Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl
26.01.02, 21:06
PODATKI TO KRADZIEŻ
Chris R. Tame
Jeśli zaczepiłby cię na ulicy bandyta, żądając twojego portfela albo
portmonetki, nie wahałbyś się, jak to nazwać - kradzieżą!
Jeśli grupa bandytów żądałaby co miesiąc dwóch trzecich twojego dochodu, grożąc
strasznymi konsekwencjami w przypadku niepodporządkowania się ich
propozycji "ochrony", nie wahałbyś się, jak to nazwać - kradzieżą!
Już jesteś codziennie obrabowywany. Co miesiąc przynajmniej około dwóch
trzecich twojego dochodu zabiera się tobie siłą, bez twej zgody. Robi to rząd.
I owszem, to również jest kradzieżą, nawet jeśli niewielu zdaje sobie z tego
sprawę!
Czym rząd różni się od bandyty? Czym wymuszanie przez państwo pieniędzy
za "ochronę" różni się od wymuszania ich przez jakiegoś innego gangstera? Do
jednego i drugiego stosuje się słownikowa definicja kradzieży - zagarnianie
własności jednostek bez ich zgody. Jedyną różnicą jest to, że rząd jest mniej
uczciwy, niż jego prywatni konkurenci w złodziejstwie. Złodziej nie twierdzi
przynajmniej, że to, co robi, robi dla twego dobra i że jest to pożądana
aktywność społeczna prowadzona "w interesie ogółu".
CZY PODATKI SĄ KONIECZNE?
Ale czy podatki nie są konieczne, jak uważa większość ludzi? Czy nie trzeba
płacić podatków, by cieszyć się takimi rzeczami, jak opieka medyczna, drogi,
poczta, koleje, ochrona policyjna i tak dalej?
Wyobraźmy sobie lokalnego kupca, który wypędza z miasta, pod groźbą użycia
broni, całą swą konkurencję. Następnie regularnie rabuje swych sąsiadów, ale "w
zamian" dostarcza im pewne artykuły spożywcze (bardzo niskiej jakości) i
wykonuje (bardzo kiepsko) pewne usługi, takie jak strzyżenie trawników.
Jego "klienci" odnosiliby się bardzo sceptycznie do jakości usług, które ten
kupiec tak łaskawie im dostarczałby, zabraniając jednocześnie tego komukolwiek
innemu.
Tak właśnie jest z rządem. Dlaczego nie wolno nam trzymać swych pieniędzy i
kupować takich dóbr czy usług, jakie chcemy od tych, którzy oferują się ich
dostarczać. Czego rząd miałby się bać, jeśli uważa, że jest w stanie sam
dostarczyć te wszystkie dobra i usługi, na które ma obecnie monopol?
Konkurencja pokazałaby, jakim marnym interesem są państwowe usługi i
zniszczyłaby mit, że są "dobra publiczne", które mogą być dostarczane jedynie
przez państwowy monopol.
Biurokracja, nieefektywność, niebotyczne ceny i obniżająca się jakość - tym
charakteryzują się wszelkie państwowe usługi, od poczty i kolei do policji i
sądów.
Wolny rynek może dostarczyć wszystkie te usługi, które są tradycyjnie uważane
za domenę państwa. Wśród wielu faktów, o których nie uczy cię państwowy system
edukacji jest to, że historia zna liczne przypadki dostarczania ich - od dróg,
szkół i szpitali po walutę, ochronę policyjną i sądy - przez prywatne
przedsięwzięcia.
Już wiele razy zdarzało się, że państwo w celu zbudowania lub utrzymania swych
partackich monopoli tłumiło siłą skutecznych konkurentów, którzy naprawdę
służyli ogółowi.
CO Z POTRZEBUJĄCYMI?
Ale co z tymi, którzy są w potrzebie? Czy podatki nie są usprawiedliwione
potrzebą pomocy biednym, starcom, chorym i wszystkim tym, którzy sami nie mogą
sobie pomóc? Większość ludzi sceptycznie odnosiłaby się do twierdzenia
rabującego ich złodzieja, że ma do tego moralne prawo, bo potrzebuje pieniędzy.
Czy czułbyś się moralnie zobowiązany do współpracy z dokonywaną przez niego
siłą redystrybucją bogactwa? Jaka jest różnica, gdy rząd robi to na masową
skalę, wypłacając twoje ciężko zarobione pieniądze każdemu, kogo ogłosi
potrzebującym?
Nie, nawet ci, którzy naprawdę nie są w stanie sami sobie pomóc nie mają prawa
do pomagania sobie zawartością twojej kieszeni z racji swej potrzeby. Jak
możesz uważać się za wolnego, jeśli nie masz prawa do wszystkich owoców swej
pracy, do ich rozprowadzania tak, jak chcesz? Jeśli każdy będący "w potrzebie"
ma prawo do bycia wspieranym przez ciebie obojętnie, czy się na to zgadzasz,
czy nie? Pomaganie innym na twój koszt jest wyborem, który powinien być
dokonany przez ciebie samego. I taki wybór jest dokonywany codziennie przez
miliony ludzi, bez zmuszania do tego przez państwo.
Nikt nie ma prawa grozić ci bronią i żądać twej pomocy, twych pieniędzy,
obojętnie, czy jest to jednostka, czy rząd. Byłoby dużo mniej potrzebujących,
gdyby rząd pozwolił nam trzymać swoje pieniądze i zabezpieczać się samemu na
wypadek choroby i starości, gdyby przestał dewaluować inflacją nasze pieniądze
i oszczędności, gdyby przestał zmuszać nas do płacenia za swe usługi i pozwolił
na wolny wybór, i gdyby dłużej nie tłumił dobrobytu i wzrostu gospodarczego
przez swoje nieustanne wtrącanie się i obdarzanie przywilejami w rodzaju
dotacji i ceł zaporowych.
Tak zwane państwo opiekuńcze jest oszustwem. Uwiecznia ono nędzę, którą wolny
rynek ostatecznie wykorzeniłby. Tych niewielu, którzy naprawdę nie mogą sobie
sami pomóc byłoby wspomaganych przez wiele dobrowolnych instytucji
dobroczynnych będących owocem naturalnej współpracy i życzliwości, w które
obfituje społeczeństwo oparte na produkcji, a nie na grabieży.
KTO ZYSKUJE?
Ale choć ważnym jest stanowcze odrzucenie moralności przymusowego altruizmu
przywoływanej do usprawiedliwienia podatków, równie ważnym jest uświadomienie
sobie, że ta moralność tworzy ideologiczny płaszcz dla pewnych podstawowych
interesów ekonomicznych i politycznych. To nie potrzebujący ściągają podatki:
robi to państwo. I to właśnie państwo oraz potężne grupy, które je popierają
zyskują na podatkach, nie zwykli ludzie. Podejrzenia powinien obudzić fakt, że
jeśli motywacją do nakładania podatków byłoby rzeczywiście pomaganie biednym,
to oczywistą formą pomocy wydawałoby się bezpośrednie dawanie im gotówki.
Zmuszanie wszystkich, bogatych i biednych, do otrzymywania ujednoliconego,
zmonopolizowanego przez państwo produktu jest naprawdę nieporęczne. System
płacenia biednym gotówką jest popierany przez liberałów takich, jak Milton
Friedman czy Institute of Economic Affairs. A jednak socjaliści i związki
pracowników sektora publicznego wzdragają się przed nim ze wstrętem!
Państwowy monopol na dostarczanie opieki i usług społecznych daje politykom i
biurokratom władzę nad masami ludzi. W pewnych przypadkach umożliwia im
praktykowanie innych bezpośrednio ingerujących w wolność działań. Niechęć
jakiegokolwiek rządu do odpaństwowienia poczty ma sporo wspólnego z jego
olbrzymią machiną zajmującą się kontrolą korespondencji i podsłuchem.
Państwowa edukacja w szkołach i uniwersytetach pozwala państwu także na
wpajanie całemu społeczeństwu wspólnej ideologii, co byłoby niemożliwe przy
szkołach prywatnych, prowadzonych przez jednostki i grupy mające różne punkty
widzenia i konkurujących o klientów. Ponadto państwo zapewnia sobie masową
lojalność dając ludziom wrażenie, że jest "ich" państwem, dbającym o swych
obywateli przez dostarczanie im darmowych usług, których inaczej by nie
otrzymali.
A państwo nieustannie obdarowywuje dotacjami i kontraktami duży i mały biznes,
grupy interesu z kręgów finansjery i rolnictwa. Państwo opiekuńcze jest po
prostu maską, która skrywa rzeczywistość znajdującą się za
interwencjonistycznymi rządami - walkę o specjalne przywileje i dotacje na
koszt konsumentów i podatników.
Ponieważ biedni jako całość płacą w podatkach wystarczająco dużo, by kupić
swoje "darmowe" usługi, tymi, którzy rzeczywiście na nich zyskują, są
grabieżcze grupy interesu (oraz oczywiście pasożyty zatrudniane przez państwo -
pracownicy socjalni, akademicy, urzędnicy itd.). Parę lat temu w Kalifornii
wielki biznes i finansowe grupy interesu prawie powszechnie sprzeciwiły się
projektowi obniżenia podatków.
W rzeczywistości podatki są podobne do wielu innych przejawów państwowego
mieszania się do gospodarki rzekomo mających pomagać biednym - faktycznie
działają na odwrót