moj "powrot"do pracy

18.03.06, 21:19
witam wszystkie ja tu po raz pierwszy!nie moge sie oprzec zeby sie nie
pochwalic co ostatnio mnie spotkalo.Pracowalam dosc dlugo w jednej z tych
snobistycznych restauracji w warszawie.zaszlam w ciaze,byla zagrozona.akurat
zastepowalam kolezanke bedaca na urlopie czyli dwa tyg.bez przerwy po 14 godz
kiedy dowiedzialam sie ze owszem jestem ale zaraz je zgubie.ucieklam na
zwolnienie.ciaza powinna byc pieknym czasem a dla mnie to byl czas
strachu.wsluchiwalam sie w siebie caly czas.dopiero pod koniec bylam
spokojniejsza.bardzo chcialam zatrzymac to malenstwo.potem byl porod,pierwsze
miesiace,zabki a o wszystkim pojedynczo ksiazke mozna by bylo napisac.czas
zlecial nie wiem kiedy.przez znajomych dowiedzialam sie ze nie powinnam zbyt
liczyc na swoja firme bo zrobilam sie niewygodna.wzielam urlop bezplatny.a ze
pieniazkow naprawde brakowalo zaczelam sie rozgladac za praca.mialam
szczescie poniewaz trafilam na kogos kto dal mi sie wykazac.swojej nowej
pracy towarzyszylam od powstania.pomoglam ja stworzyc.dzis dzialamy juz rok i
idze ok.skonczyl mi sie urlop.poszlam na dwa dni do poprzedniej pracy zeby
powziac jakies decyzje.fajne dziewczyny mi podszeptaly jakie instrukcje wydal
im szef przed moim przyjsciem.nic nie pokazywac,nie tlumaczyc dawac
najwyzej sprzatanie.troche przegial wiec ja mu smialo mowie ze kodeks
gwarantuje mi powrot na conajmniej podobne stanowisko.no,nie bede sie chwalic
co mu nagadalam.OKAZALO SIE PRZY OKAZJI ZE KONIECZNIE CHCIELI DOPROWADZIC DO
TEGO ZEBYM ODESZLA ALE TEZ NIE DOSTALA ODPRAWY.moglam jeszcze powalczyc albo
sie nie daj boze pochorowac;).odpuscilam sobie bo moja praca czekala.na
koniec nie odmowilam sobie satysfakcji zeby powiedziec ze moje kwalifikacje
sie zmienily-to co robi szef to ja jedna dziurka nosa wciagam.i zaprosilam
ich do SWOJEJrestauracji!!! do nich bezposrednio zalu nie mam bo robia co
kaze gora.dziewczyny-robcie cokolwiek!ja dojezdzam do pracy okolo
godz.biegiem ubieram siebie i corke.nie raz mialam dosc bo ciezko.wszystko
rekompensuje mi szefowa-czasem chodzi odebrac corke z przedszkola zebym tylko
pracowala.czuje sie dowartosciowana.wam wszystkim zycze pomyslnych wiatrow w
pracy.
    • dagamama Re: moj "powrot"do pracy 21.03.06, 10:01
      ah! tylko pozazdrościć!
      ja w swojej pracy poprostu się cofam....
      marzę o takiej w której mogłabym rozwinąć skrzydła i ktoś by to docenił!
      naprawdę zazdroszcze
      i życzę powodzenia!
      • noshadow Re: moj "powrot"do pracy 21.03.06, 12:58
        fajnie, ze to napisalas, bo nakreca mnie pozytywnie na zycie. Ja swojej pracy
        po wielu latach mam dosc. Urodzilam synka i ten fakt mi mowi - koniec z marna
        praca za marne grosze - dla synka musisz sie rozwijac i zawodowo i finansowo,
        zeby w przyszlosci mu dac cos wiecej niz cierpka mine i suchy chleb. Szukam
        intesywnie pracy w zawodzie w ktorym sie ksztalcilam. Oczywiscie wolalabym byc
        z malym jak najdluzej i cieszyc sie macierzynstwem i gdy znajde prace przezyje
        ciezko bol rozstania (teraz syn ma 9 m-cy), ale wiem, ze MUSZE zmienic prace.
        11 lat kopania po tylku to jak dla mnie za dlugo.
        • ptysiula1 Re: moj "powrot"do pracy 02.04.06, 12:56
          my to mamy prze.... ten tego. najpierw nameczysz sie z dzieckiem,bo
          macierzynstwo mimo ze piekne to w kosc potrafi dac.obiadki,sprzatanie,jeszcze
          kurcze do pracy. a tam co??? jestesmy niebezpieczne,wrecz tredowate.nie wolno
          nas zatrudniac na normalne umowy,bo to samobojstwo dla firmy i inne
          bajki.czasem to czlowiek ma ochote dowalic sobie wlasna muszla klozetowa...
    • moniamyszka3 Re: moj "powrot"do pracy 22.03.06, 21:07
      dziekuje za mile slowa.naprawde nie raz jest tak ciezko ze chce sie do domu. na
      pocieche moge dodac ze swoj sukces zaczynalam na sprzataniu mieszkania szefowej
      i tak sie lepiej poznalysmy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja