Gość: Digan
IP: 217.117.129.*
25.01.02, 09:55
Oki tu jest pierwsza część. Możecie:
A)napisać co wogóle o tym sądzicie, o moim stylu, itp.
B)Sami dopsać dalszy ciąg.
Pamiętajcie: Nie zabijamy cudzych bohaterów, Możemy wprowadzać nowych, tylko
też nie za dużo. Nie zmieniamy charekterów bohaterów. I to by było na tyle. Sam
oczywiście też się dopisze od czasu do czasu. A oto pierwsza część:
Daxy zaczął biec. Musiał zdążyć. W końcu był czarodziejem i buntownikiem
zarazem. W jego głowie pojawił się strach; Powoli, nieubłagalnie, zatrzymywał
go. "Nie mogę pójść od frontu, przecież tych którzy będą wchodzili frontowymi
dzwiami po prostu zmasakrują. Musze wejść z boku" Wpadł do jakiejś kamienicy.
Gdy wbiegał wąską klatką schodową zatrzymało go dwóch typów. Jeden Ubrany w
łachany i czarny płaszcz, drugi w kolorowej, obszarpanej kurtce. Pierwszy na
powitanie rzucił wiązanke, poczy przemówił bardziej po ludzku:
-Kasa głupi gnojku!
-ja ci dam kasę - oparł
Rzucił ich o schody samą wolą. Obydwaj Pobiegli sprintem do góry.
Wreszcie dotarł na dach. Obrócił się twarzą do Twierdzy. Nienawidził na nią
patrzeć. Teraz musiał. Tam w końcu mieszka Tyran, Baron Zagdabb.
Oczywiście tytuł barona sam sobie dołożył. Sam uznał się władcą tego kraju. Sam
stwierdził, że ludność można wyzyskać do granic sił i możliwości.
I znowu sprint, tym razem przez dachy. Od czasu do czasu pomagał sobie czarem
lewitacji. Już ostatni dach, potem trawnik otaczający Twiedzę.
Popatrzył na ludzi zbierających się przed bramą. Drzwi frontowe, wysokie na 6
metrów, otwarły się. Wysłał swoich czarodziejów. Daxy się nie mylił. Zaczęło
sie....