szach0
29.05.08, 15:42
2007-06-26 22:27:25 | 89.79.207.* | olo1
Balcerowicz - portret doktrynera
W najbardziej wpływowych mediach po 1989 r. konsekwentnie
lansowano mit Leszka Balcerowicza jako swoistego tytana
nowatorskiej myśli ekonomicznej. "Tytana" upowszechniającego
jedynie słuszne poglądy na temat polskiej gospodarki, wbrew
wrzaskowi różnych "populistycznych" dyletantów. W
rzeczywistości Balcerowicz był przez wszystkie lata po 1989
r. jedynie posłusznym narzędziem w rękach sterujących nim
zagranicznych globalistów typu George Soros. Z ogromnym
oddaniem i konformizmem służył ich działaniom zmierzającym do
opanowania kluczowych dziedzin polskiej gospodarki,
przemysłu, bankowości.
Konformizmu uczył się już za młodu, pod "odpowiednim" wpływem
ojca, dyrektora PGR-u. Już w młodości Leszek Balcerowicz dał
szczególnie wymowny dowód umiejętności przystosowywania się
do silniejszych, do tych, którzy dzierżyli władzę. Wstąpił do
Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, i to w czasie, gdy
partia ta była szczególnie mocno skompromitowana - w 1969
roku. Gdy odliczymy trwający rok obowiązkowy staż kandydacki,
okazuje się, że Balcerowicz zgłosił się do PZPR tuż po
bezwzględnym moczarowskim stłumieniu ruchów studenckich i
tzw. kampanii antysyjonistycznej oraz po interwencji w
Czechosłowacji. Miał wtedy 22 lata. Trudno więc tłumaczyć
niedojrzałością jego decyzję wstąpienia do partii
komunistycznej, którą podejmowali wówczas tylko najgorsi
karierowicze. Ciekawe, jak tłumaczy ten pomarcowy zaciąg
Balcerowicza do partii Bronisław Geremek, który przez lata
był jego najbliższym współpracownikiem w Unii Wolności.
Początkowo przez blisko dziesięć lat Balcerowicz pracował w
SGPiS pod kierownictwem Pawła Bożyka, szefa doradców
ówczesnego pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Sam
Bożyk, później złośliwie komentując wyjątkowo doktrynerskie
poczynania Balcerowicza, mówił o nim, że był to jego jeden z
najbardziej odległych od praktyki gospodarczej uczniów.
W latach 1978-1980 pracował w szczególnie antyreformatorskiej
instytucji, za to prawdziwej szkole konformizmu - w
Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC
PZPR.
W latach 90. ex post uczyniono z Balcerowicza rzekomego
czołowego ekonomistę, wywodzącego się spośród opozycji
solidarnościowej. W rzeczywistości przed latem 1989 roku nikt
go za takiego nie uważał. Jeszcze w początkach 1989 roku
Balcerowicza, mającego wówczas tylko stopień doktora, nie
wzięto ani do 20-osobowego składu solidarnościowego w zespole
ds. gospodarki i polityki społecznej przy Okrągłym Stole, ani
do wspierającego go grona ekspertów (!!!). Próżno więc szukać
jego nazwiska w informatorze "Okrągły stół. Kto jest kim.
'Solidarność' - opozycja. Biogramy, wypowiedzi", Warszawa
1989.
Wykonawca planu Sorosa
Swą przyspieszoną karierę w 1989 r., awans na wicepremiera i
ministra finansów, Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie
protekcji prawej ręki premiera Mazowieckiego, jego zausznika
- ekonomisty Waldemara Kuczyńskiego. Początkowo ofiarował się
tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego (por. L. Balcerowicz, "800
dni", Warszawa 1992, s. 10) i sam był zaskoczony swym
nieoczekiwanym ogromnym awansem. Zawdzięczał go głównie temu,
że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym
zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989
r., a Balcerowicz urząd ten skwapliwie przyjął. Tym gorliwiej
podjął się realizacji importowanego ze Stanów Zjednoczonych
do Polski planu Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego pod
fałszywą nazwą "plan Balcerowicza".
W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego
amerykańskiego lewicowego miliardera George'a Sorosa,
przybyłego z Węgier do USA giełdowego spekulanta żydowskiego
pochodzenia. O tym, że cały rzekomy plan Balcerowicza był w
istocie dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również z
bardzo nieostrożnej enuncjacji W. Kuczyńskiego, wspomnianego
już zausznika Mazowieckiego, ministra przekształceń
własnościowych w jego rządzie. Jak wyznał Kuczyński w książce
"Zwierzenia zausznika" (Warszawa 1992, s. 82-83): "Soros
przyjechał z planem reformy gospodarki polskiej, zwanym
planem Sorosa. To była kombinacja szokowej operacji
antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm".
Balcerowiczowi jako wicepremierowi nadzorującemu polską
politykę gospodarczą przypadło zaś tylko zadanie firmowania
tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki służącej
gospodarczym celom Zachodu.
Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka
gospodarcza Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z
inflacją, przy zaniedbaniu wysiłków na rzecz wzrostu
gospodarczego i pobudzania polskiego eksportu. Jednym z
najszkodliwszych elementów tej polityki było nastawienie na
przyśpieszoną gruntowną prywatyzację polskiego przemysłu i
banków, stanowiącą faktyczną wyprzedaż za bezcen.
Rzecznik terapii szokowej
Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak
najszybszej terapii szokowej lansowane już latem 1989 r.
przez współdziałającego z Sorosem amerykańskiego ekonomistę
Jeffreya Sachsa. Reklamował on się w Polsce jako ten, który z
dnia na dzień zwalczył w Boliwii ogromną inflację. Obiecywał
tę samą skuteczną terapię w Polsce, zapominając uprzedzić, że
jego boliwijski sukces dokonał się kosztem ogromnie wysokiego
bezrobocia i buntu boliwijskich robotników, wprowadzenia w
Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców
związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej
wpływowych polskich mediach, tym chętniej za to nagłaśniając
obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej terapii
szokowej. Szczególnie kłamliwa pod tym względem była
informacja w "Gazecie Wyborczej" z 24 sierpnia 1989 r.,
zamieszczona pod znamiennym tytułem: "Cud gospodarczy w
Polsce?". Sachs obiecywał tam m.in.: "Likwidujemy całkowicie
inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie
wzrastać za pół roku (...) Nie dajcie sobie wmówić, że
radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń".
Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez
Balcerowicza terapia szokowa doprowadziła do wielkiego pasma
cierpień i wyrzeczeń przeważającej części społeczeństwa, z
korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych.
Pisał o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk
terapii szokowej, noblista z dziedziny ekonomii, prof. J.
Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo zagrabiło
wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część
wartości zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania.
Państwo zgarnęło przeważną część oszczędności dolarowych,
szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów
amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów,
"Nowy Świat", 13 stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane
już dane o rozmiarach podwyżek cen w 1990 r. Według tekstu
"Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na danych
GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie
wyższe niż w 1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13
razy, makaron - 22 razy, ceny mebli, naczyń kuchennych,
lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów w
wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym
samym czasie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski
odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom Francuzów lub Niemców.
Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego
społeczeństwa w efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej,
doskonale dokumentowała podstawowa wręcz książka o polityce
społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana
Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne
płace spadły o 24 proc., realna wartość przeciętnej emerytury
i renty - o 19 proc., a dochody netto z rolnictwa na 1
pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło
otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z
zagranicy, w dużej mierze dotowane przez rządy zachodnie i
sprowadzane do Polski po dumpingowych cenach.
Dzięki wpływom starej nomenklatury tzw. plan Balcerowicza,