, choć obecnie już wiemy, że był to transporter

                              A więc zwyczajny podręcznik do historii powinien zawierać po prostu informację,
                              że wybuchł transporter, bez podania że wg błędnych źródeł dawniej pisano, że
                              był to czołg. Takie źródła opisuje się dopiero w pracach naukowych, a w
                              podręcznikach akademickich tylko wtedy, gdy poprawki są aktualne lub niedawne.

                              > unikanie źródeł to kompromitacja dla historyka.

                              Teraz "unikanie", co za subtelna manipulacja. Tak, unikanie to kompromitacja,
                              ale odrzucenie błędnych to czasem konieczność
                              • xiazeluka Szkoda, że go nie zrozumiałeś 17.09.04, 10:37
                                dokowski napisał:

                                > A więc zwyczajny podręcznik do historii powinien zawierać po prostu
                                informację,

                                Nie odwracaj kota ogonem. Gdybyś się oparł bezmyślnie na relacjach świadków, to
                                byś święcie wierzył w "czołg", inne źródła uznając za fałszywe i odrzucając je.

                                > Teraz "unikanie", co za subtelna manipulacja. Tak, unikanie to kompromitacja,
                                > ale odrzucenie błędnych to czasem konieczność

                                Nie, głupcze. Analizuje się wszystkie źródła, również te, które wydają się lub
                                są nieprawdziwe. To metoda stosowana nie tylko przez historyków, ale i biały
                                wywiad - kłamliwa/fałszywa/zmanipulowana informacja też niesie interesujące
                                treści, np. dlaczego ktoś kłamie albo z jakiego powodu nie wspomina o czymś itd.
                                • dokowski Ale nie zamieszcza się tych treści w szkolnych ... 17.09.04, 11:13
                                  xiazeluka napisała:

                                  > Nie odwracaj kota ogonem. ... Analizuje się wszystkie źródła, również te,
                                  > które wydają się lub są nieprawdziwe. To metoda stosowana nie tylko przez
                                  > historyków, ale i biały wywiad - kłamliwa/fałszywa/zmanipulowana informacja
                                  > też niesie interesujące treści, np. dlaczego ktoś kłamie

                                  ... podręcznikach do historii ani w książkach popularnonaukowych. Takie rzeczy
                                  nie interesują zwykłych czytelników (do których adresowana jest ta książka),
                                  tylko zawodowych badaczy źródeł. Jak widzisz, sam odwracasz kota... nie wiem
                                  tylko czy z tępoty czy z rozpaczy
                                  • xiazeluka Jakich treści, biedny głupcze? 17.09.04, 11:59
                                    Książka historyczna przedstawia wyniki badań źródłowych, a nie opis ich
                                    weryfikacji, ofermo. Mylisz proces tworzenia z produktem końcowym.
                                    • dokowski Właśnie tego cały czas dowodzę 17.09.04, 14:04
                                      xiazeluka napisała:

                                      > Książka historyczna przedstawia wyniki badań źródłowych, a nie opis ich
                                      > weryfikacji, ofermo.

                                      Jak zwykle nie potrafisz przyznać mi racji inaczej tylko w tym swoim knajackim
                                      stylu.

                                      Najważniejsze, że zrozumiałeś, że w wyniku badań źródłowych odrzucono źródła
                                      sowieckie, a nie z powodu uprzedzeń antykomunistycznych
                                      • xiazeluka Dowodzić nie umiesz, więc się nie chwal 17.09.04, 14:14
                                        dokowski napisał:

                                        > Jak zwykle nie potrafisz przyznać mi racji inaczej tylko w tym swoim
                                        knajackim stylu.

                                        Poddajesz się zapewne, skoro zaczynasz kłamać.

                                        > Najważniejsze, że zrozumiałeś, że w wyniku badań źródłowych odrzucono źródła
                                        > sowieckie, a nie z powodu uprzedzeń antykomunistycznych

                                        Nieważne z powodu jakich uprzedzeń, ważne, że nie zachowano zasad rzetelności.
                                • dokowski Ludzi ciekawi historia, a nie historia błędów. nt 17.09.04, 11:41
                                  • xiazeluka Historia to spis błędów 17.09.04, 12:00
                                    To tak jak w szachach - wygrywa ten, kto popełni mniej błędów.
                                    • danek4 Re: Historia to spis błędów 17.09.04, 12:05
                                      xiazeluka napisała:

                                      > To tak jak w szachach - wygrywa ten, kto popełni mniej błędów.

                                      i zmieści się w czasie
                                      grałeś luko tylko towarzysko?
                                      bez zegara szachowego?
                                      • xiazeluka Pani Danuto, proszę nie przeszkadzać 17.09.04, 12:09
                                        Tak, zauważyłem Pani obecność.
                                        Tak, zauważyłem, że nadal pisze Pani od rzeczy.
                                        Tak, lubię Panią nadal.
                                        Nie, czas też jest czynnikiem błędotwórczym.
                                        • danek4 Re: Pani Danuto, proszę nie przeszkadzać 17.09.04, 19:13
                                          xiazeluka napisała:

                                          > Tak, zauważyłem Pani obecność.
                                          > Tak, zauważyłem, że nadal pisze Pani od rzeczy.
                                          > Tak, lubię Panią nadal.
                                          > Nie, czas też jest czynnikiem błędotwórczym.

                                          nie przeszkadzałam tyle już czasu
                                          tak, czas też jest czynnikiem błędotwórczym
                                          dyskusja zeszła w krzaki jak już ktoś słusznie zauważył
                                          a snajper w tym czasie, w grze na poważnie, ten czas wykorzystał aby wejść na
                                          drzewo i z góry obejrzeć kto w jakim krzaku sobie figury po kieszeni chowa i
                                          szachownicę znaczy
                                          tak to czas może być dla jednych sprzymierzeńcem, a dla innych tylko
                                          złudzeniem, ze ten czas pracuje dla nich
                                          no ale dowódca, nawet genialny, też czasem musi udać się w krzaki
                                          eetam
                                          mogłabym tak sobie jeszcze te gołe tyłki geniuszy w krzakach oglądać, ale czyż
                                          nie szkoda czasu?
                                          wszak tyłek geniusza robi dokładnie to samo co... od rzeczy robi inny tyłek
                                    • dokowski Ale nie tych, które popełniają historycy 17.09.04, 13:55
                                      xiazeluka napisała:

                                      > To tak jak w szachach - wygrywa ten, kto popełni mniej błędów.

                                      A nie ten, kto bezbłędnie prowadzi zapis partii
                                      • xiazeluka W szachy też grać nie umiesz 17.09.04, 14:29
                                        dokowski napisał:

                                        > A nie ten, kto bezbłędnie prowadzi zapis partii

                                        Wiele było przypadków w historii szachów na najwyższym poziomie, że gracz
                                        przegrywał partię z powodu błędu w zapisie, co wychodziło dopiero przy kontroli
                                        czasu po 40 posunięciach.
                                        • dokowski Tu mnie wreszcie dopadłeś 17.09.04, 15:28
                                          xiazeluka napisała:

                                          > Wiele było przypadków w historii szachów na najwyższym poziomie, że gracz
                                          > przegrywał partię z powodu błędu w zapisie, co wychodziło dopiero przy
                                          > kontroli czasu po 40 posunięciach.

                                          Muszę się zgodzić, że najbardziej spektakularne pomyłki historyków czasem warto
                                          opisać nawet w historii popularnej. Patrząc z tego punktu widzenia mógł autor
                                          przytoczyć kilka najjaskrawszych fałszerstw sowieckich i skwitować je jakimś
                                          ogólnym komentarzem. O taką rzetelnoć ci chodzi?
                                          • xiazeluka Możliwe, ale nadal się nie rozumiemy /nt 17.09.04, 15:56
                                    • dokowski Bo tak naprawdę, to jedyną winą dowódców AK ... 17.09.04, 14:07
                                      xiazeluka napisała:

                                      > wygrywa ten, kto popełni mniej błędów.

                                      ... była ta, że przegrali. A zwycięzcy lubią nazywać przegranych zbrodniarzami.
                                      • xiazeluka To nie wina, to konsekwencja 17.09.04, 14:30
                                        dokowski napisał:

                                        > ... była ta, że przegrali. A zwycięzcy lubią nazywać przegranych
                                        zbrodniarzami.

                                        Masz cos do gen. Andersa?
                                        • dokowski Czy sugerujesz, że Anders miał taką jak ty opinię 17.09.04, 15:31
                                          xiazeluka napisała:

                                          > Masz cos do gen. Andersa?

                                          o Powstaniu? Jak wiesz, ja argumentuję, a nie podpieram się autorytetmai
                                          • xiazeluka Nie sugeruję, tylko stwierdzam 17.09.04, 15:36
                                            ...a robię to dlatego, by podważyć twoja metodę przypisywania sympatii
                                            komunistycznych krytykom powstania - przecież to oczywiste.
                                      • gandalph Re: Bo tak naprawdę, to jedyną winą dowódców AK . 17.09.04, 14:32
                                        dokowski napisał:


                                        > ... była ta, że przegrali. A zwycięzcy lubią nazywać przegranych
                                        zbrodniarzami.

                                        Widzę, że dyskusja zeszła calkiem w krzaki...
                                        WYgrywa nie ten, kto popełnia mniej błędów, lecz ten, który może sobie na
                                        więcej błędów pozwolić.
                                        • dokowski Olśniewające! 17.09.04, 16:24
                                          gandalph napisał:

                                          > Widzę, że dyskusja zeszła calkiem w krzaki...
                                          > WYgrywa nie ten, kto popełnia mniej błędów, lecz ten, który może sobie na
                                          > więcej błędów pozwolić.

                                          No i wszystko nagle stało się jasne. Powstanie upadło, bo Powstańców nie było
                                          stać na błędy. Proste i genialne wyjaśnienie! A ja tyle czasu szukałem w
                                          jakichś krzakach zrozumienia...
                                          • gandalph Re: Olśniewające! 20.09.04, 11:27
                                            dokowski napisał:

                                            > gandalph napisał:
                                            >
                                            > > Widzę, że dyskusja zeszła calkiem w krzaki...
                                            > > WYgrywa nie ten, kto popełnia mniej błędów, lecz ten, który może sobie na
                                            >
                                            > > więcej błędów pozwolić.
                                            >
                                            > No i wszystko nagle stało się jasne. Powstanie upadło, bo Powstańców nie było
                                            > stać na błędy. Proste i genialne wyjaśnienie! A ja tyle czasu szukałem w
                                            > jakichś krzakach zrozumienia...

                                            Nie ma z czego się śmiać. Tak niestety na tym świecie jest, że wielcy (w danym
                                            przypadku alianci) mogli popelnić więcej błędów (Stalin ich nie popelniał?,
                                            Churchill, Roosevelt?), natomiast maluczcy tego luksusu nie mają.
                                            A poważniej, Powstanie upadło, bo nikt mu nie pomógł mimo że był na to
                                            czas. "Nie pomógł", bo albo nie chciał, albo udawał, że nic nie wie o żadnym
                                            powstaniu, albo udawał Greka, albo po prostu miał sojusznika w d...
                                            • dokowski Dokładnie tak było, ale po co ten unik? 20.09.04, 12:39
                                              gandalph napisał:

                                              > A poważniej, Powstanie upadło, bo nikt mu nie pomógł

                                              Tylko sowieci mogli mu pomóc. Żadne zrzuty z Anglii nie mogły niczego zmienić.

                                              Zadziwiająca jest wciąż jeszcze siła sowieckiej propagandy. Dla każdego zdrowo
                                              myślącego człowieka musi być jasne, że Powstanie wybuchło nieprzypadkowo wtedy
                                              właśnie, gdy front dotarł do Warszawy. Nie wybuchło rok wcześniej ani dwa lata
                                              wcześniej, ale wybuchło właśnie wtedy, gdy szybkie wyzwolenie Warszawy było już
                                              pewne.

                                              A jednak udało się sowietom zrobić z tego aferę polityczną. Przypisali
                                              Powstańcom niskie intencje, zwalili winę na AK, zasugerowali, że zachód mógł
                                              pomóc a nie pomógł, tylko poszczuł Warszawiaków i AK przeciwko armii
                                              radzieckiej, żeby skomplikować na złość sowietom sytuację na froncie i opóźnić
                                              ich ofensywę.

                                              Jeżeli nawet któryś z dowódców AK twierdził, że uda mu się wyzwolić Warszawę i
                                              nie wpuścić do niej armii sowieckiej, to był odosobnionym wariatem, który nie
                                              miał w rzeczywistości nic wspólnego z Powstańcami, którzy nie w tym celu
                                              chwycili za broń. W rzeczywistości to Stalin wmówił polskim socjalistom, że
                                              takie były intencje Powstańców.

                                              Powstanie upadło dlatego, że sowieci zatrzymali ofensywę i nie pomogli
                                              Postańcom. To jedyna przyczyna upadku Powstania.
                                              • danek4 Re: Dokładnie tak było, ale po co ten unik? 20.09.04, 12:44
                                                dokowski napisał:

                                                > Powstanie upadło dlatego, że sowieci zatrzymali ofensywę i nie pomogli
                                                > Postańcom. To jedyna przyczyna upadku Powstania.

                                                i ja już o tym wiem od....dziecka smile))
                                              • gandalph Re: Dokładnie tak było, ale po co ten unik? 20.09.04, 14:19
                                                dokowski napisał:

                                                > gandalph napisał:
                                                >
                                                > > A poważniej, Powstanie upadło, bo nikt mu nie pomógł
                                                >
                                                > Tylko sowieci mogli mu pomóc. Żadne zrzuty z Anglii nie mogły niczego zmienić.
                                                >
                                                > Zadziwiająca jest wciąż jeszcze siła sowieckiej propagandy. Dla każdego
                                                zdrowo
                                                > myślącego człowieka musi być jasne, że Powstanie wybuchło nieprzypadkowo
                                                wtedy
                                                > właśnie, gdy front dotarł do Warszawy. Nie wybuchło rok wcześniej ani dwa
                                                lata
                                                > wcześniej, ale wybuchło właśnie wtedy, gdy szybkie wyzwolenie Warszawy było
                                                już
                                                >
                                                > pewne.
                                                >
                                                > A jednak udało się sowietom zrobić z tego aferę polityczną. Przypisali
                                                > Powstańcom niskie intencje, zwalili winę na AK, zasugerowali, że zachód mógł
                                                > pomóc a nie pomógł, tylko poszczuł Warszawiaków i AK przeciwko armii
                                                > radzieckiej, żeby skomplikować na złość sowietom sytuację na froncie i
                                                opóźnić
                                                > ich ofensywę.
                                                >
                                                > Jeżeli nawet któryś z dowódców AK twierdził, że uda mu się wyzwolić Warszawę
                                                i
                                                > nie wpuścić do niej armii sowieckiej, to był odosobnionym wariatem, który nie
                                                > miał w rzeczywistości nic wspólnego z Powstańcami, którzy nie w tym celu
                                                > chwycili za broń. W rzeczywistości to Stalin wmówił polskim socjalistom, że
                                                > takie były intencje Powstańców.
                                                >
                                                > Powstanie upadło dlatego, że sowieci zatrzymali ofensywę i nie pomogli
                                                > Postańcom. To jedyna przyczyna upadku Powstania.
                                                Nieuzpełnie. Churchill i Roosevelt mogli nieco bardziej kiwnąć palcem w bucie,
                                                aby to lub owo wymóc na Stalinie. Niczego takiego nie uczynili. Dlatego ponoszą
                                                część winy. W dodatku jeszcze wysłali Mikołajczyka do Moskwy wiedząc, że
                                                niczego tam nie uzyska, czyli wpuścili go w maliny.
                                              • xiazeluka Mylicie się obaj. Przy okazji, glosa o micie... 21.09.04, 10:34
                                                ..."nieuniknionego" wybuchu powstania.

                                                dokowski napisał:

                                                > myślącego człowieka musi być jasne, że Powstanie wybuchło nieprzypadkowo
                                                wtedy właśnie, gdy front dotarł do Warszawy.

                                                Front nie dotarł do Warszawy, ignorancie. Zatrzymał się na dalekich
                                                przedmieściach stolicy.

                                                > Powstanie upadło dlatego, że sowieci zatrzymali ofensywę i nie pomogli
                                                > Postańcom. To jedyna przyczyna upadku Powstania.

                                                Rozkaz nakazujący sowieckiej 2 Armii Pancernej (to wchodzące w jej skład
                                                korpusy operowały na podejściach do Warszawy i dostały łomot od IV KPanc. SS)
                                                przejście do obrony został wydany 1 sierpnia o godz. 4 rano, zatem nie miał nic
                                                wspólnego z powstaniem - o tej porze oprócz KG AK nikt jeszcze w stolicy nie
                                                wiedział, że powstanie się tego dnia rozpocznie.
                                                Po drugie - wysiłek sowiecki skoncentrował się na uchwyceniu przyczółków na
                                                Wiśle, ostatniej wielkiej przeszkodzie wodnej na drodze do Rajchu. Obie strony,
                                                Niemcy i Sowieci wiedzieli o tym, więc nie jest niczym dziwnym, że skupili
                                                uwagę na tych kierunkach.
                                                Po trzecie - z powodu wydłużenia linii komunikacyjnych i co za tym idzie,
                                                trudnosci z zaopatrzeniem, impet sowieckiej ofensywy osłabł w sposób naturalny.
                                                Front Rokossowskiego musiał przejściowo zatrzymać atak, wyrównanie linii frontu
                                                na Wiśle nastąpiło we wrześniu, jednak i wtedy z sowieckiego punktu widzenia
                                                wazniejsza była likwidacja sił pancernych SS w widłach Narwi i Wisły, a nie
                                                niesienie pomocy powstaniu. Zresztą, może panowie dowódcy mi wyjaśnią, jak
                                                Sowieci mieli pomóc Warszawie?

                                                No i obiecana glosa o micie musu wybuchu walk:

                                                28 lipca Chruściel samowolnie ogłosił alarm dla oddziałów okręgu warszawskiego.
                                                Zgodnie z przyjętymi procedurami, "alarm" oznaczał stan przygotowania do walki,
                                                którego nie można było odwołać. W nocy z 28 na 29 lipca siły AK skoncentrowały
                                                się w wyznaczonych miejscach (dokładnie tak samo, jak 1 sierpnia po południu).
                                                29 lipca, wbrew przyjętym procedurom, alarm został odwołany. Żołnierze AK
                                                karnie rozeszli się do domów, pomimo psychicznego przygotowania do
                                                nieuniknionej walki tego dnia. Oznacza to, że akowcy byli posłuszni rozkazom
                                                dowództwa, a głosy o "nieuniknionym..." itd. są nieuprawnione. Tym bardziej, że
                                                podczas lipcowych narad KG AK argument taki nie padał - to opowieści
                                                popowstaniowe Okulickiego, jednego z głównych sprawców wywołania powstania.
                                                • dokowski Nie pajacuj. Zatrzymał się, a więc dotarł. 21.09.04, 13:55
                                                  xiazeluka napisała:

                                                  > Front nie dotarł do Warszawy, ignorancie. Zatrzymał się na dalekich
                                                  > przedmieściach stolicy.

                                                  A więc dotarł do Warszawy. Przyszli powstańcy mieli więc podstawy wierzyć, że
                                                  wyzwolenie blisko

                                                  > przejście do obrony został wydany 1 sierpnia

                                                  Jednak dla całego świata było jasne, że to nie koniec sowieckiej ofensywy.
                                                  Warszawiacy mogli więc liczyć na jej wznowienie.

                                                  > wysiłek sowiecki skoncentrował się na uchwyceniu przyczółków

                                                  Powstanie miało pokazać sowietom, że nie tylko tamte przyczółki są ważne, że
                                                  oto Warszawa oferuje wyzwolone przez swoich mieszkańców miasto, jako przyczółek
                                                  jeszcze lepszy, przyczółek, którego nie trzeba zdobywać. Oczywiście nie to było
                                                  głównym celem Powstańcó, ale to było ich główną nadzieją

                                                  > Zresztą, może panowie dowódcy mi wyjaśnią, jak
                                                  > Sowieci mieli pomóc Warszawie?

                                                  Wystarczyło zająć Warszawę tak jak zdobywa się przyczółki - rutyna.

                                                  > 28 lipca Chruściel samowolnie ogłosił alarm

                                                  Kiedy jeszcze nie było gotowości wśród powstańców

                                                  > 29 lipca, wbrew przyjętym procedurom, alarm został odwołany. Żołnierze AK
                                                  > karnie rozeszli się do domów, pomimo psychicznego przygotowania do
                                                  > nieuniknionej walki tego dnia. Oznacza to, że akowcy byli posłuszni rozkazom
                                                  > dowództwa, a głosy o "nieuniknionym..." itd. są nieuprawnione.

                                                  Paradygmat, który stosuję, przyjmuje za podstawę fizyczne związki, a odrzuca
                                                  magiczną moc rozkazów. Treść rozkazów jest w takich sytuacjach wtórna wobec
                                                  nadciągających nastrojów i ruchów wojsk. Rozkaz z 28 był z tego punktu
                                                  widzenia pomyłką, naprawioną 29. To nie jest kwestia posłuszeństwa lub
                                                  nieposłuszeństwa.

                                                  > podczas lipcowych narad KG AK argument taki nie padał

                                                  Narady sztabowców cechuje teraźniejszość. Sztabowcy nie mogą patrzeć na siebie
                                                  tak, jak widzi ich historyk po 60 latach
                                                  • xiazeluka Rozumiem. Według ciebie wizyta w Gdańsku... 21.09.04, 14:13
                                                    ...oznacza dotarcie nie dalej niż do Tczewa.

                                                    dokowski napisał:

                                                    > A więc dotarł do Warszawy. Przyszli powstańcy mieli więc podstawy wierzyć, że
                                                    > wyzwolenie blisko

                                                    Dalekie przedmieścia Warszawy nie oznaczają dotarcia do niej samej. Zawodowi
                                                    wojskowi nie opierają się (a raczej nie powinni) opierrać się na wierze w
                                                    duchy, ale meldunki wywiadu. A płk Iranek-Osmecki dostarczał medlunki, w miarę
                                                    dobrze przedstawiające sytuację wojskową na linii Wisły - wywiad AK o sowieckim
                                                    przyczółku pod Magnuszewem wiedział wcześniej, niż sztab niemieckiej 9 Armii!
                                                    Iranka jednak oszołomy z KG AK nie słuchały...

                                                    > Jednak dla całego świata było jasne, że to nie koniec sowieckiej ofensywy.
                                                    > Warszawiacy mogli więc liczyć na jej wznowienie.

                                                    Mogli - wystarczyło poczekać cierpliwie jeszcze miesiąc, zamiast ruszać do boju
                                                    bez rozpoznania 1 sierpnia.

                                                    > Powstanie miało pokazać sowietom, że nie tylko tamte przyczółki są ważne, że
                                                    > oto Warszawa oferuje wyzwolone przez swoich mieszkańców miasto, jako
                                                    przyczółek jeszcze lepszy, przyczółek, którego nie trzeba zdobywać.

                                                    Same bzdury:
                                                    1. Ważne są przyczółki zdobyte, a nie ewentualne.
                                                    2. Nie tworzy się przyczółków w mieście.
                                                    3. Warszawa nie była wyzwolona, w dodatku wysiłek AK poszedł OD Wisły.
                                                    Powstańcy nie zdobyli ani mostów, ani szerokiego pasa nadbrzeża.
                                                    4. Przyczółek pod przyszłą ofensywę nie może być tworzony w zrujnowanym
                                                    mieście, ponieważ utrudnia lub wręcz uniemożliwa to koncetrację broni
                                                    pancernej.

                                                    > Wystarczyło zająć Warszawę tak jak zdobywa się przyczółki - rutyna.

                                                    Przyczółków nie tworzy się w mieście - rutyna.

                                                    > Kiedy jeszcze nie było gotowości wśród powstańców

                                                    Była - udana koncentracja tego dowiodła.

                                                    > Rozkaz z 28 był z tego punktu
                                                    > widzenia pomyłką, naprawioną 29. To nie jest kwestia posłuszeństwa lub
                                                    > nieposłuszeństwa.

                                                    Owszem jest - skoro dowództwo łamia wcześniejsze ustalenia, wszczyna bez powodu
                                                    alarm, to zaufanie do dowództwa maleje, ponieważ żołnierze mogą odneiść słuszne
                                                    wrażenie, że KG nie panuje nad sytuacją.

                                                    > Narady sztabowców cechuje teraźniejszość. Sztabowcy nie mogą patrzeć na
                                                    siebie tak, jak widzi ich historyk po 60 latach

                                                    No wlaśnie - a twoim argumentem jest rzekoma "niemożność" unikniecia powstania.
                                                    Przyznałeś tym samym, że sztabowcy AK nie uważali możliwości niekontrolowanego
                                                    wybuchu za "teraźniejszość".
                                                  • dokowski Powinieneś raz jeszcze przeczytać W i P, ale ... 21.09.04, 17:21
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Przyznałeś tym samym, że sztabowcy AK nie uważali możliwości
                                                    > niekontrolowanego wybuchu za "teraźniejszość".

                                                    ... z przyczyn poznawczych, choćby np. jak rozwijała się myśl ludzka. Bez
                                                    bliższego zrozumienia cudzego paradygmatu trudno zrobić jest ten "ptryk" w
                                                    umyśle, aby spojrzeć na coś w innym świetle.

                                                    Oczywiście, że sztabowcy AK nie mogli brać pod uwagę możliwości
                                                    niekontrolowanego wybuchu, ponieważ sztabowcy nie potrafią stanąć z boku i
                                                    zobaczyć, w jaki sposób morale armii kształtuje ich pogląda na temat "atakować,
                                                    czekać czy uciekać". Sztabowcom się wydaje, że w wyniku analizy sytuacji
                                                    dochodzą do teorytecznie uzasadnionych wniosków, a w rzeczywistości uprawiają
                                                    nieświadomą racjonalizację, mającą uzasadnić przyszłe wydarzenia, które
                                                    przeczuwają na podstawie wyczuwanych nastrojów.

                                                    Jeżeli wódz źle wyczuje nastrój, to okazuje się, że musi cofać rozkaz. Armia
                                                    zawsze wychodzi na armię posłuszną w oczach prostolinijnego historyka, który
                                                    widzi tylko kaprysy wodzów jako motor historii.
                                      • indris Tak naprawdę, to jedyną winą dowódców AK ... 17.09.04, 18:12
                                        ...było to, ze rozpoczęli walkę, której nie można było wygrać, o czym mieli
                                        obowiązek wiedzieć.
                                        • gandalph Re: Tak naprawdę, to jedyną winą dowódców AK ... 20.09.04, 11:30
                                          indris napisał:

                                          > ...było to, ze rozpoczęli walkę, której nie można było wygrać, o czym mieli
                                          > obowiązek wiedzieć.
                                          Czyli według Ciebie należy podejmować tylko tę walkę, ktorą można wygrać? To po
                                          co w takim razie Abisynia broniła się w 1935r., Polska w 1939 r., Finlandia w
                                          1939/40? Jakie były szanse na wygraną?
                                          Swoją drogą to "świetny" pomysł na uniknięcie wszelkich wojen. Bo przecież w
                                          każdym przypadku ktoraś ze stron nie ma szans na wygraną, zatem powinna się od
                                          razu poddać...
                  • gandalph Re: To jest podejście rzetelne 17.09.04, 11:20
                    dokowski napisał:

                    > xiazeluka napisała:
                    >
                    > > nie zadał sobie trudu wykonania solidnej kwerendy w źródłach sowieckich.
                    > > To jest właśnie lekkie podejście do faktów.
                    >
                    > Źródła sowieckie są niewiarygodne. Wiadomo, że sowieci fałszowali i tworzyli
                    > bardzo wiele takich "źródeł" na potrzeby swojej propagandy

                    Tamten pajac, nie dość, że nie przeczytał książki, to jeszcze udaje, że nie
                    wie, iż źrodła sowieckie nie są dostępne. Przecież Davies napisał o tym na
                    samym początku. A poza tym, ja nie opieram swojej wypowiedzi na książce
                    Daviesa, lecz napisałem, że jej lektura sprowokowala mnie to pewnych refleksji.
                    • xiazeluka O, jednak się odbraziłeś. Bardzo dobrze 17.09.04, 12:04
                      gandalph napisał:

                      > Tamten pajac, nie dość, że nie przeczytał książki, to jeszcze udaje, że nie
                      > wie, iż źrodła sowieckie nie są dostępne.

                      Podobnie jak angielskie, ale to nie przeszkadza Daviesowi wyciągać wniosków,
                      prawda? Historyk siłą rzeczy opiera się na dostępnym materiale, jednak
                      twierdzenie, że sowieckich źródeł nie można użyć, bo są niedostępne, jest
                      ordynarnym fałszerstwem.

                      > A poza tym, ja nie opieram swojej wypowiedzi na książce
                      > Daviesa, lecz napisałem, że jej lektura sprowokowala mnie to pewnych
                      refleksji.

                      I o nich dyskutujemy.
            • danek4 Re: Davies i GroSS 16.09.04, 12:07
              xiazeluka napisała:

              > Jeden i drugi mają stanowczo zbyt swobodne podejście do faktów, jeden
              afirmuje
              > żydowskich świadków, drugi polski zryw powstańczy. Historycy na zamówienie,
              > niezależnie od być może szlachetnych intencji. Nie tędy droga.

              dowódzcy przegranych bitew zawsze popełniają błędy
              potem politycy wygranych bitew popełniają błędy
              a potem generałowie te błędy ulepszają
              a potem znowu dowódzcy popełniają błędy...
              a cały czas akcji historii błędów wielu ludzi ma zajęcie
              przecież gdyby nie te błędy to czym by się zajmowali?
              wymyślaniem koła czy hodowlą pietruszki?
              a może odkrywaniem Ameryki?
              • gandalph Re: Davies i GroSS 16.09.04, 13:05
                danek4 napisała:

                > xiazeluka napisała:
                >
                > > Jeden i drugi mają stanowczo zbyt swobodne podejście do faktów, jeden
                > afirmuje
                > > żydowskich świadków, drugi polski zryw powstańczy. Historycy na zamówieni
                > e,
                > > niezależnie od być może szlachetnych intencji. Nie tędy droga.
                >
                > dowódzcy przegranych bitew zawsze popełniają błędy
                > potem politycy wygranych bitew popełniają błędy
                > a potem generałowie te błędy ulepszają
                > a potem znowu dowódzcy popełniają błędy...
                > a cały czas akcji historii błędów wielu ludzi ma zajęcie
                > przecież gdyby nie te błędy to czym by się zajmowali?
                > wymyślaniem koła czy hodowlą pietruszki?
                > a może odkrywaniem Ameryki?

                Racja!
      • gandalph Re: Jak może wiecie, Luki nie znoszę za jego azja 16.09.04, 12:00
        cs137 napisał:

        > ...styl dyskusji, żywo przypominający metody polemiczne niejakiego Vladimira
        > Iljicza Uljanova, ksywka "Lenin". Człowiek, którego intecją było walczyć z
        > ideologią i skutkami ideologii stworzonej przez Azjatów, sam się w trakcie
        tych
        > batalii nauczył ich metod walki i je przejął.
        >
        > Ale w tym wątku
        • xiazeluka Re: Jak może wiecie, Luki nie znoszę za jego azja 16.09.04, 12:33
          gandalph napisał:

          > Tutaj to z lekka przesadziłeś. Luka stosuje chwyt polegający na tym, że jak
          coś
          > mu nie pasuje (chodzi o generalia), to wdaje sie w szczegóły niczego do
          sprawy nie wnoszące.

          O, a czym dla Ciebie są te "generalia"? Bezwartościowe procesowo zeznania Bora
          i Okulickiego, głównych winowajców wzmiecenia PW?
          Twoje metody nie są godne polecenia - formułujesz zarzut, po czym zawieszasz
          znacząco głos, zamiast pretensję uzasadnić. Bardzo sprytne, ponieważ naiwny
          może się dac nabrać i usprawiedliwiać, iż nie jest wielbłądem, popadajac tym
          samym w groteskę.
          • danek4 Re: Jak może wiecie, Luki nie znoszę za jego azja 16.09.04, 12:46
            xiazeluka napisała:

            > O, a czym dla Ciebie są te "generalia"? Bezwartościowe procesowo zeznania
            Bora
            > i Okulickiego, głównych winowajców wzmiecenia PW?
            > Twoje metody nie są godne polecenia - formułujesz zarzut, po czym zawieszasz
            > znacząco głos, zamiast pretensję uzasadnić. Bardzo sprytne, ponieważ naiwny
            > może się dac nabrać i usprawiedliwiać, iż nie jest wielbłądem, popadajac tym
            > samym w groteskę.

            z wielkim zadowoleniem przyjęłam informację o mojej naiwności jako czytelnika
            tego pojedynku na argumenty i fakty historyczne

            już wiem jaka jest różnica pomiędzy zbrodniarzem w opini luki a ZBRODNIARZEM u
            ujęciu "generalia" bez luki choćby nawet był xieciem z tej samej bajki
          • Gość: podsumowanie Re: Jak może wiecie, Luki nie znoszę za jego azja IP: *.maius.am.poznan.pl 16.09.04, 14:48
            Wicie rozumicie zdaniem Luki, powstanie nie uratowało tysięcy istnień
            ludzkich , tylko dlatego, ze wybuchło 1 sierpnia i , ze rozkaz ten wydało paru
            przygłupich oficerów akowskich !
    • alfalfa Re: Jeszcze o Powstaniu Warszawskim 16.09.04, 14:23
      Kończę czytać tę ksiązkę. Praktycznie ją "połknąłem".
      Przedstawia szerzej tło polityczne Powstania i sytuację Polski przed 39, po 41
      i w 44. To moim zdaniem specjalna wartość tej ksiązki. Zarówno dla Polaków jak
      i zagranicznych czytelników. Trzeba przeczytać obowiązkowo!
      pozdr.
      A.
    • Gość: atheist Re: Jeszcze o Powstaniu Warszawskim IP: *.crowley.pl 16.09.04, 15:09
      Pogrobowcow AK pod sad.
      • Gość: toże atheist Re: Jeszcze o Powstaniu Warszawskim IP: *.pl / *.enterpol.pl 17.09.04, 13:04
        tylko AK

        cała reszta, np. AL, zasłużenie na śmietniku historii
    • andrzejg gandalphie 17.09.04, 17:17
      przepraszam
      ale okazałeś się młodzikiem

      A.
      • gandalph Re: gandalphie 20.09.04, 11:31
        andrzejg napisał:

        > przepraszam
        > ale okazałeś się młodzikiem
        >
        > A.
        Co proszę? Nie rozumiem.
        • danek4 Re: gandalphie 20.09.04, 11:38
          gandalph napisał:

          > andrzejg napisał:
          >
          > > przepraszam
          > > ale okazałeś się młodzikiem
          > >
          > > A.
          > Co proszę? Nie rozumiem.
          >

          to jest dopiero siła argumentu smile))

          • gandalph Re: gandalphie 20.09.04, 11:44
            danek4 napisała:

            > gandalph napisał:
            >
            > > andrzejg napisał:
            > >
            > > > przepraszam
            > > > ale okazałeś się młodzikiem
            > > >
            > > > A.
            > > Co proszę? Nie rozumiem.
            > >
            >
            > to jest dopiero siła argumentu smile))
            >

            Rzeczywiście, bardzo "mocne argumenty" smile))
        • Gość: AndrzejG już tłumaczę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 15:16
          napisałeś porządne wprowadzenie do dyskusji
          prowadziłeś dyskusję ,którą czytałem z zaciekawieniem
          bo ja jestem takim uczestnikiem forum,który więcej czyta
          i nagle....

          oświadczasz ,że wygaszasz nick luki

          Po co ta demonstracja?
          Jak dziecko w piaskownicy,któremu drugie dziecko nie chce oddac łopatki.

          Spokojnie chłopie.Jak masz cierpliwość zaglądać na forum,to przyjdzie czas,
          że wrócisz do tej dyskusji.

          Stąd moja reakcja.

          A.
          • danek4 Re: już tłumaczę 20.09.04, 17:28
            Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

            > Spokojnie chłopie.Jak masz cierpliwość zaglądać na forum,to przyjdzie czas,
            > że wrócisz do tej dyskusji.
            >
            > Stąd moja reakcja.
            >
            > A.

            Andrzeju
            przeproś i nie tłumacz, bo tłumaczenie odbiera powagę twoim siwym włosom (?)
            jak dwóch facetów sobie wzajemnie przygaduje bez znamion znęcania soie nad sobą
            to mądry facet co najwyżej usmiecha sie pod siwym (?) wąsem smile))
            • andrzejg Re: już tłumaczę 20.09.04, 18:15
              danek4 napisała:

              >
              > Andrzeju
              > przeproś i nie tłumacz, bo tłumaczenie odbiera powagę twoim siwym włosom (?)
              > jak dwóch facetów sobie wzajemnie przygaduje bez znamion znęcania soie nad
              > sobą to mądry facet co najwyżej usmiecha sie pod siwym (?) wąsem smile))

              A co ?
              Gandalph sie obraził?Jeżeli tak to przepraszam Gandalpha.
              Ale nie sądzę,a zresztą....

              Od kiedy jesteś adwokatką?

              A.
              • danek4 Re: już tłumaczę 20.09.04, 19:14
                andrzejg napisał:

                > A co ?
                > Gandalph sie obraził?Jeżeli tak to przepraszam Gandalpha.
                > Ale nie sądzę,a zresztą....
                >
                > Od kiedy jesteś adwokatką?
                >
                > A.

                Andrzeju
                żartujesz sobie
                za tak niewinne wykazanie przez ciebie swojej intelektualnej przewagi to nawet
                ja się nie obrazę, a cóż dopiero facet taki jak Gandalph smile))
          • gandalph Re: już tłumaczę 21.09.04, 10:26
            Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

            > napisałeś porządne wprowadzenie do dyskusji
            > prowadziłeś dyskusję ,którą czytałem z zaciekawieniem
            > bo ja jestem takim uczestnikiem forum,który więcej czyta
            > i nagle....
            >
            > oświadczasz ,że wygaszasz nick luki
            >
            > Po co ta demonstracja?
            > Jak dziecko w piaskownicy,któremu drugie dziecko nie chce oddac łopatki.
            >
            > Spokojnie chłopie.Jak masz cierpliwość zaglądać na forum,to przyjdzie czas,
            > że wrócisz do tej dyskusji.
            >
            > Stąd moja reakcja.
            >
            > A.

            Żadna demonstracja! Po prostu znudziła mnie już maniera tego faceta. Ktoś
            kiedyś powiedział, że można znać milion słów w języku obcym i nie umieć sklecić
            jednego zdania i można znać 500 słów i calkiem swobodnie się porozumiewać. To
            jest właśnie ten ktoś. Niby dużo wie, ale nie stać go na żadną głębszą myśl. W
            dodatku (co zauważyłem nie jeden raz), z dłuższej wypowiedzi kogoś wybiera
            jedno słowo czy zdanie, nie mające zresztą istotnego znaczenia w danym
            kontekście, i rozwalkowuje je niczym ciasto na pierogi. To jeszcze można by
            ścierpieć, ale najgorsza jest praktyka przez niego stosowana rodem z
            PZPR "rozmydlania problemu", tzn. wekslowania dyskusji w zarośla. Prędzej czy
            później kończy się to małą lub dużą pyskówą. Jasne?
            • xiazeluka Droga mimozo 21.09.04, 10:43
              Twój problem polega na tym, żeś się uczepił SWOICH refleksji po lekturze
              Daviesa i za nic nie chcesz ich poddać weryfikacji. Uwierzyłeś Daviesowi i
              sobie, a skoro rzecz przeszła na teologię, a nie fakty, to i Twój fanatyzm mnie
              specjalnie nie dziwi. Pretensja Twoja polega na tym - JA, Gandalf, coś
              napisałem i jest to dogmat. Rozkładanie dogmatu na czynniki pierwsze to herezja.

              "Głębsza myśl" polega właśnie na tym, że wiara Daviesa i jego wyznawców jest
              krytykowana z pozycji faktograficznych. Jeżeli wnioski opierasz na błędnych
              przesłankach to nie dziw się, że je punktuję, "czepiając się jednego słowa". Ty
              używasz ogólników ("powstanie upadło, bo Sowieci nie pomogli"), ja wskazuję
              konkretne przyczyny, które podważając tę opinię. Nie potrafisz przeciwstawić
              się faktami, więc szlochasz jak włoska aktorka pięć minut po gwałcie. Ja
              rozumiem, że dyskusja rozwineła się w kierunku, który Ci się nie podoba, ale od
              tego jesteś - jako założyciel wątku - by moderować kierunek polemik, a nie
              zachowywać się jak rozkapryszony dwunastolatek. Tym bardziej, że niejako mnie
              imiennie wezwałeś do tablicy w pierwszym wątku.

            • andrzejg Re: już tłumaczę 21.09.04, 10:49
              gandalph napisał:

              Jasne?

              Czy to groźba?

              A.
              • gandalph Re: już tłumaczę 21.09.04, 12:09
                andrzejg napisał:

                > gandalph napisał:
                >
                > Jasne?
                >
                > Czy to groźba?
                >
                > A.

                Ależ skądże! To było zupelnie niewinne pytanie.
                • andrzejg Re: już tłumaczę 21.09.04, 15:41
                  gandalph napisał:

                  >
                  > Ależ skądże! To było zupelnie niewinne pytanie.


                  to daruj sobie takie uwagi,albo też mnie wygaś
                  Będziesz spokojniej spał synku

                  A.
                  • gandalph Re: już tłumaczę 22.09.04, 10:05
                    andrzejg napisał:

                    > gandalph napisał:
                    >
                    > >
                    > > Ależ skądże! To było zupelnie niewinne pytanie.
                    >
                    >
                    > to daruj sobie takie uwagi,albo też mnie wygaś
                    > Będziesz spokojniej spał synku
                    >
                    > A.

                    I po co od razu się pienić? Przecież wcale Cię nie atakuję!
    • leje-sie Jeszcze raz - kwestia zasadnicza 21.09.04, 16:35
      i kilka watpliwosci szczegolowych.

      Najpierw najwazniejsze:

      Powstanie bylo bezposrednia przyczyna smierci ilu tysiecy zolnierzy AK i
      cywili?

      300 000?

      Ci, ktorzy je wywolali sa winni tym niepotrzebnym ofiarom.

      Pytania szczegolowe:

      1. Jaki byl glowny cel Powstania? Osiagnieto go?

      Nie

      2. Jakie byly cele poboczne Powstania? Osiagnieto ktorykolwiek z nich?

      Nie (mowa tu zarowno o celach wojskowych jak np zabezpieczenie przepraw na
      Wisle dla ewentualnej ofensywy sowieckiej jak i politycznych doraznych i
      dalekosieznych, jak wreszcie prywatnych, ambicjonalnych - a i takie byly i
      wydaje sie zbyt wielka role odegraly na podejmowanych decyzjach).

      3. Czy podejmujac decyzje o wznieceniu powstania przeprowadzono jakakolwiek
      kalkulacje zyskow i strat - wsrod zolnierzy i cywili?

      Nie, gdyby taka kalkulacje przeprowadzono to decyzji by nie wydano. Chyba zeby
      przyjac, ze dla dowodcow Powstania smierc setek tysiecy mieszkancow Warszawy
      nie miala zadnego znaczenia.

      4. Czy zebrane zostaly i zaanalizowane dane wywiadu AK o silach niemieckich w
      Warszawie i okolicach?

      Nie, gdyby takie rozpoznanie przeprowadzono to decyzji by nie wydano. Mozna
      przyjac, ze dla dowodcow Powstania proporcje albo raczej dysproporcje sil byly
      wiec bez znaczenia.

      5. Czy nawiazano kontakt z dowodztwem sil sowieckich zblizajacych sie do
      Warszawy i uzgodniono jakiekolwiek formy wspolpracy?

      Nie, gdyby takie rozmowy przeprowadzono to decyzji by nie wydano. Wiadomo by
      bylo przede wszystkim, ze termin wybuchu Powstania nie byl realny. Dla dowodcow
      Powstania ewentualna wspolpraca z armia sowiecka nie byla wiec brana w rachube.

      6. Czy Rosjanie mogli wziac Warszawe z marszu?

      Nie, pisal o tym Luka w sposob wyjatkowo dobrze udokumentowany.

      7. Czy Powstanie moglo zwyciezyc?

      Nie, moglo tylko poniesc kleske z mniejszymi lub wiekszymi stratami.
      Przedluzajac jego trwanie do ponad dwoch miesiecy przedluzano cierpienia
      ludnosci cywilnej i liczbe ofiar.

      Dziwie sie tylko tym z dyskutantow, ktorzy tak lekce sobie waza zycie ludzkie,
      z taka latwoscia robia z niego niepotrzebna ofiare.
      • gandalph Re: Jeszcze raz - kwestia zasadnicza 22.09.04, 10:06
        Bardzo "efektowny" wywód, niestety bardzo powierzchowny.
        • xiazeluka Re: Jeszcze raz - kwestia zasadnicza 22.09.04, 10:17
          gandalph napisał:

          > Bardzo "efektowny" wywód, niestety bardzo powierzchowny.

          Jeśli coś tu było powierzchownego, to raczej Twoja odpowiedź.
          • danek4 Re: Jeszcze raz - kwestia zasadnicza 22.09.04, 10:59
            xiazeluka napisała:

            > gandalph napisał:
            >
            > > Bardzo "efektowny" wywód, niestety bardzo powierzchowny.
            >
            > Jeśli coś tu było powierzchownego, to raczej Twoja odpowiedź.

            mamy tu przykłady jak krótka wypowiedź może być albo powierzchowna albo
            syntetyczna
            dziękuję obu Panom za podanie co najmniej dwu możliwości do wyboru
      • dokowski Ta demagogia jest wręcz śmieszna 22.09.04, 16:47
        leje-sie napisał:

        > 1. Jaki byl glowny cel Powstania? Osiagnieto go?
        >
        > Nie

        Osiągnięto

        > prywatnych, ambicjonalnych - a i takie byly i
        > wydaje sie zbyt wielka role odegraly na podejmowanych decyzjach).

        Oczywiście nie wszystko jest śmieszne. Te ponure insynuacje to UBecka propaganda

        > 3. Czy podejmujac decyzje o wznieceniu powstania przeprowadzono jakakolwiek
        > kalkulacje zyskow i strat - wsrod zolnierzy i cywili?
        >
        > Nie, gdyby taka kalkulacje przeprowadzono to decyzji by nie wydano.

        A gdyby Szwejk miał aparat, to by fotografował. A biedni AKowcy nie umieli nic
        kalkulować, "jakakolwiek kalkulacje" były poza ich zasięgiem

        > 4. Czy zebrane zostaly i zaanalizowane dane wywiadu AK o silach niemieckich w
        > Warszawie i okolicach?
        >
        > Nie, gdyby takie rozpoznanie przeprowadzono to decyzji by nie wydano.

        To jakiś biedak z podstawówki musi być z tym poziomem

        > 5. Czy nawiazano kontakt z dowodztwem sil sowieckich zblizajacych sie do
        > Warszawy i uzgodniono jakiekolwiek formy wspolpracy?
        >
        > Nie, gdyby takie rozmowy przeprowadzono to decyzji by nie wydano

        To żenada, dalej nie czytam. Dziwne jak Luce się post ten spodobał
        • xiazeluka Re: Ta demagogia jest wręcz śmieszna 22.09.04, 17:01
          dokowski napisał:

          > Osiągnięto

          To znaczy co osiagnięto?

          > Te ponure insynuacje to UBecka propaganda

          Niestety nie, vide Jan Ciechanowski "Powstanie warszawskie".

          > A biedni AKowcy nie umieli nic
          > kalkulować, "jakakolwiek kalkulacje" były poza ich zasięgiem

          Kiepskiej jakości satyra nie przesłoni faktu, że na to odpowiedzi nie znalazłeś.

          > To jakiś biedak z podstawówki musi być z tym poziomem

          jw.

          > To żenada, dalej nie czytam. Dziwne jak Luce się post ten spodobał

          1. Dlaczego żenada? No i co jest tą żenadą - wpółpraca Armii czerwonej i AK
          podczas walk o Wilno?
          2. Kto powiedział, że mi się spodobał?
          • dokowski Warszawiacy odzyskali gpodność, a ich dusze... 23.09.04, 12:25
            xiazeluka napisała:

            > To znaczy co osiagnięto?

            ...zostały uleczone, przynajmniej częściowo.

            Pamiętaj, że nawet Żydzi mieli swoje powstanie w getcie
        • leje-sie Re: Ta demagogia jest wręcz śmieszna 23.09.04, 12:09
          dokowski napisał:

          > leje-sie napisał:
          >
          > > 1. Jaki byl glowny cel Powstania? Osiagnieto go?
          > >
          > > Nie

          dokowski napisał:

          > Osiągnięto

          Jedyne co osiagnieto to:

          1. Smierc 300 000 zolnierzy i cywili

          2. Zaglade Warszawy.

          Ktore z tych osiagniec bylo celem glownym, a ktore pobocznym osob, ktore
          podjely decyzje o wybuchu powstania?

          Swoja droga - czy jakakolwiek inna operacja wojskowa w IIWS spowodowala tak
          olbrzymie straty wsrod ludnosci cywilnej?

          PS. To, ze propaganda komunistyczna wykorzystywala tragedie Powstania do
          wlasnych potrzeb nie jest argumentem ani za ani przeciw w tym przypadku.
          • Gość: AndrzejG Re: Ta demagogia jest wręcz śmieszna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 12:31
            > PS. To, ze propaganda komunistyczna wykorzystywala tragedie Powstania do
            > wlasnych potrzeb nie jest argumentem ani za ani przeciw w tym przypadku.
            >

            Tu leży właśnie pies pogrzebany,bo propagandzie komunistycznej jak najbardziej
            odpowiadało wskazanie winowajcy za klęskę PW i nie obchodziło jej szukanie
            winnych wśród koalicjantów Polski,tylko w rządzie emigracyjnym.Teraz,każda
            wypowiedź będąca zbieżną z ówczesną propagandą jest zbijana oskarzeniem o
            sprzyjanie komunie.Smieszne to.

            A.
            • gandalph Re: Ta demagogia jest wręcz śmieszna 23.09.04, 12:59
              Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

              > > PS. To, ze propaganda komunistyczna wykorzystywala tragedie Powstania do
              > > wlasnych potrzeb nie jest argumentem ani za ani przeciw w tym przypadku.
              > >
              >
              > Tu leży właśnie pies pogrzebany,bo propagandzie komunistycznej jak najbardziej
              > odpowiadało wskazanie winowajcy za klęskę PW i nie obchodziło jej szukanie
              > winnych wśród koalicjantów Polski,tylko w rządzie emigracyjnym.Teraz,każda
              > wypowiedź będąca zbieżną z ówczesną propagandą jest zbijana oskarzeniem o
              > sprzyjanie komunie.Smieszne to.
              >
              > A.
              Ale niestety prawdziwe!
              Jeśli ktoś posługuje się argumentacją identyczną z tą, jaką posługiwała się
              propaganda komunistyczna, to musi się liczyć z faktem, że zostanie
              zakwalifikowana do tegoż, komunistycznego nurtu. Chyba, że zdobędzie się na
              oryginalność i przedstawi jaieś sensowne argumenty, że tak nie jest.
              W tym jednak przypadku, jest wystarczająco dużo argumentów na to, że padliśmy
              ofiarą (nie tylko przy okazji Powstania) sabotażu czy też zmowy mocarstw.
              Dzisiaj o tym wiadomo, natomiast wtedy Mikołajczyk i s-ka mogli się jeszcze
              łudzić.
              Dlatego obarczanie przywodców powstania, czy ogólniej - Państwa Polskiego,
              wyłączną winą, jest nieporozumieniem. A błędy? Któż ich nie popełnia? Tylko
              ten, co nic nie robi. Wtedy, tj. w lipcu 1944 r., "nicnierobienie" też z
              powodzeniem mogło być błędem i Bór, Monter itd. zdawali sobie z tego sprawę.
              Czy mógł być wybór między złym i złym? A brak wyboru jest też wyborem. Może by
              tak sobie co niektórzy to przemyśleli?
              • Gość: AndrzejG Re: Ta demagogia jest wręcz śmieszna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 13:13
                > Ale niestety prawdziwe!
                > Jeśli ktoś posługuje się argumentacją identyczną z tą, jaką posługiwała się
                > propaganda komunistyczna, to musi się liczyć z faktem, że zostanie
                > zakwalifikowana do tegoż, komunistycznego nurtu. Chyba, że zdobędzie się na
                > oryginalność i przedstawi jaieś sensowne argumenty, że tak nie jest.
                > W tym jednak przypadku, jest wystarczająco dużo argumentów na to, że padliśmy
                > ofiarą (nie tylko przy okazji Powstania) sabotażu czy też zmowy mocarstw.


                To oznacza tylko tyle,ze propaganda komunistyczna skrzystała z okazji i
                naswietlała błedy ówczesnych emigracyjnych władz i nie widzę powodu ,aby
                dla wykazania swojej politpoprawności odrzucać poglądy wykorzystane przez
                ową propagandę.

                Jeśli chodzi o zmowę mocarstw.Wierzysz w spiskową teorię dziejów?
                Dla mnie była to gra mocarstw,w której to grze bylismy pionkiem.Trudno
                tu mówić o zmowie,chyba że uważamy siebie za pępek świata.

                A

                A.
                • gandalph Re: Ta demagogia jest wręcz śmieszna 24.09.04, 10:07
                  Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

                  > > Ale niestety prawdziwe!
                  > > Jeśli ktoś posługuje się argumentacją identyczną z tą, jaką posługiwała s
                  > ię
                  > > propaganda komunistyczna, to musi się liczyć z faktem, że zostanie
                  > > zakwalifikowana do tegoż, komunistycznego nurtu. Chyba, że zdobędzie się
                  > na
                  > > oryginalność i przedstawi jaieś sensowne argumenty, że tak nie jest.
                  > > W tym jednak przypadku, jest wystarczająco dużo argumentów na to, że padl
                  > iśmy
                  > > ofiarą (nie tylko przy okazji Powstania) sabotażu czy też zmowy mocarstw.
                  >
                  >
                  >
                  > To oznacza tylko tyle,ze propaganda komunistyczna skrzystała z okazji i
                  > naswietlała błedy ówczesnych emigracyjnych władz i nie widzę powodu ,aby
                  > dla wykazania swojej politpoprawności odrzucać poglądy wykorzystane przez
                  > ową propagandę.
                  >
                  Nie chodzi o politpoprawność, lecz o zwykłą uczciwość.
                  Gdyby ówczesna i późniejsza propaganda komunistyczna ograniczyła się tylko do
                  wytykania błędów Rządu Londyńskiego, to byłoby to jeszcze zrozumiałe; niestety,
                  nie ograniczyli się tylko do wytykania. Poza tym szkoda, że nie
                  zauważyli "błędów" tow. Stalina. Dlatego oburzające jest powielanie tamtej
                  propagandy.

                  > Jeśli chodzi o zmowę mocarstw.Wierzysz w spiskową teorię dziejów?
                  > Dla mnie była to gra mocarstw,w której to grze bylismy pionkiem.Trudno
                  > tu mówić o zmowie,chyba że uważamy siebie za pępek świata.
                  >
                  > A
                  >
                  > A.
                  Nie chodzi o spiskową teorię dziejów, lecz o to, że mocarstwa podejmowały same
                  decyzje nie pytając zainteresowanych o zdanie. Zresztą sam sobie na to
                  odpowiedziałeś.
                  • andrzejg Re: Ta demagogia jest wręcz śmieszna 24.09.04, 18:36
                    gandalph napisał:

                    > Nie chodzi o politpoprawność, lecz o zwykłą uczciwość.
                    > Gdyby ówczesna i późniejsza propaganda komunistyczna ograniczyła się tylko do
                    > wytykania błędów Rządu Londyńskiego, to byłoby to jeszcze zrozumiałe;
                    niestety, nie ograniczyli się tylko do wytykania. Poza tym szkoda, że nie
                    > zauważyli "błędów" tow. Stalina. Dlatego oburzające jest powielanie tamtej
                    > propagandy.


                    Nie.Oburzające może jedynie byc wykorzystywanie faktu działania komunistycznej
                    propagandy jako argumentu w dyskusji ,mającego na celu przystopowanie dyskutanta
                    'Patrz gościu,że argumentujesz jak komuniści'Przeciez nie o to chodzi,bo
                    prawidłowa ocena wydarzeń historycznych powinna służyć nauce na przyszłość.



                    > Nie chodzi o spiskową teorię dziejów, lecz o to, że mocarstwa podejmowały
                    same
                    > decyzje nie pytając zainteresowanych o zdanie. Zresztą sam sobie na to
                    > odpowiedziałeś.
                    >

                    No właśniePodejmowały decyzje nie pytając zainteresowanych o zdanie i my
                    powinnismy w tym wszystkim się znaleźć i wygrać ile się da,ale przecież nie
                    za wszelką cenę i licząc się z realiami.Ponadto jak czytam ten watek,to
                    widac jasno ,że decydenci poełnili błąd,a rzecież nic to nie ujmuje powstańcom.
                    Oni zrobili co do nich należało i tym bardziej współcześni analitycy wojskowi,
                    historycy czy jeszze inni ,maja prawo na swój sposób oceniać tamte wydarzenia.
                    Nawet na przekór panującemu trendowi politycznemu.

                    A.
      • gandalph Re: Jeszcze raz - kwestia zasadnicza 23.09.04, 10:16
        leje-sie napisał:

        > Pytania szczegolowe:
        >
        > 1. Jaki byl glowny cel Powstania? Osiagnieto go?
        >
        > Nie

        1. Jaki był cel bitwy pod Waterloo? Osiągnięto go?
        Nie
        Zatem Napoleon był durniem.
        To jest cały sens Twojego rozumowania.
        • xiazeluka Odloty rozumu 23.09.04, 10:30
          Po pierwsze, kolego, tow. dokumenda napisał, że "cele powstania zostały
          osiągniete". Moja odpowiedź odnosiła się do tego oświadczenia, a nie jakości
          władz umysłowych Bora et consortes.
          Po drugie, takie miałkie, rzucane na oślep uszczypliwości nie przydają Ci
          powagi - a szkoda, boś jeden z inteligentniejszych na FA. Nie rozmieniaj się na
          drobne z powodu dziecinnej urazy.
          Po trzecie - jeżeli wódz nie odnosi zwyciestwa to nie znaczy automatycznie, że
          jest idiotą.
          Po czwarte - pod Waterloo (a raczej - w okolicy, ponieważ biedak błąkał się po
          manowcach) nawalił marszałek Grouchy, faktycznie dureń.
          Po piąte - Bór był durniem, ponieważ uległ durniowi Okulickiemu.
          Po szóste - cele Komorowski sformułował tak:

          "tylko przez walkę można było wykazać dążenie narodu do wolności i
          niepodległości. Chodziło o walkę o stolicę, która reprezentuje całość i dalszą
          sprawę: przez zajęcie Warszawy przed zajęciem jej przez Rosjan musiała się
          Rosja zdecydować aut aut: albo uznać nas, albo siłą złamać na oczach świata."

          To nie było jednak tertium non datur, jak to naiwnie określał Komorowski,
          Sowieci mieli inne mozliwości. Zresztą - "świat", czyli kaleka Ruswelt i
          brytyjski lew z przetrąconym karkiem Czerczil, już dawno sprzedali Polskę ZSRS.
          Bór miał prawo o tym nie wiedzieć, ale nie zmienia to oceny - powstanie nie
          osiagnęło swoich celów.
          • institoris1 Re: Odloty rozumu 23.09.04, 14:06
            xiazeluka napisała:

            > Po szóste - cele Komorowski sformułował tak:
            >
            > "tylko przez walkę można było wykazać dążenie narodu do wolności i
            > niepodległości. Chodziło o walkę o stolicę, która reprezentuje całość i
            dalszą
            > sprawę: przez zajęcie Warszawy przed zajęciem jej przez Rosjan musiała się
            > Rosja zdecydować aut aut: albo uznać nas, albo siłą złamać na oczach świata."

            czyli politycznym celem powstania byla restauracja II Rzeczpospolitej

            > To nie było jednak tertium non datur, jak to naiwnie określał Komorowski,
            > Sowieci mieli inne mozliwości. Zresztą - "świat", czyli kaleka Ruswelt i
            > brytyjski lew z przetrąconym karkiem Czerczil, już dawno sprzedali Polskę
            ZSRS.
            > Bór miał prawo o tym nie wiedzieć, ale nie zmienia to oceny - powstanie nie
            > osiagnęło swoich celów.

            i tutaj jest dla mnie istotny aspekt calej sprawy. Bor mogl nie wiedziec o
            Teheranie, ale doskonale wiedzial o nim Rzad w Londynie.
            Jakimi kalkulacjami kierowal sie Rzad w Londynie cedujac na Bora decyzje o
            podjeciu walki zbrojnej w Warszawie?
            i.
            • xiazeluka Re: Odloty rozumu 23.09.04, 14:24
              institoris1 napisał:

              > i tutaj jest dla mnie istotny aspekt calej sprawy. Bor mogl nie wiedziec o
              > Teheranie, ale doskonale wiedzial o nim Rzad w Londynie.

              O ogólnych ustaleniach Teheranu i stosunku aliantów do sprawy polskiej
              informowali Bora: Sosnkowski, Okulicki i Nowak-Jeziorański.

              "Trzeba przyznać, że nigdy nie obiecywały wsparcia dla powstania zbrojnego w
              Polsce. Świeżo przybyły z Londynu 30 lipca kpt. Jan Nowak-Jeziorański,
              emisariusz AK, poinformował krajowych dowódców, że Warszawa nie może liczyć na
              wielkie zrzuty broni i wysłanie brygady spadochronowej z Anglii oraz że „efekt
              Powstania i wpływ na rządy i opinię publiczną w obozie sojuszniczym”
              będzie „burzą w szklance wody”."

              www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=76&aid=513
              • institoris1 Re: Odloty rozumu 23.09.04, 15:58
                dzieki za linka.

                Zastanawia mnie pare spraw:

                26 lipca Rzad upowaznia Delegature na kraj do wywolania powstania w "momencie
                przez was i wybranym" i tego samego dnia Mikolajczyk wyjezdza na rozmowy do
                Moskwy, czyli, ze rzad upowaznil Bora do podjecia walki zbrojnej w Warszawie
                bez wzgledu na wyniki rozmow z sowietami!!

                27 lipca Moskwa wydaje komunikat uznajacy PKWN za "jedyna, tymczasowa wladze
                wykonawcza w Polsce"- dzieje sie to w trakcie wizyty Mikolajczyka w Moskwie-
                sowieci prowadza rozmowy z przedstawicielem Rzadu Polskiego (ktory w takim
                razie uznaja?), a jednoczesnie oswiadczaja, ze delegatura tego Rzadu na kraj
                jest nielegalna. Sytuacja nie tylko paradoksalna, ale dodatkowo nie
                pozostawiajaca zadnych watpliwosci co do zamiarow Stalina.

                Dlatego tez ocena Bora: ".. tylko przez walkę można było wykazać dążenie narodu
                do wolności i niepodległości. Chodziło o walkę o stolicę, która reprezentuje
                całość i dalszą sprawę: przez zajęcie Warszawy przed zajęciem jej przez Rosjan
                musiała się Rosja zdecydować aut aut: albo uznać nas, albo siłą złamać na
                oczach świata"- jest nie do konca prawdziwa; od 27. 7 Bor wiedzial, ze nie
                istnieje alternatywa uznania delegatury za legalna wladze wykonawcza przez ZSRR.
                Rosja zdecydowala sie wczesniej i to bez wzgledu na ewentualne dzialania
                delegatury, a takze bez wzgledu na ewentualne powodzenie powstania.
                i.
                • institoris1 Re: Odloty rozumu 23.09.04, 16:12
                  kolejna sprawa:

                  Po fiasku rozmow Mikolajczyka w Moskwie rzad zbiera sie na posiedzenie, ktorej
                  wynkiem jest:
                  "Także w tym samym dniu delegat rządu otrzymał od premiera Mikołajczyka
                  następującą depeszę: „Na posiedzeniu rządu RP zgodnie zapadła uchwała
                  upoważniająca was do ogłoszenia Powstania w momencie przez was wybranym. Jeśli
                  możliwe, uwiadomcie nas przed tym. Odpis przez wojsko dla komendanta AK”. 29
                  lipca Mikołajczyk zawiadomił delegata rządu o swojej misji do Moskwy na rozmowy
                  ze Stalinem".

                  Tego samego dnia wodz naczelny general Sosnkowski:
                  "W obecnych warunkach jestem bezwzględnie przeciwny powstaniu powszechnemu,
                  którego sens historyczny musiałby z konieczności wyrazić się w zamianie jednej
                  okupacji na drugą” oraz: „Wasza ocena sytuacji niemieckiej musi być bardzo
                  trzeźwa i realna. Omyłka pod tym względem kosztowałaby bardzo wiele”.
                  Czyli, ze Sosnkowski nie widzial mozliwosci osiagniecia celu politycznego i
                  jednoczesnie poddaje w watpliwosc mozliwosc osiagniecia celu milatarnego,
                  jednoczesnie ostrzegajac przed nieuniknionymi stratami, jakie beda nastepstwem
                  militarnej porazki (mozliwe, ze mial na mysli rowniez ludnosc cywilna)

                  Mimo tego rzad podtrzymuje upowaznienie dla delegatury do wywolania powstania.
                  i.
            • gandalph Re: Odloty rozumu 24.09.04, 10:00
              institoris1 napisał:

              > xiazeluka napisała:
              >
              > > Po szóste - cele Komorowski sformułował tak:
              > >
              > > "tylko przez walkę można było wykazać dążenie narodu do wolności i
              > > niepodległości. Chodziło o walkę o stolicę, która reprezentuje całość i
              > dalszą
              > > sprawę: przez zajęcie Warszawy przed zajęciem jej przez Rosjan musiała si
              > ę
              > > Rosja zdecydować aut aut: albo uznać nas, albo siłą złamać na oczach świa
              > ta."
              >
              > czyli politycznym celem powstania byla restauracja II Rzeczpospolitej

              Restauracja II RP w sensie prawnym nie była potrzebna, ciągłość konstytucyjna
              istniała. Natomiast restauracji II RP w jej dotychczasowym wydaniu )tzn. sprzed
              1939 r.) nikt nie chciał.
              >
              > > To nie było jednak tertium non datur, jak to naiwnie określał Komorowski,
              >
              > > Sowieci mieli inne mozliwości. Zresztą - "świat", czyli kaleka Ruswelt i
              > > brytyjski lew z przetrąconym karkiem Czerczil, już dawno sprzedali Polskę
              >
              > ZSRS.
              > > Bór miał prawo o tym nie wiedzieć, ale nie zmienia to oceny - powstanie n
              > ie
              > > osiagnęło swoich celów.
              >
              > i tutaj jest dla mnie istotny aspekt calej sprawy. Bor mogl nie wiedziec o
              > Teheranie, ale doskonale wiedzial o nim Rzad w Londynie.
              Nie wiedział, bo go nikt o tym nie poinformował. Mocarstwa rozstrzygały nie
              pytając nikogo o zdanie.

              > Jakimi kalkulacjami kierowal sie Rzad w Londynie cedujac na Bora decyzje o
              > podjeciu walki zbrojnej w Warszawie?
              > i.
              • xiazeluka Re: Odloty rozumu 24.09.04, 10:17
                gandalph napisał:

                > Nie wiedział, bo go nikt o tym nie poinformował.

                Niezupełnie:

                "Z wywiadów przeprowadzonych przez J. K. Zawodnego dowiadujemy się, że gen.
                Anders dowiedział się o Teheranie po Powstaniu, ze sztabu Komendy Głównej nie
                wiedział o nim także Iranek-Osmecki, a wiedza Tadeusza Pełczyńskiego była
                niepewna. Jan Nowak-Jeziorański utrzymuje, że po przerzuceniu go do Polski
                informował sztabowców w Warszawie 30 lipca 1944 o Teheranie, informacje miał od
                gen. Sosnkowskiego; podobno obecni nie zareagowali na te wiadomości. Nie wiem,
                czy tę relację potwierdzają inni świadkowie. Por. J. K. Zawodny: Uczestnicy i
                świadkowie Powstania Warszawskiego. Wywiady. Warszawa 1994, s. 15, 82, 157,
                162."

                • Gość: Odlot Re: Odloty rozumu IP: *.am.poznan.pl 24.09.04, 16:16
                  luka , całe te dowodzenie co kto i kiedy wiedział ma się do twojej
                  interpretacji, iż to ,że nie ocalono setek tysięcy istnień ludzkich( w tym
                  Żydów) korzystając z mozliwości skrócenia wojny, to wina dowódców powstania i
                  daty powstania tj. 1 sierpnia . A nie puknąlbyś się w swoją główkę ?
                  • xiazeluka Panie nienormalny, mam prośbę 24.09.04, 16:17
                    Mniej Pan pisz, więcej Pan myśl.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka