Gość: boonki
IP: *.promax.media.pl / 192.168.2.*
07.06.02, 23:38
Wszedł do knajpy. Od razu zauważył przybity na ścianie ochłap mięsa, może
dlatego, że od miesiąca nie zjadł porządnego kawałka mięsa. Było pusto. Tylko
barman i jakiś staruszek śpiący przy barze. Usiadł przy nim i ściągnął
kapelusz. Barman jakoś leniwie spoglądał na niego i wyraźnie nie miał ochoty
nikogo obsługiwać. Rozejrzał się po sali. W kącie stała stara szafa grająca i
sączył się z niej jakiś stary kawałek. Resztę sali zajmowały stoliki i krzesła.
Jednak wyraźnie od dawna nikt z nich nie korzystał. Były pokryte gęstą siecią
pajęczyn i kurzu. Jego zakurzony strój nie odstawał zbytnio od nastroju lokalu.
Kiwnął na barmana, lecz ten nie zareagował i dalej leniwie wycierał szklankę.
-Barman- przerwał milczenie. Szafa jakby zareagowała na jego głos i przestała
grać.
-Barman stek!- przebudził się nagle staruszek, a barman z wyrzutem spojrzał na
nowego przybysza.
-Po co się pan odezwał. Teraz nie zaśnie i będzie przez cały czas bredził o
steku.
-Kiwałem do pana- próbował się tłumaczyć.
-Kiwał pan, kiwał no i co z tego, że kiwał i tak nic nie ma.
-Barman stek!- wrzeszczał staruszek i co chwila walił pięścią w blat.
-Widzi pan. Teraz się nie uspokoi i szafę pan zepsuł.
-Daj mi coś do przepłukania gardła i zaraz się wynoszę.
-Mówił już, że nic nie ma.
-To po co tu siedzicie. Zamknij pan tę ruderę.
-Ruderę?!- nagle zerwał się- Wypraszam sobie. To porządny lokal. Dostaliśmy
koncesję i wywiązujemy się ze wszystkich punktów regulaminu. Nie sprzedajemy
alkoholu nieletnim...
-Przecież nic nie macie.
-A czy to ważne?
-Barman stek! –staruszek nie ustępował.
-Widzi pan, co pan zrobił.
-Niech da mu pan ten stek, to się uspokoi.
-Zwariował pan? A skąd niby mam wziąć stek?
-A te mięso na ścianie?
Barman nagle poderwał lekko głowę i jakby nic wrócił na swoje miejsce wycierać
swoją szklankę.
-Barman stek!- staruszek stanął na krześle i przeskoczył przez bar- Znajdę go!
Czuję, gdzieś tu jest! Zrobię sobie wypieczony, a potem krwisty!
Staruszek zniknął na zapleczu, a po chwili zaczęły stamtąd dochodzić odgłosy
przewracanych mebli i tłukących się naczyń. Przybysz wstał i podszedł do szafy
grającej.
-Znam się trochę na tym. Za kawałek mięsa mogę to naprawić.
Barman nic nie odpowiedział, dalej był zajęty szklanką. Nie wiedział co zrobić.
Ten kawałek mięsa wyglądał naprawdę apetycznie. Następnej knajpy pewnie długo
nie znajdzie.
-Co mi szkodzi- pomyślał i zabrał się do roboty. Wyglądała już na bardzo
zużytą, ale jakby coś podkręcił pewnie jeszcze zagra kilka kawałków. Odstawił
ją od ściany. Spojrzał ponownie w stronę barmana, ale ten dalej nie reagował
tylko czyścił swoją ulubioną szklankę. Z zaplecza dochodziły odgłosy tłuczonych
naczyń i przekleństw staruszka. Odpiął płaszcz i z masy narzędzi wybrał zielony
śrubokręt. Usiadł w kucki i zabrał się za starego rupiecia. Szafa właściwie
była w dobrym stanie, dokręcił tylko kilka śrubek i poprawił pasek na wałku.
Tymczasem staruszek wybiegł z zaplecza i zaczął latać po sali wywracając
wszystko co stało na jego drodze. Barman za to zniknął na zapleczu zostawiając
na blacie swoją ulubioną szklankę. Przybysz pomyślał, żeby skorzystać z okazji
i po prostu gwizdnąć ten kawałek mięsa. I tak pewnie wszystko by spadło na
staruszka. Jednak tylko wrzucił piątaka do szafy, którego w niej znalazł.
Wybrał kawałek GIVE ME THE MEAT. Poleciała ta sam piosenka, która go przywitała
gdy wchodził do lokalu. Nagle staruszek stanął, otrzepał swoją zabrudzoną
marynarkę i jak w transie wrócił na swoje miejsce przy barze. Po chwili już
delikatnie chrapał. Z zaplecza wrócił barman.
-Naprawiłem- szepnął przybysz wskazując na szafę.
-Teraz nie musi pan szeptać. Stary pośpi sobie i to mocno.
-Mówiłem, że naprawiłem szafę.
-Wziął pan piątaka i wrzucił z powrotem, też mi naprawa.
-Wypraszam sobie. Jestem dyplomowanym elektrykiem.
-I tak nie mogę nic panu zaproponować , bo nic nie ma.
-A ten kawałek mięsa?- spojrzał łapczywie na ścianę.
-To nie możliwe. Według regulaminu lokal musi zawsze dysponować świeżym
stekiem. Gdybym się go pozbył musiałbym zamknąć interes. Należymy przecież do
serii barów HOT-STEAK , musimy mieć zawsze świeży stek dla klienta.
-To świetnie, prosiłbym o świeży stek.
-Mówiłem, że nic nie mamy- spojrzał na niego jak na półgłówka.
-Przecież...
-Nie mogę. Tak to już dawno bym stracił ten ostatni kawałek na steki dla tego
starucha. Dzięki Bogu, że już prawie nic nie widzi. Zawsze kiedy się budzi robi
taki burdel, za przeproszeniem. Dobrze, że muzyka go uspokaja.
-To właściwie czym wy się tu żywicie? Przecież nie kurzem.
-Głupie pytanie. Nie samym mięsem człowiek żyje.
-A macie coś innego?
-To znaczy?
-Coś do zjedzenia, do wypicia.
-Ile mam panu powtarzać, że nic nie ma?
-Mogę zapłacić.
-Zapłacić, zapłacić. Wy przyjezdni tylko o pieniądzach. Są przecież inne rzeczy
na świecie.
-Wiem mięso-dodał przez zęby.
-Przepraszam, ale muszę posprzątać na sali- obrócił się i wziął się za robotę.
Przybysz jednak nie chciał dać za wygraną. Wciąż spoglądał na ten soczysty
kawałek. Barman nie wyglądał na takiego, który potrafi złapać za szmaty i
wyrzucić z lokalu na zbity pysk.
-To ja już pójdę. Do zobaczenia- założył kapelusz. Barman nic nie odpowiedział,
tylko szamotał się z krzesłami na sali. Zapiął płaszcz i nagle wskoczył na blad
baru. Szybkim cięciem odciął spory kawałek mięsa, zeskoczył i był już przy
drzwiach. Uśmiechnął się na myśl o kolacji.
-To pa- dodał i chwycił za klamkę- nagle zesztywniał, zaczął się trząść.
Kurczowo ścisnął mięso, jego płaszcz zamigotał jak świąteczna choinka. Po
chwili upadł.
-Stary obudź się-krzyknął barman- grzej na kuchni będą steki.
Chwycił ciało za ręce i zawlókł na zaplecze. Po kilku minutach wyszedł z
kawałkiem mięsa i przybił pośladki przybysza do ściany.
-Też mi dyplomowany elektryk- wycedził z siebie i wykałaczką zaczął wybierać
resztki steku z zębów.