mathiola
29.10.06, 17:25
... Mogłam wyjść z domu o której chciałam, nie martwiąc się o organizację
opieki nad kimkolwiek. Po chodniku szłam sama, nikt mi się nie plątał pod
nogami, nie zostawał kilometr z tyłu i nie uciekał kilometr przede mną. Nie
musiałam tarmosić po schodach 15 kilogramów i kilku toreb kiedy chciałam po
prostu pospacerować. Jeśli miałam ochotę poczytać książkę, kładłam się i
czytałam. Nikt w tym czasie nie siedział mi na głowie, ani nie wołał: Jeeeest
kuuupaaa! Jeśli patrzyłam na zegarek, to tylko po to, żeby oszacować ile
czasu zostało mi do wyjścia na imprezę, a nie po to, żeby przypomnieć sobie
kiedy do cholery było ostatnie karmienie i kiedy powinno być następne. W moim
domu było cicho, chyba że chciałam posłuchać muzyki - nawet i na ful. Wtedy
nie musiałam przejmować się, że kogoś obudzę. Nie przewracałam się o
porzucone na środku pokoju samochody i nie wbijały się w moje bose stopy
pistolety żołnierzyków.
I kurna, kiedy miałam ochotę poflirtować z kimś, to sobie flirtowałam.
I miałam przed chwilą 17 lat... Nooo, góra 20.
Ja nie wiem kiedy zamieniłam się w kobietę i to w dodatku dzieciatą. Nie
zauważyłam!! I już nigdy nie będę dziewczyną!! NIGDY!!!