Dodaj do ulubionych

_____________________Bożyk_______ _________________

29.05.08, 15:42
2007-06-26 22:27:25 | 89.79.207.* | olo1
Balcerowicz - portret doktrynera

W najbardziej wpływowych mediach po 1989 r. konsekwentnie
lansowano mit Leszka Balcerowicza jako swoistego tytana
nowatorskiej myśli ekonomicznej. "Tytana" upowszechniającego
jedynie słuszne poglądy na temat polskiej gospodarki, wbrew
wrzaskowi różnych "populistycznych" dyletantów. W
rzeczywistości Balcerowicz był przez wszystkie lata po 1989
r. jedynie posłusznym narzędziem w rękach sterujących nim
zagranicznych globalistów typu George Soros. Z ogromnym
oddaniem i konformizmem służył ich działaniom zmierzającym do
opanowania kluczowych dziedzin polskiej gospodarki,
przemysłu, bankowości.

Konformizmu uczył się już za młodu, pod "odpowiednim" wpływem
ojca, dyrektora PGR-u. Już w młodości Leszek Balcerowicz dał
szczególnie wymowny dowód umiejętności przystosowywania się
do silniejszych, do tych, którzy dzierżyli władzę. Wstąpił do
Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, i to w czasie, gdy
partia ta była szczególnie mocno skompromitowana - w 1969
roku. Gdy odliczymy trwający rok obowiązkowy staż kandydacki,
okazuje się, że Balcerowicz zgłosił się do PZPR tuż po
bezwzględnym moczarowskim stłumieniu ruchów studenckich i
tzw. kampanii antysyjonistycznej oraz po interwencji w
Czechosłowacji. Miał wtedy 22 lata. Trudno więc tłumaczyć
niedojrzałością jego decyzję wstąpienia do partii
komunistycznej, którą podejmowali wówczas tylko najgorsi
karierowicze. Ciekawe, jak tłumaczy ten pomarcowy zaciąg
Balcerowicza do partii Bronisław Geremek, który przez lata
był jego najbliższym współpracownikiem w Unii Wolności.
Początkowo przez blisko dziesięć lat Balcerowicz pracował w
SGPiS pod kierownictwem Pawła Bożyka, szefa doradców
ówczesnego pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Sam
Bożyk, później złośliwie komentując wyjątkowo doktrynerskie
poczynania Balcerowicza, mówił o nim, że był to jego jeden z
najbardziej odległych od praktyki gospodarczej uczniów.
W latach 1978-1980 pracował w szczególnie antyreformatorskiej
instytucji, za to prawdziwej szkole konformizmu - w
Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC
PZPR.
W latach 90. ex post uczyniono z Balcerowicza rzekomego
czołowego ekonomistę, wywodzącego się spośród opozycji
solidarnościowej. W rzeczywistości przed latem 1989 roku nikt
go za takiego nie uważał. Jeszcze w początkach 1989 roku
Balcerowicza, mającego wówczas tylko stopień doktora, nie
wzięto ani do 20-osobowego składu solidarnościowego w zespole
ds. gospodarki i polityki społecznej przy Okrągłym Stole, ani
do wspierającego go grona ekspertów (!!!). Próżno więc szukać
jego nazwiska w informatorze "Okrągły stół. Kto jest kim.
'Solidarność' - opozycja. Biogramy, wypowiedzi", Warszawa
1989.

Wykonawca planu Sorosa
Swą przyspieszoną karierę w 1989 r., awans na wicepremiera i
ministra finansów, Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie
protekcji prawej ręki premiera Mazowieckiego, jego zausznika
- ekonomisty Waldemara Kuczyńskiego. Początkowo ofiarował się
tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego (por. L. Balcerowicz, "800
dni", Warszawa 1992, s. 10) i sam był zaskoczony swym
nieoczekiwanym ogromnym awansem. Zawdzięczał go głównie temu,
że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym
zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989
r., a Balcerowicz urząd ten skwapliwie przyjął. Tym gorliwiej
podjął się realizacji importowanego ze Stanów Zjednoczonych
do Polski planu Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego pod
fałszywą nazwą "plan Balcerowicza".
W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego
amerykańskiego lewicowego miliardera George'a Sorosa,
przybyłego z Węgier do USA giełdowego spekulanta żydowskiego
pochodzenia. O tym, że cały rzekomy plan Balcerowicza był w
istocie dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również z
bardzo nieostrożnej enuncjacji W. Kuczyńskiego, wspomnianego
już zausznika Mazowieckiego, ministra przekształceń
własnościowych w jego rządzie. Jak wyznał Kuczyński w książce
"Zwierzenia zausznika" (Warszawa 1992, s. 82-83): "Soros
przyjechał z planem reformy gospodarki polskiej, zwanym
planem Sorosa. To była kombinacja szokowej operacji
antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm".
Balcerowiczowi jako wicepremierowi nadzorującemu polską
politykę gospodarczą przypadło zaś tylko zadanie firmowania
tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki służącej
gospodarczym celom Zachodu.
Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka
gospodarcza Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z
inflacją, przy zaniedbaniu wysiłków na rzecz wzrostu
gospodarczego i pobudzania polskiego eksportu. Jednym z
najszkodliwszych elementów tej polityki było nastawienie na
przyśpieszoną gruntowną prywatyzację polskiego przemysłu i
banków, stanowiącą faktyczną wyprzedaż za bezcen.

Rzecznik terapii szokowej
Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak
najszybszej terapii szokowej lansowane już latem 1989 r.
przez współdziałającego z Sorosem amerykańskiego ekonomistę
Jeffreya Sachsa. Reklamował on się w Polsce jako ten, który z
dnia na dzień zwalczył w Boliwii ogromną inflację. Obiecywał
tę samą skuteczną terapię w Polsce, zapominając uprzedzić, że
jego boliwijski sukces dokonał się kosztem ogromnie wysokiego
bezrobocia i buntu boliwijskich robotników, wprowadzenia w
Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców
związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej
wpływowych polskich mediach, tym chętniej za to nagłaśniając
obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej terapii
szokowej. Szczególnie kłamliwa pod tym względem była
informacja w "Gazecie Wyborczej" z 24 sierpnia 1989 r.,
zamieszczona pod znamiennym tytułem: "Cud gospodarczy w
Polsce?". Sachs obiecywał tam m.in.: "Likwidujemy całkowicie
inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie
wzrastać za pół roku (...) Nie dajcie sobie wmówić, że
radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń".
Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez
Balcerowicza terapia szokowa doprowadziła do wielkiego pasma
cierpień i wyrzeczeń przeważającej części społeczeństwa, z
korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych.
Pisał o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk
terapii szokowej, noblista z dziedziny ekonomii, prof. J.
Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo zagrabiło
wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część
wartości zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania.
Państwo zgarnęło przeważną część oszczędności dolarowych,
szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów
amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów,
"Nowy Świat", 13 stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane
już dane o rozmiarach podwyżek cen w 1990 r. Według tekstu
"Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na danych
GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie
wyższe niż w 1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13
razy, makaron - 22 razy, ceny mebli, naczyń kuchennych,
lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów w
wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym
samym czasie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski
odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom Francuzów lub Niemców.
Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego
społeczeństwa w efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej,
doskonale dokumentowała podstawowa wręcz książka o polityce
społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana
Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne
płace spadły o 24 proc., realna wartość przeciętnej emerytury
i renty - o 19 proc., a dochody netto z rolnictwa na 1
pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło
otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z
zagranicy, w dużej mierze dotowane przez rządy zachodnie i
sprowadzane do Polski po dumpingowych cenach.
Dzięki wpływom starej nomenklatury tzw. plan Balcerowicza,
Obserwuj wątek
    • szach0 Re: _____________________Bożyk_______ ___________ 29.05.08, 15:44
      szumnie reklamowany jako nowa, rewolucyjna wręcz reforma
      gospodarcza, był faktycznie tylko nową kolejną odmianą
      stosowanych przez rządy PRL "operacji dochodowo-cenowych". Z
      tą różnicą, że tamtych nie udało się zrealizować władzom ze
      względu na opory społeczeństwa. Balcerowiczowi zaś to
      wszystko powiodło się kosztem gigantycznego ograbienia
      społeczeństwa z oszczędności i bardzo dużego zubożenia
      wielkiej części ludności. Udało się dlatego, że mógł
      skorzystać z ogromnego poparcia społeczeństwa dla rządu
      Mazowieckiego. Naród zbyt łatwo zawierzył ówczesnemu
      kierownictwu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, które
      twierdziło, że plan Balcerowicza to jedyny skuteczny program
      naprawy gospodarczej, niemający rzekomo żadnej alternatywy.
      Tak uzyskano przyzwolenie społeczne dla drastycznego planu
      gospodarczego, którego władzom PRL w żadnym razie nie udałoby
      się zrealizować ze względu na opór Narodu. Jak szczerze
      wyznawał na łamach "Prawa i Życia" 10 marca 1990 r. były
      minister handlu wewnętrznego w rządzie M. Rakowskiego, Marcin
      Nurowski, "realizacja takiego programu gospodarczego w naszym
      wykonaniu doprowadziłaby do gigantycznej awantury w kraju".

      Skorzystała stara nomenklatura
      Plan Sorosa-Balcerowicza zyskał entuzjastyczne wręcz wsparcie
      różnych byłych prominentów reżimu komunistycznego - od byłych
      ministrów PRL-owskich Nurowskiego i Mieczysława Wilczka, po
      byłego wicepremiera w rządzie Rakowskiego - Mieczysława
      Sekułę czy byłego rzecznika rządu Jaruzelskiego - Jerzego
      Urbana. Stało się tak nieprzypadkowo. Stara nomenklatura
      partyjna stanowiła trzon kadry kierowniczej w gospodarce,
      wprowadzającej plan Sorosa-Balcerowicza. Postarano się też o
      zablokowanie prawdziwie potrzebnych głębokich reform
      strukturalnych, od reformy banków począwszy, po
      restrukturyzację przemysłu, które mogłyby być niekorzystne
      dla starej kadry partyjnej. Tym żarliwiej wspierali za to
      mnożące się spółki nomenklaturowe. Zadbali również o możliwie
      jak najbardziej nieprecyzyjne i wadliwe przepisy w różnych
      dziedzinach, tak aby ułatwić dokonywanie różnych aferowych
      manipulacji (vide: afera FOZZ, afera z rublem transferowym,
      tytoniowa, ziemniaczana etc.). Balcerowicz ponosi lwią część
      odpowiedzialności za brak kontroli, który ułatwił dokonywanie
      afer przy współudziale osób usadowionych na wpływowych
      stanowiskach gospodarczych. Rzecz znamienna - w 1989 r.
      zniesiono karę konfiskaty majątku za nadużycia gospodarcze.
      Cwaniacy z zagranicy i wysoko uplasowani w aparacie
      gospodarczym ludzie starej nomenklatury świetnie wykorzystali
      do swych celów szanse spekulacji i drenażu dolarów z Polski
      dzięki utrzymywaniu przez półtora roku kursu dolara do
      złotego na sztywnym, niezmienionym poziomie.
      Profesor Łukasz Czuma tak pisał o mechanizmie tych
      manipulacji w I tomie "Encyklopedii Białych Plam": "(...)
      jeśli ktoś z zagranicy wymienił 1 mln dolarów na złotówki,
      które następnie włożył na wysoki procent - np. na 150 proc.
      rocznie - do banku w Polsce, to przy stałym kursie wymiennym
      dolara do złotówki zyskiwał w ciągu roku 1,5 mln i mógł
      wywieźć z Polski 2,5 mln dolarów (...) nieprecyzyjne
      prawodawstwo, uchwalone przez Sejm 'kontraktowy', pozwoliło
      na takie operacje na podstawie działania m.in. tzw.
      oscylatora". Ocenia się, że z ówczesnej Polski wyparowały w
      owym czasie miliardy dolarów. Balcerowicza obciąża fakt, że
      nie zastopowano na czas różnych tego typu manipulacji.

      Fachowcy z "Czerwonej oberży"
      Dawni komunistyczni działacze byli siłą dominującą w
      superministerstwie gospodarczym kierowanym przez Balcerowicza
      - wszechwładnym resorcie finansów. Na najwyższych szczeblach
      tego ministerstwa zastępcami w randze wiceministrów byli,
      obok bezpartyjnego (choć dawniej członka PZPR) Marka
      Dąbrowskiego, trzej wiceministrowie z PZPR: Janusz Sawicki,
      Andrzej Podsiadło i Jerzy Napiórkowski. Ogromną część
      dyrektorów i naczelników stanowili również członkowie PZPR.
      Podobnie układały się stosunki w innych resortach
      gospodarczych podległych Balcerowiczowi, gdzie PZPR-owcy
      stanowili dominującą część kierownictw ministerstw.
      Szczególnie wymowna była sytuacja w obsadzie pozycji w tak
      kluczowej sferze życia gospodarczego jak banki. Dominowały
      tam bez reszty postacie ze starej PZPR-owskiej nomenklatury
      typu były członek Biura Politycznego KC PZPR, a w 1990 r.
      prezes Narodowego Banku Polskiego Władysław Baka czy były
      minister rządów PRL-owskich, a w 1990 prezes Banku PKO Marian
      Krzak.
      Zdecydowana większość tych marksistowskich "fachowców"
      skupionych wokół Balcerowicza wywodziła się ze Szkoły Głównej
      Planowania i Statystyki, która przez lata była potocznie
      nazywana wielce zasłużonym mianem "Czerwonej oberży". Była
      bowiem jako uczelnia prawdziwą "czerwoną kuźnią kadr", jak
      wspomniał Adam Glapiński w książce "Lewy czerwcowy".
      Nieprzypadkowo tak świetny obserwator anomalii życia
      gospodarczego jak Stefan Kisielewski (Kisiel) ostro wytykał
      na jesieni 1990 r. Balcerowiczowi, jako jeden z największych
      jego błędów, skrajną tolerancję wobec starej komunistycznej
      nomenklatury. W wypowiedzi z 20 września 1990 r. Kisiel
      stwierdził: "(...) sądziłem, że nasza reforma zacznie się od
      usunięcia tej właśnie nomenklatury: ludzi, którzy na drodze
      do kapitalizmu mogą być jedynie zawalidrogami. (...)
      Balcerowicz mógł te osoby usunąć metodą rewolucyjną, zaraz w
      styczniu, za jednym zamachem-dekretem. Tymczasem nie uczynił
      tego i nomenklatura nadal istnieje" (cyt. za: "Testament
      Kisiela", Poznań 1992, s. 53).
      Kisiel nie docenił podstawowej przyczyny utrzymania ludzi z
      "Czerwonej oberży" na kluczowych stanowiskach wokół
      Balcerowicza. Ten teoretyk, niemający zielonego pojęcia o
      praktyce funkcjonowania gospodarki, był wprost niewolniczo
      uzależniony od swych PZPR-owskich pomagierów. Byli oni wielce
      usłużni wobec Balcerowicza, ale nie bezinteresownie. Zajmując
      kierownicze stanowiska, wykorzystywali dostęp do
      najtajniejszych informacji gospodarczych w celu
      przyśpieszonego tworzenia fortun dla siebie i "kolesiów" w
      ówczesnych "przełomowych" czasach. Jeszcze w maju 1995 r.
      Lech Kaczyński jako szef NIK tak mówił o różnych przejawach
      zdominowania węzłowych punktów gospodarki przez ludzi starej
      partyjnej nomenklatury: "Banki i Ministerstwo Finansów -
      gdzie do dziś w lwiej części kierownicze stanowiska zajmują
      ludzie dawnego systemu, na przykład prezes Pekao SA Marian
      Kanton i jego zastępca Janusz Czarzasty, Bogusław Kott -
      prezes Big Banku, Krzysztof Szwarc - prezes Banku Rozwoju
      Eksportu, czy też Andrzej Wróblewski - przewodniczący Rady
      Nadzorczej Banku Śląskiego, minister finansów w rządzie
      Mieczysława Rakowskiego. To tylko niektóre przykłady. To
      wszystko - jeśli można tak powiedzieć - 'zawodnicy z jednej
      drużyny'. Tych ludzi nigdy nie wymieniono, mimo że od 1989
      roku minęło 6 lat" (z wywiadu L. Kaczyńskiego dla "Gazety
      Wyborczej" z 29 maja 1995 r.). Balcerowicza obciąża fakt, że
      w czasie swego panowania nad resortem finansów wyraźnie nie
      zrobił niczego, aby wymienić różnych PZPR-owskich prominentów
      na młodych zdolnych fachowców spoza układów. Ani przez chwilę
      nie pomyślano też o wykorzystaniu w celu reformowania
      polskich finansów licznych wybitnych polonijnych fachowców od
      gospodarki i bankowości.

      Serwilizm wobec Zachodu
      Związki Balcerowicza z komunistami były gorąco wspierane
      przez najbardziej wpływowe zachodnie kręgi gospodarcze. Nader
      wymowne pod tym względem było zachowanie amerykańskiego
      protektora Balcerowicza - Jeffreya Sachsa. W wywiadzie dla
      komunistycznej "Polityki" z 6 stycznia 1990 r. Sachs wystąpił
      z jednoznacznym gorącym poparciem dla byłego członka Biura
      Politycznego KC PZPR prof. Władysława Baki, wówczas prezesa
      Narodowego Banku Polskiego. Określił go jako prawdziwego
      gwaranta "twardej, prowadzonej żelazną ręką polityki
      kredytowej". Jak akcentował J. Sachs: "Odkąd prezesem NBP
      został profesor Baka, są coraz liczniejsze dowody, iż NBP
      staje się prawdziwym bankiem centralnym. Przedsiębiorstwa
      gorączkowo posz
      • szach0 Re: _____________________Bożyk_______ __________ 29.05.08, 15:46
        Przedsiębiorstwa
        gorączkowo poszukują kredytów w bankach komercyjnych, te
        zwracają się do NBP, a Baka mówi - nie". Dodajmy, że w tym
        samym czasie "dziwnym trafem" różne zarządzane przez
        komunistów spółki mogły liczyć na szybkie kredyty. A do tego
        doszła i taka "gratka", jak wynegocjonowana przez M.F.
        Rakowskiego "pożyczka moskiewska".
        Wpływowe zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, kręgi
        gospodarcze, a także MFW, gorąco popierały "dogadanie się" z
        czołowymi komunistami w Polsce (i na Węgrzech) w oparciu o
        zabezpieczenie sobie nawzajem realizacji podstawowych celów
        na zasadzie wzajemności. Dla przywódców komunistycznych celem
        tym było utrzymanie w swych krajach centralnych pozycji,
        zwłaszcza w życiu gospodarczym, w okresie po rozpoczęciu
        transformacji systemowych. Dla przedstawicieli zaś Zachodu
        najważniejsze w Europie Środkowej było dalsze spłacanie
        odpowiednio oprocentowanego zadłużenia z czasów
        komunistycznych. Jak zwykle dla Zachodu pieniądz (money,
        money...) miał dużo większe znaczenie niż względy
        moralno-wolnościowe. Stąd na przykład wynikało ogromne
        poparcie prezydenta G. Busha (ojca obecnego prezydenta USA)
        dla kandydatury W. Jaruzelskiego na prezydenta Polski w lipcu
        1989 roku. (Bush przebywał w Polsce na tydzień przed wyborem
        Jaruzelskiego i skutecznie naciskał na kierownictwo OKP w
        sprawie uratowania jego kandydatury).
        Balcerowicz nieprzypadkowo stał się głównym gwarantem spłaty
        polskiego zadłużenia wobec Zachodu. Jeszcze w 1989 r.
        stanowczo stwierdził w Sejmie, że trzeba jak najszybciej
        spłacać komunistyczne długi, aby nie wywołać zaniepokojenia
        zachodnich bankierów. Rzecz w tym, że właśnie w latach
        1989-1990 istniała bezpowrotnie zmarnowana przez Balcerowicza
        szansa całkowitego anulowania polskich długów wobec Zachodu.
        Pisał o tym w kwietniu 1991 r. na łamach "Ładu" Witold
        Gadomski, skądinąd jeden z czołowych liberałów (!) w polskim
        środowisku ekonomicznym (później poseł KLD, redaktor naczelny
        "Gazety Bankowej", a wreszcie współpracownik "Gazety
        Wyborczej"): "Sprzyjająca dla Polski koniunktura
        międzynarodowa, która pojawiła się na wiosnę 1989 roku i
        trwała mniej więcej przez rok, pozwalała myśleć o
        uregulowaniu zadłużenia naszego kraju. Potrzebna była do tego
        dobra wola naszych wierzycieli i organizacji międzynarodowych
        (Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego.
        (...) Polska, jak wszyscy dłużnicy, chciałaby traktować swój
        dług w kategoriach politycznych. Ma przy tym większe niż inne
        kraje ku temu powody. Przede wszystkim dług nasz został
        zaciągnięty przez państwo niesuwerenne - PRL, którym rządziła
        wąska grupa ludzi posłusznych ZSRR. Polska pierwsza pozbyła
        się komunistycznych rządów, przyczyniając się do rozpadu
        całego systemu. Daliśmy w ten sposób Zachodowi prezent,
        oszczędzając mu miliardy dolarów, wydawanych wcześniej na
        obronę przed komunistami. Argumenty te miały szanse trafić do
        przekonania polityków zachodnich, a musimy pamiętać, że
        większość naszego długu została przejęta przez rządy,
        prywatnym bankom jesteśmy winni niewielką część z 50
        miliardów. Niestety, koniunktura szybko minęła".
        A koniunktura minęła głównie ze względu na całkowitą niechęć
        Balcerowicza do zajęcia się tą sprawą. (O zmarnowaniu szansy
        anulowania polskich długów piszę szerzej w książce
        "Zagrożenia dla Polski i polskości", Warszawa 1998, t. II, s.
        26-30, powołując się m.in. na wystąpienia w tej sprawie prof.
        S. Kurowskiego, S. Kisielewskiego, J. Gościmskiego, S.
        Albinowskiego).
        Usłużność Balcerowicza wobec MFW i czołowych przedstawicieli
        amerykańskiego establishmentu przyniosła mu ogromne profity w
        grudniu 1990 r., po druzgocącej przegranej jego szefa T.
        Mazowieckiego w wyborach prezydenckich. Zaledwie w kilka dni
        po tej klęsce, bo już 19 grudnia 1990 r., amerykański
        ambasador w Warszawie Thomas W. Simmons ostentacyjnie
        poprosił o oficjalne spotkanie z Balcerowiczem. Miało to
        najwyraźniej za cel wyeksponowanie amerykańskiego poparcia
        dla jego osoby. Simmons, jako ambasador w Warszawie, cieszył
        się ogromnym poparciem prezydenta G. Busha. Zdzisław Najder
        odnotował w swych wspomnieniach skandaliczne wprost zalecenie
        prezydenta G. Busha, gdy zwracając się do polskiej delegacji
        w Białym Domu, przykazywał: "I słuchajcie, co nasz ambasador
        mówi, że macie robić". Zaczęły się mnożyć również naciski
        innego typu. Z błyskawiczną pomocą pospieszył Balcerowiczowi
        wciąż serwilistycznie wykonujący amerykańskie polecenia Jan
        Nowak-Jeziorański, "kurier z Waszyngtonu".
        Wykorzystując kompletną niewiedzę Wałęsy w sprawach
        gospodarczych, straszył go i innych polityków polskich, jakim
        to niebywałym nieszczęściem dla Polski stanie się rzekomo
        odejście Balcerowicza. W wywiadach udzielanych prasie Nowak
        posuwał się do wszelkiego rodzaju szantażów. Dosłownie robił
        wszystko, co tylko możliwe, by zastraszyć Polaków w kraju
        groźbą utraty wszelkich szans na pomoc od Zachodu w przypadku
        odsunięcia Balcerowicza od władzy nad polską gospodarką. Na
        przykład w wywiadzie dla "Życia Warszawy" z 21 grudnia 1990
        r. Nowak-Jeziorański stwierdził, że: "Nie da się utrzymać
        pomocy z zagranicy bez utrzymania Balcerowicza".
        Zachodnie naciski na rzecz utrzymania dominacji Balcerowicza
        w polskim życiu gospodarczym miały gruntowne uzasadnienie w
        fakcie jego ogromnej usłużności wobec różnych zachodnich
        lobby finansowych. I to nie tylko amerykańskich. Na przykład
        członkiem Rady Ekonomicznej, tak znaczącego ciała doradczego
        przy prezesie Rady Ministrów, był w 1990 r. ówczesny
        gubernator banku centralnego Izraela Michael Brun. Człowiek
        ten był wtajemniczony w najgłębsze tajniki naszej gospodarki,
        takie jak zmiany kursu złotego do dolara - wiadomość na wagę
        złota dla spekulantów. W liście do Balcerowicza wysuwał on
        swoje sugestie w tej sprawie. Kto nie wierzy, niech zajrzy do
        książki Balcerowicza "800 dni". Czy za takie zjawiska, jak
        dopuszczenie wpływowego cudzoziemca do kluczowych polskich
        tajemnic finansowych, nie należało postawić Balcerowicza
        przed Trybunałem Stanu?

        Bałagan w Ministerstwie Finansów i bankowości
        Balcerowicz, jako wicepremier i minister finansów, był
        szczególnie mocno odpowiedzialny za niebywały bałagan w
        podlegającym mu resorcie. Jakże wymowne pod tym względem i
        szokujące zarazem były informacje zawarte w zamieszczonym 18
        sierpnia 1991 r. w "Tygodniku Gdańskim" wywiadzie z
        dyrektorem Anatolem Lawiną, wysokim urzędnikiem Najwyższej
        Izby Kontroli. Powiedział w nim m.in.: "Najdramatyczniejsze i
        najbardziej niebezpieczne jest - używając języka więziennego
        - dojście do 'przekrętów' finansowych i to na wielką skalę.
        Tak jest w bankach, przedsiębiorstwach handlu zagranicznego,
        w Ministerstwie Współpracy z Zagranicą. A Ministerstwo
        Finansów? Nie znam żadnej sprawy, która by była tam rzetelnie
        udokumentowana i załatwiona... Ministerstwo Finansów robi
        wszystko, by zatuszować sprawę nadużyć i bałaganu".
        Kierownictwo resortu finansów z L. Balcerowiczem na czele
        było bezpośrednio odpowiedzialne za fatalne zaniedbania w
        funkcjonowaniu systemu bankowego, który już w 1989 r.
        powszechnie oceniano jako skandaliczny (por. np. wywiad z
        prof. Antonim Kuklińskim dla "Życia Warszawy" z 9 grudnia
        1989 r.). Co więcej, sam wicepremier Balcerowicz dawno
        przyznał, że "system bankowy jest przedmiotem uzasadnionej
        krytyki". Potem jednak minęły miesiące, wreszcie rok, a potem
        znów kolejne miesiące bez naprawy tego fatalnego systemu, aż
        wreszcie doszło do afery Art. B, która obnażyła wszystkie
        skutki opóźnienia reformy bankowości polskiej.
        Przypomnijmy tu tak zapomniany dziś fakt, że w 1991 r., pod
        koniec gospodarczej dyktatury Balcerowicza, powszechnie
        mówiono o jego odpowiedzialności za fatalny stan
        funkcjonowania systemu bankowego. W tej prawie z ostrą
        krytyką pod adresem ministra finansów wychodzili nawet
        czołowi liberałowie z partii Jana Krzysztofa Bieleckiego.
        Warto choćby przypomnieć, co mówił wówczas na temat
        Balcerowicza obecny przywódca PO Donald Tusk. Otóż,
        wypow
      • szach0 Re: _____________________Bożyk_______ __________ 29.05.08, 15:47
        co mówił wówczas na temat
        Balcerowicza obecny przywódca PO Donald Tusk. Otóż,
        wypowiadając się w imieniu KLD w początkach 1991 r., Tusk
        stwierdził, że liberałowie mają obiekcje do działalności
        Balcerowicza jako "ministra finansów, zwłaszcza z powodu
        dysfunkcjonalości systemu bankowego" (!) (cyt. za: T. Roguski
        "Liberałowie liczą na sukces", "Rzeczpospolita", 4 września
        1991 r.). Dziś ten sam Tusk dosłownie idzie w zaparte, by
        wybronić wszelkie przejawy działań Balcerowicza.
        prof. Jerzy Robert Nowak
        • szach0 _______________i jego uczeń/n 30.05.08, 09:17

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka