Dodaj do ulubionych

"wladca..." jest syfny i do bani...

19.02.02, 18:20
niestety film mnie zawiodl. to prawda, ze oglada sie go znakomicie. po tych trzech godzinach mialem wrazenie, ze minelo dopiero poltora... filmowy "wladca..." jest pelen pieknych obrazow, zapierajacych dech w piersiach efektow, scenografii, itd... ale jest tak na prawde jalowy...

jest w nim cala masa rzeczy wysoce irytujacych, niedorobionych, dosadnie mowiac spieprzonych... rzadko zgadzam sie z jackiem szczerba, ale teraz musze przyznac, ze w swoim artykule "tolkien zamordorowany" w piatkowej "gazecie" napisal prawde. przeczytalem go dopiero po filmie - nie chcialem sie uprzedac...)

najwieksza wada filmu jest brak klimatu. przez taka mase czasu rezyserowi nie udalo sie sprawic by widz poczul sie zwiazany z kimkolwiek z druzyny pierscienia, lub jakimkolwiek z miejsc, ktore odwiedzaja...

wiekszosc postaci po prostu jest - nic innego o nich nie da sie powiedziec. tak jest z gimlim, legolasem czy nawet frodo. to, ze nie ma w calym filmie rozmow innych niz o pierscieniu i zwiazanej z nim misji nie pozwala na poznanie bohaterow, ich charakterow... brak jakiegokolwiek poczucia humoru (mimo swietnie dobranej pary aktorow grajacych merry'ego i pippina - zmarnowana szansa na ozywienie filmu), tak istotnego u tolkiena. calkowicie zostaly pominiete relacje miedzy postaciami - rezysera interesuje tylko i wylacznie stosunek do misji...

tak samo jest z miejscami - tak ukochanie przez tolkiena rivendell i lasy galadrieli tu tak na prawde nie istnieja - jesli odjac czas rady to rivendell jest pokazywane przez jakas minute, i to raczej jako miesce wyludnione... Tak samo jest w lothlorien - gdy odliczymy powitanie druzyny przez galadriele i celeborna (w filmie to imie nie pada... hej! kim jest ten facet obok kate blanchet? :)), pozegnanie i scene przy zwierciadle to zostanie nam mniej niz minuta... zamiast tego jackson zdecydowal sie na zasypywanie nas dlugimi najazdami na co sie tylko da (trzeba pokazac cala scenografie...) i irytujacymi travelingami - takimi jak te w gorach gdzie kamera lata wokol idacych jak tanim teledysku...

to chyba dlatego, ze za rezyserie wzial sie facet od efektow i strony technicznej... ta warstwa jest rzeczywiscie oszalamiajaca - powalajacy rozmach i jakosc najwyzszej klasy - ale klimatu ten film nie ma, jest tak jak napisal szczerba - film nie jest adaptacja, ale ilustracja...

kolejna denerwujaca sprawa jest muzyka howarda shore... dawno nie spotkalem sie z tak kaszaniarska sciezka jak we "wladcy..." sluchalem tej plyty wczesniej i mialem nadzieje, ze w filmie wypadnie lepiej, ale sie zawiodlem... na dobra sprawe mamy tu tylko trzy utwory - celtycka wersja glownego motywu z "titanica" dla scen sielskich, nudne na dluzsza sprawe ponure chory dla scen z nazgulami, orkami itp. i kawalek enyi dla wyciagnietych z "dodatku a" scen z arwena i aragornem. (btw: jesli liv tyler bedzie mowila w nastepnych czesciach jeszcze wolniej, to zanim skonczy zdanie zapomni od czego zaczela...). poziom muzyki jest zenujacy, co najwyzej sredniej klasy rzemioslo - zadnej sztuki... po prostu tandeta...

tak samo skiepszczone sa glosy nazguli, liczylem na cos bardziej przerazajacego - jakis skowyt, charkotliwy syk (tak jak to jest w jednym z zwiastunow), a tu mamy po prostu piszczenie. zamiast postawic na jakosc autorzy filmu probuja przestraszyc widza glosnoscia - scena ucieczki do brodu zmienia sie z emocjonujacej w nuzaca przez ten ciagly halas...

nie tylko dzwiek byl czasem irytujacy - nerwowy oczoplas powoduje u mnie to przesadzanie z poswiata wokol elfow. kurcze - gdyby galadriela miala tak swiecic caly czas to wszyscy w lothlorien powinni nosic okulary przweciwsloneczne... czy te elfy maja jakas infekcje: fosforyzujacego grzyba?

zeby juz zakonczyc te narzekania dodam tylko, ze zdenerwowal mnie tez gandalf - zamiast statecznego, ale obdarzonego sporym poczuciem humoru czarodzieja mamy tu zlachmanionego nerwicowca. to jak gandalf sie ciska np. w scenie ujawnienia ognistych runow na pierscieniu wkurzyloby nawet nazgula...

czy w takim razie cos we "wladcy..." mi sie podobalo? tak!
- sceny walki - rewelacyjne, dynamiczne, swietnie sfilmowane i zagrane. widac, ze chlopaki mieli szkolenie z bialej broni... nawet mydlkowaty legolas orlando blooma bardzo dobrze i wiarygodnie wypada z lukiem...
- cudowni sa orkowie, gobliny, uruk-hai i troll jaskiniowy - kawal dobrej roboty ludzi od charakteryzacji i efektow.
- powalajaca jest tez sprawa dopasowania wzrostu postaci - tym bardziej, jesli sie wie, ze grajacy gimlego john rhys-davis to ponad dwumetrowe chlopisko z wielkim brzuchem :)
- piekne krajobrazy i scenografia. isengard, moria, shire - wielka klasa!

podsumowujac - slabosc filmu jest wina rezysera. nie potrafil stworzyc klimatu ani przywiazac widza do bohaterow i swiata, w ktorym zyja. aktorzy nie mieli czego zagrac (dobrze wypadaja tylko ian holm - bilbo i viggo mortensen - aragorn), za duzo jest efekciarstwa techniczno-wizualnego a brak nastroju.

jesli w nastepnych czesciach jackson da aktorom pograc, shore napisze cos lepszego (gdzie jest ten rewelacyjny kawalek ze zwiastunow? kto inny go napisal?), a efekciarstwo ustapi miejsca klimatowi - bedzie dobrze...

w sumie to dziwny film. pelen denerwujacych niedorobek, a jednak bardzo przyjemny w ogladaniu...

to na razie tyle moich przemyslen po "wladcy pierscieni" - moze dopisze cos gdy wroce z drugiego seansu :)


pozdrawiam

da.j.r.r.killa
Obserwuj wątek
    • mikolaj7 Re: 19.02.02, 20:19
      hmm... bardzo duzo krytykujesz, ale sie w wiekszosci
      zgadzam, wlasciwie jedyne co moglbym dorzucic to slaba
      kreacja froda w ogole. widze tez, ze jeszcze ktos nie
      zachwyca sie arwena... dobrzy byli wsrod aktorow, poza
      wymienionymi przez Ciebie hobbici - Ci z wyprawy i
      zreszta nie tylko, wiekszosc bractwa, poza gandlafem
      (ponoc nominowany jest do oscara...) i frodem i jeszcze
      bardzo podobal mi sie Elrond. wcale mi nie przeszkadzalo,
      ze na kazdym kroku kojarzyl sie z panem Smithem z
      matrixa. nawet lepiej sie go ogladalo przez to.
    • Gość: Arkadorn Re: IP: *.speed.planet.nl 10.03.02, 23:45
      Zgadzam sie z zarzutami da.killa, brakuje mi bardzo dluzszych scen z Rivendell
      albo z Lotlorien. Fakt. POza tym prawie nie mozna pozanc dokladnie cech zadnej
      z postaci. Poza przynaleznoscia do roznego rodzaju nie wiemy prawie nic o osobie
      ( Gimli i Legolas)troche lepiej jest z Boromirem, ale....tego ni emozna
      zmiescic w trzygodzinnym filmie. Wiecie? Chcialbym zeby Wladca byl nagrywany
      przez kilka (kilkanascie lat) kazdy rozdzial Wladcy bylby 1.5 godzinnym
      filmem,wtedy zmiescilo by sie wszystko.
      A wracajac do oceny dr.killa wcale nie podobaly mi sie sceny walki ( jakies za
      bardzo amerykanskie) a postac trolla( swoja droga bardzo realna) rozczarowala
      mine. Troll powinien byc szybki ale powolny!! W filmie w scenach walki
      zachowywal sie tak szybko ze nie myslalem ze to troll.
      Arkadorn
    • Gość: C.R.T Re: IP: 212.160.144.* 11.03.02, 08:46
      ...// JUŻ TO RAZ PISAŁEM , ALE CO TAM //...


      Jeżeli już wszyscy tak strasznie narzekają, to ze względów czysto
      populistycznych też sobie coś napiszę :

      Przedewszystkim bardzo nie podoba mi się początek podróży. Strazszne
      streszczenie i do tego mało wierne. Brak mojego ulubionego Toma, Kurhanów itp.
      Strasznie przerysowane sceny skąd taka pogoń Nazgula za Frodo przy promie - kto
      to wymyślił. Merry i Pippin kradnący warzywa - właściwie do teraz nie wiem
      dlaczego oni się przyłączyli do wyprawy. Sam, i tu mam największy żal do
      reżysera, wygląda na to że to Gandalf kazał mu dołączyć do Frodo za karę, co
      jest całkowitą nie prawdą, bardzo odchudzona postać, gdzie relacja pan -
      ogrodnik zawsze wydawało mie się to ważne. Zresztą nie zachowano nawet
      odpowiedniego czasu do wyruszenia Frodo - wyglądało to tak jakby udał się do
      Bree nazajutrz po imprezie Bilba.

      Bree : niesamowita dziura, z knajpą, w której nikt nie zna Gandalfa - a
      przecież nie tak było. Swoją drogą muszę powiedzieć, że rasa ludzi została
      przedstawiona obrzydliwie, zapijaczone mordy coś tam knujące pod nosem. Gdzie
      zabawa, opowieści i fajkowe ziele pod Rozbrykanym kucykiem a pierścień
      wskakujący na palec Frodo to już lekka przesada.

      Cały film, poza Shire , jest bardzo mroczny i zimny. Nie ma uczucia narastania
      niepokoju które tak świetnie oddane jest w książce.

      Walka Aragorna z Nazgulami to już całkowita komedia, czyżby Nazgule bały się
      ognia jak banda zwykłych wilków ?!?

      Arwena, reżyser zbyt zaufał jej urodzie, jest obok Elronda najbardziej ludzkim
      elfem, może od początku przygotowaną na zostanie śmiertelnikiem.
      Dużo lepiej wypadają elfowie z Lothorien ( ale o tym za chwilę)

      Rivendell : to jakas opustoszała ruina, piękna ale ruina, walące sie ściany,
      brak jakichkolwiek elfów poza głównymi bochaterami i członkami kompanii
      Legolasa.

      O morii : złego słowa powiedzieć nie mogę, choć dość bamnalne wydaję mi się
      użycie starego jak świat motywu gdu Gimli cieszy się, że orkowie od niego
      uciekają w popłochu, nie widząc czego się przestraszyli (Balrog).

      Lothorien : Czekalem na to od początku filmu, początek zapowiadał sie
      genialnie, bardzo Elficcy, elfowie i na tym praktycznie koniec. Galadriel
      okazała się wspaniałą ( choć bynajmniej nie piękna) wyniosłą królową tylko jak
      na mój gust zbyt mroczną, zimną, porywczą, i mało przyjacielską. I to fatalne
      gwałtowne zbliżenie na jej oczy, gdy mówiła do Frodo - toż to jakaś bestia.
      Zwierciadło przemówiło tylko do Frodo co mnie strasznie zasmuca, czym trapił
      sie będzie biedny Sam jeżeli nie wie, że Hobbiton może popaść w taką ruinę.
      Gdzie podziały sie te przepięknie rośliny, kwiaty , cudownie śpiewający Elfowie
      i i Mallorny ( drzewa o srebrzystej korze, którymi tak bardzo zachwycał sie Sam
      Gemgees). Zresztą z filmu wogóle nie wynika, że je lubił. Ogólnie Lothorien
      jest przepiękną krainą, tylko zbyt mroczną i zimną, ja nie chciałbym tam
      zamieszkać a co dopiero Elfy.

      Z podarków widziałem tylko flakonik dla Frodo a już w kolejnej scenie płyną
      sobie Frodo w Elfickej opończy (ukradł ją - czy co), co będą jeść jeśli nie
      dostali Lembasów. Tolkien opisując dary Galadriel chciał uwiarygodnić,
      możliwość odbycia podrózy do Mordoru - o czym zapomniał reżyser.

      Rozpad Drużyny : Róg Gondoru zabrzmiał jak trąbka dla dzieci. Jedyny Uruk-Hai
      jakiego zauważyłem zginąl w walce z Aragornem, musiał to być Ugluk , który w
      ksiązce powstrzymał orki od zabicia Merregio i Pippina ( ciekawe co się z nimi
      teraz stanie) podczas transportu do Sarumana.

      Inne; Fatalnie wypadła walka Sarumana z Gandalfem, kto to widział żeby potężni
      Istarii ciskali się po scianach jak byle Rambo.

      Jedyne co mnie pociesza to fakt, że gdybym chciał opisać rzeczy które mi się
      podobały musiałbym siedzieć tu jeszcze dwa dni.....

      • Gość: edek Re: IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 11.03.02, 15:01
        Film moim zdaniem jest nadmiernie mroczny. W zasadzie, gdyby nie uroczo
        pokazane Shire, nie było by w tym filmie nic "pozytywnego".
        O ile pamięć mnie nie myli ( książkę czytałem jakieś 20 lat temu )to powieści
        Tokiena z całą pewnością nie można zarzucić mroczności.W misternie( i
        stopniowo - o czym reżyser niestety zapomniał) budowanej akcji,przeważają
        raczej "jasne" opisy np.więzi jaka się tworzy pomiędzy uczestnikami wyprawy,
        przywiązania (miłości, wiernosći) Sama do Froda. Sama akcja powieści przesycona
        jest klimatem przygody ( niebezpiecznej, wzbudzającej grozę ale jednak
        przygody).Natomiast reżyser filmu wyszedł chyba z założenia że książkę znają
        wszyscy i skoncentrował się tylko na formie... a szkoda.Co do formy to " słowa
        nie powiem ...." , aczkolwiek wspominany już przeze mnie mroczny klimat (
        muzyka, efekty dźwiękowe, przejaskrawione sekwencje " pożądania pierścienia")
        sprawił że nie poleciłbym tego filmu młodym i najmłodszym - czego szczerze
        żałuję.
    • Gość: LeNiuch Re: IP: *.gwl.koszalin.tpnet.pl 11.03.02, 21:41
      Generalnie się zgadzam.
      Szczególnie boli spłycenie charakterów postaci i cech charakterystycznych
      wszystkich ras. Tego nie można wytłumaczyć obszernością trylogii i potrzebą jej
      skondensowania na ekranie. Tu twórcy filmowi poszli zdecydowanie za daleko.
      Ale to chyba już taki trend w kinie.
      Gdy oglądałem "Ogniem i mieczem" Hoffmana i porównywałem z "Potopem" też wydało
      mi się płytkie i puste...
      Szkoda
      • Gość: Kwasek Re: IP: *.se.com.pl / 10.0.100.* 12.03.02, 09:13
        Rzeczywiście brakuje kilku ważnych watków mających wpływ na późniejszą akcję.
        Skąd Sam nagle mówi do kuca Billi, koniec rozpad drużyny zupełnie chyba
        wypaczył wydźwięk książki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka