Dodaj do ulubionych

tłumaczenie Władcy Pierścieni

IP: 217.96.129.* 11.05.01, 18:54
Gdzieś czytałem, że dystrybutorzy zastanawiają się nad wyborem tłumaczenia:
Skibniewska czy ten-drugi-jak-mu-tam?!!
Obserwuj wątek
    • Gość: torkwe Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.01, 00:47
      Łoziński zdajsie...
      Kryste Panie uchowaj!
      • Gość: Shinobix Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 22.05.01, 23:15
        O nie...to w ogóle przegięcie ,że w ogóle się zastanawiają...tłumaczenie Pana
        Łozińskiego jest całym szacunkiem beznadziejne i psuje klimat Władcy...nie jest
        to tylko kwestia gustu. Nie bez powodu wśród tłumaczy ukuł się
        termin "łozizmów" - czyli wyjątkowo nieporadnych tłumaczeń. Tłumaczenie
        Skibniewskiej - nie ma co się zastanawiać Panowie Dystrybutorzy.
        • Gość: Maniek Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.we1.tuniv.szczecin.pl 23.05.01, 16:53
          Mam stare tłumaczenie "Władcy..." i uważm że jest super. A ostatnio w księgarni
          zobaczyłem to nowe. Nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać... Jeżeli panowie
          dystrybutorzy zastanawiają się nad tą kwestią, to proponuję im konsultacje.
          Chociażby w takim miejscu jak tutaj.
          • Gość: LB Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 212.244.249.* 24.05.01, 12:02
            Nie jestem jakimś wielkim fanatykiem Tolkiena, bo tylko raz przeczytałem tę
            ksiązkę. W tłumaczeniu Skibniewskiej oczywiście.
            Ale jak zobaczyłem, że Obieżyświat u tego drugiego to ŁAZIK to w Empiku mało mi
            książka z ręki nie wypadła.
            Oby takie nie było tłumaczenie.
            LB
            • Gość: desjudi SKIBNIEWSKA IP: *.starosielce.sdi.tpnet.pl 24.05.01, 14:36
              'Lord of the Rings' i jego tłumaczenie bedzie sie opierało na przekładzie Marii
              Skibniewskiej. Tak mówi dystrybutor filmu. Chyba można mu uwierzyć.
              • pawel_gorczakowski Re: SKIBNIEWSKA 25.05.01, 20:03
                OBY!!!!!
              • Gość: kris Re: SKIBNIEWSKA IP: *.ydp.com.pl 26.05.01, 09:36
                Gość portalu: kris napisał(a):

                > Tłumaczenie Skibniewskiej jest o.k. w porównaniu z tym jak mu tam drugim.
                Pragnę jednak zauważyć ,że żadne z nich nie przełożyło perfekcyjnie na polski
                tytułowego wiersza o pierścieniach .Skibniewska przetłumaczyła słowo w słowo ,ale
                nie zachowała rymów! Ten drugi jak mu tam na rzecz rymów poświęcił wierność
                tłumaczenia. Wszystkim zainteresowanym proponuję pozamieszczać tu własne
                propozycje ,z zachowaniem obu wymagań. >

                • Gość: Qba Re: SKIBNIEWSKA IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 30.07.01, 19:58
                  Brak rymów w niczym nie przeszkadza. Przeczytajcie oba przekłady na głos i
                  przekonajcie się co jest naprawdę piękne i oddaje atmosferę poematu!


                  WIERSZ O PIERŚCIENIACH

                  Wersja oryginalna:
                  Three Rings for the Elven-kings under the sky,
                  Seven for Dwarf Lords in their halls of stone,
                  Nine for the Mortal Men doomed to die,
                  One Ring for the Dark Lord on his dark throne
                  In the land of Mordor, where the Shadows lie.
                  One Ring to rule them all, One Ring to find them,
                  One Ring to bring them all and in the darkness bind them
                  In the land of Mordor, where the Shadows lie.

                  Przekład Jerzego Łozińskiego:
                  Trzy Pierścienie elfowym władcom szlechetnego miana,
                  Siedem krzatów monarchom w kamiennych sal koronie,
                  Dziewięć ludzkim istotom, którym śmierć pisana,
                  Jeden dla Władcy Ciemności, co trwa na mrocznym tronie
                  W Mordorze, moc którego zwycięży, nie chciana.
                  Ten Jedyny, by rządzić wszystkimi, Ten Jedyny, by wszystkie odnaleźć,
                  Ten Jedyny, by zebrać je wszystkie i w ciemności zespolić więzami
                  W Mordorze, moc którego zwycięży, nie chciana.

                  Przekład Marii Skibniewskiej:
                  Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem
                  Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach
                  Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych
                  Jeden dla Czarnego Władcy na jego mrocznym tronie
                  W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.
                  Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
                  Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
                  W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.
                  • Gość: Franc Re: SKIBNIEWSKA IP: *.lubin.dialog.net.pl 25.01.02, 22:37
                    Zgadzam się w pełni! Mr.Łoziński stworzył własny tekst w tym przypadku używając
                    zwrotów i słów które całkowicie zmieniają sens i pozbawiają tę kultową historię
                    KLIMATU jaki niewątpliwie udało się zachować Skibniewskiej
                  • Gość: Artix Re: SKIBNIEWSKA IP: *.dostep.pl 20.02.02, 02:47
                    Gość portalu: Qba napisał(a):

                    > Brak rymów w niczym nie przeszkadza. Przeczytajcie oba przekłady na głos i
                    > przekonajcie się co jest naprawdę piękne i oddaje atmosferę poematu!
                    >
                    >
                    > WIERSZ O PIERŚCIENIACH
                    >
                    > Wersja oryginalna:
                    > Three Rings for the Elven-kings under the sky,
                    > Seven for Dwarf Lords in their halls of stone,
                    > Nine for the Mortal Men doomed to die,
                    > One Ring for the Dark Lord on his dark throne
                    > In the land of Mordor, where the Shadows lie.
                    > One Ring to rule them all, One Ring to find them,
                    > One Ring to bring them all and in the darkness bind them
                    > In the land of Mordor, where the Shadows lie.
                    >
                    > Przekład Jerzego Łozińskiego:
                    > Trzy Pierścienie elfowym władcom szlechetnego miana,
                    > Siedem krzatów monarchom w kamiennych sal koronie,
                    > Dziewięć ludzkim istotom, którym śmierć pisana,
                    > Jeden dla Władcy Ciemności, co trwa na mrocznym tronie
                    > W Mordorze, moc którego zwycięży, nie chciana.
                    > Ten Jedyny, by rządzić wszystkimi, Ten Jedyny, by wszystkie odnaleźć,
                    > Ten Jedyny, by zebrać je wszystkie i w ciemności zespolić więzami
                    > W Mordorze, moc którego zwycięży, nie chciana.
                    >
                    > Przekład Marii Skibniewskiej:
                    > Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem
                    > Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach
                    > Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych
                    > Jeden dla Czarnego Władcy na jego mrocznym tronie
                    > W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.
                    > Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
                    > Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
                    > W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.

                    A ja proponuje swoją wersje :-) tłumaczenia

                    Trzy Pierścionków dla Elven - królowie pod niebie,
                    Siedmiu dla Karła Panów w ich salach kamienia,
                    Dziewięciu dla Śmiertelny Ludzie skazany umrzeć,
                    Jedna Pierścionków dla Ciemnego Pana na jego ciemnym tronie
                    W ziemi Mordor, gdzie Cienie leżą.
                    Jedna Pierścionków rządzić nich wszystek, Jedna Pierścionków znaleźć nich,
                    Jedna Pierścionków przynieść nich wszystek i w ciemność łączy nich
                    W ziemi Mordor, gdzie Cienie leżą.
                  • klemenko Re: SKIBNIEWSKA 24.02.02, 16:55
                    Qba, mógłbyś przytoczyć wersję angielską wiersza bez błędów.

                    A i tak wszelkie przekłady nie umywają się do oryginału. Radzę przeczytać
                    Władcę po angielsku. To nic, że trzeba często sięgać do słownika! Naprawdę
                    warto!
              • Gość: kris Re: SKIBNIEWSKA IP: 195.117.28.* 26.05.01, 09:37
                Gość portalu: kris napisał(a):

                > Tłumaczenie Skibniewskiej jest o.k. w porównaniu z tym jak mu tam drugim.
                Pragnę jednak zauważyć ,że żadne z nich nie przełożyło perfekcyjnie na polski
                tytułowego wiersza o pierścieniach .Skibniewska przetłumaczyła słowo w słowo ,ale
                nie zachowała rymów! Ten drugi jak mu tam na rzecz rymów poświęcił wierność
                tłumaczenia. Wszystkim zainteresowanym proponuję pozamieszczać tu własne
                propozycje ,z zachowaniem obu wymagań. >

              • Gość: Maa Re: SKIBNIEWSKA IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 29.12.01, 23:49
                Co daj Panie Boże, AMEN!
          • Gość: ZetKa Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.robotics.ntua.gr 11.10.01, 14:47
            > Mam stare tłumaczenie "Władcy..." i uważm że jest super. A ostatnio w księgarni
            > zobaczyłem to nowe. Nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać... Jeżeli panowie
            > dystrybutorzy zastanawiają się nad tą kwestią, to proponuję im konsultacje.
            A ja proponuje konsultacje na temat dystrybutorow.
            Pewnie widziales ksiazke wydana przez wydawnictwo "Zysk i Ska" (nie mylic z
            Proszynskim!)?
            Otoz o tych tlumaczeniach wiele slyszalem, na usenecie na ktorejs grupie to
            ciagle ich objezdzali, miedzy za Lazika we Wladcy, ja na wlasne oczy sie
            przekonalem dopiero jak zobaczylem tytul: Bog Cesarz Diuny :(((((
            Tej firmy po prostu nie polecam... a wlasciwie polecam... UNIKAC!!!
            Zreszta sama nazwa sugeruje, ze powstali nie po to, aby wydawac ksiazki, ale zeby
            zarobic...
            • anetka666 Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 30.11.01, 00:41
              Dla Twojej informacji - nazwa wydawnictwa Zysk i S-ka pochodzi od NAZWISKA
              wlasciciela-zalozyciela firmy, Tadeusza Zyska. Nazwiska sobie czlowiek nie
              wybiera, ale dobrze, gdy ma powod, by byc z niego dumny...
        • xela Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 29.01.02, 14:50
          mam rade dla filmowców tłumaczy - chcą dobrą wersje subów do władcy niech se
          ściągną z sieci - jest doskonała.
          • Gość: KK Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 195.187.55.* 13.02.02, 10:33
            xela napisał(a):

            > mam rade dla filmowców tłumaczy - chcą dobrą wersje subów do władcy niech se
            > ściągną z sieci - jest doskonała.

            Właśnie. "Tłumaczenia dokonał Psyborg (psyborg@rpg.pl) i Tibi. W tłumaczeniu
            wykorzystano fragmenty "Władcy | Pierścieni" w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej i
            liczne prace poświęcone tematyce twórczości J.R.R. Tolkiena - m.in. encyklopedię
            Śródziemia oraz notatki własne autora trylogii, skupione w dwunastoksiągu "The
            History of Middle-Earth" pod redakcją Christophera Tolkiena, syna | J.R.R.
            Tolkiena. Ze względu na charakter powieści, tłumaczenie nie jest idealnym
            tłumaczeniem kwestii aktorów. Wszystko to po to, by pozostać w większej |
            zgodności z książką, którą wielu zna na pamięć. "

            a pobrać je można z pato.pasimito.com/index.phtml/f/2978
      • frant Skibniewska i Łoziński 18.02.02, 16:02
        Nie chcę podawać się za specjaliste w tej dziedzinie, wręcz przeciwnie...
        Nie ulega jednak wątpliwości że tłumaczenie Łozińskiego ma jedną zaletę, pośród
        rozlicznych wad: jest to wierna odmniana elfickich imion i nazw np. Galadriel
        (nie Galadriela) czy Nazgul, zamiast Nazgule.
    • Gość: Peter Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.ntu.ac.uk 30.07.01, 14:50
      Nie wiem, dlaczego wszyscy na okolo krytykuja pana Lozinskiego. Ja czytalem
      wlasnie to tlumaczenie i musze przyznac, ze jest genialne. Bardzo podoba mi sie
      (co krytykuja inni) tlumaczenie wszystkich angielskich nazw: nie kazdy zna
      jezyk Tolkiena i nie kazdy potrafilby zrozumiec znaczenia imion, czy nazw
      wlasnych. Przytoczyc tu mozna chociazby Radego, czy Bagosza. A co do Lazika -
      jest to rowniez trafne slowo (oczywiscie Obiezyswiat tez nie jest zly). Moja
      opinia spotka sie pewnie z ogolna krytyka, ale mimo to zamieszcze ja.
      • Gość: Qba Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 30.07.01, 19:39
        Podejrzewam, że to tylko prowokacja, bo naprawdę nie wierzę, że <tfu!> Łoziński
        <tfu!> może się komuś podobać.
      • Gość: Frodo Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 10.129.1.* 06.08.01, 13:40
        Gość portalu: Peter napisał(a):

        > Nie wiem, dlaczego wszyscy na okolo krytykuja pana Lozinskiego.
        > wlasnych. Przytoczyc tu mozna chociazby Radego, czy Bagosza. A co do Lazika -
        > jest to rowniez trafne slowo (oczywiscie Obiezyswiat tez nie jest zly). Moja
        > opinia spotka sie pewnie z ogolna krytyka, ale mimo to zamieszcze ja.

        Gratulacje Peter, wykazałeś się nie lada odwagą.
        O ile nie robisz sobie z nas jaj:
        Zerknij jeden albo 3 posty w górę (autor:Qba) na zestawienie obu przekładów
        wiersza z książki. Porównaj brzmienie ostatnich dwóch linijek z oryginału i dwóch
        przekładów. Jeśli nie wiesz jakie brzmienie ma oryginał posłuchaj w trailerze
        (zaczyna się "łan ring tu bring dem oll....")
        (ROTFL swoją drogą)
        I co? Skibniewska, choć nie doskonała, oddała melodię. A poezja to melodia. Ten-
        jak-mu tam jest kanciaty okrutnie. Pomnóż teraz efekt przez ponad tysiąc stron
        książki i masz część ułamka tego co staciłeś czytając nie ten przekład. Idź do
        księgarni kup sobie Skibniewską (nie bez kozery to w jej przekładzie Tolkien
        trafił do Kanonu XX wieku).
        Co do Łazika. Obieżyświat jest genialny. Łazik kojarzy się z gazikiem. Bardziej
        by pasował dla hobbita albo krasnoludka z bajki (absolutnie nie krasonoluda). To
        mógłby być kolega Kubusia Puchatka (który zresztą jest w porządku), na pewno nie
        KRÓL!!!!

        F
        • Gość: kpsting Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 207.111.14.* 06.08.01, 17:41

          > I co? Skibniewska, choć nie doskonała, oddała melodię. A poezja to melodia. Ten
          > -

          No nie wiem, ale po tym jednym przykladzie wydaje mi sie ze p.Lozinski wypada lepiej.
          Jasne, ze nie przetlumaczyl doslownie (co zrobila p.Skibniewska) ale jego "tlumaczenie" wypada o wiele lepiej i
          oddaje doskonale atmosfere tajemniczosci tegoz wierszyka natomiast tlumaczenie p.Skibniewskiej bedac doslowne
          bzmi jak wierszyk dla dzieci z elementaza dla 3-cio klasistow.

          Zaznaczam, ze dotyczy to tylko tego wierszyka. Cala ksiazke czytalem raz, nie pamietam w ktorym tlumaczeniu
          niestety.
          oops, chyba prosze sie zeby zostac flamed
          • Gość: Frodo Re: tłumaczenie Władcy Pier�cieni IP: 10.129.1.* 07.08.01, 12:36
            Go�ć portalu: kpsting napisał(a):
            > oops, chyba prosze sie zeby zostac flamed
            Dlaczego zaraz?

            Jesli chodzi o brzmienie, to Lozinski wogole nie brzmi i taki z nim problem. Zreszta - jak ktos chce sie z nim meczyc to wszystkiego najlepszego. Mozna komus polecac wina wloskie zamiast rodzimej produkcji. Ale jak ktos woli owocowe napoje, to smacznego.
            Jeszcze jeden watek ma sprawa tlumaczenia - najnowszy przeklad Skibniewskiej jest poprawiony. Nie czytalem calosci, tylko wstep o roznicach w przekladzie (nie kupie przeciez specjalnie kolejnego wydania, zeby sprawdzic efekt).
            I tu pytanie - czy ktos wie, jak te zmiany wplywaja na calosc.
            • Gość: Ass Re: tłumaczenie Władcy Pier�cieni IP: *.kra.warszawa.supermedia.pl 26.09.01, 11:44
              Czytałem tylko "Wyprawę". Zmiany są kosmetyczne, prawie niezauważalne.
              Pzdr,
              Ass
              • Gość: Qba Re: tłumaczenie Władcy Pier�cieni IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 26.09.01, 16:28
                Co prawda Łozińskiego nie czytałem, ale nie powiedziałbym, że zmiany większości
                (wszystkich?) nazw własnych to tylko zmiany kosmetyczne...
                • Gość: Sprigana Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.chello.pl 27.09.01, 15:10
                  Kosmetyczne są poprawki do tłumaczenia Skibniewskiej w wydaniach Muzy/Kanonu.
                  • Gość: Qba Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 19.10.01, 17:41
                    Sorki, rzeczywiście nie doczytałem. Ale w takim razie może coś więcej o nowym
                    wydaniu Skibniewskiej?
                • iaffelos ?! 19.02.02, 22:56
                  Gość portalu: Qba napisał(a):

                  > Co prawda Łozińskiego nie czytałem, ale nie powiedziałbym, że zmiany większości
                  >
                  > (wszystkich?) nazw własnych to tylko zmiany kosmetyczne...

                  stary, czemu krytykujesz cos, czego nie czytales? po
                  jednym wierszu, ktorego ocena zawsze bedzie
                  subiektywna, bedziesz ocenial 1500 stron tekstu?

                  ja czytalem tlumaczenie Lozinskiego, a Skibniewskiej tylko
                  Hobbita i Lozinskie calkiem mi sie podobal. zreszta moja
                  opinia na te temat jest na watku o papciu hardostopczyku,
                  czy jakos tak.

                  generalnie zgadzam sie z peterem.
          • Gość: ZetKa Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.robotics.ntua.gr 11.10.01, 15:00
            > No nie wiem, ale po tym jednym przykladzie wydaje mi sie ze p.Lozinski wypada l
            > epiej.
            Lepiej? Przecia to wierszyk dla dzieci, a nie poezja...

            > Jasne, ze nie przetlumaczyl doslownie (co zrobila p.Skibniewska) ale jego "tlum
            > aczenie" wypada o wiele lepiej i
            > oddaje doskonale atmosfere tajemniczosci
            zwlaszcza z gory zapowiadajac zakonczenie ksiazki (mam na mysli wladce Mordoru,
            ktorego moc upadnie niechciana)...
            Nie powiem, Lozinski akurat to ZACZAL calkiem, calkiem, ale i tak mu nie wyszlo...

      • Gość: ZetKa Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.robotics.ntua.gr 11.10.01, 14:57
        > (co krytykuja inni) tlumaczenie wszystkich angielskich nazw: nie kazdy zna
        > jezyk Tolkiena i nie kazdy potrafilby zrozumiec znaczenia imion, czy nazw
        > wlasnych. Przytoczyc tu mozna chociazby Radego, czy Bagosza.
        Bagosz??? O jejku, alem sie usmial...
        a ciekawe, jak teraz wytlumaczysz zagadke: Przyszedlem z konca torby ale nie
        przybylem w torbie? (czy jakos tak)?
        Bo jak widze angielska nazwe, to przynajmniej zaczynam sie dopatrywac czegos w
        tej nazwie, ale w takim bagoszu? A moze kosz?
        Nie, zdecydowanie nazwisk sie nie powinno tlumaczyc... chyba, ze zrobisz to
        dobrze, PRZETLUMACZYSZ, a nie spolszczysz (Obiezyswiat jest tlumaczeniem...
        cholernie dobrym tlumaczeniem)...

        > A co do Lazika -
        > jest to rowniez trafne slowo (oczywiscie Obiezyswiat tez nie jest zly).
        Obiezyswiat - kojarzy mi sie z tajemnicza osoba, byc moze ze szlacheckimi
        korzeniami (a jesli tak - to bardzo wysoko postawione korzenie!), czlowiek, ktory
        duzo czasu spedzil na podrozach az wreszcie stal sie madry zyciowo, pelen
        szacunku dla swiata, dla ktorego wszyscy maja szacunek. Z pewna charyzma.
        Czyli wlasnie Obiezyswiat Tolkiena.
        Lazik - to raczej takie male, zaczepne, moze nawet szalone w swoich pomyslach,
        ale na pewno nie powazne. Taki kawalarz nadworny. Nie koniecznie zwiedzil caly
        swiat - raczej dosyc pobieznie, zna tylko wieksze drogi i rzucony glebiej w
        lasach, zacznie sie bac... sorki, nie ta bajka...
        • Gość: Groover PROSZĘ O WYJAŚNIENIA IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 23.12.01, 13:31
          Przepraszam, czy ktoś może mi wyjaśnić kim są "Rady" i "Bagosz" (czy jakoś tak)
          (chodzi mi o ich imiona ze Skibniewskiej), bo nie miałem (wątpliwej chyba)
          przyjemności zetknięcia się z sz.p. Łozińskim. Z góry dziękuje
          • Gość: Anna M Re: PROSZĘ O WYJAŚNIENIA IP: *.chello.pl 23.12.01, 20:27
            Bagosz to Baggins (co moim zdaniem nie jest najgorszym rozwiązaniem dla kogoś,
            kto nie uczył się książki na pamięć). Rady to Merry (jak się zastanowić nad
            źródłosłowem, to dośc oczywiste. Bagoszno ta Bag End, a Rivendell to Tajar.
            • iaffelos Re: PROSZĘ O WYJAŚNIENIA 19.02.02, 22:58
              Gość portalu: Anna M napisał(a):

              > Bagosz to Baggins (co moim zdaniem nie jest najgorszym rozwiązaniem dla kogoś,
              > kto nie uczył się książki na pamięć). Rady to Merry (jak się zastanowić nad
              > źródłosłowem, to dośc oczywiste. Bagoszno ta Bag End, a Rivendell to Tajar.

              wlasciwe z tych roznych spolszczen to irytowal mnie
              najbardziej tajar... rivendell brzmi stokroc lepiej...
        • Gość: aaddaa Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.helion.pl 15.02.02, 15:55
          Łazik to nazwa nadana przez mieszkańców Biru, którzy niekoniecznie wiedzieli o
          Aragornir więcej, niżto że się włoczy po okolicy...
      • Gość: Ryslaw Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.brzeg.sdi.tpnet.pl 19.10.01, 14:18
        Mam nadzieje, ze zartujesz, bo jesli piszesz, ze wedlug
        Ciebie 'tlumaczenie'Lozinskiego jest genialne to:

        a) nie znasz podstaw jezyka polskiego; i/lub
        b) nie masz pojecia o tlumaczeniach; i/lub
        c) nie umiesz czytac; lub tez
        d) robisz sobie jaja

        Czlowieku, srednio rzecz biorac na kazdej stronie Lozinski popelnil 2-3 bledy
        tlumaczeniowe. Poszperaj w sieci to znajdziesz analizy porownawcze. Juz nie
        wspominam o zenujacym stylu i pseudoslowianskich stylizacjach na poziomie
        bliskim dna. Temu czlowiekowi powinno sie zakazac dozywotnio tlumaczen. Zreszta
        pan Zysk cos zauwazyl, ze ksiazki w tlumaczeniach tego osobnika gorzej sie
        sprzedaja nie ma z nich dosc zysk, wobec czego nakazal mu dokonywac przekladow
        pod pseudonimem.

        Lozinki zdazyl tez zarznac "Diune" Herberta niestety. I gwoli ciekawostki -
        "Wladca Pierscieni" byl pierwsza tlumaczona przez niego ksiazka. Podejrzewam,
        ze moj sasiad, pan Franek co naprawia pralki, nadawalby sie lepiej do tej pracy.
    • rogaty Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 10.08.01, 02:19
      Jest tylko jedno tłumaczenie "Władcy pierścieni" i dokonała go Maria
      Skibniewska (chwała jej za to). Reszta to nieudolne podrygi. Muszę jednak
      zwrócić uwagę na jeden fakt. Sposób tłumaczenia, zwroty, itd. podlegają prawu
      autorskiemu, więc nie ma się co dziwić. Jeśli ktoś stworzył ideał, to reszta
      wydaje się cienizną.
      • Gość: frodo Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 10.129.1.* 10.08.01, 16:30
        Jak już się tak fajnie flekuje tego drugiego tłumacza, to polecam stronę
        http://www.republika.pl/tlumok/lozins1.htm
        są tam najciekawsze różnice w obu tłumaczeniach.
        I tu refleksja. W starych dobrych socjalistycznych czasach (tfu tfu!) Maria Skibniewska miała sporo czasu by się
        przyłożyć do tłumaczenia (w zasadzie jak już coś się wydawało to jakoś tak dobrze przetłumaczone). I Bóg
        widział, że zrobiła to (Skibniewska) dobrze. Nowdays (no, nie tak bardzo) Jerzy Ł. nie miał tyle czasu, bo musiał
        również machnąć Diunę (w równie fajny sposób) i Mesjasza Diuny. Późniejsze tomy tłumaczył jakiś Ładysław i
        tak powstała książka "Kapituła Diuną" (kurde o co chodzi?). Wcześniej toto się nazywało Diuna: kapitularz a w
        oryginale jest bodaj Chapterhouse: Dune. To już zupełny odjazd. Strach wejść do księgarni.
        Jeszcze jedno: właśnie wyszedł Hobbit w nowym tłumaczeniu (nazywa się "Hobbit ALBO tam i z powrotem",
        żadne tam "czyli"). Wydał to AMBER, który zapowiada również Władcę. I dlaczego wydał w nowym tłumaczeniu,
        skoro silmarilliona mógł wydać Skibniewskiej. I - kurde - w czyim wyda władcę?
        • Gość: Qba Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 23.08.01, 17:26
          > http://www.republika.pl/tlumok

          Veni, vidi i ledwo żyję! Tą stronę trzeba zobaczyć!
          Pędzcie skrótem na grzyby spotkać się z Łazikiem aby później wspólnie z Wolanami
          pojeździć na piaskalach, w Sępnej Puszczy czekają też na was Papcio Dwustopczyk,
          Starzyk, Dołek, Samlis, Bagosz...
          Dzięki Ci Frodo - dawno się tak nie uśmiałem!
      • Gość: Pablo Nie to lepsze, co pierwsze, nie to gosze, co inne. IP: *.astro.uni.wroc.pl 22.08.01, 13:34
        Jesteście cieniasy i tyle. Jak chcecie perfekcji to wyrzućcie oba tłumaczenia
        do kosza a weżcie sie za oryginał. Przez lata przyzwycziliscie się do
        pierwszego tłumaczenia i teraz marudzicie, że drugie się różni. To co, może
        miał je przepisać słowo w słowo? To by was na pewno zadowoliło. Ale najpierw
        trzeba uczciwie poznać choć jeden język obcy, żeby zrozumieć co to znaczy
        przekład. Idealne przekłady nie istnieją, są tylko interpretacje. Mi barokowa
        polszczyzna w przekładzie Łozińskiego podoba się, ma swój własny charakter i
        czyni wiele niezrozumiałych w tłumaczeniu Skibniewskiej cech tekstu
        zrozumiałymi. Gloryfikujecie tłumczenie Skibniewskiej nie dlatego, że jest
        lepsze, ale dlatego, że było PIERWSZE. A one są po prostu INNE.
        • Gość: pippin Re: Nie to lepsze, co pierwsze, nie to gosze, co inne. IP: 10.129.1.* 23.08.01, 10:48
          E, co Ty, jaja sobie robisz?
          • Gość: Strzyga Re: Nie to lepsze, co pierwsze, nie to gosze, co inne. IP: 212.180.136.* 24.08.01, 19:38
            Moze troche nie na temat ale zadam pytanie:
            A Kubusia Puchatka (tłumacznie p. Irena Tuwim) czytaliscie pewnikiem w
            dziecinstwie.

            A kto czytal tlumaczenie nr. 2 - Fredzia Phi Phi (i inne takie rozne dziwne
            nazwy). Nikt normalny nie jest w stanie tego zniesc. Mnie Władca w tłum. pana
            Ł. wypadł z reki po pierwszej stronie.

            To niewypałów tłumaczenia dołączyłabym jeszcze Fizie Ponczoszanke czyli po
            prostu Pipi.
        • Gość: mip Re: Nie to lepsze, co pierwsze, nie to gosze, co inne. IP: 10.1.200.* 26.08.01, 20:16
          > Jesteście cieniasy i tyle. Jak chcecie perfekcji to wyrzućcie oba tłumaczenia
          > do kosza a weżcie sie za oryginał. Przez lata przyzwycziliscie się do
          > pierwszego tłumaczenia i teraz marudzicie, że drugie się różni.

          Święte słowa!

          Ja czytałem oryginał i OBA polskie tłumaczenia są o kant d. potłuc.
          Skibniewska pisze językiem po prostu prymitywnym, jak instrukcję do pralki
          (w porównaniu z Tolkienem), natomiast ten-drugi przegina w wydziwianiu
          (a poza tym ja nienawidzę tłumaczenia nazw własnych: "prezydent Jerzy W. Krzak").

          Warto się nauczyć angielskiego choćby tylko po to, aby rozkoszować się
          słowami Tolkiena.

          A co do miłośników Skibniewskiej, to nie wiem czy wiecie, że ona też przekręcała
          nazwy, tylko o tym się nie mówi :> A jej arcywymysł "krasnoludy" przyjęty
          niestety powszechnie w fantastyce woła o pomstę do nieba. Pomysł Wielkiego
          Słowotwórcy ("krzaty") wydaje mi się o wiele lepszy. BTW wśród graczy RPG
          i bitewniaków często i tak się słyszy "dłorfy"...

          Morał: olać tłumaczy, bo do pięt Mistrzowi nie dorastają.
          • Gość: ZetKa Re: Nie to lepsze, co pierwsze, nie to gosze, co inne. IP: *.robotics.ntua.gr 11.10.01, 15:16
            > A co do miłośników Skibniewskiej, to nie wiem czy wiecie, że ona też przekręcał
            > a
            > nazwy, tylko o tym się nie mówi :> A jej arcywymysł "krasnoludy" przyjęty
            > niestety powszechnie w fantastyce woła o pomstę do nieba. Pomysł Wielkiego
            > Słowotwórcy ("krzaty") wydaje mi się o wiele lepszy. BTW wśród graczy RPG
            > i bitewniaków często i tak się słyszy "dłorfy"...
            Bardzo czesto slyszy sie tez krasnoludy, a dlorfy (czasami wymawiane jako dlarfy)
            to po prostu spolszczenie. A obecnie w jezyku polskim, w tym i w tym rpg-owym,
            istnieje moda, aby usuwac niepotrzebne zangielszczenia (a wlasciwie minela moda
            na zangielszczanie na sile) i nazwa ta zanika. Zwlaszcza, ze wynikala takze z
            tego, ze kiedys malo bylo instrukcji do systemow po polsku. Teraz sa, i jakos
            wszystkim podobaja sie krasnoludy. Bo krzaty sa kretynskie - mi sie kojarza z
            czyms malenkim, niegroznym, itp., bardziej z krasnoludkami.
            A wiesz jak wyglada krasnolud?
            A wlasciwie nie "jak wyglada"... wlasciwie:
            Czy wiesz co to krasnolud? (z wszystkimi podtekstami: sila, zdolnoscia
            wymachiwania toporem, honorem, mania na punkcie honoru i brody, z ich szalem
            bitewnym, itp.)... czy myslisz, ze taki krzat to oddaje?
            KRASNOLUD - TO BRZMI DUMNIE!
            Jak ktos mnie kiedys nazwie krzatem, to wyciagne toporek, i zabije. Nawet nie
            bedzie wiedzial kiedy.

            Ghorka, wojownik krasnoludzki


            > Morał: olać tłumaczy, bo do pięt Mistrzowi nie dorastają.

        • xlink Re: Nie to lepsze, co pierwsze, nie to gosze, co inne. 25.11.01, 14:58
          Gość portalu: Pablo napisał(a):

          > Jesteście cieniasy i tyle. Jak chcecie perfekcji to wyrzućcie oba tłumaczenia
          > do kosza a weżcie sie za oryginał.
          No w sumie nikt nie powiedzial ze Skibniewska przelozyla miszczunia miszczowsko.
          > Przez lata przyzwycziliscie się do
          > pierwszego tłumaczenia i teraz marudzicie, że drugie się różni.
          Hmm, rozni a rozni to roznica.
          > miał je przepisać słowo w słowo? To by was na pewno zadowoliło.
          Kto to "was"? Piszac tutaj stajesz sie jednym z "nas".
          > Ale najpierw
          > trzeba uczciwie poznać choć jeden język obcy, żeby zrozumieć co to znaczy
          > przekład.
          A takze liznac troche lingwistyki stosowanej albo filologii - liznales/znelas?
          > Idealne przekłady nie istnieją, są tylko interpretacje. Mi barokowa
          > polszczyzna w przekładzie Łozińskiego podoba się, ma swój własny charakter
          Ze przepraszam jaka polszczyzna? Chyba jednak nie udalo sie liznac filologii a juz na pewno nie polskiej.
          > czyni wiele niezrozumiałych w tłumaczeniu Skibniewskiej cech tekstu
          > zrozumiałymi.
          Oh really? Nie mialem problemy ze zrozumieniem przekladu pani S., ale to pewnie dlatego ze swobodnie mowie po
          angielsku, niemiecku a i polski nie sprawia mi klopotow ostatnio - tak wnioskuje z twoich wypocin.
          > Gloryfikujecie tłumczenie Skibniewskiej nie dlatego, że jest
          > lepsze, ale dlatego, że było PIERWSZE. A one są po prostu INNE.

          NIE! Dlatego ze Bagosz to kupa a Bagoszowo to wielka kupa, dlatego ze Lazik to samochod, dlatego ze to co ten pan
          pisze do kupa.
          Czytalem TLotR w oryginale i faktem jest ze to jest TO! Ale nie kazdy musi znac na tyle angielski i dla tych ktorzy choc
          troche znaja ten jezyk w ktorym Szekspir pisal swoje nazwisko na kilkanascie roznych sposobow jest tlumaczenie
          pani - czyli dla tych ktorzy jeszcze cenia sobie jakiekolwiek nawiazanie nazw do ich pochodznia ( Bagosz pochodzi
          od? Lazik od lazikowania? jak bylem w wieku lazikowania to moja babcia tak nazywala moje wyjscia z psem do lasu -
          znaczy moze jestem potomkiem krola jakiegos ... hmm, chetnie nie bede wygrywal w totka a za to krolowal ). Dla
          reszty ( tej ktora nie zna angielskiego w ogole ) to czy hobbit nazywa sie tak jakby jego nazwisko mialo cos znaczyc
          czy nie i tak nie bedzie mialo sensu bo tego nie rozszyfruje.
          Zjechalem ww postawe w prostego powodu: jest to pewna cecha dresiarstwa - brak zrozumienia innych i
          atakowanie ich z tego wzgledu.
          Jak potrafie zrozumiec ze komus moze sie ten dupny przeklad podobac, tak nie zrozumie jak ktos moze wiedziec
          dlaczego MNIE sie podoba tlumaczenie pani! Przeciez nikt nie wie co w mojej glowie sie dzieje! A nazywanie
          wszystkich cieniasami to chyba cecha postawy "dresiarz" nawet jesli nie ma do tego podstaw ( czy moze ty,
          misiaczku, mowisz po niemiecku tak ze po twoim akcencie rodowity Niemiec poznaje w jakim regionie Niemiec
          bywales, albo po angielsku tak ze rodowici Anglicy sa wielce uradowani jak w koncu spotykaja kogos z kim moga
          porozmawiac normalnie? moze chociaz po francusku? chinsku? hmm, dziwne, cienias jestes! ).
          Czy moze po prostu malolat? :)
          Anyway, pozdrawiam

          Xlink

          ( angielski z RPG nie wyjdzie - selerka - przyspieszenie?, quajetus - w najnowszym tlumaczeniu "smierc"?!?,
          fortitude - ? nadal fortki :) )
        • Gość: Magda Re: Nie to lepsze, co pierwsze, nie to gosze, co inne. IP: 195.187.56.* 27.11.01, 17:12
          Gość portalu: Pablo napisał(a):

          > Jesteście cieniasy i tyle. Jak chcecie perfekcji to wyrzućcie oba tłumaczenia
          > do kosza a weżcie sie za oryginał. Przez lata przyzwycziliscie się do
          > pierwszego tłumaczenia i teraz marudzicie, że drugie się różni. To co, może
          > miał je przepisać słowo w słowo? To by was na pewno zadowoliło. Ale najpierw
          > trzeba uczciwie poznać choć jeden język obcy, żeby zrozumieć co to znaczy
          > przekład. Idealne przekłady nie istnieją, są tylko interpretacje. Mi barokowa
          > polszczyzna w przekładzie Łozińskiego podoba się, ma swój własny charakter i
          > czyni wiele niezrozumiałych w tłumaczeniu Skibniewskiej cech tekstu
          > zrozumiałymi. Gloryfikujecie tłumczenie Skibniewskiej nie dlatego, że jest
          > lepsze, ale dlatego, że było PIERWSZE. A one są po prostu INNE.

          Uff. Nie jestem taka najgorsza. Powiem Wam ze strasznie bylo mi glupio czytajac
          poprzednie wypowiedzi. Stwierdzilam, ze sie nie znam. Dlaczego caly swiat
          krytykuje przeklad Lozinskiego kiedy mnie sie podobal? Ja wiem dlaczego. Pierwszy
          raz przeczytalam Wladce pierscieni w przekladzie Lozinskiego. Po ksiazke w
          tlumaczeniu Skibinskiej siegnelam z czystej ciekawosci. Na poczatku duzo czasu
          zajelo mi przestawienie sie na angielsko brzmiace nazwy. Brakowalo mi tej
          swojskosci, wrazenia ze wszystko rozegralo sie za rogiem...... Szybko jednak
          zorientowalam sie kto jest kto (pewnie dzieki wiernemu tlumaczeniu nazw wlasnych
          przez Lozinskiego) i dalej czytalo mi sie tak samo dobrze jak za pierwszym razem.
          Parafrazujac nie dobre to co dobre tylko to co ktos uzna za dobre.

        • Gość: Merry Re: Nie to lepsze, co pierwsze, nie to gosze, co inne. IP: 157.25.121.* 08.12.01, 19:46
          Gość portalu: Pablo napisał(a):

          > Jesteście cieniasy i tyle. Jak chcecie perfekcji to wyrzućcie oba tłumaczenia
          > do kosza a weżcie sie za oryginał. Przez lata przyzwycziliscie się do
          > pierwszego tłumaczenia i teraz marudzicie, że drugie się różni. To co, może
          > miał je przepisać słowo w słowo? To by was na pewno zadowoliło. Ale najpierw
          > trzeba uczciwie poznać choć jeden język obcy, żeby zrozumieć co to znaczy
          > przekład. Idealne przekłady nie istnieją, są tylko interpretacje. Mi barokowa
          > polszczyzna w przekładzie Łozińskiego podoba się, ma swój własny charakter i
          > czyni wiele niezrozumiałych w tłumaczeniu Skibniewskiej cech tekstu
          > zrozumiałymi. Gloryfikujecie tłumczenie Skibniewskiej nie dlatego, że jest
          > lepsze, ale dlatego, że było PIERWSZE. A one są po prostu INNE.

          Mam to szczęscie, że czytałem zarówno oryginał jak i oba tłumaczenia. Na tej
          podstawie mogę stwierdzić, iż nowy tłumacz postawił sobie za cel jak
          najwierniejsze przetłumaczenie oryginału (co tyczy się równieź niestety
          dowcipów). Tłumaczenie wczesniejsze jest tłumaczeniem ze szczególnym naciskiem na
          odtworzenie klimatu powieści. Odbywa się to oczywiście kosztem dosłowności.
          Dlatego wolę Skibniewską.
        • iaffelos Re: Nie to lepsze, co pierwsze, nie to gosze, co inne. 19.02.02, 23:02
          Gość portalu: Pablo napisał(a):

          > Jesteście cieniasy i tyle. Jak chcecie perfekcji to wyrzućcie oba tłumaczenia
          > do kosza a weżcie sie za oryginał. Przez lata przyzwycziliscie się do
          > pierwszego tłumaczenia i teraz marudzicie, że drugie się różni. To co, może
          > miał je przepisać słowo w słowo? To by was na pewno zadowoliło. Ale najpierw
          > trzeba uczciwie poznać choć jeden język obcy, żeby zrozumieć co to znaczy
          > przekład. Idealne przekłady nie istnieją, są tylko interpretacje. Mi barokowa
          > polszczyzna w przekładzie Łozińskiego podoba się, ma swój własny charakter i
          > czyni wiele niezrozumiałych w tłumaczeniu Skibniewskiej cech tekstu
          > zrozumiałymi. Gloryfikujecie tłumczenie Skibniewskiej nie dlatego, że jest
          > lepsze, ale dlatego, że było PIERWSZE. A one są po prostu INNE.

          i to jest fakt. ciekawe jak byscie reagowali na skibniewska,
          gdyby to lozinski byl pierwszy i wszysycy czytaliby jego
          przez 30 lat?

          a teraz pewnie mnie zmasakrujecie tutaj ;-)))
    • Gość: kóniu SKIBNIEWSKA!!!!!!!!! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.10.01, 14:48
      SKIBNIEWSKA!!!!!!!!
    • Gość: Puchatek TYLKO SKIBNIEWSKA. IP: *.stacje.agora.pl 26.11.01, 20:56
      Przeczytałem Władcę Pierścieni chyba z dziesięć razy (pierwszy - w ósmej klasie podstawówki).
      Potem przeczytałem w oryginale. A potem przejrzałem (bo przeczytać psychicznie nie dałem rady)
      Łozińskiego.
      Łoziński jest rzeczywiście specjalistą od starego angielskiego - i to widać. Jest tylko jeden problem -
      otóż nie jest specjalistą od polskiego.
      Przykłady? U Tolkiena widać, że krasnoludy to nie krasnoludki przede wszystkim po liczbie mnogiej
      (nota bene - czy wiecie, że w pierwszym tłumaczeniu �Hobbita� były jeszcze �krasnoludki�?). Dwarf -
      dwarves (normalnie - dwarfs). Skibniewska oddała to świetnym wyrazem �krasnoludy�. A Łoziński?
      Wymyślił �krzaty�, które po polsku kojarzą dźwiękowo się raczej z krzakami niż ze skrzatami.
      Podobnie - Sępny Las. Czy ktoś zauwazył u Tolkiena jakies sępy? Mroczna Puszcza to znacznie
      lepsze wyjście - oddaje nastrój nazwy Mirkwood.
      Porównanie Skbniewskiej z Łozińskim to tak, jak porównanie przekładu Kubusia Puchatka Ireny
      Tuwim z Fredzią Phi - Phi tej pani, której nazwiska (na szczęście) nie pomnę.
      Howgh. P.
      P.S. Czyli - nie wystarczy być językoznawcą, żeby tłumaczyć Wielką Literaturę.
      • Gość: ZetKa Re: TYLKO SKIBNIEWSKA. IP: 147.102.10.* 27.11.01, 11:34
        > snoludki�?). Dwarf -
        > dwarves (normalnie - dwarfs).
        To zem sie zdziwil... ale taka liczba mnoga uzywana jest takze w innych ksiazkach
        fantasy, ot chocby Pratchett, jestes pewien swojego angielskiego, czy slowo
        dwarfs nie zalicza sie do tej samej grupy co wife (wifes), knife (knives)?

        > Wymyślił �krzaty�, które po polsku kojarzą dźwiękowo się raczej z krzakami niż
        > ze skrzatami.
        Btw skrzaty tez nie oddaja tego charakteru, to raczej jakies wesole skrzaty niz
        niezbyt znane ze swego humoru, za to znacznie znane z zapalczywosci krasnoludy...

        > Podobnie - Sępny Las. Czy ktoś zauwazył u Tolkiena jakies sępy?
        No, posepny bylby lepszy... mam wrazenie, ze temu panu klawiatura sie troche
        zacinala, to z tego te problemy ;)

        > P.S. Czyli - nie wystarczy być językoznawcą, żeby tłumaczyć Wielką Literaturę.
        Nie, trzeba byc jeszcze znawca tematu. Co widac w sadach, zeby byc tlumaczem
        przysieglym oprocz znajomosci jezyka trzeba sie jeszcze wykazac znajomosci
        tematu...

        Dodam, ze Tolkiena az tyle razy nie czytalem, bylo to dawno temu, tlumaczenie
        pewnie Skibniewskiej (wtedy jedyne), potem oryginal. Mysle, ze nie
        jestem "ukieronkowany" poprzez wielokrotne czytanie tej samej wersji (bo i takie
        zarzuty padaly w tej dyskusji, i w przypadku mojego przedpiscy moga byc
        uzasadnione - w moim chyba raczej nie)
        • Gość: Anna M Re: TYLKO SKIBNIEWSKA. IP: *.devs.futuro.pl 05.12.01, 13:27
          Krzaty czy jak im tam - nie.
          Za to Łoziński zrobił parę istotnych rzeczy - np. odmiana "elf"-"elfowie", a
          nie "elfy", czyli przenosząc to szlachetne plemię do świata realnego.
          Poza tym "spalszczanie" jest merytorycznie uzasadnione - wiem, że ludzie
          nauczyli sie Skibniewskiej na pamięć i uważają to za herezję, ale tak jest.
          Hobbici w odróżnieniu od innych ludów Śródziemia mają imiona i inne nazwy w
          języku angielskim, czyli zrozumiałym dla (oryginalnego) czytelnika. Dla
          polskiego czytelnika różnica między Peregrinem a Legolasem jest niewielka. Że
          już nie wspomnę o dziwactwach typu "Bullroarer". Na litość boską, jak to
          wymówić? I co ten Tuk takiego zrobił, że tak go przezwali?
          Po drugie, Skibniewska miała tendencję do dosłownego tłumaczenia znaczeń
          niektórych imion. Nie wiem jak wam, ale mnie na przykład Złota Jagoda kojarzyła
          się raczej z westernami (Howgh!) "Goldberry" to imię nawet w angielskim możliwe
          (oni lubią nazywać dzieci od roślin), podobne do słów w
          rodzaju "blueberry", "blackberry", "strawberry", "raspeberry" itp.
          Natomiast Łoziński (zresztą on tego nie robił osobiście. To praca zbiorowa i to
          widać) sprawia wrażenie "niedoczytanego". Są tam błędy, które każdy tłumacz by
          wyłapał, gdyby tylko miał okazję jeszcze raz przeczytać swoje dzieło (przecież
          nikomu nie spływa spod pióra czy klawiatury dzieło doskonałe). Wo dodatku
          wydawca chyba postanowił zaoszczędzić na redaktorze, który mógłby bardzo
          wygładzić książkę. O ile wiem, był to "wyścig" wydawców, z których jeden miał
          prawa do przekładu, a drugi do oryginału. ośpiech nidgy nie popłaca.
          • Gość: Zygfryd Re: TYLKO SKIBNIEWSKA. IP: *.stmnca.adelphia.net 07.12.01, 07:45
            Gość portalu: Anna M napisał(a):

            Dla polskiego czytelnika różnica między Peregrinem a Legolasem jest niewielka. Że
            > już nie wspomnę o dziwactwach typu "Bullroarer".

            Ale nadaje powieści odpowiedni klimat. A przekład p. Skibniewskiej taki klimat
            powieści nadaje. Proponuję porównać książkę bardzo odległą gatunkowo jaką jest "
            Kubuś Puchatek" i "Chatka Puchatka". W oryginale czyta się straszliwie i z trudem
            da się dojść do końca i NIC. Przakład Ireny Tuwim zmienia całkowicie książkę w
            zupełnie inną ale jest arcydziełem .
            • Gość: Anna M Re: TYLKO SKIBNIEWSKA. IP: 62.233.140.* 07.12.01, 08:51
              Czy ja wiem, mnia sie oryginał "Kubusia Puchatka" czytało znakomicie. Tam nie
              ma wielkich łamańców językowych, raczej inna filozofia niż u Ireny Tuwim.
              Natomiast słówka typu Bullroarer (co jest dla Anglika i wymawialne, i
              zrozumiałe) moim zdaniem nadaje książce klimat z kraju Króla Karola i Królowej
              Karoliny siedzących za stołem z powyłamywanymi nogami...
      • Gość: tiggy Re: TYLKO SKIBNIEWSKA. IP: *.silvershark.com.pl 07.12.01, 09:15
        Gość portalu: Puchatek napisał(a):
        jak porównanie przekładu Kubusia Pu
        > chatka Ireny
        > Tuwim z Fredzią Phi - Phi tej pani, której nazwiska (na szczęście) nie pomnę.
        > Howgh. P.
        > P.S. Czyli - nie wystarczy być językoznawcą, żeby tłumaczyć Wielką Literaturę.

        Hmmmm ... a czytales Fredzie? Pani Tuwim z ksiazki dla doroslych dzieci zrobila
        tylko bajeczke dla dzieci. Jak jestes taki madry to jak bys przetlumaczyl ZENSKIE
        Winie-the-Pooh?
        - A myslalem ze to chlopczyk.
        - Ja tez

    • Gość: Barad Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.11.01, 10:36
      Dla tych którzy są jeszcze za nazwą Łazik którą proponuje ktoś tam dla Aragorna
      proponuje przeczytać książkę Tolkiena o psiaku imieniem Łazik.


      Tolkien-"Łazikanty"
      • Gość: szczur Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.hacker.komp.pl 27.11.01, 20:12
        KRZATOWE KALOSZE-AAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!
        • pogromca TYLKO NIE ŁOZIŃSKI 07.12.01, 19:10
          "Władca Pierścieni" to dzieło angielskie na wskroś. Odnajdujemy w niej klimaty
          bliskie innym pisarzom angielskim. Chociażby sposób ukazania mieszkańców Shire
          przypomina nieco styl Dickensa (ta charakterystyczna ironia). Spolszczanie "WP"
          jest moim zdaniem błędem, powoduje, iż ksiązką zatraca tę tak specyficzną
          atmosferę. Myslę, iż przekład Łozińskiego nie spodobałby sie Mistrzowi.

          PS: Łoziński zdanie : "In the land of Mordor where the Shadows lie"
          przetłumaczył: "W Mordorze, moc którego zwycięży, nie chciana". Jaka "moc
          niechciana"; gdzie jest napisane "moc zwycięzy"? Co do rymu mu pasowało? Jesli
          już w pierszym wersie tak bajdurzy to co musi być dalej?
          • Gość: Anna M Re: TYLKO NIE ŁOZIŃSKI IP: *.chello.pl 07.12.01, 23:27
            Ale na tym właśnie polega przekład! Nie zawsze chodzi o zachowanie specyficznie
            lokalnego klimatu, czasem chodzi o ukazanie głębszej treści! Każdy dobry
            tłumacz o tym wie. Trzeba sie wtedy zastanowić (zaznaczam, że nie chodzi mi tu
            o obronę Łozińskiego, co pewną teorię), czy wazniejsza jest relacja hobbit-
            nasz, bliski - obce, egzotyczne ludy, czy hobbiet z Dickensa (którego u nas
            mało kto zna) - obce ludy.
            • Gość: egaheer do Anny M IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.12.01, 02:31
              Nie wiem, czy odbierasz rzecz tak samo, ale dla mnie to wlasnie specyficzny
              klimat Wladcy Pierscieni jest istotny. Jest tym co w znacznej mierze swiadczy o
              pieknie tej opowiesci. Hobbici i Shire sa na wskros angielscy i nie zmmieni
              tego spolszczanie imion bohaterow, trzeba by zmienic caly ich sposob bycia, a
              to byloby juz pisaniem ksiazki na nowo, co przyznasz chyba nie jest zadaniem
              tlumacza. Baggins nie staje sie dla mnie ani odrobine bardziej "nasz, bliski"
              (swoja droga co chcialas przez to powiedziec: nasz w sensie polski? Przeciez
              jego charakter, zachowanie, ta specyficzna angielska flegma nie przypominaja w
              zadnym razie polskiego zachowania) jako Bagosz, a jedynie smieszny. Jak czytam
              zdanie: "Kiedy pan Bilbo Bagosz z Bagoszowa..." chce mi sie smiac. Nie wiem czy
              intencja Tolkiena bylo aby pierwsze zdanie jego ksiazki wywolywalo smiech, ale
              to wlasnie zdolal osiagnac pan Lozinski.
              Teraz jezeli chodzi o tlumaczenie tego wiersza na poczatku ksiazki. Trudno
              mi uznac Twoj argument, ze na tym wlasnie polega przeklad. Zdanie "In the land
              of Mordor where the shadows lie" przetlumaczone zostalo w sposob dla mnie
              zupelnie niezrozumialy na "W Mordorze, ktorego moc zwyciezy nie chciana".
              Mowisz, ze chodzi o ukazanie glebszej tresci. Jakiej tresci?! Lozinski dopisal
              do poematu cos, czego tam nigdzie nie bylo, bo i trudno sie spodziewac takiej
              frazy, poniewaz zmienia ona caly wiersz w jakas ponura przepowiednie,
              proroctwo, podczas gdy w jezyku angielskim (i w przekladzie pani Skibniewskiej)
              stanowil on raczej cos w rodzaju ostrzezenia (tak ja to odbieram, nie wiem,
              moze dla Ciebi nie ma roznicy w wydzwieku). Nie mowiac juz o tym, ze caly
              poemat w tlumaczeniu Lozinskiego brzmi raczej... nieporadnie. Brakuje mu tego
              rytmu (ktory w wierszach jest wazniejszy nawet niz rymy), pewnej podnioslosci.
              Rzecz nastepna, ktora chyba drazni mnie u Lozinskiego najbardziej, to jego
              dziwne inklinacje do poprawiania jezyka polskiego, uparte slowotworstwo. Ja
              przyznam sie nie spotkalam sie do tej pory ze slowem "dyzurnik", ktore to
              zastapilo uzytego przez Skibniewska "szeryfa". Rozumiem, ze jezykowi purysci
              podniosa tu krzyk, ze szeryf nie jest slowem polskim. Zgadzam sie, ale
              zastosowany przez tlumaczke pasuje do ogolnej tendencji jej przekladu. Skoro
              pan Lozinski tak bardzo obstaje przy jezyku polskim niech je zmieni, ale na
              litosc boska nie na dyzurnika! Dlaczego "Dziadunio" zostal przemienony
              w "Starzyka", "Galadriela" w "Galadriel" (w jezyku polskim sugeruje sie
              przeciez w ten sposob forme meska!),"Sam" na "Samlis", a "pachnaca psianka"
              stala sie "slodka galena" (wiem, ze psianka to roslina, z tym mi sie to slowo
              kojarzy, ale galena?). Jednak zupelnie dla mnie niepojetym jest czemuz to
              Rivendell przemianowane zostalo na Tajar? Ani to po polsku nie brzmi, ani nie
              jest wierne originalowi. Przyklady mozna by mnozyc jeszcze przez dlugi czas.
              Powtorze jeszcze na koniec juz w tym watku wymieniane sprawy: krzaty -
              przepraszam, ale to to male z ksiazki Konopnickiej "Na jagody" (to czy elfy czy
              elfowie blednie wobec tak ogromnej "zbrodni :)", poza tym dla mnie "elfy" brzmi
              ladniej); Lazik - pierwsze skojazenie z pieskiem; oraz bledy, bledy
              merytoryczne ("Do każdego z Dziewięciu, Siedmiu i Trzech wstawiono kamień
              przeszlachetny, ale nie do Jedynego. Jego kamień jest okrągły, nie obrobiony
              kunsztownie, jakby przeznaczony był do podlejszego klejnotu." - tak wg.
              Lozinskiego wyglada jedyny pierscien!!!).
              Podsumowujac: uwazam, ze Lozinski swoim tlumaczeniem w znaczny sposob
              znieksztalcil powiesc, mowiac brutalnie zepsul ja. Uparte dazenie do
              spolszczenia wszystkiego co sie da i co sie nie da dalo mierne efekty. Ani
              to "bliskie", ani to wierne klimatowi oryginalu. Nie wiem doprawdy czy na tym
              polega dobry przeklad.
              Ostatnio chcialam sobie kupic Diune, ale jak zobaczylam nazwisko tlumacza
              czym predzej odstawilam ksiazke. Nie jestem masochistka ;)

              egaheer
              • xlink Re: do Anny M 08.12.01, 09:13
                HUGH! Biala siostra mowic prawda!
                Moja zgadzac sie z cala notka biala siostra!
                Biala siostra podac adres to moja wyslac tam litr ognista woda!
                • Gość: egaheer Re: do Anny M IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.12.01, 10:57
                  Ognista woda? Ja chce peczek skalpow ;)

                  egaheer
              • Gość: miś Re: do Anny M IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.12.01, 11:19
                Tylko drobna uwaga: w poprawionym przekładzie Skibniewskiej jest
                forma" "elfowie" nie "elfy".
                • Gość: xlink Re: do Anny M IP: *.citicorp.com 08.12.01, 15:00
                  Czy to taka odmiana trunkow? 'peczek skalpow'? Takie nowe wino de pryt'a?
                  Anyway, niestety nie mam z kogo zdejmowac tych skalp'ow :( Co do poprawionego
                  przekladu: nie kazda poprawka oznacza dobra poprawke. Elf ... elfy ... elfowie.
                  Elfy sugeruja rase, elfowie rodzine ew. narod. Ale ja studiuje germanistyke w
                  sumie nie polonistyke ... hrm, coz, elfy i tak powinny zostac tak jak i
                  krasnoludy a nie elfowie i krzaty ( ogrowie? goblinowie? urukowie? hobbitowie?
                  krasnoludowie? kenderowie? ) A tak btw. ze smoczej dzidy: kendery czy kenderzy
                  czy kenderowie? Mosci polonisci prosze o wskazowki :)
                  • Gość: miś Elfowie i nowy Łoziński IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.12.01, 23:57
                    1. Modyfikacja "elfowie" (nieistniejąca w języku polskim) została wprowadzona
                    za Tolkienem, który też w miejsce poprawnej angielskiej formy l.mn. - "elfs"
                    używał formy "elves";
                    2. W poprawionym Łozińskim jest nowa wersja wiersza o pierścieniach. Prawie
                    dokładnie oddaje teraz rzeczywistą treść. Czyżby robota redaktora przniosła
                    skutek. chociaż wersja M.Sk. dalej bardzie mi odpowiada. Ale to kwestia
                    przyzwyczajenia.
                    • Gość: Andrzej Re: Elfowie i nowy Łoziński IP: 157.25.84.* 18.02.02, 14:26
                      Gość portalu: miś napisał(a):

                      > 1. Modyfikacja "elfowie" (nieistniejąca w języku polskim) została wprowadzona
                      > za Tolkienem, który też w miejsce poprawnej angielskiej formy l.mn. - "elfs"
                      > używał formy "elves";
                      > 2. W poprawionym Łozińskim jest nowa wersja wiersza o pierścieniach. Prawie
                      > dokładnie oddaje teraz rzeczywistą treść. Czyżby robota redaktora przniosła
                      > skutek. chociaż wersja M.Sk. dalej bardzie mi odpowiada. Ale to kwestia
                      > przyzwyczajenia.

                      ok, jest tak:
                      angielskie rzeczowniki, konczace sie w liczbie pojedynczej litera 'f', zamieniaja
                      ja w liczbie mnogiej na 'v'. dlatego:
                      elf - elves
                      loaf - loaves
                      shelf - shelves
                      wife - wives
                      dwarf - dwarfs, dwarves.
                      jak widac w ostatnim przykladzie nie ma reguly bez wyjatku (to akurat zadne
                      odkrycie), ale napewno formy uzywane przez tolkiena nie sa niepoprawne! litosci!!!
                      pozdrowienia
                      andrzej
                    • Gość: MP Elfowie i nowy Łoziński i nowa Skibniewska IP: *.zsl.gda.pl / 192.168.1.* 18.06.02, 13:38
                      Brawo!
                      Oczywicie Skibniewska też nie ustrzegła się błędów - nieszczęsna "Wyprawa", Smoczy Język - ale teraz się
                      poprawiła! Nowe wydanie "Czytelnika" spełnia wszystkie wymagania oryginału.
              • Gość: Anna M Re: do Anny M IP: *.chello.pl 08.12.01, 17:35
                Mój argument odnosił sie do "klimatu", a nie do tłumaczenia wiersza.
                Tłumaczenie wiersza nie podoba mi się żadne. Skibniewska stworzyła tylko tak
                zwana "rybkę", czyli przekład dosłowny, Łoziński stworzył byle co.
                W ogóle chodziło mi tylko o "spalszczanie" teoretyczne. W przekładzie
                Łozińskiego są błędy merytoryczne, najprawdpodobniej wynikłe z tego, że
                przekład robiło bodajże pięc osób, wszystko na przedwczoraj, byle zdążyć przed
                konkurencją, a w dodatku wydawca najprawdopodobniej oszczędził na redaktorze.
                Uwierz mi, dobry redaktor może zdziałać cuda, o czym dzisiejsze wydawnictwa
                jakoś ostatnio zapominają.
                "Tajar" to nie jest najlepsze rozwiązanie, ale rozumiem, skąd się wzięło (dell -
                jar). Rivendell to nazwa angielska, a Imladris - egzotyczna. Skąd "Ta", nie
                mam pojęcia. Zamiana Starzyka na Dziadunia jest moim zdaniem zbędna.
                A swoją drogą - ile razy czytałeś Tolkiena? "Klimat" to często tylko
                przyzwyczajenie. Najpierw też znałam tylko Skibniewską, ale potem przeczytałam
                oryginał, potem jeszcze inne wersję językowe, jeszcze potem sama zaczęłam
                tłumaczyć i wtedy stwierdziłam, że ona jest w sumie taka sobie. Co w
                najmniejszym stopniu nie dodaje jakości Łozińskiemu i spółce.
                W sumie szkoda, że Władca Pierścieni jest taki długi. Gdyby był krótszy,
                możnaby go tłumaczyć co jakiś czas, jak Szekspira. Porównaj imiona postaci ze
                wszystkich wersji "Snu nocy letniej", to bardzo pouczające.
                • Gość: Anna M Re: do Anny M IP: *.chello.pl 09.12.01, 00:33
                  Ale nadal nic nie usprawiedliwia dla mnie Bullroarera
                  • Gość: konrad Re: do Anny M IP: *.skierniewice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.01, 10:38
                    Ja qpiłem ostatni wszystkie 3 tomy i zgadnijcie w czyim wydaniu i tłumaczeniu?
                    M.SKIBNIEWSKA!wydawnictwo Muza Ja nie rozumiem ludzi którzy lubią przekręcanie
                    nazw angielskich na polskie nie nawidzę i nie rozumiem czlowieka ,ktory
                    powiedzial ze wydanie p.lozinskiego jest najlepsze!
                    • Gość: Anna M Re: do Anny M IP: *.chello.pl 09.12.01, 13:35
                      Jeździsz do Londonu. gdzie mieszka królowa Elizabeth i czytasz Shakespeare'a?
                      Poza tym Skibniewska też spalszczała nazwy, tylko mniej - np. Tuk a nie Took
                      • Gość: egaheer Re: do Anny M IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.12.01, 12:58
                        1. Uwazam, ze "klimat" (jak to ladnie ujelas w cudzyslow) to zdecydowanie nie
                        przyzwyczajenie. Czytam te same ksiazki na przestrzeni lat i choc moj odbior
                        ich zmienia sie lekko za kazdym razem, to co okreslam mianem klimatu pozostaje
                        takie same. Co wiecej, w przypadku Tolkiena i kilku innych ksiazek, ktore udalo
                        mi sie przeczytac w oryginale, "klimat" ksiazki nie zmienil sie tylko dlatego,
                        ze czytalam ja teraz po angielsku (mowie tu oczywiscie o przekladzie
                        Skibniewskiej, bo o "klimacie" u pana Lozinskiego wypowiadalam sie wczesniej).
                        I odpowiadajac na Twoje pytanie: Wladce Pierscieni czytalam w calosci trzy razy
                        na przestrzeni jakichs 11 lat, dwa pierwsze w przekladzie Skibniewskiej (nie
                        bylo wtedy innego), a ostatnio po angielsku. Nie sadze obym byla tak
                        przyzwyczajona, zebym nie mogla przyjac innego przekladu - ja tylko nie moge
                        strawic Lozinskiego :)

                        2. Nie twierdze, ze tlumaczenie Skibniewskiej jest najlepsze, super i w ogole
                        nie do pobicia. Uwazam natomiast, ze przeklad Lozinskiego jest nie do przyjecia
                        i o tym byl moj poprzedni post. Nie jest moim celem gloryfikowanie pierwszego
                        przekladu, w ktorym przeczytalam ksiazke - byc moze jest lub bedzie inny,
                        lepszy. Swoja droga, jezeli, jak twierdzisz, pod haslem "Lozinski" kryje sie
                        wiecej osob czemu nie raczyly sie przedstawic - czy pan Lozinski na ochotnika
                        zglosil sie na kozla ofiarnego ;)?

                        3. I na koncu sprawa Szekspira, Londynu i krolowej Elzbiety - sa w jezyku
                        polskim pewne przyjete formy nazw wlasnych pochodzacych z innych jezykow i
                        kazdy, czytajac London, wie, ze chodzi o Londyn. Natomiast jezeli chodzi o
                        powiesci i to powiesci tak popularne jak Wladca Pierscieni, to swoboda tlumaczy
                        w dowolnym zmienianiu nazw wlasnych w kazdym kolejnym przekladzie owocuje
                        chaosem, nie sadzisz? Wiem, ze kazdy moze przetlumaczyc imie czy nazwisko tak
                        jak uwaza, ze bedzie najlepiej, ale wtedy osoby, ktore przeczytaly inne
                        przeklady nie bardzo beda mogly sie porozumiec. Nie mowie, ze wszyscy maja
                        tlumaczyc tak samo, bo mijaloby sie to z sensem, ale moze mogliby miec odrobine
                        wzgledu dla czytelnikow i nie zmieniac calkowicie nazewnictwa calego swiata?
                        I znow odpowiadajac na pytanie: nie, nie wiem jak roznia sie imiona
                        bohaterow "Snu nocy letniej" w zaleznosci od przekladu. Zastanawiam sie za to
                        czy dwie osoby, ktore czytaly ta sztuke, wymienajac imie jakiejs postaci, musza
                        dodawac do tego jej opis, aby byc zrozumialym dla drugiej strony?

                        egaheer
                        • Gość: Anna M Re: do Anny M IP: 62.233.140.* 11.12.01, 09:46
                          "Tłumaczenie Łozińskiego" wykonało pięć czy sześć osób, w tym on, a poza tym on
                          miał być głównym koordynatorem całości. Przecież ten przekład powstał w kilka
                          miesięcy, pojedynczy tłumacz by nie wyrobił, choćby pracował dzień i noc.
                          Dowodzi to także, że w kilka miesięcy nie może powstać dobry i dopracowany
                          przekład tak długiego dzieła, zwłaszcza jeśli go robi kilka osób jednocześnie i
                          nie ma czasu na porządną redakcję.
                          Natomiast nie mam pojęcia, jak rozmawiać o "Śnie nocy letniej", natomiast
                          prawda jest, że każdy tłumacz ponazywał postaci trochę inaczej: np. jest
                          Spodek/Podszewka/Dupek. Zresztą dotyczy to nie tylko "Snu", a nawet nie tylko
                          Szekspira (w "Hamlecie" występuje, zależnie od tłumacza,
                          Horacy/Horacjo/Horatio). Cytuje się "Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało", a
                          nie "Sam tego chciałeś, Georgesie Dandinie" (ani Jerzy Indyku, co byłoby
                          dosłownym tłumaczeniem). Misia nazywamy Kubuś Puchatek, chociaż w oryginale
                          nosi on imie żeńskie (a jest płci męskiej) i powinien kojarzyć się
                          z "puchaniem", a nie puchatością, z którą się kojarzy. W "Piotrusiu Panie" mamy
                          Blaszany Dzwoneczek a nie nie Tinkerbell.
                          Tłumaczenie nazw własnych, a zwłaszcza a zwłaszcza nazwisk znaczących, to stara
                          dobra tradycja tłumaczeń. Zresztą różne mogło to mieć przyczyny. Nigdy nie
                          rozumiałam, dlaczego w "Ani z Zielonego Wzgórza" niektóre postaci mają imiona
                          polskie, a inne obco brzmiące, jak Gertie, Walter czy Priscilla. Małgorzata
                          Linde w oryginale miała na imię Rachel - mogła zostać zmieniona dlatego, że dla
                          polskiego czytelnika sprzed kilkudziesięciu lat imie Rachela sytuowałoby ją w
                          okreslonej grupie kulturowo-religijnej i właśnie zepsułoby klimat powieści.
                          • xlink Re: do Anny M 11.12.01, 22:09
                            > Zresztą dotyczy to nie tylko "Snu", a nawet nie tylko
                            > Szekspira (w "Hamlecie" występuje, zależnie od tłumacza,
                            > Horacy/Horacjo/Horatio).

                            Hej, ale juz miszczuniu Szekspir pisywal swoje nazwisko na ponad 20 roznych
                            sposobow, wiec co do Horacja to sie nie zgodze bo to prawie zadna roznica.
                            Reszta ofszem :)
                          • Gość: milek Re: do Anny M IP: *.bauholding.pl 20.02.02, 13:20
                            Gość portalu: Anna M napisał(a):

                            >W "Piotrusiu Panie" mamy Blaszany Dzwoneczek a nie nie Tinkerbell.

                            A nie zastanawialiście się dlaczego "Peter Pan" to "Piotruś Pan", a nie "Piotruś
                            Patelnia"???

                            • Gość: Anna M Re: do Anny M IP: *.chello.pl 24.02.02, 18:29
                              Ja się od dziecka zastanawiałam, dlaczego to on jest panem...
                              Nie wiem, czy chodzi o patelnię, czy o greckie "pan", ale podejrzewam, że z
                              polskim panem nie ma to wiele wspólnego.
                      • robgoblin Re: do Anny M 27.02.02, 13:14
                        Shakespeare'a spolszczamy na Szekspir a nie na Potrząśnijoszczepa na
                        przykład :))) Podobnie jest z Wolterem, Waszyngtonem itd.
                        Dlatego nieznaczne zmiany imion (można powiedzieć brzmieniowe) Skibniewskiej są
                        o niebo lepsze od wymysłów Łozińskiego. Bo on zmienił wszystko na coś w rodzaju
                        przygód Kazia Przaśnego i Zenka Łuszczycy w przaśnej wiosce pod Łomżą, gdzie
                        łaziki snują się z denaturatem pod pachą :)

                        pozdrawiam
    • Gość: RafalP Nie tylko Łoziński i Skibniewska IP: 212.244.129.* 13.12.01, 10:31
      Gość portalu: Qba napisał(a):

      > Gdzieś czytałem, że dystrybutorzy zastanawiają się nad wyborem tłumaczenia:
      > Skibniewska czy ten-drugi-jak-mu-tam?!!

      No właśnie... Wszyscy piszą tylko o Skibniewskiej i Łozińskim. A ja ostatnio
      byłem w księgarni i leżą chyba ze cztery wydania "Władcy" a przynajmniej
      pierwszego tomu i każde w innym tłumaczeniu. Jest więc Skibniewska, Łoziński,
      Paulina Breiter i jeszcze jedno, chyba zrobione przez dwójkę tłumaczy. Czy ktoś
      czytał te tłumaczenia? Jakie są? (Ale jednak chyba Skibniewska the best, w każdym
      razie "wrosła w zbiorową świadomość", w końcu przez ładne parę lat było to jedyne
      tłumaczenie...)
      • Gość: Samwise Re: Nie tylko Łoziński i Skibniewska IP: *.las.ch 14.12.01, 20:13
        mysle, ze najlepszym rozwiazaniem jest orginalna wersja, ksiazke przeczytalem
        najpierw po Polsku, pozniej dwa razy po angielsku, bez porownania, ogladajac
        film na polskie napisy raczej nie bede zwracal uwagi
        • Gość: mama Re: Nie tylko Łoziński i Skibniewska IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 14.12.01, 22:12
          Ta tajemnicza para to Maria i Cezary Frącowie. Wg mnie to właśnie tłumaczenie
          jest najlepsze (i przepiękna edycja!!!).
          Pauliny B. nie mogę, jest znakomitym (być może) filologiem angielskim, ale
          operuje ciężką polszczyzną, przez którą się brnie jak przez mokry śnieg.
          Niejedną już książkę zarżnęła. Dostaje dużo tłumaczeń, pewnie ma na to wpływ
          jej małżeństwo z jednym z redaktorów Fantastyki (niejakim Rafałem Z., ostatnio
          bardzo nagrodzonym "Kisielem").
          Pana Ł. powinno się ukarać za przekład i tyle, a Skibniewska jest w porządku.
          • elve tytułowy wiersz 14.12.01, 23:12
            Przeczytałąm dziś w empiku bardzo dobre moim zdaniem tłumaczenie tytułowego
            wiersza ("three rings...), niestety nie pamiętam autora. Udało mu sie zachować
            i rymy, i rytm i piękno tego kawałka! Niesamowite! Niestety potem jest już
            tłumaczenie łozińskiego, wydawnictwo zysk i ska, nie wiem czy poprawione czy
            nie - bałam się zajrzeć i zepsuć sobie wrażenie...
            pzdr
            • Gość: Natalia Re: tytułowy wiersz IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.02, 21:19
              elve napisał(a):

              > Przeczytałąm dziś w empiku bardzo dobre moim zdaniem tłumaczenie tytułowego
              > wiersza ("three rings...), niestety nie pamiętam autora. Udało mu sie zachować
              > i rymy, i rytm i piękno tego kawałka! Niesamowite! Niestety potem jest już
              > tłumaczenie łozińskiego, wydawnictwo zysk i ska, nie wiem czy poprawione czy
              > nie - bałam się zajrzeć i zepsuć sobie wrażenie...
              > pzdr


              Nie jestem pewna, ale czy to przypadkiem nie było tłumaczenie Marka Gumkowskiego?
              Marek Gumkowski jest zdaje sie polonistą, na pewno - jednym z milośników i speców
              od Tolkiena. Wydaje mi się, że Zysk i-ska własnie w jego tłumaczenie wiersza
              zaopatrzyli nowe wydanie przekładu pana Ł.
              Natalia
          • Gość: Anna M Re: Nie tylko Łoziński i Skibniewska IP: *.chello.pl 15.12.01, 00:11
            Paulina Breiter nie jest żoną Rafała Z, który z koeli nie jest redaktorem
            Fantastyki, ale współpracownikime. Mężem Pauliny jest Paweł Z., brat Rafała,
            chyba że ostatnio nastąpiły jakieś zmiany, o których nie wiem.
          • Gość: chlinac Re: Nie tylko Łoziński i Skibniewska IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.01.02, 22:59
            . Dostaje dużo tłumaczeń, pewnie ma na to wpływ
            > jej małżeństwo z jednym z redaktorów Fantastyki (niejakim Rafałem Z., ostatnio
            > bardzo nagrodzonym "Kisielem").
            Na litość boską!... Z Pawłem Z.!!... To brat tego nagrodzonego Kisielem!...

          • Gość: Halbarad Re: Nie tylko Łoziński i Skibniewska IP: 195.187.133.* 25.02.02, 13:50
            Po pierwsze: Paulina Braiter nie tłumaczyła Władcy Pierścieni, ale Hobbita. Po
            drugie - nie jest żoną "niejakiego Rafała Z.", ale jego starszego brata, Pawła.
            PO trzecie - Rafał Ziemkiewicz od kilku lat nie jest redaktorem Nowej
            Fantastyki, i jest z nią w ostrym konflikcie.
      • Gość: ajka Re: Nie tylko Łoziński i Skibniewska IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.12.01, 23:20
        dzisiaj moja rodzicielka przyniosla do domu kalendarz " z tolkiena"
        na poczatku myslalam ze zdjecia z filmu wiec sie ucieszylam. za wczesnie.
        w kalendarzu sa ilustracje, chyba najgorsze jakie widzialam. i fragmenty Wladcy
        Pierscieni.
        rysunki wykonal niejaki "ted nasmith"
        i mi sie osobiscie cholernie nie podobaja.( nie umie rysowac ludzi)
        tlumaczenia zas dokonali, cytuje : " cytaty zaczerpniete zostaly z dwoch
        pierwszych tomow trylogii w tlumaczeniu Cezarego i Marii Frąc, cytat na stronie
        2 w tlumaczeniu Tadeusza Olszanskiego"
        Wiersz ze strony 2 :

        trzy pierscienie dla krolow elfickich pod niebem jasnym
        siedem dla krasnoludzkich wladcow we dworach kamiennych
        dziewiec dla ludzi ktorym smierc jest sadzona
        jeden - czarnemu wladcy na czarnym tronie
        w mordorze, ziemi, gdzie ciemnosc zalegla
        jeden by nimi wladac. jeden by je znalezc
        jeden by je zgromadzic i wszystkie skrepowac
        w mordorze, ziemi gdzie ciemnosc zalegla.


        aaaaaa.
    • Gość: alborn Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 209.114.223.* 17.12.01, 17:59
      hmm... a co powiecie o przekładzie : Maria & Cezary Frąc?

      ja dopiero co nabyłem i jeszcze nie przeczytałem więc nie wiem, czy bardziej
      S., czy raczej Ł. Mam jednak zamiar w krótkim czasie bo to ma być prezent :-)

      mogę za to podać tłumaczenie początkowego utworu:

      Trzy Pierścienie dla królów elfickich pod niebem jasnym,
      Siedem dla krasnoludzkich władców we dworach kamiennych,
      Dziewięć dla ludzi, którym śmierć jest sądzona,
      Jeden Czarnemu Władcy na czarnym tronie
      w mordorze, ziemi gdzie Ciemność zaległa.
      Jeden by nimi władać, Jeden, by je znaleźć,
      Jeden by je zgromadzić i wszystkie skrępować
      W Mordorze, ziemi, gdzie Ciemność zaległa.

      Pozdrawiam
      • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.chello.pl 17.12.01, 23:32
        Gość portalu: alborn napisał(a):

        > hmm... a co powiecie o przekładzie : Maria & Cezary Frąc?
        >
        > ja dopiero co nabyłem i jeszcze nie przeczytałem więc nie wiem, czy bardziej
        > S., czy raczej Ł. Mam jednak zamiar w krótkim czasie bo to ma być prezent :-)
        >
        > mogę za to podać tłumaczenie początkowego utworu:
        >
        > Trzy Pierścienie dla królów elfickich pod niebem jasnym,
        > Siedem dla krasnoludzkich władców we dworach kamiennych,
        > ,
        > Jeden Czarnemu Władcy na czarnym tronie
        > w mordorze, ziemi gdzie Ciemność zaległa.
        > Jeden by nimi władać, Jeden, by je znaleźć,
        > Jeden by je zgromadzić i wszystkie skrępować
        > W Mordorze, ziemi, gdzie Ciemność zaległa.
        >
        > Pozdrawiam

        Metrum możnaby darować, chociaż troche się sypie. "Dziewięć dla ludzi, którym
        śmierć jest sądzona" sugeruje raczej skazańców niż ogólnie "śmiertelników" (Nine
        for Mortal Men doomed to die) - możnaby przynajmniej z dużej litery... "Wszystkie
        skrępować" - ???????
        • Gość: xlink Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.citicorp.com 18.12.01, 06:36
          No najpierw duzo o wyrozumialosci a teraz od reki krytyka. Tsk, tsk :)
          Aniu, moze caly przeklad nie jest tak zjechany. Nie bedziemy wiedzieli dopoki
          sami nie przeczytamy albo ktos nie zacytuje calej trylogii + wstepu (
          Hobbit'a ).
          Pzdr
          • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 62.233.140.* 18.12.01, 09:14
            Wcześniej była teoria, a teraz jest praktyka. Reszty Trylogii w tym przekładzie
            nie znam, ale "skrępowane" odpada i już.
    • Gość: Eva Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.talnet.pl 18.12.01, 13:50
      Przeczytałam wypowiedzi Forumowiczów nt. przekładu. Szczęśliwie coś mi się
      obiło o uszy o dwóch różnych tłumaczeniach i właśnie wczoraj kupiłam trzy
      piękne tomy w twardej oprawie( w tłumaczeniu p.Skibniewskiej ) za jedyne 75zł
      jako prezent gwiazdkowy dla mojego 11-letniego syna. Jak sądzicie, czy nie za
      wcześnie taką taką lekturę dla 11-latka?
      Pozdrawiam wszystkich miłośników Tolkiena i życzę "fantastycznych" świąt !
      • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 62.233.140.* 18.12.01, 15:04
        Zależy od jedenastolatka. Ja miałam pierwsze podejście w 3 czy 4 klasie
        podstawówki (w czasie długiej choroby) i nie mogłam wtedy tego czytać, za
        bardzo się bałam.
    • Gość: Yorick Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 26.12.01, 02:50
      Zacznijmy od informacji podstawowych:

      - Jestem za Skibniewską

      - Jestem umiarkowanym laikeim: nie zawodowy tłumacz, ale z literaturą i
      filologią mam nieco wspólnego

      - Skibniewska przetłumaczyła nazwy we Władcy... wbrew zaleceniom Tolkiena, a
      Łoziński zgodnie z nimi.

      Teraz mój punkt widzenia:

      - Na pewno przyzwyczajenie ma na czytelnika ogromny wpływ. Na mnie również. To
      jest naturalne. Nie należę do ortodoxów, ale rozumiem ich. Nie trzeba być
      teoretykiem literatury, żeby wiedzieć, że text nie jest czymś autonomicznym,
      tylko interakcją z czytelnikiem, z tym, co on ma w głowie. Zadanie Łozińskiego
      było o niebo trudniejsze, bo Skibniewska miała komfort tworzenia pewnych
      kanonów. A fakt, że on temu nie podołał, to sprawa zupełnie inna.

      - Baggins vs Bagosz. Dopiero w połowie wątku pojawiają się ważne wypowiedzi
      Egaheer i pogromcy, którzy mają pełną rację. OTÓŻ WW. ZALECENIE TOLKIENA JEST
      BŁĘDNE! Nazwy nie są celem samym w sobie, tylko elementem, który musi
      wkomponować się w ogólny klimat. A ten właśnie jest na wskroś angielski (nie:
      brytyjski!). Zgadza się, że chodzi o 'swojskość', ale którą, angielską, czy
      polską, bo neutralnej niestety nie ma - zawsze przemycasz jakąś konotację.
      Baggins o piątej pije herbatę, zaś Pan Bagosz podkręca wąsa i zażywa okowity...
      Nie komentuję Łazika, Starzyka, itp., bo to po prostu idiotyzmy.

      - elfy vs elfowie: elfowie brzmi lepiej, ma więcej powagi. Ale coś mi się
      zdaje, że u Skibniewskiej tylko 'elfy' były w Hobbicie (i słusznie, bo to
      jeszcze była bajka), zaś we Władcy... było albo wymiennie, albo
      tylko 'elfowie' - jeśli tu się mylę, niech ktoś poprawi.

      - Galadriela vs Galadriel - wreszcie punkt dla Łozińskiego. 2. wersja brzmi
      lepiej: bardziej egzotycznie i wyniośle, bardziej 'elfio'.

      - prostacki język u Skibniewskiej. Czytałem oryginał: twierdzę, że językowi
      Skibniewskiej nic, ale to nic nie można zarzucić. Jej fraza jest bogata, o
      idealnym rytmie, o odpowiednim 'rejestrze' (register) - znakomicie oddaje
      epicki klimat dzieła. Jest to nie tylko piękna polszczyzna sama w sobie, ale
      też 'na właściwym miejscu', dobrze oddająca ducha oryginału. Trzeba być BARDZO
      BEZCZELNYM, żeby temu tłumaczeniu zarzucić 'prostackość' języka. Powiem jedno:
      własną biegłość w posługiwaniu się polskim uważam za bardzo dobrą i to w
      stopniu graniczącym z zarozumialstwem, ale gdy tłumaczyłem na próbę kawałki
      Władcy... i porównywałem ze Skibniewską, zawsze musiałem uznać jej wyższość.

      - krasnoludy vs krzaty. To, że wielu osobom 'krasnolud' kojarzy się właśnie tak
      (po 'krasnoludzku', a nie po 'skrzatowemu') to nie zasługa Skibniewskiej, tylko
      jej pierwszeństwa. Gdyby u niej były 'krzaty', teraz
      wyśmiewalibyśmy 'krasnoluda'. Ale to wcale nie usprawiedliwia Łozińskiego.
      Został stworzony pewien kanon i on funkcjonuje w naszej świadomości, i nie da
      się go zignorować!

      Ogólnie całe nazewnictwo to kwestia konotacji. Wybierając nazwę, bierzemy ją
      z 'dobrodziejstwem inwentarza', czyli z CAŁĄ PRZYPISANĄ JEJ GAMĄ SKOJARZEŃ. Nie
      będę nudził zasadami semantyki, ale każdy wyraz budzi skojarzenia: niektóre
      jasne i świadome, niektóre świadome, ale trudne do wyrażenia, niektóre zupełnie
      podświadome. Tłumacz musi odrzucić dosłowność. Musi oddać konotację,
      skojarzenie, KLIMAT. Łoziński wziął NAZWĘ za cel, za punkt honoru - co z tego,
      że nie pasuje, że się nie komponuje, że rodzi śmiech lub dwuznaczność.
      Skibniewska doskonale oddała to, co w xiązce najważniejsze. Na tym polega
      kluczowa różnica. To różnica między (wy)tłumaczeniem, a sztuką przekładu. I tu
      Skibniewska triumfuje na całej linii.

      PS: Paulina Braiter (żona P., a nie R., ocziwista!), jak i Tadeusz Olszański są
      oboje wielkimi fanami Tolkiena i wątpię, by mieli coś przeciwko zrobienia
      napisów (boże oszczędź nam dubbingu!) po linii Skibniewskiej. Mimo, że nie
      przepadam za Olszańskim, muszę mu oddać uczciwość: propozycję tłumaczenia
      Tolkiena 'na termin' uznał za świętokradztwo i odrzucił ze wzgardą.
      • Gość: Maa Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 30.12.01, 00:21
        Zgadzam się w całej rozciagłości!!! I o to chodzi! Dziękuję, sama nie ujęłabym
        tego lepiej!
      • Gość: Anna M Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.chello.pl 30.12.01, 13:51
        Ja ciągle nie wiem z tym klimatem. Parę osób powołuje się na Dickensa, ale
        głowę dam, że znakomita większość czytających Tolkiena jak Biblie o Dickensie
        może kiedyś słyszała i tyle. Angielski klimat sprowadzi się wtedy do tej
        nieszczęsnej herbatki o piątej, co jest sprawą naprawde niewielkiej wagi
        (zwłaszcza że termin "tea" w Anglii oznacza po prostu popołudniowy posiłek,
        który może się składac równie dobrze z zupy czy parówek). Za to nazwisko Bagosz
        w ogóle nie kojarzy mi sie szlachecko - czyli z wąsami i okowitą - tylko raczej
        chłopsko. Oczywiście, jeśli chcemy brnąć w porówanania, to chłop angielski z
        polskim też nie ma wiele wspólnego, ale tu kończy się literatura i zaczyna
        historia społeczna.
        Starzyka nie bronię, natomiast uważam, że Skibniewska właśnie zepsuła klimat
        Shire'u (pozostając przy jej terminologii, chociaż akurat Włość mi się bardziej
        podoba) pozostawiając imiona postaci drugoplanowych jak były - a to właśnie tło
        często decyduje o "nastroju". Nawet dla Polaka znającego Dickensa różnica
        między Aramintą czy Melilotą a Galadrielą jest stosunkowo nieduża. W ten sposób
        hobbitów niepotrzebnie sie "uszlachca" (imiona w stylu Aramintha czy Peregrine
        są w angielskim może i nie najczęstsze, ale spotykane).
        To samo nazwy geograficzne - Saków mnie akurat bardziej odpowiada niż Sackville
        (które w dodatku brzmi raczej po francusku).
        W dodatku uważam, że Skibniewska poszła czasem na łatwiznę tłumacząc dosłownie
        znaczenie nazwy, co daje efekty chińskie albo indiańskie: Szara Woda, Złota
        jagoda, itp. Czy - biorąc pod uwagę skłonność języka do ekonomiczności - nazwy
        rzek w stylu Szara Woda wydają się prawdpodobone? A z kolei mąż wołający: Złota
        Jagodo! przypomina mi naśmiewanie się "Dzieci z Bullerbyn" ("To będzie piękne,
        jak będziesz ją wołał! Szumiąca Wodo, czy nastawiłaś już kartofle?")
        I nic, moim zdaniem, nie usprawiedliwia Bullroarera.
        Co do języka, nie mam w tej chwili czasu na ponowne czytanie oryginału i obu
        przekładów. Wiem jedno - wersja polska zawsze wydawała mi się w porównaniu z
        angielską jakaś "rozwodniona" i "blada".
        Czekam na kolejny przekład.
        • Gość: chlinac Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.01.02, 23:16
          Gość portalu: Anna M napisał(a):

          > To samo nazwy geograficzne - Saków mnie akurat bardziej odpowiada niż Sackville
          > (które w dodatku brzmi raczej po francusku).
          O to właśnie Tolkienowi chodziło. Chciał podkreślić w ten sposób wyniosłość Lobelii i spółki. A skoro już jesteśmy
          przy Łozińskim... Jak wiadomo, kiedy Skibniewska zabierała sie za przekładanie Władcy...", poprosiła Tolkiena o
          wskazówki. Nie odpowiedział jej, z czego tak tłumaczył sie swojemu wydawcy: "Przykro mi, że [...] nie
          odpowiedziałem na list pani Skibniewskiej. [...] Nie jestem w stanie sporządzić dla niej szczegółowych wskazówek.
          [...] Powinna kierować się ogólna zasada, żeby jak najmniej tłumaczyć czy zmieniać nazwy. Jak sama zauważa, jest
          to angielska książka i jej angielskość nie powinna ulec zatarciu. [...] Moim zdaniem nazwiska osób powinny zostać
          nietknięte. Wolałbym także nie ruszać nazw miejscowych, łącznie z Shire. Sądzę, że najwłaściwszym wyjściem
          byłoby dołączenie na końcu książki listy nazw mających jakieś znaczenie po angielsku z wyjaśnieniami po polsku." I
          co wy na to?
      • Gość: nkh Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: 195.116.28.* 01.01.02, 22:10
        Dla Yoricka:

        Widocznie jestem BARDZO BEZCZELNA, ponieważ uważam, że Marii Skibniewskiej
        MOŻNA zarzucić prostackość języka.

        Ostatnio po dość długiej przerwie sięgnęłam po "Władcę Pierścieni" i przeczyłam
        najpierw oryginał a natychmiast potem tłumaczenie - właśnie Marii
        Skibniewskiej. Czytając je niemal cały czas czułam niesmak. Zawsze uważałam
        polski za język piękniejszy od angielskiego, o wiele bardziej "poetycki" i
        "fantastczny" - wprost stworzony do tego typu literatury. Angielski Tolkiena
        jest płynny, dźwięczny - po prostu piękny. Polskiemu Skibniewskiej brakuje
        takiej dźwięczności, brakuje "melodii". Na pewno nie określiłabym go mianem
        pięknej polszczyzny i dlatego w tym wypadku muszę oddać wyższość angielskiemu.

        Znam agnielski "w stopniu graniczącym z zarozumialstwem" i czasem bawię się
        tłumaczeniami, nie jestem jednak zawodowym tłumaczem. A ponieważ nie jestem też
        megalomanem, nie twierdzę, że byłabym w stanie przetłumaczyć "Władcę
        Pierścieni" tak, by sama czytać go z przyjemnością. Ale od zawodowego tłumacza,
        który za swoją pracę otrzymuje honorarium wymagam najwyższego poziomu,
        zwłaszcza przy tłumaczeniu tak poważnej książki jaką niewątpliwie jest "Władca
        Pierścieni". Tolkien był według mnie mistrzem angielskiego - "Władcę" powinien
        tłumaczyć mistrz mowy polskiej.

        Pozdrawiam!
        • Gość: łazik Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.chello.pl 03.01.02, 19:56
          warto przeczytać nowo wydane eseje Tolkiena "potwory i krytycy". Myśle, że
          idealnie odpowiedzą na tę jałowa dyskusje. naprawde w tolkienie nie
          najstotniejszą kwestją jest to, czy Aragorn to 'Łazik" czy 'obieżyświat'.
          A tej ksiazki idealnie przełożyć sie nie da. Więc niech malkontenci uczą sie
          angielskiego...
          jeśli chodzi o nazwy własne to nie ma żadnej możliwości przekładu, żadnej.Bo to
          nie jest już nawet angielski lecz gocki, anglosaski, islandzki, walijski. Nie
          ma w Polsce człowieka, który jest w tym tak biegły jak prof. Tolkien, wiec nie
          ma tez nikogo kto by mógł to przekładać.
          A jeśli tak świetnie znasz angielski to musze cie rozczarować - władcy
          pierścieni nie zrozumiałeś, nawet 1/100. tyle, bo żeby go zrozumieć trzeba też
          opanować języki elfów.
          Tolkien mówił że opowieść tą stworzył z imion, to znaczy że w nich tkwi sedno
          książki, to z nich książka wyrosła. To znaczy że by zrozumieć trzeba pojąć
          imiona, a te jak wspominałem są w gockim, islandzkim, średnioangielskim itd.
          więc nie ma o czym gadać...
        • Gość: łazik Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.chello.pl 03.01.02, 19:56
          warto przeczytać nowo wydane eseje Tolkiena "potwory i krytycy". Myśle, że
          idealnie odpowiedzą na tę jałowa dyskusje. naprawde w tolkienie nie
          najstotniejszą kwestją jest to, czy Aragorn to 'Łazik" czy 'obieżyświat'.
          A tej ksiazki idealnie przełożyć sie nie da. Więc niech malkontenci uczą sie
          angielskiego...
          jeśli chodzi o nazwy własne to nie ma żadnej możliwości przekładu, żadnej.Bo to
          nie jest już nawet angielski lecz gocki, anglosaski, islandzki, walijski. Nie
          ma w Polsce człowieka, który jest w tym tak biegły jak prof. Tolkien, wiec nie
          ma tez nikogo kto by mógł to przekładać.
          A jeśli tak świetnie znasz angielski to musze cie rozczarować - władcy
          pierścieni nie zrozumiałeś, nawet 1/100. tyle, bo żeby go zrozumieć trzeba też
          opanować języki elfów.
          Tolkien mówił że opowieść tą stworzył z imion, to znaczy że w nich tkwi sedno
          książki, to z nich książka wyrosła. To znaczy że by zrozumieć trzeba pojąć
          imiona, a te jak wspominałem są w gockim, islandzkim, średnioangielskim itd.
          więc nie ma o czym gadać...
        • Gość: łazik Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.chello.pl 03.01.02, 19:57
          warto przeczytać nowo wydane eseje Tolkiena "potwory i krytycy". Myśle, że
          idealnie odpowiedzą na tę jałowa dyskusje. naprawde w tolkienie nie
          najstotniejszą kwestją jest to, czy Aragorn to 'Łazik" czy 'obieżyświat'.
          A tej ksiazki idealnie przełożyć sie nie da. Więc niech malkontenci uczą sie
          angielskiego...
          jeśli chodzi o nazwy własne to nie ma żadnej możliwości przekładu, żadnej.Bo to
          nie jest już nawet angielski lecz gocki, anglosaski, islandzki, walijski. Nie
          ma w Polsce człowieka, który jest w tym tak biegły jak prof. Tolkien, wiec nie
          ma tez nikogo kto by mógł to przekładać.
          A jeśli tak świetnie znasz angielski to musze cie rozczarować - władcy
          pierścieni nie zrozumiałeś, nawet 1/100. tyle, bo żeby go zrozumieć trzeba też
          opanować języki elfów.
          Tolkien mówił że opowieść tą stworzył z imion, to znaczy że w nich tkwi sedno
          książki, to z nich książka wyrosła. To znaczy że by zrozumieć trzeba pojąć
          imiona, a te jak wspominałem są w gockim, islandzkim, średnioangielskim itd.
          więc nie ma o czym gadać...
          • Gość: An-Nah Głos przyszłego tłumacza IP: *.chello.pl 03.01.02, 21:13
            Najlepiej jest Władcę czytać w oryginale - czytałam dwa
            razy Skibniewską i raz oryginał - tłumaczka narobiła
            błędów, ale one nie rażą aż tak bardzo. Tak, macie
            rację - Skibniewska przełożyła melodię, Łoziński -
            tylko tekst, i to nieudolnie. Jeśli już trzeba wybrać
            jakiś przekład to jestem za Skibniewską.
            • Gość: Yorick Jeszcze raz IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 13:03
              łazik mocno przesadził - wychodzi na to, że NIKT z wiernej rzeszy
              milionów fanów nie zrozumiał NIC z 'Władcy...' Hmmm
              Co do zarzutów wobec Skibniewskiej. PRZESTRZEGAM PRZED HURAGANOWĄ
              KRYTYKĄ TŁUMACZY. Prawie zawsze jest tak, że ktoś kto trochę choćby zna język
              puszy się i jest niezadowolony z tłumaczenia. Nie da się usatysfakcjonować
              wszystkich. Nie da się nie zrobić żadnych błedów. To niemożliwe. Upieram się,
              że znam standarty polszczyzny i według nich tłumaczenie Skibniewskiej wypada
              bardzo, ale to bardzo dobrze. Może, nkh, chodzi Ci o to, że 'linie melodyczne'
              oryginału i przekładu RÓŻNIĄ SIĘ od siebie? Inaczej brzmi polski, inaczej
              angielski, to jasne. Jeżeli 'zachowanie brzmienia oryginału' stosować jako
              dodatkowe kryterium w PROZIE, to można zjechać KAŻDE tłumaczenie. Pzdrv
              • Gość: Anna M Re: Jeszcze raz IP: *.chello.pl 08.01.02, 18:09
                Znam więcej niż trochę języka obcego i przełożyłam dosyć, żeby wiedzieć, że to
                dużo trudniejsze niż sie laikom zdaje.
                Jest tak: przekład Skibniewskiej jest poprawny pod względem polszczyzny - w
                sensie, że nie ma błędów ortograficznych, gramatycznych ani logicznych, a jedno
                zdanie łączy się z drugim. Pomijając wszystko inne, wtedy było więcej dobrych
                redaktorów.
                Natomiast zaginęło wiele z ducha oryginału ukrytego w samym języku. Wiem, że
                nie da się oddać tego, co wybika z samej konstrukcji języka, ale wiele innych
                rzeczy mnożna przekazać. Jak mówiłam - po przeczytaniu oryginału próbowałam
                wrócic do wersji polskiej i nie mogłam. Miałam wrażenie, że jest "rozwodniona",
                że mam do czynienia z opowiedzeniem treści ("przeczytaj książkę i napisz
                własnymi słowami").
                • Gość: An-Nah Re: Jeszcze raz IP: *.chello.pl 08.01.02, 20:39
                  Gość portalu: Anna M napisał(a):

                  > Znam więcej niż trochę języka obcego i przełożyłam
                  dosyć, żeby wiedzieć, że to
                  > dużo trudniejsze niż sie laikom zdaje.
                  > Jest tak: przekład Skibniewskiej jest poprawny pod
                  względem polszczyzny - w
                  > sensie, że nie ma błędów ortograficznych, gramatycznych
                  ani logicznych, a jedno
                  >
                  > zdanie łączy się z drugim. Pomijając wszystko inne,
                  wtedy było więcej dobrych
                  > redaktorów.
                  > Natomiast zaginęło wiele z ducha oryginału ukrytego w
                  samym języku. Wiem, że
                  > nie da się oddać tego, co wybika z samej konstrukcji
                  języka, ale wiele innych
                  > rzeczy mnożna przekazać. Jak mówiłam - po przeczytaniu
                  oryginału próbowałam
                  > wrócic do wersji polskiej i nie mogłam. Miałam
                  wrażenie, że jest "rozwodniona",
                  >
                  > że mam do czynienia z opowiedzeniem treści ("przeczytaj
                  książkę i napisz
                  > własnymi słowami").


                  Masz rację, język, jakim książka jest napisana można
                  docenić w pełni dopiero po przeczytaniu jej w oryginale.
                  Myślę, że dotyczy to każdej książki (Ja ostatnio czytam
                  dużo po angielsku i niemiecku). Nikt nie jest idealny,
                  ale w porównaniu z tym jak mu tam...
                  • Gość: Anna M Re: Jeszcze raz IP: *.chello.pl 08.01.02, 22:35
                    Ja staram się czytać jak najwięcej oryginałów, i dla informacji, i z ciekawości
                    zawodowej. Ale sa książki, które chętnie czytam w obu wersjach. Niestety,
                    Władca Pierścieni do nich nie należy (w żadnym przekładzie).
              • Gość: mar uparty IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.01.02, 00:02
                Gość portalu: Yorick napisał(a):
                >Upieram się,
                > że znam standarty polszczyzny

                Masz prawo się upierać, ale może najpierw kup sobie słownik ortograficzny
                • Gość: Jezzo Re: Równość przekładów Skibniewskiej i Łozińskiego IP: *.radom.pl 12.01.02, 19:05
                  Nie lubie się powtarzać ale chcialbym aby wiekszość zaznajomiła się z moją
                  opinią. (BTW wyrażenie pseudkrytycy nie odnosi się bynajmniej do wszytkich żeby
                  ktoś sobie źle nie pomyślał , wszakże widać tu także dobrą i uzasadnioną
                  krytyke) :


                  Boże jak ja czytam te wypowiedzi to mnie szał ogarnia!! Jakim prawem
                  krytykujecie Pana Łozińskiego i jego pracę! Bez uzasadnienia mówicie że
                  tłumaczenie beznadziejne! Ciekawe ilu z tych pseudokrytyków przeczytało całą
                  trylogię według pana Łozińskiego? He? Ja czytam przekłady wyzej wymienionego
                  pana i są one świetne . Wychodzi on poza stereotyp zwykłego tłumaczenia słowo w
                  słowo dodając niekiedy powieści niesamowitego smaczku i dynamizmu. BTW pan
                  Łoziński tłumaczyl też wiele innych powieści np. "Diunę" Herberta IMHO zrobił
                  to tak samo świetnie jak w przypadku trylogii. Pani Skibniewskiej nie odważe
                  sie skrytykować gdyż trylogii w jej wydaniu nie przeczytałem (ale z checia
                  przeczytam) , jednakże po przeczytaniu "Hobbita" w Jej tłumaczeniu muszę
                  przyznać że lepiej wyraznei czyta sie trylogie według pana Łozińskiego. Jest to
                  tylko i wyłącznie moje zdanie i nawet nie mam zamiaru podejmować sie oceniania
                  pracy pani Skibniewskiej i Łozińskiego , lecz jestem pełni uznania dla ich obu
                  jaką prace musieli wykonać i dziekuję im że to właśnie dzięki nim możemy się
                  przenieść w niesamowity świat wykreowany przez Mistrza Tolkiena. Zarówno
                  tłumaczenie Pani Marii jest świetne i to nie tylko przez to iż zachowała
                  orginalne nazewnictwo. Każdy tłumacz powinnien dodać cząstki siebie do
                  tłumaczonego dzieła. Tak postąpiła zarówno Pani Maria jak i Pan Jerzy. Własnie
                  on zmienił coś co wydawać by sie mogło idealne , jednak zrobił to na swój
                  sposób pięknie i świetnie się to czyta! Skrytykować zaś musze tłumaczenie
                  Państwa Frąz . Czytając ich tłumaczenie zdawało sie ze chcą pogodzić
                  zwolenników w/w tłumaczen i wyszła z tego bardzo niestrawna papka. Na
                  zakończenie mojej przydługiej odpowiedzi życze wszytkim miłego czasu spędzonego
                  przy czytaniu powieści Tolkiena , nie ważne w jakim tłumaczeniu. Pozdrawiam
                  wszytkich fanów Tolkiena z całej Polski. :)
                  • yoric Właśnie, że nie równość! 12.01.02, 23:27
                    Jest takie założenie, że

                    oba tłumaczenia należy oceniać niezależnie od siebie. Otóż nie - przynajmniej
                    jeśli chodzi o nazewnictwo! Pan Łoziński popełnił swoje dzieło, kiedy w
                    świadomości czytelnika OD LAT już funkcjonowało nazewnictwo Skibniewskiej. Nie
                    tylko w kręgu fanów 'Władcy...', ale naturalnie promieniowało ono na resztę
                    literatury fantasy, gry RPG, planszowe, komputerowe. utowrzył się pewien kanon,
                    którego należało przestrzegać. Naprawdę, nadgorliwość wyszła Łozińskiemu
                    bokiem.
                    pzdrv
                  • Gość: chlinac Re: Równość przekładów Skibniewskiej i Łozińskiego IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.01.02, 23:38
                    Gość portalu: Jezzo napisał(a):

                    > Boże jak ja czytam te wypowiedzi to mnie szał ogarnia!! Jakim prawem
                    > krytykujecie Pana Łozińskiego i jego pracę! Bez uzasadnienia mówicie że
                    > tłumaczenie beznadziejne! (...) Wychodzi on poza stereotyp zwykłego
                    >tłumaczenia słowo w> słowo dodając niekiedy powieści niesamowitego
                    >smaczku i dynamizmu.

                    No. Dodawał dynamizmu: "...dość wysocy, mocni w nogach, a w
                    dżdżystą pogodę nosili KRZATOWE KALOSZE...", pisał o meszku porastającym
                    hobbicie policzki, podczas gdy autor powieści pisał o zaroście na ich brodach,
                    uznał za nieistotny fragment o tym, że manią hobbitów była genealogia i nie
                    przetłumaczył go W OGÓLE, zdefiniował zajęcie "drużynników" jako polegające
                    "raczej na odganianiu zwierząt", podczas gdy w oryginale jest: "more concerned with
                    straying of beasts, than people", czego - wydawałoby sie - nie da się przełozyć
                    inaczej niż: "zajmowali się częściej szukaniem zabłąkanego bydła" .W przedmowie
                    dwukrotnie pisze o księdze "Rachuby Lat", choć Tolkien pisał o DWÓCH RÓŻNYCH
                    księgach o podobnych tytułach. BRRR! Jak ktoś tutaj to zręcznie ujął: nie mam nic
                    przeciwko temu, żeby tłumacz pozostawiał odrobinę siebie w przekładzie, dopóki
                    pamięta o tym, by zostawić choć odrobinę oryginału. Howgh.
                  • Gość: chlinac Re: Równość przekładów Skibniewskiej i Łozińskiego IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.01.02, 23:41
                    Gość portalu: Jezzo napisał(a):

                    > Boże jak ja czytam te wypowiedzi to mnie szał ogarnia!! Jakim prawem
                    > krytykujecie Pana Łozińskiego i jego pracę! Bez uzasadnienia mówicie że
                    > tłumaczenie beznadziejne! (...) Wychodzi on poza stereotyp zwykłego
                    >tłumaczenia słowo w> słowo dodając niekiedy powieści niesamowitego
                    >smaczku i dynamizmu.

                    No. Dodawał dynamizmu: "...dość wysocy, mocni w nogach, a w
                    dżdżystą pogodę nosili KRZATOWE KALOSZE...", pisał o meszku porastającym
                    hobbicie policzki, podczas gdy autor powieści pisał o zaroście na ich brodach,
                    uznał za nieistotny fragment o tym, że manią hobbitów była genealogia i nie
                    przetłumaczył go W OGÓLE, zdefiniował zajęcie "drużynników" jako polegające
                    "raczej na odganianiu zwierząt", podczas gdy w oryginale jest: "more concerned with
                    straying of beasts, than people", czego - wydawałoby sie - nie da się przełozyć
                    inaczej niż: "zajmowali się częściej szukaniem zabłąkanego bydła" .W przedmowie
                    dwukrotnie pisze o księdze "Rachuby Lat", choć Tolkien pisał o DWÓCH RÓŻNYCH
                    księgach o podobnych tytułach. BRRR! Jak ktoś tutaj to zręcznie ujął: nie mam nic
                    przeciwko temu, żeby tłumacz pozostawiał odrobinę siebie w przekładzie, dopóki
                    pamięta o tym, by zostawić choć odrobinę oryginału. Howgh.
                • Gość: Yorick Ooo nie kochany/a - :)) IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.02, 23:15
                  Pisownia niestandarTowa to nie to samo, co niepoprawna. Po prostu
                  niestandartowa. Chcesz, sprawdź w jakimś nowszym słowniku. Pzdrv

                  PS: Przy okazji: słownik pod czyją redakcją uważasz za najlepszy?? ;)
                  • adara Re: Ooo nie kochany/a - :)) 27.01.02, 11:12
                    Gość portalu: Yorick napisał(a):

                    > Pisownia niestandarTowa to nie to samo, co niepoprawna. Po prostu
                    > niestandartowa. Chcesz, sprawdź w jakimś nowszym słowniku. Pzdrv
                    >
                    > PS: Przy okazji: słownik pod czyją redakcją uważasz za najlepszy?? ;)

                    Albo ktory uwazasz za "nowszy", bo wszystkie najnowsze, jakie posiadam (do 1998),
                    podaja wylacznie standarDowa pisownie slowa standardowy. Wlacznie z ostatnim
                    poprawnej polszczyzny (Praktyczny slownik p.p., 1995), ktory wrecz
                    podaje "Standardowy, nie: standartowy". Chyba ze zdobyles jakis slownik z
                    przyszlosci.


              • Gość: nkh Re: Jeszcze raz IP: 195.116.28.* 25.01.02, 21:32
                Dla Yoricka:

                Nie, nie chodzi mi o "linię melodyczną" i wiem, że angielski brzmi inaczej niż polski. Trudno mi okreslić to "cos"
                czego mi brak w Skibniewskiej, wiem tylko, że o wiele łatwiej czyta mi się "Władcę Pierscieni" w oryginale niż po
                polsku a to zdarza mi się bardzo rzadko, bo jakby nie było angielski jest dla mnie językiem obcym (prawda, że się
                nie puszę...), czyli wymagającym większego skupienia.
                Wydaje mi się, że dobrym przykładem w tej sytuacji jest przywoływany już "Kubus Puchatek". Wersja oryginalna i
                tłumaczenie Ireny Tuwim to dwie różne książki, zupełnie do siebie nie podobne - ale jakos tak jest, że obie
                "pożeram" bez marudzenia.

                Co do narzekania na tłumaczy: tłumaczenie nie jest łatwe i wymaga dużo wysiłku, ale to nie znaczy, że mam
                przymykać oko na gorszą jakosć i tłumaczyć (oho) ją sobie w ten sposób: "no tak, to nic, że książka źle się czyta,
                może tłumacz miał gorszy dzień, może mu wena nie dopisała... Ach, no i przecież ja się nie znam na
                standardach polszczyzny to co się wymądrzam! To jest z pewnoscią super tłumaczenie, a ja mam 'muszki w
                oczach' i czepiam się bez sensu..."

                Pozdr.

                nkh
                • Gość: Yorick Reply IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 21:48
                  No cóż,

                  w takim razie pozostaje tylko jedno wytłumaczenie: gusta. 'De gustibus...' -
                  prawda? i nie mówię tego ironicznie, bo to fakt. Uważam Ciebie, siebie oraz
                  zdecydowaną większość z tych, którzy zabrali w tym wątku głos, za ludzi
                  inteligentnych, którzy jednak mogą różnić się preferencjami (co do linii
                  melodycznej prozy:)) i stąd te drobne rozbieżności zdań, przy w sumie dość
                  zbieżnej ogólnej opinii w kwestii zasadniczej, czyli Łoziński vs Skibniewska.
                  Uff... pozdrawiam.

                  PS: Premiera filmu tuż - tuż... już się nie mogę doczekać!
        • frant Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn 03.04.02, 19:08
          Z pewnością język jakim posługuje się Tolkien jest niezwykle piękny, ale
          osobiście uważam polszczyznę Skibniewskiej za bardzo dobrą, jak powiedzał jeden
          z mojich znajomych "Żeby tak przetłumaczyć ksiązkę trzeba posiadać naprawdę
          wysoką kulturę". Niestety żaden przekład nie jest idealny i nawet Skibniewska
          (nie mówiąc o Łozińskim) ma swoje wady.
      • agaffa Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn 25.01.02, 22:12
        Gość portalu: Yorick napisał(a):

        > Zacznijmy od informacji podstawowych:
        > - Skibniewska przetłumaczyła nazwy we Władcy... wbrew zaleceniom Tolkiena, a
        > Łoziński zgodnie z nimi.

        ???? Na jakiej podstawie tak twierdzisz (jesli przeoczylam, ze ktos tak
        powiedzial wczesniej,a ty cytujesz, to sorry, nie moglam znalezc)??? Przeciez
        Tolkien w ktoryms z listow do wydawcy, bodajze szwedzkiego (nie mam go w tej
        chwili pod reka, ale mam gdzies odbitke) wyraznie pisze, ze pod zadnym pozorem
        _nie zyczy sobie_ "przekladania" nazw wlasnych na inne jezyki, zeby oddac ich
        znaczenia! Czyli Skibniewska zostawiajac wiekszosc w oryginale postapila za
        wskazaniami autora, a Lozinski ze wszystkimi tymi Radymi czy Bagoszami - wbrew
        jasno wyrazonym zyczeniom pisarza.

        Poza tym robienie z ostatniego wersu wiersza o pierscieniach tego nie wiadomo po
        co stwierdzenia o zwyciestwie mocy Mordoru po to tylko, zeby uzyskac bardzo marny
        rym (pisana/chciana - obrzydlistwo; tylko jeden rym w tym przekladzie nie jest
        gramatyczny czyli "czestochowski" - to wstyd i hanba dla tlumacza), jest
        skandaliczne.

        A tak gwoli faktografii zwiazanej z przekladem Lozinskiego i dlaczego jest taki,
        jaki jest, to bylo tez i tak, ze Zysk chcial wydac Skibniewska, ale nie zgodzili
        sie jej spadkobiercy, byly jakies dalsze klopoty na linii agent tam, agent tu,
        agent tego, agent tamtego, prawa autorskie itd, wiec Zysk w koncu dostal zgode na
        wydanie, pod warunkiem, ze przeklad bedzie maksymalnie roznil sie od
        Skibniewskiej... No i rozni sie maksymalnie ;->>>
        • teufel Maria i Cezary Frąc - nowe tłumaczenie 26.01.02, 12:43
          Czytaliście nowe tłumaczenie Marii i Cezarego Frąc? Jest ono podobno dokładne i
          brak w nimżadnych zmian. Osobiście właśnie je czytam i jest bardzo dobre.
          • Gość: guciop Re: Maria i Cezary Frąc - nowe tłumaczenie IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 26.01.02, 16:32
            No nie wiem, był tu oceniany "tytułowy" wiersz z tego tłumaczenia i został
            zjechany. Ale przekładał poezję kto inny niż Frącowie więc się nie wypowiadam.
          • Gość: Mellon Re: Maria i Cezary Frąc - nowe tłumaczenie IP: 192.168.3.* 19.02.02, 16:24
            mi tez bardzo sie podoba.
            Lozinski troche przegial-nie wszytko da sie na sile przetlumaczyc, a jemu jakos wyjatkowo smaczkow
            oddac sie nie udalo...
            Fracowie sa znacznie blizsi Skibniewskiej i na szczescie zachowuja nazwy wlasne
            wiersz wstepny jest zupelnie ok, choc faktycznie przyzwyczilam sie do Skibniewskiej. tekst jest troche
            chyba bardziej wspolczesny, co jednak bron Boze nie odbiera mu 'klimatu' - czyta sie tak samo
            swietnie.
            no i wydanie z iustracjami Alana Lee.. cymesik ;-)
            polecam czytac o Shire przy kubku goracej czekolady...
        • Gość: Anna M Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.chello.pl 27.01.02, 19:07
          Spadkobiercy Skibiewskiej nie zgodzili się, zdaje się, z tej prostej przyczyny,
          że wyłącznośc na prawa do przekładu kupiła Muza czy ktoś. Dlatego Zysk i Ska
          musiało zamówic nowe tłumaczenie. Przekłady z zasady się od siebie różnią. Jak
          sa takie same, mamy do czynienia z plagiatem.
          • agaffa Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn 27.01.02, 23:27
            Gość portalu: Anna M napisał(a):

            > Spadkobiercy Skibiewskiej nie zgodzili się, zdaje się, z tej prostej przyczyny,
            > że wyłącznośc na prawa do przekładu kupiła Muza czy ktoś. Dlatego Zysk i Ska

            Mozliwe, nie pamietalam szczegolow.

            > Przekłady z zasady się od siebie różnią. Jak
            > sa takie same, mamy do czynienia z plagiatem.

            Tu akurat byl _warunek_, ze ma sie jak najbardziej roznic i trzeba bylo znalezc
            tlumacza, ktory by na takie cos przystal. Jest jeszcze jedno wyjscie i tak mogl
            zrobic Zysk: zrezygnowac w tej sytuacji z wydawania. To, co zrobil Lozinski z
            imionami jest wbrew jasno wyrazonej woli Tolkiena.

            • Gość: Anna M Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: 62.233.140.* 28.01.02, 10:55
              A myślisz, że jakikolwiek tłumacz zgodziłby się na taki układ: "Proszę
              prztłumaczyć Władcę Pierścieni, ale tak, żeby jak najbardziej przypominało
              Skibniewską"? Niezaleznie od motywacji wydawcy, nowe tłumaczenia robi się po
              to, żeby rózniły sie od starych.
              • agaffa Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn 28.01.02, 19:15
                Gość portalu: Anna M napisał(a):

                > A myślisz, że jakikolwiek tłumacz zgodziłby się na taki układ: "Proszę
                > prztłumaczyć Władcę Pierścieni, ale tak, żeby jak najbardziej przypominało
                > Skibniewską"? Niezaleznie od motywacji wydawcy, nowe tłumaczenia robi się po
                > to, żeby rózniły sie od starych.

                Nie, oczywiscie, ze nie. Ale po grzyba w ogole nowe? Kiedys na jakims konwencie
                (seminarium SKF w Chorzowie?) byla o tym mowa i Tadeusz Olszanski, ktory na tym
                punkcie ma najwiekszego hopla w Polsce, powiedzial, ze najlepiej byloby wydac
                Skibniewska z drobnymi poprawkami. Bo Skibniewska, jak juz tu wiele osob
                podkreslalo, to kanon. (Skibniewska np. mowi sie po polsku w Warhammerze, czyli
                przekroczyla granice LotR)
                • Gość: Anna M Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.chello.pl 29.01.02, 00:13
                  Fakt - Skibniewska to rzeczywiście kanon. Tylko że nie jest rtudno stworzyć
                  kanon, jeśli robi się coś, czego przedtem nie było i długo potem też nie (z
                  róznych przyczyn). Nie było alternatywy, więc przyjął się taki język a nie inny.

                  A po co nowe tłumaczenie? Dlaczego można w kółko tłumaczyć Szekspira (niektórzy
                  twierdzą, że każde pokolenie powinno go robić na nowo), tworzyć nowe
                  wersje "Mistrza i Małgorzaty", "Fausta", "Szwejka" i nnych dzieł, a "Władcę
                  Pierścieni" w tym wszystkim omijać? I język, i literatura są żywe i nie należy
                  zamykac ich w jakimś mauzoleum. Tłumacze sa oczywiście różni, ale jeżeli ktoś
                  czuje się na siłach porywać na Tolkiena i ma kogoś, kto jest gotów to wydac, to
                  dlaczego nie ma próbować? A jak już spróbuje, to należy to oceniać jako osobne
                  dzieło, a nie tworzyć listę różnic z poprzednikiem.
                  • Gość: ketor Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: *.acn.waw.pl 17.02.02, 12:51
                    Czy czytałaś tłumaczenie w którym występowałby np. Hamletowski Jan, albo
                    Czempion i Margareta, Łajzik dla mnie np. takie szczegóły sa bardzo ważne.
        • Gość: PHATmisi Re: Głos w dyskusji: Łoziński vs Skibniewska - dogłębn IP: 207.228.113.* 28.01.02, 20:17
          Co do tej woli Tolkiena to zostala opublikowana w bardzo dobrej ksiazce pt.
          Tolkien Compass. Tam tez tolkien daje wskazowki (wraz z kilkoma przykladami,
          szczegolnie w jezykach niemieckim, szwedzkim i kilkoma innymi)jak tlumacz
          powinien traktowac nazwy wlasne, niektore "tolkienczyzmy" i niektore wyrazy
          zaczerpane z archaicznego jezyka angielskiego. Kazdy szanujacy sie tlumacz
          Tolkiena powinien znac ta publikacje i, co najwazniejsze, uzywac jej przy
          tlumaczeniu. Wladce czytalem w Polsce ponad 20 lat temu, nie pamietam wiec
          czyje bylo to tlumaczenie, przeczytalbym jednak nowe tlumaczenie i porownal z
          tym ktore pamietam i oryginalem angielskim, ktory jest mi najblizszy.
          Wyrywkowa ocena tlumaczenia ksiazki po przegladnieciu jej w ksiegarni nie jest
          chyba najlepsza metoda - a takie opinie pojawily sie tu wyzej. Co do samego
          filmu - jest wspanialy, wspaniale oddaje klimat a nie tylko akcje ksiazki -
          warto bylo poczekac - nie wiem kiedy bedziecie mieli premiere w kraju ale jest
          to definitywnie film, ktory kazdy milosnik Tolkiena MUSI obejzec.
    • Gość: Frodo Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 14.02.02, 20:16
      Według mnie wszystko zależy od tego kto co czytał. Według mnie w filmie
      tłumaczenie Skibniewskiej jest niezłe. Ja przeczytałem książkę w tłumaczeniu
      Łozińskiego i nie mogę słyszeć jak na Aragorna mówią Obieżyświat. Z kolei
      niektóre nazwy mi się nie podobają np. Tajar [Rivendell]. Tłumaczenie
      Łozińskiego jest najbardziej spolszczone. Nie ma Bree jest Bir, żoną Sama nie
      zostaje Rose tylko Róża, nie ma Shire, tylko Włość. Według mnie każde
      tłumaczenie jest dobre, a szczególnie dla tych osób, które je czytali. Mi
      podoba się tłumaczenie Skibniewskiej i Łoziźnskiego. Prosze, nie bluzgajcie
      gościa na okrągło. Po prostu więcej osób przeczytało tłumaczenie Skibniewskiej.
    • rafkon-mail Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 15.02.02, 12:40
      Zgadzam się z Frodem.Jeśli ktoś od lat przywykł do Skibniewskiej, trudno
      przełknąć Łozińskiego.Czytam Tolkiena od lat, a w wakacje sięgnęłem wreszcie po
      nowe tłumaczenie. I widzę teraz jaki błąd robiłem słuchając obiegowych opinii
      krążących na temat tego tłumaczenia. To piękne tłumaczenie mimo że idzie pod
      prąd utartym schematom. Miałem to szczęście czytać Władcę w orginale i w
      tłumaczeniu Skibniewskiej brakowało mi czegoś- szczególnie na początku książki,
      a Łoziński lepiej oddaje sielską atmosferę Cwiartek.
      rafkon
      • klemenko Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 27.02.02, 14:35
        rafkon-mail napisał(a):

        > Zgadzam się z Frodem.Jeśli ktoś od lat przywykł do Skibniewskiej, trudno
        > przełknąć Łozińskiego.Czytam Tolkiena od lat, a w wakacje sięgnęłem wreszcie po
        >
        > nowe tłumaczenie. I widzę teraz jaki błąd robiłem słuchając obiegowych opinii
        > krążących na temat tego tłumaczenia. To piękne tłumaczenie mimo że idzie pod
        > prąd utartym schematom. Miałem to szczęście czytać Władcę w orginale i w
        > tłumaczeniu Skibniewskiej brakowało mi czegoś- szczególnie na początku książki,
        >
        > a Łoziński lepiej oddaje sielską atmosferę Cwiartek.
        > rafkon


        Kolego, zlituj się! Nie "sięgnęłem", a "sięgnąłem"; nie "w orginale", a
        w "oryginale". To chyba gorsze nawet od Łazika i krzatów!
    • Gość: basik Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.igf.fuw.edu.pl 15.02.02, 13:04
      Czy ktos moglby wyrazic swoja opinie na temat
      najnowszego tlumaczenia p.Fracow?
      • Gość: Friket Skibniewska vs. Lozinski IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 16.02.02, 22:27
        Przyznam sie, ze Wladcy w tlumaczeniu pani Skibniewskiej nie czytalem, wiec
        narazie nie bede sie wypowiadał, co lepsze. Przeczytalem jednak przeklad p.
        Łozinskiego i dopiero niedawno dowiedzialem sie, ze przeklad byl beznadziejny
        itd. Ja osobiscie tego nie odczulem, a ksiazke czytalo mi sie b. dobrze. Co do
        nazwy Aragorna, to osobiście wolę Łazika. Obieżyświat stanowczo do mojego
        wyobrażenia Aragorna nie pasuje. Na poczatku, gdy Hobbici wlasnie tak nazywaja
        A. , jest to postac bardzo tajemnicza, a ta tajemniczosc bardziej oddaje Łazik,
        niz Obieżyświat.
      • Gość: NN Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 159.107.95.* 18.02.02, 17:37
        "Gusta i kolory nie podlegają dyskusji" to pewne, że większość przeciwników
        tłumaczenia Pana Łozińskiego czytała tłumaczenie Pani Skibniewskiej jako
        pierwsze i dlatego ciężko im zaakceptować tłumaczenie Pana Ł., które moim
        zdaniem ma swoje wady i zalety. Tłumaczenia nigdy nie są słowo w słowo jak
        oryginały bo to dopiero zabiłoby atmosferę danego utworu. Pytanie czy
        czytaliśie jakie kolwiek poezje obcych autorów w oryginale i w polskim
        przekładzie, tu dopiero można zobaczyć i zrozumieć co znaczy praca tłumacza.
        Na koniec przypomnę pewną legędę o Stańczyku, który wykazał że w naszym kraju
        najwięcej jest lekarzy, a ja myślę, po tej dyskuji, że najwięcej jest tłumaczy.
        Chociaż sądząć po obelgach jakie częto to padają typu: do dupy, rzygać mi się
        chce, ipt. nie wiem czy tłumaczenia w wykonaniu niektórych uczesników tej
        dysputy można by zaliczyć do jakiegoś innego kanonu niż rynsztokowy.
    • juliamaria Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 17.02.02, 16:54
      Przekład Łozińskieo jest fatalny!Nie zachowuje prawdziwego , świetnego
      klimatu jaki jest w pierwszym przekładzie ! Zmiany (takie jak Rivendel-Tajar,
      czy Obieżyświat-Łazik)so po prostu zbrodnią!!!Dobrze , że Tolkien tego nie
      dożył!
      • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.02, 22:39
        Przykro mi, ale przeczytalem Lozinskiego wielokrotnie i zapoznoalem sie ze
        Skibinie-jak-jej-tam.

        Maly przyklad - slowo "Krasnolud" nie oddaje istoty niskiego wojownika z latwo
        wyskakujacym zza pasa toporem. Jedyne sluszne okreslenie to KRZAT.
        Dlaczego "krasnolud" jest nieodpowiedni?Z dwoch powodow. Po pierwsze ani on nie
        jest czerwony ("krasno"), a po drogie ta rasa (co Tolkien stwierdzil jasno) nie
        ma nic wspolnego z ludzmi ("lud").

        Chetnie podyskutuje.

        Locke
        • Gość: ad Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 192.168.2.* 17.02.02, 23:01
          Gość portalu: Locke napisał(a):

          > Maly przyklad - slowo "Krasnolud" nie oddaje istoty niskiego wojownika z latwo
          > wyskakujacym zza pasa toporem. Jedyne sluszne okreslenie to KRZAT.
          > Dlaczego "krasnolud" jest nieodpowiedni?Z dwoch powodow. Po pierwsze ani on nie
          >
          > jest czerwony ("krasno"), a po drogie ta rasa (co Tolkien stwierdzil jasno) nie
          >
          > ma nic wspolnego z ludzmi ("lud").
          >
          > Chetnie podyskutuje.
          Ja też
          właściwie to nie ma takiego słowa jak >krzat<
          skrzat to taki skandynawski krasnoludek
          a krasnoludy mają wbrew temu co mówisz wiele wspólnego z ludźmi - są obdażone
          wolną wolą, mają dwie nogi, dwie ręce itd
          Poza tym, to nie możesz dyskutować z faktami - równie dobrze możesz twierdzić że
          zamiast samochód powinien byc bryk, tak się przyjęło i już
          • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.ia.agh.edu.pl 18.02.02, 15:16
            Nie zgodze sie z Toba.
            Bryk,bryka i samochod(ew auto, smigacz itd...) to
            synonimy. A dla mnie skrzat, krasnoludek i krzat to
            zupelnie co innego. Ten pierwszy ma wiele wspolnego ze
            skandynawia, drogi z bajkami mojej mamy, a ten ostatni
            to slowotworstwo - wolna tworczosc Lozinskiego. To mu
            wolno, jesli postepowal zgodnie ze wskazowkami Tolkiena
            dla tlumaczy. A twierdzi ze tak.

            A na dodatek krasnolud za bardzo kojazy mi sie ze
            swiatem Warhammera. A to zbrodnia kojazyc swiat mistrza
            Tolkiena i WH.

            A co sadzicie o Laziku i tlumaczeniu nazw wlasnych? To
            juz bylo walkowane na tym forum, ale chetnie podejme
            jeszcze temat.

            Locke
            • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.chello.pl 18.02.02, 19:03
              Ależ proszę bardzo...
              Ja generalnie uważam, że nazwy znaczące powinny coś znaczyć, a jako takie
              trzeba je czasami przełozyć (patrz wyżej). Inna kwestia to jak się to robi.
              Jednak oceny należy dokonywać porównując dany przekład z oryginałem, a nie
              przyjmując kryterium, że jak jest inaczej niż w poprzednim, to musi być źle.

              Zainteresowanych kwestią czy w ogóle warto tłumaczyć coś, co już ktoś kiedyś
              przetłumaczył, odsyłam do "Ocalone w tłumaczeniu" Barańczaka (a szkoda, że on
              nie podchodzi pod Tolkiena...).

              Mnmie osobiście Łazik odpowiada, z przyczyn poniższych:
              1) przede wszystkim jest to przezwisko nadane przez mieszkańców Bree (przyznaję
              się, że nie pamiętam, jak było u Łozińskiego, ale tak przynajmniej wszyscy
              wiedza o co chodzi), którzy Aragorna uważali za podejrzanego typka spod ciemnej
              gwaizdy, który snuje się po okolicy w jakichś niejasnych celach. "Łazik" tak
              właśnie brzmi, "Obieżyświat" niekoniecznie.
              2) Mnie się Obieżyświat zawsze kojarzył z Włóczykijem z Muminków.
              • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.02, 18:16
                Brawo! rewelacyjne podejscie. Tytulem malego uzupelnienia:
                Lazikiem zwali go w Birowem (Bree w orginale)

                Lazik w ostatnim tomie powiesci, na zdziwienie, jakie wywolalo jego nietypowe
                miano (Lazik) odpowiada, ze Lazikami zwac sie beda jego potomkowie.

                Ale chyba i tak najlepiej pasuje oryginalny Ranger

                A co sadzicie o filmowej Galadrieli. Minie bardziej Odpowiada Lozinski -
                neiodmienialne Galadriel.

                Locke
                • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 62.233.140.* 20.02.02, 09:56
                  Birowe... nieźle
                  Nieodmienialna Galadriel jest moim zdaniem bardziej dostojna i "egzotyczna".
                • Gość: mip Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.stacje.agora.pl 21.02.02, 17:50
                  Gość portalu: Locke napisał(a):

                  > Lazik w ostatnim tomie powiesci, na zdziwienie, jakie wywolalo jego nietypowe
                  > miano (Lazik) odpowiada, ze Lazikami zwac sie beda jego potomkowie.
                  >
                  > Ale chyba i tak najlepiej pasuje oryginalny Ranger

                  TYLKO ZE W ORYGINALE JEST "STRIDER" a "ranger" to okreslenie "straznikow polnocy"
                  - Dunedainow w ogole.

                  "Strider" to ktos, kto chodzi sadzac wielkie kroki. W tym sensie "obierzyswiat"
                  pasuje o wiele lepiej od "lazika", co nie zmienia faktu, ze jednak zadne
                  z nich nie odpowiada oryginalnej konotacji tej "ksywki" Aragorna.

                  pzdr
                  • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.02, 15:44
                    Odsylam do interpretacji Freuda (post z 22.02). Bardziej do mnie przemawia

                    Locke
                • klemenko Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 27.02.02, 14:42

                  > Ale chyba i tak najlepiej pasuje oryginalny Ranger

                  W oryginale Aragorn nosi przezwisko (nick, ksywę - jak kto woli) Strider.
                  Rangerami (Strażnikami) nazywano wszystkich Dunedainów z północy.

                  Faktycznie, ciężko jest Stridera przełożyć sensownie na polski.

                  Nasunęła mi się jeszcze jedna uwaga: czy Boromir nie brzmi trochę słowiańsko?
                  Źródłosłów pewnie był inny, ale zawsze brzmi trochę bardziej swojsko. Bardziej
                  niż Bagosz!
              • Gość: NN Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.turystyka.tarnow.pl 21.02.02, 16:00
                To może najlepiej "Łajza"??!!! Na stówę sie kojarzy z czarnym charakterem!!
            • Gość: ad Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 192.168.2.* 18.02.02, 19:10
              Gość portalu: Locke napisał(a):

              > A na dodatek krasnolud za bardzo kojazy mi sie ze
              > swiatem Warhammera. A to zbrodnia kojazyc swiat mistrza
              > Tolkiena i WH.
              > Locke

              Moze nie wiesz, ale swiat WH jest w duzej mieze inspirowany tworczoscia Tolkiena
              (jak zreszta cale wspolczesne fantasy). Wiec chyba to normalka, ze sie kojaza. A
              Tolkien czerpal z legend celtyckich i innych. Wiec w jego swiecie krasnoludy maja
              zwiazek z dawniejszymi postaciami. A skoro tak, to po co tworzyc dla nich nowe
              slowo.
              Wskazowek dla tlumaczy nie znam, ale nawet po zmainie wszystkich nazw wlasnych
              shire pozostanie prowincja angielska, a nie polska. Chyba ze fajke i herbate
              zmienimy na tabake i wodke ;-)
              Niestety nie wszystko z nastroju oryginalu da sie przetlomaczyc, ale moim zdaniem
              przeklad Skibniewskiej jest optymalny
              • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.02, 18:21
                I tu Cie zaskocze. Przedwczoraj w jednym z dziennikow pojawila sie informacja,
                ze gdzies w polnocno-zachodniej Polsce (chyba, dokladnej lokalizacji nie
                uchwycilem) powstaje wies na podobienstwa Hobbitowa. Nie tylko jako atrakcja
                turystyczna rodem z Disneylandu. Po prostu przebudowuje sie istniejaca
                miejscowosc...
                Ciekawe?

                Locke
                • Gość: ad Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 192.168.2.* 19.02.02, 21:10
                  Gość portalu: Locke napisał(a):

                  > I tu Cie zaskocze. Przedwczoraj w jednym z dziennikow pojawila sie informacja,
                  > ze gdzies w polnocno-zachodniej Polsce (chyba, dokladnej lokalizacji nie
                  > uchwycilem) powstaje wies na podobienstwa Hobbitowa. Nie tylko jako atrakcja
                  > turystyczna rodem z Disneylandu. Po prostu przebudowuje sie istniejaca
                  > miejscowosc...
                  > Ciekawe?

                  Hobbitonu, nie Hobbitowa :-) (tłumaczenie tego słowa nie ma żadnego sensu, bo
                  podwójne b nie występuje praktycznie w polskim i przerobienie końcówki nic tu nie
                  zmieni.
                  Cikawe gdzie to uslyszales, w noktowizjeze?
                  Jakos nie moge w to uwiezyc

                  >
                  > Locke

                  • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.02, 15:48
                    Nie wbijaj mi szpileczek - o tej porze to ja juz smacznie spie ;).
                    Telekspres ,Fakty lub Dziennik o 1930. Bylem _troche_ zaprzatniety, i nie
                    zapamietalem. Sorry.

                    Przychodzi mi do glowy tylko jedno slowo z podwojnym b - hobbit ;)

                    Locke
            • Gość: Jacek Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.astercity.net / 10.130.129.* 23.02.02, 20:59
              > A na dodatek krasnolud za bardzo kojazy mi sie ze
              > swiatem Warhammera. A to zbrodnia kojazyc swiat mistrza
              > Tolkiena i WH.
              >
              To, ze krasnolud kojarzy ci sie z Warhammerem, to twoj problem.
              Jak myslisz, skad sie wzial w WFRP, jak nie ze Skibniewskiej i
              pozniejszych tlumaczen fantasy?
              • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.02, 15:51
                Masz racje - popracuje nad tym. Zastanawiam sie nad psychoanalitykiem?

                Locke
      • asztaka Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 18.02.02, 12:51
        aha
        zgadzam się że jest do niczego
        przykr to stwierdzić, ale gdy czytam 'krzat" chce mi se rzygać
        błeeeee
        (własnie przeczytałam to co napisałam)
        • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.ia.agh.edu.pl 18.02.02, 15:20
          Bueee - ja nie sprzatam.
          Ale czemu pytam - czemu????
          Locke
    • Gość: mac Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.is.pcz.czest.pl 18.02.02, 09:33
      Chyba zabiorę się do tlumaczenia Tolkiena, mam już kilka pomysłów aby mój
      przekład był niepowtarzalny. Nazwiska już spolszczono - pora na imiona, oto one:
      Legolas - po prostu Golas (brzmi swojsko)
      Frodo - Fryderyk
      Merry - Marian
      Pippin - takie bankomatowe imię - chwilowo brak pomysłów
      Gimli - Brodziasty
      Gandalf - Twardowski
      Sam - hm, może Alone :)
      Obiezyświat - Chodziarz
      Boromir - Borek Wielki
      No, to druzyna w komplecie :)))))
      • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.ia.agh.edu.pl 18.02.02, 15:24
        Sorry - marne zarty. A Lozinski odwalil dobra, solidna
        robote. Nie kpij z tego.
        Locke
        • Gość: mac Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.02.02, 19:49
          To nie jest zabronione a każdy ma swoje zdanie, ot co.
        • Gość: Łozfan Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.is.pcz.czest.pl 19.02.02, 08:26
          Wszystkim polecam stronę:
          www.jrrtolkien.hg.pl/wladcapierscieni/tlumaczenia.htm
          na której porównano obydwa przekłady. Jak czytam o Bagoszach , Boblikach,
          Dwustopczykach, Łaziku, krzatach, Tajarze, Radostku oraz Tadzie Piaszczyku to
          proponowane rozwiazania wcale nie są takie złe.
          Zamiast Mordoru może być Mordownia!!!! a zamiast Morii - Wieliczka - rany!
          jakie to proste (też kpię - przepraszam).
          Panie Łoziński zabierz sie pan za tłumaczenie slangu komputerowego - ubaw
          murowany.
          • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.02, 18:25
            Proboje dyskutowac kolejne aspekty jeden po drogim (vide wyzze posty).
            Latwo jest krytykowac "ogolnie" np Skibniewska jest do luftu ot co!
            Prosze slicznie - piszcie konkretnie

            z powazaniem
            Locke
      • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 172.16.83.* 20.02.02, 16:10
        Gość portalu: mac napisał(a):
        > Pippin - takie bankomatowe imię - chwilowo brak pomysłów

        Juz podrzucam - Pippi w innej opowiesci przetlomaczono na Fizia (Ponczoszanka)
    • Gość: shookee Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.gtsgroup.com 19.02.02, 17:29
      a nie sadzicie ze po prostu w zaleznosci ktore tlumaczenie czytalismy pierwsze,
      to wlasnie ono bardziej nam sie podobalo?
      • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.02, 18:29
        Jesli o mnie chodzi to sie zgadzam.
        Ciekawe jak u innych?

        Locke
        • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.chello.pl 19.02.02, 22:12
          Mnie się najbardziej podoba oryginał.

          Po porównaniu z oryginałem Skibniewska wydała się "rozwodniona" do
          obrzydliwości. Nie umiem tego jaśniej wyrazić. To cos jakby podawano ci wode i
          wmawiano, że to najlepsza herbata, czy co tam lubisz.

          Przekład Łozińskiego jest wykonany w pośpiechu i niedoczytany (przez autorów i
          redaktora - znana metoda oszczędzania kosztów przez wydawców). Sporo błędów,
          które w nim są, wyeliminowałaby uwazna redakcja czy nawet korekta. Zresztą
          podobno poprawiono je w póxniejszych wydaniach.

          Wbrew temu, co mi raz na jakiś czas ktoś wmawia, ja wcale nie uważam przekłądu
          Łozińskiego za genialny. Po rpstu uważam, że niektóre przyjęte przez niego
          założenia są trafne, zas wykonano je czasami dobrze, a czasami nie.

          Poza tym wierzę, że mnogość przekładów świadczy otym, że dzieło literackie
          wciąz żyje i przemawia do ludzi.
          • Gość: Madi Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.chello.pl 19.02.02, 23:09
            Jest w naszej literaturze pare tlumaczen, ktore za wszelka cene chca byc "inne" , chyba po to, zeby bylo za co
            zaplacic. Tak jest z heretycznym Puchatkiem jako Fredzia Fifi (zgroza), Fremenami z niesmiertelnej "Diuny" jako
            Wolanami, i tak jest tez z przekladem pana Lozinskiego. Przyznam, ze rzeczywiscie wychowalem sie na
            skibniewskiej, ale zdarzylo mi sie czytac oryginal i klimat jest oddany lepiej. Nie chodzi mi o te straszliwe,
            zpolszczone imiona, ale przede wszystkim o te "krzaty". W zyciu mu tego nie daruje! gdzie tu dostojnosc i duma
            slowa "dwarves"? Swoja droga podoba mi sie w poprawionym przekladnie Skibniewskiej zamiana Gryfa na
            Cienistogrzywgo, a takze barrdziej "dostojna" odmiana krasnoludowie i elfowie. Brawo! Jakos wszyscy tu chyba
            zapominaja ze jest jeszcze trzecie polskie tlumacznie aytorstwa jakiegostam malzenstwa, z pobieznego
            przejrzenia niezle, za ktore zaraz sie zabiore (tak sie sklada ze mam piec egzemplarzy szescioksiegu w domu:)))
            • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 172.16.83.* 20.02.02, 16:14
              Ci Wolanie to tez Lozinskiego
      • Gość: mac Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.is.pcz.czest.pl 20.02.02, 12:17
        Na pewno pierwszy przekład ma ogromny wpływna ocenę kazdego nastepnego ale...
        to co zrobił Łoziński po prostu nie podoba mi się. Po tłumaczeniu Frąców widac
        że można zrobić inaczej i nie gorzej. Totalna krytyka łozińskiego raczej nie
        jest przypadkowa. Jeśli Lockemu podoba się spolszczanie nazwisk to ja
        proponowałem pójść dalej i pozmieniać wszystkie obce nazwy na polskobrzmiace A
        DLACZEGO NIE? - będzie bardziej swojsko. I proszę nie piszcie że angielski
        oryginał jest taki zajebisty - to mozna powiedzieć o KAŻDEJ książce !!!!
        • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 62.233.140.* 20.02.02, 16:56
          Rany...
          Nie chodzi o totalne spolszczanie nazw. Chodzi o oddawanie ZNACZENIA nazw
          ZNACZĄCYCH. Jeżeli ktoś się nazywa np. Baggins of Sackville, to po angielsku
          te dwie nazwy łączą się, mają sens i znaczą coś razem. Po polsku nic.
          Lothlorien brzmi obco we wszystkich językach i tak ma być.
          • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 172.16.83.* 21.02.02, 09:05
            Nie wydaje mi sie, ze chwytasz, o co tak naprawde czepiaja sie Lozinskiego
            znawcy wersji angielskiej. Glowne zarzuty:
            1. Przerabianie na polski nazw, ktore operuja angielska siatka pojeciowa (Shire
            i Sackville to miejscowosci wybitnie angielskie)
            2. Bawienie sie za Tolkienem w gry slow bezmyslnie, ze o talencie nie wspomne,
            Lozinski to w koncu nie Tuwim (sam(a) pomysl czy Sepna Puszcza kojarzy sie z
            sepami, czy jak chcial Tolkien z posepnoscia)
            3. Przerabianie na sile wszystkiego co dobre u Skibniewskiej po to tylko zeby
            byc orginalnym (sam sie do tego przyznal w wywiadzie) - przykladem Zlotka,
            kojarzaca sie raczej z kotka sasiadow niz z piekna panna.
            4. Powszechne stosowanie tworow wlasnej, bezsensownej nowomowy, ktore zostaly
            przez czytelnikow ochrzczone Lozizmami (w ten sposob tlumok trafil do historii)
            tu najczesciej podaje sie Krzatow, ale z tym akurat mozna polemizowac.
            5. Traktowanie czytelnika jak idioty, ktoremu wszystko trzeba podac na lyzce
            prosto do geby (po prostu pomylil Tolkiena z Harlequinami)
            6. Brak autorskiej korekty przekladu, co usuneloby proste bledy logiczne, a
            imie ich Legion

            Jest to u naszego tlumoka nagminne - sprobujcie przeczytac Diune w jego
            opracowaniu - rozpacz...

            Pozdrowionka

            Ps. przepraszam za literki - siedze w zamerykanizowanej firmie
            • mikolaj7 Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 21.02.02, 21:39
              pozwole sobie na poelmike, mam nadzieje, ze tworcza...

              > Nie wydaje mi sie, ze chwytasz, o co tak naprawde czepiaja sie Lozinskiego
              > znawcy wersji angielskiej. Glowne zarzuty:
              > 1. Przerabianie na polski nazw, ktore operuja angielska siatka pojeciowa (Shire
              >
              > i Sackville to miejscowosci wybitnie angielskie)

              ale wlasciwie komus nie obeznanemu z wersja angielska lub
              z samym jezykiem w stopniu bardzo dobrym te nazwy nie
              wydaja sie 'bliskie', mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi.
              Lozinski chcial przblizyc te nazwy czytelinkowi, moze
              troche niefortunnie, ale w gruncie rzeczy Wlosc nie brzmi
              tak tragicznie. a z Sackwville zrobil Sakow, czyli raczej
              wiernie, prawda?


              > 2. Bawienie sie za Tolkienem w gry slow bezmyslnie, ze o talencie nie wspomne,
              > Lozinski to w koncu nie Tuwim (sam(a) pomysl czy Sepna Puszcza kojarzy sie z
              > sepami, czy jak chcial Tolkien z posepnoscia)

              mnie osobiscie nie kojarzy sie w ogole z sepami. mroczna
              puszcza brzmi lepiej, to fakt, ale sepna mnie nie
              przeszkadza, a juz na pewno nie kojarzy sie z ww. ptakami.


              > 3. Przerabianie na sile wszystkiego co dobre u Skibniewskiej po to tylko zeby
              > byc orginalnym (sam sie do tego przyznal w wywiadzie) - przykladem Zlotka,
              > kojarzaca sie raczej z kotka sasiadow niz z piekna panna.

              jaka Zlotka? ta dziewczyna Bombadila to jak byk u
              Lozinskiego Zlotanka. i wg. mnie jest to bardzo dobre
              tlumaczenie, niewiem jak bylo u Skibniewskiej i w
              oryginale, ale to akurat mi sie podoba.


              > 4. Powszechne stosowanie tworow wlasnej, bezsensownej nowomowy, ktore zostaly
              > przez czytelnikow ochrzczone Lozizmami (w ten sposob tlumok trafil do historii)
              > tu najczesciej podaje sie Krzatow, ale z tym akurat mozna polemizowac.

              no wasnie. ludzi esie uczepili krzatow, a mnie najpierw to
              slowo zszokowalo, ale potem je przyjalem i nawte bardzie
              mi oddaje ich nature i wyglad niz 'krasnolud'...


              > 5. Traktowanie czytelnika jak idioty, ktoremu wszystko trzeba podac na lyzce
              > prosto do geby (po prostu pomylil Tolkiena z Harlequinami)

              heh. ale moze rozwin te mysl, o konkretne przyklady...


              > 6. Brak autorskiej korekty przekladu, co usuneloby proste bledy logiczne, a
              > imie ich Legion

              to fakt, troche jest bledow i mozna bylo temu tlumaczeniu
              poswiecic wiecej czasu...


              >
              > Jest to u naszego tlumoka nagminne - sprobujcie przeczytac Diune w jego
              > opracowaniu - rozpacz...

              rozpacz, bo on tlumaczyl? byl podobno pierwszy i na tym
              forum juz nieraz czytalem, ze diune przetlumaczyl dobrze.

              wg. mnie to Lozinski sam sie pograzyl, jelsi powiedzial, ze
              chcial na sile byc inny od Skibniewskiej. Mogl zachowac co
              trafniejsze okreslenia... ale ogolne wrazenie nie jest zle.
              • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 172.16.83.* 22.02.02, 15:43
                mikolaj7 napisał(a):

                > pozwole sobie na poelmike, mam nadzieje, ze tworcza...
                Dala mi duzo do myslenia, thnx...

                > ale wlasciwie komus nie obeznanemu z wersja angielska lub
                > z samym jezykiem w stopniu bardzo dobrym te nazwy nie
                > wydaja sie 'bliskie', mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi.
                > Lozinski chcial przblizyc te nazwy czytelinkowi, moze
                > troche niefortunnie, ale w gruncie rzeczy Wlosc nie brzmi
                > tak tragicznie. a z Sackwville zrobil Sakow, czyli raczej
                > wiernie, prawda?

                Hmm... nie moge polemizowac z tym co wydaje sie blizsze Tobie, mi (i nie tylko mi)
                niezbyt bliski jest pomysl wyprawy do Mordoru w Wlosci przez Tajar.

                > mnie osobiscie nie kojarzy sie w ogole z sepami. mroczna
                > puszcza brzmi lepiej, to fakt, ale sepna mnie nie
                > przeszkadza, a juz na pewno nie kojarzy sie z ww. ptakami.

                Patrz wyzej zamieniajac bliskosc na kojarzenien na koncu dodajac puszcze, w
                ktorej tych ptakow nie bylo. Chociaz mam nieodparte wrazenie, ze moge nie byc
                zbyt obiektywny, gdyz czytalem rzeczone tlumaczenie bezposrednio po Kresie



                > jaka Zlotka?
                To zwykly blad, przepraszam, przepisze poprawnie 100 x na boku

                > > 4. Powszechne stosowanie tworow wlasnej, bezsensownej nowomowy, ktore zost
                > aly
                > > przez czytelnikow ochrzczone Lozizmami (w ten sposob tlumok trafil do hist
                > orii)
                > > tu najczesciej podaje sie Krzatow, ale z tym akurat mozna polemizowac.
                >
                > no wasnie. ludzi esie uczepili krzatow, a mnie najpierw to
                > slowo zszokowalo, ale potem je przyjalem i nawte bardzie
                > mi oddaje ich nature i wyglad niz 'krasnolud'...

                To dlatego, ze Skibniewska nie miala w jezyku polskim dobrego slowa. Wybrala
                adaptacje, zamiast wykopalisk, zwlaszcza, ze nie do konca wiadomo, jak
                tego 'crzata tak naprawde kiedys wymawiano i czy nie przeklada sie on
                bezposrednio na sktzata

                > > 5. Traktowanie czytelnika jak idioty, ktoremu wszystko trzeba podac na lyz
                > ce
                > > prosto do geby (po prostu pomylil Tolkiena z Harlequinami)
                >
                heh. ale moze rozwin te mysl, o konkretne przyklady...

                Wybacz, ale pomysl ten zostal juz wystarczajaco rozwiniety w omawianym
                przekladzie, nie ciagnie mnie do zaczynania po raz kolejny dyskusji na temat
                oczytania i znajomosci jezykow w Polsce. A cala arogancja L. wychodzi juz we
                wstepie - wedlug mnie byl on po prostu obrazliwy.


                > rozpacz, bo on tlumaczyl? byl podobno pierwszy i na tym
                > forum juz nieraz czytalem, ze diune przetlumaczyl dobrze.

                Pytam bez ironii gdzie? dla odmiany bardzo chetnie poczytalbym wypowiedzi ludzi,
                ktorym sie to tlumaczenie podobalo...

                > wg. mnie to Lozinski sam sie pograzyl, jelsi powiedzial, ze
                > chcial na sile byc inny od Skibniewskiej. Mogl zachowac co
                > trafniejsze okreslenia... ale ogolne wrazenie nie jest zle.

                Powiedzial, napisal, pozwolil mowic wydawcom... i to niejednokrotnie.
                Moje ogolne wrazenie jest niestety calkiem odmienne
                • mikolaj7 Re: t?umaczenie W?adcy Piers´cieni 23.02.02, 14:04
                  Gos´c´ portalu: Illain napisa?(a):

                  > mikolaj7 napisa?(a):
                  >
                  > > pozwole sobie na poelmike, mam nadzieje, ze tworcza...
                  > Dala mi duzo do myslenia, thnx...
                  >
                  > > ale wlasciwie komus nie obeznanemu z wersja angielska lub
                  > > z samym jezykiem w stopniu bardzo dobrym te nazwy nie
                  > > wydaja sie 'bliskie', mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi.
                  > > Lozinski chcial przblizyc te nazwy czytelinkowi, moze
                  > > troche niefortunnie, ale w gruncie rzeczy Wlosc nie brzmi
                  > > tak tragicznie. a z Sackwville zrobil Sakow, czyli raczej
                  > > wiernie, prawda?
                  >
                  > Hmm... nie moge polemizowac z tym co wydaje sie blizsze Tobie, mi (i nie
                  tylko
                  > mi)
                  > niezbyt bliski jest pomysl wyprawy do Mordoru w Wlosci przez Tajar.

                  zamienie Rivendell na Tajar to tragedia i tu uznaje wzyszosc wszystkich
                  innych tlumaczy. reszta nie razi mnie tak bardzo, ale chyba sie oboje
                  zgodzimy, ze spojrzenie na inne tlumaczenia zalezy od tego, ktore sie czytalo
                  jako pierwsze.

                  >
                  > > mnie osobiscie nie kojarzy sie w ogole z sepami. mroczna
                  > > puszcza brzmi lepiej, to fakt, ale sepna mnie nie
                  > > przeszkadza, a juz na pewno nie kojarzy sie z ww. ptakami.
                  >
                  > Patrz wyzej zamieniajac bliskosc na kojarzenien na koncu dodajac
                  puszcze, w
                  > ktorej tych ptakow nie bylo. Chociaz mam nieodparte wrazenie, ze moge
                  nie byc
                  > zbyt obiektywny, gdyz czytalem rzeczone tlumaczenie bezposrednio po
                  Kresie

                  moze nazwa puszczy bala niefortunna i troche na sile zamieniana... tak
                  coraz wiecej przykladow, ze Lozinski mogl sie lepiej spisac, moze
                  powinienem sobie darowac jego obrone?

                  >
                  >
                  >
                  > > jaka Zlotka?
                  > To zwykly blad, przepraszam, przepisze poprawnie 100 x na boku

                  ;-)))


                  >
                  > > > 4. Powszechne stosowanie tworow wlasnej, bezsensownej
                  nowomowy, ktore
                  > zost
                  > > aly
                  > > > przez czytelnikow ochrzczone Lozizmami (w ten sposob tlumok trafil do
                  > hist
                  > > orii)
                  > > > tu najczesciej podaje sie Krzatow, ale z tym akurat mozna
                  polemizowac
                  > .
                  > >
                  > > no wasnie. ludzi esie uczepili krzatow, a mnie najpierw to
                  > > slowo zszokowalo, ale potem je przyjalem i nawte bardzie
                  > > mi oddaje ich nature i wyglad niz 'krasnolud'...
                  >
                  > To dlatego, ze Skibniewska nie miala w jezyku polskim dobrego slowa.
                  Wybrala
                  > adaptacje, zamiast wykopalisk, zwlaszcza, ze nie do konca wiadomo, jak
                  > tego 'crzata tak naprawde kiedys wymawiano i czy nie przeklada sie on
                  > bezposrednio na sktzata

                  skrzat to z kolei taki chochlik, czy to co stoi w ogrodzie... a krzat to slowo,
                  ktore zobaczylem dopiero u Lozinskiego... Krasnolud jakos nigdy mi sie nie
                  podobal, wtedy kiedy jeszcze nie czytalem trylogii, czy zadnej innej fantasy.


                  >
                  > > > 5. Traktowanie czytelnika jak idioty, ktoremu wszystko trzeba podac n
                  > a lyz
                  > > ce
                  > > > prosto do geby (po prostu pomylil Tolkiena z Harlequinami)
                  > >
                  > heh. ale moze rozwin te mysl, o konkretne przyklady...
                  >
                  > Wybacz, ale pomysl ten zostal juz wystarczajaco rozwiniety w omawianym
                  > przekladzie, nie ciagnie mnie do zaczynania po raz kolejny dyskusji na
                  temat
                  > oczytania i znajomosci jezykow w Polsce. A cala arogancja L. wychodzi juz
                  we
                  > wstepie - wedlug mnie byl on po prostu obrazliwy.

                  hmm... moze i te przyklady sa wyzej podane, ale mnie ise nie chce
                  nadrabiac 100 postow zaleglosci. niemniej jednak bede musial przeczytac
                  dokladniej wstep i poszukac czegos obrazliwego.


                  >
                  >
                  > > rozpacz, bo on tlumaczyl? byl podobno pierwszy i na tym
                  > > forum juz nieraz czytalem, ze diune przetlumaczyl dobrze.
                  >
                  > Pytam bez ironii gdzie? dla odmiany bardzo chetnie poczytalbym
                  wypowiedzi ludzi
                  > ,
                  > ktorym sie to tlumaczenie podobalo...

                  byl tu drugi watek o tlumaczeniach wladcy, gdzie pojawilo sie paru
                  obroncow Loziniskiego, ja wywolalem mala burze, jak sie przyznalem, ze go
                  czytam, nie wiedzac, ze jest taki nielubiany. no i przy okazji ktos napomknal
                  o diunie. to bylo pare miesiecy temu...


                  >
                  > > wg. mnie to Lozinski sam sie pograzyl, jelsi powiedzial, ze
                  > > chcial na sile byc inny od Skibniewskiej. Mogl zachowac co
                  > > trafniejsze okreslenia... ale ogolne wrazenie nie jest zle.
                  >
                  > Powiedzial, napisal, pozwolil mowic wydawcom... i to niejednokrotnie.
                  > Moje ogolne wrazenie jest niestety calkiem odmienne

                  dobra. moze sprecyzuje. pierwsze dwa tomy sa moim zdaniem ok. ale 5-6
                  ksiega to jest porazka tluamczenia. a raczej straszna niekonsewncja
                  Lozinskiego. czytam, czytam i mam wrazenie, ze czytam Biblie, takie same
                  zwroty i styl jak w ksiedze rodzaju... w tym tomie nie ma juz czego bronic :-)))

                  • Gość: Illain Re: t?umaczenie W?adcy Piers´cieni IP: 212.160.88.* 26.02.02, 16:06
                    mikolaj7 napisał(a):



                    > zamienie Rivendell na Tajar to tragedia i tu uznaje wzyszosc wszystkich
                    > innych tlumaczy. reszta nie razi mnie tak bardzo, ale chyba sie oboje
                    > zgodzimy, ze spojrzenie na inne tlumaczenia zalezy od tego, ktore sie czytalo
                    > jako pierwsze.

                    Nie chyba, ale na pewno sie zgadzam. Od tej zasady jest tylko jeden wyjatek,
                    chyba juz wiesz jaki, pewnie wiesz tez, ktoren tlumaczenie Diuny wpadlo mi w rece
                    jako pierwsze...


                    > moze nazwa puszczy bala niefortunna i troche na sile zamieniana... tak
                    > coraz wiecej przykladow, ze Lozinski mogl sie lepiej spisac, moze
                    > powinienem sobie darowac jego obrone?

                    Moze sprobuje ci sprecyzowac, o co mi naprawde z tymi i Diunowymi nazwami chodzi.
                    Lubie, jak w ksiazce jest jakis punkt odniesienia dla nazewnictwa czegokolwiek.
                    Moze to byc wyksztalcenie jak u Sapkowskiego, albo jezyk ojczysty glownych
                    bohaterow, jak jest zazwyczaj. Tolkien zastosowal rozroznienie ras, i kazda
                    praktycznie nazwa jest charakterystyczna dla terenu zamieszkujacej ja (aktualnie
                    lub w niedalekiej przeszlosci) rasy. Zastanawiales sie jak wygladaja takie nazwy
                    w innych jezykach? Londinium-London-Londyn, to typowy przyklad (i blagam :} daruj
                    mi Nowy Jork bo to inna bajka). Tlumaczenia doslowne wystepuja praktycznie tylko
                    na terenach miedzynarodowych przy latwo przekladalnych nazwach (Psie Pole). Jest
                    to zreszta powod, dla ktorego glowne rzeki w Polsce nie maja slowianskich nazw, a
                    Wisla jest nawet podejrzana o korzenie celtyckie. Lozinski zastosowal punkt
                    odniesienia czytelnika. W tej sytuacji do obronienia sa jeszcze np. Sakow i
                    Bagoszno, ale wiekszosc to zwykle bzdury. Czytajac jego przeklad mialem wrazenie
                    kompletnego chaosu (zeby nie powiedziec bajzlu) znaczeniowego.

                    > skrzat to z kolei taki chochlik, czy to co stoi w ogrodzie... a krzat to slowo,
                    > ktore zobaczylem dopiero u Lozinskiego... Krasnolud jakos nigdy mi sie nie
                    > podobal, wtedy kiedy jeszcze nie czytalem trylogii, czy zadnej innej fantasy.

                    Bylo w dawnej polszczyznie takie podobne slowo, oznaczalo skrzata w charakterze
                    bliskiego krasnoludkom o Sierotki Marysi.


                    > hmm... moze i te przyklady sa wyzej podane, ale mnie ise nie chce
                    > nadrabiac 100 postow zaleglosci. niemniej jednak bede musial przeczytac
                    > dokladniej wstep i poszukac czegos obrazliwego.

                    Nie musisz nadrabiac bo to dyskusje z poprzedniej epoki. To obrazliwe jest w
                    pierwszym przypisie do przedmowy, dokladniej w dywagacjach jak to ludzie beda
                    niepoprawnie wymawiac th (jakby sam poprawnie wymawial), mylic Kelembrimbora z
                    Celembrimborem i Elwing z Elvisem - cytuje z pamieci wiec moze niedokladnie. W
                    kazdym razie bylo to lekcewazace i niesmaczne.

                    > dobra. moze sprecyzuje. pierwsze dwa tomy sa moim zdaniem ok. ale 5-6
                    > ksiega to jest porazka tluamczenia. a raczej straszna niekonsewncja
                    > Lozinskiego. czytam, czytam i mam wrazenie, ze czytam Biblie, takie same
                    > zwroty i styl jak w ksiedze rodzaju... w tym tomie nie ma juz czego bronic :-))

                    Ja mam wrazenie, ze on w ktoryms momencie przeczytal Sirmarillion i pojal ze to
                    mitologia, wiec zmodyfikowal dalsze tlumaczenie, tradycyjnie mylac style, w tym
                    akurat przypadku mit z przypowiescia biblijna. Ciesze sie ze to nie tylko moje
                    skojarzenie.
                • mikolaj7 Re: t?umaczenie W?adcy Piers´cieni 23.02.02, 14:27

                  >
                  > Pytam bez ironii gdzie? dla odmiany bardzo chetnie poczytalbym
                  wypowiedzi ludzi
                  > ,
                  > ktorym sie to tlumaczenie podobalo...

                  o znalazlem tez tutaj - post freuda z 22.2.2002 o 18.20
                  • Gość: Illain Re: t?umaczenie W?adcy Piers´cieni IP: 212.160.88.* 26.02.02, 16:07
                    Wielkie dzieki juz tam zmierzam
            • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.devs.futuro.pl 22.02.02, 14:22

              > 1. Shire nie, ale Sackville może być równie dobrze nazwa francuską. A chodzi o
              łaczność znaczeń między "bag" i "sack", co nie każdemu może rzucić się w oczy,
              zwłaszcza jesli nie zna najlepiej angielskiego.
              > 2. Gdzieś - ale nie pamiętam gdzie - powiedziałam dokładnie to samo, co ty o
              Sępnej Puszczy. Zresztą, jak w kółko powtarzam, chodzi mi o zasadę, a nie o
              poszczególne rozwiązania Łozińskiego. Z drugiej strony przynajmniej próbował, a
              SKibniewska często radziła sobie z grami słów ignorując je.
              > 3. To, co jest dobre u Skibniewskiej, jest też kwestią gustu. Nie wiem, skąd
              wziąłes Złotkę. Z drugiej strony mnie na przykład nie odpowiada Złota Jagoda.
              Zapomnij przez chwilę o tradycjach itp i powiedz szczerze - czy możesz sobie
              wyobrazić męża (mniejsza z tym, kim jest), zwracającego się na co dzień do
              żony "Złota Jagodo"? Możesz? Bo ja jakoś nie. Prawdopodobnie sam skróciłby jej
              imię do Złotki albo mówił "króliczku", nie wiem. "Goldberry" Tolkiena to
              naturalnie wyglądające słowo, mogące być też imieniem. Mnie się bardziej podoba
              Złotanka niż Złota Jagoda.
              4. Te "twory", o których mówisz, nazywa się powszechnie neologizmami i nie
              Łoziński je wymyślił. Każdy je w jakiś sposób tworzy, zwłaszcza obcując z tego
              typu tekstem.
              5. Tutaj nie będę się wypowiadać, bo nie wiem, o co ci właściwie chodzi. Wierzę
              w twoją dogłębną znajomość Harlequinów. Są miejsca, w których ten sam zarzut
              można postawić Skibniewskiej.
              6. Prawda, ale to wina wydawcy, a nie tłumacza.

              • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 172.16.83.* 22.02.02, 16:53
                Gość portalu: Anna M napisał(a):

                >
                > > 1. Shire nie, ale Sackville może być równie dobrze nazwa francuską. A chod
                > zi o
                > łaczność znaczeń między "bag" i "sack", co nie każdemu może rzucić się w oczy,
                > zwłaszcza jesli nie zna najlepiej angielskiego.
                No coz, nie miejsce tu na korepetycje z historii, ale uwierz mie na slowo, jesli
                mozesz, ze kompletnie nie o nazwy mi w tym wypadku chodzilo

                > > 2. Gdzieś - ale nie pamiętam gdzie - powiedziałam dokładnie to samo, co ty
                > o
                > Sępnej Puszczy. Zresztą, jak w kółko powtarzam, chodzi mi o zasadę, a nie o
                > poszczególne rozwiązania Łozińskiego. Z drugiej strony przynajmniej próbował, a
                > SKibniewska często radziła sobie z grami słów ignorując je.

                Tylko, ze ja jestem zwolennikiem teorii ze diabel tkwi w szczegolach, a oprocz
                tego wole jak ktos sobi odpusci cos co mu nie idzie, w przeciwnym wypadku efekt
                bedzie zawsze niezadowalajacy. W przypadku Lozinskiego wolalbym aby wogole
                odpuscil sobie tlumaczenie czegokolwiek, chociaz pewnie wtedy stacilibysmy sporo
                tematow do dyskusji.

                > > 3. To, co jest dobre u Skibniewskiej, jest też kwestią gustu. Nie wiem, sk
                > ąd
                > wziąłes Złotkę.
                Juz przepraszalem pietro wyzej, kajam sie po raz kolejny...

                Z drugiej strony mnie na przykład nie odpowiada Złota Jagoda.
                > Zapomnij przez chwilę o tradycjach itp i powiedz szczerze - czy możesz sobie
                > wyobrazić męża (mniejsza z tym, kim jest), zwracającego się na co dzień do
                > żony "Złota Jagodo"? Możesz? Bo ja jakoś nie.
                Prawdopodobnie sam skróciłby jej
                > imię do Złotki albo mówił "króliczku", nie wiem. "Goldberry" Tolkiena to
                > naturalnie wyglądające słowo, mogące być też imieniem. Mnie się bardziej podoba
                > Złotanka niż Złota Jagoda.
                Na wyobraznie nigdy nie narzekalem. A teraz Ty sie zastanow i wyobraz sobie kogos
                kto byl od zawsze... juz? watpie zeby do ukochanej osoby mowil "kroliczku". I
                dodatkowo - moj prapradziadek do mojej praprababci (ze wschodu) do konca zycia
                mowil "Mario Walieriewna", podobno bylo w tym cos ze starej szkoly elegancji,
                duzo milosci i szacunku (wszelkie, nawet negatywne ekstapolacje dozwolone ;)

                > 4. Te "twory", o których mówisz, nazywa się powszechnie neologizmami i nie
                > Łoziński je wymyślił. Każdy je w jakiś sposób tworzy, zwłaszcza obcując z tego
                > typu tekstem.
                Dzieki za korki z literatury, nie zredagowalem sie piszac o nowomowie
                czy "bezsensowne proby neologizmow" brzmi lepiej? w domyslniku je tam podstawiam.

                > 5. Tutaj nie będę się wypowiadać, bo nie wiem, o co ci właściwie chodzi. Wierzę
                > w twoją dogłębną znajomość Harlequinów. Są miejsca, w których ten sam zarzut
                > można postawić Skibniewskiej.

                Wyjasniam to w poprzedniej odpowiedzi, jakby niewiele wiecej moge dodac. A ten
                sam zarzut mozna postawic kazdej osobie, ktora pisze lub tlumaczy bajki. Klu
                programu jest okreslenie "sa miejsca", co u Lozinskiego mozna spokojnie zastapic
                przez "jest ksiazka". Wspomniana "doglebna znajomosc" dotyczy nie tyle samych
                Harlequinow, co kregu ich czytelniczek (i czytelnikow bo i tacy sa)

                > 6. Prawda, ale to wina wydawcy, a nie tłumacza.

                Nieprawda, wydawca nie musi sie znac na literaturze, angielskim i Tolkienie, a
                tlumacz odpowiada w calej rozciaglosci za to co napisal. Tych bledow nie
                usprawiedliwia (moze poza dwoma z grubszych) nawet brak redaktora. Pomysl, ze
                jestes juz kolejna osoba, ktora czepia sie (i slusznie :) o Zlotke, a ja po
                prostu nie przeczytalem tekstu po napisaniu i zaden redaktor/korektor na to nie
                pomoze. Tylko, ze ja nie biore za to szmalu i nie udaje, ze znam sie na pisaniu
                postow bardziej niz widac.
                ...No i nie mam (na razie) obroncow mojego stylu, czego sobie i szanownym
                polemistom zycze.

                Dobrego Pa! (czy to tez neologizm???) i milego weekendu ("slowo lykent pochodzi
                od lyku swiezego powietrza.")
                • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 62.233.140.* 22.02.02, 17:12
                  Obowiązkiem tłumacza jest (to zazwyczaj pisze się w umowie) wykonanie
                  autorskiej korekty tekstu - po złamaniu. Obowiązkiem wydawcy jest takowy tekst
                  po złamaniu mu dostarczyć i dać mu dość czasu na dokonanie takowej. Jak ktoś
                  wręcza ci książkę o rozmiarach Nawet jednego tomu trylogii i mówi "OK, jutro
                  do południa chcę to mieć z powrotem", to korektę możemy uznać za niebyłą.
                  • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 212.160.88.* 26.02.02, 15:20
                    Moze i masz racje, nie wydawalem nigdy ksiazek, wiec nie wiem. Ale w dalszym
                    ciagu nie do konca jestem przekonany, gdyz kojarzy mi sie dosc dlugi okres
                    czasu pomiedzy ogloszeniem o gotowosci przekladu, a decyzja o druku. Moze ten
                    czas zmarnowal wydawca... mimo wszystko odpowiedzialnosc autora pozostaje.
    • Gość: szkuner Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.02, 14:17
      W sumie nie wniose wiele nowego do dyskusji, ale:
      1.Uwazam, ze Skibiniewska, czy sie to komus podoba, czy nie, stworzyla pewien
      kanon okreslen, ktory na stale zadomowil sie w naszej literaturze fantasy,
      grach rpg, komputerowych itd. W zwiazku z tym kolejni tlumacze(nie tylko
      Wladcy, ale w ogole fantasy) powinni brac pod uwage istniejaca terminologie, w
      zwiazku z czym wymysly pana L. typu "krzaty" uwazam za cokolwiek absurdalne.
      2. Jesli chodzi o nazwy geograficzne to uwazam, ze pan L. takze tu podzialal na
      sile, chociazby dlatego, ze Shire powinno miec klimat angielski,a tlumacz
      polonizujac spowodowal, ze tego klimatu nie ma (polskiego klimatu, z
      oczywistych wzgledow takze nie uzyskal)
      3. Imiona wlasne: Lazik, przynajmniej dla mnie brzmi smiesznie, a nie taka byla
      przeciez geneza imienia Obiezyswiat. Imiona hobbitow - patrz 2.
      4. Moim zdaniem tlumaczenie Skibiniewskiej tez nie jest idealne (bardzo podoba
      mi sie uzyte juz tu przez kogos okreslenie "tlumaczenie rozwodnione"), niemniej
      jednak to ona zblizyla sie najblizej do klimatu oryginalu. A to chyba przede
      wszystkim chodzi.
      Amen
      • freud Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 22.02.02, 18:20
        Gość portalu: szkuner napisał(a):

        > W sumie nie wniose wiele nowego do dyskusji, ale:
        > 1.Uwazam, ze Skibiniewska, czy sie to komus podoba, czy nie, stworzyla pewien
        > kanon okreslen, ktory na stale zadomowil sie w naszej literaturze fantasy,
        > grach rpg, komputerowych itd. W zwiazku z tym kolejni tlumacze(nie tylko
        > Wladcy, ale w ogole fantasy) powinni brac pod uwage istniejaca terminologie, w
        > zwiazku z czym wymysly pana L. typu "krzaty" uwazam za cokolwiek absurdalne.
        > 2. Jesli chodzi o nazwy geograficzne to uwazam, ze pan L. takze tu podzialal na
        >
        > sile, chociazby dlatego, ze Shire powinno miec klimat angielski,a tlumacz
        > polonizujac spowodowal, ze tego klimatu nie ma (polskiego klimatu, z
        > oczywistych wzgledow takze nie uzyskal)
        > 3. Imiona wlasne: Lazik, przynajmniej dla mnie brzmi smiesznie, a nie taka byla
        >
        > przeciez geneza imienia Obiezyswiat. Imiona hobbitow - patrz 2.
        > 4. Moim zdaniem tlumaczenie Skibiniewskiej tez nie jest idealne (bardzo podoba
        > mi sie uzyte juz tu przez kogos okreslenie "tlumaczenie rozwodnione"), niemniej
        >
        > jednak to ona zblizyla sie najblizej do klimatu oryginalu. A to chyba przede
        > wszystkim chodzi.
        > Amen

        Zgadzam sie z przedmowca... Moim zdaniem, problem polega na przyzwyczajeniu a to jest druga natura czlowieka.
        Gdyby Lozinski przetlumaczyl Tolkiena przed Skibniewska to wszyscy by na niej koty darli za Obiezyswiata...

        Fakt faktem, ze Strider po polsku to Wloczykij albo Lazik wlasnie a nie Obiezyswiat.

        Przeczytalem wlasnie niedawno Diune w przekladzie Lozinskiego. Na poczatku wscieklem sie na niego za Wolan,
        Piaskali, Odciazacze itp. Jednak po GLEBOKIM namysle uwazam, ze przeklad jest bardzo dobry:

        Freemen - Wolny Czlowiek - Wolanin
        Sandworm - Robal Piaskowy - Piaskal

        Zatem troche tolerancji. Jednym moze odpowiadac Skibniewska a innym Lozinski. Osobiscie wole Tolkiena w
        przekladzie Skibniewskiej a Diune w wydaniu Lozinskiego. Ot, kompromis.

        Pozdro,
        Sigi
        • kea Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 22.02.02, 20:26
          Jesteś niekonsekwentny.Najpierw nie podoba Ci się przeróbka Shire, bo"traci
          angielski klimat", ale podobny zabieg w Diunie jest OK. Ja jestem za kanonem.
          Nie będe miała siły przeczytać zarówno WP jak i Diuny w tłumaczeniu pana Ł.-
          żeby poznać piękno jego przekładu. Dla mnie łazik to jak zgrzyt na mózgu.
          Piaskal kojarzy się wyłacznie z piaskiem, a nie obiektem mrocznej religii,
          a Wolanie ze słowiańskim plemieniem znad Bałtyku, a nie mieszkańcami
          Diuny.Poza tym -bądźmy tolerancyjni.
        • Gość: Jacek Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.astercity.net / 10.130.129.* 23.02.02, 21:15
          > Przeczytalem wlasnie niedawno Diune w przekladzie Lozinskiego. Na poczatku wsci
          > eklem sie na niego za Wolan,
          > Piaskali, Odciazacze itp. Jednak po GLEBOKIM namysle uwazam, ze przeklad jest b
          > ardzo dobry:

          To musial byc BARDZO gleboki namysl. Nie sadzisz, ze naprawde dobre tlumaczenia
          rozpoznaje sie bez namyslu?
          >
          > Freemen - Wolny Czlowiek - Wolanin
          > Sandworm - Robal Piaskowy - Piaskal

          Nie freemen, tylko fremen, wiec przejscie do "wolnego czlowieka" nie jest
          az tak naturalne, jak bys tego chcial. Poza tym czy wolanin nie kojarzy ci
          sie z czlowiekiem, ktory ma klopot z tarczyca? Bo jak nie, to podziwiam
          (i zazdroszcze).

          A oto cytat z p. Lozinskiego z preludium do Diuny:
          "Brwi uniosly mu sie nad czolem"

          I jak mozna czytac tego czlowieka?
      • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.02, 16:01
        Z moich wczesniejszych postow:

        Maly przyklad - slowo "Krasnolud" nie oddaje istoty niskiego wojownika z latwo
        wyskakujacym zza pasa toporem. Jedyne sluszne okreslenie to KRZAT.
        Dlaczego "krasnolud" jest nieodpowiedni?Z dwoch powodow. Po pierwsze ani on nie
        jest czerwony ("krasno"), a po drogie ta rasa (co Tolkien stwierdzil jasno) nie
        ma nic wspolnego z ludzmi ("lud").

        Jak juz ktos wspomnial - sa 3 pzeklady: Lozinskiego, Skibiniewskiej i Marii i
        Cezarego Fracow. Polecam ostatni focus - tam jest porownanie fragmentu.
        Skibniewska przy Fracach jest calkiem niezla.....

        Loke
        • Gość: Ad Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 192.168.2.* 24.02.02, 23:12
          Gość portalu: Locke napisał(a):

          > Z moich wczesniejszych postow:
          >
          > Maly przyklad - slowo "Krasnolud" nie oddaje istoty niskiego wojownika z latwo
          > wyskakujacym zza pasa toporem. Jedyne sluszne okreslenie to KRZAT.
          > Dlaczego "krasnolud" jest nieodpowiedni?Z dwoch powodow. Po pierwsze ani on nie
          >
          > jest czerwony ("krasno"), a po drogie ta rasa (co Tolkien stwierdzil jasno) nie
          >
          > ma nic wspolnego z ludzmi ("lud").
          >
          > Jak juz ktos wspomnial - sa 3 pzeklady: Lozinskiego, Skibiniewskiej i Marii i
          > Cezarego Fracow. Polecam ostatni focus - tam jest porownanie fragmentu.
          > Skibniewska przy Fracach jest calkiem niezla.....
          >
          > Loke

          Chłopie, ty się powtarzasz!!! Już Ci coś pisałem o Krasnoludach.
          Pozdrawiam
          Ad
          • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.02, 20:50
            Yep - specjalnie dla szkunera.

            pzdr dla Ciebie i dla niego

            Locke
    • Gość: blazio NAJLEPSZY JEST ŁOZIŃSKI IP: *.par.telecom.cz 23.02.02, 21:00
      W zeszłym roku przeczytałem Tolkienowską trylogię po raz pierwszy. Przeczytałem
      ją w oryginale, ale od razu zacząłem się zastanawiać nad tym, jak LotR brzmi w
      polszczyźnie. Nie mam dostępu do żadnego tłumaczenia (na usprawiedliwienie
      dodam, że nie byłem w Polsce w ostatnich miesiącach, a książkę skończyłem
      czytać już za granicą), ale przeczytałem Wasze wypowiedzi oraz artykuł z Gazety
      Wyborczej, gdzie zamieszczono między innymi tłumaczenie tytułowego wiersza. I
      muszę stwierdzić, że - choć oczywiście żaden przekład nie jest idealny - to
      NAJLEPSZY JEST ŁOZIŃSKI. Shire to jak najbardziej Włości, Baggins to
      Baggins, "krasnale" w tłumaczeniu wiersza by Skibniewska brzmią okropnie w
      porównaniu z majestatycznymi "krzatami". "Tajar" - tu bym dystkutował. Wiersz
      tytułowy - z trzech zacytowanych najlepszy jest Łoziński - byłby idealny, gdyby
      nie paskudna "moc", która "niechciana zwycięży".
      Z tych kilku słów wydaje mi się, że jego tłumaczenie oddaje "ducha" i "emocje"
      powieści. Ale może się mylę... Może gdzieś na sieci dostępne są większe urywki,
      chętnie bym sobie poczytał?
      Pozdrawiam,
      B.
      • mikolaj7 Re: NAJLEPSZY JEST ŁOZIŃSKI 24.02.02, 12:26
        Gość portalu: blazio napisał(a):

        > W zeszłym roku przeczytałem Tolkienowską trylogię po raz pierwszy. Przeczytałem
        >
        > ją w oryginale, ale od razu zacząłem się zastanawiać nad tym, jak LotR brzmi w
        > polszczyźnie. Nie mam dostępu do żadnego tłumaczenia (na usprawiedliwienie
        > dodam, że nie byłem w Polsce w ostatnich miesiącach, a książkę skończyłem
        > czytać już za granicą), ale przeczytałem Wasze wypowiedzi oraz artykuł z Gazety
        >
        > Wyborczej, gdzie zamieszczono między innymi tłumaczenie tytułowego wiersza. I
        > muszę stwierdzić, że - choć oczywiście żaden przekład nie jest idealny - to
        > NAJLEPSZY JEST ŁOZIŃSKI. Shire to jak najbardziej Włości, Baggins to
        > Baggins, "krasnale" w tłumaczeniu wiersza by Skibniewska brzmią okropnie w
        > porównaniu z majestatycznymi "krzatami". "Tajar" - tu bym dystkutował. Wiersz
        > tytułowy - z trzech zacytowanych najlepszy jest Łoziński - byłby idealny, gdyby
        >
        > nie paskudna "moc", która "niechciana zwycięży".
        > Z tych kilku słów wydaje mi się, że jego tłumaczenie oddaje "ducha" i "emocje"
        > powieści. Ale może się mylę... Może gdzieś na sieci dostępne są większe urywki,
        >
        > chętnie bym sobie poczytał?
        > Pozdrawiam,
        > B.

        brawa za odwage, ja nie mialem kontaktu z trylogia
        Skibniewskiej, tylko z Hobbitem w jej wykonaniu i jesli
        prownywac tluamczenia tylko po poczatkowych wierszach
        wybralbym Lozinksiego. Jego tlumaczenie jest ok, poza, jak
        juz mowilem, trzecim tomem.
      • Gość: Locke Re: NAJLEPSZY JEST ŁOZIŃSKI IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.02, 16:04
        That's my boy ;))))))

        Z wyrazami najglebszego szacunku
        Locke
      • Gość: szkuner Re: NAJLEPSZY JEST ŁOZIŃSKI IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.02, 23:16
        NAJLEPSZY NIE JEST ŁOZIŃSKI, bo Shire to Shire, a nie Włości. Jest to sztuczne
        spolszczenie niszczące klimat. Baggins to właśnie Baggins, a nie Bagosz jak
        chciałby Łoziński, chociaż podobno zmieniła mu to redakcja w ostatnim wydaniu
        (pzdr dla Locke'a). A nad Tajarem można już chyba tylko siąść i zapłakać. W
        sprawie "krzatów" odsyłam do posta Ad.
        Szczerze mówiąc mam wrażenie, że wielu nowych argumentów w tej dyskusji już nie
        będzie. Zwolennicy Łozińskiego będą dalej zachwalać "łozinizmy", a zwolennicy
        Skibiniewskiej nadal będą je flekować.
        I jedynym problemem jest fakt, że księgarnie zostały wręcz zalane Łozińskim i
        człowiek nie orientujący się w zagadnieniu ma największe szanse wpaść właśnie
        na niego (tym bardziej, że Zysk wypuścił supertanie wydanie- 1 tom ok.12 zł.),
        a nie jestem pewien czy to dobrze. No dobra, jestem wręcz pewien, że to
        niedobrze:))
        I mam jeszcze pytanie. Czy ktoś wie, czy da się obecnie kupić "Diunę" w
        tłumaczeniu innym niż pana Ł.?
        A za "Władcę..." powinien zabrać się Barańczak.
        • Gość: Anna M Re: NAJLEPSZY JEST ŁOZIŃSKI IP: *.chello.pl 25.02.02, 23:37
          Gość portalu: szkuner napisał(a):

          > A za "Władcę..." powinien zabrać się Barańczak.

          I to jest święta prawda
      • Gość: chlinac Re: NAJLEPSZY JEST ŁOZIŃSKI IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.03.02, 22:54
        Gość portalu: blazio napisał(a):

        Po pierwsze zacznijmy od tego, że nie krasnale, a krasnoludy. Operacja odwrotna do zdrobnienia, kapujesz? Po
        drugie bawi mnie trochę, Twoje stwierdzenie, że tłumaczenie wiersza jest fajne, gdyby nie ostatnia linijka. Facet
        kompletnie na własną rękę napisał wiersz, który NIE JEST tłumaczeniem, lecz inwencją twórczą i zaprzecza
        tłumaczonemu fragmentowi, a Ty mówisz, że jest w porządku? To chyba powiesz tez,że Wiedźmin" to dobra
        adaptacja opowiadań Sapkowskiego. Wiem, wiem, nie oglądales. A szkoda. To film wypisz wymaluj dla wielbicieli
        talentu Łozińskiego.


        > W zeszłym roku przeczytałem Tolkienowską trylogię po raz pierwszy. Przeczytałem
        >
        > ją w oryginale, ale od razu zacząłem się zastanawiać nad tym, jak LotR brzmi w
        > polszczyźnie. Nie mam dostępu do żadnego tłumaczenia (na usprawiedliwienie
        > dodam, że nie byłem w Polsce w ostatnich miesiącach, a książkę skończyłem
        > czytać już za granicą), ale przeczytałem Wasze wypowiedzi oraz artykuł z Gazety
        >
        > Wyborczej, gdzie zamieszczono między innymi tłumaczenie tytułowego wiersza. I
        > muszę stwierdzić, że - choć oczywiście żaden przekład nie jest idealny - to
        > NAJLEPSZY JEST ŁOZIŃSKI. Shire to jak najbardziej Włości, Baggins to
        > Baggins, "krasnale" w tłumaczeniu wiersza by Skibniewska brzmią okropnie w
        > porównaniu z majestatycznymi "krzatami". "Tajar" - tu bym dystkutował. Wiersz
        > tytułowy - z trzech zacytowanych najlepszy jest Łoziński - byłby idealny, gdyby
        >
        > nie paskudna "moc", która "niechciana zwycięży".
        > Z tych kilku słów wydaje mi się, że jego tłumaczenie oddaje "ducha" i "emocje"
        > powieści. Ale może się mylę... Może gdzieś na sieci dostępne są większe urywki,
        >
        > chętnie bym sobie poczytał?
        > Pozdrawiam,
        > B.

        • Gość: blazio Re: ŁOZIŃSKI - autokorekta IP: *.par.telecom.cz 11.03.02, 17:52
          Gość portalu: chlinac napisał(a):

          > Po pierwsze zacznijmy od tego, że nie krasnale, a krasnoludy. Operacja odwrotna
          > do zdrobnienia, kapujesz?

          Kapuję, po prostu podobają mi się również "krzaty", kumasz :)))

          > Po drugie bawi mnie trochę, Twoje stwierdzenie, że tłumaczenie wiersza jest
          fajne,
          > gdyby nie ostatnia linijka. Facet
          > kompletnie na własną rękę napisał wiersz, który NIE JEST tłumaczeniem, lecz inw
          > encją twórczą i zaprzecza
          > tłumaczonemu fragmentowi, a Ty mówisz, że jest w porządku?

          Przeczytałem sobie jeszcze raz znalezione w sieci różne wersje tytułowego wiersza
          i nadal twierdzę, że najlepszy jest Łozińskiego, gdyby nie ostatnia linijka,
          która jest rozpaczliwą i głupią próbą zachowania za wszelką cenę schematu rymów,
          który i tak się wymyka w kolejnych wersach.
          Więcej zmian sensu wierdza po prostu nie widzę. Nie jest to tłumaczenie
          wiersza "word by word", ale tak nie tłumaczy ani Barańczak ani Miłosz ani
          ktokolwiek, kto tłumaczy poezję. Nawet Kochanowski tłumaczący psalmy.

          > To chyba powiesz tez
          > ,że Wiedźmin" to dobra
          > adaptacja opowiadań Sapkowskiego. Wiem, wiem, nie oglądales. A szkoda. To film
          > wypisz wymaluj dla wielbicieli
          > talentu Łozińskiego.

          Masz rację, nie widziałem Wiedźmina, więc nie wiem czy mnie obrażasz czy
          nie :)))))))

          Ponadto: autokorekta - korzystając z podanych przez Was linków przeczytałem kilka
          artykułów, w których zestawiono więcej przykładów tłumaczeń i stwierdzam, że
          Łozińskiemu po prostu się nie chciało dokładnie tłumaczyć książki (na przykład
          wspomniane gdzieś i udokumentowane "gubienie" humoru Bilba i Gandalfa, czego nie
          można zarzucić pani S.) i to jest jego podstawowa wina, a nie odważne podejście
          do tłumaczenia nazw własnych, które zdecydowanie pochwalam.

          Pozdrawiam,
          Blazio

    • Gość: Aragorn Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.02.02, 11:07
      Musi być Skibiniewska. Tłumeczenie Zysku i S-ka jest do d..... Bilbo Bagosz....
      Łazik... Rivendell = Tajar

      AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
      Musi być SKIBINIEWSKA
    • Gość: prof.Nic O tłumaczeniach, o słuchowiskach... +linki IP: 192.168.2.* 25.02.02, 12:15
      Witam.

      Nowe, kolejne przekłady czasami sprawiają wrażenie przekornego i
      złośliwego "zrobienia inaczej od poprzednika". Doskonałego, idealnego przekładu
      tolkienowskiej trylogii nie ma i chyba nie będzie... Na pewno nie będzie
      akiego, który zadowoliłby wszystkich. Szczególna to lektura, szczególny świat
      znaczeń i pojęć.
      Być może wyjściem z tego translatorskiego zamieszania byłoby gdyby ktoś sklecił
      jeden na podstawie wszystkich, rozsądnie wykorzystując bezspornie trafne
      patenty i oczywiście z poszanowaniem zbioru zasad skierowanych do tłumaczy
      osobiście przez J.R.R. Tolkiena.
      Tylko kto?
      Słomczyński nie żyje... Mam wrażenie, że tylko On udźwignąłby takie dzieło ;-)

      Osobiście preferuję dostojne, uważne, najbliższe oryginałowi
      tłumaczenie pani Marii Skibniewskiej - to już klasyka. Znam też wersję pana
      Łozińskiego - bardzo ciekawy styl! Niestety, po porównaniu obu przekładów ten
      drugi wypada słabo: jest niedbały, zbyt wiele rażących, ewidentnych błędów! To
      miejscami jakby próba "poprawiania" Tolkiena...
      Podobno wśród wydawców powstał nawet termin "łozizm" na określenie niedobrego
      przekładu ;-)
      Z drugiej strony: trudno odmówić Łozińskiemu dobrej woli i kilku ciekawych
      rozwiązań, np. słynne "Krzaty", czy Wiersz.

      Pracy Marii i Cezarego Frąc dla wydawnictwa Amber nie znam w całości, ale Ich
      przekład wydaje się rozsądny i ciekawy.
      Uważam jednak, że zachowanie oryginalnej pisowni angielskiej (np Took zamiast
      Tuk) to nie najlepszy pomysł. Sztuką chyba największą przekładu jest wyczucie
      proporcji między oryginałem a tworzeniem "nową jakością", którą staje się ta
      sama historia opowiedziana w innym języku. Delikatne, z wyczuciem i *rozsądne*
      (właśnie Tuk, czy też Róża zamiast Rose itp) spolszczenie zbliża opowieść
      do polskiego czytelnika, do naszych realiów językowych. Uważam, że to nie bez
      znaczenia. Innymi słowy: chyba łatwiej "się zapomnieć" i łatwiej zapomnieć o
      angielskim rodowodzie powieści :-)

      Jednocześnie nie należy przesadzać (vide Łoziński) i pamiętać o tym, że: "Moim
      zdaniem, nazwiska osób powinny być nietknięte. Wolałbym także nie ruszać nazw
      miejscowych, łącznie z Shire. Sądzę, że najwłaściwszym wyjściem byłoby
      dołączenie na końcu książki listy nazw mających jakieś znaczenie po angielsku z
      wyjaśnieniami po polsku" (J.R.R.Tolkien, Listy, str. 446-447)

      Jeśli chodzi o Paulinę Braiter, to dopiero przymierzam się do "jej" Hobbita.
      Czy przetłumaczyła też Trylogię? Jeśli tak to dla jakiego wydawnictwa?

      Nie zgodzę się z pojednawczymi stwierdzeniami typu: "najlepszy jest ten
      przekład, który się przeczytało jako pierwszy, itp".
      Warto szukać, sprawdzać inne wersje. Osobiście, zacząłem od Łozińskiego i...
      byłem zadowolony! Ale gdy zabrałem się za tłumaczenie Skibniewskiej, od
      pierwszych kilkudziesięciu stron wiedziałem, że to jest to! Potem były
      fragmenty Frąców... ok, ale bez rewolucji:) A potem nie pozostało mi nic
      innego, jak zabrać się za oryginał :)
      Bez wątpienia - warto poznać oryginał.
      W formie książkowej lub np. dźwiękowej.
      Polecam rewelacyjne słuchowiska radiowe na podstawie Trylogii oraz Hobbita,
      zrealizowane dla BBC, z udziałem świetnych aktorów, m.in. Iana Holma, czyli
      filmowego Bilba :-)) Bardzo angielskie, mocne
      i świetnie wyreżyserowane! Można je pobrać np. za pomocą Audiogalaxy
      (www.audiogalaxy.com). Tam też znajdziecie Hobbita oraz obszerne fragmenty
      innych utworów, czytane m.in. przez samego Tolkiena!
      Piękna sprawa!

      Wracając do polskich przekładów Tolkiena: polecam ciekawy i wnikliwy tekst
      Agnieszki Sylwanowicz pod adresem:
      www.necik.mag.com.pl/~parmadili/jrrtolkien/nprzeklad.htm
      oraz inne, nie mniej ciekawe pod adresem:
      www.mag.com.pl/~parmadili/

      miłej lektury :-)

      Pozdrawiam

      profesor Nic
      : : Centrum Dowodzenia Niczym : :
      cdn@terra.pl
    • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.02, 21:00
      Prof Nic mnie powalil. Gratuluje profesjonalizmu.

      Tytulem rysu historycznego:

      Pierwszy preklad Tolkiena to przeklad na jezyk szwedzki, a drugi to wlasnie
      slawetne dzielo Marii Skibiniewskiej z 1960 roku.

      Lekko poprawiony przelad Skibiniewskiej trafil do "kanonu na koniec wieku i
      stal sie podstawa listy dialogowej do filmu.

      Natomiast przeklad Lozinskiego byl wielokrotnie zmieniany w kolejny dodrukac.
      Np w drugim wydaniu powrocono do oryginalnego Bagginsa.

      zrodlo - Focus 03/2002

      z powazaniem

      Locke
    • ksywa Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 26.02.02, 12:30
      Tak, sądząc z ilości postów i jakże merytorycznie uzasadnionych
      wypowiedzi,zdecydowanie w naszym kraju jest największe na metr kw zagęszczenie
      nie lekarzy, jak się powszechnie uważa, ale tłumaczy:-)) Zadałam sobie trud,
      przeczytałam wszystko i .... zatkało mnie od panującej na tym forum ignorancji
      "krytyków". Ale krytycy mają to do siebie, że ignorancja i samozadowlenie z
      rzekomej "znajomości rzeczy" - wszak Tolkiena czytali wiele razy i znają go na
      pamięć, niektórzy nawet w oryginale - pozwala im pleść ewidentne bzdury.
      Dowiedzcie się więc od wykwalifikowanego i praktykującego tłumacza, że każde
      tłumaczenie jest dziełem autonomicznym, że nie istnieją ŻADNE relacje między
      tłumaczeniami, więc ich porównywanie jest z gruntu bzdurne. Istnieje jedynie
      relacja oryginał - tłumczenie oraz druga ważniejsza relacja: autor - czytelnik.
      Jesli chodzi o tę drugą relację, możliwe są dwa - równoważne - podejścia. Albo
      "doprowadzić" autora do czytelnika (tzn. nie dochowywać przesadnej wierności
      oryginałowi, ale za to uczynić lekturę łatwiejszą, a tekst bliższym
      czytelnikowi) albo "doprowadzić" czytelnika do autora (tzn. z całym szacunkiem
      dla autora, ale nieco kosztem komfortu czytelnika, nawet jeśli nie wszystko doń
      trafi i spodoba sie, ale wierność przede wszystkim!). I wyobraźcie sobie, że
      przy podejmowaniu decyzji, które podejście wybrać, tłumacz jest całkowicie
      autonomiczny. Tłumaczenie jest w ogóle sztuką dokonywania wyborów i
      podejmowania trudnych, nierzadko niepopularnych decyzji. I tłumacz z definicji
      ma do nich prawo. Nie zgodzę się ponadto ze stwierdzeniem profesora wyzej, ze
      nie ma znaczenia dla odbioru (i krytyki!), które tłumaczenie czytaliśmy jako
      pierwsze. Psycholingwistyki pan profesor troszkę liznął? Bo jesli nie, to niech
      się dowie, że pierwsza lektura pozostawia w głowie - czy chcemy czy nie - swego
      rodzaju matrycę językową i nasza świadomośc odrzuca to, co się z ta matrycą
      kłóci, nie wpasowuje w ramki. I nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie będę
      nawet komentowała wypowiedzi typu "Skibniewska - kanon" (a Słowacki wielkim
      poetą był i basta:-)), "neologizmy precz" itd, i że komuś klimatu brakuje. To
      są wasze subiektywne odczucia i nie mają nic wspólnego z meritum i warsztatem.
      Na zakończenie: tłumacz nie tworzy tłumaczenia idealnego, bo takiego nie ma,
      ale tłumaczenie najlepsze na jakie go w danym momencie stać, i to ze smutną
      świadmością, że być może popełnił wiele błędów i podjął wiele złych decyzji.
      Ale za to zmierzył się z oporną, trudną materią i coś stworzył. I pamiętajcie,
      powiedzenie "traditore tradutore" (tłumacz zdrajca) ma wielowiekową tradycję.
      Brzmieniowa zbieżność chyba nieprzypadkowa, prawda? Tłumacz "robi swoje"
      wiedząc, że zawsze wobec kogoś jest zdrajcą: albo wobec autora, albo wobec
      czytelnika, albo wobec siebie. Pozdrawiam "krytyków" i proszę o więcej
      zrozumienia - dosłownie zrozumienia, nie wyrozumiałości, dla warsztatu tłumacza,
      ksywa
      PS: Rzecz jasna nie próbuję tu usprawiedliwiać ewidentnych błędów czy
      niechlujstwa tego czy innego tłumacza.
      • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 212.160.88.* 26.02.02, 16:38
        Droga Ksywo! Jest mi niezmiernie milo, ze ktos wreszcie obnazyl PRAWDE o tym
        forum. Toz to najczystsza IGNORANCJA i same BZDURY!!! I moze uwazasz, ze
        przemowilas tym glupkom do rozsadku?

        Postanowilem Ci odpowiedziec bo stanowisz przypadek wrecz wyjatkowy.
        Egocentryzm i samozadowolenie w czystej postaci rzadko zdarza sie w naturze.
        Jak juz takm lubisz terminologie naukowa, to czytajac Twojego posta z miejsca
        pomyslalem "projekcja asymilatywna".Moze i przeczytalas wszystkie posty, ale
        nic z nich nie zrozumialas, a juz na pewno nie wyciagnelas wnioskow.

        Jeszcze dwie, tym razem calkiem powazne uwagi
        1. Ktora droge tlumaczenia przyjal wedlug Ciebie Lozinski? z obydwu
        wymienionych nie znalazlem u niego zadnej.
        2. Jezeli tlumacz ma wszyskie prawa, ktore wymieniasz, i bez ograniczen z nich
        korzysta to dlaczego i co najwazniejsze DLA KOGO w takim razie on tlumaczy???
        Bo jezeli zna jezyk to tlumaczyc dla siebie nie musi, a jak ma ochote pozmagac
        sie z materia to niech sobie poprzewiesza firanki i zaslonki nie schodzac ze
        stolka.

        Pozostajac z nadzieja, ze Twoj (skadinad bardzo inteligenty) post to glownie
        prowokacja pozdrawiam

        Illain
        • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.chello.pl 26.02.02, 19:54
          Ty masz rację, ksywa ma rację, wszyscy mają rację, ja pewnie też.

          Ty masz rację, bo ksywa może i rzeczywiście trochę przeasadziła (przesadził?).
          Z drugiej strony zaświadczam, że dla kogoś kto zna z praktyki pracę tłumacza,
          czytanie niektórych postów w tym wątku (i nie powiem, których) jest gorsze od
          bólu zębów.
          Praca tłumacza nie jast tak łatwa jak się wielu osobom zapewne wydaje. I prawdą
          jest, że w ocenie tłumaczeń nalezy oceniać a) przekład jako dzieło literackie
          samo w sobie (bo takim jest) i b) przekład w stosunku do oryginału. O innych
          tłumaczeniach należy zapomnieć. Zresztą co się będę rozpisywac, odsyłam do
          Barańczaka ("Ocalone w tłumaczeniu).

          A na twoje pytanie moge odpowiedzieć - Łoziński to podejście pierwsze. Tu
          chodzi o założenie, nie wykonanie. Odejdźmy na chwilę od Tolkiena, żeby nie
          zaogniac sprawy i weźmy inny znany przekład. "Kubuś Puchatek" Ireny Tuwim to
          orientacja "na czytalnika", a nieszczęsna "Fredzia Phi-phi" to orientacja "na
          autora. To drugie jest ciekawą pod względem językowym próbą idealnego oddania
          książki "Winnie the Pooh" po polsku, z zachowaniem wszystkich gier słownych
          itp. - jednak w sumie nieudaną , z kilku przyczyn, na które nie ma tu miejsca.
          Za to książka Ireny Tuwim (którą uwielbiam) jest cudowną ksiązką dla dzieci,
          ale czasami mam wrażenie, że wykonaną według przepisu z dawych lat -
          "Przeczytaj, zamiknij ksiązkę i napisz swoimi słowami we własnym języku".
          Innymi słowy, mało ma wspólnego z oryginałem.

          Jednym z problemów Łozińskiego jest zapewne to, że jest zawodowym polonistą i
          wie o różnych rzeczach, o których ogół nie wie - jak np. dążenie języka do
          ekonomiczności czy jak mu tam (nigdy nie miałam głowy do takich nazw). Czyli że
          nazwa jednowyrazowa będzie lepsza niż dwuwyrazowa. Nie licząc oczywiście nazw
          naukowych. Przykładowo: nie jest prawdopodobne, by jakaś społeczność przez
          kilkaset lat nazywała swoją rzekę czy bajorko Szara Woda, nie skracając jakoś
          tej nazwy (np. Szarawka). To samo dotyczy Złotej Jagody - z całym szacunkiem
          dla Marii Waleriewny.

          • ksywa Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 27.02.02, 09:18
            Sorry, Anno, odpowiedź dla Illina "przypięła" mi sie do Ciebie - nie zwracaj
            uwagi. I sorry, po raz drugi, ale nie uważam, żebym przesadziła:-) Jeżeli juz
            to chyba tylko z długością posta i z naiwnym zalożeniem, że do kogoś trafi, to
            co napisałam i że zauważy w nim coś więcej, prócz wytykania ignorancji. Ale tak
            to jest - uderz w stół... pozdr,
            ksywa
          • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 172.16.84.* 28.02.02, 10:25
            > Ty masz rację, ksywa ma rację, wszyscy mają rację, ja pewnie też.

            Oczywiscie, to przeciez nasza cecha narodowa.

            > Ty masz rację, bo ksywa może i rzeczywiście trochę przeasadziła (przesadził?).

            Troche?? Czy nieswiadomie ja trafilem na forum socjologiczne, czy ksywa?

            > Z drugiej strony zaświadczam, że dla kogoś kto zna z praktyki pracę tłumacza,
            > czytanie niektórych postów w tym wątku (i nie powiem, których) jest gorsze od
            > bólu zębów.

            No coz, moge miec tylko nadzieje ze nie moich

            > Praca tłumacza (...)

            Za Baranczaka dziekuje, mozna to gdzies kupic? (nie cierpie pozyczac bo rzadko
            cos czytam tylko raz, poza niektorymi tlumaczeniami ;)

            > A na twoje pytanie moge odpowiedzieć - Łoziński to podejście pierwsze. Tu
            > chodzi o założenie, nie wykonanie. (...)
            Po glebszym zastanowieniu moge sie tylko zgodzic (ugialem sie pod nieodparta sila
            Twojej argumentacji :)))))


            > Jednym z problemów Łozińskiego jest zapewne to, że jest zawodowym polonistą
            Nie pamietalem o tym, ale to wiele wyjasnia, a przede wszystkim jego podejscie do
            czytelnika (nie mylic z "orientacja na czytelnika").

            > wie o różnych rzeczach, o których ogół nie wie - jak np. dążenie języka do
            > ekonomiczności czy jak mu tam (nigdy nie miałam głowy do takich nazw). Czyli że
            > nazwa jednowyrazowa będzie lepsza niż dwuwyrazowa. Nie licząc oczywiście nazw
            > naukowych. Przykładowo: nie jest prawdopodobne, by jakaś społeczność przez
            > kilkaset lat nazywała swoją rzekę czy bajorko Szara Woda, nie skracając jakoś
            > tej nazwy (np. Szarawka). To samo dotyczy Złotej Jagody - z całym szacunkiem
            > dla Marii Waleriewny.

            Ogol faktycznie o tym nie wie, do tego stopnia, ze dzielnica Wroclawia jest Psie
            Pole (a moze wiesz o jakims skrocie? tylko ostroznie, bo mieszka tam moja rodzina)
            O wiekszosci mieszkancow Bialoleki Dworskiej (to w Warszawie), wszystkich Nowej
            Wsi (jest ich kilka w kraju), Spindlerowego Mlyna (Slowacja), obu Frankfurtow
            (tutaj, fakt, zalezy do kontekstu) wogole chyba nie ma co wspominac, nieprawdaz?
            Ach, moglbym dodac New York i Salt Lake, ale znam stamtad tylko pojedyncze
            jednostki, byc moze wyjatkowe. W nazwach jednowyrazowych tez zadziwiajaco czesto
            slychac poste polaczenie dwoch wyrazow (vide Grunwald).

            A co do imion, hmmm... nie mam pojecia o jezyku japonskim, chinskim, czy
            dialektach indianskich, ale odsluchowo (przy ogladaniu orginalnych wersji filmow)
            wydaje mi sie, ze uzywaja oni kilku slow na jedno imie... Jezeli jestem w
            bledzie, to moze ktos litosciwie mnie z niego wyprowadzi...

            Jak masz ochote dalej o tym ze mna podyskutowac, cofnij sie prosze do mojej
            odpowiedzi dla Mikolaja, tam staram sie wyjasnic, co zarzucam Lozinskiemu w
            nazewnictwie, mysle, ze bylby to dobry punkt wyjscia i moze od razu nie polecisz
            do dentysty.

            Na koniec dodam, ze mam jakies pojecie o tlumaczeniu, choc nie tlumacze
            literatury pieknej (juz widze jak przyprawilem moich kolegow tym stwierdzeniem o
            atak smiechu ;) stad mam jakies pojecie o trudnosciach, a co najwazniejsze o tym,
            jak mimo najlepszych checi nie mozna oddac stylu oryginalu i trzeba sie po prostu
            z tym pogodzic.

            Pozdrawiam, Illain
            • Gość: Anna M Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 62.233.140.* 28.02.02, 11:52
              Chodzi o język POLSKI, do innych się nie mieszam. Poza tym nazwy uregulowane
              administracyjnie przestają być językiem potocznym. Zresztą cholera wie, jak
              mieszkańcy Salt Lake City na nie mówią, skoro np. na Filadelfię mówi się
              Philly.
              • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 212.160.88.* 28.02.02, 13:17
                Nie bardzo rozumiem, czy chcialas zasugerowac, ze nazwa uregulowana
                administracyjnie powoduje, ze ludzie przestaja uzywac nazw potocznych? Psie
                Pole wybralem nieprzypadkowo, jest to potoczna nazwa, ktora przez kilkaset lat
                opierala sie zasadom upraszczania jezyka.
                Czy naprawde musze wydlubywac wiecej przykladow z jezyka polskiego? sama mozesz
                ich znalezc mnostwo. No i nie wiem dlaczego mi sie wydaje, ze zasady, o ktorych
                rozmawiamy dotycza kazdego jezyka (pewnie skazenie lektura Czomskiego), a w
                szczegolnosci jezykow uzywanych w WP.
        • Gość: ksywa Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.europolgaz.com.pl 27.02.02, 09:11
          Gość portalu: Illain napisał(a):

          > Droga Ksywo! Jest mi niezmiernie milo, ze ktos wreszcie obnazyl PRAWDE o tym
          > forum. Toz to najczystsza IGNORANCJA i same BZDURY!!! I moze uwazasz, ze
          > przemowilas tym glupkom do rozsadku?

          Nic nie uważam, głupkom -czyżbym nazwała kogoś głupkiem? to chyba już z Twojej
          strony projekcja- do rozsądku przemówić się nie da. I nie o rozsadek mi chodziło,
          a zaledwie o uświadomienie paru osobom, że wypowiadają się na tematy, o których
          nie mają pojęcia, że istnienia wielu uwarunkowań procesu tłumaczenia nawet nie
          podejrzewają. A dla mnie ktoś taki powinien siedzieć cichutko i nie manifestować
          swojej ignorancji.

          > Postanowilem Ci odpowiedziec bo stanowisz przypadek wrecz wyjatkowy.
          Jakże mi miło, ale bez przesady - jesteś ostatnio dość aktywny i tu sobie
          nadmiernie nie pochlebiam.

          > Egocentryzm i samozadowolenie w czystej postaci rzadko zdarza sie w naturze.
          To było do mnie?

          > Jak juz takm lubisz terminologie naukowa,
          - Nie przesadzaj, niespecjalnie się nią posługiwałam w tym poście - wiem gdzie i
          do kogo piszę.

          to czytajac Twojego posta z miejsca pomyslalem "projekcja asymilatywna".Moze i
          przeczytalas wszystkie posty, ale nic z nich nie zrozumialas, a juz na pewno nie
          wyciagnelas wnioskow.

          Tak? No to zbierz treść tych wszystkich postów powyżej, zrekapituluj i przedstaw
          mi zwięźle wnioski. Bo z tych wypocin za wiele się wywnioskować nie da. Tyle
          tylko, że "Skibniewska the best" a Łoziński to "łozizmy" i tak jeden przez
          drugiego, i w koło macieju.

          > Jeszcze dwie, tym razem calkiem powazne uwagi
          > 1. Ktora droge tlumaczenia przyjal wedlug Ciebie Lozinski? z obydwu
          > wymienionych nie znalazlem u niego zadnej.
          No popatrz, wygląda, że też za wiele nie zrozumiałeś i również nie wyciągnąłeś
          wniosków.

          > 2. Jezeli tlumacz ma wszyskie prawa, ktore wymieniasz, i bez ograniczen z nich
          > korzysta to dlaczego i co najwazniejsze DLA KOGO w takim razie on tlumaczy???
          Hę? Logika jakaś pokrętna. To jakis skrót myślowy? Bo nie rozumiem, co mają prawa
          tłumacza do twoich watpliwości nt. ewentualnego odbiorcy.

          > Bo jezeli zna jezyk to tlumaczyc dla siebie nie musi, a jak ma ochote pozmagac
          > sie z materia to niech sobie poprzewiesza firanki i zaslonki nie schodzac ze
          > stolka.
          Jak wyzej. A już o tych firankach to kompletnie nie wiem co mysleć. Może jednak
          warto by tu sięgnąć po terminologię naukową? No bo jak te firanki trzeba wieszać
          twoim zdaniem?

          > Pozostajac z nadzieja, ze Twoj (skadinad bardzo inteligenty) post to glownie
          > prowokacja pozdrawiam
          > Illain
          Och jejku, jejku, cóż za wersal na koniec - "głupia co prawda jesteś, ale twoj
          post jest inteligentny." A kimze ty jesteś, czlowieku, że możesz mnie tak
          najpierw ustawiać, a potem łaskawie głaskać po główce? Myślisz, ze mi tego
          rodzaju uznanie potrzebne? Odpuść sobie. Aha, prowokowac nikogo nie zamierzałam,
          no bo do czego niby? Przecież wiecie i powtarzacie jedno: "Skibniewska the best",
          "a kto mówi, że nie to w mordę" (to ostatnie akurat z Szewców). Mogę pozdrowić,
          co mi tam,
          ksywa


          • Gość: Yorick Uściślam i przyznaję się do błędu IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 15:23
            W jednym z wcześniejszych postów napisałem, że Skibniewska przetłumaczyła
            wbrew zaleceniom Tolkiena, a łoziński zgodnie z nimi (co zresztą nie miało
            wpływu na moją ocenę ich przekładów). Ktoś zwrócił mi uwagę, że to nie jest tak
            do końca. Ostatrnio pisał o tym Orliski i wyjaśnił sprawę. Po prostu komentarz
            Tolkiena w dodatkach był źle zinterpretowany. Tyle gwoli wyjaśnienia. pzdrv
          • Gość: Illain Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: 212.160.88.* 28.02.02, 13:38
            Popraw mnie jesli sie myle, ale idea forum dyskusyjnego (szczegolnie
            anonimowego) jest danie mozliwosci wypowiedzenia sie ludziom na dowolny temat i
            to w sposob jaki uznaja za stosowny. Sam(a) zreszta z tego korzystasz piszac
            post na zupelnie inny temat niz temat watku, o co nikt sie Ciebie jakos nie
            czepia.
            Uzylem sformuowania o glupkach bo o takim Twoim wyczytalem miedzy wierszami
            Twojego posta (postu?). A jezeli Twoja idea nie bylo przemowienie do rozsadku
            to zupelnie nie rozumiem calej wypowiedzi.
            Zanim zarzucisz komus ignorancje w jakiejs dziedzinie zastanow sie czy aby na
            pewno masz do tego podstawy. Skadinad wiem, ze w tym watku istnieje co najmniej
            jedna wypowiedz czlowieka majacego za soba oficjalnie wydane tlumaczenie
            fantasy (niestety nie wiem ktora, bo zmienil (!) ksywe), zauwazylem tez ze
            przyznaje sie do tego Anna M, o sobie juz nie wspomne, bo tlumacze w innej
            branzy.
            Wiesz, sa w sieci forumy, na ktorych wypowiadaja sie profesorowie i inne slawy
            naukowe, a moderatorzy pilnuja poprawnosci merytorycznej. Z Twoim podejsciem
            musze zapytac co tu wlasciwie robisz?

            I jeszcze jedno - nigdy i pod zadnym pozorem nie krytykuje niczyjej
            inteligencji, jak uwazam ja za niska to po prostu nie podejmuje dyskusji.
            Bardzo chcialbym wiedziec skad wyciagnelas wniosek, ze uwazam Cie za glupia?

            PS. Tak mi jakos wychodzi, ze jestes kobieta, jesli nie to przepraszam za forme
            zenska.
            • ksywa Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni 28.02.02, 14:08
              Wiesz, jak na to wszystko spojrzeć z Twojego punktu widzenia, to faktycznie:
              nie powinnam była w ogóle kierować mego posta do tego grona. Zebraliscie się tu
              w miłym i zgodnym towarzystwie, by NA SWÓJ SPOSÓB "podyskutować" nt. "jak
              beznadziejne jest tłumaczenie Łozińskiego". Jak zauwazyłam, trwa to od paru
              miesięcy i jeśli ktoś tu reprezentuje - zarzucane mi po jednym poście (brawo za
              analizę psychologiczną)- egocentryzm i samozadowolenie - to właśnie WY. Nie
              wiem tylko, skąd wziąłeś, ze absolutnie wszystkim, również parającym się
              tłumaczeniami, zarzucam ignorancję? I dlaczego najbardziej ubodło cię, że cos
              wam zarzucam, natomiast w ogóle nie dotarło to, że chciałam wam coś
              uświadomić/wyjaśnić. Prawdopodobnie łatwiej się rzucać niż kogoś wysłuchać tzn.
              dokładnie przeczytać. Ale teraz zrozumiałam - nie powinnam, bo wam jest akurat
              tego typu jednostajna i jałowa wymiana poglądów potrzebna i zgodna z
              upodobaniami. A niejeden się zapewne dzięki temu mocno dowartościował. I tak
              trzymać, bawcie się tak dalej, bo jak Yorick - też pewnie wasz klasyk- napisał
              poniżej: "porównywać może KAŻDY I WSZYSTKO" czyli trawestując - KRYTYKOWAĆ może
              KAŻDY i WSZYSTKO. Aha, rzeczywiście nie nazwałeś mnie głupią, za to na dzień
              dobry potraktowałeś "z buta" i to personalnie, by na koniec protekcjonalnie
              poklepać po ramieniu "post skądinad inteligentny". No to chyba za głupią mnie
              uważasz, sądząc, że to łyknę. Że nie wspomnę już o tym, że inteligentne posty
              powinny być normą;-)Na tym zakończmy,
              ksywa
              • Gość: Illain no to na zakonczenie IP: 212.160.88.* 28.02.02, 14:27
                Juz tylko jedno chcialbym wyjasnic. Nie staralem sie ani przez chwile wyjsc
                poza ramy przyjete dla normalnej dyskusji, jesli czujesz sie obrazona to
                przepraszam, co powiesz na rozpoczecie watku Wymiana Pogladow a Obrazanie?
                Wspominek o inteligentnym poscie byl po prostu zaproszeniem do dalszej dyskusji
                bez inwektyw, nie moge Cie traktowac protekcjonalnie nie wiedzac, czy
                przypadkiem nie wiesz wiecej ode mnie.
                Niestety (i NAPRAWDE bez buta) Twoja reakcja potwierdza moja wstepna opinie o
                braniu wszystkiego do siebie i postrzeganiu poprzez siebie, choc zastanowiwszy
                sie musze przyznac, ze walenie od razu egocentryzmem i projekcja bylo nieco za
                ostre, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, ze wynikalo tylko i wylacznie z
                powaznego i zaangazowanego emocjonalnie odpioru Twojej wypowiedzi.
                Pozostaje z szacunkiem
                Do nastepnego watku ;)))
                Illain
                • ksywa Re: no to na zakonczenie 28.02.02, 15:22
                  Gość portalu: Illain napisał(a):

                  > Juz tylko jedno chcialbym wyjasnic. Nie staralem sie ani przez chwile wyjsc
                  > poza ramy przyjete dla normalnej dyskusji, jesli czujesz sie obrazona to
                  > przepraszam, co powiesz na rozpoczecie watku Wymiana Pogladow a Obrazanie?
                  Nie czuję sie obrażona, co najwyżej zdegustowana i zniechęcona.

                  > Wspominek o inteligentnym poscie byl po prostu zaproszeniem do dalszej dyskusji
                  > bez inwektyw, nie moge Cie traktowac protekcjonalnie nie wiedzac, czy
                  > przypadkiem nie wiesz wiecej ode mnie.
                  Czy określenie "ignorancja krytyków" bądź "bzdurne porównania" to już inwektywy?
                  Czyżby dla nie-wielbicieli Skibniewskiej istniały jakieś inne, bardziej ostre
                  normy zachowania?

                  > Niestety (i NAPRAWDE bez buta) Twoja reakcja potwierdza moja wstepna opinie o
                  > braniu wszystkiego do siebie i postrzeganiu poprzez siebie, choc zastanowiwszy
                  > sie musze przyznac, ze walenie od razu egocentryzmem i projekcja bylo nieco za
                  > ostre, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, ze wynikalo tylko i wylacznie z
                  > powaznego i zaangazowanego emocjonalnie odpioru Twojej wypowiedzi.
                  Moje ogólne i do nikogo personalnie nie skierowane uwagi wywołały śmiertelną
                  obrazę, stwierdzenie, ze jestem wykwalifikowanym i praktykującym tłumaczem -
                  pociągnęły za sobą zarzut egocentryzmu i samozadowolenia (wady dobre jak kazde
                  inne:-), użycie słowa "psycholingwistyka" ironizowanie nt. naukowego zacięcia -
                  kto tu bierze wszystko do siebie i postrzega wszystko poprzez siebie?

                  > Pozostaje z szacunkiem,
                  > Do nastepnego watku ;)))
                  > Illain

                  Równiez z szacunkiem zapewniam, że "do następnego wątku" nie dojdzie, bo od
                  wielbicieli sf, a szczególnie fantasy, będę trzymać się z daleka. Niestety,
                  kobiety taka lektura wzbogaca (wiem coś o tym), a facetom zawęża horyzonty i nie
                  pozwala dorosnąć, co widać było min. na tym forum. MOże ew. Illain nie jest
                  facetem, nie wiem:-))
                  ksywa
      • Gość: Locke Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.02, 21:49
        Kilka komentazy:

        -Jakim prawem ktos porownoje Honde CRV i Nissana Patrol. Przeciez one nie maja
        nic wspolnego! Nie istnieje miedzy nimi zadna relacja! Nawet warsztaty sa
        zupelnie inne. Zrozumieliscie o co chodzi? Porownywac wolno WSZYSTKO i
        KAZDEMU. A zwlaszcza rzecy z jednej bajki, jak np samochody i tlumaczenia
        ksiazek.

        -Autor powyzszego posra wyraznie nie moze sie pogodic z krytyka jego fachu.
        Oczywscie, nasza krytyka jest malo konstruktywna, jako ze nie znamy sie na
        psycholingwistyce, gnostyce, masonerii i cyklistach. Ale wywolala szeroki odzew
        (grubo ponad setka postow). I to sie dla mnie liczy.

        -Ja nie zadalem sobie trudu, i nie przeczytalem wszystkich postow(nie chce
        nabijac kabzy TPSIE), ale wszyscy, ktorzy odpowiadali na moje posty byli
        rzeczowi i zapoznali sie z tematem. Jestem pod wrazeniem i dziekuje wszystkim.

        Locke
    • Gość: Marcin Czytalem TYLKO Lozinskiego i mam pytanie... IP: *.nowysacz.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 23:06
      Witam wszystkich. Z zainteresowaniem sledzilem ta dyspute na temat tlumaczen. Z
      zainteresowaniem tym wiekszym, ze osobiscie czytalem WP tylko w przekladzie
      pana Lozinskiego. Nie znam ani przekladu pani Skibniewskiej, ani tez oryginalu.
      Co do tlumaczenia pana Lozinskiego - na pewno nie uwazam, zeby bylo ono tak
      katastrofalne jak wielu z Was tu twierdzi. Dowodem tego jest fakt, ze
      przeczytalem WP w tym przekladzie po raz pierwszy oraz ze ksiazka mnie
      pochlonela bez reszty i "wsiaklem" w klimat WP calkowicie. A przypuszczam, ze
      gdyby tlumaczenie pana Lozinskiego bylo tak kompletnie fatalne to ksiazka by
      mnie znudzila, albo cos w tym stylu. Jak zauwazylem wiekszosc przeciwnikow
      przekladu pana Lozinskiego za glowne argumenty przeciw uwaza spolszczanie nazw
      wlasnych itd. Ja tez nie przepadam za tego typu zabiegami, byc moze byly
      zupelnie zbedne. Ale w kazdym razie akurat w WP mnie nie razily. (natomiast
      okreslenie "krzat" zamiast "krasnolud" mi z poczatku bardzo przeszkadzalo) Ale
      rozpisalem sie, a nie w tym rzecz. Moje pytanie do osob znajacych przeklad pani
      Skibniewskiej badz tez oryginal brzmi nastepujaco: czy w tym przekladzie, albo
      w oryginale, postaci tez nie mowia tylko "przemawiaja" takim uniesionym tonem i
      wyszukanym slownictwem? Bo na dluzsza mete jest to troszke meczace i nie wiem
      czy po prostu J.R.R. Tolkien tak pisal czy tez jest to zabieg zastosowany przez
      pana Lozinskiego? I jesli "przemowy" pochodza z oryginalu to czy w podobnym
      wznioslym stylu tlumaczyla je pani Skibniewska? Z gory dziekuje wszystkim,
      ktorzy zechca mi odpowiedziec na to pytanie... Pozdrawiam milosnikow Wladcy
      Pierscieni, niezaleznie od preferowanego przez nich tlumaczenia ;-)
    • Gość: Big Ent Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni -kończcie!!!!! IP: *.is.pcz.czest.pl 28.02.02, 07:34
      Dyskusja zaczyna być jałowa. Na szczęscie każdy ma wolna rękę co do wyboru
      przekładu. Większość (jednak!) woli Skibiniewską - moze dlatego że była pierwsza
      (?). Łoziński tez ma swoich fanów i nalezy sie spodziewać że wiele osób, które
      po filmie sięgną po ten przekład uznaja go za jedyny i niepowtarzalny -
      podobnie z Fracami. Pewnie że oryginał jest najlepszy - to dotyczy KAŻDEJ
      jednej ksiażki - nie tylko WP (powtarzam sie) - niestety nie każdy zna na tyle
      dobrze angielski (a trzeba go dobrze znac by docenić kunszt Mistrza).
      Dalsze licytowanie sie "kto lepszy" naprawdę nie ma sensu. Wypada się tylko
      cieszyć, że ludzie kupują i czytają tę ksiażkę - jakość i wierność tłumaczenia
      niech każdy oceni sam.
      • Gość: andrzej Re: tłumaczenie Władcy Pierścieni -kończcie!!!!! IP: 157.25.84.* 28.02.02, 14:10
        wprawdzie wszystko juz zostalo powiedziane, ale i tak dodam swoje trzy grosze
        :)
        po pierwsze, nie zgadzam sie, ze oryginal zawsze jest najlepszy, jak to
        wczesniej napisano. oryginal jest zawsze oryginalowi najblizszy, ale czy
        najlepszy? - niekoniecznie.
        po drugie, oceniac tlumaczenie mozna pod roznymi katami. przyznam sie bez
        bicia, ze ostatnio kupilem i przeczytalem wp w tlumaczeniu lozinskiego,
        nieswiadomy jeszcze calej burzy wokol tego przekladu. choc czytalem wczesniej
        wersje skibniewskiej, bylo to tak dawno temu, ze nie porownywalem podswiadomie
        obu tlumaczen. ale tez i moja wersja lozinskiego zostala zmodyfikowana i
        usunieto z niej ekstremizmy typu tajar, bagosz i krzaty :)
        tak wiec, nieswiadomy calej burzy, przeczytalem wp w tlumaczeniu lozinskiego i
        - szczerze - bardzo nie cierpialem. oczywiscie przyzwyczajony bylem do
        obiezyswiata wiec lazik mnie zdziwil. ale w koncu to przezwisko nadali mu
        nieswiadomi pochodzenia aragorna, wiec pal licho. gorzej z tym, ze stride nie
        oznacza lazic, tylko bardziej kroczyc (chodzi o dlugie kroki, a nie
        majestatycznosc). ale to tez pal licho.
        jeszcze gorzej, ze widzialem strone, na ktorej wytknieto lozinskiemu bledne
        tlumaczenie, a nawet - pominiecie (krotkich wprawdzie) fragmentow wp. jesli to
        prawda, to tlumaczenie jest zle, niezaleznie od niczego. ale tego jeszcze nie
        sprawdzilem, choc mam tez tlumaczenie w wykonaniu tolkiena ;)
        krzaty - krasnoludy: obecnie w jezyku funkcjonuje slowo krasnolud, ktore
        oznacza ni mniej, ni wiecej tylko dwarfa, wiec krzat jest niepotrzebny.
        i tak dalej, i tak dalej.
        ok, podsumowujac: lozinski spolszczyl cala rzecz za bardzo. czy popelnil inne
        bledy - tak mowia. czy skibniewska popelnila bledy - nie mowia. ktore
        tlumaczenie jest lepsze? - jak przeczytam jeszcze raz skibniewska, a takze
        wreszcie w oryginale, to wam powiem. i bedzie to wtedy oficjalne stanowisko
        narodu polskiego!
        :)
        pozdrawiam
        a.
        • Gość: Antek Re: ostatnie wydanie Zysku - poprawiony Łoziński IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.02, 17:45
          Przeczytałem WP (pierwzy raz w życiu) w tłumaczeniu Łozińskiego i Tolkien mnie
          oczarował, powtarzam TOLKIEN a nie Łozińki (ew. Tolien poprzez tłumaczenie Ł.).
          W ostatnim wydaniu wydawca - ZYSK (bez zgody tłumacza!) pozbył się większości
          spolszczonych nazw i powrócił do oryginałów lub tłumaczeń pani S. (np. już są
          krasnoludy, choć został Łazik) i dlatego nie mogę się odnieść do wielu krytyk
          jego pierwotnego (Ł.) tłumaczenia bo po prostu go nie znam. Rozumiem, że na tym
          forum w większości zabierają głos fanatycy Tolkiena i literatury fantasy
          generalnie ale myślę sobie, że to dobrze iż niezależnie od tłumaczenia Tolkien
          zdobywa nowych wielbicieli. O! przepraszam za "wielbiciela" - do nich pewnie
          mogą zaliczyć się tylko wyznawcy tłumaczenia pani S. i szczęsliwi znawcy
          oryginału - swoją drogą jestem pełen uznania dla domniemanej swobody porusznia
          się po nim wielu uczestinków dyskusji - ciekawe, bo Polacy mają np. problemy ze
          zrozumieniem Mickiewicza czy choćby Sienkiewicza bez przypisów. Proszę oświecić
          mnie jaki poziom znajomości angielskiego jest niezbędny do delektowania się
          oryginałem; ogólniak,First Certificate, czy pogłębiona filologia angielska?
          Ktoś napisał tutaj aby skończyć dyskusję i zostawić ocenę jakości i wierności
          każdego każdego z tłumaczeń czytelnikom. Co za bzdura! - aby było to wykonalne
          to wszyscy musieliby znać oryginał! Ludzie, czy naprawdę nie sądzicie że siła
          narracji Tolkiena może egzystować w obydwu tłumaczeniach - przecież mówimy o
          wielkiej literaturze i trzeba byłoby nie lada kunsztu aby ją zniszczyć czy
          stłumić. Ale tak w ogóle to niebawem zabieram się za WP w tłumaczeniu pani S.
          Jestem ciekawy czy czy TO CO PIERWSZE MUSI BYĆ LEPSZE.
          • Gość: Yorick Pierwsze ZNACZY lepsze IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 21:27
            Po pierwsze faktycznie wielu ludzi nie cierpi Łozińskiego TYLKO za
            nazewnictwo i to 'nielubienie' przekłada się na krytykę ad persona -
            wszystkiego, co ma z nim związek. ALE KRYTYKA NAZEWNICTWA jest słuszna. Ktoś
            był pierwszy i zrobił pewien kanon, który się rozpowszechnił, wyszedł poza
            Tolkiena, dał podstawy wszelkiemu nazewnictwu związanemu z Fantasy. Jeżeli ktoś
            teraz zastepuje to nazewnictwem partackim i nieudolnym, to to jest
            świętokradztwo. Może gdyby Łoziński był pierwszy, ocenialibyśmy go inaczej. ALE
            NIE BYŁ. Dlatego ocena tego tłumaczenia przez pryzmat Skibniewskiej jest jak
            najbardziej uzasadniona i, jeśli nawet nie uprawnia do totalnej krytyki,
            delikatnie mówiać nie jest zbyt pomyślna. pzdrv
          • Gość: Artur Re: ostatnie wydanie Zysku - poprawiony Łoziński IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 01.03.02, 19:37
            Witaj.
            Nie jestem fanatykiem Tolkiena, ale czytałem powieść w obu tłumaczniach i muszę
            niektórych zaskoczyć, że nazwy Łozińskiego przypadały mi bardziej do gustu. Na
            pryzkład Łazik, to znacznie fajniejsze niż Obieżyświat. Choć pierwsze
            przesadnie infantylne, to drugie niezwykle nadęte. Niestety, prawda jest taka,
            że dyskusje na temat tłumaczeń opierają się na gustach. Na przykład ciągłe
            używanie przez Skibniewską słowa "popas" w odniesienu do postojów wędrowców nie
            jest niepoprawne, ale według mnie nieszczęśliwe, bo pasać to mogą się konie. A
            przecież ksiązka nie jest tłumaczona w archaicznym sylu uprawniającym używanie
            tego typu stwierdzeń. Ponadto jednak Skibniewską czyta się jakby lepiej. Ale co
            do ŁOZIŃSKIEGO - Zysk nie spolszczył wielu nazw, a na pewno nie zrobił to bez
            zgody tłumacza. Zrobił to za jego zgadą lecz wbrew jego woli. Trochę
            enigmatyczne, ale prawdziwe. Pozostał Jeleniów, pozostał Hobbitów, jest Samwise
            (skądinąd nie wiem, dlaczego Skibniewska tego nie używa?). Ciekawa jest
            przedmowa do wydania WP Muzy (prz. Skibniewskiej) autorstwa Gumkowskiego. Wiele
            wyjaśnia i wskazuje na gafy tej pionierki, jakie zostały już poprawione. Warto
            przeczytać.
            • Gość: arwena To się robi nudne IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.03.02, 08:39
              Skibniewskiej nie lubie przez to jak przetłumaczyła hobbita. W orginale jest on
              wspaniały, a w polskim tłumaczeniu nudnawy. Łozińskiego lubie za jego styl,
              chociaż niepotrzebnie spolszczył Rivendell (Tajar) i Baggins (Bagoszcz).
              Natomiast w poprawinym wydaniu ZYSK'u tych 'błędów' już nie ma. Ostatnio jednak
              miałam doczynienia z tłumaczeniem Marii i Cezarego Frąców i musze przyznać, że
              to wydanie (Amber) bardzo mi się podoba. Państwo Frąc wywiązali się ze swojego
              zadania prawie bez zarzutów. Napewno dodatkowym ich plusem jest ciekawe wydanie
              z ilustracjami Alana Lee. Nie mniej jednak musze stwierdzić, że wszystkie
              dyskusje na temat tłumaczeń są bezsensowne i nużące (przynajmniej dla mnie). Na
              każdym forum poświęconym twórczości Tolkiena pojawia się ten problem. Na każdym
              forum jest to samo. Tu nie można wnieść już nic nowego. Dwieście pare wpisów z
              czego trzy 3/4 praktycznie niczym się od siebie nie różnią.
              • frant Re: To się robi nudne 03.04.02, 18:46
                Co do stylu obu tłumaczeń znam dobrze przekład Łozińskiego, a ze Skibniewską
                zapoznałem sie niedawno i uwarzam że styl Łozińskiego nie umywa się do stylu
                Skibniewskiej (czytając Łozińskiego zastanawiałem się czy to Tolkien tak pisał
                czy to tylko sprawa przekładu). Wg. mnie Łoziński urzywa słownictwa nader
                pospolitego, ale to juz rzecz gustu.

                PS. Zgadzam się że dyskusja na ten temat nie przyniesie nic nowego i nie ma już
                najmniejszego sensu.
                • Gość: az A ja lubię Łozińskiego!!! IP: 2.4.STABLE* / 10.2.55.* 24.04.02, 18:06
                  Tak,tak,tak wolę tłumaczeie Łozińskiego! Pierwszy raz czytałam władcę w klasie
                  trzeciej szkoły podstawowej i nie wiedziałam jak czyta się Shire, czy Baggins
                  (nie każdy ma talent do języków). W tłumaczeniu Łozińskiego bardzo podoba mi
                  się spolszczenie nazw, wydają się wtedy berdziej "swojskie". Dobrym pomysłem
                  było wprowadzenie nazwy krzat, krasnolud kojarzy się z małym ludkiem w
                  czerwonej czapeczce!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka