Dodaj do ulubionych

Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca

01.06.06, 02:51
Moja przygoda z Wielkim Miastem zaczęła się jakieś pięć lat temu,
kiedy zaraz po maturze, już w ciąży, zdałam tu na studia i rozpoczęłam pracę.
Dziecko chowało się zdrowo, w zasadzie wszystko było ok, biorąc pod uwagę, że
w takich sytuacjach nigdy nie jest sielankowo [miałam 19 lat, urodziłam przy
pierwszej sesji, wykład się przeciągał, mi mleko kapało po brzuchu, mąż długo
pracował, więc i nasza bliskość na tym cierpiała, na pomoc rodziców raczej
nie mogliśmy liczyć, bo wszyscy dziadkowie się porozwodzili i wili na nowo
swoje gniazdka (jak moje dziecko nauczy się liczyć, pewnie zapyta skąd ma
ośmioro dziadków:)] Pracodawca nie robił fochów przy moim urlopie
macierzyńskim, a potem wychowawczym.
Na wychowawczym jednak było już ciężej, więc dorabiałam pilnując prócz
swojego – także cudzych dzieci. Jak to często bywa po urlopie musiałam
rozejrzeć się za nową pracą, bo firma zrezygnowała z sekretarki…
Poszukiwania były żmudne, bo nikt nie palił się do zatrudnienia młodej matki
(przez kolejny rok pracy na umowę zlecenie wzięłam na opiekę nad dzieckiem
dwa bezpłatne dni wolne). Zdarłam kilka par butów i poznałam dość dobrze
topografię Warszawy:). Wreszcie trafiłam na „w miarę” rozsądną ofertę w
wiodącej firmie ubezpieczeniowej, która ogromne ryzyko, wynikające z dużej
liczby ubezpieczonych klientów, optymalizowała tanią siłą roboczą. I tak
przez rok pracy w Funduszu Emerytalnym zwiedziłam wszystkie piętra, wszystkie
działy i nie odłożyłam ani grosza na swoją emeryturę…, ale za to piszę szybko
i wiem co nieco na temat systemu emerytalnego:)
W końcu możliwości zatrudniania na tych zasadach, nawet przy rotacji pomiędzy
działami, się skończyły i firma co-wytrwalszym fundnęła dwumiesięczne
bezpłatne wakacje.
Mnie nie było na nie stać. Wzięłam jakieś zlecenia do domu, klepałam po
nocach katalogi dla portalu internetowego, w dzień biegałam po rozmowach,
rekordem były trzy rozmowy w ciągu dnia na różnych końcach miasta, na
ostatnią po 17.00 już nie chciało mi się iść, ale poszłam. I dostałam tę
pracę.
W firmie, gdzie nie wchodzi się bez zapowiedzi i mając w kieszeni mniej niż
100tys. Coś rodzaju biura brokerskiego. Zostałam zatrudniona jako asystentka
zarządu, forma zatrudnienia była mętna (pół etatu - praca dla zarządu, pół
dla specjalistów, ogromna odpowiedzialność, ogromny prestiż, w międzyczasie
ganianie po pizze dla prezesa, wkład do długopisu na fakturę itp.)
Kiedy skończył się mój okres próbny, w wyniku ogólnych nieporozumień rozpadł
się zarząd:) (ulżyło mi, bo każdy członek pił inną kawę, z innego ekspresu) a
połowa pracowników zasiliła szeregi konkurencji.
Cóż, sytuację trzeba było ratować, np. poprzez zatrudnienie prężnej Pani
Dyrektor, która dziwnym zbiegiem okoliczności po miesiącu okazała się żoną
prezesa:)
Na szczęście firma trochę zaoszczędziła, z 15 zostało 5 pracowników, prezes –
przystojny, 30-letni z zaokrąglonym już brzuszkiem – z pizzy przerzucił się
na makaron z warzywami, gdzie żona nadzorowała ilość kalorii, giełda
przynosiła niezłe wyniki, więc i klienci chętnie przynosili swoje
oszczędności, firma zmieniła siedzibę na bardziej prestiżową, która poprzez
pozłacane balustrady i kawę z górnej póki tworzyła klimat dający namiastkę
luksusu, jaki czeka klientów po zainwestowaniu we wskazane instrumenty:).
Pracowałam jako asystentka – tzn. zajmowałam się prowadzeniem biura,
obowiązków było naprawdę dużo, ledwie wyrabiałam w szpilkach na zakrętach,
telefon trzeba było odebrać najpóźniej po drugim dzwonku, zanim napisałam
maila, już dostawałam od prezesa wersję roboczą z poprawkami na czerwono, po
zwolnieniu analityka przejęłam jego obowiązki, prezes dzwonił z Krety o 8.30
zapytać kto dziś spóźnił się do pracy, w wolnych chwilach – ha, ha, ha –
dzwoniłam po różnych osobistościach, których konta mogły wyglądać
interesująco i zapraszałam do nas na kawę.
Przydarzył mi się spektakularny sukces, bo jedna z firm, do której
zadzwoniłam, zainwestowała u nas 3mln zł., prezes wziął kilkanaście tysięcy
prowizji, człowiek, który biegał z papierami 6000, ja dostałam swoje 600zł.
premii i też byłam zadowolona:) Odtąd byłam w stanie wydzwonić swoją pensję,
zresztą na moje stanowisko przyszła ambitna, wysoka blondynka, która dziwnym
zbiegiem okoliczności okazała się siostrą Pani Dyrektor…
Kiedy dostałam 700zł i zaproponowano mi przejście z umowy o pracę na umowę
zlecenie, miarka się przebrała, ale nie stać mnie było na trzaśnięcie
drzwiami. Dałam ogłoszenie (w gazecie zresztą:), zaprosili mnie na dwie
rozmowy, poszłam na jedną, brat odebrał dziecko z przedszkola. I dostałam tę
pracę! Pożegnałam się z klasą, miałam więcej niż pół godziny na spakowanie
swoich rzeczy, dostałam nawet kwiaty.
Zajęłam się prowadzeniem niewielkiej firmy za 1000zł netto na okresie
próbnym, potem miało być 1400 netto + premia. Obowiązków okazało się dużo
więcej, niż była mowa na początku, ale ok. – wciąż uczę się czegoś nowego.
Ze zdziwieniem przeczytałam na umowie 899zł. brutto!!! Myślałam, że to
szablon z netu, zwykła pomyłka, ale szef wyjaśnił mi, że na razie będzie tak,
po okresie próbnym tak jak się umawialiśmy. Ok., wynajęte mieszkanie –
pomyślałam sobie…
Przez trzy miesiące starałam się jak mogłam, znosząc fochy szefa, ten sam
sweter kolegi, który przyprawiał mnie o deja vu:), fałszowanie dokumentów
wstecz po angielsku (tego nie pisałam w CV!!!), drobną księgowość i kwotę na
umowie, na którą czerwonokoszulkowiec z Media Markt roześmiałby mi się w
twarz gdybym chciała wziąć podkładkę pod mysz na raty!

Dziś właśnie skończył się mój okres próbny, przypomniałam szefowi, który nie
musi już przyjeżdżać do firmy – chyba, że musi coś podpisać, żeby zrobił mi
przelew (przez cały miesiąc tylko raz poprosiłam o przygotowanie umowy, potem
czekałam, raz powiedziane „nie” może źle wpłynąć na dalszy rozwój sytuacji –
np. „nie mam teraz czasu” ≤ „nie dostaniesz tyle kasy” – kończę politologię,
ogromny blok z negocjacji handlowych:), dyplomacja, czekałam kipiąc w
środku…)

Nadszedł dzień, w którym pękło niebo (moje małe, ograniczone do 1000zł i 28
metrów kwadratowych, gdzie wszystko jest tak mocno dopięte na ostatni guzik,
aż pęka w szwach, wylewa się bokami… najgorsze jest jednak to, że nie może
trzasnąć raz porządnie z wielkim hukiem i fajerwerkami, tylko pęka powoli, po
cichu…)
Pytam kolesia, – bo tu już żadna dyplomacja nie pomoże, – „Co jest koleś, nie
tyle miało być?” – a on mi na to, że nie jest to rozmowa na telefon czy
maila… Ok, cały maj minął, czasu było mało, jeden dzień 31.05 nawet – rzec by
można – tipowy. Zapowiedział, że jutro porozmawiamy, ale skoro mamy
rozmawiać, tzn., że moich 1400 nie dostanę, na bonusy z okazji Dani Dziecka
nie mam co liczyć…

I dziś nie mam ochoty spać, rano nie będę miała ochoty wstać, ktoś to oszukał
dwa razy, nie zawaha się trzeci raz., z chamem trza rozmawiać po chamsku,
moje małżeństwo padło w przedbiegach, dostałam stypendium naukowe, ale
ministerstwo nie przekazało środków, za szkołę musiałam więc zapłacić, nie
stać mnie na dentystę, znowu jakaś prowizorka na Dzień Dziecka, moja córka ma
5 lat, ja 23, czuję jakbym miała 43, chciałam tylko uczciwie żyć, płacić
podatki, bajki zostawiam dla mojego dziecka.

Pójdę naprzód, z wszystkich mądrości ludowych wierzę tylko w to „Co cię nie
zabije, to cię wzmocni”…

Ciekawam, co napiszecie - zaproszeni wzmianką, że będzie tu jakiś seks,
czyście dotrwali do końca?, czy każecie mi wracać na Podlasie, Podkarpacie,
Lubelszczyznę, czy skąd tam przybyłam, czy dodacie sił by pchać z Mokotowa na
Powiśle ten Syzyfowy Kamień, znaleźć inną pracę, kupić meble z Ikei i prze
Obserwuj wątek
    • ann_ka Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 01.06.06, 02:53
      miejsce się skończyło:0 ... i przez chwilę poczuć się szczęśliwą.
      Wiecie co? dziś nie mam ochoty na seks...
    • silvik Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 01.06.06, 07:52
      Witaj!
      Przeczytałam Twój list do końca...szczerze mówiąc nie wiem co Ci napisać,jesteś
      w paskudnej sytuacji.
      Piszesz "chciałam tylko uczciwie żyć, płacić podatki..."-czasem mam wrażenie,
      że takie pragnienie może być spełnione tylko u szczęśliwców...
      Ja mam to szczęście, że pracuję i mam swoją stałą pensję. Mój mąż natomiast ma
      własną działalność; facet naprawdę jest dobry w tym co robi, lubi to, ale jak
      widzę to, co się dzieje, to czasem naprawdę brak słów...
      Ostatni przykład- pewna pani w urzędzie wprowadziła ich firmę w błąd podając
      błędną informację...kto ponosi tego konsekwencje? Wiadomo...
      Są różne okresy- czasem jest "zastój w interesie", ale koszty prowadzenia firmy
      są takie, że zapłacenie ich "zjadłoby" część mojej wypłaty, no i oczywiście
      biurokracja...papierki, papierki, bieganie po urzędach...

      Pozdrawiam
      Trzymaj się

      Ps Nie namawiam Cię do powrotu tam, skąd przyszłaś...qrcze, musi się w końcu
      poprawić Twoja sytuacja...trzymam za Ciebie kciuki...
      • iwonaaaa Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 01.06.06, 08:19
        Nigdzie nie wracaj! Dasz radę!
        Ja dałam - Ty też możesz.
        Jest coś co masz a ja chciałabym mieć- dziecko.
        Mam dobrą pracę 28 lat i nie zdecydowałam się...

        Powodzenia!
        • izabelka78 Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 01.06.06, 10:46
          Jesteś młodą, inteligentną kobietą.
          Niezwykle silną i ambitną.

          Nie wracaj absolutnie tam, skąd przybyłaś.
          Wytrzymaj to, bądź dzielna.


          Trzymam za Ciebie kciuki- bardzo mocno.
    • mamaemilii Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 01.06.06, 13:19
      Przepraszam, nie będę miła.

      Dlaczego tak zdolna, inteligentna dziewczyna daje się wpakować w takie g...?
      Ann_ka, czy Ty kiedykolwiek postawiłaś się i prosiłaś np. o podwyżkę? Z Twojej
      wypowiedzi jasno wynika, że wiesz, ile jesteś warta. Jeśli ktoś wie, to idzie
      do szefostwa i wprost wyraża swoje oczekiwania. Warto, uwierz. Coś zawsze się
      uda dzięki temu uszczknąć. A i szacunek się zdobywa.

      To, że się zgodziłaś na to 800 brutto to był błąd. I zapowiedź przyszłych
      problemów. Mam nadzieję, że w przyszłości ułatwi Ci to wyłapanie oszustów.

      Jesteś w paskudnej sytuacji i jedyne, co przychodzi mi do głowy to wyjazd za
      granicę, gdzie pracownika się szanuje i nie ma takich kombinacji. Albo własny
      biznes, ale to trudne (dziecko, studia).

      Cóż, będę trzymać kciuki, byś dostała od życia to, na co zasługujesz.
    • mamaemilii ann_ka 01.06.06, 13:22
      Poza tematem - świetnie piszesz, dobrze się czyta. Może spróbuj sprzedawać
      swoje zdolności w tej dziedzinie, np. jako copywriter :)
      • ann_ka Re: mamaemilii 01.06.06, 13:29
        myślałam o tym, kiedyś pisywałam trochę wierszy, prowadziłam zajęcia
        artystyczne dla młodzieży, wysyłam teksty na konkursy, marzyłam farbą olejną na
        płótnie, maturę zdałam z łaciny...
        Wielkie dzięki, zaczynam się uśmiechać.
        • ela-gda Re: mamaemilii 01.06.06, 23:06
          Witam,

          ja kiedyś się szarpałam, byłam ambitna, płakałam, zaciskałam zęby, aby tylko
          iść do przodu. Mąż nauczył mnie spokoju wewnętrznego i zgody na siebie.
          Oczywiście rzeczywistość należy kreować i mieć na nią wpływ, bo te 800 zł, o
          których piszesz to śmiech na sali, firma, która tyle oferuje to mogą być tylko
          oszuści! Ale wracając do mojej sytuacji, gdy już zwolniłam, to odkryłam, że
          mogłabym być nauczycielką. Kiedyś to było nie do wyobrażenia, tak niska płąca.
          Teraz pnę się w górę, zarabiam dużo, ale się nie szarpię. Spokojnie mogłabym z
          tego zrezygnować i nie uroniłabym łzy. Widzę czasem takie osoby, sama mam w
          firmie taką panią dyrektor, samotna, sfrustrowana, znerwicowana, nie wyobraża
          sobie życia bez firmy. Dla niej zwolnienie to byłaby życiowa katastrofa.
          A co mogę Tobie poradzić. Daj sobie kilka dni wolnych i na spokojnie przemyśl,
          czego chcesz w życiu (czy rzeczywiście mebli z Ikea?), co chcesz przekazać
          dziecku?, na czym najbardziej zależy Tobie?
          Do niczego nie namawiam, ale też nie radzę, zaciśnij zęby i przyj do przodu, bo
          nie o to w życiu chodzi. Chydzi o to, żeby żyć...

          pozdrawiam serdecznie
          ela
          • malinowaa chodzi tylko o to.., żeby żyć.. 04.06.06, 22:50
            Mnie to juz cholera bierze, na to: nie poddawaj się, zaciśnij zęby, idź do
            przodu..
            ale jak długo mozna zaciskac zęby?, pieniądze nie są z gumy, a konto bez dna,
            obietnicą obiadu dziecka nie nakarmisz,
            cierpliwość i godność ludzka też ma swoje granice,
            kiedy się zostaje bez kasy, z małym dzieckiem, w obcym miescie, bez pomocy, bez
            rodziny i bez żadnego wsparcia to życie potrafi upodlić, i te dobre maniery,
            celebrowane na każdym spotkaniu rekrutacyjnym można potem między bajki włożyć...
            Anka, co prawda jestem zwykłym pracownikiem biurowym, ale jak będę słyszała o
            jakiejś normalnej pracy, o przyzwoitej porze i bez nadgodzin, to dam znac
            pozdrawiam
            malinowa
      • husasia Re: ann_ka 05.06.06, 10:39
        Też chciałam to napisać - czyta się rewelacyjnie. Szkoda tylko, że to prawda a
        nie fikcja literacka.
        • ann_ka Re: 05.06.06, 12:09
          Słowa wsparcia w ten deszczowy dzień dodają nieco otuchy.
          Na razie nie mogę się pozbyć ścisku w żołądku, ale to minie.
          Znalazłam większe i wygodniejsze mieszkanie w tej samej cenie:) i właśnie
          wróciłam z Inspektoratu Pracy (w piątek w bardzo burzliwej atmosferze rozstałam
          się z pracodawcą), naruszenia kodeksu są ewidentne, sprawy do sądu nie mogę
          skierować, bo przed jej zakończeniem nie mogłabym nawiązać stosunku pracy z
          innym pracodawcą, ale kontrola będzie sprawniejsza i mam nadzieję bardziej
          dotkliwa. Nie jestem mściwa, ale za parę dni za tym samym biurkiem usiądzie
          inna miła dziewczyna, z głową napchaną ideałami i wiarą w ludzką uczciwość...
          Dziękuję i pozdrawiam:)
          • meaby Re: 05.06.06, 12:41

            czytając Twój post jestem dumna z faktu bycia kobietą
            gdybym znała Twój adres przysłałabym Ci kwiaty

            Ty Ania nie wrócisz, Ty zostaniesz
            wieczorem opowiesz bajkę dziecku
            może uronisz łzę weźmiesz kąpiel
            wstaniesz rano i podejmiesz kolejną mądrą decyzję

            Ty ufasz swojej intuicji i rób tak dalej ;-)
    • wmk75 Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 05.06.06, 14:44
      Masz bardzo lekkie pióro. Nie zmarnuj tego...Nie chce pisać, że czytało się
      Ciebie z ciekawością, bo to by było trochę paradoksalne, ale na prawdę masz
      talent do pisania.
      Szkoda tylko, że musiałaś opisywać swoją życiową sytuację.
      Nie mniej jednak czuję, że jesteś ambitną i dzielną dziewczyną i wierzę, że
      jeszcze spotkasz "normalnego" pracodawcę przez którego zostaniesz doceniona i
      odpowiednio wynagrodzona. Trzymam kciuki!

      ------------------
      Wioletta mama Tomka 2-latka i pół
    • monsiu73 Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 12.06.06, 11:36
      napisałam na priv.
    • andymalin Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 17.06.06, 23:41
      Twój list to małe arcydzieło. Świetny, żywy język. Zajmująco poprowadzoby tok
      narracji. Naprawdę dziewczyno, masz talent do pisania (trochę się na tym znam,
      bo sama z tego żyję).
      Może napisałabyś książkę o przebojach i wybojach, jakie napotkają dziewczynę,
      która chce łączyć pracę z macierzyństwem? Pomyśl, bo warto. Każda z Nas ma
      jakąś swoją przygodę w Wielkim lub Malutkim Mieście, ale nie każda potrafią ją
      ubrać w takie celne słowa.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia.


    • aniajulia Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 23.06.06, 11:47
      Seks w wielkim mieście czy Stres w wielkim mieście ;-)
      Świadomośc jak wielu jest oszustów, bazujących na wysysaniu, wykorzystywaniu
      jest okropna. Ale nie musimy tego akceptować. Jestem z ciebie bardzo dumna,
      ciesze sie, ze nie zostawilas sprawy "800 zlotych brutto". Predzej czy pozniej
      ktos musi dac do zrozumienia takim ludziom, ze tak sie po prostu nie robi.
      Anko. Jezeli dobrze wywnioskowalam z twojego maila, obecnie poszukujesz pracy.
      A ja poszukuje pracownika dla miedzynarodowego funduszu private equity na
      stanowisko kierownika biura. Jezeli interesuje cie ta oferta, prosze skontaktuj
      sie ze mna: aniajulia@NOSPAM.gazeta.pl.
      • ann_ka Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 30.06.06, 10:22
        Wiecie co..?
        Chciałam Wam wszystkim podziękować, za słowa wsparcia i krytyki, a zwłaszcza
        Osobom, których zainteresowanie moją historią przybrało realny wymiar:)
        Dziś słońce grzeje moje skostniałe myśli. To były chyba najgorsze dwa miesiące
        w moim życiu, ale dziś czuję się mocniejsza.
        Ostatniemu pracodawcy powinnam wysłać list z podziękowaniami, albo czekoladki.
        W akcie desparecji i niepewności co wydarzy się jutro, znalazłam większe i
        wygodniejsze mieszkanie, w tej samej cenie:)
        Zoorganizowałam akcję pt oddaję niepotrzebne rzeczy (ubrania, książki, rzeczy
        dla dziecka), zainteresowanie było ogromne, poczułam się lżejsza:), mam też
        nadzieję, że pomogłam bardziej potrzebującym niż ja.
        Dziś mam wynajęte dwa mieszkania i dwie oferty pracy, warunki przeszły moje
        oczekiwania.
        Ta historia jednak nie kończy się dzisiaj ..i żyła długo i szczęśliwie...
        Będzie toczyć się dalej, ale mam nadzieję, że innym torem.

        Nadal zapraszam Was do dzielenia się swoimi doświadczeniemi z Wielkich i Małych
        Miast.
    • asiatek Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 04.07.06, 10:34
      jestem.
      dobrnęłam do końca Twojej opowieści.
      nie powiem Ci nic mądrego, ale dwa słowa wtracic musze:
      jestem pełna podziwu dla Ciebie i tego jak sobie radzisz z zyciem i tym co Cie
      spotyka.
      Po przeczytaniu tego postu definitywnie stwierdzam, ze jestes silną kobieta i
      mimo tych przeciwności losu swietnie sobie z zyciuem radzisz. A zycie jak
      zycie, same niespodzianki.
      Ja miszkam w Lublinie i wiessz co??
      nie wracaj tu. Nie chce Cie tu widziec ;P
      Tu człowiek jesli nie trafi przypadkowo na jakas zyłke złota, to nie ma co
      robic.
      Uwstecznia sie i zyje z czego popadnie.
      Wie c lepszy mokotów i ten ciężki kamien niz kompletny brak perspektyw.
      Wiec nie wracaj tu, dalej dzielnie walcz z wszelkimi przeciwnościami i trzymam
      kciuki zeby Ci sie powiodło.
      Podziwiam Cie i zycze powodzenia.
    • parrotka Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 05.07.06, 00:21
      Witaj

      Mogę Ci oczywiście współczuć. Przeżyłam coś podobnego. Też urodziłam dziecko
      mając 19 lat i będąc na pierwszym roku studiów, ale nie o tym chciałam, chociaż
      jak czytałam Twój post, to miałam poczucie deja vu. Jednak chcę Ci zaproponować
      pracę. Jestem z wykształcenia prawnikiem. Po kolejnym miesiącu niewypłaconej
      pensji, tyrania po 20 godzin na dobę i gnębienia mnie w kancelarii, w której
      pracowałam rzuciłam się na "wielką wodę" i otworzyłam własne biuro prawne.
      Rozwija się nieźle, ale chciałabym jeszcze lepiej. Poszukuję teraz handlowca.
      Nie mogę ci zaproponować umowy o pracę, bo mnie na to nie stać, ale umowę o
      dzieło i konkretny zarobek. Jeżeli będziesz zainteresowana napisz do mnie.
      parrotka@gazeta.pl

      Agnieszka
      • mami2 Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 06.07.06, 15:07
        Do autorki wątku: czytałas" Nie wiem jak ona to robi?" . Napisz podobną książke
        o dziewczynie z Warszawy, o Tobie. Zacznij od bloga np. Ktoś tutaj napisał-
        masz talent, nie zmarnuj tego i nie daj się zdeptac. Zacznij pisac.
        • misia119 Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 06.07.06, 22:40
          Twoja historia jest poruszająca. I wspaniały styl pisania. Koniecznie go
          wykorzystaj! Trzymam za Ciebie kciuki!
          • kaya1975 Re: Seks w Wielkim Mieście.... mama pracująca 07.07.06, 11:04
            Podpisuje się pod poprzedniczką/kami- niesamowicie wciągająca opowieść - samo
            życie- ale JAK napisane.....
            Sciskam i czekam na ciąg dalszy- może zakończenie będzie happy endem?
            K.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka