hugo_w2
14.11.08, 10:14
Dementi biura Baracka Obamy w sprawie jego rozmowy z prezydentem
Lechem Kaczyńskim stanowi przejaw swoistej "naiwności".
W dzienniku "Wall Street Journal" pisze na ten temat John Bolton,
ostry polityk, znany ze swych stanowczych, zgoła bezkompromisowych
wystąpień. Nawiązał on do słów Lecha Kaczyńskiego, który - po
krótkiej telefonicznej wymianie zdań z prezydentem elektem -
powiedział, iż Barack Obama zapewnił go, że projekt tarczy
antyrakietowej będzie kontynuowany. Parlament RP jeszcze nie
ratyfikował sierpniowej umowy ze Stanami Zjednoczonymi w oczekiwaniu
na decyzje nowej administracji; podobnie postępują Czesi.
Rzecznik prezydenta elekta natychmiast zdementował to oświadczenie
mówiąc, iż Obama nie zobowiązał się do niczego, albowiem - jak
zaznaczył - przyszły prezydent poprze rozmieszczenie elementów
tarczy antyrakietowej, jeśli okaże się, że system ten działa.
To wygodna furtka dla przyszłego przywódcy. Parasol bezpieczeństwa
nad Stanami Zjednoczonymi (i zachodnią Europą) był sprawdzany
wielokrotnie - z rozmaitym skutkiem: czasami udawało się zestrzelić
pociski "wroga", niekiedy - nie. Jest to zupełnie nowa technologia i
oczywiście daleko jej do niezawodności, na którą zdaje się powoływać
Barack Obama jako powód ewentualnego wycofania się z umowy między
USA a Polską i Czechami.
Dlaczego miałby tę umowę zrywać w sprawie systemu, którego rozbudowę
kontynuowały (z rozmaitą intensywnością) wszystkie administracje,
począwszy od Ronalda Reagana? Inicjatywę poparło NATO, opowiadają
się za nim zainteresowane kraje, w Wielkiej Brytanii, w Danii i
Niemczech rozmieszczono już elementy tego gigantycznego projektu.
Sprzeciwia się temu Moskwa, i to coraz mocniej, coraz agresywniej
dowodząc, iż jest to broń wymierzona przeciwko niej.
Władze na Kremlu doskonale wiedzą, iż ta ewentualna broń nie może
poważniej zagrozić Rosji. Coraz bardziej konfrontacyjna postawa
Moskwy ma dwa cele na uwadze: wbicie klina między zachodnią Europę a
Stany Zjednoczone i oderwanie tych dwóch światów od siebie oraz, po
drugie, zdystansowanie się Ameryki do nowych krajów członkowskich
NATO. Pozwoliłoby to Rosji (do czego dąży usilnie) na odtworzenie
dawnej strefy wpływów, jeśliby Zachód po cichu uznał jej dominację
nad Europą Wschodnią.
Zapowiedziane przez prezydenta Dmitrija Miedwiediewa rozmieszczenie
rakiet bliskiego zasięgu w obwodzie kaliningradzkim jest powszechnie
interpretowane jako forma testowania nowego prezydenta - podobnie
młodego, niedoświadczonego idealisty jak John Kennedy, którego
Związek Sowiecki "sprawdzał" prawie 50 lat temu, co doprowadziło do
niebezpiecznego kryzysu kubańskiego.
Unik prezydenta elekta pozwala Rosji żywić nadzieję, iż na pewno
może poczynać sobie swobodnie w Gruzji, wobec Ukrainy i liczyć na
odzyskanie Europy Wschodniej.
Quelle PDN-NY(CK)