hugo_w2
15.12.07, 09:24
Świąteczny nastrój na ulicach i w sklepach bynajmniej nie udziela
się Amerykanom. Dominuje pesymizm.
Mniej niż 30 procent społeczeństwa jest zadowolonych z sytuacji w
USA, według starannych badań Instytutu Gallupa, który pytanie o
satysfakcję z powodu tego, co się dzieje w kraju, zaczął zadawać
swym respondentom od 1979 r.
Krzywa nastrojów przedstawia się ponuro. Szczyty optymizmu
Amerykanie osiągnęli w latach 1985-1986, za czasów prezydenta
Reagana, oraz w latach 1998-2000 - w czasie kadencji prezydenta
Clintona.
Później zaczął się systematyczny spadek nastrojów, osiągając w 2007
r. jeden z najniższych stanów; Amerykanie byli mniej
usatysfakcjonowani sytuacją tylko w 1979 r. oraz w 1992 r. - akurat
kiedy kryzys gospodarczy dawał się mocno we znaki.
Również obecnie na pytanie o główny powód pesymizmu respondenci
Instytutu Gallupa podają przyczyny ekonomiczne. Od listopada
Amerykanie zaczęli się bardziej martwić stanem gospodarki niż wojną
w Iraku i Afganistanie. Inne powody do zmartwień to rozmiar
nielegalnej imigracji (aż 11 proc. ankietowanych wskazuje na tę
okoliczność), problemy ze służbą zdrowia, niezadowolenie z rządu.
Niezależnie od podawanych powodów wyraźnie nastrój Amerykanów się
popsuł. Dysproporcja między wyobrażeniami, pragnieniami, chęciami a
możliwościami, zwłaszcza finansowymi, staje się w okresie
świątecznym szczególnie dotkliwa. A jeszcze tym bardziej, jeśli się
zważy, że najbliższa przynajmniej przyszłość nie rysuje się
optymistycznie: ceny benzyny pozostaną wysokie, w związku z tym
koszty utrzymania rosną zauważalnie, kryzys na rynku mieszkaniowym
pogłębiają jeszcze związane z tym wielkie straty banków, bezrobocie
może wkrótce stać się problemem wielu mieszkańców USA. Rok następny
zapowiada się gorzej, albowiem problemy, które dokuczają Amerykanom
dzisiaj, nie znikną prędko.
Zarazem rzeczywistość podważa nieco trafność tych subiektywnych
odczuć: gospodarka wprawdzie zwolniła tempo wzrostu, ale nie
zapowiada recesji, o której mówi wielu ekonomistów; sprzedaż
nieruchomości utrzymuje się - mimo kryzysu - na dobrym poziomie,
bezrobocie jest wciąż niskie, przynajmniej znacznie niższe niż w
większości optymistycznych państw europejskich.
Ameryka stanęła jakby na swoistym rozdrożu. Najbliższe miesiące
dopiero pokażą, czy kraj pogrąży się w recesji, czy też wyjdzie z
kryzysowej sytuacji obronną ręką. Oba warianty rozwoju sytuacji są
możliwe, ale znając niezwykłą prężność i elastyczność amerykańskiej
gospodarski, jej zdolność do szybkich i skutecznych transformacji,
można wierzyć, że pójdzie w dobrym kierunku. Tym bardziej jeszcze,
że w ostatnich dekadach cykle ekonomiczne uległy swoistemu
spłaszczeniu: recesje są stosunkowo krótkie i względnie łagodne,
okresy prosperity - dłuższe.
Quelle PDN-NY(CK)