an-nah
02.08.02, 17:30
Rozdział 5.
Dłonie człowieka pogrążonego w śpiączce są lodowate.
Jego oczy są zamknięte i tylko krótkie, urywane błyski
na elektrokardiogramie świadczą o tym, że jeszcze żyje.
Lekarze robią co mogą, ale szanse są znikome. Człowiek
umiera.
Przecież my tego nie chcemy...
Oczywiście. Ale kiedy się jest najbogatszym człowiekiem
na świecie ma się wielu wrogów, a oni z pewnością chcą.
Nie da się nic zrobić, gdy trafia się na silniejszego
od siebie. Można tylko uciec... lub umrzeć.
David... - Jego dłonie są takie zimne, takie zimne... -
David, kochany... - Z oka kobiety spływa łza, spływa
powoli po niebieskiej plamie tatuażu, po policzku, na
kołnierz jedwabnej, kremowej bluzki. - Robimy co
możemy... obiecałam... pieniądze nie mają znaczenia,
ważne, żeby im się udało... Boże, Boże... Dostanę ją w
swoje ręce, dostanę...
- Ciociu?
Kobieta odwróciła głowę i spojrzała na jasnowłosą
dziewczynę trzymającą rękę na jej ramieniu.
- Słucham cię, Sam.
- Ciociu... to znaczy Fox... jesteś zmęczona... masz
czerwone oczy... wracaj do domu, ja z nim zostanę.
Fox z bladym, smutnym uśmiechem pogłaskała Samanthę po
grzbiecie dłoni.
- Jesteś kochana, Sam, ale powinnam być przy nim...
- A Aleksander? Powinnaś się nim zająć... ja... wiem,
jak to jest, kiedy nie ma przy tobie matki... Idź do
syna, ja tu zostanę...
- Dobrze, Sam. - Fox wstała, wciąż ściskając bezwładną
dłoń męża. - Jesteś kochana, Sam. - powtórzyła.
Dziewczyna usiadła na jej miejscu z ciężkim
westchnieniem. Spojrzała na nieprzytomnego Xanatosa.
Nie mogła już płakać, ale wciąż czuła się okropnie. Nie
wystarczyło, że kilka miesięcy temu straciła matkę? A
teraz jeszcze to i wciąż istniała obawa, że to nie
koniec. Kimkolwiek była ta istota, Sam czuła, że
jeszcze ją zobaczy... Dlaczego policja nic nie może
zrobić? - pomyślała. Nigdy w życiu nie czuła się
bardziej bezradna. Matka umarła nagle, teraz ludzkie
życie przepływało Sam pomiędzy palcami a ona nie mogła
go chwycić i zatrzymać.
***
- Jak się czuje?
- Przecież widzisz, Kathy.
- Aha.
- Widzisz - tłumaczyła Kristine. - to jest EKG. Jak nie
jest płaskie, to znaczy, że żyje.
- Kristy... - szepnęła Sam zbolałym głosem, ale na
więcej protestów nie starczyło jej sił. Musiała poza
tym przyznać, że Kristy od wczoraj zachowywała się
wyjątkowo spokojnie.
Kathy położyła dłoń na ręce Xanatosa. Zamknęła oczy...
...i otwarła je szybko, próbując złapać oddech.
Prawie... czyżby jej się zdawało? Widziała to znowu,
lecz tym razem widziała dokładnie twarz, czerwone włosy
i oczy płonące wściekłością. Poczuła ból.
- Kathy?
- Nic... - szepnęła. Wolała nie mówić. A jeśli to coś
złego? Jeśli okaże się, że jest chora? Zabiorą ją do
szpitala... Lepiej nie wiedzieć...
To nie byłoby takie złe. - myślała, wracając z Kristy
do domu. - Będę dużo wiedzieć i dowiem się, co
ukrywają. I znajdę tego potwora... Kristy będzie ze
mnie dumna... - popatrzyła na starszą siostrę. Kristine
szła, zerkając co chwila na sklepowe wystawy. - O czym
myśli? - zastanowiła się dziewczynka. Skupiła się,
zaciskając oczy. Bez efektu. Ścisnęła dłoń Kristine.
Wciąż nic. - Pomyliłam się. - pomyślała zawiedziona. -
Szkoda.
W drodze do domu Kristine kupiła sobie komiks. Czytanie
go w windzie pomogło jej rozładować napięcie: stojąc
tak długo bez celu człowiek zaczyna myśleć o różnych
rzeczach... A tak przynajmniej mogła się pośmiać trochę
nad przygodami małego, naiwnego Son Goku. Kathy stał w
kącie nie odzywając się. Musiała myśleć nad czymś
intensywnie.
Gdy znalazły się już na swoim terytorium Kristy jak
długa wyciągnęła się na łóżku, aby dokończyć czytanie.
Kathy usiadła przy komputerze. Zamierzała zagrać w coś,
może zajrzeć do internetu, nie była pewna, ale
wiedziała, że musi się czymś zająć. Żeby nie myśleć.
Żeby się nie zastanawiać.
Kristine tymczasem skończyła czytać. Wstała i
przeciągnęła się, aż zaskrzypiały kości palców. Miała
ochotę się przejść.
- Która godzina?
- Późna. - rzuciła Kathy znad klawiatury.
- Jasne. - mruknęła Kristy i przeciągnąwszy się raz
jeszcze (Jej kości naprawdę potrzebowały ruchu.)
podeszła do wyjścia. - Idę gdzieś... na spacerek... Jak
Sam wróci, to może sobie poczytać mojego ?Dragon
Balla?, ale niech nie zniszczy. I powiedz jej, żeby...
a niech to... żeby tylko wróciła wcześnie, bo...
- Kristy...
- Tak? - dziewczyna była już niemal przy drzwiach.
- Narysuj mi... Jean Gray... - Kathy poczuła, że serce
jej bije, gdy o tym myśli. - albo... Deanę Troi... Lytę
Aleksander... nie wiem.
Co? - Kristine poczuła zdziwienie dopiero za drzwiami.
- Dlaczego? - odwróciła się i spojrzała na plecy swojej
siostrzyczki. Poczuła dreszcz przebiegający po
kręgosłupie. Jean Gray... ale czemu? Szła powoli
korytarzem. Wyobrażała sobie wiele rzeczy ale nigdy nie
przyszło jej do głowy coś takiego. Czyżby miała aż tak
ograniczoną wyobraźnię? Zamek... wuj miliarder...
dziwne opowieści... Mid... Labirynt... napaść...
Kathy?... A niech to!
- Panienko Kristine?
No tak, w dodatku ten Owen, denerwujący jak zawsze,
zachowujący się, jakby nie miał uczuć, w tym
nieskazitelnym garniturze i dużych, okrągłych okularach
o cieniutkich oprawkach. Nienawidziła zwłaszcza jak
zwraca się do niej przez ?panienko?.
- Tak? - rzuciła zdenerwowanym i urażonym tonem.
- Chciałbym powiadomić, że pani Fox będzie wkrótce
jechać do szpitala. Zapewne panienka Samantha niedługo
wróci.
- Dzięki.
- Wybierasz się gdzieś?
- Do biblioteki. - burknęła.
Owen skinął głową i odszedł gdzieś, prawie się ulotnił,
jak to miał w zwyczaju. Nie raz już Kristy zauważyła,
że ten człowiek ma niezwykły talent do znikania i
pojawiania się w najmniej odpowiednich momentach.
Wydawał się prowadzić własne życie, w którym praca dla
Xanatosa stanowiła jedynie drobny ułamek jego zajęć.
Ten facet to kolejna zagadka. - pomyślała, popychając
ciężkie drzwi biblioteki.
To miejsce zawsze wywierało na wchodzącym
przytłaczające wrażenie. Wysokie pomieszczenie pełne
było sięgających sufitu szaf wypełnionych po brzegi
książkami wszelkich możliwych rodzajów. Przez prawie
dwa miesiące pobytu na zamku dziewczęta zdążyły już
przyjrzeć się książkom na tyle, aby zorientować się, że
można tu znaleźć zarówno literaturę popularną, jak i
światowe arcydzieła czy dzieła naukowe. Było nawet
miejsce, gdzie przykryte kurzem leżało kilka ciężkich
oprawnych w skórę woluminów pisanych po łacinie. Kristy
przejrzała dwa z nich, ale Samantha twierdziła, że od
dotykania samych ich okładek cierpnie jej skóra.
Inną ciekawą rzeczą był przylegający do biblioteki
pokój. Wyglądało na to, że ktoś tam urzęduje, ale nikt
nie wiedział kto. Pomieszczenie było urządzone niezbyt
może elegancko, ale funkcjonalnie: stał tam telewizor i
wideo, sprzęt muzyczny, stół, fotele i krzesła, stół z
komputerem. Wyglądało na to, że jest to czyjś pokój
dzienny. Pomieszczenie było przeważnie zamknięte, ale
Kristy parę razy już się do niego zakradła. Wiedziała,
że jego właściciel posiada ciekawą kolekcję płyt, kaset
wideo i gier komputerowych. Że lubi czytać i czasem
zostawia tam jakąś książkę z biblioteki. Że czasem na
stole można znaleźć jakąś enigmatyczną notatkę,
najwyraźniej skierowaną do kogoś wiadomość, napisaną
pismem nie należącym ani do Xanatosa, ani do Fox, ani
nawet do Owena.
Tym razem drzwi do tajemniczego pokoju były uchylone.
Kristy wsadziła głowę do środka. Jak zwykle ? wewnątrz
nie było nikogo. Cały sprzęt był wyłączony, na stole
leżało kilka założonych książek i nienaruszona torebka
chipsów. Dziewczyna wślizgnęła się do środka, podeszła
do szafy z płytami. Ileż już razy miała ochotę, żeby
ich posłuchać! Podobnie jak w bibliotece było tu niemal
wszystko, w każdym bądź razie ze wszystkich rodzajów:
od klasyki aż po techno, i to techno dobrej jakości.
Wyciągnęła jedną z płyt. Soundtrack do ?Mision:
Imposible?. Uśmiechnęła się. Coraz bardziej lubiła tego
kogoś.
Zerknęła za okno. Niebo zrobiło się już szare,
właściwie chmury przeszkadzały w dostrzeżeniu, c