Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl / *.net.bialystok.pl
03.05.02, 00:57
Kataw Zar - (izraelski korenspondent tygodnika "najwyższy czas!" Korwina-Mikki
www.nczas.com )
Faksem z Tel Awiwu "Wojna o trupy" Kataw Zar
Po wycofaniu się izraelskich zwycięzców, pogromców Hamasu, Dżihadu i Tanzinu,
Palestyńczycy chcieliby ułożyć zwłoki obrońców Dżuballi na jedną stertę, wzorem
praktykowanym przez oddziały Sondęr komando w Oświęcimiu, albo rozrzucić
zabitych wśród ruin i zgliszczy, według fotografii, które utrwaliły los ofiar
libańskich obozów uchodźców Sabry i Szatili, zamordowanych w 1982 roku przez
chrześciańskie falangi Baszira Dżumajela, współpracujące z korpusem generała
Ariela Szarona, ówczesnego ministra obrony w rządzie Menachema Begina i
dzisiejszego premiera Izraela.
Miałoby to potwierdzać, że Izraelczycy dokonali w Dżuballi masakry, masowej
zbrodni przeciwko ludzkości, nie ustępującej okrucieństwem Sabrze i Szatili,
Lidicom, powstańczej Warszawie 1944 roku i Guernice, ocalonej od zapomnienia
przez Pawła Picassa. Według palestyńskiego ministra informacji Saeba Errakata,
w Dżuballi poległo pod gruzami domów co najmniej 500 Palestyńczyków, których
zwłoki zostały pozbierane przez izraelskich żołnierzy, chowane pospiesznie w
masowych, bezimiennych grobach przysypywanych gruzem i niwelowanych przez
traktory.
TRUPY ZAMIAST RYB I COCA-COLI
Dziesiątki zwłok palestyńskich powstańców i cywilnych mieszkańców miasta,
starców, kobiet i dzieci zabitych podczas izraelskiego ataku na Dżenin zostało
wywiezionych przez izraelskie ekipy sanitarne na północny wschód, w kierunku
cmentarzy położonych w dolinie Jordanu. Zaparkowane w Dżeninie olbrzymie
ciężarowe samochody chłodnie przewożące na co dzień artykuły spożywcze do
supermarketów - mięso, ryby, mleko i coca-colę - zmobilizowane przez izraelską
armię, wypełnione zostały zwłokami Palestyńczyków. Silniki ciężarówek pracują
na wolnych obrotach na rzecz aparatów klimatyzacyjnych i lodziarek, a szoferzy
nasłuchują z uwagą dzienników radiowych - kolumna czeka na ostateczną decyzję
Sądu Najwyższego Izraela, który na prośbę arabskich członków Knesetu Mahometa
Barake i Achmeda Tibi wstrzymał wywożenie palestyńskich trupów z Dżeninu.
WRÓG NR l - MEDIA
Dowództwo izraelskiej armii stara się za wszelka cenę nie dopuścić do
sfotografowania i opisania zmagań o trupy podkradane przez Palestyńczyków,
ukrywane w piwnicach i konfiskowane przez żołnierzy, zbierane w ruinach i
zaułkach, wkładane do plastykowych worków i odnoszone do ciężarówek. Dlatego
mimo ustania walk teren miasta Dżeninu pozostaje zamknięty przed mediami
miejscowymi i zagranicznymi, a przede wszystkim przed ekipami telewizyjnymi,
które ujawniły wywożenie zwłok, zastosowane przez Izrael, kiedy pochówek w
masowych grobach nie zdał egzaminu. Palestyńczycy śledzili za ekipami
izraelskiego rabinatu, żeby oznaczyć miejsce pogrzebania przysypane gruzem i
ukryte pod wrakami spalonych samochodów. Nie ulegało wątpliwości, że po
wycofaniu się izraelskiej armii z Dżeninu i Nablusu Palestyńczycy przystąpią do
ekshumowania zwłok, liczenia, rozpoznawania, prezentowania światowym środkom
przekazu i fotografowania na rzecz akcji propagandowej mogącej śmiertelnie
ugodzić w wizerunek moralny żydowskiego państwa.
Zdaniem usłużnego rzecznika izraelskiej armii, pułkownika Rona Kitriego,
znaczna ilość zabitych Palestyńczyków miała być rezultatem "ciężkich walk"
toczonych w Dżeninie i Nablusie, "walk znacznie trudniejszych niż to miało
miejsce w Tulkarem, Betlejem i Ramalli" - dowodzi Kitri. W istocie w Tulkarem,
Betlejem i Ramalli izraelskie czołgi Merkawy i Pattony prawie nie napotkały
oporu, a pojęcie "ciężkich walk", mających usprawiedliwić zabicie setek
Palestyńczyków, użyte zostało z olbrzymią dozą lewantyńskiej przesady. W
ciężkich walkach ulicznych, jak np. w okopach Stalingradu bądź chociażby w
Kołobrzegu
czy Berlinie, straty ponoszą obie strony. Przyzwyczailiśmy się mniemać, że
kiedy jedna strona wychodzi prawie bez strat - walki nie są ciężkie.
Także śmierć 13 izraelskich żołnierzy, którzy polegli, wpadając w palestyńską
zasadzkę, nie przemawia za "ciężkością walk", ale świadczy tylko o nieudolności
dowódców oddziałów rezerwy wprowadzonych do Dżeninu. Zamiast posługiwać się
sprawdzoną metodą w miarę bezpiecznego przedostawania się z domu do domu
poprzez dziury wybijane w ścianach ciężkimi młotami saperów bądź rakietami i
ładunkami wybuchowymi, izraelski patrol zapędził się w wąski przesmyk uliczny i
zginął wysadzony w powietrze przez terrorystę-samobójcę i ostrzelany przez
palestyńskich snajperów.
Gdyby walki były ciężkie, a nie przesądzone z góry, dzięki miażdżącej przewadze
izraelskiej armii posługującej się samolotami F-16, helikopterami ślącymi
rakiety wartości 75 tysięcy dolarów za sztukę, czołgami i spychaczami
potrafiącymi obalać domy, Sztab Generalny nie byłby zaskoczony śmiercią
żołnierzy i nie doszłoby do konsternacji na wieść o wpadnięciu w zasadzkę. W
rezultacie izraelskie media, powstrzymane przez cenzurę, dopiero po długich
dziewięciu godzinach podały oficjalną wersję bolesnej porażki w Dżeninie.
W międzyczasie telewizja Kataru Al Dżazira, oglądana namiętnie przez Żydów
pochodzących z krajów arabskich, informowała o śmierci 13 napastników, a
izraelskie witryny internetowe prześcigały się w pogłoskach i komentarzach,
komunikując o rzekomej śmierci izraelskiego zastępcy szefa sztabu, o zamachu na
ministra obrony i zestrzeleniu helikoptera. W istocie jedyny izraelski oficer w
randze majora zginął od kuli własnego snajpera, kiedy wychylił się z okna
palestyńskiego mieszkania.
NA OŚLEP, PO TRUPACH
Wojna z terrorem toczona w miastach Zachodniego Brzegu nie pokonała
palestyńskiego terroru, stając się zarazem nieszczęściem Izraela, ponieważ jak
papierek lakmusowy zdradziła cywilizowanemu światu charakter narodowy
tropikalnych Żydów, ich chełpliwość, bałaganiarstwo, łgarstwo, brak hamulców
moralnych, żałosne szermowanie holokaustową przeszłością przy organizowaniu
holokaustu innym tudzież brak liczenia się z czymkolwiek na drodze do
osiągnięcia zysku bądź zwycięstwa na polu walki.
Poza zamiarem ukrycia wojny o trupy (przed ich wykorzystaniem przez
Palestyńczyków w celach propagandowych) odseparowanie środków przekazu od
terenu zmagań było pociągnięciem głęboko przemyślanym przez Szarona i jego
wspólników, ministra obrony Ben Eliezera i szefa sztabu Mofaza, albowiem
obecność kamer, mikrofonów i notesów korespondentów wojskowych cudzych i
własnych jedynie mityguje żołnierzy, których celem jest zabijanie wszystkiego,
co się rusza i szerzenie lęku mającego powstrzymywać Palestyńczyków przed
tęsknotami i ruchami narodowowyzwoleńczymi w rodzaju intyfady i zamiaru
proklamowania własnego państwa. Nie na darmo dowódcy izraelskiej armii starają
się wykorzenić z podkomendnych zwykłe odruchy warunkowe świadczące o
człowieczeństwie wyniesionym z domu i nie wyplenionym do końca przez sabrze
wychowanie (sabra: Żyd urodzony w Palestynie mandatowej bądź w Izraelu, a nie
przybysz z Europy bądź skądkolwiek indziej - K.Z.) aplikowane izraelskim
żołnierzom, od przedszkola począwszy, a na tropikalnych uniwersytetach
skończywszy.
STRZELAJĄ TAKŻE DO PSÓW
Zgodnie z przekonaniem tropikalnych sztabowców, przesadna uczuciowość żołnierza
stoi na przeszkodzie wykonywaniu przezeń obowiązków służbowych, wypaczając
charakter uniwersalnego zabójcy, wobec czego kilka tygodni przed wojną z
terrorem ekipy weterynaryjne przybyły bez ostrzeżenia do obozów wojskowych i
wystrzelały dziesiątki psów i kotów, którymi opiekowali się żołnierze.
Patriotyczny tygodnik wojskowy "Machane" (Obóz), donosił ze wstydem, że 18-
letni żołnierze nie potrafili opanować łez nad stertami zabitych psów, "co
fatalnie świadczy o ich dojrzałości i gotowości do poświęceń na polu walki".
Ale najwięcej mówi o izraelskiej armii naiwne zdjęcie wykonane w Betlejem i
zamieszczone w miejsc