ragazza4
19.07.06, 13:58
IBS dał mi półtora miesiąca "przepustki". Szczęście w życiu osobistym
sprawiło, że mogłam jeść i pić wszystko [no może z wyjątkiem kawy]. Objadałam
się lodami, zagryzałam je czereśniami, popijałam piwem i wszystko było w
porządku. Nawet podróż zagraniczna była prawdziwą przyjemnością, miejscowe
smakołyki pożerałam w obłędnych ilościach. Niestety, wystarczyła mi chandra
związana z tzw. ścieżką zawodową i koniec zabawy. Spodziewałam się powrotu
IBS-u w każdym momencie, ale i tak...jakoś smutno. To tak jakby wrócić do
pierdla i dalej odbywać karę dożywocia. Tylko zdrowa głowa może nas uzdrowić,
moi drodzy.