komar77
29.12.05, 08:51
koniec roku, były święta a ja z niczego nie mam radości,cały czas chodzę taka
przygnębiona.
Cały czas się czymś martwię no i najwięcej myślę o tym jak bardzo sie moje
życie zmienilo jak zaczęłam się bać ze dostanę biegunki
Codzienne zycie zaczęło być udręką. Rano wstaję i tylko myślę o tym zeby jak
najprędzej być z powrotem w bezpiecznym domu.
W pracy jestem osowiała.Wykonuję swoją pracę jak automat. Nic mnie juz nie
cieszy.
Męzowi opowiedziałam o swoich problemach z miesiac temu. Niby mnie
wysluchal,pocieszyl troche Powiedzial ze moze by faktycznie bym poszla do
jakiegos psychologa.
I na tym stanelo.
Codziennie jak znowu przezywam koszmar mowie sobie ze mu powiem ze znow bylo
zle ze znow sie balam a potem jak jestem w domu to rezygnuję.
Bo po pierwsze mam lepszy humor bo czuje sie bezpieczna a po drugie bo i tak
on mnie nigdy do konca nie zrozumie.
Efekt jest taki,ze jak ja mu nic nie mowie to on sobie mysli ze jest wszystko
w porządku.
Boje sie o siebie i o swoje zdrowie psychiczne. To stale poczucie
przygnębienia, ten ciagly dyskomfort ze ze mna jest cos nie tak ...
Boje sie ze to juz poczatki depresji.
Ja mam takie schizy tylko w pracy wiec najlatwiej byloby zwolnic sie i miec
spokój ale wiadomo jak to jest z finansami w dzisiejszych czasach.
Jedyny moj promyczek radosci to moja córeczka. Popoludnia sa od razu lepsze
jak jestem z nia.
Jakoś nie mogę w sobie wykrzesać zadnego optymizmu z nadchodzacym Nowym Rokiem
Wczesniej ustalilismy ze z nowym rokiem postaramy sie o drugie dziecko.
Cieszylam sie bo to tez by znaczylo ze poszlabym na L4 i siedzialabym w domu.
Ale teraz poowstaje problem. Bo teraz jak mnie dopada mega strach to zjadam
Loperamid a jak bede w ciazy to juz nie moge.I czym sie wtedy tarowac w ataku
paniki
Jakoś nawet mówienie sobie ze inni maja jeszcze gorsze zyciowe problemy nie
pomaga mi.