Dodaj do ulubionych

Ta wladza gorsza jest od plagi szaranczy :O)

17.10.18, 08:26
Czarna Księga trzech lat rządów PiS
Koniec trójpodziału władzy
Marcin Matczak
17 października 2018 | 00:57


Prof. Marcin Matczak - specjalista w zakresie teorii prawa i profesor nadzwyczajny na Wydziale Prawa i Administracji UW

I oto jesteśmy na jesieni 2018 r. Mocno poobijani po prawie trzyletnim boju o konstytucję i praworządność albo o sprawiedliwość i demokrację, w zależności od tego, po której stronie staliśmy. Kurz jeszcze nie opadł, bo walka wchodzi na nowy poziom – już nie jest tylko krajowa, bo wraz z zaangażowaniem Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości konflikt lokalny przerodził się w regionalny. Wciąż każdy wynik jest możliwy, ale pewnych efektów tego konfliktu nie da się cofnąć. Trzeba więc podsumować to, co stało się dotychczas.

Wola narodu

Po zwycięstwie wyborczym w 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość przystąpiło do działań, których głównym przesłaniem było zlikwidowanie tzw. imposybilizmu prawnego. Terminu tego użył Jarosław Kaczyński jeszcze za poprzednich rządów PiS, zaraz po tym, jak Trybunał Konstytucyjny uchylił ustawę lustracyjną, jeden ze sztandarowych projektów legislacyjnych tamtego rządu. Imposybilizm prawny oznacza niemożność zreformowania państwa ze względu na sztuczne, abstrakcyjne obostrzenia prawne, które – w rozumieniu twórcy tego terminu – nie są społeczeństwu potrzebne. Są one wręcz szkodliwe, ponieważ hamują wolę narodu, który chce zmian.

Życie społeczne to gra. Konstytucja określa jej zasady. Dobrze zauważyć, gdy ktoś je łamie
Problem z imposybilizmem polega na tym, że nie jest do końca jasne, skąd mamy wiedzieć, czego naród chce. Ograniczenia prawne nałożone przez konstytucję to ograniczenia, które na władzę nałożył ten sam naród, który niby teraz chce je zrzucić. Oczywiście bywają narody kapryśne i zmienne i nie można im odmówić prawa do zmiany zdania. Tyle tylko że zmiana zdania musi nastąpić w tej samej formie, w jakiej nastąpiło wyrażenie tego zdania, a więc poprzez zmianę konstytucji. Do tego trzeba mieć polityczną siłę większości konstytucyjnej, a takiej PiS w wyborach nie otrzymało. Twierdzenie zatem, że naród chce fundamentalnej zmiany, nie jest uzasadnione, a polega tylko na intuicji politycznej lidera zwycięskiej partii. W państwach współczesnych, które chcą funkcjonować pokojowo, bez rewolucji, intuicja polityczna to za mało, żeby zmienić ustrój.

Jak się jednak okazuje, można próbować. Jeśli nie da się zmienić konstytucji formalnie, można ją zmieniać faktycznie, przejmując kontrolę nad instytucjami, które mają tej konstytucji bronić. Przez cały rok 2016 trwały zatem usilne starania partii rządzącej, aby sparaliżować Trybunał Konstytucyjny, który w naszym systemie prawnym jest głównym konstytucyjnym policjantem. Konstytucja ma rację bytu o tyle, o ile jest ktoś, kto może skutecznie stwierdzić, że ustawa zaproponowana przez rząd, a uchwalona przez parlament jest z tą konstytucją niezgodna. Jeśli nie ma kogoś takiego, każde naruszenie konstytucji ujdzie rządzącym płazem, podobnie jak przy braku policjanta lub policyjnej kamery na skrzyżowaniu uchodzi kierowcom płazem każde naruszenie przepisów o ruchu drogowym. Dlatego pierwszym etapem procesu likwidacji imposybilizmu prawnego była próba faktycznej likwidacji Trybunału Konstytucyjnego. I była to próba niestety udana.

Po grudniu 2016 r., kiedy zakończył swoją kadencję Andrzej Rzepliński, Trybunał Konstytucyjny nie tylko przestał być jakąkolwiek przeszkodą dla władzy politycznej, która chce swobodnie zmieniać Polskę, ale zaczął być aktywnie wykorzystywany jako narzędzie tej zmiany. Najpierw minister sprawiedliwości efektywnie wykluczył z orzekania trzech dawniej wybranych sędziów, co nie byłoby możliwe bez współpracy wybranej niezgodnie z konstytucją na stanowisko prezes TK Julii Przyłębskiej. Następnie Trybunał został wykorzystany do przejęcia kontroli nad innymi instytucjami ważnymi dla państwa prawa, a mianowicie nad Krajową Radą Sądownictwa i Sądem Najwyższym. W ten sposób pierwszy etap tzw. naprawiania polskich instytucji odpowiedzialnych za obronę państwa prawa zakończył się całkowitym popsuciem Trybunału Konstytucyjnego. Sensem istnienia sądu konstytucyjnego w każdej demokracji jest jego zdolność do sprzeciwienia się aktualnie rządzącej większości. Taki jest sens posiadania konstytucji, która ogranicza rządzących w ich działaniach politycznych, a więc i taki jest sens istnienia konstytucyjnego policjanta, jakim Trybunał jest. Jeśli ten policjant zgadza się we wszystkim z tymi, których ma pilnować, a nawet pomaga w realizacji ich planów, cała konstrukcja zostaje postawiona na głowie.

O potrzebie ograniczania większości

Wynika to z tego, że po II wojnie światowej, a więc po doświadczeniu nazizmu i Holocaustu, zrozumieliśmy, że większość, która demokratycznie zdobyła władzę, może wydzielić ze społeczeństwa mniejszość, prześladować ją, a ostatecznie ją zabić. Aby nigdy więcej taka sytuacja się nie powtórzyła, w drugiej połowie XX w. wzmocniliśmy rolę konstytucji oraz regulacji międzynarodowych chroniących prawa człowieka. Współcześnie te regulacje pełnią funkcję, które kiedyś pełniły wymogi prawa naturalnego: ograniczają swobodę prawodawcy, ustalają nieprzekraczalne granice, takie jak nienaruszalność godności człowieka czy specjalna ochrona jego wolności. Z tego samego powodu wzmocniona została rola sądów konstytucyjnych stojących na straży tych wartości.

W Polsce mogliśmy tego ostatecznie dokonać dopiero w 1997 r., kiedy pozbawiliśmy Sejm możliwości odrzucania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego odpowiednią większością głosów. Oznaczało to, że wyroki Trybunału stały się ostateczne – i takie były, zanim obecna większość rządząca przyznała sobie prawo do ich oceny przed publikacją. Kiedy bowiem premier Szydło odmówiła publikacji wyroku Trybunału i uznała, że nie ma on mocy prawnej, w rzeczywistości postawiła siebie i swój rząd ponad konstytucją. Z całą pewnością ta decyzja była najbardziej szkodliwym w skutkach precedensem w historii polskiego państwa prawa. Po tej decyzji już nigdy nie będzie można być pewnym, czy inny polityk nie zechce wykorzystać tego precedensu dla swoich celów. Dlatego właśnie zakwestionowanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego jest jednym z najpoważniejszych deliktów konstytucyjnych, które przyniósł obecny kryzys i który musi zostać w przyszłości przykładnie ukarany przez Trybunał Stanu.

Następnym krokiem w demontażu polskiego państwa prawa było przejęcie przez obecną władzę kontroli nad Krajową Radą Sądownictwa (KRS). Rada ta, zgodnie z Konstytucją RP, jest organem stojącym na straży niezależności sądów i niezależności sędziów i pełni kluczową funkcję. Decyduje o sędziowskich powołaniach i awansach, a także ma chronić sędziów przed jakimikolwiek zewnętrznymi naciskami, w tym naciskami ze strony polityków. Jej konstrukcja została w konstytucji pomyślana w taki sposób, żeby była ona platformą pozwalającą na współpracę wszystkich trzech władz. Dlatego każda z władz ma w niej przedstawicieli i każda swoich przedstawicieli wybiera.

Obserwuj wątek
    • benek231 Ta wladza gorsza jest od plagi szaranczy :O) - 2 17.10.18, 08:30
      A raczej wybierała, ponieważ narzędziem przejęcia kontroli nad KRS stała się zmiana wyboru tych członków Rady, którzy reprezentują sędziów. Mimo że przedstawicieli władzy ustawodawczej w KRS nadal wybiera władza ustawodawcza, mimo że przedstawicieli władzy wykonawczej w Radzie nadal wybiera władza wykonawcza, to przedstawicieli sędziów nie wybierają już sędziowie. Ich przedstawicieli wybiera władza ustawodawcza. To trochę tak, jak gdyby przedstawicielki kobiet do Krajowej Rady Równouprawnienia Płci (gdyby w konstytucji taka istniała) były wybierane przez mężczyzn. Dodatkowo, kiedy patrzy się na powiązania członków KRS z ministrem sprawiedliwości, a więc z władzą wykonawczą, którą ci sędziowie mają równoważyć, to właściwie ma się pewność, że te wybrane przez mężczyzn kobiety byłyby od nich całkowicie zależne. Tak jak w tej hipotetycznej sytuacji trudno oczekiwać, że zależne od mężczyzn i wybierane przez nich kobiety będą równoważyły męską władzę, tak w sytuacji rzeczywistej trudno oczekiwać, że wybrani przez polityków i zależni od nich sędziowie będą równoważyć władzę polityczną.

      Nowy wybór sędziowskich członków KRS zamienił to ciało, zgodnie ze scenariuszem przećwiczonym w przypadku Trybunału Konstytucyjnego, w podmiot działający i myślący dokładnie tak, jak tego chce obecna władza. Bolesnym symbolem tej jedności celów, myśli i działań jest milczenie KRS wobec oburzających społeczność międzynarodową ataków na polskie sądy. KRS nie reaguje na ataki słowne, które raz po raz politycy przypuszczają na sędziów podejmujących działania niezgodne z linią partii rządzącej. Co więcej, KRS nie widzi nic złego w urzeczywistniających się obecnie groźbach wszczęcia postępowań dyscyplinarnych, które ewidentnie są sposobem na zastraszenie środowiska sędziowskiego oraz wytworzenie tzw. efektu mrożącego – obawy przed sprzeciwem wobec władzy.

      W zamian za to członkowie KRS powołani przez obecną większość parlamentarną bez szemrania głosują nad sędziowskimi awansami z uwzględnieniem dostarczonej przez polityków „czarnej listy” sędziów, którzy śmieli głośno mówić o polskich problemach w Brukseli. Koronnym argumentem na to, że KRS działa i myśli dokładnie tak, jak chce tego władza, jest zlekceważenie postanowienia o zabezpieczeniu wydanego ostatnio przez Naczelny Sąd Administracyjny, które nakazało zatrzymać proces obsadzania wakatów w SN. Mimo że sędziowie NSA zakazali KRS przekazania uchwał prezydentowi RP, KRS – ta sama, która ma wzmacniać pozycję sędziów – zrobiła to, a tym samym poniżyła sędziów, uznając decyzje przez nich wydane za pozbawione znaczenia.

      Gdy profesor prawa popiera herezje

      Tak jak Trybunał Konstytucyjny posłużył jako narzędzie do przejęcia kontroli nad KRS, tak przejęta KRS posłużyła politykom za narzędzie do przejęcia kontroli nad Sądem Najwyższym. Zdominowana przez polityków KRS dość łatwo i rekordowo szybko wybrała kandydatów do Izby Dyscyplinarnej SN. Szybkość wyboru, który trwał krócej niż prowadzony mniej więcej w tym samym czasie konkurs na kalendarzyki kieszonkowe dla posłów, była odwrotnie proporcjonalna do niezależności wybranych kandydatów od aktualnie rządzących.

      W wyniku przeprowadzonej procedury za sędziów SN uważają się obecnie między innymi Jan Majchrowski, nadzorujący przygotowanie polskiej odpowiedzi na zarzuty Komisji Weneckiej, Adam Tomczyński, radca prawny komplementujący władzę w telewizji publicznej, oraz prokurator Adam Roch. Majchrowski w odpowiedzi na zarzuty Komisji Weneckiej poparł propagowaną przez obecną władzy, a heretycką tezę, że nasza konstytucja nie wymaga zachowania okresu vacatio legis, a więc upływu pewnego czasu między ogłoszeniem a wejściem w życie ustawy, choć tej oczywistości uczy się studentów na pierwszym roku prawa. Tomczyński w przeddzień swojego przesłuchania w KRS prezentował swoje zadziwiające rozumienie apolityczności sędziego, wychwalając wyborcze przemówienie premiera Morawieckiego. Natomiast Roch, zaufany prokurator Zbigniewa Ziobry, nakazał przesłuchanie rodzącej kobiety, co Europejski Trybunał Praw Człowieka słusznie uznał za nieludzkie traktowanie. Taki oto zespół ludzi decyduje o charakterze nowej Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, wyznaczając zaiste nieznany dotąd wzorzec niezależności i moralności. Na szczęście osoby te zostały powołane do SN w oczywiście nieważnej procedurze, zapoczątkowanej obwieszczeniem prezydenta RP, które mimo jasnego wymogu konstytucji nie zostały kontrasygnowane przez premiera. Daje to nadzieje na ich rychłe usunięcie z zajmowanych stanowisk w momencie, kiedy podstawowe wymogi państwa prawa zostaną w Polsce przywrócone.

      Kiedy popatrzy się na trzy procesy przejęcia kontroli nad trzema kluczowymi polskimi instytucjami państwa prawa, można wskazać pewien ich wspólny mianownik. To, co te procesy łączy, to cel: rzeczywista likwidacja kontroli nad działaniami władzy. W efekcie przejęcia tych trzech instytucji doszło do zmiany ustroju Polski. Ustrój oparty na trójpodziale władzy zamienił się nam na ustrój jednolitej władzy państwowej, znany z czasów komunistycznych, mimo że formalnie nie zmieniliśmy konstytucji. Nie sposób nazwać tej zmiany inaczej niż pełzającym zamachem stanu.

      Wspólnym mianownikiem zamachów na niezależność TK, KRS i SN była także drastyczna zmiana języka, którym mówimy o prawie, i gwałt na doktrynie prawniczej. Przeprowadzona rewolucja wymagała wytworzenia nieznanych dotąd sposobów interpretacji prawa. Jednym z tych sposobów była tzw. wykładnia wroga konstytucji (termin wprowadzony przez prof. Zajadłę), widoczna zarówno w odpowiedzi zaprezentowanej Komisji Weneckiej, jak i w uzasadnieniach wyroków wydawanych przez Trybunał Konstytucyjny czy KRS już po przejęciu ich przez polityków. Innym była reinterpretacja uznanych doktryn, takich jak wspomniana już koncepcja vacatio legis.

      Konstytucja, akt niższego rzędu

      Także powszechnie znana w Europie doktryna limitowania uprawnień władzy publicznej, znana pod hasłem „co nie jest władzy dozwolone, jest jej zakazane”, została przez obecnie rządzących odwrócona. Zgodnie z poglądem jednego z polityków PiS to, że konstytucja nakazuje władzy działanie na podstawie prawa, nie oznacza wcale, że nie wolno jej działać poza prawem (!). Absurdalność tej wypowiedzi przebija jedynie twierdzenie, także sformułowane przez polityka rządzącej większości, że konstytucja musi być zgodna z ustawami, które ją doprecyzowują. Nieprawnikom zapewne trudno sobie wyobrazić, jak horrendalne jest to stwierdzenie. To tak, jak gdyby proboszcz oczekiwał, że „Katechizm Kościoła katolickiego” będzie zgodny z treścią jego kazania, a nie odwrotnie.

      Trzecim wreszcie elementem, który łączy przejęcie politycznej kontroli nad TK, KRS i SN, jest drastyczne osłabienie autorytetu prawa, autorytetu sędziów i autorytetu sądów. Skoro bowiem premier może zlekceważyć wyrok TK, a KRS i prezydent mogą zlekceważyć postanowienia zabezpieczające wydane przez SN i NSA, to właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, aby każdy obywatel mógł zlekceważyć każdą decyzję sądu. Jeśli bowiem niezadowolenie z tej decyzji jest wystarczającym powodem, żeby ją ignorować, to prawo traci jakikolwiek sens. To właśnie osłabienie autorytetu prawa może okazać się najbardziej trwałą i najbardziej opłakaną w skutkach schedą po obecnej władzy.
      • benek231 Ta wladza gorsza jest od plagi szaranczy :O) - 3 17.10.18, 08:34
        Najsmutniejsze jest to, że prowadzona od trzech lat tzw. reforma polskiego sądownictwa, u której zarania stało przekonanie o konieczności likwidacji imposybilizmu prawnego, do jeszcze gorszego imposybilizmu prowadzi. Naruszenie niezależności polskich instytucji sądowych doprowadziło do tzw. sprawy Celmera, w której Trybunał Sprawiedliwości w rzeczywistości nakazał sądom UE każdorazowe badanie, czy polskie sądy są na tyle niezależne, że można z zaufaniem wysłać do nich podsądnego. Taka decyzja oznacza drastyczne osłabienie skuteczności polskiego wymiaru sprawiedliwości. Zamiast szybkiego osądzenia oskarżonych, musimy czekać, aż sprawa niezależności naszego sądownictwa zostanie w każdej konkretnej sprawie wykazana. Podobnie jest w przypadku Trybunału Konstytucyjnego, który pomimo wielu zmian sądzi o połowę mniej spraw niż przed zmianami, a jednocześnie cieszy się o wiele mniejszym zaufaniem społeczeństwa. Zamiast więc obiecanej poprawy mamy spowolnienie, osłabienie skuteczności oraz obniżenie poziomu moralnego w polskich instytucjach sądowych – symbolem tej ostatniej jest usunięcie z SN sędziego Zabłockiego, obrońcy opozycjonistów z okresu PRL, oraz powołanie do tegoż sądu wspomnianego już prokuratora Rocha. Zaiste, dobra zmiana.

        Imposybilizm prawny zatem, zamiast likwidacji, uległ dalszemu wzmocnieniu. Co więcej, coraz częściej zaczyna się przyczyniać do imposybilizmu gospodarczego. Jest prawdą powszechnie znaną, że stabilne państwo prawa, oparte na niezależności sądownictwa, jest warunkiem dokonywania inwestycji zagranicznych w danym kraju. Wynika to z faktu, że każdy, kto inwestuje u nas swoje pieniądze, chce mieć pewność, że są one chronione prawem i że w razie sporu z państwem niezależny sąd zagwarantuje sprawiedliwy proces. Niestety, kontrolowane przez polityków sądy takiego procesu nie gwarantują, dlatego poziom inwestycji zagranicznych spada – do poziomu najniższego w naszej ostatniej historii. Osłabienie państwa prawa jest zatem jednoznaczne z osłabieniem polskiej gospodarki.

        Jeśli dodać do tego olbrzymi konflikt z Unią Europejską, spowodowany forsowaniem ustaw sądowych, to wynik remanentu polskiej praworządności nie jest, niestety, zadowalający. Mnóstwo kosztów, niewidoczne zyski, zamiast plusa duży minus. A więc manko, które w wymiarze gospodarczym było w PRL uznawane za przestępstwo. Miejmy nadzieję, że tak też w wymiarze politycznym i prawnym będzie traktowane teraz. Manko praworządności musi być bowiem wyrównane, a ci, którzy do niego doprowadzili, muszą być ukarani. Inaczej nigdy nie przywrócimy prawdziwego prawa i prawdziwej sprawiedliwości.


        wyborcza.pl/7,166575,24049890,koniec-trojpodzialu-wladzy.html#nowaZajawkaGlownaMT
    • qwardian Re: Ta wladza gorsza jest od plagi szaranczy :O) 17.10.18, 09:04

      Agitujesz na rzecz PiS? Gwarantuję, że Ruch Narodowy wywoła u Ciebie większą grozę...
      • kalllka Re: Ta wladza gorsza jest od plagi szaranczy :O) 17.10.18, 09:18
        W Oregonie słońce nie zachodzi.. ?
        Ano sprawdźmy.
        • qwardian Re: Ta wladza gorsza jest od plagi szaranczy :O) 17.10.18, 09:31
          Co napisałaś wczoraj, wyjęłaś mi z ust, Kaleczko. Podbić głupka delikatnie kopiąc ma (robi, make) sens, ale nie traktując go poważnie. Bo samemu można wyjść na głupca.
          • kalllka Re: Ta wladza gorsza jest od plagi szaranczy :O) 17.10.18, 10:04
            Czy ja wiem.. zakon najświętszej Marii panny
            się nie piórkal, zwłaszcza gdy zaklinał słońce by nie świeciło / podczas budowania warowni../ Jak wypierniczyli w górę mur na 15-20 metrów.. bez użycia rusztowań, to tylko w Stonehenge wiedzieli jak.
            Wiadomo, ze kamienia polnego tez używali różnorako, ale najczęściej jak kartacza., w charakterze mięsa armatniego.
            Uważasz, ze świadomość mięsa armatniego wzrosła?
      • benek231 Re: Ta wladza gorsza jest od plagi szaranczy :O) 17.10.18, 15:58
        qwardian napisał:
        >
        > Agitujesz na rzecz PiS? Gwarantuję, że Ruch Narodowy wywoła u Ciebie większą grozę...
        ***
        Ja agituje przeciwko PiS, a jesli tego nie widzisz to jestes wiekszy idiota niz wygladasz. Ruch Narodowy to skrajna postac choroby pn. PiS, ale to nie znaczy, ze z tego powodu latwiej mi bedzie przelkanac kaczynskich klero-faszystow. Nimi brzydze sie nie mniej.
    • benek231 Bomba Ziobry pod polskim członkostwem w UE :O) 17.10.18, 17:00
      Prof. Matczak: Ziobro podkłada bombę pod polskie członkostwo w UE

      17 października 2018 | 11:50


      Prokurator generalny chce, by Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że jeden z przepisów traktatu o funkcjonowaniu UE jest niezgodny z polską konstytucją. - Wniosek Ziobry prowadzi Polskę do polexitu - uważa konstytucjonalista prof. UW Marcin Matczak.

      Prokurator generalny skarży art. 267 traktatu, który umożliwia sądom zadawanie Trybunałowi Sprawiedliwości UE tzw. pytania prejudycjalnego – o wykładnię traktatów unijnych. Od sierpnia takie pytania kilkukrotnie zadawał TSUE Sąd Najwyższy oraz sądy z Warszawy, Łodzi i Gorzowa. Wszystkie pytały, czy pisowskie reformy sądownictwa są zgodne z unijnymi przepisami.

      Pytania dotyczyły możliwości przeprowadzenia czystki najstarszych sędziów SN, nowych postępowań dyscyplinarnych, obsadzonej przez polityków KRS czy nowej Izby Dyscyplinarnej w SN. Teraz Zbigniew Ziobro próbuje zablokować sądom możliwość zadawania pytań.

      Do TK wystąpił o stwierdzenie, że art. 267 jest niezgodny z konstytucją „w zakresie, w jakim dopuszcza występowanie przez sąd z pytaniem w sprawach dotyczących ustroju, kształtu i organizacji władzy sądowniczej w państwie członkowskim UE". Inaczej mówiąc, Ziobro chce, by TK stwierdził, że sąd nie może pytać Trybunału o sądownictwo.

      Prof. Matczak: Wniosek Ziobry prowadzi do polexitu

      „Zaskarżenie art. 267 traktatu – bez względu na szczegóły wniosku do TK – zostanie odebrane przez całą Europę jako kwestionowanie podstawowego mechanizmu prawnego UE: współpracy sądów krajowych z Trybunałem Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, zadawania pytań co do zgodności regulacji krajowych z unijnymi i udzielania odpowiedzi, które mają ujednolicić stosowanie prawa Unii w całej Europie. Jako takie, działanie to będzie odebrane jako wrogie” – uważa prof. UW Marcin Matczak. Konstytucjonalista analizuje wniosek Ziobry na swoim blogu "UR".

      Prawnik przypomina, że Polska zaakceptowała te rozwiązania w referendum, a TK oceniał już raz cały traktat pod kątem zgodności z konstytucją. „Uznał, że jest z nią zgodny. Więc sprawa będzie postrzegana jak odgrzewanie starego kotleta dla podgrzania konfliktu z Unią. Po co nam to? Dla wymachiwania szabelką. A pozycja w kluczowym dla nas sojuszu w czasie tego wymachiwania nadal będzie lecieć na łeb, na szyję” – dodaje.

      Według prof. Matczaka konsekwencje mogą być poważniejsze, a sam wniosek Ziobry prowadzi Polskę do polexitu. „Zobaczmy bowiem, jakie będą skutki wyroku TK zgadzającego się z wnioskiem Ziobry. TK orzeknie, że – co do zasady – zadawanie pytań do Trybunału UE jest zgodne z polską konstytucją, ale niezgodne jest zadawanie pytań niezwiązanych ze sprawą, krotochwilnych, nadużywających tego prawa, dotyczących niezależności sądów, które daną sprawę rozstrzygają. Będziemy mieli zatem dwa rodzaje pytań – dobre i złe, związane ze sprawą i niezwiązane, bo dotyczące sądownictwa. Spróbujmy zgadnąć, kto będzie oceniał, czy pytania są dobre, czy złe?” – przewiduje konstytucjonalista.

      Szanujemy UE, ale nie możemy uznać pytania i odpowiedzi

      „Sądy polskie nadal będą zadawać pytania, które uznają za związane ze sprawą, Trybunał w Luksemburgu nadal będzie odpowiadał. Jedyna różnica będzie polegać na tym, że po korzystnym dla siebie wyroku TK, po każdym pytaniu prejudycjalnym polskiego sądu, a w szczególności po każdej odpowiedzi Trybunału UE na takie pytanie, przed mikrofony będzie wychodził Zbigniew Ziobro, mówiąc z zafrasowaną twarzą: – Szanujemy UE, ale to pytanie jest, niestety, niekonstytucyjne i nie możemy tego pytania, ani tej odpowiedzi Trybunału UE, uznać” – przewiduje Matczak.

      „Jedynym skutkiem wyroku TK będzie więc przyznanie Ministerstwu Sprawiedliwości prawa każdorazowej oceny zasadności zadawania pytań prejudycjalnych przez polskie sądy oraz każdorazowej oceny legalności odpowiedzi udzielanej przez Trybunał UE. A to da prawo ignorowania decyzji Trybunału, co jest jednoznaczne z podłożeniem bomby pod nasze członkostwo w Unii” – podsumowuje Matczak.
      • xiazeluka Re: Bomba Ziobry pod polskim członkostwem w UE :O 18.10.18, 09:48
        "Prof. Matczak: Wniosek Ziobry prowadzi do polexitu"

        No proszę, profesor, a nonsensy opowiada. Niech jakiś folksdojcz potwierdzi - czy aby nie identyczna sprawa miała miejsce w IV Rzeszy i nie została rozstrzygnięta na korzyść wnoszącego zapytanie?
    • institoris2 Matczak? 17.10.18, 20:50
      czy to nie przypadkiem ten sam gowniarz, ktory umyslil sobie poszczuc swoich uczelnianych kolegow na corke swojego polemisty?
      Ale sobie Michnik autorytet znalazl, cos w rodzaju tego bylego frontmana od kodziarzy, morda pelna frazesow, tylko w zyciu jakos nie wychodzi..

      benek231 napisał:


      >
      > Prof. Marcin Matczak - specjalista w zakresie teorii prawa i profesor
      > nadzwyczajny na Wydziale Prawa i Administracji UW

      >
      • benek231 Re: Matczak? 17.10.18, 21:14
        institoris2 napisał(a):

        ... morda pelna frazesow, tylko w zyciu jakos nie wychodzi..
        ***
        Wiem, ze tobie wychodzi. No ale ty kradniesz. Jak kazdy klamca
        • wikul Prośba do B231 17.10.18, 21:34
          Dzisiejsza Gazeta Wyborcza ukazała się z dodatkiem. Niestety, w moim sklepie dostarczyli tylko jeden dodatek. Uruchomiłem rodzinę i znajomych ale wszędzie było podobnie i nie wiem czy to coś da przy takim mizernym nakładzie. Podobno prenumeratorzy mogą go ściągnąć z sieci. Jeżeli jest taka możliwość, chętnie bym z tego skorzystał. Ewentualny kontakt na wikul@gazeta.pl.

          wyborcza.pl/7,166575,24046007,po-trzech-latach-rzadow-pis-czarne-naprawde-jest-bardzo-czarne.html?fbclid=IwAR17AS-0Q-OQ-m98g5-Ntv4_bywMmAgAvxlXNItHoMuyCKxepg05ESbHzH4
          • benek231 Re: Prośba do B231 - nie ma sprawy :O) 17.10.18, 22:30
            Po trzech latach rządów PiS czarne naprawdę jest bardzo czarne. Raport o niedobrej zmianie
            Jarosław Kurski
            16 października 2018 | 14:30


            Ostrzegamy, to lektura dla ludzi o mocnych nerwach. Trudno ze spokojem czytać o prowadzonej przez PiS polityce - pisze pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Jarosław Kurski we wstępie do "Czarnej księgi trzech lat rządów PiS". Cały raport w formacie pdf znajdziecie na końcu tego tekstu.

            Niemal każdego tygodnia władza podkręca ogień pod paleniskiem. Polska demokracja gotuje się powoli – jak żaba, która ma się nawet nie zorientować, że już nie żyje.


            Przygotowana przez nas „Czarna księga” „dobrej zmiany” jest szokowym wskazaniem termometru. Chodzi o to, by nie przywyknąć do wysokich temperatur, do zła, do deprawacji życia publicznego, by – jak mawiał Stefan Kisielewski – nie „zacząć się urządzać w d...”.

            Rządy PiS, wielka skala destrukcji
            Sporządzając ten raport, zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak bezprecedensowa jest skala destrukcji w sferze wolności obywatelskich. Jak zniszczono instytucje i mechanizmy stojące na straży naszych praw.

            Ten raport powinien być dzwonkiem alarmowym dla każdego świadomego obywatela bez względu na jego polityczne sympatie. Każdy bowiem mieszkaniec Polski, w której wymiarem sprawiedliwości zawiaduje Zbigniew Ziobro, może zostać oskarżony, skazany i osądzony. Zadba o to – łącznie z rozpatrzeniem odwołań i apelacji – jeden i ten sam człowiek: minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Każdy obywatel w państwie, w którym władza jest poza wszelką kontrolą, jest potencjalną tej władzy ofiarą.

            Choć prawa człowieka i obywatela, transparentność władzy, prawa opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej, prawa kobiet, praworządność, niezawisłość sędziów i niezależność sądów, Trybunał Konstytucyjny i sama konstytucja strzegąca naszych praw to sprawy najważniejsze, raportujemy również o innych dziedzinach poddanych niszczycielskiemu działaniu rządzącej partii.

            Ostrzegamy, to lektura dla ludzi o mocnych nerwach. Trudno ze spokojem czytać o prowadzonej przez PiS polityce zagranicznej, obronnej, kulturalnej i historycznej, o reformie edukacji i podejściu do ochrony środowiska. Trudno czytać o upartyjnieniu mediów narodowych i publicznym finansowaniu „mediów” partyjnych, o klerykalizacji państwa, o hojnych dotacjach dla środowiska Radia Maryja, o niszczeniu organizacji pozarządowych, a nawet języka debaty.

            Ostatni moment, kiedy coś od nas zależy
            To trzy lata nabrzmiałych podziałów politycznych i społecznych idących przez rodziny, które są znakiem polskiego piekła, znanej z przedwojnia pełzającej wojny domowej.

            Jak w każdą rocznicę zwycięskich dla PiS wyborów z października 2015 r. przypominamy nasze stanowisko opublikowane dwa dni przed głosowaniem, zatytułowane „Stawką tych wyborów jest sama demokracja”.

            Tekst był złowieszczy i, niestety, się sprawdził, choć publikacji towarzyszyły szyderstwa, że „straszymy PiS-em”. Nie chodzi o to, by się teraz mądrzyć i wykazywać, kto miał rację. To bez znaczenia. Ówczesne stanowisko „Wyborczej” jest po prostu chronologicznym rewersem dzisiejszej „Czarnej księgi”.

            Ufam, że oba te dokumenty są nie tylko zapisem czasu, ale wytyczają linię dna, od którego jako demokratyczne i europejskie społeczeństwo musimy się teraz odbić. Niebawem zacznie się maraton wyborczy i możliwość wyrażenia poparcia dla kandydatów obozu demokratycznego. To okazja, by przekonać wszystkich znajomych i sąsiadów, którzy się wahają albo z zasady nie głosują, by się jednak zmobilizowali. To okazja, by liderzy stronnictw demokratycznych krwią podpisali zobowiązanie, że będą działali wspólnie, że nie rozproszą, czyli nie zmarnują, cennych głosów.

            Wygląda na to, że to ostatni moment, w którym jeszcze coś od nas, obywateli, realnie zależy. Nie zawalmy tego.
            =====
            Nalezacy do tej serii tekst Matczaka juz zamiescilem.



        • institoris2 Re: Matczak? 17.10.18, 21:44
          benek231 napisał:

          > Wiem, ze tobie wychodzi. No ale ty kradniesz. Jak kazdy klamca

          mam przez to Krzysiu rozumiec, ze Tobie nie wychodzi, bo zyjesz w umilowaniu prawdy i szacunku do cudzej wlasnosci?
          Taki niespelniony Franziskus von Assisi?
          • benek231 Re: Matczak? 18.10.18, 18:53
            institoris2 napisał(a):

            mam przez to Krzysiu rozumiec, ze Tobie nie wychodzi, bo zyjesz w umilowaniu prawdy i szacunku do cudzej wlasnosci?
            Taki niespelniony Franziskus von Assisi?
            ***
            Czy moglbys byc mniej wulgarny w moich watkach?
      • babaobaba Re: Matczak? 18.10.18, 11:30
        institoris2 napisał(a):

        > czy to nie przypadkiem ten sam gowniarz, ktory umyslil sobie poszczuc swoich uc
        > zelnianych kolegow na corke swojego polemisty?
        > Ale sobie Michnik autorytet znalazl, cos w rodzaju tego bylego frontmana od kod
        > ziarzy, morda pelna frazesow, tylko w zyciu jakos nie wychodzi..
        >
        > benek231 napisał:
        >
        >
        > >
        > > Prof. Marcin Matczak - specjalista w zakresie teorii prawa i pr
        > ofesor
        > > nadzwyczajny na Wydziale Prawa i Administracji UW

        > >

        ==========================
        Ten sam. Elokwentny, mówiący piękną polszczyzną, mądry człowiek. No, ale kudy mu do Instiego smile

        Profesor Marcin Matczak został wyróżniony przez fundację im. Janiny Paradowskiej i Jerzego Zimowskiego. W zeszłym roku tę samą nagrodę otrzymał ruch Akcja Demokracja oraz bp Tadeusz Pieronek.

        Dla Instiego to żaden argument bo profesorowi prawa Matczakowi nie podoba się majstrowanie przez ignorantów przy polskim prawie a Instiemu się podoba. Niektórym Polakom niemiecki chleb rozum odbiera.
        • xiazeluka Re: Matczak? 18.10.18, 14:50
          Wasza odpowiedź, towarzysz baobab, nie posiada treści, a jedynie odwołanie do Boga.
        • benek231 Matczak i Bogdanowicz jako uzupelnienie :O) 18.10.18, 15:21
          Dr Bogdanowicz: Wniosek Ziobry to zapowiedź rażącego naruszenia prawa unijnego

          WYWIAD Ewa Ivanova
          18 października 2018 | 06:00


          - To próba legitymizacji, za pomocą Trybunału Konstytucyjnego, tez wygłaszanych przez prokuratora generalnego o braku kompetencji instytucji UE do zajmowania się ostatnimi zmianami w polskim wymiarze sprawiedliwości - mówi o wniosku Zbigniewa Ziobry do TK specjalista od prawa europejskiego.

          Ewa Ivanova: W jakim celu Zbigniew Ziobro rozszerzył swój wniosek do Trybunału Konstytucyjnego? Dlaczego chce, aby jeden z najważniejszych przepisów traktatu o funkcjonowaniu UE – art. 267 – został uznany za niekonstytucyjny? To przecież przepis mówiący o obowiązku zadawania pytań prejudycjalnych przez sądy krajowe Trybunałowi unijnemu w razie wątpliwości dotyczących wykładni prawa unijnego. A Ziobro chce, aby polski TK uznał tę regulację za niekonstytucyjną w zakresie, w jakim miałaby dopuszczać zadawanie pytań w sprawach dotyczących ustroju, organizacji i kształtu władzy sądowniczej.
          Dr Piotr Bogdanowicz: To próba legitymizacji, za pomocą TK, tez wygłaszanych przez prokuratora generalnego o braku kompetencji instytucji UE – zwłaszcza Komisji i Trybunału Sprawiedliwości – do zajmowania się ostatnimi zmianami w polskim wymiarze sprawiedliwości. Pod względem prawnym, z perspektywy prawa unijnego, nie mam jednak wątpliwości, że TK nie ma kompetencji do stwierdzenia niekonstytucyjności przepisów traktatu. Wynika to z zasady pierwszeństwa prawa unijnego w stosunku do prawa krajowego. Sankcjonuje ją utrwalone orzecznictwo unijne od lat 60.

          Zbigniew Ziobro odnosi się w uzasadnieniu wniosku do TK wprost do szeregu pytań prejudycjalnych, które ostatnio skierowały polskie sądy i Sąd Najwyższy do Trybunału unijnego. Wszystkie te pytania miały na celu zweryfikowanie – pod kątem prawa unijnego – zmian dotykających polskie sądownictwo.

          – Prokurator generalny myli kwestie związane z niezawisłością sędziów i niezależnością sądów od władzy wykonawczej z kwestiami organizacji wymiaru sprawiedliwości. Prawo unijne nie ingeruje w to, jaka będzie struktura sądownictwa, np. ilu będzie wiceprezesów w danym sądzie. Ale może ingerować, jeżeli władza wykonawcza będzie tych wiceprezesów, będących również sędziami, odwoływać bez żadnego powodu. Może bowiem ingerować w kwestię zasadniczą: czy sądy w Polsce – orzekające przecież także w kwestiach unijnych – są niezależne.

          Prokurator myli to, bo nie rozumie różnicy? Czy też świadomie manipuluje, czyli chce zasugerować, że spór w Polsce dotyczy problemu organizacji sądów, a nie niezależności sądownictwa od polityków?
          – Dla każdego prawnika jest jasne: pytania prejudycjalne SN i sądów powszechnych wiążą się z zasadą skutecznej ochrony sądowej, która jest ważnym elementem systemu prawnego UE. Zasada ta wymaga, aby sądy krajowe były niezależne. Bez tego system prawa unijnego nie może prawidłowo funkcjonować w krajach członkowskich. A więc nie może funkcjonować w całej UE. Kwestie obniżenia wieku przejścia sędziów SN w stan spoczynku czy wpływu prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości – aktywnego polityka – na postępowania dyscyplinarne sędziów (przy jednoczesnym pozbawieniu tych sędziów wielu gwarancji procesowych) to nie problematyka organizacyjna. To kwestie ściśle związane z niezależnością sądownictwa od władzy wykonawczej.

          Załóżmy, że TK przychyli się do wniosku Zbigniewa Ziobry. Co to będzie oznaczać?
          – Taki wyrok będzie stanowił rażące naruszenie prawa UE.

          Jakie rodzi to ryzyko?
          – Można się spodziewać zainicjowania wobec Polski kolejnej, odrębnej skargi Komisji do Trybunału Sprawiedliwości w sprawie naruszenia przez Polskę zobowiązań wynikających z prawa unijnego. Art. 267 traktatu o funkcjonowaniu UE sankcjonuje współpracę między sądami krajowymi a Trybunałem Sprawiedliwości UE. Trybunał unijny dokonuje wiążącej wykładni prawa unijnego w odpowiedzi na pytania sądów krajowych. Dzięki temu mechanizmowi współpracy i dialogu we wszystkich państwach członkowskich prawo unijne jest jednakowo rozumiane i stosowane. Musimy jednocześnie pamiętać, że niezależność sądów krajowych ma zasadnicze znaczenie dla procedury z art. 267 traktatu, ponieważ pytanie do Trybunału może zadać tylko sąd, który jest niezależny. Innymi słowy, to bardzo ważny przepis dla prawidłowego funkcjonowania Unii.

          Czy wyrok TK stwierdzający nieważność art. 267 mógłby spowodować, że sądy polskie nie będą mogły zadawać pytań prejudycjalnych Trybunałowi unijnemu?
          – W żadnym razie. Z utrwalonego orzecznictwa Luksemburga jasno wynika, że ani przepis prawa krajowego, ani żadna krajowa praktyka administracyjna czy orzecznicza nie mogą stanowić przeszkody dla sądu krajowego, który chce sformułować pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE. Nie można natomiast wykluczyć tego, że wyrok TK będzie wykorzystywany na krajowym podwórku do postępowań dyscyplinarnych wobec polskich sędziów kierujących dalej takie pytania.

          Może właśnie chodzi o to, aby uderzyć w polskich sędziów, którzy zadają pytania Trybunałowi unijnemu? Aby stworzyć podstawę ich grillowania przez rzeczników dyscyplinarnych?
          – To też byłoby nieskuteczne. Niedawno w kwestii pytań prejudycjalnych zapadło istotne orzeczenie Trybunału unijnego. Chodziło o to, że francuska Rada Stanu (czyli sąd ostatniej instancji) nie wystąpiła do Trybunału z pytaniem prejudycjalnym, mimo takiego obowiązku. Komisja skierowała skargę do Trybunału przeciwko Francji i ten – w precedensowym orzeczeniu – przyznał Komisji rację. Ten wyrok potwierdza rolę Trybunału Sprawiedliwości w systemie UE i wagę procedury pytań prejudycjalnych. Nie można sądom krajowym zakazać zadawania pytań, w szczególności gdy sądy mogą być do tego obowiązane. Niewywiązanie się z tego obowiązku również może spowodować skargę Komisji.

          Jak powinny się zachować polskie sądy, jeśli TK uzna przepis traktatu unijnego za niekonstytucyjny?
          – Muszą zignorować taki wyrok z uwagi na zasadę pierwszeństwa prawa unijnego.

          Czy wniosek prokuratora generalnego to krok w stronę polexitu?
          – Nie szedłbym tak daleko. To zapowiedź rażącego naruszenia prawa unijnego przez państwo członkowskie, która może spowodować zainicjowanie kolejnej skargi wobec Polski.

          Zbigniew Ziobro tłumaczył w środę dziennikarzom, że nie ma mowy o wyprowadzaniu Polski z UE. I że niemiecki TK wypowiadał się w 2009 r. na temat ustroju sądów niemieckich i Niemcy po tym nie wyszły z Unii. „Nie widzę powodu, byśmy nie mieli powodu zadać takiego pytania naszemu Trybunałowi”.
          – To wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Minister Ziobro zapewne odwoływał się do wyroku Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z czerwca 2009 r. w sprawie zgodności z niemiecką ustawą zasadniczą ustawy wyrażającej zgodę na ratyfikację traktatu z Lizbony. I tego dotyczyła sprawa, a nie „ustroju sądów niemieckich”. Na marginesie, skoro to tak ważny wyrok z perspektywy ministra Ziobry, to dlaczego nie odwołuje się do niego w piśmie procesowym?

          • benek231 Matczak i Bogdanowicz jako uzupelnienie :O) - 2 18.10.18, 15:25
            Ziobro sugerował, że sędziowie „z kasty” manipulują, że nadrzędnym prawem w Polsce są traktaty europejskie. „To nieprawda. To wskazuje na małą wiedzę przedstawicieli nadzwyczajnej kasty. Polski Trybunał Konstytucyjny jeszcze przed dobrą zmianą orzekał, że konstytucja zachowuje nadrzędność wobec prawa unijnego”.
            – Z perspektywy prawa unijnego nie ma wątpliwości, że prawo unijne ma charakter nadrzędny. Ma też nadrzędny charakter wobec konstytucji państw członkowskich. Luksemburg wielokrotnie wypowiadał się na ten temat i wskazywał wprost na pierwszeństwo prawa unijnego nad konstytucjami państw członkowskich. Natomiast od lat 70. różne sądy konstytucyjne państw członkowskie, np. niemiecki czy włoski, prowadziły spór o to, „kto jest sądem ostatniego słowa” – Trybunał Sprawiedliwości czy sądy konstytucyjne. W wyrokach polskiego TK także podejmowano ten temat, próbując pogodzić zasadę pierwszeństwa prawa unijnego z zasadą nadrzędności konstytucji (art. 8 konstytucji). Uznano, że w momencie, w którym nie uda się pogodzić tych porządków prawnych, rozwiązaniem może być albo doprowadzenie do zmiany prawa na poziomie unijnym, albo zmiana konstytucji, albo – ostatecznie – wyjście z UE. Przykładowo w 2005 r. TK próbował pogodzić konstytucyjny zakaz ekstradycji obywatela polskiego z funkcjonowaniem – w ramach Unii – europejskiego nakazu aresztowania. Koniec końców zmieniono polską konstytucję tak, że ekstradycja jest wciąż zakazana, chyba że inaczej wynika ze zobowiązań międzynarodowych, w tym właśnie członkostwa Polski w UE.


            wyborcza.pl/7,75398,24057026,dr-bogdanowicz-wniosek-ziobry-to-zapowiedz-razacego-naruszenia.html

            Wiesz Baboobabo, wydaje mi sie, ze ten Bogdanowicz wylozyl problem nie mniej precyzyjnie i przystepnie. Najwazniejsze, ze ktos zauwazyl w koncu, ze zarzadzanie strukturami sadownictwa to nie to samo co zarzadzanie idea niezalenosci sadownictwa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka