Dodaj do ulubionych

NAPISZ OPOWIADANIE!

IP: 217.117.129.* 25.01.02, 09:55
Oki tu jest pierwsza część. Możecie:
A)napisać co wogóle o tym sądzicie, o moim stylu, itp.
B)Sami dopsać dalszy ciąg.
Pamiętajcie: Nie zabijamy cudzych bohaterów, Możemy wprowadzać nowych, tylko
też nie za dużo. Nie zmieniamy charekterów bohaterów. I to by było na tyle. Sam
oczywiście też się dopisze od czasu do czasu. A oto pierwsza część:


Daxy zaczął biec. Musiał zdążyć. W końcu był czarodziejem i buntownikiem
zarazem. W jego głowie pojawił się strach; Powoli, nieubłagalnie, zatrzymywał
go. "Nie mogę pójść od frontu, przecież tych którzy będą wchodzili frontowymi
dzwiami po prostu zmasakrują. Musze wejść z boku" Wpadł do jakiejś kamienicy.
Gdy wbiegał wąską klatką schodową zatrzymało go dwóch typów. Jeden Ubrany w
łachany i czarny płaszcz, drugi w kolorowej, obszarpanej kurtce. Pierwszy na
powitanie rzucił wiązanke, poczy przemówił bardziej po ludzku:
-Kasa głupi gnojku!
-ja ci dam kasę - oparł
Rzucił ich o schody samą wolą. Obydwaj Pobiegli sprintem do góry.
Wreszcie dotarł na dach. Obrócił się twarzą do Twierdzy. Nienawidził na nią
patrzeć. Teraz musiał. Tam w końcu mieszka Tyran, Baron Zagdabb.
Oczywiście tytuł barona sam sobie dołożył. Sam uznał się władcą tego kraju. Sam
stwierdził, że ludność można wyzyskać do granic sił i możliwości.
I znowu sprint, tym razem przez dachy. Od czasu do czasu pomagał sobie czarem
lewitacji. Już ostatni dach, potem trawnik otaczający Twiedzę.
Popatrzył na ludzi zbierających się przed bramą. Drzwi frontowe, wysokie na 6
metrów, otwarły się. Wysłał swoich czarodziejów. Daxy się nie mylił. Zaczęło
sie....
Obserwuj wątek
    • rose2 Re: NAPISZ OPOWIADANIE! 25.01.02, 13:32
      A. Jak dla mnie to zdana sa zbyt krotkie.
      B. Nigdy nie bylam dobra z wypracowan (wole ulamki), wiec raczej sie nie dopisze
    • anka++ Re: NAPISZ OPOWIADANIE! 25.01.02, 23:52
      B. Zaczęło sie... Tylko co? Dlaczego akurat dziś, 15 maja-w rocznicę objęcia
      przez siebie władzy w Rijaah baron wysyła swoich ludzi w głąb kraju? A może
      data nie ma tu żadnego znaczenia? Może przyczyn należy się dopatrywać raczej w
      coraz częstszych doniesieniach o atakach buntowników z Południa?
      Rozmyślania Daxy'ego zostały przerwane dość niespodziewanie. I bardzo
      brutalnie. Nie zdążył się nawet zdziwić nagłym poruszeniem za swoimi plecami,
      gdy mocne uderzenie w tył głowy zwaliło go z nóg. Leżąc, usilnie starał się nie
      tracić przytomności i dokończyć proste zaklęcie paraliżujące. Na więcej nie
      miał sił.
      Napastnik chwilowo usadysfakcjonowany przebiegiem zajścia nie ponowił ataku. I
      to go zgubiło. Gdy Daxy w końcu zebrał dość sił by się podnieść on stał nad nim
      nadal, w pozie jasno wskazującej na to, jak zamierzał wykorzystać trzymany w
      ręku nóż. Na szczęście czar unieruchomienia będzie działać jeszcze parę ładnych
      minut-pomyślał Daxy...
      • Gość: An-Nah Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: *.chello.pl 26.01.02, 12:33
        Wyślizgnął się spod zatrzymanego w połowie ruchu,
        pochylonego nad nim napastnika i zanim zaklęcie straciło
        swoją moc, był już przy murze twierdzy. Poruszał się
        teraz z wielką ostrożnością, cicho jak skradający się
        kot. Zobaczył drzwi. Małe wejście w ścianie twierdzy, o
        dziwo, nie strzeżone. "To zbyt łatwe" - pomyślał, ale
        nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły bez trudu, zawiasy
        zaskrzypiały lekko. Daxy odczekał chwilę, wstrzymując
        oddech. Na szczęście przenikliwy dźwięk nie zaalarmował
        strażników ani służby. Daxy skierował się w stronę
        prowadzących w górę schodów...
        • Gość: Geezoos Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: 10.128.131.* 01.02.02, 20:11
          Wszedl na pierwszy stopien i wychylil sie jak tylko mogl najdalej. Nikogo.
          Schody sie w nieskonczonosc. Wszedobylski kurz wciskal sie w nozdrza, wirowal w
          smugach swiatla wpadajacych z malych, podluznych okienek. Daxy powoli,
          przylegajac do zewnetrznej sciany, zaczal swoja mozolna wedrowke w gore. Cisza
          byla niemalze doskonala. Czarodziej slyszal bicie swojego serca tak glosne, ze
          obawial sie ze zdradzi jego obecnosc. Rece lekko drzaly, gdy bezwiednie
          przesuwaly sie po chlodnym murze za nim. Pot zaczal skraplac sie na jego czole,
          oddech stal sie plytszy i szybszy. Daxy posuwal sie w gore powoli, wiedzial ze
          szybka wedrowka moze oznaczac tylko zgube. Nagle cos sie poruszylo, dokladnie
          nad glowa maga. Czasu starczylo tylko na szybki unik. Przebudzony nietoperz
          musnal skrzydlami policzek Daxyego i zniknal za zakretem schodow drgajac cialem
          w nierownym locie. Czarodziej stal jeszcze chwile w miejscu, starajac sie
          opanowac szalenczy rytm bicia swojego serca.
          - cholerna latajaca mysz - szepnal. Jednoczesnie w myslach pomyslal, ze malo
          brakowalo a przez malego ssaka wszyscy dowiedzieliby sie o jego bytnosci.
          Wciagnal gleboko powietrze i wszedl na nastepny stopien. Cos zajasnialo w
          gorze. Kilka stopni dalej oczom Daxyego ukazala sie niewielka, pusta sala z
          wielkimi, okutymi zelazem drzwiami. Nie one byly jednak najwazniejsze. W ich
          progu stal rycerz w czarnej zbroi, opierajac sie na niespotykanych rozmiarow
          mieczu.
          - Jestes wreszcie, dlugo to ci zajelo - rzucil jakby od niechcenia przerazajacy
          maz.
          - Nie przyszedlem tu zeby z toba dyskutowac. Gdzie TO jest?
          - Chyba nie sadzisz ze ci to powiem - rycerz zasmial sie, ale byl to smiech
          wymuszony, nieprzyjemny.
          - Dosc tego - zasyczal przez zeby Daxy. Lewa reke wysunal przed siebie
          prostujac palce. Prawa dlon powerdowala ku gorze, by po 2 sekundach momentalnie
          opasc po luku, zrownujac sie z lewa. Nastapil oslepiajacy blysk, powietrze
          stalo sie w jednej chwili suche a z rak maga wystrzelila niebieska kula. Czarny
          rycerz nawet nie drgnal. Z kamienna twarza obserwowal zblizajaca sie ku niemu
          zmaterializowana energie. Wybuch rzucil go na sciane. Do Daxyego dotarl tylko
          loskot zbroi rzuconej o gruby mur. Widok przeslanial kurz i pyl. Mag postapil
          kilka krokow na przod, by z przerazeniem dostrzec sylwetke rycerza zarysowujaca
          sie na tle sciany.
          - Tylko na tyle Cie stac? To zalosne.
          - Ale jak? Ttto niemozliwe! - wybelkotal do siebie Daxy
          Czarny maz zasmial sie szyderczo.
          - Magia - rzucil w przestrzen - tak latwo zneutralizowac ta enegie. Zobaczymy
          jak ty poradzisz sobie z moim mieczem.
          Postapil krok naprzod, wylanajac sie calkowicie z obloku pylu. Jego napiersnik
          byl tylko lekko osmalony, nic wiecej. "Zbroja odbicia magii" pomyslal Daxy.
          Rycerz zblizal sie niespiesznie, jak mysliwy do zajaca zaplatanego we wnyki.
          - To koniec, robaku - zakpil
          Mag zwezil oczy i wciagnal gleboko powietrze. Jego dlonie powedrowaly ku
          paskowi spodni. Zza siebie wyciagnal 2 Colty cal.45. Nacisnal oba spusty
          jednoczesnie.
          - Zneutralizuj to! - zawyl w strone rycerza.
          Potworny huk prawie rozsadzil mu czaszke. Nadgarstki tanczyly w rytm
          naciskanych cyngli. Klik, klik, klik, klik... Cisza jaka nastala po kanonadzie
          az ranila uszy. Czarny olbrzym lezal w kaluzy krwi, jego magiczna zbroja byla
          powyginana i poszarpana w kilkudziesieciu miejscach. Daxy przeszedl obok trupa
          obojetnie. Drzwi staly przed nim otworem...
          • Gość: Geezoos Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: 10.128.131.* 01.02.02, 20:13
            Sorki, troche skopsalem klimat, ale mysle ze mi to wybaczycie. Wszak tu chodzi
            o zabawe :)))
            Pozdrawiam
            • Gość: An-Nah Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: *.chello.pl 02.02.02, 09:31
              Gość portalu: Geezoos napisał(a):

              > Sorki, troche skopsalem klimat, ale mysle ze mi to
              wybaczycie. Wszak tu chodzi
              > o zabawe :)))

