rumia100
19.03.19, 23:26
To jedna z genialnych lektur polskich.
Takiej konstrukcji, niby opartej na porach roku
ale chodzi mi odramaturgie rozwoju postaci i zdarzeń, tak soczystych
postaci - nie wiem, czy ktoś może się w literaturze polskiej rownać.
Pewnie Sienkiewicz ale tylko w Trylogii. A i to inna sprawa.
Na maturze z języka polskiego zdawałam śpiewająco. Jedna tylko twrz nauczycielki
miała wyraz żmijowaty. Ona mnie nie lubiła.
Po pisemnym - pięc po ustnym - kiedy przewodniczący komisji, uśmiechnięty
rozejrzał się i pro forma powiedział - to już wszystko - odezwała się ONA.
A ja mam jeszcze pytanko. Słucham! spojrzałam prosto w oczy, czule i z odwagą.
Chciała mnie załatwić. Załatwiało się Chłopami, Żeromskim i Nad Niemnem.
Znałam wszystkie lektury. Wybrała Chłopów. Proszę omówić sytuację komorników
i na czym polegała kwestia seritutow.
Moja dusza była przepełniona satysfakcją, "Chłopi" to lektura genialna. Znałam na pamięć.
Gdyby wzięła "Noce i dnie" może nie trafiłaby w punkt.
A tu - trafiła.
Zaczęłam szeroko omawiać. Wyjasniłam co to serituty, omówiłam stosunki wsi i dworu, owe serwituty obejmujące tereny leśne ... itd. Przeszłam do komornikó∑, wymieniłam ich imiona, kiedy doszłam do kobiety Grzeli w krzywą gębą i zaczęłam cytować usłyszałam syczenie. Brzmiało; DOŚĆĆĆĆĆ!.
Podziękowano mi i wyszlam. Otrzymalam piątkę z plusem.
Kto mnie w droge wejdzie tego zawsze szlag trafi, zamiast obniżyć mi ocenę podniosła ją !
Nikt mnie na Chłopach nie zagnie, wszelkie złośliwości puszczam mimo, bo to oznaki bezradności. Uważam też, że Rybkowski nieźle obsadził wiele ról, ale rolę Jagby - fatalnie! I zrobił z niej wiejską prostytutką. Powinien za to siedzieć. Ale już nie żyje, był pijany, reżyserią zajmował się operator Marek Nowicki, ktory lekturę znal tyle o ile. Niepotrzebnie pododawano wątek emigracji, którego nie ma w książce tak rozbudowanego. jest w słowie, kiedy Antek chce uciekać bo zabił Borowego ale Hanka krzyczy: nie podę i dzieci na zatratę nie pozwole! Odsiedzisz swoje i wrócisz.
Komuś pomylił się powrót Jasia organistów, miłości Jagny (Jadwigi - "naści Jaguś swoją patronkę - mówi Jasio podając jej obrazek sw. jadwigi), że tam "coś było." Nic nie było. Zazdrosny Antek zobaczył, że Jasio na skraju lasu zobaczył Jagnę zbierającą jagody i z krubki podawała mu owe jagody do ust. Jego myśli, że "piersiami naprzód się podała" były jego myslami, rozszalałego zazdrosnego kochanka. Był jej namiętnością, nie miłością. Kiedy wydawała ją Dominikowa za Borynę, mowiła " na osiemnastą zwiesnę jej idzie" - akcja rozgrywa się w ciągu ROKU.
Do Szymka, uprawiającego ugór, kiedy Dominikowa wygnała go z chałupy bo chciał sie zenic z Nastusią Gołębianką, siostrą Mateusza, którego DOminikowa nie lubiła, no i Nastka była biedna, a Dominikowa - bogata no i chciała ieć "wyrękę z synów". Do Szymka nie przychodzi Zyd, chcąc go odciągnąć od roboty, gdzieżby śmiał. Przychodzi Grzela, Mateusz, Szymek ich przegania bo mu przeszkadzają. Przyjeżdża wozem Jędrzych, jego brat, żeby pomóc mu "podorać" ale na drugi dzien, brat u brata widzi since na twarzy " i ślepi to im nie łacno" - odpowiada Jędrzych....
Cytaty:
Powrót Antka z Rochem - żadnego przedtem spotkania z Jagną !
Hanuś! Antek wrócili! Hanuś!
Hanka prasnęła motyczką i porwała się kiej ptak do lotu, ale się w mig opamiętała, opuściła podkasany wełniak i chocia ją ponosiło, chocia serce się tłukło, że tchu brakowało i ledwie poredziła przemówić, rzekła spokonie jakby nigdy nic:
— Róbcie tu same, a na śniadanie przychodźta do chałupy.
Odeszła z wolna, bez pośpiechu, przepytuąc Józkę o wszystko.
Kobiety poglądały na się, do cna stropione e spokonością.
— Jeno la oczów ludzkich taka spokona. Żeby się nie prześmiewali, co ze pilno
do chłopa. Ja bym ta nie wytrzymała! — mówiła Jagustynka.
— Ani a! Bych się eno Antkowi nie zachciało nowych amorów...
— Nie ma już na podorędziu Jagusi, to może mu się odechce.
— Moiście! Jak chłopu zapachnie kiecka, to za nią w cały świat gotów.
— O prawda, bydlę się nie tak łacno narowi do szkody ak chłop niektóry...
Plotły, ledwie się uż ruchając przy robocie, a Hanka szła wciąż ednako i akby z roz-
mysłu pogaduąc z napotkanymi, chocia i nie wiedziała, co mówi ni co odpowiadaą, bo w głowie miała to edno, że Antek wrócił i na nią czeka.
— I z Rochem przyszedł? — pytała edno w kółko.
— A z Rochem! Dyć już wam mówiłam!
— A jaki, co? Jaki?
— Wiem to aki? Przyszedł i zaraz z progu pyta: ka1205 Hanka? Powiedziałam i zarno w te pędy po was, no i tyla!
— Pytał o mnie! Niech ci Pan Jezus... Niech ci... — zaniesła1208 się radością. Dorzała go uż z daleka, siedział z Rochem w ganku, a uwidziawszy ą wyszedł na-
przeciw w opłotki.
Szła ku niemu coraz wolnie i coraz cięże, chytajac się po drodze płota, gdyż nogi
się pod nią gięły, brakowało tchu, dusiły łzy i w głowie miała taki mąt, co ledwie zdoliła wyjąkać:
— Ty żeś to! Tyżeś! — łzy zalały resztę słów nabranych radością.
— A a, Hanuś! Ja! — przygarnął ą mocno do piersi, a przytulał z dobrością i z całego serca. Cisnęła się też do niego zgoła uż bez pamięci, a eno te szczęsne łzy spływały ciurkiem po twarzy zbladłe i wargi się trzęsły, dawała mu się w ramiona wszystka, kiej to utęsknione dzieciątko.
Długo nie poredziła przemówić, ale cóż to mogła rzec i ak wypowiedzieć, co się w nie działo! Dyć byłaby klękała przed nim, dyć byłaby prochy zmiatała, więc eno niekiedy rwało się e z piersi akieś słowo, padaąc kie to ważne ziarno i kie ten kwiat pachnący weselem i oroszony krwią serdeczną, a oczy wierne i oddane, oczy pełne bezgranicznego miłowania kładły mu się pod stopy kie psy, zdaąc się na wolę ego i na ego łaskę.
— Zmizerowałaś się, Hanuś! — szepnął gładząc ą pieściwie po twarzy. — Jakże... tylam przeniesła, tylam się wyczekała...
— Zapracowała się kobieta — ozwał się Rocho.
— To i wy esteście! Całkiem o was przepomniałam! — ęła go witać i całować po rękach, on zaś rzekł żartobliwie:
— Nie dziwota. Obiecałem go wam przywieść, to go sobie macie...
— A mam! Mam! — zawołała staąc w nagłym podziwie przed Antkiem, wybielał bowiem, wydelikatniał i taki się widział urodny, mocarny, pański, akby zgoła kto drugi, pojąć tego nie mogła.
— Przemieniłem się to, co tak po mnie ślepiasz?
— Niby nie, ale całkiem jesteś jakiś zgoła inakszy.
— Poczekaj, pódę w pole do roboty, to zarno będę ak przódzi.
Skoczyła naraz do izby po namłodsze dziecko.
— Jeszczech go nie widziałeś! — wołała wynosząc rozkrzyczanego chłopaka — po-
patrz jeno, podobny do cię jak dwie krople.
— Sielny parob! — zawinął go w róg kapoty i pohuśtywał.
— Rocho mu na imię! Pietras, a chodźże i ty do okca — podsadziła starszego,
że jął się gramolić na ocowe kolana bełkocąc cosik. Antek obął obydwóch z dziwną czułością.
— Robaki kochane, kruszyny namilsze! Jak to uż Pietras wyrósł, no, i po swoemu coś racue.
— Przecie, a taki sprzeciwny, a taki zmyślny, dorwie się jeno bata, to zara trzaska i gęsi wygania — przykucnęła przy nich. — Pietras, powiedz: tata! powiedz.
Juści, co zamamrotał i nawet eszcze więce cosik gwarzył po swoemu, ciąganąc ojca za włosy.