izoldziak
05.11.09, 20:44
Mała miała 3 tygodnie temu operację rozszczepu podniebienia miękkiego.
Wyszłyśmy ze szpitala dzień po, wszystko wydawało się być dobrze. Przez 10 dni
po operacji jadła tylko łyżeczką, z butelki nie chciała, na sam widok butli
się odwracała. Po operacji skończyło się ulewanie noskiem. Dziś jak mała
płakała zajrzałam jej do buzi świecąc latarką (oczywiście tylko zajrzałam, nic
tam jej nie wsadzałam) i zobaczyłam, że w miejscu, gdzie rozszczep się
zaczynał ma dziurkę, która przy płaczu powiększa się do szer.5-7mm. Załamałam
się, bo musiały jej puścić szwy. Przez 3-4 dni po operacji bawiła się gadaniem
i nowymi możliwościami głosowymi, wychodziło nawet 'tata', 'dada', 'mama', a
później wszystko ustało, mówi tylko tak jak przez operacją.
Za 3 tygodnie mamy kontrolę w IMiD, może się coś więcej dowiemy. Ale z tego co
tu poszperałam to pewnie czeka małą jakaś poprawka za rok. A myślałam, że
zapomnimy o tym szpitalu, zwłaszcza o jędzowatych pielęgniarkach.
Czy któreś dzieciaczki też miały problem ze szwami, które się rozeszły?