Dodaj do ulubionych

KWA ŚNIEWSKI O WYPĘDZONYCH !

16.09.03, 14:33
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030915/publicystyka/publicystyka_a_7.html

Jest wiele spraw, o których Polacy i Niemcy powinni ze sobą rozmawiać. O
kształcie naszego sąsiedztwa, gdy Polska znajdzie się w UE, i o sposobach na
przybliżanie naszych społeczeństw. O wspólnej Europie, przyszłości NATO,
międzynarodowym bezpieczeństwie. Tymczasem coraz więcej miejsca w stosunkach
polsko-niemieckich zajmuje debata dotycząca wysiedleń Niemców w latach 1944 -
1945 i Centrum przeciwko Wypędzeniom. Czy znaczy to, że zaniedbujemy
przyszłość, poświęcając czas na rozdrapywanie ran historii? Nie sądzę. Ta
debata - choć niełatwa - jest nam widać potrzebna.


Temat został podniesiony po stronie niemieckiej. Niemcy są dzisiaj w ważnym
momencie kształtowania się ich współczesnej tożsamości, pokoleniowych
przemian, mocowania się ze złą, a zarazem tragiczną, spuścizną swojej
historii. Polacy mogliby uznać, że są to zawiłości wewnątrzniemieckie, do
których nie wypada nam się wtrącać - gdyby nie to, że sprawa bezpośrednio
także nas dotyczy. Nie możemy być obojętni wobec tego, jak nasi sąsiedzi
oceniają historię, która zaciążyła traumą na losach naszego narodu i całej
Europy. Nie możemy nie zareagować na postulaty kierowanego od 1998 roku przez
Erikę Steinbach Związku Wypędzonych, które poparło niemało wybitnych postaci
niemieckiego życia publicznego.


Po polskiej stronie w tej debacie padło już wiele bardzo ciekawych głosów.
Jest to sprawa, która - ze zrozumiałych względów - wywołuje silne emocje.
Widać to choćby w wypowiedziach tak wielkich autorytetów, a zarazem ludzi
znanych z liberalnych poglądów i chłodnego myślenia, jak Leszek Kołakowski
czy Stanisław Lem. Ja także zabierałem już głos w tej sprawie - w wystąpieniu
1 września, w Dniu Weterana.

Moja opinia jest jednoznaczna. Centrum poświęcone pamięci jedynie wysiedlenia
Niemców, zlokalizowane w Berlinie, jest pomysłem niedobrym, ryzykownym,
szkodzącym pojednaniu.


Temperatura dyskusji, która toczy się wokół pomysłu utworzenia w Berlinie
Centrum przeciwko Wypędzeniom, stale wzrasta. Polska opinia publiczna czuje
się zaniepokojona, a nawet zbulwersowana. Z obu stron padają mocne słowa. W
ten sposób ryzykujemy wystawienie na szwank dobrych polsko-niemieckich
stosunków, których atmosferę zawdzięczamy żmudnemu procesowi pojednania. W
przededniu historycznego rozszerzenia Unii Europejskiej, ostatecznego
przekreślenia jałtańskich podziałów, byłby to najgorszy "prezent", jaki
mogłyby sobie sprawić nasze narody i Europa.

Dlatego pora dziś wnieść do debaty nieco porządku. Jeśli mamy prowadzić
autentyczny dialog, wypada zacząć od kilku podstawowych konstatacji oraz
kilku fundamentalnych pytań, które należy zadać inicjatorom utworzenia
berlińskiego centrum, eksponującego przede wszystkim los niemieckich
wysiedlonych. Moją wypowiedź proszę rozumieć jako apel o poszanowanie
kontekstu - kontekstu historii i kontekstu przyszłości.

Zacznijmy od jasnego stwierdzenia odnoszącego się do prawnego aspektu
problemu. W oświadczeniach Związku Wypędzonych wysiedlenia nazywa
się "bezprawiem" - żąda zwrotu utraconych majątków lub wypłacenia
odszkodowań. Otóż trzeba przypomnieć, że po bezwarunkowej kapitulacji
hitlerowskich sił zbrojnych Niemcy utraciły wszelką zdolność do działań
międzynarodowych. Okupacja Niemiec nie była zwykłą okupacją wojenną według
modelu czwartej konwencji haskiej z 1907 roku. Najwyższą władzę w Niemczech
sprawowały cztery mocarstwa, które były władne podjąć wszelkie
rozstrzygnięcia dotyczące granic i ludności Niemiec - i w Poczdamie decyzje
takie podjęły. Wysiedlenia przeprowadzone przez powojenne władze Polski i
Czechosłowacji były wypełnieniem postanowień Wielkiej Czwórki. Byłbym dziś
bardzo ostrożny z podejmowaniem dyskusji, czy te działania były prawomocne.
To jest otwieranie puszki Pandory. Bo czy prawomocne były wobec tego inne
decyzje podjęte przez zwycięskie mocarstwa wobec pokonanych Niemiec? Czy
powojenne granice w Europie mają swoje legalne uzasadnienie? Nie chcę popadać
w przesadę - ale jednak warto przypomnieć, od czego zaczęły się kłopoty na
naszym kontynencie, prowadzące w efekcie do wybuchu drugiej wojny światowej:
od podważania traktatu wersalskiego.

Wysiedlenia niemieckiej ludności - choć niewątpliwie bolesne i pociągające za
sobą wiele ludzkich tragedii - nie były naruszeniem prawa międzynarodowego.
Trzeba tu przywołać art. 107 Karty Narodów Zjednoczonych, na mocy którego
żadne postanowienie Karty nie mogło unieważniać lub wykluczać akcji podjętych
w wyniku drugiej wojny światowej przez upoważnione do tego rządy wobec
jakiegokolwiek państwa wrogiego, a więc przede wszystkim Niemiec i Japonii.
Innymi słowy, gwarancje zawarte w Karcie ONZ wobec pokonanych Niemiec nie
miały zastosowania
Obserwuj wątek
    • tomek9991 KWAŚNIEWSKI O WYPĘDZONYCH ! c.d. 16.09.03, 14:34
      Potępienie dla błędów

      Oczywiście, ludności niemieckiej należne były podstawowe prawa człowieka,
      chroniące każdą jednostkę ludzką zawsze i wszędzie, niezależnie od
      okoliczności. Jeżeli więc podczas wysiedleń miały miejsce akty bezprawia, które
      wynikały z błędów ludzkich, nieuchronnych w takich operacjach, a także z
      przestępstw konkretnych osób, to zasługują one na stanowcze potępienie. Nasza
      moralność, nasze człowieczeństwo nakazuje nam pochylić się ze współczuciem nad
      cierpieniem każdej niewinnej ofiary. Za zło wyrządzone Niemcom przez Polaków
      przeprosił na posiedzeniu połączonych izb niemieckiego parlamentu minister
      spraw zagranicznych RP, profesor Władysław Bartoszewski. Polski Instytut
      Pamięci Narodowej ciągle ściga te z popełnionych wtedy przestępstw, które nie
      podlegają przedawnieniu.

      Trzeba jednak wyraźnie odróżnić indywidualne akty bezprawia od zbrodniczych
      działań samych państw. Tam, gdzie akcje przesiedleń miały charakter
      eksterminacyjny, czy to w zamierzeniu, czy choćby w skutku, działania takie
      były sprzeczne z tą częścią prawa międzynarodowego, którą obecnie nazywamy
      prawem humanitarnym. Taki właśnie charakter miały liczne akcje przesiedleń
      podjętych przez hitlerowskie Niemcy na okupowanych terenach. Tak również należy
      ocenić zsyłki Polaków na Syberię, gdzie warunki życia dawały nikłą szansę
      przetrwania. Niemcy zaś pozostali we własnym kraju, o zmienionym kształcie
      terytorialnym. I choć napotkali trudności adaptacyjne, ich egzystencji nie
      zagrażało niebezpieczeństwo.

      Wymiar moralny

      Od wymiaru prawnego odróżnić trzeba wymiar moralny i polityczny problemu.
      Pierwsze z pytań nurtujące dziś Polaków dotyczy historycznej pamięci. Czy
      orędownicy idei berlińskiego centrum nie zapomnieli, czyja polityka
      doprowadziła do wysiedleń? Czy pamiętają, że - zanim sami Niemcy odczuli na
      własnej skórze skutki działań hitlerowskiego totalitaryzmu - pierwszymi
      ofiarami wysiedleń padły inne narody Europy, przede wszystkim Żydzi i Polacy?
      My wciąż pamiętamy o milionach Żydów - polskich obywateli wyrzucanych z domów,
      pędzonych przez okupanta z miejsca na miejsce, zamykanych w gettach, wreszcie
      mordowanych. Warto też przypomnieć o losie 150 tysięcy Polaków, w tym polskich
      dzieci, wypędzonych w latach 1942 - 1943 przez niemieckiego okupanta z
      Zamojszczyzny, gdzie miał powstać czysto niemiecki obszar.

      Czy los zamojskich dzieci uwzględniony został w planach ekspozycji przeciw
      wypędzeniom? Czy znajdzie się tam miejsce na opis losów robotników
      przymusowych, deportowanych z terenów okupowanej Polski w głąb Niemiec? Czy
      uwzględnione zostaną dramaty warszawiaków wypędzonych z miasta po upadku
      powstania?

      Odbywamy podróż w przeszłość

      Wielu orędowników idei berlińskiego centrum czuje się urażonych takimi
      stwierdzeniami. Nigdy przecież nie próbowali tuszować niemieckich zbrodni.
      Wierzę w to. Jednak kolejne pytanie brzmi: dlaczego zwolennicy berlińskiego
      centrum doprowadzili do sytuacji, w której przypominanie tych oczywistości znów
      stało się smutną koniecznością? Kiedy Polacy ujrzeli kanclerza Brandta
      klęczącego pod pomnikiem Bohaterów Getta Warszawskiego, uwierzyli, że Niemcom
      przypominać historii już nie trzeba. Kiedy gościliśmy prezydenta Herzoga
      podczas rocznicowych obchodów wybuchu powstania warszawskiego, nadal byliśmy o
      tym przekonani.

      Dziś odbywamy podróż w przeszłość. Jesteśmy znów zmuszeni przypominać oczywiste
      fakty, które powinny być nieodłączną częścią historycznej świadomości każdego
      Niemca i Polaka. Już ta sytuacja jest dostatecznym dowodem, że idea
      berlińskiego centrum nie łączy, a dzieli, nie wiedzie ku wspólnej przyszłości,
      a odsyła ku osobnej przeszłości.

      Kto popadł w amok

      Orędownicy idei berlińskiego centrum podkreślają często, że nie rozumieją
      polskich reakcji. Dziwią ich polskie emocje i lęki. Dogłębne poznanie ogromu
      cierpień, jakich Polacy doznali z rąk okupanta, pozwala jednak doskonale
      zrozumieć te emocje. To nie Polacy popadli w "amok" w związku z berlińskim
      centrum. Polacy do dziś nie mogą otrząsnąć się z konsekwencji "amoku", w jaki
      wielu Niemców popadło między 1933 a 1945 rokiem. Warto w tym miejscu
      podziękować wszystkim osobom, które - zabierając publicznie głos w niemieckiej
      debacie - okazały takt, wrażliwość i gruntowną znajomość historii, tak bardzo
      rzutującej na polskie postawy. Mam na myśli przede wszystkim prezydenta
      Johannesa Raua, kanclerza Gerharda Schr?dera, ministra spraw zagranicznych
      Joschkę Fischera, Markusa Meckela, Hansa-Dietricha Genschera oraz wielu innych
      niemieckich polityków i znaczących postaci życia publicznego.

      Zwolenników idei berlińskiego centrum zdaje się irytować przypominanie
      wydarzeń, które poprzedziły wysiedlenia i w rezultacie do nich doprowadziły.
      Przecież pamiętają o zbrodniach nazizmu - lecz teraz oczekują zmiany tematu. W
      tym właśnie twierdzeniu, że to jest "inny temat", tkwi fundamentalny błąd,
      bulwersujący polskie społeczeństwo. Zbrodnie III Rzeszy, druga wojna światowa i
      wysiedlenia nie stanowią różnych tematów, lecz ten sam. Rozrywanie
      historycznych związków przyczynowo-skutkowych między agresywną polityką
      niemieckiego nazizmu a praktykami wysiedleń - które dotknęły tak ludność
      polską, jak i niemiecką - nieuchronnie nasuwa podejrzenie, że mamy do czynienia
      z próbą rewizji historycznej oceny niemieckiej agresji wobec innych, a także
      procesu "niemieckiego samounicestwienia", by użyć słów Joschki Fischera.

      Podobne wnioski płyną zresztą z dotychczasowej polskiej debaty na temat Centrum
      przeciwko Wypędzeniom. Większość zabierających głos uznaje potrzebę pamięci o
      indywidualnych dramatach niemieckich wysiedlonych. Ale ta sama większość
      zdecydowanie odrzuca pomysł berlińskiego centrum. Najwyraźniej to nie sam
      problem, lecz sposób jego ujęcia i prezentacji, wzbudza sprzeciw. Zwolennicy
      berlińskiego centrum powinni wziąć to pod uwagę.
      • tomek9991 KWAŚNIEWSKI O WYPĘDZONYCH ! c.d. 16.09.03, 14:35
        Kto popadł w amok

        Orędownicy idei berlińskiego centrum podkreślają często, że nie rozumieją
        polskich reakcji. Dziwią ich polskie emocje i lęki. Dogłębne poznanie ogromu
        cierpień, jakich Polacy doznali z rąk okupanta, pozwala jednak doskonale
        zrozumieć te emocje. To nie Polacy popadli w "amok" w związku z berlińskim
        centrum. Polacy do dziś nie mogą otrząsnąć się z konsekwencji "amoku", w jaki
        wielu Niemców popadło między 1933 a 1945 rokiem. Warto w tym miejscu
        podziękować wszystkim osobom, które - zabierając publicznie głos w niemieckiej
        debacie - okazały takt, wrażliwość i gruntowną znajomość historii, tak bardzo
        rzutującej na polskie postawy. Mam na myśli przede wszystkim prezydenta
        Johannesa Raua, kanclerza Gerharda Schr?dera, ministra spraw zagranicznych
        Joschkę Fischera, Markusa Meckela, Hansa-Dietricha Genschera oraz wielu innych
        niemieckich polityków i znaczących postaci życia publicznego.

        Zwolenników idei berlińskiego centrum zdaje się irytować przypominanie
        wydarzeń, które poprzedziły wysiedlenia i w rezultacie do nich doprowadziły.
        Przecież pamiętają o zbrodniach nazizmu - lecz teraz oczekują zmiany tematu. W
        tym właśnie twierdzeniu, że to jest "inny temat", tkwi fundamentalny błąd,
        bulwersujący polskie społeczeństwo. Zbrodnie III Rzeszy, druga wojna światowa i
        wysiedlenia nie stanowią różnych tematów, lecz ten sam. Rozrywanie
        historycznych związków przyczynowo-skutkowych między agresywną polityką
        niemieckiego nazizmu a praktykami wysiedleń - które dotknęły tak ludność
        polską, jak i niemiecką - nieuchronnie nasuwa podejrzenie, że mamy do czynienia
        z próbą rewizji historycznej oceny niemieckiej agresji wobec innych, a także
        procesu "niemieckiego samounicestwienia", by użyć słów Joschki Fischera.

        Podobne wnioski płyną zresztą z dotychczasowej polskiej debaty na temat Centrum
        przeciwko Wypędzeniom. Większość zabierających głos uznaje potrzebę pamięci o
        indywidualnych dramatach niemieckich wysiedlonych. Ale ta sama większość
        zdecydowanie odrzuca pomysł berlińskiego centrum. Najwyraźniej to nie sam
        problem, lecz sposób jego ujęcia i prezentacji, wzbudza sprzeciw. Zwolennicy
        berlińskiego centrum powinni wziąć to pod uwagę.

        Licytacja cierpień

        W tym kontekście szczególnie niepokojąca jest tendencja do
        rozpoczynania "licytacji cierpień", która istotnie może zepchnąć nas - jak
        powiedział prezydent Rau - "w zaklęty, diabelski krąg". Nie trzeba być wybitnym
        znawcą historii, by domyślić się, czy tę "licytację cierpień" wygra inicjator
        wojny, czy jej pierwsza ofiara. Polakami nie kieruje jednak dziś chęć wdawania
        się w taką licytację. Nie chcemy rewanżu, chcemy pełnego, szczerego pojednania.
        Dlatego nikt z nas nie odmawia Niemcom prawa do pamięci, współczucia dla swych
        ofiar. Jeśli jednak chcemy ofiarom - polskim czy niemieckim - oddać hołd,
        powinniśmy zadbać o to, by ich osobistych dramatów, wynikających z wojny i
        podziałów, nie instrumentalizować na potrzeby takiej polityki, która dzieli, a
        nie łączy. To byłby cynizm, swoista ironia. Cierpienia ludzi, będące ostateczną
        konsekwencją ideologii, której symbolem stał się drut kolczasty i mur, nie mogą
        stać się pretekstem do budowy nowego muru.

        Czy inicjatorzy berlińskiego centrum rzeczywiście chcą w XXI wieku, w
        rozszerzonej Unii Europejskiej, podzielić Niemców i odgrodzić ich kraj od
        wschodnich sąsiadów nowym "murem berlińskim"? Przeciwnicy "europejskiej"
        formuły pamięci o wysiedlonych upierają się, że ich koncepcja jest dobra, ale
        Polacy i Czesi do niej nie dorośli.

        Zdają się nie słyszeć głosów niepokoju i oburzenia, stale twierdząc, że ich
        idea nie szkodzi pojednaniu. Niestety, szkodzi: to już nie kwestia do dyskusji,
        lecz fakt. Najwyraźniej zaproponowany sposób upamiętnienia wysiedlonych na
        razie upamiętnia wzajemne żale. Niszczy dorobek pojednania. Orędownicy
        berlińskiego centrum twierdzą często, że w ich projekt wpisana jest europejska
        perspektywa. Można jednak odnieść wrażenie, że ta europejska perspektywa jest
        nadzwyczaj wybiórcza. Z całą mocą ujawnia się wtedy, gdy losy wysiedlonych
        Niemców zestawiane są z losami wypędzonych w byłej Jugosławii. Znika jednak,
        gdy w grę wchodzi sposób prezentacji historii. Ten nagły "narodowy" ton każe
        niestety domniemywać, że nie ma tu miejsca na europejską solidarność w radzeniu
        sobie z zawiłą historią.

        Nieuchronnie rodzi się podejrzenie, że mamy tu do czynienia nie z europejską
        postawą, lecz z europejską retoryką. Dlatego najistotniejsze jest, by nie
        schodzić z drogi polsko-niemieckiego pojednania. Drogi, którą wyznaczają: list
        biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku; polityka kanclerza
        Brandta; poparcie Polski dla zjednoczenia Niemiec oraz poparcie Niemiec dla
        aspiracji atlantyckich i europejskich Polski; pamiętne spotkanie premierów
        Mazowieckiego i Kohla w Krzyżowej; poruszające przemówienie prezydenta Romana
        Herzoga podczas obchodów pięćdziesiątej rocznicy powstania warszawskiego;
        wspólny hołd prezydentów Polski i Niemiec oddany ofiarom wojny na Westerplatte
        w sześćdziesiątą rocznicę jej wybuchu. Poradzimy sobie z każdym problemem w
        naszych relacjach, jeśli już samo jego sformułowanie wyrastać będzie z
        filozofii pojednania. Czy inicjatywa berlińskiego centrum wyrasta z tej
        filozofii? Czy może rzeczywiście jest tak, jak pisze profesor Kołakowski, że
        inicjatorzy tego pomysłu "chcą ten proces powstrzymać albo nic ich ta sprawa
        nie obchodzi"?

        Poza pułapką stereotypów

        Padają często głosy, że europejskość centrum nie może być pojmowana
        jako "cudowna różdżka", za dotknięciem której znikną wszystkie problemy. To
        prawda. Pomysłodawcom "europejskiego" centrum najwyraźniej nie chodziło jednak
        o zmianę etykietek, lecz o autentyczną, głęboko ugruntowaną europejską postawę.
        Tylko taka postawa - postawa wspólnego uczenia się z historii - pozwoli
        wykorzystać debatę na temat wysiedleń i wypędzeń dla dobra wspólnej Europy, nie
        zaś jako narzędzie podziałów. Inicjatywa polskich i niemieckich
        intelektualistów była czymś z ducha europejskim. Pomyślana ponad dawnymi
        podziałami i służąca unikaniu nowych podziałów. Była wydarzeniem, które
        zaistniało w europejskiej przestrzeni publicznej. To napawa optymizmem. Warto
        podkreślić, że nie dyskutujemy dziś w rozbiciu na "narodowe" obozy: głosy wielu
        niemieckich przyjaciół są bardzo bliskie naszym przekonaniom. Dlatego nie
        pozwólmy się złapać w pułapkę etnicznych stereotypów, nie stygmatyzujmy naszych
        adwersarzy.

        Jesteśmy gotowi rozmawiać z każdym, kto w rozmowie upatruje podstawowej metody
        wyjaśniania nieporozumień. Taka rozmowa wymaga jednak gotowości akceptacji
        elementarnej prawdy: Centrum przeciw Wypędzeniom w Berlinie, eksponujące przede
        wszystkim cierpienia Niemców - to powrót do Europy narodowych animozji, w
        której historię łatwo zastąpić może ideologia. Jeśli potrzebujemy dziś podróży
        w czasie, to raczej do przodu: ku przyszłej, wspólnej Europie, w której narody
        ponad historią uczą się przyjaźni. -

        • tomek9991 Mój komentarz 16.09.03, 14:43
          Całkiem ładnie to napisał,
          choć nie wierzę w dobrą wolę obecnych władz niemieckich.
          Ich sprzeciwy wobec centrum są dziwne ( np. Rau nie sprzeciwia się Berlinowi,
          ale jednocześnie jest za centrum europejskim - oczywista sprzeczność ).
          Wypędzeni to 15 milionów wyborców,w samej SPD sporo popiera centrum niemieckie,
          zapewen kanclerz nie chce drażnić Polaków i Czechów, bo liczy na ich akceptację
          obecnego projektu konstytucji Unii.
          Od czasów Kohla zaszła zmiana i w SPD i w CDU.
          Teraz mamy pruską republikę berlińską.
          Oni robią swoje i zapewne centrum zbudują, bo dla nich Polacy, Czesi to pionki.
          Co innego Rosja, tutaj nie będą drażnić.
          To są PRUSACY,a ci nigdy nie byli sympatyczni dla nas, za to zawsze przekonani
          o własnej genialności.
          • Gość: Polityczny Re: Mój komentarz IP: *.dip.t-dialin.net 16.09.03, 14:56

            Nie zgadzam sie z toba ,ze obecne wladze niemieckie nie maja dobrej woli.
            Otoz G.Schroeder , J Fischer czy J.Trittin byli aktywnymi czlonkami
            ruchu studenckiego w 68 roku .
            Negatywne nastawienie G.Schroeder'a do centrum , wynika w tym przypadku
            nie z jakich politycznych kalkulacji tylko z tego ze on tak naprawde mysli.
            J.Rau jest "troszeczke" starszy i pochodzi z Wuppertal'u ,gdzie
            wiekszosc spoleczenstwa w czasie II Wojny Swiatowej zyla jak paczki w
            masle ,gdzie w kosciolach ewangelickich i katolickich szerzona byla
            " ewangelia dobrobytu ". Wie tez szczwany lis, Rau ze notowania SPD sa
            na dnie -28% poparcia spoleczenstwa- wiec szuka dosc kuriozalnie
            poparcia tez ze strony "wypedzonych" .
            Jak sam zauwazyles sprzeczne jest to z linia Berlina .
            Mysle ze jak dlugo Schroeder bedzie kanclerzem nie bedzie zadnego
            Centrum .
          • Gość: Polityczny Re: Mój komentarz IP: *.dip.t-dialin.net 16.09.03, 14:59


            Daje tobie gwarancje ,ze po wyborach w Bawarii sprawa przycichnie.
            • tomek9991 Wybory 16.09.03, 15:05
              Nie wiesz,co w kim siedzi.
              Pamiętaj, że politycy często zmieniają zdanie bo jak im się to opłaci,a w SPD
              Schroedera popiera szczerze Meckel.
              Pozostali kręcą albo jak Schilly są za centrum.
              Fischer jest raczej OK,
              tak czy siak nie będzie ze Schroederem umierać za centrum.
              A najważniejsze jest to, że SPD i tak wybory następne przegra.
              • Gość: Polityczny Re: Wybory IP: *.dip.t-dialin.net 16.09.03, 15:12

                Niestety masz racje, ale z drugiej strony (obym sie nie mylil),
                cale to zamieszanie wokol centrum jest wlasciwie ucieczka od realnych
                problemow Niemiec .
                Poprostu zadna z partii politycznych ,nie dniosla jakiegokolwiek
                sukcesu .

                Pzdrawiam .
                • tomek9991 Re: Wybory 16.09.03, 16:37
                  Również pozdrawiam

                  Myślę, że nie ma sensu spokojnie czekać aż zbudują to centrum w Berlinie,
                  tylko trzeba razem z Czechami oraz innymi robić im konkurencję.
    • tomek9991 Perfidna menda Urban 16.09.03, 14:53
      Tym razem chodzi o Thomasa Urbana :
      "W artykule stanowiącym wstęp do debaty, Thomas Urban, warszawski
      korespondent "Sueddeutsche Zeitung", pisze w "Rzeczpospolitej", że w Polsce
      toczy się emocjonalny monolog.

      "Polacy się zamykają. Ale czy Centrum w Niemczech nie mogłoby być (także)
      miejscem przedstawiania zbrodni na Polakach, których Niemcy prawie nie
      dostrzegają?" - pyta Urban.

      "Czy polscy historycy, a także przedstawiciele związków ofiar nie powinni się
      odważyć i podjąć dialog z Niemcami, którzy chcą stworzyć takie Centrum? Gdyby
      Polacy mieli dojść na przekonania, że kompromis nie jest możliwy i mają być
      tylko listkiem figowym zakrywającym niemieckie narodowe koncepcje, to zawsze
      mogliby się jeszcze wycofać. Nic nie zyskują, z góry odmawiając dialogu" -
      dodaje niemiecki publicysta."

      Ten facet celowo i świadamie rżie głupa udając, że nie wie, o co chodzi Erice
      i opowiadając banialuki o dialogu oraz kompromisie.
      Ten dialog miałby polegac tylko na jednym : na przyjęciu stanowiska wypędzonych
      przez Polskę.

    • tomek9991 Obłudna menda Steinbach 16.09.03, 14:57
      Ta kobieta w swojej perfidii i obłudzie nie zna granic :
      "Steinbach kilka razy podkreślała, że w Centrum mają być upamiętnione losy nie
      tylko niemieckich wypędzonych z różnych państw Europy środkowo- wschodniej, ale
      także innych narodów, w tym Polaków. "Byłam przestraszona polskimi reakcjami;
      chciałabym, by w Polsce nie myślano, że chcemy zmienić historię, bo bez Hitlera
      nie byłoby wypędzeń" - oświadczyła Steinbach.

      Dodała, że prawie nikt w Niemczech nie wie, że Polaków wypędzał zarówno Hitler,
      jak i Stalin. Oświadczyła, że generalnie w Centrum chcemy negatywnie osądzić
      wypędzenie jako sposób polityki XX wieku. Podkreśliła, że nie ma sympatii dla
      III Rzeszy, a jej dziadek siedział w obozie."

      Siedział w obozie.
      Zapewne siedział po służbie, jak już nie musiał stać na wieży wartowniczej.


      • Gość: rafal Re: Obłudna menda Steinbach IP: *.proxy.aol.com 16.09.03, 17:46
        Jesli Steinbach byla przestraszona reakcjami to powinna nimi jeszcze byc.
        Jasne, ze pomnik powstanie w Berlinie po "dlugim, rzeczowym dialogu".
        Nie wiem czego obawia sie Reiter, kto steruje Urbanem?
        Wszystko to jest wmawianie nam roli jaka mamy odegrac w unii? POTAKIWACZY.
        Nikt z nich otwarcie nam nie powie : dlaczego taki pomysl 60 lat po wojnie?
        Jaki jest podtekst? Tego mozna sie tylko domyslac.
        Na pewno nie jest to ZADEN gest pojednania, jesli my i Czesi to odrzucamy.
        To, ze Schröder, Rau czy Fischer probuja pomyslowi zmniejszyc znaczenie, nie
        znaczy, ze sa temu przeciwni. Oni prowadza swoje partykularne unijne gry.
    • tomek9991 Reiter BRONI CENTRUM WYPĘDZONYCH ! 16.09.03, 16:50
      Niedawno "Wprost" pisało o Polakach-obrońcach Niemiec,
      którzy za niemieckie fundusze sprzeciwiają się polskiej racji stanu.
      Oto :
      "Były ambasador Polski w Bonn Janusz Reiter podkreślał, że nie dobrze byłoby,
      gdyby w wyniku polskiego nacisku porzucono ideę centrum, gdyż "za takie
      zwycięstwo zapłacilibyśmy wysoką cenę - eksplozji nastrojów, których nie
      chciałbym przeżywać".
      info.onet.pl/800041,11,item.html
      • tomek9991 Rzecznik prasowy Eriki ? 16.09.03, 22:28
        opinii byłego ambasadora Polski w Niemczech Janusza Reitera Centrum przeciwko
        Wypędzeniom w Berlinie może bardzo zaszkodzić pojednaniu między Polską a
        Niemcami. "Nie należy jednak zmuszać strony Niemieckiej do wycofania się" -
        powiedział Janusz Reiter. Wyjaśnił, że "istniejące w Niemczech nastroje,
        sztucznie stłumione, musiałyby kiedyś eksplodować, zapłacilibyśmy więc w
        efekcie wysoką cenę". Reiter zapewnił, że wciąż wierzy, iż jest możliwe
        podjęcie tematu Centrum bez skazywania obu narodów na antagonizm, co dziś - jak
        zaznaczył - wydaje się nieuchronne.

        wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=1477215&ticket=1455824725720527Mcgc1rbrT3%2BCrsmIT0pdhCbSyupwm%2FNGkL6v4FPc%
        2FMvOk%2F7lO6JBtUzFk%2BNy%2BPtjakbfPMwHP%2FrE87FUkQC5IgQ44t4zDcNeuAajhqL%2FMq6%
        2F6U0uVBJp6WWr4Zf58vxr

        TEN REITER JEST RZECZNIKIEM PRASOWYM ERIKI ?
    • Gość: Nina Zydy: kwas, oleksy, jezioranski to konie TROJANSCY IP: *.proxy.aol.com 16.09.03, 17:21
      w Polsce, ktorzy dzialali, dzialaja i dzialac beda NA SZKODE POLAKOW jako
      NARODU i szkode Panstwa Polskiego.

      ZYD Kwas DAZY Z CALA MOCA DO UNICESTWIENIA PANSTWA POLSKIEGO i jak Polacy w
      kraju NIE OSUNA tego SKURWIELA zydowskiego od wladzy w Polsce to ten SKRWIEL
      zniszczy was Polakow !

      Kanclerz niemiecki Adenauer byl WIELKIM WROGIEM Panstwa Polskiego i jakas tam
      fundacja jego imienia GRASUJE po Polsce i wy tych niemieckich POGROBOWCOW
      HITLERA typu Stenbach wy DURNI Polacy w kraju wpusciecie ich jeszcze do Polski
      i udostepnicie im TRYBUN na PRZEMUWIENIA ???

      Wy tam Polsce KOMLETNIE ZGLUPIELISCI !!!

      To nie zle was ROBI w KONIA ten KAPUS Jezioranski i ZDRAJCA Kwasniewski.

      Z POGROBOWCAMI HITLERA NIE MOZE BYC ZADNEGO DIALOGU !!!

      TAKI "DIALOG" z Polski PROWADZA TYLKO ZYDY Z POLSKI KTORZY NIE MOGA SIE
      DOCZEKAC CALKOWITEGO UNICESTWIENA PANSTWA POLSKIEGO !!!

      • Gość: wikul Posłuchaj tępoto podpisująca się Nina IP: *.acn.waw.pl 16.09.03, 17:45
        Gość portalu: Nina napisał(a):

        > w Polsce, ktorzy dzialali, dzialaja i dzialac beda NA SZKODE POLAKOW jako
        > NARODU i szkode Panstwa Polskiego.
        >
        > ZYD Kwas DAZY Z CALA MOCA DO UNICESTWIENIA PANSTWA POLSKIEGO i jak Polacy w
        > kraju NIE OSUNA tego SKURWIELA zydowskiego od wladzy w Polsce to ten SKRWIEL
        > zniszczy was Polakow !
        >
        > Kanclerz niemiecki Adenauer byl WIELKIM WROGIEM Panstwa Polskiego i jakas
        tam
        > fundacja jego imienia GRASUJE po Polsce i wy tych niemieckich POGROBOWCOW
        > HITLERA typu Stenbach wy DURNI Polacy w kraju wpusciecie ich jeszcze do
        Polski
        > i udostepnicie im TRYBUN na PRZEMUWIENIA ???
        >
        > Wy tam Polsce KOMLETNIE ZGLUPIELISCI !!!
        >
        > To nie zle was ROBI w KONIA ten KAPUS Jezioranski i ZDRAJCA Kwasniewski.
        >
        > Z POGROBOWCAMI HITLERA NIE MOZE BYC ZADNEGO DIALOGU !!!
        >
        > TAKI "DIALOG" z Polski PROWADZA TYLKO ZYDY Z POLSKI KTORZY NIE MOGA SIE
        > DOCZEKAC CALKOWITEGO UNICESTWIENA PANSTWA POLSKIEGO !!!
        >


        Nie pouczaj Polaków , prymitywna antysemicka tępoto , co jest dla nich dobre ,
        bo nie masz o tym pojęcia .
    • Gość: Kolek Zyd Kwasniewski GARDZI Polakami i DRWI w oczy z IP: *.proxy.aol.com 16.09.03, 18:22
      Polakow !!!


      Zydy z pozmienianymi nazwiskami z zydowskich na polskie zgodnie zaleceniami
      miedzynarodowki zydowskiej, ktorych postawili na piedestaly OSZUKANI robotnicy
      przez GLUPKA Walese - przekupionego POPYCHADLA zydowskiego.

      Przejzycie sie DOKLADNIE kto byl "doradca" Walesy, ktorzy go potem WYRUCHALI
      jak glupia dziwke i teraz obskoczyli jak KARALUCHY wszystkie najwazniejsze
      URZEDY PANSTWOWE w Polsce i sie teraz tucza ...
      • bebokk Spie.dalaj ! 16.09.03, 23:13
        Albo jesteś prowokatorem albo świrem
        • Gość: weteran Dzien Weterana?????? IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 17.09.03, 00:12
          Ja także zabierałem już głos w tej sprawie - w wystąpieniu
          1 września, w Dniu Weterana.------powiedzial Kwach.
    • tomek9991 Ściemnianie, czyli COX 17.09.03, 07:27
      Na dobrą sprawę nie wiem po co, z nim gadają.
      Wiadomo, że co innego powie Niemcom, a co innego Polakom :
      info.onet.pl/800254,11,item.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka