Gość: max
IP: *.net.bialystok.pl
16.07.01, 16:57
http://dziennik.pap.com.pl/polskawswiecie/20010715210911.html
Niemiecki tygodnik "Der Spiegel" nazywa wtorkowe uroczystości z okazji 60.
rocznicy mordu na Żydach w Jedwabnem "teatrem absurdu, zgodnym z najlepszą
tradycją Sławomira Mrożka i Tadeusza Kantora".
Korespondenci "Spiegla" rozpoczynają reportaż od opisu nastrojów,
panujących wśród mieszkańców Jedwabnego. "Mieszkańcy Jedwabnego są - to odczuwa
się na każdym kroku - skwaszeni. Wielu z nich mieszka w domach, w których
wcześniej mieszkali Żydzi, niektórzy z nich używają pewnie naczyń i sztućców,
które kiedyś należały do Żydów" - czytamy w "Spieglu".
Autorzy wspominają o plakatach komitetu obrony dobrego imienia Jedwabnego.
Cytują wypowiedzi kobiety, mieszkającej przy rynku: "Straciłam pięciu braci,
nikt ich nie szuka, chodzi ciągle tylko o Żydów".
Mieszkańcy Jedwabnego nie są specjalnie bystrzy - uważają
wysłannicy "Spiegla". "Zamiast oskarżać złych Niemców i wymyślać na bezczelnych
Żydów powinni byli już dawno otworzyć 'miejsce spotkań' na wzór tego w
Oświęcimiu - najlepiej obok szopy, w której spalono Żydów - i urządzić kilka
koncertów klezmerów pod gołym niebem; poprawiłoby to opinię miejscowości i
nakręciłoby gospodarkę" - radzi "Spiegel".
Opisując przebieg uroczystości korespondenci tygodnika koncentrują się na
aspektach ubocznych. Dziennikarzy zostawiono na deszczu samym sobie - bez
filiżanki herbaty lub kawy - co źle świadczy o polskiej gościnności. Burmistrz
Krzysztof Godlewski pomagał wnosić po schodach rabina Bakera, przykutego do
wózka inwalidzkiego, o mało co nie wywracając go.
Przemówienie prezydenta Kwaśniewskiego "Der Spiegel" nazywa
natomiast "więcej niż porządnym". "Kwaśniewski zaryzykował, że nie tylko
mieszkańcy Jedwabnego będą oczerniać go jako kalającego własne gniazdo oraz
przyjaciela Żydów".
"Gdyby uroczystości zakończyły się na przemówieniu Kwaśniewskiego, umarli
i żywi musieliby mniej cierpieć" -piszą niemieccy dziennikarze. Natomiast
ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss - zdaniem "Spiegla" - kluczył w swoim
przemówieniu, dziękując za to, że on i jego rodzina nie zostali zabici.
"Punktualnie o 12 ksiądz uderzył w dzwony, lecz nie po to by oddać hołd
zmarłym, lecz by zakłócić drugą część uroczystości" -zauważyli dziennikarze.
"Der Spiegel" podkreśla następnie, że rodziny ofiar masakry w Jedwabnem
zostali "wystrychnięci na dudka". Polskie państwo miało sfinansować 25 krewnym
po siedem noclegów w Polsce. "To jednak wydało się rządowi w Warszawie zbyt
kosztowne. Subwencje obcięte zostały do dwóch noclegów".
Z danych niemieckiego tygodnika wynika, że potomków Szmula Wasersztajna,
który przeżył masakrę dzięki polskiej chłopce, nie wpuszczono do
Polski. "Prawicowo-radykalna polska gazeta twierdziła, że Wasersztajn był
prawdopodobnie agentem KGB. Ten zarzut wystarczył polskiemu konsulatowi w Nowym
Jorku, aby obniżyć wydatki na podróże. Rodzina Wasersztajna pozostała w
Caracas" - wyjaśnia "Der Spiegel".
"Następnego dnia 'Gazeta Wyborcza' ukazała się z czołówką 'Bóg płakał
razem z nami'. Najpierw odwrócić wzrok, a potem beczeć. Bóg musi być też
Polakiem" - czytamy w konkluzji hamburskiego tygodnika.
We wtorek 10 lipca w Jedwabnem koło Łomży odbyły się uroczystości ku czci
Żydów zamordowanych 10 lipca 1941 roku.