IP: *.bphpbk.pl 29.11.04, 12:02

strony.aster.pl/malictus/ukraina.exe
W piatek wieczorem ostatnie przygotowania. Pakujemy mape Lwowa, sprawdzamy
sprzet, ladujemy baterie. Przygotowujemy tez cieple ubrania.
W sobote rano jestesmy na Okeciu. Kolejka do odprawy, kawa i juz jestemy w
samolocie. Podroz mija bardzo szybko. Pochlaniamy sobotnie
wydanie wyborczej, czytamy o Ukranie myslac - "Za chwile tam bedziemy!"

Samolot koluje nad lotniskiem. Zerkam przez okno. Pola, domki wszystko
wyglada bardzo podobnie jak po polskiej stronie.
Ladujemy.

Przy samolocie pracownik lotniska przystrojony w pomaranczowa wstazeczke.
Marcin zagaduje: "Ladny kolor" i zostaje natychmiast przystrojony
czerwona szmatka. Ruszamy na odprawe. Jako cel podrozy podajemy wakacje. Juz
za chwile znajdujemy sie w hallu portu lotniczego. Portu albo raczej
pieknego palacu zamienionego na port lotniczy. Przy wyjsciu zaczepia nas
kilku Ukraincow. "Podwiesc?" Marcin pyta za ile. "10 dolar" pada odpowiedz.
Jestemy niewzruszeni. Marcin wskazuje na stary trolejbus podobny do naszych
starych autobusow ogorkow. "Tym pojedziemy".
Ukrainiec puka sie w czolo i odchodzi. Maszerujemy dziarsko do trolejbusu. Za
nami slychac tupot nog. Mlody Ukrainiec z pomaranczowa wstazka na ramieniu
dogania nas.
"Ja Was zawioze" , "Za ile?" pytamy. Okazuje sie, ze za siem dolarow.
Wsiadamy do forda escorta, ktory czasy swietnosci ma dawno za soba.
W srodku zostajemy obdarowani foliowymi wstazkami w pomaranczowym kolorze.
Beda nam towarzyszyc do przyjazdu do Polski.

Wysiadamy w poblizu Prospektu Swobody. Meldujemy sie w hotelu i ruszamy!

Cale miasto pomaranczowe! Starzy, mlodzi i dzieci chodza z niebieskimi i
pomaranczowymi balonikami. Wszedzie ukrainskie flagi. Gdzieniegdzie tez i
polskie.

Zaczynamy robic zdjecia. Ogarnia nas niesamowita euforia. Ludzie sluchaja
tego co sie dzieje w Kijowie przez megafony ustawione na srodku placu.

Z kazda godzina tlum gestnieje. Na glowy spada na przemian deszcze i snieg.
Ludzie nie zwracaja na to uwagi. Zmarznieci dostaja herbate i barszcz.
Rozdawane sa tez suchary.

Nagle poruszenie. Pod plac podjezdza wystrojona limuzyna. Jedzie para mloda!
Wysiadaja i maszeruja dziarsko na srodek placu.
W rekach flagi. Na srodku krzycza: Swoboda! Juszczenko! Czule sie obejmuja i
caluja. Tlum wiwatuje.

Powoli robi sie ciemno. Ludzi nadal przybywa. Na ustawionej scenie
przemawiaja lokalni politycy. Puszczona zostaje piosenka "Razem nas bohato,
nas ne podolajet"
Ludzie spiewaja, placza... Padaja sobie w ramiona. Z trudem powstrzymujemy
lzy.

"A wy skad?" pyta starszy pan. Marcin odpowiada "Z Polski!" "Moja matka
Polka - Sawicka, w Polsce ludzie wiedza co tu sie dzieje?" Opowiadamy, ze
ludzie w Warszawie
pikietuja pod ambasada, o pomaranczowych gazetach, portalach internetowych.
Wpadamy sobie w ramiona. Za chwile zostajemy wciagnieci w kolko tanczacych
Ukraincow.
Po tancu pytaja skad jestesmy. "Z Polski" Wszyscy wzruszeni. Jeden z mezczyzn
podaje wizytowke. "Dzwoncie jak bedziecie nastepnym razem". Usciski. "Polska!
Ukraina!" - krzycza.

Pod scene podjezdza van na polskich numerach. To crackers band. Zespol
muzyczny, ktory podwiozla do Lwowa ekipa Polsatu. Podobno sam Walesa prosil
ich o przyjazd.
Kierowca okazuje sie mloda energiczna dziewczyna. Wypijamy po lyku nalewki
paprykowo miodowej. Ekipa Polsatu przywiozla polskie flagi, rowniez flagi i z
znaczki Solidarnosci.
Za chwile Ukraincy i Ukraincy ubrani w polskie brawy mieszaja sie z tlumem.
Crackers band daje swietny koncert. Tlum krzyczy "Polsza Polsza" "Polsza
forever" Polskie flagi, flagi solidarnosci. Z trudem powstrzymujemy lzy.
Jestemy dumni, z tego ze jestemy Polakami.
Szkoda, ze nie bedac w kraju.....

Podchodzi do nas starszy pan. Ma na imie Wladyslaw. Prosi zeby pozdrowic w
Polsce Jarka, z ktorym pracowal przed wojna. Placze... Mowi, ze moskale
gnebia ich tyle lat ale ze to juz koniec.

Ludzie zostaja poproszeni o rozejscie sie. "Przyjdzie rano!" - prosi jeden z
organizatorow. Rozchodzimy sie powoli. Prawie nikt nie jest pijany. Panuje
dobrowolna prohibicja.
Plac okrazja samochody z flagami i pomaranczowymi wstegami. Klaksonami
zaczepiaja wozy milicji. Milicja odpowiada klaksonem. Na ich wozach tez
pomaranczowe wstazki.
Krzyczymy "Milicja z narodem" a oni odpowiadaja klaksonem. Tak na zmiane
kilkanscie razy.

Przed pojsciem spac krotka wizyta w barze. Zostawiamy na pamiatke dwa kubki z
polskim orlem.

Niedziela rano, Na zewnatrze krzyze z Chrystusem i kapliczki z matka boska.
Ludzie modla sie a inni powoli zbieraja sie na placu.

Zapal nie mniejszy niz poprzedniego dnia. Pomyslec, ze trwa to juz tydzien.

Udaje nam sie kupic ukrainskie flagi. Ubieramy sie w nie i wracamy na
lotnisko.

Widzac nas otulonych w ukrainskie flagi celnik pyta "A to
co?" "Solidaryzujemy sie z Wami!" Celnik patrzy na nas i mowi "Prosze
pamietac ten dzien i to co tu sie dzieje"

Bedziemy.

Leszczu i Juro
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka