18.04.06, 11:31
czy w waszym małżeństwie nastąpił kryzys po narodzinach chorego dziecka? jak
poradziliście sobie z emocjami, tysiącami myśli i pytań "dlaczego"? nasz synek
urodził się tydzień temu, a ja czuję że coraz bardziej zamykam się w sobie,
tracę kontakt z moim mężem. czy to normalne?
Obserwuj wątek
    • asia.mama.kacpra Re: kryzys 18.04.06, 22:52
      Hej ! Nie załamuj się w każdym małżeństwie po narodzinach dziecka - chorego
      czy zdrowego następuje kryzys. W kobiecym ciele burza hormonów, nieprzespane
      noce i dodatkowy stres dotyczący leczenia dziecka. Tak zbudowana jest babska
      psychika, że ukochany mężczyzna który do tej pory był na 1-szym miejscu schodzi
      na dalszy plan, a brzdąc zajmuje jego miejsce. Po jakimś czasie wszystko się
      wyreguluje kobieta uczy się być matką i odróżnia miłość do męża i miłość do
      dziecka. Dwie namiętności których nie można ze sobą porównywać, bo są tak
      różne.
      Widzac mojego synka po narodzinach nie uroniłam nawet łzy, taki piorun miłości
      we mnie strzelił i pomyślałam sobie, że zrobię wszystko aby ta bezbronna
      istotka była szcześliwa.Teraz patrzę jak słodko śpi obok tatusia - moje
      chłopaki - najbliższe mi osoby.

      Pozdrawiam gorąco-głowa dogóry!!!

      Aśka
      Ja mojego Kacperka nie traktuję jako"chorego" dziecka - niczym nie rózni sie od
      rówieśników - a nawet szybciej zaczał mówic, a w wieku 9 m-cy chodzic!
      • ankalenka Re: kryzys 19.04.06, 11:23
        zgadzam się z asią.mamą.kacpra w obu sprawach.
        Po pierwsze, to, że mąż wydaje się być zbędnym, niezdarnym i
        niepotrzebnym "dodatkiem" po porodzie, to stan normalny i jest związany z
        hormonami. Minie Ci to, ale pamiętaj, ile razy będziesz chciała powiedzieć coś
        przykrego mężowi itp., że to stan przejściowy, więc lepiej wytłumacz mu od
        razu, że kobiety po porodzie często tak mają i poproś o cierpliwość i
        wyrozumiałość. Swoim zachowaniem możesz wiele stracić, a po co? Jak przy
        pierwszej ciąży chodziliśmy z mężem do szkoły rodzenia, to cały wykład był
        poświęcony "psychoseksualnym apektom połogu". Bardzo dobra nauka to była, i
        pamiętam, że często, już samo wspomnienie o tym, że tak naprawdę to mi odbija a
        nie mąż się zmienił, pomagało mi zachowywać się normalniej i przetrwać ten
        trudny okres. Mężowi też było łatwiej, bo pamiętał ze szkoły, że te emocje to
        norma i starał się nie brać mojego zachowania do serca. Koniecznie włączaj męża
        do opieki nad dzieckiem, zagryzając język gdy robi coś niezdarnie, za wolno,
        czy zakłada dziecku ubranka tył na przód. To nie jest ważne.
        A co do drugiej sprawy: chorym to można być na cukrzycę, albo na ospę. Dziecko
        z wadą taką jak rozszczep nie jest chore, tylko ma wadę. I już. Jak potomek
        płci męskiej w wieku lat kilku ma niezstąpione jądra do moszny, to nie jest on
        chory na niezstąpienie jąder. Tu jest tak samo. I tego się trzymaj. Szczególnie
        starsi, nasze mamy, babcie itp mają skłonność do nazywania wszystkiego chorobą.
        Ja teraz, będąc w trzeciej ciąży byłam w szpitalu z zapaleniem płuc.
        Nasłuchałam się od położnych że mam "małą ciążę". Jak chlapnęłam o tym mamie to
        zaczęła się panika, że dziecko "niedorozwinięte". A fakt że rodzina męża
        reprezentuje średni wzrost na poziomie 1,50 cm w 3 ostatnich pokoleniach umknął
        jej uwadze.
        Dlatego odliczaj tygodnie połogu, po którym powinno zacząć Ci mijać, i skup się
        na niedokuczaniu mężowi i opiece nad dzieckiem.

        pozdrawiam,
        A.
    • martinimartini Re: kryzys 19.04.06, 11:57
      w małżeństwie kryzys nie nastąpił, ale ja to miałam kryzys.... a raczej doła
      głębszego niż rów mariański. i to chyba niekoniecznie zależy od stanu dziecka,
      tylko właśnie od tego jak ci hormony przywaliły.
      po pierwszym porodzie (zdrowego dziecka) byłam, mówiąc delikatnie, trudna do
      współżycia. a mój pan mąż orzekł, ze gdyby nie był uprzedzony, że po porodzie
      (szczególnie po cc) może nastapić taka reakcja to by się załamał. a tak był
      bardzo dzielny i tylko przy wychodzeniu do pracy pytał, czy aby nie wyrzucę
      dziecka z balkonu. odpowiadałam niezmiennie, że będę celować w śmietnik, może
      sobie pozbierać jak będzie wracał ;o)
      stan mojego ducha musiał być niezły, bo wmówiłam rodzinie, że mały ma porażenie
      mózgowe. tylko neurolog, rehabilitantki no i mąż nie dali się przekonać...

      po takiej zaprawie byłam pewna, że po drugim porodzie pójdzie jak z płatka i
      nie dam się hormonom. a tu masz, rozszczep się trafił, do tego jeszcze kłopoty
      z uszami. no i znowu odleciałam. mąż nawet psychologa proponował. trwało to
      jakies 3 miesiace a poproawiło mi się jak sie okazało, że mały ma słuch ok.
      rozszczep to już był pryszcz.


      kryzys ma to do siebie, ze nie trwa wiecznie a rozszczep to nie koniec świata.
      a mąż o anielskiej cierpliwości to sie wtedy przydaje i to bardzo.

      gośka
    • marta.k8 Re: kryzys 19.04.06, 12:20
      dzięki dziewczyny, aż się popłakałam. kiedy tak teraz patrze na moich mężczyzn
      to stwierdzam że chyba rzeczywiście nieźle mi odbiło. nie jest łatwo ale wierzę
      że z każdym dniem będzie coraz lepiej. jeszcze raz wielkie dzięki.
      • u.too Re: kryzys 19.04.06, 18:48
        marta.k8, nie bądż dla siebie taka surowa
        ważne jednak, by te chwile zwątpienia były tylko chwilami

        ja nie znam okołoporodowych 'wahań kobiecości', za pierwszym razem mnie
        ominęły, później wady córeczki zmusiły do mobilizacji

        koleżanka, mama 8 msc. zdrowego dziecka przeżywa obecnie kryzysy. poddała się
        nawet jakiejś terapii i spędza co sobota po kilka godzin z psychologiem
        rozwiązując swoje problemy. nie żebym miała coś przeciwko psychologom, ale aż
        się prosi by ten czas poświęciła swojemu dziecku i mężowi. pewnie efekt byłby
        znacznie lepszy.

        marta trzymaj się wiosennie. szkoda marnować najpiękniejszą porę roku, będzie
        dobrze
        • asia.mama.marcelego Re: kryzys 20.04.06, 19:19
          Marto najlepiej nad łóżeczkiem dziecka powieś kartkę z napisem "najbardziej na
          świecie kocham mojego mężą!"
          I czytaj ją zawsze gdy facet robi cos źle lub gdy nie mozesz sie z nim
          porozumieć :)
          To przejściowe!!!
          AAAAAAAAAAAAAA i jeszcze jedno - nie siedź w domu. Umawiaj się z kolezankami
          zebys nie miała czasu złapać kolejnego doła.
          Niedługo zaczniesz cieszyć się dzieckiem i wszystko będzie łatwiejsze. Zaufaj
          intuicji, wyluzuj ze sprzątaniem domu, odpoczywaj i nie daj się zwariować.
          pozdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka