andrzejg 30.06.06, 18:10 ja tam prawie nic nie mam do doutchlandów, ale gol Argentyny cieszy mni niebywale jeszcze jeden jeszcze jeden jeszcze jeden jeszcze jeden jeszcze jeden jeszcze jeden A. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
jaceq Re: Jeeeest!!! 30.06.06, 20:10 Niestety. Mecz wydrukowany (?) -> Drukarnia znajduje się w Szwajcarii. No to co, pozostaje kibicować Niemcom, którzy dopiero co pokonali (virtualnego) Mistrza Świata? Czy rwać sobie włosy z brody, że to wszystko i tak znowu jest poza naszym zasięgiem? Czy modlić się: byle nie Włosi, byle nie gryzonie z Brazylii? Odpowiedz Link Zgłoś
ada08 Re: Jeeeest!!! 30.06.06, 21:02 jaceq napisał: > Niestety. > > Drukarnia znajduje się w Szwajcarii. No, jak w Szwajcarii jak we Francji pod okupacją?! Akurat w tym samym czasie, co mecz Niemcy-Argentyna, leciał w TV2 odcinek kapitana Klossa (ten kultowy odcinek! "Najlepsze kasztany są na Placu Pigalle" - powiedział umyślny, a na to ten Niemiec: " Nazywam się von Formann (czy jakoś tak) i lubię samotność". Piękny odcinek, ale tylko szczątkowo go obejrzałam, bo mecz był więc musiałam się przeklikiwać. Teraz też jest jest mecz, ale ja coś akuratnie w kuchni smażę, boć przecie trzeba coś i zjeść i mecz kolejny obejrzeć. Tylko sie trochę dziwię (ale uprzejmie) Jacqu, że się na Anglika przekabaciłeś, cytujesz coś niezrozumiale, chociaż ładnie No. Lecę! a. Odpowiedz Link Zgłoś
jaceq Re: Jeeeest!!! 30.06.06, 22:25 No, tak patrząc, to znajduje się (drukarnia) w NRD. Wszak Gessler... No, może w Austrii. Wszystko jedno, Europa jedna, nie to, co moja działka na Księżycu. Odcinek zaiste kultowy. Słyszałem z kuchni odgłosy. Niestety, to nie kasztany piekli, tylko właśnie hauptmann próbował fartu, a nuż ktoś się da nabrać na najsłynniejsze hasło świata. Przy okazji, dowiedział się, biedak, gdzie jest w Paryżu dom uciech. Nie wiem tylko, czy skorzystał; przypuszczam, że NKWD nie miało funduszy na tego rodzaju czynności operacyjne swoich hauptmannów ani standartenfuhrerów (Stirlitz wyglądał mi na znacznie bardziej niewyżytego, niż Hans, ten przynajmniej nie udawał, że jest cherubinem). Ten drugi mecz jeszcze jest, ale jest przewidywalny, jak poseł Maximiuk odpytywany na okoliczność w jaki to też sposób do Sejmu dostała się Renata B. (nazwisk przestępców konsekwentnie udajemy, że nie znamy). Szkoda czasu na mecz i na Renię. Jeślim się przekabacił byłem był, to raczej na Szwajcara (nie od razu na Winkelrieda, rzecz jasna, swój rozsądek stawiam ciut wyżej, niż ten ostatni) zangliczonego, który bardzo udatnie i nie bez pewnego autokrytycznego spojrzenia puentuje przewrotność kobiecą. Napomniany, tym razem jednak Jenisiejowi zadedykuję innego, rodzimego wieszcza, niż ów Szwajcar anglojęzyczny, gruby a sprośny: "Pani mi mówi - niemożliwe, pani mi mówi - mnie się zdaje, pani mi mówi - nie do wiary, pani mi mówi - że to żart, co jest możliwe - to możliwe, co mnie się zdaje - to się zdaje, a pani nie wie co ja czuję, gdy śpiewam tango Anawa." Odpowiedz Link Zgłoś