Dodaj do ulubionych

SZARON GROZI ATOMEM

IP: *.stmnca.adelphia.net 15.11.02, 19:44
Szaron machał palcem Bushowi przed nosem, kiedy siedział w fotelu w Oval
Office Białego Domu trzy tygodnie temu i Bush zwrócił się wtedy do
dziennikarzy: “- Mister Sharon natychmiast odpowie, gdyby Izrael został
napadnięty.”

Natomiast izraelska gazeta "Haaretz" zapytuje:
KOGO NAPRAWDĘ NALEZY ROZBROIC?

Gazeta "Haaretz" ujawniła, że przedstawione przez Izraelczyków w senacie USA
raporty przewidują, iż w wypadku zaatakowania Izraela przez Irak bronią
biologiczną lub chemiczną państwo żydowskie użyje w odwecie... broni
atomowej.

Podczas więc gdy Irak ma być "ukarany" za posiadanie broni masowej zagłady,
Izrael bez żenady powiadamia "walczącą z terroryzmem" Amerykę, że nie tylko
posiada broń jądrową, zakazaną przez konwencję genewską, lecz nie zawaha się
nią zaatakować!

"FABRYKA WŁÓKIENNICZA" O NAPĘDZIE... JĄDROWYM
Projekty skonstruowania bomby atomowej pojawiły się w izraelskich kręgach
rządowych już w momencie proklamowania Izraela w 1948 r. Grupa
wtajemniczonych liczyła zaledwie 9 osób. Przewodził jej premier David Ben
Gurion. Zostały nawiązane kontakty z rządem francuskim i oto w 1958 r., na
pustyni Negew, gdzie nie było nic poza obozami koncentracyjnymi dla
Palestyńczyków, pojawiła się charakterystyczna kopuła, jaka kryje zwykle
reaktor atomowy. Była ona chroniona z nadzwyczajną skrupulatnością.
Zaaferowanych nią dziennikarzy izraelscy wojskowi zapewnili, że jest
to "zwykła fabryka włókiennicza", nie zgadzając się jednak na odwiedzanie jej
przez korespondentów.

Udało się to jednak Izraelczykowi Viktorowi Ostrowskiemu, szkolonemu na
agenta Mossadu, który w swoich pamiętnikach ("Wyznania szpiega", Warszawa
1991 r.) wspomina: "Odwiedziliśmy różne bazy wojenne oraz zakłady nuklearne w
ośrodku badawczym w Dimona na pustyni Negew, ok. 40 mil (1 mila - 1.609,31 m)
na płn. wsch. od Beer Shewy. Oficjalnie był on przedstawiany jako fabryka
włókiennicza, albo stacja pomp. Ale w grudniu 1960 r. CIA otrzymała z U-2
[amerykański samolot szpiegowski, dokonujący zdjęć z wysokości niedostępnej
wówczas dla normalnych samolotów - przyp. autorki] fotografie ukazujące, że
znajduje się tam reaktor atomowy. Zwiedzałem też podobne zakłady w Nahal
Sorek, na terenie bazy lotniczej, na południe od Tel Awiwu. Znajduje się tam
mniejszy reaktor, nazwany KAM (Kure Garny Le Machker, tj. Badawcze Urządzenie
Nuklearne). Po ujawnieniu tajemnicy zakładu premier Ben Gurion oznajmił, iż
jest to izraelski ośrodek atomowy, służący celom pokojowym, jednak tak
naprawdę mógłby on być wszystkim, ale nie obiektem pokojowym".

ZEMSTA
Ośrodek w Dimonie pracował sprawnie dopóty, dopóki Francuzi dostarczali mu
odpowiednie partie uranu. Po agresji Izraela (1967 r.) na kraje arabskie
prezydent de Gaulle nałożył embargo na dostawy do Izraela broni oraz sprzętu
wojskowego, a w tym: kanonierek, części do samolotów mirage, samolotów:
ouragan, mystere, vantour, nortlas, fonga, magister, super-frelon, okrętów
budowanych we francuskich stoczniach, czołgów typu AMX, no i uranu, za co
zapłacił utratą władzy, po tym jak Daniel Cohn-Bendit, niemiecki Żyd,
rozkręcił we Francji w maju 1968 r. rozruchy wyniszczające kraj. (Zapytany
potem przez dziennikarzy Bendit, czy zamierza zrobić karierę polityczną,
odpowiedział ze śmiechem: "Po co? Kazali mi zrobić rewolucję, to ją zrobiłem
i to wszystko!".)

SZPIEGOSTWO
Po zablokowaniu dostaw uranu minister obrony Mosze Dajan wpadł w popłoch,
ponieważ bez uranu Izrael nie mógł wyprodukować plutonu 239, tj. upragnionej
bomby. I wtedy na scenę wkroczył Mossad, a ściślej mówiąc jego szef Meir
Amit, który zobowiązał się dostarczyć 200 ton uranu. Rozpoczęła się
operacja "Plumbate" ("Ołowian"). Agenci Mossadu wyszpiegowali, że w
belgijskiej wsi koło Antwerpii jest zmagazynowany uran będący własnością
brukselskiego towarzystwa Société Générale des Minérais (SGM). Funkcję
zaufanego kupca powierzono 27-letniemu Danielowi Arbelowi, który prowadził
interesy z handlowcem inż. Herbertem Schultzenem, Niemcem, udziałowcem firmy
Asmara Chemie GmbH w Wiesbaden zajmującej się dystrybucją chemikaliów. Jej
klientami były m.in. jednostki US Army i Bundeswehry. Schultzen, pilot
Luftwaffe w czasie II wojny światowej, był wygodny dla Izraela, ponieważ jako
aktywy niegdyś hitlerowiec nie mógł być uznawany za proizraelskiego. Za
odpowiednią sumę pieniędzy dał się namówić do udziału w brudnym interesie
zakodowanym jako operacja "Plumbate".

KRADZIEŻ
Plan akcji przewidywał, iż Asmara nabędzie od Société Générale des Minérais
200 ton uranu jako katalizatora do produkcji firmy Chmager z Casablanki. Na
pełnym morzu statek z ładunkiem zostanie porwany przez agentów Mossadu i
uprowadzony do Izraela. Tak też się stało. Za symboliczną sumę 750 dolarów
zarejestrowano w Zurichu fikcyjne towarzystwo żeglugowe Biscayne Traders
Shipping Corp. pod banderą Liberii. Prezesem towarzystwa został Daniel Arbel,
który przemianował się na Daniela Erta. Za pośrednictwem hamburskiego maklera
Ert zakupił frachtowiec "Scheersberg". Jego kapitanem został Anglik Percey
Barrow, odpowiednio wynagrodzony, pod którego rozkazami płynęła załoga
składająca się z samych agentów Mossadu.
15 listopada 1968 r. Schultzen z firmy Asmara osobiście doglądał w Antwerpii
ładowania trefnego towaru. W ciągu 7 godzin 560 pojemników oznakowanych
jako "Plumbate", z 200 tonami uranu, zapakowano do ładowni statku, który
wziął kurs na Genuę, ale dotarł do Hajfy. 29 listopada "Scheersberg" znalazł
się w umówionym punkcie koło Cypru. Czekał tam izraelski zbiornikowiec, który
dostarczył ładunek do Hajfy, stamtąd zaś samochodami do centrum atomowego w
Dimonie. W ten sposób Izrael stał się posiadaczem ilości uranu wystarczającej
do wyprodukowania 30 bomb jądrowych (teraz są ich już z pewnością dziesiątki)
o sile tych, które zrzucono na Hiroszimę.

Mossad szybko zatarł ślady przestępstwa. Zniknęli uczestnicy operacji, firma
Asmara i statek, który przewoził śmiercionośny ładunek.

Z BOMBĄ ATOMOWĄ W PIWNICY
W 1986 r. opinię światową poruszyła tzw. sprawa Vanunu. Chodziło o
pracującego w Dimonie w latach 1976-85 Mordechaja Vanunu, Izraelczyka
pochodzącego z Maroka. W 1986 r., przed wyjazdem do Australii, ogłosił on, że
przeszmuglowanym aparatem fotograficznym zrobił 57 zdjęć w najtajniejszej,
znajdującej się głęboko pod ziemią części zakładu. Z relacji Vanunu wynikało,
że miał tam wówczas znajdować się pluton wystarczający do wyprodukowania 150
nuklearnych lub termonuklearnych ładunków. Vanunu wyjawił też, że Izraelczycy
pomagali Afryce Południowej w przeprowadzeniu doświadczalnej eksplozji
ładunku nuklearnego we wrześniu 1979 r., nad niezamieszkanymi Wyspami Księcia
Edwarda i Marion, na południowym skraju Oceanu Indyjskiego. Fakty te zresztą
potwierdził już wcześniej izraelski naukowiec Benjamin Beit-Hallami w
książce "The Israeli Connection", powołując się na dane zwiadu fotograficzno-
satelitarnego USA. Amerykański tygodnik "Time" w latach siedemdziesiątych
również pisał, że "Realnym kandydatem do klubu 'państw z bombą atomową w
piwnicy' jest Republika Południowej Afryki".

Londyński dziennik "Sunday Times" był bardzo chętny do
opublikowania "rewelacji" Vanunu oraz zrobionych przez niego zdjęć. Po
zamieszczeniu kilku z nich okazało się, że Izraelczyk nagle zniknął. Zwabiony
przez piękną blondynkę udał się z nią na wspólny rejs jachtem po Morzu
Śródziemnym, gdzie Mossad porwał go i przewiózł statkiem do Izraela. Miał
szybką rozprawę sądową i został skazany na 18 lat więzienia.
Istnieją jednak przypuszczenia, że Vanunu nie był ani jakimś szczególnym
zwolennikiem pokoju, ani na tyle żądny reklamy, żeby podjąć samobójczą
decyzję "sypania" o Dimonie. Jak twierdzą niektórzy obserwatorzy polityczni,
cała sprawa została sfingowana i opracowana w najmniejszych szczegółach przez
Mossad. W jakim celu? Otóż prawdopodobn
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka