artykul z gaztety "nie":
Niedawno w tygodniku "Wprost" ukazała się wprawdzie rozmowa z włoskim
watykanologiem Orazio Petrosillo, poruszająca temat sukcesji papieskiej, ale
ton wywiadu nie odbiegał od norm obowiązujących nad Wisłą, gdzie o J.P. 2 nie
wolno mówić inaczej jak "na kolanach". Petrosillo ani słowem nie wspomniał też
o skutkach śmierci Karola Wojtyły dla Kościoła w Polsce.
Spróbujmy więc pogdybać, co się stanie w Polsce i w polskim Kościele, gdy
zabraknie J.P. 2. Kto, jeśli nie my, kiedy, jeśli nie teraz - gdy papa jeszcze
żyje i takie gdybanie ma sens.
Jeśli J.P. 2 umrze przed wrześniowymi wyborami, odbije się to z całą pewnością
na wyniku wyborczym SLD. Na fali narodowej histerii skrzydeł dostanie prawica,
która zażąda wyborczej rekompensaty za odejście Wojtyły. Wyborcy - w większości
deklarujący wiarę w Boga, Kościół
i papieża - dadzą prawicy satysfakcję. Naród opuszczony przez papę będzie
skłonny wejść raczej pod skrzydła tych, co mówili, że go bezgranicznie czczą,
budowali mu pomniki i chrzcili jego imieniem ulice, niż oddać się pod władzę
tych, którzy do papieża odnosili się zaledwie z szacunkiem.
Gdyby zaś J.P. 2 umarł wkrótce po wrześniowym zwycięstwie SLD, partia Leszka
Millera znajdzie się w nie lada kropce. Prawicowa opozycja zakwestionuje
dowolnie długi okres żałoby narodowej ogłoszony przez lewicowe władze. A nawet
jeśli okres ten będzie wystarczająco długi, to katonarodowcy będą psioczyć na
nie dość płaczliwe obchody państwowe tej żałoby. Porównywanie Karola Wojtyły z
Józefem Stalinem czy Kim Ir Senem wydaje się niestosowne, ale dlaczego by nie
porównywać żałoby po ich śmierci? Dla wielu wyznawców będzie to podobny wstrząs
jak kiedyś dla sympatyków urzędowo czczonych przywódców komunizmu... I teraz, i
dawniej nadgorliwcy będą wyszukiwać i piętnować nie dość gorliwych. Zapanuje
bowiem histeryczna era kultu Wojtyły na niewyobrażalną skalę. Zbiorowe modły i
czuwania, nowe szlaki pielgrzymkowe, masowe stawianie pomników, depesze
kondolencyjne od władz każdego szczebla. Nastanie swoisty terror kultu. Kto mu
się nie podda, będzie musiał poważnie pomyśleć o emigracji.
Nie upłynie wiele dni od śmierci J.P. 2, gdy z Polski popłynie do Watykanu
wniosek o beatyfikację papieża Polaka. Nie wiem, co o terminie zgłaszania
takich wniosków mówi prawo kanoniczne, ale jeśli przewiduje jakieś czasowe
ograniczenia, to tym gorzej dla niego. Rzymscy katolicy z Polski z całą
pewnością będą bardzo niecierpliwie czekać na rozpoczęcie procesu
beatyfikacyjnego Karola Wojtyły.
Rozwój sytuacji w polskim Kościele będzie zależał od sukcesora J.P. 2.
Jeżeli zostanie nim wyznaczony przez obecnego papieża konserwatysta, to sam
najpewniej zadba, by dowodów pamięci o poprzedniku było wystarczająco dużo i
wystarczająco głośnych. A co, jeśli kolejnym papieżem zostanie liberał? I nie
tylko, że nie będzie oddawał Wojtyle hołdów, to jeszcze pozwoli sobie na jego
krytykę, a może nawet na jakieś mało budujące szczegóły dotyczące poprzedniego
pontyfikatu poda do publicznej wiadomości?
Jeśli papież opuści ziemski padół, zanim jeszcze Polska wejdzie do Unii
Europejskiej, zobaczy Europa, jak wygląda powrót do średniowiecza w XXI wieku w
środku kontynentu. Na pytanie, czy i jak wpłynie to na tempo naszego
przystępowania do Unii, odpowiedź jest chyba jasna...
Można przyjąć niemal za pewnik, że żaden następca Jana Pawła II nie będzie dla
polskich katolików dość dobry. Będzie za młody, za radykalny, za mało polski.
Przy niesprzyjających okolicznościach - np. gdy w Watykanie zacznie rządzić
papież-gołąb, natomiast w Warszawie górę wezmą biskupi-jastrzębie - może dojść
nawet do pewnego odseparowania się polskiej wersji katolicyzmu od jego głównego
nurtu.
Niemożliwe? Katolicyzm w Polsce, odwrotnie niż w najbardziej nawet katolickich
państwach Europy Zachodniej, ma pozycję religii prawie państwowej. Kościół ma
wpływy niemal średniowieczne. Spadek liczby wiernych jest najmniejszy w
Europie, za to "produkcja" księży, a zwłaszcza misjonarzy - największa.
Pontyfikat J.P. 2 nawet jeśli nie wzmocnił pozycji polskiego Kościoła w
Kościele powszechnym, to na pewno osłabił tradycyjnie dominującą pozycję
Kościoła włoskiego. A hierarchom z wielu krajów dał nadzieję na dalsze
przełamywanie włoskiego "monopolu na papieża". Chcemy czy nie, polski Kościół
to bardzo znacząca część Kościoła powszechnego. A znacząca często znaczy zdolna
do usamodzielnienia...
juz sie boje
pzdr gibki

)))