samsaranathanal
04.12.03, 13:03
Szanowni proaborcjoniści
Piszę do Was żywiąc nadzieję, że zechcecie mi pomóc. Otóż bardzo, ale to
bardzo chciałbym się do Was przyłączyć. Razem z Wami chciałbym piętnować
obskurantyzm niektórych polskich polityków, wyśmiewać się z zabobonnych babć
i wyrażać zaniepokojenie symptomami "państwa wyznaniowego", ze szczególnym
uwzględnieniem penalizacji aborcji. Sami rozumiecie: fajniej jest wyznawać
nowoczesne poglądy niż podzielać przesądy ojca Rydzyka.
Ktoś mógłby się zdziwić: jak chcesz, to po prostu zostań zwolennikiem "prawa
do wyboru", w czym problem?
Otóż jest problem, niestety.
Problem polega na tym, że mój sprzeciw wobec aborcji nie opiera się na
przesłankach religijnych. Do żadnych wspólnot religijnych nie należę, a
pytany o kwestie metafizyczne odpowiadam w najmodniejszy obecnie sposób: "nie
wiem". W wielu kwestiach społecznych jestem równie, a może nawet bardziej,
liberalny, co i Wy. Tak jak i Wy uważam, że człowiek powinien mieć prawo do
dysponowania swoim ciałem i życiem w sposób dowolny. Do tego stopnia, że
jestem zwolennikiem legalizacji wszelkich środków odurzających, a nie tylko
tzw. narkotyków miękkich. Skąd zatem sprzeciw wobec aborcji i postulat jej
penalizacji?
A stąd, że po odrzuceniu normy religijnej definiującej kim jest człowiek
(podobnie jak Wy uważam, że w tej sprawie nie powinny decydować żadne
doktryny religijne), powstała potrzeba innej definicji (Zgodzicie się chyba,
że taka definicja jest potrzebna – choćby po to, żeby karać morderców).
Definicji racjonalnej a nie zabobonnej lub dogmatycznej. Definicji naukowej.
I taką definicję znalazłem.
Jedyną nauką doświadczalną (nauki niedoświadczalne to są jakieś paranauki)
zajmującą się tym problemem jest biologia. I ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu
biologia mówi, że rozwój osobniczy nowego organizmu rozpoczyna się w momencie
zapłodnienia. To już jest nowy osobnik. Nowy królik, nowa świnia, nowy
krokodyl, nowy człowiek. Aż do śmierci.
I co teraz z tym zrobić? Osobiście próbowałem wielu różnych sposobów.
Przekonywałem siebie, że człowiek jest człowiekiem dopiero kiedy zacznie
oddychać, albo dopiero kiedy mu się wykształci jakiś organ (mózg, noga,
serce, płuca), albo kiedy zacznie logicznie myśleć (sapiens zobowiązuje).
Niestety lewa półkula mojego mózgu (to ta odpowiedzialna za myślenie
przyczynowe) za każdym razem odpowiadała, że są to kryteria subiektywne i
nienaukowe. Mówiła też, że prawo powinno kierować się jasnymi kryteriami a
nie uważaniem jednego czy drugiego osobnika. Oraz, że jeśli zgodzę się na
takie uznaniowe ustalanie, to nie powinienem się zdziwić, gdy pewnego
pięknego dnia okaże się, że ktoś inny uznał coś innego za kryterium
człowieczeństwa…
I tak oto doszedłem do przekonania, że aborcja powinna być karana tak jak
zabójstwo z premedytacją. Nie mniej nie więcej.
To przekonanie jest tak niemodne, że aż strach. Dlatego zwracam się do Was z
prośbą o pomoc. Przedstawcie jakąś zborną argumentację dla agnostyka
racjonalisty, która pozwoli mu być trendy. Rozumowanie opierające się na
ustaleniach jakiejś nauki doświadczalnej, bo argumentacja uznaniowa,
religijna lub metafizyczna jest, jak się zdaje, skazana na niepowodzenie…
Pomożecie?
Sam
PS 1. Ta prośba nie dotyczy Doku.
PS 2. Wasze odpowiedzi przeczytam dopiero jutro