              Eeee, spoko! Colty = klimacik a'la Arcanum ;) mnie sie
              podobalo. Poza tym, masz fajny styl!
              • Gość: digan Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: 217.117.129.* 04.02.02, 18:06
                Chiba nam sie troche rozjechało to wszystko, ale nic.
                • Gość: An-Nah Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: *.chello.pl 04.02.02, 18:25
                  Czyżbyś też widział na stronie chaos i poprzesuwane
                  listy? Skąd to się bierze (widziałam to takze na innych
                  forach)?
                  • Gość: Geezoos Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: 10.128.131.* 04.02.02, 19:29
                    Hehe, cos sie porypalo. Teraz to juz wyszla kompletna abstrakcja :)) Ciekawe
                    czy ktos sie w tym polapie? Ale nie zrazajmy sie, ja jeszcze kumam.
                    Pozdrawiam
    • Gość: An-Nah Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: *.chello.pl 31.01.02, 07:53
      No, pnie autorze, pozostali! Ruszcie się! Co dalej? Ja
      mam pomysł, ale głupio tak pisać bezpośrednio po
      własnym fragmencie... to ma być wspulne opowiadanie, nie?
      • anka++ śmiało, śmiało! 31.01.02, 23:36
    • Gość: An-Nah Pojawia się nowa postać! IP: *.chello.pl 02.02.02, 09:43
      Yerlee usłyszała hałas w odległej części korytarza.
      "Przeklęci rebelianci" - pomyślała - "wszystko
      zepsują!". Spojrzała na zegarek. Jedenasta. A więc
      armia barona powinna już była wyruszyć. Ściągnęła
      suknię i przez chwilę oglądała w lustrze swoją smukłą
      figurę, poczym ubrała kosulę, spodnie i wysokie buty,
      wszystko w czarnym kolorze. Za cholewką każdego buta
      ukryła sztylet o długim, ciękim ostrzu, wyposarzony w
      zbiorniczek trucizny ukryty w rękojeści. Trzeci
      sztylet, lśniący od ozdabiających jelec klejnotór,
      miała w pochwie u pasa. Skupiła się, by rzucić czar.
      Teraz strażnikom będzie się wydawało, że widzą
      dziewczynę w wytwornej, zielonej i nie budzącej żadnych
      podejrzeń sukni.
      Wyjrzała na korytarz. Strażnik strzegący jej komnaty
      pochylił głowę, gdy przechodziła. Yerlee uśmiechnęła
      się krzywo, mijając go. Ci głupcy nie spodziewali się,
      jaka czeka ich niespodzianka...
    • Gość: Geezoos Pojawia sie nowa postac c.d. IP: 10.128.131.* 02.02.02, 14:43
      Spieszyla sie, jednak wiedziala ze zbyt szybki krok moze wzbudzic
      podejrzenia. "Zachowuj sie jak dama" upomniala siebie w myslach. Nie bylo to
      jednak latwe. Czekajace ja zadanie bylo jak magnes. Przyciagalo i zmuszalo do
      pospiechu. Czula sie jak male dziecko, ktore drzacymi rekami rozrywa
      niecierpliwie opakowanie prezentu. Usmiechnela sie gorzko. W tym wypadku jej
      podarek musi byc odpakowany starannie i powoli. Skrecila w waska odnoge
      korytarza prowadzaca na schody. Nagle, tuz przed nia, otworzyly sie drzwi z
      ktorych wyszedl gwardzista. Zobaczywszy kobiete przystanal i zlozyl gleboki
      uklon, opuszczajac skromnie oczy. Yerlee podniosla lekko glowe i przeszla obok
      zolnierza, nie zaszczycajac go nawet jednym spojrzeniem. Byla juz prawie na
      schodach gdy uslyszala charakterystyczny szczek wysuwanego z pochwy miecza.
      Momentalnie odwrocila sie jednoczesnie siegajac prawa reka ku sztyletowi na
      pasie. Mezczyzna stal kilka metrow od niej. W dloni trzymal krotki miecz,
      standartowe wyposarzenie gwardii zamkowej, w jego oczach czail sie strach.
      - Pani - powiedzial niepewnie - wybacz, ale wzbudzasz moj niepokoj. Twoja
      suknia... - urwal w pol zdania.
      Yerlee zaklela. "Czar sie rwie, jestem niedaleko celu" pomyslala. Przeniosla
      wzrok na zolnierza. Ten stal nadal w miejscu, jednak na jego twarzy nie
      malowalo sie juz zaklopotanie. Ruszyl w strone kobiety powoli wznoszac miecz.
      Yerlee szybkim ruchem wydobyla sztylet i rzucia nim w gwardziste. Ostrze
      musnelo ramie zbrojnego i uderzylo w sciane z nim. Brzek spadajacej broni na
      kamienna posadzke rozlegl sie echem po pustym korytarzu. Zolnierz podszedl
      jeszcze dwa kroki, zawahal sie, podszedl jeszcze jeden, po czym zwalil sie na
      posadzke z loskotem. Trucizna rozprzestrzeniala sie po organizmie z
      przerazajaca szybkoscia. Mezczyzna tarzal sie po podlodze, z ust toczyl krwawa
      piane. Yerlee patrzyla na ta scene jak zahipnotyzowana. Ocknela sie dopiero gdy
      rycerz w konwulsjach zaczal uderzac mieczem w podloge. Halas niosl sie po calym
      korytarzu, w kazdej chwili mogl sciagnac na glowe kobiety klopoty. Podbiegla do
      konajacego gwardzisty i mocno kopnela go w podbrodek. Jego glowa odskoczyla do
      tylu z ogromna szybkoscia. Rozlegl sie cichy trzask pekajacego kregoslupa, po
      czym wszystko pograzylo sie w niczym niezmaconej ciszy. Kobieta podniosla swoj
      sztylet, po czym wbiegla na schody...
      • Gość: Sol Re: na scenę powraca Daxy.... IP: 10.128.131.* 02.02.02, 17:22
        Wszyscy zajeli sie uroczą Yarlee, a co dzieje się z dzielnym Daxym? : ))

        Drzwi staly przed nim otworem... Ostrożnie wysondował przestrzeń przed sobą
        wysyłając czar przenikliwego wzroku. Nic, zadnego ruchu, zadnych zmian
        temperatur. Powoli przekroczył próg. Puste pomieszczenie bylo tylko kolejna
        sala w amfiladowym ciągu. W takim razie, czego strzegł Czarny Rycerz?-pomyslał
        Daxy-dlaczego postawili go na mojej drodze? Zwiększył czujność. Jeszcze krok do
        przodu...Nadal nic...Cisza... W ciemności dostrzegł zarys następnych drzwi. Nie
        miały na sobie magicznych pieczęci. Tym gorzej-w umyśle Daxyego zapaliła sie
        ostrzegawacza lampka-za tymi drzwiami czekaja kolejne kłopoty, ale jakiego
        rodzaju? Gwałtownie pchnął ciężkie drewniane skrzydło drzwi. Z impetem wpadł w
        mgłę wirujących, krwistoczerwonych drobinek. Te ruchliwe maleństwa raniły jego
        skórę niczym opiłki metalu. Były wszedzie, krok w prawo, krok w lewo; cofnał
        się - czerwone punkciki były i tam. Twarz Daxyego naznaczona była ich
        ukłuciami. Poprzez mgławicę nie był w stanie niczego dostrzec, nie wiedział czy
        wir został zakotwiczony za progiem czy moze kilka metrow dalej stal ktos
        czuwajacy nad ruchem czerwonych opiłków. Przez te cholerne ukłucia nie mógł
        skupic myśli! Podniósł ręcę osłaniając oczy; tylko chwila spokoju, jedna chwila
        bez drobinek wciskających sie w każde zalamanie ubrania, wystarczy kilka sekund
        by mógł sie skoncentrować na przeciwzaklęciu. Zacisnął powieki i natychmiast w
        powidoku ukazał mu sie czerwony wir. - Na kurzy kuper - wymamrotał Daxy - poł
        sekundy bez tego paskudztwa... Wyszeptał przeciwzaklęcie. Nie było to proste,
        biorąc pod uwagę, że starał sie nie otwierać ust. Cała mgławica zapulsowała
        zmiennym natężeniem czerwieni. Jeden oślepiający błysk, przeciągły syk i...-
        ufff, znikneły... - Daxy potarł twarz rozmazując kropelki krwi pozostałe po
        ukłuciach opiłków. Co teraz? - pomyślał - kolej na dzikie zwierzeta?
        • Gość: Digan Re: na scenę powraca Daxy.... IP: 217.117.129.* 03.02.02, 19:15
          Powracam.


          Kolejne drzwi skrzypnęły z cicha. Długi pusty korytarz. Światło z lamp
          Uparcie męczyło oczy. "Przecież..."Daxy Wystraszył się własnych myśli
          "Przecież.. Nie może być ślepy!!". Ogarnęła go panika. Przecież
          Był tak blisko. To czego szukał od tak dawna, ma teraz rozpłynąć się w
          Przestrzeni cichego ślepego korytarza. Czerwony pył, a właściwie czerwone coś,
          pojawiło się znowu i nerwowo dobijało się o drzwi.
          Z stanu lekkiego oszołomienia wyciągnął go cichy stukot. To lampy gasły.
          Pierwsza, druga, trzecia.. Fala ciemności zbliżała się. Pstryk!
          To ostatnia zgasła. Nie miał zamiaru urzywać zaklęcia. Zostanie namierzony w
          czasie, w jakim Yerlee uśmierca wrogów.
          I cisza, i pustka. "Jak w tej piosence Tych Troje Idiotów"
          pomyślał. Nagle cisze przerwał cichy jednostajny syk. Syk przepalanego metalu.
          W dziurze w ścianie stanęła dość młoda kobieta, Na której wisiały strzępy
          migocącej sukni.
          -Boziu Yerlee - Wystękał Daxy - myślałem że będę tutaj czekał do końca życia.
          -To straszne - odparła - a teraz chodźmy. Tu nie ma czego szukać.
          -TEGO szukać - poprawił - spotkałem jakiegoś oficera. Twierdził że nic nie wie.
          -wiem wiem. Twój pieprzony kolt było słychać w całej twierdzy.
          -miał...
          wiem co miał- przerwała mu- chodźmy już.
          Więc poszli.

          Mam nadzieje że się nie obrazicie za ten przewrót w związku z Yerlee

          ___
          DIG
          • Gość: An-Nah Re: na scenę powraca Daxy.... IP: *.chello.pl 04.02.02, 14:19
            Nie, nie obrażę się, bo i tak postawie na swoim...
            Wbrew temu, co ktos napisał, Yerlee wcale nie jest
            urocza...

            -Jednego nie rozumiem - mówił Daxy, gdy przemykali sie
            korytarzem. - Jeśli nie ma go w skarbcu ani tutaj, czy
            to znaczy, że baron zabrał go ze sobą?
            Yerlee uśmiechnęła się w duchu. Jednego mu nie
            powiedziała. Tego, czego szukał,rzeczywiście nie było w
            tym miejscu. Klejnot Piorunów,źródło mocy całej krainy
            nie znajdował się już w ukrytej komnacie. Nie miał go
            też baron. Klejnot spoczywał bezpiecznie dokładnie w
            kieszeni Yerlee. Teraz wystarczyło tylko opuścić
            twierdzę. Najlepiej szybciej, niż ktokolwiek sie
            zoriętuje. Łącznie z Daxym.
            Młody czarodziej szedł analizując sytuację. Jeśli to
            baron zabrał klejnot byli zgubieni. Moc artefaktu
            pomoże mu podbić Tirer, tak, jak wcześniej pozwoliła mu
            pokonać prawie wszystkich rebeliantów i zniszczyć
            Bractwo. Jeśli Baron podbije Tirer to...
            -Zostajesz tu, Yerlee - oznajmił stanowczym głosem. -
            Poczekasz, aż ten samozwańczy śmieć wróci i wtedy,
            którejś pięknej nocy, kiedy będzie spał, odbierzesz mu to.
            -Nie ma mowy, Dax. Ja tam nie wracam.
            -Musisz!
            -Co mu powiem? Że jakiś rebeliant, jeden z niedobitków
            Bractwa, omamił mnie swoją magią i uprowadził?
            -Chociażby to - położył jej dłonie na ramionach - wiem,
            że masz dość udawania wiernej kochanki tego dupka, ale
            zrób to. Zrób to dal Bractwa.
            Szybciej, niż mógł sie zoriętować,przyłożyła mu do szyi
            jeden ze swoich zatrutych sztyletów.
            -O, nie, Daxy, jeśli nie chcesz mnie zabrać
            dobrowolnie, będę musiała cię zmusić. Wierz mi, nie mam
            ochoty cię zabijać, ale ja nie mam już po co tu zostawać.
            -Masz Klejnot! - dotarło do niego. - Dlaczego...
            -Ruszamy, Dax! - ucięła. - mam dość tej twierdzy!
            • Gość: digan Nowa postać. Zbliżamy się do wielkiego finału!! IP: 217.117.129.* 08.02.02, 21:04
              • Gość: An-Nah Re: Nowa postać. Zbliżamy się do wielkiego finału! IP: *.chello.pl 10.02.02, 18:51
                Jakoś nie widzę tekstu... Co się stało?
              • Gość: digan Re: Nowa postać. Zbliżamy się do wielkiego finału!! IP: 217.117.129.* 10.02.02, 18:58

                Schody pięły się układając się w spiralę. Czerwony płomień igrał nerwowo na
                ścianach. Każdy krok dudnił, rozrywając ogłuszającą zasłone ciszy.
                Daxy dostał zadyszki. Schody pięły się bez końca. Yerlee nawet sie nie
                zaczerwieniła.
                - gdzie leziemy?
                -oj zobaczysz - powiedziała yerlle westchnąwszy ciężko.
                -taa zobacze, jak ten niesamowity czar co mi go obiecałaś-odparował
                -oj cientki jesteś!
                Zawsze to ja jestem cientki, tyle że ty zawsze opowiadasz niestworzone
                historie!!
                -zaniedługo ty dopiero bedziesaz opowiadał....
                -CO?
                oko! idziemy.
                Po krótkiej chwili marszu zatrzymali się przed schodami. Były duże,
                kwadratowe.Yerlee wyciągnęła pęk kluczy i otworzyła je.
                -skąd....
                -chyba po coś tutaj siedze, nie?
                Wyszli na najwyższą wieże twierdzy.
                Ciepły, zjonizowany wiatr powiał od strony bramy.
                Daxy popatrzył na walkę w dole.
                -Naszym nieżle idzie
                -twoim!
                powiedział dźwięczny głos zza jego pleców. Daxy obrócił się i aż mu dech
                zaparło.
                Był to sam hrabia Zagdabb.
                -wspaniale się spisałaś Yerlee-stwierdził
                Yerlee uśmiechnęła się trumfująco.
                Daxy miał oczy jak spodki. Mógłby uciec ale po co? Przecież Zagdabb był
                najsilniejszym czarodziejem w okolicy. Dorwali by go po kilku minutach.
                Potężny połączony czar przerwał jego rozmyślania. Przeleciał dobre kilka metrów
                i udeżył o mur. Pierwsze co powiedział to:
                -Yyyyy...eeee...rlee.. Ekhhh Cze..mu?!
                -Ohh to długa historia-odparła yerlee.-długa i żałosna. a ja nie będe się przed
                tobą poniżać.
                -ty....choo-eghh...lero!!!
                -tak? to patrz!!!
                Jej dłonie zaczęły tętnić.
                I rzuciło ją w bok.
                Z drzwi wynurzył się nie kto inny jak Veloo.
                -Co ty tu..-zaczął daxy.
                Bo Veloo to jego najbliższy przyjaciel.
                -Dax ja ją dawno rozgryzłam to jest podwójny agent!!!
                -Poradzimy sobie razem??
                -poradzimy!



                _
                DIG
    • Gość: Kagan Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: *.vic.bigpond.net.au 17.02.02, 12:42
      Lepiej poczytajcie
      mywebpage.netscape.com/debruce01/Kagan00.html
      • Gość: digan ReInakrnacja Wątku!! Wielki Finał!! IP: *.babylon.tarman.pl 22.02.02, 21:58
        Oki tu macie wielki finał. Oczywiście nikt nie powiedział, że na tym się
        kończy..

        Daxy podniósł się, nie spószczając oczów z Yerlee i Zagdabb`a. Obaj stali w
        czrodziejskiej pozie. Veloo zaczął ich powoli okrążać. Sytuacja napięła się jak
        żagiel na wietrze. Daxy przybrał Poze pocZym puścił znak do Veloo w ich
        szyfsze. Znaczył on niemwięcej "rób to dalej". Sam zaczął rozmowę:
        -Yerlee. - Ta zmróżyła lekko oczy - opowiedz mi jak to się stało, że zostałaś
        podwójnym agentem.
        -nie - odpowiedziała ucinającym tonem
        -Ale przecież i tak za chwilę zginiemy... - stwierdził ponuro Daxy
        -Właściwie to masz racje - Veloo był już za ich plecami - Było to tak: jak
        wiadomo bractwo kazało mi się wkręcić do Dworu zamku. Tam było wspaniale:
        żarcie, picie, rozrywki - tu Zagdabb zarumienił się lekko. Veloo powoli złożył
        ręce - Aż w końcu Baron dowiedział się kim jestem... Po co tu jestem... no, i
        łaskawie nie pozbawił mnie życia, ale kazał mi zostać jego agentem - dłonie
        Veloo`a zaczęły świecić - to koniec!
        -O TAK, TO Koniec!!! - krzyknął Veloo
        Kula pomarańczowego światła o wielkiej mocy wystrzeliła z rąk Veloo`a i trafiła
        Yerlee. Ta wyleciała daleko w tył, aż uderzyła plecami o mur. Zagdabb
        natychmiast obrucił się, wystrzelił serie pocisków z rąk w strone Veloo`a. Daxy
        wyskoczył w górę. Rzucił Zagdabbem mocą. Ten z kolei szybko pozbierał się
        podbiegł do nieprzytomnej Yerlee i zaczął jej szperać w kieszeni spodni. Daxy
        Mocą odrzucił go w drugą strone. Veloo rzucił kolejną kulę w strone Zagdabba.
        Zagdabb wyczuł, że Veloo traci moc. Ominął kule i podbiegł do Veloo`a,
        znajdującego się na skraju nieprzytomności.Chycił go za czoło i wyssał z niego
        energie.
        Daxy wylądował za Zagdabbem i wyciągnął kolta. Przyłożył mu go do głowy.
        - no dalej baronie - syknął - jeszcze jeden łyk Mocy, a z twojej głowy będzie
        mozna zrobić lunete.
        Baron przestał zaczerpywania. Daxy szturchnął go lekko spluwą. Cała sytuacja
        była na skraju czarnego humoru bo Kolt był pusty.
        - A teraz powolutku, mocą przyciągniesz mi kryształ.
        Zagdabb zaklął i zrobił to, co Daxy kazał. Buntownik szybko schował go do
        kieszeni. Wtem poczuł czyjąś dłoń na potylicy. To była Yerlee.
        -Dax ty głupi gówniarzu, odłurz tę zabawkę - Daxy ani nie drgnął - ja wiem że
        ona jest pusta.
        Daxy upuścił Kolta.
        Zagdabb obrócił się i uśmiechnął się trumfująco.
        - poraz kolejny się...
        -Zamknij się! - Przerwała mu
        -CO! Jak śmiesz!!
        -Tak śmiem!
        Yerlee wypuściła taką samą pomarańczową kule. Zagdabb oberwał, zatoczył się i
        upadł.
        Jego puls ustał.
        Yerlee pozbawiła Daxy`ego przytomności, wytworzyła portal i wskoczyła w niego.
        Cały plan był doskonały gdyby nie to że straciła przytomność. Nie pamiętała,
        że wtedy wzięto jej kryształ. Kryształ dla którego zabiła tylu ludzi, łącznie z
        samym Baronem Zagdabbem. A kryształ spoczywał w kieszeni Daxiana F`atha,
        zwanego Daxym.

        C.D.N Być może (???)
        ___
        DIG
    • Gość: Kagan Re: NAPISZ OPOWIADANIE! IP: *.vic.bigpond.net.au 23.02.02, 02:18
      mywebpage.netscape.com/debruce01/Kagan01.html
      • Gość: digan Przebudzenie IP: *.babylon.tarman.pl 23.02.02, 15:30
        Ciąg daqszy nastąpił:

        Biel. Świeciła, wypełniała. Rozbudzała. Daxy powoli otworzył oczy. Światło
        wdarło się, rozrywając oczy, oślepiając je. Nie czuł ciała. Ciało zresztą nie
        miało znaczenia. Najweżniejsze było akurat pytanie: "co ja robię tu??". Zaraz,
        zaraz... Kryształ piorunów. On był w jego kieszeni... Teraz nastąpiła kwestia
        czucia ciała. Dotchnął ręką miejsce, gdzie powinna być kieszeń. Nie było jej.
        Dotchnął biodra. Przyklejony był do niego jakiś materiał. "uff.. - pomyślał
        Daxy - przynajmiej slipki mam na sobie" A kieszeń... w kieszeni był przecież
        kryształ... Podniósł się, rozglądnął. Gdzieś już słyszał o takim miejscu. To
        był.. zaraz, zaraz... Myślał, jak by miał kaca. To się nazywało... Szpital. No
        tak!! A w szpitalu czyma się ubrania w szarni.
        Wszystkie ubrania. Wstał z łóżka. Boleśnie dały się odczuć stawy stóp i nóg.
        Powoli podszedł do umywalki. Odkręcił zimną wodę, zebrał ją w ręce i chlustnął
        nią w twarz. Dresz przetoczył się po kręgosłupie. Zaspanie i zmęczenie
        ustąpiło. Musi teraz porozmawiać z Klio. Klio była bardzo uczoną osobą,
        niedoszłą zakonnicą. To ona wymyślała mu różne cuda. To ona dała mu
        tajemniczego Kolta. W końcu to ona nauczyła go podstaw magii.
        Ruszył w stronę recepcji. Podszedł do biórka.
        - dzień dobry siostro!
        - Dobry - odrzekła siostra
        - ja chce stąd iść
        - i ma pan racje - przyznała mu - bo jest już pan chyba zdrowy. Co prawda
        mógłby pan zostać na obserwacji, ale to i tak nic by nie dało.
        - A ubrania - przypomniał.
        - a, tak. To jest klucz do pańskiej szafy.
        Wziął go i odszedł. Dzięki tabliczką doszedł do szafki. Ubrał się w dziurawe,
        przypalone, pocięte ubranie. Kryształ! Jest! Wrócił do recepcji.
        - a wie pani coś o Veloo Lothim??
        - tak on jest w ciężkim stanie. Wyjdzie z jakiś miesiąc.
        Odszedł. Zjechał windą na dół. Ruszył w stronę drzwi. Z windy wyskoczyło kilku
        ludzi. Podeszło szybko do niego. Otoczyło.
        - Dawaj go!! - warknął największy.
        - co? - postanowił strugać wariata.
        - kryształ - krzyknął tamten.
        - nie krzycz pan. Ludzie sie oglądają.
        Wielki chycił go za fraki i podniósł. Nogi Daxiego zaczęły wisieć w powietrzu.
        - prosiłem.
        Uderzył falą. Głowa wielkiego odskoczyła. Zachłysnął się krwią i puścił Daxa.
        Ten strzelił jeszcze raz. Głowa skoczyła drugi raz. Dax obrócił się na pięcie i
        wybiegł z szpitala. wsiadł do pobiegł do centrum miasta.

        ___
        DIG
        • Gość: digan To już koniec - Odlot IP: *.babylon.tarman.pl 03.03.02, 13:18
          To już koniec!! Przekonajcie się kim jest naprawde daxy!

          Dzrzwi zadrżały. Człowiek za nimi wyraźnie się zniecierpliwił. Zza drzwi dało
          się słyszeć kroki. Nadawca kroków podszedł do nich; nie otworzył ich.
          - CZEGO TU! - ryknął
          Daxy uśmiechnął się głupio. Wiedział że Klio jest dosyć, jak to określił jej
          psycholog, impulsywna.
          Klio ponownie sie rozdarła:
          -Jeśli to ty, głupi sektowcu, to ci nogi z du...
          -Klio, spoko!! - odkrzyknął
          -DAX!!!
          Drzwi otwarły się z rumorem. Daxy w pore uskoczył, niestety odrazu wpadł w
          objęcia, młodej długowłosej kobiety. Kobieta ta najpierw roześmiała się, a
          potem po prostu rozpłakała.
          - ty Draniu!!! - wydarła się
          - ale o co ci chodzi - spytał głupio Daxy
          - O to, że żeś mnie zostawił tak, a ja sie martwiłam!!
          Dotychczas Daxy myślał, że Klio jest jego współlokatorką i przyjaciółką.
          Dotychczas. No, ale trudno żyć z człowiekiem który jest geniuszem. I
          schizofrenikiem zarazem.
          Weszli do środka. Daxy odrazu klapnął w swój fotel, Klio na przeciw niego.
          Popaczyła chciwie na jego kieszeń, poczym rozkazała:
          -pokazuj kryształ!
          Daxy wyciągnął go dość niechętnie. Wiedział, że może on przysporzyć wieeele
          kłopotów. Był żółty, połyskujący, jajowaty. Wielkości połowy pięści.
          Podał go Klio. Ta obracała go chwile w ręce, po czym rzekła:
          -a wiesz chociaż skąd on się wziął??
          Daxy pokręcił przecząco głową.
          -posłuchaj, bo to długa historia...
          -Leć!
          Klio pomilczała chwile, zbierając myśli. Po chwili zaczęła:
          -jak wiesz, po Wielkiej Bitwie zostały tylko pustkowia. Nasz dotychczasowy
          świat zmienił się w kupe gruzu. - jej oczy przesłonił cień - Miasta, wioski...
          Wszystko pokrywało się coraz większą warstwą pyłu. Aż pojawili się Przybysze.
          Oni nam pomogli wrócić do tych brudnych i starych standartów XX wieku. Wszystko
          wracało do normy.
          Rzeczywiście, oprócz tego, że zostawili nam Coś. Powiedzieli, że jest to ukryte
          głęboko pod ziemią. Wtedy powstała unia Rijaah, która postanowiła zakładać
          kopalnie na swoich terenach. I szukali, szukali...
          Aż znaleźli. TO! - powiedziała, wskazyjąc na kryształ - nie wiedzieli że to
          jest akurat to, co nam Przybysze podarowali... Górnicy z kopalni Exotto, którzy
          to znaleźli, mówili, że było to w szkatółce. Górnicy ci jednak zaczęli
          wywoływać dziwne zjawiska. Lecz nie tylko oni... Cały świat zaczął. Tak została
          rozbudzona w nas Magia. Lecz ten kto miał kryształ, miał największą moc. No i
          syn pewnego górnika zapoczątkował przewrót w państwie. Na imie miał Zageel. W
          końcu obalił władze w Rijaah i został jego władcą. Przyjął ksywkę Baron
          Zagdabb. I zdobył kryształ. Zaczął tyranie. I wtedy powstało Bractwo Wolnego
          Przymierza. Reszte już znasz..
          - tak znam - przytaknął Daxian
          - a propos: wiesz, że władze po Zageelu przejął jego brat Tregeel?? Przyjął
          imie Tregett. Baron Tregett. Wcale nie człowiek bractwa, jak na to pewnie
          liczyłeś. A wdotatku Tregett postanowił zwalczać Magie. Widać nie jest tak
          głupi jak św. pamięci baron Zagdabb i wie jak ona mu może zaszkodzić. A z
          bractwa niewiele zostało. Większość zginęła w Bitwie przy Bramie..
          Dzrzwi się otworzyły, wpadł do mieszkania Veloo. Daxian chciał go przywitać,
          ale ten stanął natychmiast w czarodziejskiej pozie.
          - dawaj mi go!!!
          - to Klio go ma..
          Dax obrócił się. Klio także stała w czarodziejskiej pozie. W kieszeni miała
          kryształ.
          - dzięki, że żeś go zajęła. Bym prawie niezdąrzył.
          Daxy odskoczył przed kulą Veloo`a. Klio także puściła jedną. Ominął ją
          równierz. Teraz przyszła pora na jego czary. Podniósł szafę magią i rzucił ją
          na Veloo`a. Stołem szczelił w Klio. Krzesło skolei poleciało na Veloo`a.
          Podbiegł do ciała Klio i wyciągnął jej kryształ. Już wiedział co ma z nim
          zrobić.

          ***
          Głos szeptał w ciemności kopalni...
          -Przepraszam was za to. To dało za wiele problemów. Przygoda z magią skończyła
          się. Cywilizacja będzie taka jak dawmiej.
          Szkatółka otworzyła się z sykiem.
          -rzeczywiście, prawdziwie kosmiczne kształty. Obce kształty.
          Kamień uderzył o dno szkatółki.
          -Skąd mogliśmy wiedzieć, że ot nie jest dobry dar dla ludzkości?
          Szkatółka została zamknięta.
          - a więc jednak. szkatółka zatrzymuje promieniowanie Kryształu. To już koniec..
          Mam nadzieje że Tregett zostanie obalony z tronu.
          Daxy wyciągnął małe urządząko. Wziął szkatółke pod pache. Szepnął do urządząka:
          -Tu agent DXIN 7821. Tranzystor energii zamknięty. Nie potrafią sobie z nią
          jeszcze poradzić. Teraz morzecie mnie brać z powrotem
          ***
          Miliony ludzi przestało wytwarzać "dziwne zjawika". Zamiast tego dostrzegli na
          niebie coś podobnego do komety. Gdyby mogli zobaczyć na to bliżej zobaczyli by
          statek o prawdziwie kosmicznych kształtach. Obcych kształtach. Był coraz dalej.


          ___
          DIG
          • Gość: An-Nah BRAWO DIGAN! IP: *.chello.pl 04.03.02, 15:50
            No, jestem pełna podziwu! Jak teraz tak piszesz i tak
            potrafisz zaskoczyć, to co bedzie, jak bedziesz miał
            tyle lat co ja? ;).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka