Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 12 (vol. 62)

    • grek.grek "Resident Evil. Zagłada" via Puls 20.12.15, 13:51
      nie kojarzę, która to już część "Resident Evil" ?
      cóż, skoro nadal kręcą, to znaczy że jest popyt.

      nic specjalnego jak chodzi o fabułę, w której generalnie chodzi o to, że w postapokaliptycznej scenografii, niczym z Mad Maxa, grasują wszędzie zarażeni smiertelnym wirusem pół-ludzie pół-zombiaki, a nieliczni homo sapiens starają się nie dać zjeśc w kaszy, zaś tajemnicza korporacja, która tego wirusa wyhodowała, pracuje nad zaszczepieniem zombiakom jakichś oprogramowań, które zrobią z nich posłuszną siłę roboczą, która będzie zasuwać za miskę ryzu, tylko nie bardzo wiadomo - przy jakiej robocie ;]

      w centrum całej akcji jest bohaterka grana przez Millę Jovovich, którą korporacja śledzi za pomocą ssystemu nawigacji satelitarnej, a w swoim laboratorium ma jej liczne klony, wszystkie martwe, co sugeruje że odbywają się prace na wykonaniem idealnego modelu zastępczego albo coś w tym stylu. Przyznam, że nie uważałem dostatecznie na lekcji, ewentualnie wyjaśnienia nie były odpowiednio klarowne.

      ofk, ciągle zombiaki atakują, czy to w ludzkiej, czy w zwierzęcej postaci [psy, ptaki]. Ludzie walczą, strzelają, a jak wchodzi Milla, to gigantyczne stado zombi-ptaszorów zostaje spalone na wiór, bo ona posiada jakieś nadmiernie rozwinięte zdolności. Jest szybka, silna, nadnaturalnie sprawna fizycznie, zna wszystkie sztuki walki od kung fu do buch-w-brzuch, a jak się zdenerwuje, to niebo płonie ogniem i agresywne ptactwo atakujące ludzi ginie marnie.

      Niektóre sceny nawiązują do klasyki kina - "Ptaki", "Speed" etc.

      Niezła muzyka, dobre tempo, ciekawe efekty specjalne, ale przede wszystkim - jak dla mnie - same ładne dziewczyny : obok Milli - Ali Larter i Ashanti, która niestety zbyt wcześnie ginie, ale za to ginie jak bohaterka, ratując innych ludzi ;]

      tak więc, kolejna odsłona kina nieskomplikowanej akcji, z zarysowanym tłem świata po apokalipsie, którą tutaj jest ów śmiertelny wirus, jaki wyhodowano w korporacji, a który rozbiegł się po świecie i zdziesiątkował populację ludzką, staawiając ją na krawedzi wymarcia, i zmuszając do ciągłej konfrontacji z hordami zombie.

      zważywszy na to, ze mamy do czynienia z entą częścią tej historii, bohaterką jest młoda kobieta, która wygłasza na wstępie i zakończeniu inwokację, tłumaczącą sytuację wyjściową - można zauważyć podobieństwa do sagi "Underworld". Tyle że tam jednak, wg mnie, zdecydowanie atrakcyjniej prezentuje się świat przedstawiony.

      • siostra_bronte Re: "Resident Evil. Zagłada" via Puls 20.12.15, 13:55
        Serie "Resident Evil" i "Underworld" chyba nigdy się nie skończą. I chodzą w tv na okrągło :)
        • grek.grek Re: "Resident Evil. Zagłada" via Puls 20.12.15, 14:23
          ;]

          coś w tym jest, Siostro :]
          najwyraźniej obie te sagi mają swoją widownię, najpewniej tę młodszą, bo obie produkcje są chętnie
          puszczane o 20:00 :]
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Rzeź" Polańskiego 20.12.15, 13:56
      no i się doczekaliśmy :]
      choć ofk część z nas widziała już wcześniej, pamiętam Wasze zagajenia.

      dzisiaj "Rzeź" o 20:00, jutro o 22:45.
      dwa terminy, co za luksus ;]

      ciekawe, że te nowe filmy POlańskiego "Rzeź" i "Wenus..." jakieś takie kameralne, nie ? raczej - z opisów kojarzę, bo żadnego z nich nie oglądałem - obyczajowe dramy niż klasyka Polańskiego, czyli samotny bohater uwikłany w intrygę za parawanem której stoi zło.

      czyżby pan Roman zmienił trochę obszary zainteresowań ?
      szkoda by było, mówię intucyjnie, bo nowego nie znam, ale stare bardzo lubię i podziwiam, więc miałem nadzieję że jeszcze nakręci jakieś fabuły wedle swojej klasycznej receptury.


      • barbasia1 Re: 20:00 Stopklatka "Rzeź" Polańskiego 21.12.15, 00:09
        >dzisiaj "Rzeź" o 20:00, jutro o 22:45.
        >dwa terminy, co za luksus ;]

        Celuję w jutrzejszy / a właściwie to dzisiejszy / termin.
        • grek.grek "Rzeź" Polańskiego - 5 słów po projekcji 22.12.15, 13:40
          i jak tam, Barbasiu ? udało Ci się obejrzeć ?

          wg mnie, bardzo dobre, aczkolwiek może w teatrze wyglądałoby jeszcze lepiej ;]

          dramaturgia rozwija się nalezycie, wszyscy bohaterowie są nieznośni i żadnego nie da się szczerze polubić, a przy okazji pięknie się demaskują jako w istocie ludzie z krwi i kości, a nie chodzące ideały i symbole za jakie chcieliby uchodzić.

          pani co pisze ksiązki alarmujące świat o cierpieniu ludzi z Darfurze, pan zajmujący się piarem dla koncernów farmaceutycznych [dobrze mówię ?], pan przedsiębiorca, pani modna i inteligentna, każde wychodzi z roli i okazujje się pełne frustracji, znerwicowania, kompleksów i chamstwa :]

          prosta sprawa, dzieciak jednych dał po twarzy dzieciakowi drugich - trzeba przyprowadzić tego, co dał w twarz,żeby przeprosił tego, który w twarz dostał, jednego nauczyć odpowiedzialności,a drufiego wielkoduszności, zwłaszcza że za chwilę, jak to dzieciaki, zapomną o wszystkim i będą się bawić a najlepsze. I taka prosta sprawa przerasta ich możliwości komunikacyjno-dyplomatyczno-etyczne. Czy to nie świetne ? ;] Straszni mieszczanie Tuwima, to normalnie betka przy tych tutaj.

          "Idziemy stąd, ci ludzie to potwory" :]

          co chwila sojusze się zmieniają : męzowie kontra żony, kobiety kontra mężczyźni, mąz A i zona B kontra mąz B i żona A itd. Zgrabnie to wszystko napisane, chociaż powody tych powrotów do mieszkania na kolejne rundy potyczek, mimo że już winda czeka na gości - wyglądały na nieco wysilone, ale to tak tylko się rytualnie czepiam, zeby nie było, że znów chwalę wszystko jak leci ;]]

          to też mnie ujęło - najpierw jejmość wymiotuje na gustowny stolik w salonie gospodarzy, zanieczyszcza białe kruki wydawnictw o malarstwie, gospodarze robią dobrą minę do złej gry, pani czuje się chyba wyjątkowo podle, ale to nie przeszkadza, żeby dwie minuty po dojściu do siebie zaczeła ich agresywnie atakować w związku z omawianym problemem :] Co za tupet, co za brak manier.

          pan rozmawiający nonstop przez komórkę - i tak żona długo wytrzymała zanim mu tę komórę utopiła w wodzie wazonowej. zwłaszcza że wcześniej sobie golnęła, co ją ośmieliło do natarcia.
          Aczkolwiek, szczerze jegomościowi współczułem, kiedy tak siedział rozdeptany mentalnie na podłodze i lamentował, ze "w tym telefonie było całe moje życie", a dwie... nie obawiajmyu się tego słowa - wiedźmy ;], rechotały wniebogłosy z jego nieszczęścia. a drugi pan z poświęceniem suszarką próbował reanimować telefon.

          W drugiej parze mąz dochodzi do wniosku, że małzeństwo to ch d i kamieni kupa :] Rychło w czas. Żonę musi szlag trafiac, nie ma wyjścia.

          Albo że go matka wpienia, bo ciągle wydzwania z pierdetami :] U terapeuty nie odbyliby lepszej sesji oczysczającej z toksyn codziennie uprawianego kłamstwa, pozy i kariery kosztem zycia. No chyba, że terapeuta nazywałby się Jerry Springer ;]

          Jodie Foster finiszuje po mistrzowsku. Przez całe pięc kwadransów gotowała się w sobie, starając się zachować spokój, mimo irytującego zachowania gości, w finale daje upust wszelkiej wściekłości, a ostatnia obelgę pod adresem syna gości ["kapuś !"] miota z miną wprost przerażającą, ale skoro wcześniej ich syn oberwał "pedałem", a jego taktowna mama z nerwem rozniosła im po salonie kwiatki z wazonu, mozna chyba zrozumieć jej zaaferowanie.

          aktorzy są świetni, Jodie Foster wg mnie, jest kapitalna, ale pozostała trójka trzyma poziom nie gorszy.

          Mimo wszystko, z niecierpliwością wyczekuję nowej fabuły Polańskiego, wedle klasycznych dla niego metody, czyli intryga, zło, bohater, i jego ciekawośc wiodąca go wprost do któregośtam kręgu piekieł. Chociaż tu też zapachu siarki nie brakowało :] tak na oko, trzeci krąg, jak nic.
          • siostra_bronte Re: "Rzeź" Polańskiego - 5 słów po projekcji 22.12.15, 13:50
            Dzięki, Greku :)

            Czyli tak jak kiedyś pisałam, spodobał Ci się bardziej niż mnie. Mogę powtórzyć, że zbyt przegadany, widać teatralne pochodzenie scenariusza. A sam konflikt rozdęty do granic możliwości. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, o co oni się właściwie aż tak pokłócili :)

            Cieszę się z tych paru krytycznych uwag, bo faktycznie ostatnio jakoś wszystko chwalisz!
            • grek.grek Re: "Rzeź" Polańskiego - 5 słów po proje 22.12.15, 14:23
              dzięki, Siostro :]

              oczywiście, pamiętam że byłaś ostrożna w ocenie i podobało Ci się średnio.
              szykowałem się na trudną przeprawę, ale... żeby zbliżyć choć trochę nasze stanowiska, powiem wprost, że na powtórkę nie będę czekał ze szczególną niecierpliwością ;]

              haha, faktycznie, mozna odnieść wrażenie, że sprawa pobicia syna jednej pary przez syna drugiej pary, zupełnie zanika w toku wzajemnych przepychanek.

              mam wrażenie, że ten epizod był tylko pretekstem dla obu małzeństw, żeby w towarzystwie obcych ludzi móc sobie nawzajem wygarnąć wszystkie pretensje i rozczarowania, wypuścić z głowy trochę pary. Brnęli w te koleiny, reagowali nerwowo i prowokowali do tych reakcji druga stronę, jakby celowo zagęszczając atmosferę, co by w tym stanie rzeczy po prostu wyrzucić z siebie co ich boli, móc się wściec, przestać wreszcie odgrywać role porządnych mieszczuchów z dobrą pracą, płacą i sukcesem życiowym. Tutaj ten dramat chyba jest :] Ludzi stłamszonych życiem, poprawnością, cywilizacją, w których atawizmy buzują pod podskakującą pokrywką i tylko czekają na sprzyjający moment, żeby rozsadzić powietrze.

              no właśnie :]
              chwalę, chwalę i nie mogę przestać, ale heroicznie się próbuję przełamywać ;]]
              • siostra_bronte Re: "Rzeź" Polańskiego - 5 słów po proje 22.12.15, 14:39
                Tak, wiem o co chodzi, ale mimo wszystko cała historia wydaje mi się mocno naciągnięta.

                Haha. Oby tak dalej :)
    • siostra_bronte "Rzeź" 20.12.15, 13:57
      Tym razem nie czekam :) Zaskakująco w Stopklatce o 20.00, bo to jeszcze nie ograny film. Jak pisałam, mnie średnio się podobał. Z tego co pamiętam, nie widziałeś, Greku?
      • grek.grek Re: "Rzeź" 20.12.15, 14:27
        nie do wiary :] dokładnie o tej samej godzinie i minucie zapowiedzieliśmy symultanicznie ten sam film.

        jestem w szoku ;]

        yes, Siostro, nie widziałem jeszcze, więc tym bardziej jestem kontent z tej premiery.
        nie wiem, czy obejrzę już dzisiaj, bo konkurencja jest mocna, a skoro "Rzeź" ma dwa terminy, to możliwe iż wykorzystam ten fakt i spróbuję obejrzeć dziś coś, co jest wyświetlane jednorazowo [w tym wejściu ;)].

        a jak u Ciebie ? planujesz dziś powtórkę ?
        • siostra_bronte Re: "Rzeź" 20.12.15, 22:37
          Haha :)

          O nie, jeden raz wystarczył.
    • grek.grek 20:00 TVN7, "Incepcja" 20.12.15, 13:57
      lepszej okazji nie będzie, żeby sobie przypomnieć i załapać wszystkie niuanse i kontredanse :]

      doskonała pora i moment.

    • grek.grek 20:10 TVP Kultura "Mniejsze zło" 20.12.15, 14:10
      ależ dzisiaj repertuar.

      kolejny dobry film, mimo że chyba oceniany zazwyczaj gorzej niż na to zasługuje.

      Młody chłopak w czasach PRL próbuje coś ze sobą zrobić. Ucieka przed wojskiem, trafia po znajomości do psychiatryka, gdzie mają mu wyrobić zółte papiery. Poznaje, na oko szurniętego, faceta który pisze ksiązkę. facet umiera. Młodziak czyta jego powieśc i Eureka ! - wydaje ją i zostaje literacką sensacją roku. A potem brnie dalej, ale jak wiadomo kłamstwo ma krótkie nogi i wkrótce przyjdzie człowiekowi zmierzyć się z rzeczywistością.

      PRL, służba bezpieczeństwa, która może każdego wkręcić w swój magiel; opozycja, która też wcale jakaś kryształowa nie jest; i ojciec bohatera, który zawsze wie, jak się ustawić tyłkiem do zawietrznej i w swoich monologach uczy syna życiowego pragmatyzmu i oportunistycznych "ideałów'. świetny w tej roli Janusz Gajos, który każdemu filmowi w jakim gra dodaje od razu jedną gwiazdkę do oceny ogólnej.

      młody człowiek spotyka liczne kobiety, grane przez pp. Arciuch, Cielecką, [Julia] Kamińska, nawiązuje romanse , próbuje wchodzić w związki, gdzie również dociera do niego dośc niespodziewana prawda o sobie.

      a generalnie rzecz jest o tytułowym mniejszym złu, którego wybór - tak opiewany przez ojca, jako linia ideologiczna postepowania rozsądnego człowieka - wcale nie jest dobrym pomysłem na życie, choć niekiedy bywa jedynym możliwym.

      reżyserował Janusz Morgenstern, pana Gajosa i plejadę aktorek wspiera Wojciech Pszoniak, w roli stukniętego [albo i nie] literata w psychiatryka, świetny jest Olaf Lubaszenko w roli esbeka wywiadującego naszego bohatera. Skrypt wyczarowany przed duet Morgenstern-Anderman też się trzyma tzw kupy, a interpretowany przez doskonałych aktorów wypada tym korzystniej dla ucha i oka...

      co zatem sprawiło, że ten film jakimś hitem jednak nie został ?
      • mozambique Re: 20:10 TVP Kultura "Mniejsze zło" 21.12.15, 12:44
        jaki dziwny ten film, tak jakby nie wyszedł rezyserowi , mimo dobrych chęci i swietnej obsady

        1.Żurek kompletnie nijaki, jak na artyste z problemami i p[erturbacjami ma atrakcyjnosc mydła glicerynowego
        2. ładne kobitki chetnei rozbierajace się dla Żurka jakby był conajmniej Dżejmsem Bondem to surprajs
        3. bardzo powazne wpadki scenograficzne i kostiumowe jak u debiutanta a nie MOrgensterna
        4. bardzo nieprecyzyjne prowadzenie akcji w czasie - moznaby wysnuc w niosek ze wszystkei sukcesy życiowe ( wydanie ksiazki w drugim obiegu za granicą, dodruk w kraju, sukces w podziemiu, słuchowisko w Wolnej Europie, drugie słuchowisko itp )a takze smierc ojca i matki. zdarzyły sie w ciagu tygodnia a przeciez to powino trwać z rok conajmniej, I tego roku kompletnei tu nie widać.
        5. przesłuchania przez Lubaszenkę na Mysiej są tak pompatyczne i "robione na straszno" za az stają sie smieszne
        6. przez ekran przewijają sie mneij lub bardziej ubrane Głąbczyńśka, Cielecka, KAminska, Arciuch - własciwiei nie wiadomo po co , postac Cieleckeij jest przerysowana
        7. siwetnie zarysowane sa postaci rodziców i mają najlepsze dialogi - niestety , dosc szybko umierają

        po obejrzeniu całości - wygląda to jakby dobry scenariusz dosatł do roboty strasznie ochotny ale niebyt zdolny rezyser
        dziwne
        • grek.grek Re: 20:10 TVP Kultura "Mniejsze zło" 21.12.15, 14:59
          właśnie, rozbierają się dla Żurka do rosołu ;]

          ciekawe uwagi.

          w sumie, może za dużo tych róznorodności.
          niby jakiś cięzar gatunkowy, bo wybory, dylematy, jak się zachować wobec nagłej ciąży, co zrobić z cudzą powieścią która wpada w ręce, gdy samemu nie da się nic sklecić, czy podpisać protest przeciw władzy i się narazić, czy lepiej jednak trzymać się z daleka. Niby ważne sprawy, ale jednocześnie golizna, nieuzasadnione niczym romanse, jakaś taka próba wplecenia w to wszystko czeskiego humoru, dziwne postaci.

          komediodramat - trudna rzecz do zrobienia :]
          dramat nie może być zbyt dramatyczny, a komedia zbyt komediowa.
          może dlatego mało kto się podejmuje, a jeszcze mniej mało-komu wychodzi ? :]
          ale taka trójka z plusem chyba się należy ? :"]
        • siostra_bronte Re: 20:10 TVP Kultura "Mniejsze zło" 21.12.15, 16:06
          Recenzja w punktach- świetne.
    • grek.grek TVN 22:20 "Zodiak" 20.12.15, 14:21
      historia śledztwa dążącego do zdemaskowania mordercy ukrywającego się pod tytułowym pseudonimem.

      był kiedyś dokładny opis, klatka po klatce ;], więc może bez specjalnych zawiłości tym razem.

      nie ma tutaj fajerwerków, których FIncher nie załował w "Siedem", "Figh Club" czy "Grze", jest kapitalnie poprowadzona, żmudna, trudna, niewdzięczna robota detektywistyczna, analiza punkt po punkcie kolejnych informacji, tropów, śladów.

      zajmuje się nią przede wszystkim niepozorny rysownik, który zaczyna analizować anonimowe listy wysyłane przez Zodiaka do gazet i wpada po uszy w prywatne sledztwo. POmaga mu dziennikarz, wciąga się też jeden z detektywów policyjnych. I wszyscy płacą za to wysoką cenę osobistą, ich życie prywatne rozpada się, albo balansuje na krawędzi.

      znakomite kino, które chyba niektórych rozczarowało, bo nie byli gotowi na to, ze FIncher tym razem będzie taki... zapięty po szyję, skrupulatny, że widowisko zamieni na sprawozdanie z pracy księgowego. Ale jakże łatwo dać się w to wszystko wmanewrować, zacząć podążać za kolejnymi tropami i koincydencjami, które łączy ze sobą bystry rysownik.

      Jake Gyllenhaal, Mark Ruffalo, Robert Downey Jr w znakomitej formie, ale prawdziwym maestro jest Fincher, który kapitalnie kreuje klimat całej historii, nurza ją w neurozie i ciemnych barwach, wieczorach, nocach, dusznych pokojach, w szeleście papierów, gazet, skrawków, które pieczołowicie przeglada bohater, próbując złożyć z nich sensowny ślad. Doskonale się to ogląda.
      • siostra_bronte Re: TVN 22:20 "Zodiak" 20.12.15, 19:47
        Ja tam się wynudziłam.
        • siostra_bronte Re: TVN 22:20 "Zodiak" 20.12.15, 20:32
          Ewidentnie reżyser chciał uzyskać filmowy styl lat 70-tych, z wolniejszą narracją i dbałością o szczegóły, ale moim zdaniem czegoś zabrakło.
          • grek.grek Re: TVN 22:20 "Zodiak" 21.12.15, 13:21
            może ta historia nie ma większego potencjału ?
            • siostra_bronte Re: TVN 22:20 "Zodiak" 21.12.15, 16:13
              Filmy o seryjnych mordercach potrafią być fascynujące. Ale kiedy znamy bohatera i możemy jakoś się z nim emocjonalnie związać, nieważne jakie uczucia budzi (tutaj to nie było możliwe, bo nie znamy sprawcy) Było kilka takich świetnych filmów, np. "Dusiciel z Bostonu" Fleischera z 1968 r.
              • grek.grek Re: TVN 22:20 "Zodiak" 22.12.15, 13:43
                tutaj mamy do czynienia z drugą stroną barykady, czyli ze śledczymi :]
                wydaje mi się, że oni z kolei całkiem nieźle dają się poznać, a to jak ta cała sprawa
                wpływa na ich życie rodzinne, zawodowe i psychikę [krótko mówiąc : rujnuje je]
                sprzyja empatii widza :]]
    • grek.grek mądrze i sympatycznie o "Kevinie..." [wywiad] 20.12.15, 16:59
      zwykle podziały są bardzo ostre - jedni uwielbiają, inni mają dosyć i przewracają oczami, że "znowu Kevin ! ile można !" ;]

      a tutaj całkiem tak racjonalnie, trochę sentymentalnie oraz nostaligczne, ale także z samokrytycyzmem.

      zwłaszcza podobają mi się fragmenty, w których pan wywiadowany przyznaje, że nalezał do tej licznej częsci polskiego społeczeństwa, które wychowane na "Dynastiach" wszelkiego sortu, sądziło, że po upadku "komuny" i wejściu kapitalizmu z jego niewidzialnymi mackami wolnego rynku, wszystkim w Polsce będzie się żyło jak Carringtonom:] Niestety, ludzie w to wierzyli. Ja byłem za mały, żeby w coś wierzyć, i chyba nie żałuję, bo rozczarowanie wielu ludzi tym cudownym światem kapitalistycznej gospodarki, reklamy i konsumpcji musiało być bardzo dotkliwe.


      weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,19364986,magia-filmu-kevin-sam-w-domu-wszyscy-chcielibysmy-byc-niegrzecznymi.html#TRwknd

      Udanego wieczoru, Czcigodni, nie przepracowujcie się przedświątecznie :]]
    • grek.grek "Umarła klasa" T. Kantora, Studio Teatralne TVP2 21.12.15, 14:04
      spektakl z '76 roku, sfilmowany przez Andrzeja Wajdę.

      naprawdę niezwykła rzecz.

      Scenografia, w jakichś podziemiach, zapewne teatralnych. Ściany z gołej cegły, surowe drewniane ławki, akcja niekiedy wychodzi na korytarze, wąskie, jakby tu i tam zalane wodą z rur, odrapane, ma się wrażenie że te korytarze to po prostu jakieś przejścia pomiędzy rzędami obskurnych toalet, że aktorzy muszą czuć urynę, chlor i stęchliznę.. Ciemnawo na tych korytarzach. Jest brzydko, jest nieładnie, jest ascetycznie, może nawet nieprzyjemnie, a już na pewno via TV wyjątkowo niegustownie. Ta szkoła od lat stoi puista, nikt w niej nie uczy, i nikt SIĘ w niej nie uczy, to miejsce zapominane i sprzed wielu wielu lat, dlatego tak nieestetyczne. Nikt go nie odświezał, nie restaurował, nie dbał o nie. Dopiero teraz zjawili się dawni uczniowie, starzy, na progu śmierci, a może już zmarli ?, żeby wskrzesić swoje dzieciństwo, złożyć mu hołd, przypomnieć. Krzywo, niezgarbnie, z pełnym repertaurem starczej zgrzybiałości, stetrycznia i zdziecinnienia, ale są. Sa, bo przyszła pora na spotkanie.

      Widownia siedzi w "sali" głównej, zajmuje miejsca przy ścianie. W rogu główna scena, mikroskoijna, zwłaszcza że musi zmieścić tuzin aktorów. Kantor krązy między nimi, niemal bezgłośnie nadzoruje to, co robią, zamyśla się, obserwuje, czasami zachowuje się jak dyrygent orkiestry. Ale najbardziej przypomina... trenera sportowego, krążącego nieustannie przy linii boiska, na którym jego zespół gra o mistrzostwo.

      Sam spektakl jest niesamowity.
      Nie ma klarownej narracji, postaci czy linii "melodycznej". Nic z tych rzeczy.
      Aktorzy przybierają pozy, na plecach albo pod pachami trzymają naturalnej wielkości manekiny dziecięce, podczas gdy sami są ucharakteryzowani na starców albo starszych ludzi, niektórzy z makijażem. Zachowują się o poruszają jak istoty na granicy życia i śmierci. W istocie mogą być duchami, kształtami dawnych istnień, wszak klasa jest "umarła", a manekiny to ich dziecięce wcielenia.

      "Akcja" obejmuje jeden dzień w szkole. Zniekształcone i zdeformowane klasyczne zachowania dzieci w takich warunkach. Kiedy profesor stawia pytanie, zaczyna się rwestes, wzajemne podpytywania, panika jaką znamy wszyscy z dziecinnych lat w szkolnych ławkach. Są przerwy, są wzajemne przekomarzania, jakieś konflikty i pierwsze miłości, zauroczenia, głupostki. wszystko wykoślawione, z minami, w formie jakichś powtarzanych gestów, słów, niczym natręctw nerwicowych.

      LIbretto"... o rety, tutaj jest może kilka pełnych zdań, normalnie wypowiedzianych. Cała reszta to dziwne urywane dźwięki, rytmicznie powtarzane przez całe minuty rymowanki, jakieś słowa zupełnie nieznane, tworzone naprędce, ze skojarzeń i zbitek liter. Popisowy jest moment, kiedy "profesor" strzela jak z karabninu maszynowego seriami przeplatanek złożonych z kilku urwanych słów. Ale to tylko wiśnie na torcie, jest tego znacznie więcej, a synchronizacja werbalna aktorów w tych sekwencjach jest oszałamiająca.

      ich koncentracja jest niesamowita. Miny, gesty, serie przełamanych, zapominanych w połowie, zerwanych słów, kolejne następujące po sobie sceny i ta kakofonia językowa - jak oni to ogarnęli, jak się tego nauczyli, jak udało im się w tak idealny sposób to z siebie wydobyć, solo i w zespole ? niezwykłe doświadczenie. Dla widza telewizyjnego. a co dopiero być tam, siedzieć tuż obok i móc to chłonąć z bliska...

      Są często nieruchomi, każdy z nich zastygły w swojej pozie, swojej minie, swoim emploi okreslonym na początku już. I każde z nich wytrzymuje w idealnym stanie, nie zmieniając niczego w żadnym momencie, nawet najwyższego natężenia indywidualnej ekspresji. Rewelacyjne, rewelacyjne. Pokaz kunsztu, samoopanowania i skupienia.

      Doskonale wygrywają, w sposób - powtórzę - zniekształcony, wystrzelony z formy, przynależny raczej pół-zombie niż przyzwoitym zmarłym czy starym ludziom, całkowicie osobiste i indywidualne cechy charakteru swoich dziecięcych odpowiedników. Manekiny są martwe, ludzie/duchy muszą do podrobionej fizjonomii dodać właściwą treśc osobowości. Ktoś wygląda iu zachowuje się jak prymus, ktoś jest dowcipnisiem, ktoś jest neurotyczną pieknością, a ktoś inny miłą dziewczyną która zawsze siedzi w pierwszej ławce i wszystkiego słucha, a jeszcze ktoś to klasowy błazen. Wszyscy znamy te figury, każda klasa miała te same.

      Mistrzostwem Kantora jest sposób w jaki je opisuje, odrzucając całkowicie "normalne" metody i style. tworzy własne, pozornie belkotliwe i oparte na zestawach krótkich motywów, ale czy nie tak właśnie pamiętamy sioebie i innych z przeszłości ? Slajdy, flesze, urwane słowa, jakieś pojedyncze gesty. Tutaj powstaje z tego cały niesamowity mikrokosmos, postaci czasami robią coś chórem, częsciej każde z nich na własną rękę uprawia autoprezentację, więc powstaje mętlik i chaos, ale ten chaos z mętliiem są jednocześnie cudownie logiczne, racjonalne i tworzą muzykę niemalże.

      Czasami tworzą figury w ławkach, czasami biegają po korytarzach jak w jakimś onirycznym tańcu, mijają się, zderzają, wybiegają z klasy, wracają, krąża wokół ławek, rzucają się na podłogę i coś krzyczą, śmieją się bezgłośnie i na "trzy cztery"robią dziwne miny.

      Jest tutaj szkoła, są normalne szkolne momenty, stałe gry fragmenty, ale w miarę upływu czasu są i echa nadchodzącej wojny, widma faszyzmu krążącego nad Europa, antysemickich prześladowań i dusznej atmosfery końca pewnej epoki.

      Kantor drze stare, podgniłe zeszyty i ksiązki, papiery rozlatują się po scenie, pod nogami aktorów, w drewnianym dzwonku szkolnym, którym telepie woźna ubrana na czarno [aktor przebrany za kobietę, w szpilkach] przejmująco uderzają metalowe kulki, wybijają jakieś memento grozy dla tych dzieci, albo za tymi dziećmi. CVała klasa w kakofonicznym chaosie recytuje imiona i nazwiska, może faktycznych kolegów Kantora z jego własnej klasy ?

      czy te postaci to zmarli ? a może starcy tylko ? może tylko oni zostali z tamtej grupy, a reszta zmarła ? w czasie wojny najpewniej. Może o to tutaj chodzi ?

      W pewnym momencie, film łączy się z teatrem. Klasa wybiega, dobvre słowo - każde z nich idzie w jakimś własnym stylu, jedno ciągle zasuwa na rowerze, aktor po prostu ma kij z kołem rowerowym na końcu i odpowiednio poruszając ciaałem imituje jazdę, na przerwę. Znikają w czeluściach za 'scenę', i nagle pojawiają się na zielonym wzgórzu, najpierw wspinając się z mozołem na wierzch, a potem biegnąc po łące - jest to scena filmowana w plenerze.

      w jednym z ostatnich momentów, kobieta, jedna z "uczennic", siedzi na brzegu.. jak się okaże za chwilę - fontanny. Za jej plecami pejzaż małomiasteczkowego ryneczku wieczorową porą. To też fragment filmu w teatrze.

      Całośc zamyka seria powtarzających się w nieskończności kilku tych samych zerwanych fraz, dźwięków i haseł. Klasy nie ma już w sali, jest tylko Kantor, i cisza, w której wibruje ta puszczana w "pętlę" seria. Aż w końcu i ona milknie. Koniec.

      Coś wspaniałego. Jestem pod wielkim wrażeniem.
      • grek.grek Re: "Umarła klasa" T. Kantora, Studio Teatralne T 21.12.15, 14:44
        krótki fragment z jutuba, dekoracje i wszystko dokładnie takie samo jak w filmie, ale rok nagrania [1977] sugeruje,że to chyba nie jest fragment filmu ? :


        www.youtube.com/watch?v=NLwQTmG2WJY
    • siostra_bronte Program na święta 21.12.15, 18:35
      Właśnie przejrzałam. Słabo to wygląda. Jak co roku festiwal filmów świątecznych, asterixów, hitów z Seagalem, tudzież komedii romantycznych, w większości ogranych. Nie znalazłam ani jednej ciekawej premiery! (tutaj liczę na moją kablówkę)

      Ale wypatrzyłam dwie perełki, obie 25 grudnia w Kulturze. Pierwsza to "Droga do Indii" Davida Leana. Hura! Poprzednio pokazana w Wielkanoc i nikt poza mną jej nie obejrzał. Mam nadzieję, że tym razem świąteczny rozgardiasz nie przeszkodzi Wam w obejrzeniu. Ale nie pojmuję, dlaczego "Droga..." jest pokazywana tylko w święta??

      Drugi tytuł to "Absolwent", klasyk Mike'a Nicholsa. Pewnie wszyscy znamy. Z przyjemnością go sobie przypomnę po latach.

      • siostra_bronte Re: Program na święta 21.12.15, 23:43
        Z tych emocji pomyliłam się, oczywiście "PODRÓŻ do Indii".
      • grek.grek Re: Program na święta 22.12.15, 13:48
        dzięki, Siostro :]

        rzeczywiście, wygląda to dośc skąpo, ale może coś będą puszczać po nocy ? :]

        TVP zawodzi na całej linii. Żeby w prime time wieczór świąteczny zamulać kabaretami na Dwójce i jakimis kotletami trzeciej świeżości na Jedynce, to już objaw upadku [obyczajów i gustów].
        Komercyjne niech sobie robią, co chcą, ale publiczna powinna mieć jakieś obowiązki wynikające z ustawy o misji.

        niedawno słyszałem jak jakiś cwaniak dowodził, ze skoro w narodzie większośc ludzi poszukuje prostej i mało wykwintnej rozrywki, to misja TVP musi polegać na tym, by im ją zapewnić, bo "publiczne medium musi służyć społeczeństwu".

        przyznam, że jakbym akurat nie siedział, bo bym musiał za krzesłem się rozejrzeć, bo lekko się pode mną nogi ugięły.


      • barbasia1 Re: Program na święta - wypatrzyłam premierę 25.12.15, 16:39
        "Bestie z południowych krain" (2012)- w drugi dzień świąt, 22:20 w TVPKultura. Film nagradzany, chwalony.
        • grek.grek Re: Program na święta - wypatrzyłam premierę 26.12.15, 12:56
          masz świetne oko, Barbasiu :]

          premierę na dziś - mamy :]
          również słyszałem sporo dobrych opinii o tym filmie.
          sukces w Cannes, sukces na Sundance.
    • siostra_bronte Tarantino-inspiracje 22.12.15, 13:31
      A może zrzynki :) Znalezione na stronie Ale kino. Świetne!

      vimeo.com/148955244
      • grek.grek Re: Tarantino-inspiracje 24.12.15, 13:44
        dzięki, Siostro :]

        fakt, świetne.
        Tarantino nigdy nie krył, że "jedzie" na cytatach tak z klasyki, jak i z kina B albo i D, a jesli ma jakąś zasługę jako rezyser, to leży ona na polu twórczego przerabiania i tworzenia ciekawych kompozycji z elementów, które już kiedyś ktos wymyślił i pokazał.

        powstaje pytanie : czy jest to oryginalne ? niby fragmenty zaczerpnięte z innych źródeł, ale przecież kompozycje i przeróbki całkowicie własne :]
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Niepokój" [znów...] 22.12.15, 13:57
      kiedyś już omawialiśmy, ale może ktoś nie widział ?

      oczywista inspiracja klasycznym "Oknem na podwórze".
      tyle że w tej wersji bohater ma naście lat, i odbywa w domu areszt, po tym jak pobił nauczyciela. Jest dziewczyna, z sąsiedztwa. I jest kolega do specjalnych zadan. Oraz mama. Taty nie ma, bo zmarł niedawno, dlatego bohater sprał nauczyciela, z żalu i wrażliwości po stracie.

      no i jest potencjalne morderstwo - w domu naprzeciwko, gdzie mieszka samotny mężczyzna w średnim wieku.

      jesli nie widzieliście nigdy w zyciu, jak się śledzi rzekomego killera, za pomocą gapienia się w jego okna stojąc we własnym, w pełnym oświetleniu, bez firanek i z lornetką oraz kamerą cyfrową w łapach, musicie go zobaczyć ;]

      jak się widzi takie kwiatki w wykonaniu detektywa, to się zaczyna z serca kibicować mordercy :]

      schematyczna fabuła, mniej więcej wiadomo, co po czym i z czego.

    • grek.grek 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Sinobrodego 22.12.15, 14:12
      w rezyserii Mariusza Trelińskiego.
      połączenie dwóch rzeczy, jak sam tytuł wskazuje.

      "Jolanta' [wg Czajkowskiego] jest o niewidomej księżniczce, tudzież królewnie ?, która nie zdaje sobie sprawy ze swojej ułomności, a ojciec ukrywa prawde, by jej nie stresować. Pojawia się lekarz, który może pomóc dziewczynie, ale król najpierw musi ją uświadomić. Na dworze zjawia się też hrabia i zakochuje w Jolancie, gotów się z nią ożenić.

      legendę o Sinobrodym mniej więcej znamy :] Poślubia on kobietę, która wprowadza się do jego imponującego Zamku, i zostaje pouczona, że może zaglądać do wszystkich komnat, za wyjątkiem jednej jedynej, do której wstęp jest wzbroniony. Oczywiście, ciekawośc kobieca bierze górę. Tutaj, w oparciu o utwór Bartoka.

      w rolach głównych starzy znajomi : Piotr Beczała jako hrabia w "Jolancie" i Anna jako Jolanta :] Barbasiu, sądzę że zwłaszcza dla Ciebie, jest to swietna informacja i może będzie zachetą do obejrzenia ?? OBY :]

      Sinobrodego zaspiewa Michaił Pietrenko, Judytą [żoną jego] będzie Nadja Michael.

      zapowiada się frapujący wieczór :]
      opera via tiwi, to nie to samo, to w ogole nie to samo, co live i z bliska [Amerykę odkrywam, jak zauważyliście, hehe], ale lepiej tak niż wcale. Poza tym, przy zrobieniu odpowiedniego nastroju wygaszeniem światła - można sobie atrakcyjnośc seansu podnieść ;]

      rzecz z 2015 roku, ponoć w MEt gościła 9-krotnie. współpracowała z nią Opera Narodowa form Poland :]
      • siostra_bronte Re: 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Sinobr 22.12.15, 14:17
        Zastanawiam się jak bohaterka może nie wiedzieć o tym, że jest niewidoma?
        • grek.grek Re: 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Si 22.12.15, 14:29
          :]

          Siostro, ja też :]]

          najpewniej chodzi o metaforę jakąs, a cała historia nosi znamiona przypowieści, wiec średnio się liczy z realiami.

          możliwe też, ze dziewczyna od dziecka wychowywana w zamku, z daleka od świata, nie rozumie, co to znaczy "widzieć" i jak wygląda świat w oczach widzącego człowieka. Ojciec ją wychowuje tając przed nią prawdę, kocha ją zbyt mocno, by narażać na rozpacz.
      • barbasia1 Re: 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Sinobr 23.12.15, 00:46
        Dlaczego? Dlaczego właśnie dziś Jolanta/Zamek Sinobrodego, przed samymi świętami, kiedy tyle pracy! Tyle słyszałam, czytałam o tym spektaklu Trelińskiego, tak bardzo go chciałam zobaczyć.

        W ogóle nie zaglądałam ostatnio do programu TV i późno, zorientowałam się, co dziś pokazuje TVPKultura, nie zdążyłam nawet włożyć pendrive'a, żeby nagrać tę operę! To znaczy włożyłam pendrive'a i zaczęłam nagrywać dopiero od ok 22:00, /jak już zrobiłam wszystko, co miałam zaplanowane do zrobienia/. Piotra Beczały i Anny Netrebko niestety już nie zobaczyłam...
        Heh! :/


        • grek.grek Re: 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Sinobr 23.12.15, 12:56
          jeśli włączyłaś ok. 22:00, Barbasiu, to powinno nagrać Ci się przynajmniej zakończenie "JOlanty", czyli ślub głównej bohaterki z hrabią Vaudemotem.

          to hrabia, zakochany w niej od pierwszego wejrzenia, odkrywa przed nią prawdę - że świat nie jest wieczną ciemnością, ale mieni się barwami. Jolanta zaś, odwzajemniając miłośc Vaudemota, jest w stanie z całych sił uwierzyć, ze odzyska wzrok, co jest warunkiem sine qua non jej wyzdrowienia. jej ojciec dorzuca sprytny fortel : mówi jej, że jesli Jolanta nie odzyska wzroku, skaże on hrabiego na śmierć. W ten sposób wzmaga jej motywację, jednocześnie na stronie wtajemniczając w cały plan Vaudemota. Udaje się. Jolanta z radością odkrywa świat widzialny, a potem poślubia hrabiego, i wszyscy,. włącznie z liczną służbą, są szczęsliwi, nawet jeśli służki wcześniej sobie brzydko kpiły za plecami Jolanty z jej nieswiadomości własnej choroby.

          Anna jest ofk doskonała, ale chyba największe brawa na wyjściu dostał Piotr Beczała :]

          scenografia jest świetna : akcja rozgrywa się właściwie w jednym miejscu, w upozowanym na przezroczysta, luksusową, choć ascetycznie urządzoną [jedno łózko], klatkę pokoju w leśnej rezydencji, w której Jolantę umieścił jej ojciec, król.

          Licznie pojawiają się iluminacje, nie wiadomo - tworzone w trakcie spektaklu na żywo czy dodawane w realizacji telewizyjnej ? Tak czy owak, bardzo efektowne : na ciemnym tle pokój JOlanty, stojący [czasami obracający się] w centrum sceny wygląda na bardzo niewielki, a dookoła wszędzie wirują czy to filmowane z bardzo bliska gałązki, czy też jakieś esy floresy białą "kreską' pociągnięte, ewentualnie cos, co przypomina gałęzie drzew. Dookoła chaty/pokoju jest las.

          Na wstępie pojawia się jeleń, ewentualnie sarna.W formie iluminacji wyświetlonej na czarnym tle, biega, skacze, ucieka, wreszcie pada. Umiera ? Czy to metafora postaci Jolanty, która jest ufna, szlachetna i pełna wdzięczności dla świata, a jednoczesnie pełna niepokoju ?

          Z czasem dorasta do najważniejszej decyzji w swoim życiu. Z miłości, oczywiście. Decyduje się zmierzyć z prawdą, z rzeczywistością, stawiając czoło nieznanemu.

          o "Zamku..." za moment.
        • grek.grek Re: 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Sinobr 23.12.15, 13:12
          Tak więc, "Zamek..." to zupełnie inna opowieśc, aczkolwiek z "Jolantą" zrośnięta nieprzypadkowo, tutaj też uczucie kobiety do mężczyzny odgrywa ważną rolę, tak jak i pragnienie poznania prawdy, który motywuje ją do działania.

          Ciekawe, że "Zamek" zaczyna się w momencie, w którym kończy się "Jolanta". Tam jest ślub, a tutaj pan młody, niepokojący Sinobrody w wykonaniu Michaiła Pietrenki, przywozi swoją świezo poślubioną zonę, Judytę [pełna pasji i poświęcenia Nadja Michael] do swej posiadałości, gdzieś w środku lasu, jest noc, drzewa dookoła i generalnie mało przyjemnie.

          Judyta ma w głowie opowieści, które słyszała o swoim mężu, że niby zabił swoje poprzednie żony. Domaga się wiec od niego, dając dowody miłości do niego, żeby oprowadził ją po domu i pokazał jej wszystko, otworzył przed nią każde drzwi. Sinobrody próbuje ję odwieśc od zamiaru, powtarza "Kochaj mnie, nie zadawaj pytań !", ale Judyta nie rezygnuje.

          Ruszają więc w wędrówkę po zamku, ofk tak samo nowoczesnym jak i stroje bohaterów :]. Na środku wielka iliuminacja, jakby szyb windy, wolniutko przesuwającej się w górę albo w dół. Z boku, ma marginesie sceny Judyta jakby w środku jadącej windy. Sinbrody jej towarzyszy.

          Odwiedzają kolejne z siedmiu komnat : w jednej są skarby, w drugiej sala tortur dla pokonanych wrogów, w innej jezioro łez, w jeszcxze innej ogród, a w kolejnej złowrogie cienie krwawych chmur... Jolanta na przemian jest wstrząśnięta i zachwycona, ale nie przestaje być zakochana w swoim mężu, który z komnaty na komnatę coraz bardziej wydaje się podenerwowany i zaniepokojony. Czasami ona rzuca się na niego z uczuciem, a on ją odpycha. Za chwilę on próbuję przytulić ją i zostaje brutalnie odrzucony. Cały czas toczy się między nimi gra emocji. Scenografia to podkreśla, jest ciemnawa, ascentyczna, ale jednocześnie przepięknie skomponowana. Dekoracje są znakomite, świetnie współgrają z pełną grozy muzyką.

          Judyta powtarza, ze "chce rozjaśnić ten straszny zamek swoją miłością", ale aby to było możliwe, musi poznać wszystkie jego sekrety. Kiedy zostaje już tylko jedna komnata do obejrzenia... zmienia się scenografia - z lewej strony mamy wielkie okno z 5 metrową firaną od sufitu aż po podłogę, po lewej skromnny stół na dwie osoby, a całe tło stanowi coś w rodzaju czarnych płyt z ledwie widocznymi wzorami. W pewnym momencie włączone zostaje bardzo dyskretne światło i widać, ze te płyty są przezroczyste, a za nimi nagle wyrasta obraz strzelistych wieżyczek zamkowych. "Zobacz, rozjaśniłaś zamek, on ożył dzięki tobie", woła Sinobrody, próbując odwieść Judytę od chęci zobaczenia, co jest w ostatniej komnacie. Na próżno. W dramatycznej scenie Judyta przekonuje go by odsłonił całą prawdę.

          W ostatniej komnacie jest... są... zwłoki poprzednich żon Sinobrodego. Judyta przeczuwała to, a teraz wie na pewno. Scena dzieje się w lesie, drzewa nie stoją w ziemi, jak pan Bóg przykazał, ale wiszą nad nią, z wyrwanymi korzeniami. POśrodku jest wgłębienie, a dookoła rozysypana ziemia, w której tkwi łopata. Widać zwłoki kobiet. Inne kobiety, a może są to nimfy leśne ?, tanczą w tle, pośród krzewów i traw ukrytych w półmroku.

          cdn
        • grek.grek Re: 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Sinobr 23.12.15, 13:31
          Jolanta już wie, dlaczego wszystko, co widziała w poprzednich pokojach udekorowane było krwią. Jest zaszokowana, pada na ziemię, słania się... Tymczasem Sinobrody przytula wystającą z niedokończonego grobu wykopanego na środku sceny kobietę. Przytula ją i śpiewa arię, w której oddaje hołd wszystkim swoim żonom, opowiadając że ich śmierć ujmowała mu bólu, wszystkie były wspaniałe, kocha je i kochać będzie. Judycie wydaje się, ze one są ciągle żywe [tańczące postaci w tle], ale to nie zycie w sensie materialnym. "To ich piękno powoduje, ze są nieśmiertelne", wyjaśnia jej Sinobrody.

          Śpiewa o tym, że każda z jego żon czyni pięknym inną porę dnia - jedną poznał o świcie, więc "do niej należy każdy świt", inną w południe, inną wieczorem, a inną w nocy. Judyta za każdym razem szepcze do siebie "Nie byłabym w stanie jej dorównać". Po cóż więc Sinobrody się z nią ożenił ? Jaka ma być jej rola ?

          Judyta znika w tle, zapada ciemnośc, nie widać już pląsających kobiet w tunikach. Sugestia, że umarła ?

          Na scenie pozostaje tylko milczący Sinobrody czule przyciskający do piersi zwłoki jednej z żon. Czy Judyta podzieliła ich los ? Kurtyna. Aplauz :] Oboje śpiewacy dostają huraganowe oklaski :]
          Słusznie.

          Ale największe brawa, wg mnie, dla osoby która wykonała dekoracje. Są znakomite, jak doskonale pasują i uwypuklają cięzar gatunkowy całej opowieści i libretta.

          I tutaj nie brakuje iluminacji władających co jakiś czas sceną. Tzn. scena maleje, wygląda jak nieznaczny kwadrat albo prostokąt, a wsżedzie są wirujące płatki, coś jakby gałązki, wszystko w max zbliżeniu, jak obserwowane przez mikroskop. Niekiedy całkowicie niknie scena, a ekran wypełniają same... elementy iluminacyjne :]

          Każda komnata odwiedzana przez Judytę i Sinobrodego podczas tej ekskursji po zamku, ma swój folkor. W jednej Judyta bierze kąpitel, widać tylko wannę i lustro w którym nagle pojawia się młoda kobieta, cała we krwi, a potem Sinobrody, który ani na moment nie zdejmuje czarnej rękawiczki z prawej dłoni. W innej komnacie wiszą zakrawiowone łańcuchy, nagle zaczyna się opętańcza gra świateł, czerwonych, upiorne wrażenie. Wreszcie pojawienie się Sinobrodego uspokaja ten zgiełk i widac, ze ta sala pełna jest krwi rozbryzganej po jasnej ścianie, a łańcuchy wiszące na niej są zakrawawione.

          W jeszcze innym momencie, JUdyta jest w białej salce, której ściana przypomina stronę z krzyzówki, ewentualnie kafelki łazienkowe. U góry pali się mała goła żarówka. Judyta jest coraz bardziej zaniepokojona tym, co się dzieje, ale i zdeterminowana by odkryć prawdę, bo bardzo chce kochać Sinobrodego, ale kochac może tylko znając całą o nim prawdę, którą on stara się ukryć.

          Nagle drzwi się otwieraja, wolno i tylko trochę - uchylają się. Judyta siedzi przy ścianie, w kucki. Przez te uchylone drzwi wślizguje się do środka ręka w czarnej rękawicze, wolno, wolno, całe ramię, równie na czarno ubrane, słychać głos Sinobrodego... I ta muzyka :] Groza jak nic :]

          doskonałe, doskonałe przedstawienie. Jakbym się znał, to może coś bym umiał skrytykowac, ale chwała najwyższemu - nie znam się w ogóle, po prostu delektowałem się nastrojem wykreowanym przez rezysera, scenografów i maestro, kunsztem śpiewaków i mistrzostwem realizacji made in MET :]

          • grek.grek Re: 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Sinobr 23.12.15, 13:54
            PS : te majestatycznie przesuwające się "gałązki", "płatki śniegowe" etc., to - jak własnie wyczytałem - "obraz entropii, rozpadających się cząsteczek, symbolizujących [operowy] rozpada świata i duszy".

            PS 2 : Judyta i Jolanta mają tę samą koszulę nocną, tudziez halkę [na damskiej garderobie znam się dośc marnie, heh]. Zapomniałem dopisać, a przecież to istotna obserwacja, bo te dwie bohaterki są, muszą być, w jakiś sposób ze sobą powiązane. Nie tylko za pomocą losów, motywacji, dokładnej odwrotności zakończenia swojej drogi.

            PS 3 : jak czytam, Judyta kończy zakopana żywcem przez Sinobrodego. w omawianej wersji nie ma tej sceny, ewentualnie rozkopana ziemia i łopata są wystarczającą sugestią, której nie złapałem.
            • barbasia1 Re: 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Sinobr 26.12.15, 11:18
              grek.grek napisał:

              > PS : te majestatycznie przesuwające się "gałązki", "płatki śniegowe" etc., to -
              > jak własnie wyczytałem - "obraz entropii, rozpadających się cząsteczek, symbol
              > izujących [operowy] rozpada świata i duszy".

              Hehehe! brzmi nieźle! :)

              Nadrabiam powoli zaległości.

              Dzięki za fantastyczny opis. Osłodził mi żal, że nie obejrzałam tego niezwykłego spektaklu.
              (ale mam nagrana połowę, jutro postaram się obejrzeć).

              Scenografię, sprawdziłam dla pewności, robił Borys Kudliczka, od lat współpracujący z Mariuszem Trelińskim przy realizacji przedstawień operowych. Kudliczka słynie ciekawych i niebanalnych opraw scenograficznych oper, które współtworzy z Trelińskim.








              • grek.grek Re: 20:30 Kultura/opera MET "Jolanta/Zamek Sinobr 26.12.15, 13:00
                prawda ? :]

                doskonale.

                dzięki, Barbasiu :]
                mam nadzieję, że nie popadłem w zbytni chaos, bo pisałem z pamięci i wielu obrazów i spostrzeżeń nie umiałem dobrze nazwać, a przynajmniej tak mi się zdawało, że nie umiem.

                obejrzyj koniecznie ! naprawdę wspaniały spektakl, tak jak zresztą wszystkie które mogliśmy do tej pory oglądać w Kulturze.

                dzięki za info :] pan Kudliczka [czeskie pochodzenie ?] spisał się znakomicie. Scenografia jest zaiste imponujaca, a jednocześnie bezpretensjonalna, na swój sposob skromna. Robi wrażenie.
    • siostra_bronte "Gulietta i duchy" 23.12.15, 15:44
      W Kulturze za chwilę, o 16.10. Widziałam dawno temu. Nie należy do najlepszych filmów Felliniego, za długi i przeładowany, ale z dziennikarskiego obowiązku zapowiadam.
      • grek.grek Re: "Gulietta i duchy" 23.12.15, 16:15
        dzięki, Siostro :]

        nawet nie podejdę, bo wiem że nie bedę mógł dokończyć, więc - poczekam na kolejną powtórkę.

        o 20:20 dokument "Odkrywając Betty Page", omawiany kiedyś przez nas.
        o 23:50 "Łowca jeleni".
        uff, nie wiem czy zdołam coś z tego obejrzeć dziś :]
        zajęta środa ;]
        • siostra_bronte Re: "Gulietta i duchy" 23.12.15, 16:26
          Tak, już była jedna powtórka jakiś czas temu, więc jest szansa na następną.

          Dzisiaj wieczorem w Cinemaxie "Figurant" z 1976 r. z Woody Allenem w roli głównej! Widziałam dawno temu, świetny film. Oczywiście coś napiszę.
          • grek.grek Re: "Gulietta i duchy" 24.12.15, 13:16
            doskonale, Siostro :]

            pamiętam, to znaczy - niewiele pamiętam, "Figuranta".
            Allen grał przeciętnego obywatela, który staje się medialną tubą dla swoich znajomych niepokornych intelektualistów, którzy są prześladowani przez specsłużby FBI wszedzie szukające komunistów" i nie mogą publikować antyrządowych tekstów pod własnymi nazwiskami. Allen gra gościa, który ma czystą kartotekę, więc jego nazwisko swietnie nadaje się do podpisywania ich artykułów.

            Z tego, co pamiętam/nie pamiętam, jako ów figurant bohater Allena w końcu staje przed komisją McCarthy'ego, oskarżony o sprzyjanie komunistom ?

            z niecierpliwością wyglądam/wyglądać będę Twojej relacji, Siostro ! to mniej znany film Allena, ale moje mgliste wspomnienie na jego temat są bardzo dobre :]
        • siostra_bronte Re: "Gulietta i duchy" 23.12.15, 16:28
          Greku, Ty też ciężko pracujesz przed świętami? I ty Brutusie? :)
          • siostra_bronte Re: "Gulietta i duchy" 23.12.15, 16:30
            Mam na myśli oczywiście lepienie pierogów, sprzątanie i całą przedświąteczną orkę :)
          • barbasia1 Re: "Gulietta i duchy" 24.12.15, 00:47
            siostra_bronte napisał(a):

            > Greku, Ty też ciężko pracujesz przed świętami? I ty Brutusie? :)

            Hehehe! ;)
            • grek.grek Re: "Gulietta i duchy" 24.12.15, 13:30
              :]

              jak zwykle, staram się zaspokoić oczekiwania obu, namolnych w swoich wpływach, stron - niemoralnego poganina z dziada pradziada Słowianina we mnie, i przykładnego obywatela i jednostkę zaprzężoną w rodzinne dyby [w różowym kolorze] przez złośliwy los ;]]

              a jak u Ciebie, Barbasiu, przebiegają manewry świąteczne ? mam wrażenie, że finezyjne zapachy czuję aż tutaj ! :] Twoje opisy zwykle są tak sugestywne.


              • barbasia1 Re: "Gulietta i duchy" 25.12.15, 15:20
                jak zwykle, staram się zaspokoić oczekiwania obu, namolnych w swoich wpływach, stron - niemoralnego poganina z dziada pradziada Słowianina we mnie, i przykładnego obywatela i jednostkę zaprzężoną w rodzinne dyby [w różowym kolorze] przez złośliwy los ;]]

                Pięknie! Hehehe! :))

                Dyby w "różowym kolorze"? Dlaczego w "różowym kolorze" ?

                > a jak u Ciebie, Barbasiu, przebiegają manewry świąteczne ? mam wrażenie, że fin
                > ezyjne zapachy czuję aż tutaj ! :] Twoje opisy zwykle są tak sugestywne.

                Wybacz, ze dopiero teraz odpowiadam, ale jak już mówiłam, ja tym roku po raz pierwszy byłam szefem kuchni przygotowywałam sama (oczywiście pod fachowym nadzorem) prawie wszystkie potrawy (wcześniej robiłam zakupy i załatwiałam wszystkie inne około świąteczne sprawy ) od rana na nogach, ledwo się wyrwałam na 5 minut do internetu żeby napisać życzenia dl Was. Nie finiszowałam jednak jak Ussain Bolt. Pod koniec robiłam już trzy rzeczy na raz. ;) Ale zdążyłam ze wszytskim na czas.

                Pierożki (pytałeś, wyżej o wielkość - są standardowe, ok. 9-10 cm) z farszem grzybowym (podgrzybki) i kapustą wyszyły, muszę przyznać, świetnie. Zupa grzybowa była wyśmienita. Pasztet, karpie, kapusta z grochem bardzo dobre, może do kapusty z grochem dodałam trochę za mało oleju z zesmażoną na złoto cebulą, ale to jest do naprawienia, przy odgrzewaniu. :)
                Generalnie jestem zadowolona z debiutu. :)

                • grek.grek Re: "Gulietta i duchy" 26.12.15, 12:46
                  cześć, Barbasiu :]

                  jako szefowa na pewno wypadłaś na miarę swoich możliwości, a więc znakomicie wypadłaś :]
                  gratulacje.

                  co za opisy ! :]
                  od razu apetyt skacze pod sam sufit :]]

                  Teraz wreszcie nadszedł czas delektowania się dziełem własnych rąk, prawda ? :]

                  PS : "dyby" są "różowe", bo w ogole nie jestem terroryzowany, wszyscy są mili, atmosfera niewymuszenie dobra, więc... jak tu uciec ? jak odmówić ? jak się nie podłączyć ? ;] hehe.
          • grek.grek Re: "Gulietta i duchy" 24.12.15, 13:24
            ;]]

            a skąd !, Siostro :]

            jako przykładny poganin, oczywiście, uprawiam żenującą kolaborację - zakupy głównie, ale odwiedzam też punkt przygotowawczy, chwalę, podziwiam i dopinguję, cmokam ze szczerego zachwytu, ale za to nie dałem się wkręcić w ubieranie choinki i inne bezeceństwa, co poczytuję sobie za prawdziwie heroiczny czyn ;]

            rozumiem kulturową funkcję świąt, ale w religijny obrządek jakoś nie umiem się wkręcić, pocieszające że im dalej w las, tym mniej - w okolicznościach przyrody w których bytuję - religii, a wiec kulturowej funkcji.

            najchętniej udałbym chorego, ale kiedyś próbowałem i zostałem zdemaskowany, więc nie mam już marginesu błędu i każda próba wyreklamowania się już nie ma szans powodzenia ;]
            • siostra_bronte Re: "Gulietta i duchy" 24.12.15, 17:45
              :))
            • barbasia1 Re: "Gulietta i duchy" 25.12.15, 15:33
              odwiedzam też punkt przygotowawczy, chwalę, podziwiam i dopinguję, cmokam ze szczerego zachwytu, ale za to nie dałem się wkręcić w ubieranie choinki i inne bezeceństwa, co poczytuję sobie za prawdziwie heroiczny czyn ;]

              Stawiałam, że zagoniono Cię do ubierania choinki. :))
              • grek.grek Re: "Gulietta i duchy" 26.12.15, 12:48
                haha ;]
                ciekawy trop, Barbasiu.

                ale wiesz, od ubierania choinki to dyplomowani spece są, co roku... gdzie mnie, maluczkiemu do takich wiekopomnych wyzwań... ;]]
    • maniaczytania Zdrowych i spokojnych, 24.12.15, 12:27
      spędzonych tak, jak lubicie i z tymi, których lubicie świąt Bożego Narodzenia!

      A mnie może w okresie świątecznym uda się wreszcie nadrobić zaległości ;)
      • grek.grek Re: Zdrowych i spokojnych, 24.12.15, 13:35
        dzięki, Maniu ! :]

        Tobie i Wam, Drodzy, życzę samych przyjemności świątecznej : świetnej atmosfery, beztroski, dobrego jedzenia i udanych spacerów, bo pogoda najpewniej będzie im sprzyjała, albo po prostu sympatycznego wypoczynku, w gronie własnym, rodzinnym, dowolnym. Spędźcie te dni w taki sposób w jaki lubicie i na jaki macie ochotę, cała reszta to tylko otoczka :]

        no i nie zapominajcie o filmach, zawsze coś się znajdzie do obejrzenia, a choćby i powtórkowo, ale za to z satysfakcją. A później napisania o tym w naszym legendarnym blogu forumowym :]]
        • siostra_bronte Re: Zdrowych i spokojnych, 24.12.15, 14:10
          Przyłączam się. Spokojnych Świąt!
      • barbasia1 Re: Zdrowych i spokojnych, 24.12.15, 15:46
        Dziękuję piękne życzenia, Maniu , Greku, Siostro_Bronte!

        I ja życzę Wam pięknych, radosnych, kolorowych, pachnących, błogich Świąt.

        Bombowych Świąt, Greku! ;)

        fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3918971,2,1,Bombki-polskie.html

        • grek.grek Re: Zdrowych i spokojnych, 25.12.15, 11:05
          efektowne :]

          dzięki, Barbasiu :] piękne życzenia.


          • barbasia1 Re: Zdrowych i spokojnych, 25.12.15, 15:58
            Dziękuję, Greku! Wybacz słabą jakość zdjęcia, mało ostre jest. Robione było smartfonem w bardzo niewygodnej pozycji ( w rękach ciężkie siatki), pośród tłoczących się przy stoisku ludzi. Wypatrzyłam przypadkowo tę oryginalną bombkę i pomyślałam, że pewnie by Ci się spodobała, gdybyś miał swoją choinkę. :)
            • barbasia1 Re: Zdrowych i spokojnych, 26.12.15, 11:02
              korekta:
              Wypatrzyłam przypadkowo tę oryginalną bombkę i pomyślałam, że pewnie by Ci się spodobała i kupiłbyś ją, gdybyś miał swoją choinkę. :)
            • grek.grek Re: Zdrowych i spokojnych, 26.12.15, 12:53
              o, Barbasiu, liczy się Twoja intencja, determinacja, włożona w to zdjęcie energia :] dlatego jest ono piękne :]
              • barbasia1 Re: Zdrowych i spokojnych, 27.12.15, 22:53
                grek.grek napisał:

                > o, Barbasiu, liczy się Twoja intencja, determinacja, włożona w to zdjęcie energia :]

                Brzmi to tak poważnie, a mnie wielka uciecha towarzyszyła podczas robienia zdjęcia.

                >dlatego jest ono piękne :]
                :)))

                To wspaniałe, co powiedziałeś! :}
                • grek.grek Re: Zdrowych i spokojnych, 28.12.15, 13:08
                  :]
                  no własnie, o tę energię radości i uciechy twórczej mi chodziło, Barbasiu :]

                  miło mi :]
      • pepsic Re: Zdrowych i spokojnych, 27.12.15, 21:43
        Dołączam mocno spóźniona do życzeń świątecznych. Wybaczcie, byłam wyjątkowo niepozbierana i pozbawiona energii, a i wizyt w te i we wte moc, plus zwyczajowo świąteczny tłok przy komputerze.
        Ps. Nic nie obejrzałam, a koncerty kolęd ledwo, ledwo.
        • barbasia1 Re: Zdrowych i spokojnych, 27.12.15, 22:48
          pepsic napisała:

          > Dołączam mocno spóźniona do życzeń świątecznych. Wybaczcie, byłam wyjątkowo nie
          > pozbierana i pozbawiona energii, a i wizyt w te i we wte moc, plus zwyczajowo ś
          > wiąteczny tłok przy komputerze.
          > Ps. Nic nie obejrzałam, a koncerty kolęd ledwo, ledwo.

          O!
          Dziękujemy i dobrego po_świętach, Pepsic! Spokoju i odpoczynku.


        • grek.grek Re: Zdrowych i spokojnych, 28.12.15, 13:06
          dzięki, Pepsic :]
          mam nadzieję, że - pomimo, albo paradoksalnie : za sprawą, tego rwetesu i wrzawy - miałaś udane świąta, zabawne i wesołe :]


    • grek.grek 2:05 dziś/9:45 jutro, Kultura, "Zawrót głowy" 24.12.15, 15:39
      ale klasa :]
      na nic innego nie zdołam się dziś załapać, ale za to noc będzie moja ! :]

      nocą "Zawrót głowy", bez reklam - rewelacja, już się cieszę, ta idea będzie mnie podtrzymywać podczas wigilijnej nasiadówki ;]

      jutro powtórka, o 9:45.
      ale w dzień, to nie to samo, tak mi sie wydaje.
      wieczór, noc - to idealna pora dla tego filmu.

      Siostro, jak u Ciebie ?
      • siostra_bronte Re: 2:05 dziś/9:45 jutro, Kultura, "Zawrót głowy" 24.12.15, 16:45
        O, nie zauważyłam! Po nocy odpada, ale może jutro rano? Chociaż masz rację, to nie najlepsza pora dla tego filmu!
        • grek.grek Re: 2:05 dziś/9:45 jutro, Kultura, "Zawrót gł 25.12.15, 11:08
          obejrzałem nocą :]

          mistrzostwo.
          pamiętam, że omawialiśmy dokładnie ten film, więc trudno mi coś nowego dodać, ale komplementów nigdy dość :]
          • siostra_bronte Re: 2:05 dziś/9:45 jutro, Kultura, "Zawrót gł 25.12.15, 11:21
            Mnie się nie udało, za późno wstałam :)

            Ten film można oglądać bez końca. Ma to samo co "Psychoza". Jakby został nakręcony w jakimś natchnieniu. Przypomina sen, koszmarny i fascynujący jednocześnie.
            • grek.grek Re: 2:05 dziś/9:45 jutro, Kultura, "Zawrót gł 25.12.15, 15:15
              hehe :]

              piękna mini-recenzja, Siostro :] nic dodać, nic ująć.
    • grek.grek 21:15 Kultura "Poradnik pozytywnego myślenia" 24.12.15, 15:45
      komediodramat który kursuje jako "komedia romantyczna", dobrze skrojony i zagrany, w swoim podgatunku nietypowy, ale... nadal nie wiem, skąd i za co ten deszcz oscarowych nominacji ? :]

      niedawno ktoś mnie oświecił, że w Oscarach duże znaczenie ma logo producenta danego filmu i jego opinia i wpływy w środowisku, więc może tutaj nalezy szukać rozwiązania tej sprawy ? ;]

      tak czy owak, warto się przekonać osobiście, o co tyle hałasu było swego czasu.

      Omawialiśmy przy okazji premiery, więc nie dopisuję nic więcej, ale jakbyście na nowo zdefiniowali ten film, i cokolwiek z nim związanego, to rad bym przeczytać.
      pamiętam, ze chyba nam się podobał. Ale żeby 8 nominacji do Oscarda ?
      • siostra_bronte Re: 21:15 Kultura "Poradnik pozytywnego myślenia" 24.12.15, 17:46
        Jakoś nie mam ochoty oglądać tego filmu.

        Zgadza się, przy Oskarach coraz ważniejszy jest piar producenta, niestety.
        • maniaczytania Re: 21:15 Kultura "Poradnik pozytywnego myśle 24.12.15, 23:54
          jeśli nie oglądałaś, to polecam się jednak przełamać ;)
    • siostra_bronte "Figurant" (1) 24.12.15, 16:55
      Obejrzane w Cinemaxie. Film Martina Ritta z 1976 r. Fajnie, Greku, że go widziałeś.

      Akcja toczy się w latach 50-tych. Bohaterem jest Howard Prince (Woody Allen), kasjer w barze. Nielegalnie zajmuje się też przyjmowaniem zakładów na walki bokserskie. Tonie w długach. Nawet zakupy w warzywniaku robi na krechę. Czasem pomaga mu brat, ale coraz mniej chętnie.

      Pewnego dnia Howarda odwiedza jego przyjaciel, Alfred Miller (Michael Miller), scenarzysta filmów telewizyjnych. Mówi mu, że znalazł się na czarnej liście i nie może pracować. Dlatego potrzebuje „figuranta”, kogoś kto będzie podpisywał jego teksty i udawać prawdziwego autora. Prince zgadza się bez wahania. Miller ostrzega, że może mieć kłopoty, ale Howard jest zdecydowany. Jego entuzjazm wzrasta, kiedy Miller proponuje mu 10% od każdego scenariusza.

      Tutaj rozmowa Howarda z Millerem:

      www.youtube.com/watch?v=HaJegdhUvks
      Krótko o czarnej liście Hollywood. Pojawiła się w 1947 r. i była rozszerzana o nowe nazwiska aż do 1960 r. Pojawiali się na niej reżyserzy, aktorzy i inni twórcy związani z rozrywką, których podejrzewano o komunistyczne sympatie (choć była też instrumentem do personalnych rozgrywek). Nie mogli pracować oficjalnie w zawodzie. Na liście znalazło się wielu znanych twórców. Niektórzy wyjechali z tego powodu ze Stanów, np. Charles Chaplin, Orson Welles, Jules Dassin, Joseph Losey.

      Pierwszy tekst wysłany do stacji telewizyjnej bardzo się podoba. Howard idzie do stacji, żeby spotkać się z producentami. Wśród nich jest Florence (Andrea Marcovicci), która od razu wpada mu w oko. Stacja kupuje tekst. Howard może uregulować część długów. Po pierwszym filmie staje się gwiazdą w barze, gdzie pracuje :)

      Howard umawia się z Florence na obiad. Nie ukrywa swoich zamiarów, ale Florence mówi mu, że jest zajęta. Ale urok Howarda robi swoje. Florence chwali go, że świetnie pisze o kobietach, dobrze je rozumie. Howard skromnie spuszcza oczy :) Umawiają się na kolejną randkę.

      Howard wie, że musi nadrobić zaległości w lekturach, żeby głupio nie wpaść, choćby przed Florence. Idzie do znajomego antykwariusza i kupuje parę książek Hemingwaya i Dostojewskiego :)

      Pewnego razu omal nie wpada. Kiedy przychodzi do stacji z kolejnym scenariuszem, producent mówi mu, że natychmiast musi zrobić zmiany w scenariuszu z powodu sponsora. Howard się opiera, może się skupić tylko w domu itd. Ale producent i Florence naciskają. Howard dostaje gabinet, ale wymyka się z niego, dzwoni do Millera, który przyjeżdża taksówką i odbiera od niego tekst.

      Równolegle mamy wątek Hecky’ego Browna (Zero Mostel), aktora komediowego, który występuje w filmach tej samej stacji telewizyjnej. Hecky ma kłopoty. Niejaki Hennessey, urzędnik zajmujący się prześwietlaniem pracowników stacji pod kątem ich „antyamerykańskiej działalności” wypytuje go o przeszłość. Hecky przyznaje się, że owszem, był na pochodzie pierwszomajowym parę lat temu, ale dlatego, że podobała mu się pewna działaczka :) Ale urzędnik wyciąga inne, kompromitujące fakty. Wypytuje o nazwiska, ale Hecky zasłania się niepamięcią. Hennessey grozi, że będzie miał kłopoty.

      Hennessey dostaje też nazwisko Howarda Prince’a do sprawdzenia. Po krótkim śledztwie przekazuje prawnikowi stacji, że nie ma na niego żadnych dowodów, więc można go zatrudnić. Jednak ma wątpliwości i postanawia przyjrzeć mu się bliżej.

      Tymczasem Howard sprzedaje kolejne scenariusze. Kupuje sobie garnitur na miarę, wynajmuje ładne mieszkanie. Widać, że lubi to nowe życie. Tak się rozbestwia, że pyta Millera, czy nie ma kolegów, którzy też potrzebują pomocy. I Miller kontaktuje go z trzema innymi autorami. Howard zarabia jeszcze większą kasę.

      Czuje się tak pewnie, że w czasie spotkania z trójką autorów (czasem potrzebne są poprawki tekstów) mówi, żeby się lepiej starali. Bo ostatnio teksty są „miałkie”. Na to Miller rzuca się na niego z rękami: „ja go zamorduję” :)

      Nasz bohater powoli zostaje celebrytą. Na przyjęciu stacji telewizyjnej szefowie okazują mu sympatię. Howard świetnie odgrywa swoją rolę. W jakiejś dyskusji z miną znawcy opowiada, że współczesna literatura amerykańska zaczęła się od „Przygód Hucka Finna” Twaina. Tak powiedział mu antykwariusz :)

      Howard jest też zapraszany do telewizji. Szkoła, w której się uczył organizuje spotkanie z uczniami, a Howard dostaje pamiątkowy dyplom :)

      Florence na kolejnym spotkaniu mówi Howardowi, że jest jedynym pisarzem jakiego zna, który nie lubi mówić o swoich tekstach. Chwali go za skromność. Howard jest zakłopotany. Wiecie jak Woody potrafi to zagrać :) Na koniec całują się namiętnie.

      Pewnego wieczora Florence przychodzi do Howarda na umówioną kolację. Jest zdenerwowana. Mówi mu, że właśnie rzuciła pracę! Czuje wielką ulgę. Howard jest w szoku. Florence tłumaczy, że nie mogła dłużej znieść niszczenia ludzi. Do tej pory milczała, akceptowała to co się działo, ale ostatnie wydarzenia, łącznie z wyrzuceniem Hacky’ego Browna przeważyły szalę. Trzeba z tym walczyć! Będzie wydawać broszurę, a Howard będzie tam pisać…

      Ale Howard nie może w to uwierzyć. Rzuciła karierę? A co będzie z nim? Długo czekał na swoją szansę, nie może się teraz wychylać… Przekonuje Florence, że powinna wrócić do stacji. Florence jest rozczarowana. Czyli zależy mu tylko na karierze? Rzuca mu jeszcze kilka gorzkich słów i wychodzi...
      • siostra_bronte "Figurant" (2) 24.12.15, 17:02
        Tymczasem Hecky Brow wraca do Hennesseya. Jest załamany. Nikt nie chce go zatrudnić! Wręcz błaga urzędnika o pomoc. Dostaje ultimatum, ma na piśmie przyznać się do wywrotowej działalności. Do tego daje mu zadanie, ma nawiązać bliższą znajomość z Howardem Princem, którego zna z pracy w stacji. Hecky próbuje się wymigać, ale urzędnik nie daje mu wyboru.

        Hecky odwiedza więc Howarda i proponuje wspólny wyjazd. Ma fuchę w hotelu za miastem. Pracuje też w klubach, bo żadnej pracy w telewizji nie dostanie. Hecky daje świetny występ. Howarda zaczepia jakaś ładna babka, ale kiedy słyszy, że jest pisarzem szybko odchodzi. Kiedy przysiada się do niego następna kobieta, mówi, że jest dentystą :)

        Hecky dostaje po występie mniej kasy, niż obiecał mu menager. Tak się wkurza (a jest już pijany), że rzuca się na niego z pięściami. Zostaje wyrzucony razem z Howardem przez ochronę.

        Obaj jadą do mieszkania Howarda, tam Hecky może się przespać i rano wrócić do domu. W nocy, kiedy Howard śpi Hecky myszkuje w drugim pokoju. Przeszukuje jego rzeczy…

        Howard dostaje „ogon” od Hennesseya. I zostaje przyłapany na spotkaniu z Florence w księgarni, gdzie ta teraz pracuje. Próbował się z nią skontaktować, ale nie odbierała telefonów. Florence chłodno dziękuje za kasę na broszurę. Ale Howard mówi jej, że tęskni i robi smutne oczy. Florence mięknie i znowu są razem.

        Niestety, to spotkanie wystarczyło, że Howard został wezwany przez osławioną Komisję Obrony Ameryki, która zajmowała się przesłuchiwaniem w sprawie „działalności komunistycznej”. Producent stacji jest zdenerwowany. Wypytuje Howarda czy ma coś na sumieniu. Wypytuje o znajomych, których nazwiska dostał od Hennesseya. Czy zna Alfreda Millera? Tak, chodzili razem do szkoły. „Nie wiedziałeś, że jest komunistą?” pyta producent. „Miał 12 lat” odpowiada Howard :) A Florence Barret, zna ją? „ To czysty seks” mówi Howard :)

        Producent przekonuje go, że musi współpracować z komisją. Napiszą mu oświadczenie, że popiera politykę komisji, itd. W przesłuchaniu będzie towarzyszył mu prawnik stacji.

        Pewnego dnia Howarda znowu odwiedza Hacky Brown. Chce przeprosić za tamtą historię w hotelu. Howard wypytuje jak żyje. Hacky mówi, że pracuje to tu, to tam, żona też ma pracę, jakoś leci. Ale licho wie, czy mówi prawdę. Kiedy się żegnają Howard mówi mu, że zadzwoni. Hucky na to komicznym głosem: „Nie dzwoń. My zadzwonimy” :) Ileż razy to słyszał ostatnio…Na koniec Hucky mówi mu, że jest „dobrym człowiekiem”.

        Hacky wynajmuje pokój w eleganckim hotelu. Zamawia szampana. Jest w świetnym nastroju. Nagle tracimy go z oczu. A po chwili widzimy otwarte okno i powiewającą firankę…

        Po kilku dniach Howard obserwuje z daleka żałobników wychodzących z synagogi . Jest bardzo poruszony. Ale nie ma odwagi podejść bliżej. I faktycznie z daleka kondukt obserwuje ten sam szpieg od Hennesseya. Robi zdjęcia. Wypatruje też Howarda i robi mu fotkę.

        Potem przybity Howard idzie do Florence. Widział ją na pogrzebie. Oboje się przytulają. Florence mówi, że to dobrze, że jest pisarzem. Mógłby wciąż pracować jakby coś się stało…Aktor nie może się ukryć.

        Howard jest zdenerwowany. W końcu zbiera się na odwagę i mówi, że tak naprawdę nie jest pisarzem. Jest figurantem, bierze kasę za cudze teksty. Florence słucha go zdumiona. „Ale zbladłaś. Włóż głowę między nogi” mówi :)

        Florence nie może w to uwierzyć. Jak to, nie napisał żadnego scenariusza?? Kim więc jest? Howard odpowiada, że kasjerem. Na twarzy Florence widać duże rozczarowanie :) Howard mówi gorzko, że no tak, dla niej dobry jest tylko artysta, na kasjera nawet by nie spojrzała.

        A;e Florence nie rozumie dlaczego ją okłamywał, Howard się broni, że obiecał tajemnicę. W końcu kiedy opadają emocje, Howard prosi ją o szansę, żeby go poznała takiego jakim jest. Całują się :)

        Howard przed przesłuchaniem konsultuje się z trójką autorów. Miller mówi, żeby powołał się na 5-tą poprawkę i nic nie mówił. Ale Howard ma własną koncepcję. Będzie udawał, że współpracuje. Jest sprytniejszy od „nich”, wykorzysta ich do swoich celów. Miller ma wątpliwości, ale Howard przekonuje, że przecież będą potrzebować pieniędzy. No i sam nie ma zamiaru wracać za kasę...
        • siostra_bronte "Figurant" (3) 24.12.15, 17:17
          Nadchodzi dzień przesłuchania. Howard razem z prawnikiem siedzą przed kilkuosobową komisją. Na początek prawnik czyta oświadczenie o wspieraniu działalności komisji itd. W tym czasie Howard przewraca oczami :)

          Zaczynają się pytania. Czy zna pan Alfreda Millera? Howard robi wszystko, żeby nie odpowiedzieć na to pytanie. „A bo co?” pyta mało elegancko. Członek komisji ponawia pytanie. „Którego Alfreda Millera?” pyta Howard :) Po kolejnym pytaniu Howard zaczyna rozważania filozoficzne: „Czy można poznać kogoś tak do końca? Chyba, że chodzi o poznanie w sensie biblijnym” :)

          Komisja i prawnik zaczynają tracić cierpliwość. Kiedy po raz kolejny pada pytanie o Millera Howard mówi spokojnie: „już pan o to pytał” :) Prawnik prosi o komisję o rozmowę.

          Przekazuje Howardowi, że chcą się układać. Naciska go:„Podaj jedno nazwisko! To wystarczy. Inaczej cię zamkną. Może być Hecky Brown. I tak nie żyje”. Howard już bardzo poważny zastanawia się co tu robić. Komisja pyta o Hecky'ego. Howard waha się, aż w końcu wstaje i mówi komisji, że nie ma żadnego prawa, żeby go przesłuchiwać. Na koniec mówi: „you can all go fuck yourselves!” i wychodzi. Komisja jest w szoku :)

          Tutaj ta świetna scena:

          www.youtube.com/watch?v=AE5rvXn9Wkc

          Ostatnia scena. Howard całuje Florence, ale po chwili widzimy, że jest przykuty kajdankami do jakiegoś faceta. Idzie do więzienia. Żegna go też grupka demonstrantów z transparentami typu „Howard bohaterem!”. A Howard się uśmiecha. Koniec.

          Świetny film! Komedia, ale i dramat. Dramatyczny wątek Hecky’ego Browna pokazuje jaką cenę płacili ci ludzie za swoje poglądy (choć czasem to były tylko bezpodstawne oskarżenia). Wstydliwy okres w amerykańskiej historii. Przy okazji filmu o Hooverze można sobie to było przypomnieć.

          Woody Allen jest świetny w tej roli! Niby jest sobą, jak z własnych filmów, a jednocześnie doskonale pasuje do roli Howarda, jakby była pisana dla niego.

          Warto wspomnieć, że reżyser, scenarzysta i część aktorów byli sami na czarnych listach. W napisach końcowych przy ich nazwiskach są daty, kiedy się na nich znaleźli. Świetnie się odegrali!

          Jeszcze trailer, niestety krótki i marnej jakości:

          www.youtube.com/watch?v=v9njDImubNA

          • siostra_bronte Re: "Figurant" (3) 24.12.15, 17:27
            Dwie poprawki: HECKY Brown, a Alfreda Millera grał Michael Murphy.
          • siostra_bronte Re: "Figurant" (3) 24.12.15, 21:59
            Przypomniała mi się jeszcze scena kiedy Florence dopytuje Howarda, czy naprawdę nie napisał ani jednego scenariusza? Howard odpowiada: "nie, jestem prawie analfabetą" :)
          • barbasia1 Re: "Figurant" (3) 25.12.15, 01:16
            Świetny prezent filmowy na święta, kapitalny film i opowieść, Bronte. Dzięki! :)
            • siostra_bronte Re: "Figurant" (3) 25.12.15, 11:35
              Dziękuję, Barbasiu :)
          • grek.grek Re: "Figurant" (3) 25.12.15, 10:59
            dzięki, Siostro, doskonała opowieśc, jak zawsze jesteś w formie :]
            i znakomity film, ofk.

            trochę światem z Kafki zalatuje.
            Howard przyjmuje propozycję, bo potencjalnie nic mu nie grozi, do tego może zarobić.
            jest zupełnie niezaangażowany politycznie. Nie wie, że wchodzi w świat, w którym każdy
            może zostać zdemaskowany jako wróg narodu.

            przechodzi przemianę, może niekoniecznie docierają do niego jaki system polityczny stoi
            za całym tym mechanizmem, ale za to ma takie zwyczajne ludzkie pojmowanie sprawiedliwości i prawa człowieka do wyrażania własncyh poglądów, które pokazuje w ostatniej scenie.

            zabawne, świetne dialogi, tu i tam blysk allenowskiej puenty, ale w samej rzeczy to
            jeden z bardziej zaangażowanych jego filmów, nieprawdaż ?

            rozliczenie z czasem "polowań na czarownice", antykomunistycznej obsesji, która w istocie była świetną przykrywką do "zgodnego z prawem" prześladowania ludzi myślacych inaczej niż władza. wystarczyło oskarżyć delikwenta o "komunistyczne sympatie" i gotowe. społeczeństwo tak było nafaszerowane narracją, że Sowieci szykują atak nuklearny na Amerykę, że gotowe było klaskać
            takim posunięciom, byle służyły one bezpieczeństwu narodowemu. Propaganda zawsze w służbie władzy :]

            yes, Hecky Brown wyskakujący oknem, to symboliczny moment.
            właściwie, scena przemawiająca sama przez siebie.
            prześladowany za poglądy, zmuszony do upokarzającego inwigilowania Howarda, a koniec końców sprowokowany do samobójstwa... To oskarżenie pod adresem każdej władzy, posługującej się takimi metodami i dobrze pamiętam, że "mekka wolności" też miała swój ciemny okres w dziejach, a i teraz NSA robi swoje w najlepsze, więc możliwe, że nigdy nie było tam demokracji w takim stanie, o jakim się nas [dez]informuje.

            wydaje sie, ze to właśnie smierć Hecky'ego Browna wpływa w kluczowy sposób na Howarda, nie sądzisz ? Sposob w jaki zachowuje się na jego pogrzebie, że nie ma odwagi dołąćzyć do konduktu, trzyma się z daleka, ale jest wzruszony i przejęty.To wiele mówi o tym, co się w nim dzieje, jak sądzę.

            zabawny jest ten moment, kiedy Howard strofuje literatów, których teksty podpisuje, żeby pisali lepiej, głębiej i nie "miałko" :] haha.

            no i uczucie jest. Z pewnością Florence, jej postać i idealistyczne poglądy, zmienia Howarda. Z lawiranta i cynika w człowieka gotowego odrzucić szansę uratowania się przed więzieniem. Howard trochę jak Alicja, budzi się po drugiej stronie lustra, gdzie nie ma się czego chwycić, bo rzeczywistośc jaką znał już nie istnieje. Jedyne co mu zostaje, to własna duma i niezależność, której chce bronić do końca. Jest w tym nawet jakas odrobina patosu, który Woody Allen stosuje tak rzadko, ze jak już stosuje, to zawsze wygląda znakomicie i świeżo :]

            - Nie wiedziałeś, że jest komunistą ?
            - Miał 12 lat.

            hahaha :]

            pamiętam tę scenę, kiedy Howard ma przerobić "swój" scenariusz na prośbę telewizyjnych producentów :] świetnie ją opisałaś, dokładnie tak jak zapamiętałem. Wije się jak piskorz, argumentując że tylko w swoim mieszkaniu jest w stanie poprawki nanieśc, ale czas nagli, zostaje "wtrącony" ;] do osobnego gabinetu, a stamtąd organizuje odsiecz w postaci błyskaiwcznego kontaktu z faktycznym autorem i wszystko konczy się pomyślnie :] Przezabawna scena.

            pamiętam też przesłuchanie przed Komisją. Poza tym - chyba nic... zbyt dużo czasu upłyneło od kiedy widziałem ten film, ale dzięki Twojemu opisowi, Siostro, doskonale sobie wszystko utrwalę i zapamiętam na dobre :]

            dzięki raz jeszcze, Siostro :]
            przyłączam się do Barbasiu - piękny prezent podchoinkowy nam sprawiłaś :]
            doskonale się czytało.



            • siostra_bronte Re: "Figurant" (3) 25.12.15, 15:44
              Dzięki, Greku :)

              Tak, Howard nie interesował się polityką, po prostu chciał pomóc przyjacielowi, no i przy okazji zarobić. Potem też nie chciał się "wychylać".

              Ale kiedy stanął przed dramatycznym wyborem miał odwagę powiedzieć "nie". Nie zdradzi przyjaciela. Ta końcowa scena jest naprawdę znakomita. I jak Woody to cudownie to zagrał. Jego Howard jest symbolem tych wszystkich, którzy jeszcze kierują się w życiu zwykłą ludzką przyzwoitością.

              Jeszcze raz dzięki :)
              • barbasia1 Re: "Figurant" (3) 25.12.15, 16:12
                siostra_bronte napisał(a):


                > I jak Woody to cudownie to zagrał. Jego Howard jest symbolem tych wszystkich, którzy jeszcze > kierują się w życiu zwykłą ludzką przyzwoitością.

                Ładnie powiedziane. :)
              • grek.grek Re: "Figurant" (3) 26.12.15, 12:51
                cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

                ile ważnych tematów Allen połączył : polityczne prześladowania, przemiana moralna bohatera, miłość zmieniająca spojrzenia na świat i jeszcze parę innych.
    • siostra_bronte "Podróż do Indii" 24.12.15, 17:19
      Zapowiadam z wyprzedzeniem, bo w świątecznym zamieszaniu łatwo coś przegapić. Jutro, tj. w piątek w Kulturze, o 16.30. Polecam gorąco!!!!!!
      • siostra_bronte Re: "Podróż do Indii" 24.12.15, 18:35
        Jeszcze raz trailer:

        www.youtube.com/watch?v=Ya5wHmKlP5g
        • grek.grek Re: "Podróż do Indii" 25.12.15, 11:11
          fantastyczne zaproszenie do projekcji, Siostro :]

          szkoda, że to właśnie dzisiaj, o tej godzinie, obawiam się że nie dam rady.

          bedę się starał zdążyć na "Absolwenta" :]
          • siostra_bronte Re: "Podróż do Indii" 25.12.15, 11:24
            O, to szkoda. Nie wiem dlaczego taka fatalna pora!
            • grek.grek Re: "Podróż do Indii" 25.12.15, 15:19
              żałuję ogromnie, zwłaszcza mając w pamięci Twój opis.

              niestety, na 17:00 idę... "świętować" ;]
              a to sprawia, że seans jest raczej mission impossible, a mnie daleko do Ethana Hawka ;]
              w dodatku... ONI mają na mnie haki ! ;']

              tak więc, mam nadzieję, że Kultura - swoim zwyczajem - nie poprzestanie na jednej emisji "Podróży..." i uraczy nas powtórką, w której będę mógł uczestniczyć :]
            • siostra_bronte Re: "Podróż do Indii" 26.12.15, 14:40
              Pewnie znowu tylko ja obejrzałam. Ech...
              • grek.grek Re: "Podróż do Indii" 26.12.15, 16:09
                uratowałaś nasze dobre imię :]

                niestety, nie miałem szans wczoraj.
                czekam na powtórkę :]
      • grek.grek Re: "Podróż do Indii" 25.12.15, 11:02
        pamiętam Twój rewelacyjny opis, Siostro :]

        godzina jest, niestety !, jak dla mnie, fatalna.
        nie wiem, czy zdołam się wyrobić.

        jeśli nie zdołam obejrzeć, z pewnością przeczytam ponownie Twój opis :]
        z chęcią do nich wracam, przy różnych okazjach.
        • siostra_bronte Re: "Podróż do Indii" 25.12.15, 16:03
          Miło mi :)
    • siostra_bronte "Absolwent" 25.12.15, 11:27
      W Kulturze o 20.20. Co tu dużo pisać. Klasyk. Fantastyczne role Dustina Hoffmana i Anne Bancroft, niezapomniana muzyka Simona & Garfunkela. Koniecznie!!!
      • grek.grek Re: "Absolwent" 25.12.15, 15:22
        dzięki, Siostro :]

        koniecznie muszę zdążyć.
        widziałem dawno temu, jakiś czas temu nie udało mi się obejrzeć powtórkowo na CTV, ale dzisiaj - nie ma odwrotu, ani kroku w tył, żadnych jeńców, muszę ":]
      • grek.grek "Absolwent" - może 2 słowa jeszcze ? :] 26.12.15, 13:23
        wspaniały film, ani trochę się nie zestarzał.
        Dylematy Bena są zawsze aktualne, ten moment kiedy siedzi w aucie i mówi znienacka "moje życie nie ma sensu, to pustka, nic co do tej pory zrobiłem nie było moim wyborem, wszystko stało się gdzieś obok mnie, bez mojej wiedzy i przyzwolenia". Niezwykła scena. Podobnie jak momenty, kiedy tapla się w basenie, albo siedzi i myśli, lub nurkuje na zawołanie w stroju płetwonurka. Jakże są one wymowne, oddają stan jego ducha.

        Rodzice ciągle wywierają na niego presję, a on tak po ludzku nie wie, co dalej z jego życiem. Co ma robić ? Uczyć się dalej ? zacząc prowadzić interesy ? Zatrudnić się jako urzędnik ? Kiedy słyszy jak rodzice chwalą się jego sukcesami na studiach znajomym, ucieka w popłochu. Dustin Hoffman jest doskonały, tyle wybitnych ról zagrał, ale ta jest jedną z wyjątkowych nawet jak na jego nieskończone możliwości.

        "Sound of silence" brzmi przejmująco, ale nie tylko dlatego że sama w sobie jest piosenką kapitalną, lecz i dlatego, ze zawsze kiedy zaczyna grać - widać tę zagubioną, smutną twarz Hoffmana.

        Dlaczefgo pani Robinson nie chciała, zeby jej córka związała się z Benem ? Bo dostrzegła w nim to, co w sobie, czyli gen autodestrukcji ? Bo miała z nim romans ? Bo jej córka byłaby przy Benie, tym kim jej mąz przy niej, czyli nieszczęsliwa i okłamywana ? A może jest po prostu mściwa i odgrywa się na Benie za zerwanie ich romansu, a potem za wyznanie prawdy córce ? Chociaż ta ostatnia motywacja, mnie osobiście, wydaje się zbyt prymitywna jak na nią.

        Ann Banncroft jest fakt wybitna. niesamowiicie łączy ból duszy z ironią, a później gniewem i rozpaczą. Kiedy Ben przychodzi po Elaine, pani Robinson siedzi na sofie i ogląda telewizję. Nie odzywa się wcale, nie reaguje na powitanie Bena, obserwuje go tylko. Jej mąz gaworzy za nich oboje. Ona obserwuje i pali papierosa. Kapitalna scena.

        w ogole, pani Robinson to jest postać przed duże P.
        piękna i sfatygowana życiem, zmęczona, jakby poddała się walkowerem i zostało jej tylko romansowanie z młodym chłopakiem, dzieki któremu przestanie na chwilę czuć że jej życie nie ma sensu i dawno temu się skończyło. Jest bardzo podobna do Bena.

        Tyle że Ben dostaje szansę, miłośc do Elaine.

        Ostatnia scena jest wybitna : już ją wyrwał z łap "krola podrywaczy', już ją spod ołtarza zabrał, już krzyżem [to jest mistrzowskie posunięcie] rozgonił dostojne towarzystwo stojące im na drodze, już wpadli do autobusu pełni szczęscia, i nagle... Ben zastyga, mija entuzjazm, Elaine na niego patrzy, a on znów jest taki jak wcześniej. Znów jest na jego twarzy pytanie : i co teraz ? A jesli to nie ma sensu ?

        Finał daleki od happy endu, bo ten wyraz twarzy Bena świadczy o tym, że nic się nie skończyło, nie beda "żyli długo i szczęsliwie", a może nawet trzy przystanki dalej Elaine wysiądzie z autobusu i wróci do swojego narzeczonego i rodziców, których wściekłe twarze zmotywowały ją do ucieczki ze szturmującym kościół Benem.

        scena kiedy Ben zabiera ją do baru ze striptizem. Rodzice zmusili go spotkania z nią, więc robi wszystko, żeby ją do siebie zrazić. Na scenie striptizerka wymachuje biustem z przyczepionymi do niego frędzlami. Elaine niemal płacze z upokorzenia i zawstydzenia, a Ben udawanym cwaniackim tonem mówi do niej "To gwóźdź programu. Umiałabyś tak ?". I Elaine z głową opuszczoną niemal do pasa potrząsa nią przecząco. Ile bezradności i prostoty jest w tym geście. Wtedy Ben się w niej zakochuje. Doskonały moment. Ujmujący.

        No i zabawne sceny : hotel, w którym wszyscy biorą Bena za kogoś zupełnie innego :] A nawet za trzy zupełnie inne osoby. Stacja benzynowa, na której Ben zatrzymuje się, zeby zadzwonić, goniąc na ślub Elaine, żeby w nim przeszkodzić - przedstawia się przez telefon jako "pastor" i próbuje wydobyć informacje z dobrego źródła o miejscu, w którym ten ślub się odbywa. Kiedy mu się udaje, wskakuje do auta, a cepeeniarz krzyczy za nim "Nie tankuje pastor auta ?!" :]] haha :]

        znakomite kino.
        jak wino, im starsze tym lepiej smakuje.

        • siostra_bronte Re: "Absolwent" - może 2 słowa jeszcze ? :] 26.12.15, 14:58
          Dzięki za ciekawe uwagi :)

          Trudno dodać coś więcej. Po latach wcale nie stracił. Historia młodego człowieka wchodzącego w świat dorosłych, uniwersalna w każdych czasach. Znakomicie pokazane postaci Bena i pani Robinson, plus rewelacyjne aktorstwo Hoffmana i Bancroft.

          Dla pani Robinson romans z Benem to istotnie odskocznia od pustki jej życia. Także okazja do potwierdzenia, że wciąż jest atrakcyjna. Pani Robinson czuje, że zaczyna się starzeć. Pyta Bena kilkakrotnie: "więc nie uważasz, że jestem odrażająca?". Boi się, że przegra ze swoją córką, z jej młodością, dlatego robi wszystko, żeby Ben się z nią nie spotykał.

          Tak, zakończenie jest świetne. Pierwszy entuzjazm opada. Co będzie dalej? Oboje nie pracują, a teraz nie mogą już liczyć na kasę rodziców...Ten bunt może się szybko skończyć przez zwykłe trudy codziennego życia. Ale może też zostaną razem, tyle, że kiedyś staną się tacy sami jak ich rodzice, których teraz nienawidzą. Będą chcieli mieć willę z basenem i wygodne życie...

          Przyznam, że obejrzałam ponownie "Absolwenta" ze wzruszeniem. Bo to jeden z tych filmów, które widziałam jako dzieciak i które zdecydowały o tym, że film stał się moją największą pasją.
          • siostra_bronte Re: "Absolwent" - może 2 słowa jeszcze ? 26.12.15, 15:01
            Zastanawiam się co na to rodzice Bena. Niby się cieszyli, że ożeni się z Elaine, ale po takiej akcji mogli zmienić zdanie.
            • grek.grek Re: "Absolwent" - może 2 słowa jeszcze ? 26.12.15, 16:07
              ciekawa uwaga, Siostro.

              i kolejny ważny trop w dopisywaniu możliwych interpretacji ich dalszych losów.
          • grek.grek Re: "Absolwent" - może 2 słowa jeszcze ? 26.12.15, 16:05
            dzięki, Siostro :]

            yes, doskonała interpretacja - jest w niej strach przed tym, że przegra z młodością, że Ben wybierze jej córkę właśnie z tego powodu.

            a może także myśl, że mogłoby im się udać ? że jej córce mogłoby się powieść, tak jak nie powiodło się jej ? A może w ogóle nie ma żadnych innych motywacji poza degradowaniem życia innym, choćby swoim bliskim ? przypominałaby hrabinę de Merteuil z "Niebezpiecznych związków"w tym swoim dążeniu do niszczenia w zarodku możliwego szczęścia innych.

            właśnie.
            tyle jest możliwości, jak potoczą się ich losy.
            rewelacyjnie pomyślane zakończenie.

            piękne wspomnienie.
    • grek.grek 22:15 TVP KUltura "21 gramów" 25.12.15, 15:31
      "W chwili śmierci ciało ludzkie traci 21 gram wagi. Czy to cięzar ludzkiej duszy ?" - ciekawe ;]

      przestępca, ale taki zresocjalizowany, powoduje wypadek. Ginie w nim mężczyzna i dwójka dzieci - jego i jego eks-żony, aktualnie narkomanki.

      w symultanicznym wątku : chory na serce matematyk zyskuje nadzieję, bo pojawia się wreszcie potencjalny dawca organu do przeszczepu.

      losy wdowy po dawcy, czyli tej narkomanki chyba, i biorcy, czyli matematyka, połączą się celem wywarcia zemsty na zresocjalizowanym przestępcy, który - jakby nie patrzeć - szczęscie biorcy umożliwił.

      rzecz z 2003, tytuł znany, pochwał było mnóstwo.
      rezyseria Alejando Inarritu, a w obsadzie : Benicio Del Toro, Naomi Watts, Charlotte Gainsbourgh , Sean Penn.

      widzieliście już ? :]

      a jesli nie, to... nie sądzicie, ze powinniśmy wreszcie obejrzeć ? ;]

      • siostra_bronte Re: 22:15 TVP KUltura "21 gramów" 25.12.15, 15:46
        Był już kilka razy, ale jakoś nie mogę na niego trafić. Może będzie jeszcze okazja.
        • grek.grek Re: 22:15 TVP KUltura "21 gramów" 26.12.15, 12:54
          i ja mam taką nadzieję, Siostro :]

          nie zdołałem wczoraj obejrzeć, ale za to "Absolwenta" widziałem i nawet na "Debiutantów" wstałem w nocy, więc - był to nieezły filmowy wieczór :]

          o "Absolwencie" koniecznie dopiszę parę słów.
      • barbasia1 Re: 22:15 TVP KUltura "21 gramów" 25.12.15, 16:10
        Tytuł jest mi znany , ale filmu nie widziałam. Dobry pomysł, żeby wreszcie obejrzeć. Pora nawet niezła.

        A'propos, jutro świetna premiera w TVPKultura! Chwalone, nagradzane "Bestie z południowych krain" (2012).
        • barbasia1 Re: 22:15 TVP KUltura "21 gramów" 25.12.15, 16:36
          Doczytałam post , Bronte, że dziś TVPKultura przypominają "Absolwenta". Wobec tego nie wiem, czy jednak obejrzę "21 gramów". Dwa filmy na raz byłby dla mnie prawdziwy maraton filmowy!? ;)

    • grek.grek TVP Kultura, 1:30/dziś, 8:45/jutro "Debiutanci" 25.12.15, 15:43
      świetny film.

      omawialiśmy w momencie premiery, spolierów chyba nasadziliśmy ;], więc może pokrótce : rzecz w klimacie ciepłej melancholii, o szczęściu, jego ulotności, niepewności wobec życia, odkrywaniu prawdy.

      spokojna, minimalnie ironiczna narracja, z wykorzystaniem pamiętnikarstwa, wspomnień, chyba nawet animacji, a na pewno gadżetów z 80s.

      snuje ją grany przez Ewana McGregora Oliver, rysownik, który niedawno doznał dwóch ważnych strat : zmarli jego rodzice. Wspomina matkę, oczywiście, ale zdecydowanie ważniejsze są dla niego wspomnienia o ojcu. Oto bowiem, tuż po śmierci matki, która całe życie wypierała swoje żydowskie pochodzenie, ojciec oznajmia że przez wszystkie te lata był gejem. I teraz, na starość, zamierza być gejem jawnym i nieskrępowanym.

      i zaczyna żyć jak gej - ma kochanka, ma grono gejowskich przyjaciół, urządza party, bywa na party... Uśmiecha się, jest radosny, szcześliwy po prostu. Oliver obserwuje go z uwagą, coraz bardziej rozumiejąc go, a jednocześnie stając wobec konieczności uporządkowania swojej własnej wiedzy o sobie, o ojcu, o matce, o rodzinie.

      Christopher Plummer w roli ojca jest kapitalny. wreszcie nie gra oficera SS, cwanego bankiera albo jakiejś innej szemranej figury ;]

      pojawia się kobieta. Anna, początkująca aktorka z Francji [gra ją Melanie Laurent]. Podoba się jej liryczno-ciepło-zagubiona nieco osobowość Olivera. Wydaje się, ze jest szansa na coś więcej, na związek, bliskośc, uczucie.

      świetny film, na swój sposób oryginalny, inteligentny, z paradą aktorskich kreacji.

      bardzo dobry tytuł, wiele mówiący. w istocie, Oliver, jego ojciec, Anna - są owymi "debiutantami". W świecie prawdy o sobie, otwartości, bliskości z kimś innym, generalnie rzecz ujmując : w świecie uczuć, do których się dorasta, czasami przez całe życie :]

      • barbasia1 Re: TVP Kultura, 1:30/dziś, 8:45/jutro "Debiutanc 25.12.15, 16:42
        >w świecie uczuć, do których się dorasta, czasami przez całe życie :]

        Ładnie powiedziane. :)
        • grek.grek Re: TVP Kultura, 1:30/dziś, 8:45/jutro "Debiu 26.12.15, 12:57
          dzięki :]
    • grek.grek 22:20 Kultura "Bestie z południowych krain" 26.12.15, 16:16
      Barbasia wypatrzyła premierę, to może ja oficjalnie zapowiem ?

      zagubiona wioska wsród bagien Luizjany, nadchodzaca apokaliptyczna powódź, budzące się niebezpieczne stwory i 6-latka, Hushuppy, która ma tak niecodzienną relację z matka naturą, że może doprowadzić całą sytuację do bezpiecznego dla mieszkańców i przyrody zakonczenia.

      wygląda na jakis eko-realizm-magiczny ? :]

      rzecz z 2012 roku, najpierw sukces w Sundance, potem nagrody w Cannes i sensacja w światowym kinie, dobre oceny krytyków i widzów.

      na Rotten Tomatoes do dziś 86 % pozytywnych recenzji ze 184 zgromadzonych. Na Metacritic 86 % z 44. na IMBD 7,3 na 10 możliwych.

      czuję, że warto obejrzeć, a nawet trzeba :]]
      skaczemy ?
      • barbasia1 Re: 22:20 Kultura "Bestie z południowych krain" 26.12.15, 19:38
        Dobrze, że już zapowiedziałeś! :)

        Oczywiście, że oglądamy.
        • grek.grek "Bestie z południowych krain" -3 słowa po seansie 27.12.15, 13:12
          jakie wrażenia, Barbasiu, Czcigodni ?

          wg mnie, bardzo interesujące, dalekie od sztampy, odświeżające kino.

          Cała akcja dzieje się w ostępach Luizjany, gdzie w małej osadzie wśród bujnej, zachwycającej kolorystyką, flory żyje sobie kilkanaście osób, które świadomie wybrały miejsce z dala od cywilizacji. Kazde postawiło sobie szopę skleconą z byle czego, mają zwierzęta przydomowe, a żywią się mięsem, rybami, rakami, co matka natura sprezentuje, głównie w rzekach które opływają okolicę. To nie są jacyś dzicy obszarpańcy gapiący się spode łba. To są na oko normalni, a nawet sympatyczni, ludzie.

          w centrum jest kilkuletnia Hushpuppy, mała dziewczynka z wielkim afro na głowie. Mieszka z ojcem, ma swój "dom", takie coś sklecone z dykty i listowia. Razem zaś, prowadzą coś w rodzaju gospodarstwa. Mają swoje rytuały. Ojciec codziennie rano wrzuca mięso z kurczaka na ruszt, potem dzwoni w cymbał i podaje hasło "Pora karmienia !". upieczone mięso na lince wędruje do Hushpuppy, a ona karmi nim siebie oraz psa, czarną świnię [nie wiem, co to za zwierzę, ale tak wygląda] i resztę przychówku. Trosczy się o nie, słucha bicia ich serca, ale wie także, że jeśli sytuacja będzie podbramkowa - będzie musiała je zjeść, aby podtrzymać swoje życie.

          Hushpuppy wygłasza monologi zza kadru i są to bardzo mądre, ale nie przemądrzałe oraz niepasujące do dziecka, teksty. MÓwi o bliskości z naturą, o utożsamieniu się z nia, o tym że natura potrzebuje równowagi "wszystkich elementów", że jeden wytrącony z równowagi fragment zaburza całą konstrukcję, że świat opiera się na harmonii zywiołów itd.

          Matka dziewczynki nie żyje. Ojciec ją bardzo kochał, brak mu jej. Hushuppy też. Do tego stopnia, że mała rozmawia z matką, jakby ją wyczuwała obok siebie. Gadżetem, który symbolizuje obecnośc duchową matki jest... replika koszulki koszykarskiej Michaela Jordana :] W "domu" ta koszulka uroczyście jest rozwieszona na ścianie, a nad nią wymalowana odręcznie twarz kobiety. Twarz jak z typowych dziecięcych malowanek, czyli kółko, dwie kropki i czarne kreski, czyli włosy. To matka. Hushuppy nie pamięta jej za dobrze, a może wcale nie pamięta, ale ojciec wspomina ją często, no i sąsiedzi także, więc dziewczynka ze strzępków ich opowieści stworzyła sobie własny jej obraz.

          Z ojcem łączy ją szorstka miłość.

          Pewnego dnia tata znika. Wraca po kilku dniach, ma na sobie szpitalną piżamę. Wiadomo już że jest chory, najpewniej poważnie. I że własnie uciekł ze szpitala. Hushuppy robi mu sceny, ale bez histerii, do momentu kiedy podpala swój "dom", a potem bije go z całej siły w pierś. Ojciec pada, z trudem oddycha. Mała patrzy na niego, chyba nie rozumie, że uderzyła tam gdzie jest chore miejsce - w serce.

          Ojciec wie, że jest bardzo chory i że może umrzeć. Przygotowuje więc małą na to, co ma się stać. HUshuppy musi być twarda, zdecydowana, śmiała i odważna. Kiedy go zabraknie - ona musi sobie poradzić. Uczy ją łapania i zabijania ryb, uczy ją "to be the Man !" :], siłują się na rekę, a kiedy mała stroi fochy i rzuca sprzętami domowymi, on tez zaczyna rzucać. Piekne są te sceny. Ojciec jest surowy, niespecjalnie zna się na okazywaniu uczuć, a ich wzajemne relacje co chwila znaczy jakaś sprzeczka, ale jest tam miłośc. Zdecydowanie jest.

          Inna stronę ojca pokazują krótkie flesze z przeszłości, kiedy jeszcze żyła matka Hushpuppy. Niebylejaka z niej była zawodniczka. Kiedy któregoś dnia przyszedł do nich na obiad aligator, matka zamiast robić za jego przysmak - strzeliła do niego ze strzelby i najpewniej ubiła dziada. Nie widać jej twarzy, widać tylko nienaganną figurę.

          Nadchodzi powódź. Wszyscy już wiedzą. Częśc mieszkanców odchodzi, ale kilkanaścioro zostaje, w tym Hushpuppy i jej ojciec. Najpierw próbują stawiac czoła burzy i oberwaniu chmury w swojej zagrodzie, a ojciec demonstruje zachowania wojownicze, wypada na zewnątrz i wygraża oraz wreszczy "do ucha" burzy, pokazując córce że nie jest bierny, że walczy z naturą tak jak tylko może. To też nauka, nawet jesli z pozoru cała scena wygląda niepoważnie.

          cdn
          • grek.grek Re: "Bestie z południowych krain" -3 słowa po se 27.12.15, 13:42
            Po burzy okazuje sie, ze wszystko jest pod wodą. Cała osada znikła, została zalana. Mieszkańcy utrzymują się w jednym domu, a raczej na czymś w rodzaju statycznej tratwy. Nie tracą poczucia humoru i optymizmu - hej, wszystko musi się odwrócić, woda w końcu opadnie, wrócimy do swojego życia. Organizują sobie jedzenie z tego, co niesie rzeka. Ojciec uczy Hushpuppy jak zdecydowanym, stanowczym ruchem łamać raki i inne skorupiaki, aby je zjeśc. Żadnego dłubania i delikatności, trzeba to robić wprawnym, mocnym ruchem. Mała słucha, ogląda, a potem stara się to powtórzyć. Ojciec napina bicepsy i krzyczy "Kto jest The Man, no kto ? TY jesteś The Man ! Pokaż bicepsy, pokaż bicepsy !" i Hushpuppy robi minę i pokazuje mięsnie :] Zabawne, wzruszające, piękne.

            Kiedy przez dłuższy czas nic się nie zmienia, ojciec z innymi osadnikami, rozsadzają dynamitem groblę i woda opada. Zostaje błoto i totalna demolka pod spodem. Ojciec to przewidział, ze sól z wody zniszczy wszystko. I znów nic nie jest w stanie zmienić ducha dzielnych mieszkanców. Hushpuppy z pietyzmem przygląda się zwłokom jakiegoś zwierzaka, które rozpuściły się i pokazały całe wnętrze...

            Pojawiają się wysłane na pomoc oddziały strażaków. Chcą ich zabrać ze sobą. Nie wolno mieszkać na terenach zalewowych. Osadnicy bronią się, ale zostają wyłapani i zabrani do specjalnie przygotowanego punktu pomocowego. Przypomina to halę z wieloma łózkami, opieką medyczną, stołówką itd. Trudno oprzeć się wrażeniu, że oglądamy ewakuację ludzi z Nowego Orleanu po przejściu huraganu Katrina.

            Jeden z lekarzy prosi ojca Hushpuppy, żeby poddał się operacji, bo stan jego serca jest fatalny, grozi mu śmierć. Ojciec się awanturuje. Do operacji jednak dochodzi, być moze na prośbę innych mieszkańców osady, sąsiadów, którzy trzuymają się razem.

            Ojciec ląduje w izolatce, gdzie odwiedza go Hushpuppy. Budzi się i wstaje, bierze córkę za rękę "wiejemy !" rzuca krótko. I wieją. Razem z całą resztą towarzystwa sąsiedzkiego. Udaje im się wymknąc z hali, ojciec zamyka za Hushpuppy drzwi autobusu, a sam zostaje. Córka widzi, ze on nie wsiadł, wiec wysiada innymi drzwiami i nie chce go zostawić samego. Ojciec wie, ze jak nie wróci, to umrze, ale jednocześnie wie doskonale, że jesli zostanie, to Hushpuppy zostanie z nim i zostanie w cywilizacji, a tego absolutnie dla niej nie chce.

            Decyduje więc uciec, pomagają sąsiedzi. Wszyscy wracają na stare smieci. Ojciec kładzie się na "ganku" w szpitalnej piżamie. Doglądają go sąsiedzi, a on patrzy na córkę. HUshpuppy karmi go, ojciec z trudem je, ale chwali "dobre !". Patrzą na siebie. Jemu spada łza, i przestrzega ją "Tylko nie płacz, nie wolno płakać". Ale na nic. Mała walczy jak może, ale w końcu łzy płyną jej po policzkach, jednocześnie cicho zapewnia go "Nie płaczę". Wzruszające, i bardzo dalekie od ckliwości.

            Hushpuppy ma teraz serię dziwnych przygód. Nie wiadomo, na ile przynajmnmiej częśc z nich jest realna.

            Oto nagle, wraz z czwórką innych dzieci z osady, Hushpuppy wybiera się w morską podróz. Na środku wody wyławia je kuter jakeigoś starszego jegomościa. Okazuje się, ze pod pokładem mieści się coś w rodzaju pływającej agencji towarzyskiej z wieloma miłymi paniami, które tańczą i piją drinki z całkiem kulturalną klientelą. Barmanka i mistrzynią kuchni jest tam kobieta, która może uchodzić za wcielenie jej matki. Pod prawym okiem wytatutowane ma łzy, sugeruje to że jest była kryminalistką, może morderczynią. Przyrządza dziewczynce dobre jedzenie, rozmawia z nią, szybko się zżywają, Hushpuppy przytula się do niej, ale kobieta znienacka wyrywa się, ukrywając łzy, tym razem te prawdziwe. Jest urodziwą mulatką, bardzo podobną do Hushpuppy, a wraz z fleszami w których wspomnienie matki wg ojca nie dysponuje twarzą tej matki - sugestia jest dośc oczywista. W tej fantazji [jednak] dziewczynka spotyka swoją matkę.

            Wraca do osady. Ona i pozostała czwórka dzieci. Idą rześkim krokiem, kiedy nagle za ich plecami wyrasta stado... turów. Wszystkie dzieci uciekają, ale nie Hushpuppy. Staje, odwraca się do nich i mierzy się oko w oko z przywódcą stada. Scena jest zupełnie fantasmagoryczna, surrealistyczna, symboliczna do głębi. Symbol siły i mała Hushpuppy oko w oko. "Jestes moim przyjacielem, wiem o tym", mówi mała, a potem coś dodaje, tylko nie pamiętam co, ale na pewno coś o tym, że wie iż czeka ją trudne ale dobre życie.

            Tury odwracają się i znikają. Całej "scenie", która najpewniej istnieje w głowie małej, a może - kto wie ? w głowie wszystkich patrzących ? - przyglądają się jej sasiedzi.

            Ojciec umiera. Tury nie zjawiły się nagle. Czasami wcześniej odwiedzały już wyobraźnię Hushpuppy zwiastując nadejście dnia, kiedy sama będzie musiała wziąc odpowiedzialnośc za swój los i będzie potrzebowała siły by tego dokonać. Siły, która jest w naturze, w jej domu, w jej małej ojczyźnie. Ojciec wolał umrzeć niż dać się "przykuć do ściany" w szpitalu. Dla niej chciał tylko jednego, by została u siebie, by nie dała się wykorzenić, ucywilizowac, by pozostała "dzika", mądra, żyła w zgodzie z naturą i rytmem świata, który ją wychował.

            Hushuppy musi dla ojca zrobić jeszcze jedno : jego ciało okrywa jakimś całunem, kładzie na łódce i puszcza ją wolno na rzekę. O to ją zawsze prosił.

            A potem ona, inne dzieci i cała sąsiedzka wspólnota idą dziarskim krokiem brzegiem rzeki, a z offu Hushpuppy znów mówi o tym, że "za miliony lat, ludzie odkryją nasze miejsce, dowiedzą się, ze żyła tutaj Hushpuppy, jej ojciec, i przyjaciele"

            • grek.grek Re: "Bestie z południowych krain" -3 słowa po se 27.12.15, 13:54
              obraz, przesłanie, relacje pomiędzy ludźmi, siła świadomości, wyobraźni i ducha małej Hushpuppy są tu wszystkim.

              wybitną dziecięcą,a jakże dorosłą w swej energii, gra Quvenzahne Wallis i to jest hit absolutny. Ile może mieć lat ? 10 ? Kapitalnie interpretuje napisane dla jej bohaterki zachowania, spojrzenia, gesty, stany ducha, emocje.

              Pozostali aktorzy są ujmujący, wirują wokół panny Wallis, z gracją i uśmiechem. Osobną postacią jest oczywiście ojciec, grany przez Dwighta Henry'ego. Surowy, zbuntowany, a jednocześnie tak bardzo kochający swoją małą córkę, tak przejęty pragnieniem, by zbudować w niej odpowiednie mechanizmy pozwalające przetrwać w świecie, kiedy jego zabraknie. A jednoczesnie uczący ją, że TUTAJ jest jej miejsce, że to najlepsze miejsce do życia, i że trzeba stawiać opór wszelkim próbom asymilacji, bo to najgorsze co może ją spotkać. To jest credo tej małej wspolnoty, czegoś w rodzaju komuny żyjącej poza nawiasem tzw. świata. Są niesamowicie mocno zidentyfikowani ze swoim małym miejscem pod słońcem. NIc tam nie ma, ale oni mają tam wszystko. Wolność, duszę, energię życiową - wszystko.

              Niezwykła opowieść, wspaniały film. I mocne przesłanie proekologiczne, zwłaszcza w mądrych monologach Hushpuppy, o jedności człowieka i natury, o konieczności dbania o równowagę w niej, i wierze że wszystko co zepsute można naprawić i przywrócić właściwy stan rzeczy.

              www.youtube.com/watch?v=JeQSOqRMSg

              PS : brawo Kultura :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Kret" 26.12.15, 16:25
      cóz, wg mnie warto spróbować, a nawet sobie powtórzyć :]

      niedługo po 89... ojciec Pawła był cenionym opozycjonistą za 'komuny". Teraz pomaga synowi prowadzić komis z używaną odzieżą.

      trwa proces w sprawie masakry protestujących górników w trakcie stanu wojennego. Jeden z dawnych esbeków zeznaje, ze władza miała wśród stajukujących wtykę, owego "kreta" i ten agent był prowokatorem, który przyczynił się do tragicznych ówczesnych wydarzeń. Pada nazwisko ojca Pawła.

      robi się swąd nie z tej ziemi, także dlatego że żoną Pawła jest córka górnika, który podczas tego protestu zginął.

      cięzka sprawa, bo ludzie plują, telewizja trąbi, a dziennikarze ganiają za podejrzanym jak wilki za zającem. Jest jednak szansa na oczyszczenia ojca z zarzutów, są nią zeznania wpływowego wówczas oficera SB, który może potwierdzić jego agenturalną przeszłośc lub jej zaprzeczyć.

      ciekawie poprowadzone, zagrane bardzo dobrze, ale mimo wszystko dośc papierowe, bo motywacje postaci są nieco ograne, a już finałowa akcja... nie wiem, i chyba nie doszliśmy w toku rozmów po premierze [w Kocham Kino] czy pasowała ona do konwencji czy zupełnie ją rozbiła.

      tak czy siak, to dobre kino.
    • grek.grek 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 26.12.15, 16:34
      klasyka :]
      remake został klasyką chyba większą od oryginału. to dopiero ciekawostka :]

      Max Cady spędza w więzieniu kilkanaście lat. POsadzili go za gwałt. Jego mecenasem był Sam Bowden.

      wg Cady'ego Bowden sprzedał go, oszukał i nie wywiązał się ze swojego obowiązku obrony jaki nałożyło na niego prawo. Ma na to mocne dowody.

      za cel postawił sobie zniszczenia życia Bowdenowi, a zabiera się do tego z prawdziwą finezją. Sprawę może mu ułatwiać fakt, że mecenas ma swoje grzeszki na sumieniu, problemy w małżeństwie i dorastającą niesforną córkę.

      znakomity thriller, jeden z najlepszych w ostatnich 25 latach. Scorsese to jednak fachowiec niezawodny, tworzy klimat i buduje dramaturgię w sposób mistrzowski, nawet jesli korzysta z oryginału; Robert De Niro jest znakomity jako psychopata z górnej półki, a Nolte i Lange sprawdzają się jako ludzie balansujący na krawędzi rozpadu emocjonalnego.

      no i jest dylemat etyczny, bo zarówno Cady jak i Bowden mają swoje racjonalne powody, by uwazać, że racja jest po ich stronie.

      Barbasiu, pamiętasz naszą dyskusję ? :] Jak każda przed nią i każda po niej - zawsze otwarta :]
      • grek.grek Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 26.12.15, 16:42
        udanego wieczoru/a, Czcigodni :]

        idę świętować ;]
        całe szczęście, że to ostatni dzień.
        potem tylko Sylwestra jakoś przeżyć i następna runda dopiero na wiosnę ;]

        good night and good luck :]
        • barbasia1 Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 26.12.15, 19:53
          > idę świętować ;]
          > całe szczęście, że to ostatni dzień.

          Jak to ostatni dzień, jeszcze jest niedziela!? :))

          > potem tylko Sylwestra jakoś przeżyć i następna runda dopiero na wiosnę ;]

          Hahahaha! :)))

          /Ale ja też już jestem zmęczona tym świętowaniem./

          Udanego wieczoru / filmowego/, Greku, Bronte, Drogie Panie! :)
          • grek.grek Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 27.12.15, 13:58
            yes, Barbasiu :]
            niedziela, zapomniałem :]

            dzięki, wieczór filmowy znakomity, dzięki świetnej premierze w Kulturze, którą osobiście wypatrzyłas, za co wielki dzięki. Brawo Ty ! :]


            • barbasia1 Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 27.12.15, 23:24
              grek.grek napisał:

              > yes, Barbasiu :]
              > niedziela, zapomniałem :]

              Hehehe! :)

              > dzięki, wieczór filmowy znakomity, dzięki świetnej premierze w Kulturze, którą
              > osobiście wypatrzyłas, za co wielki dzięki. Brawo Ty ! :]

              Wypatrzyłam dzięki zapowiedziom w TVPKultura. Mnie też bardzo podobała się ta premiera. Jutro się dopiszę do Twoich opisów i komentarzy na temat "Bestii ...". (Tak, przeczytałam już posty o filmie!).
              • grek.grek Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 28.12.15, 13:11
                a zatem, obejrzałaś "Bestie...", doskonale to słyszeć :]

                jestem ciekaw Twoich wrażeń.
      • siostra_bronte Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 26.12.15, 17:55
        Widziałam dosyć dawno. Świetna historia, ale przeszkadzał mi De Niro, niestety. Ciekawostka: reżyserem oryginału (nie widziałam, niestety) był J.Lee Thompson, którego "Nieletniego świadka" niedawno opisywałam.
        • barbasia1 Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 26.12.15, 20:00
          A czy myśmy oglądali oryginalną wersję "Przylądka strachu" w reżyserii J.Lee Thompsona (z roku 1962)???
          Bronte , oglądałaś?

          Max Cady De Niro był przerażający.

          W oryginale Maxa Cady'ego grał Robert Mitchum, a Sama Bowdena Gregory Peck.
        • grek.grek Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 27.12.15, 13:56
          nie przepadasz za De Niro, Siostro, czy chodzi o tę konkretną rolę ? :]
          • siostra_bronte Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 27.12.15, 14:08
            Nie przepadam za De Niro. Nic nie poradzę :)
            • grek.grek Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 27.12.15, 16:43
              :]

              niech on się martwi :]
      • barbasia1 Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 26.12.15, 21:32
        >Barbasiu, pamiętasz naszą dyskusję ? :] Jak każda przed nią i każda po niej - zawsze otwarta :]

        Oczywiście, że pamiętam naszą długą i pasjonującą dyskusję, Greku! :) Obgadaliśmy ten film, jak chyba żaden inny tu z forum, ale oczywiście, masz rację, wątek nadal jest otwarty na na nowe refleksje, skojarzenia, interpretacje.
        • grek.grek Re: 21:00 TV6 "Przylądek strachu" [1991] 27.12.15, 13:57
          doskonale, Barbasiu :]
    • grek.grek 20:00 TVN "Tango i Cash" 27.12.15, 17:02
      kolejny z filmów mojego dzieciństwa :]

      zanim wymyślono "Bad Boys"...

      Ray Tango jest ładny, w okularkach, zapięty pod szyję i z manierami. Gabe Cash jest luzakiem, łobuzem bez manier, ale za to z mnóstwem wdzięku. Łączy ich to, ze pracują w policji, dobrze strzelają, potrafią przydzwonić jak kto się naprzykrza, oraz to, ze poluje na nich mafia, która szykuje grubszą aferę i chce wyeliminować dwóch gliniarzy, którzy mocno dali się jej we znaki.

      cała heca ofk zmusi ich do współpracy, mimo że nie przepadają za sobą, róznia się i najchętniej w ogóle by się nie widywali.

      klasyczne kino sensacyjne, z parą policajów, którzy są z dwóch róznych planet, przekomarzają się, nie tracą poczucia [czarnego] humoru w najcięższej nawet opresji, co nieuchronnie prowadzi ich do zaprzyjaźnienia się ze sobą.

      osobnym wątkiem jest flirt, jaki Cash podejmuje z siostrą Tango, co oczywiście prowokuje liczne komentarze i gry słowne.

      elegantem Tango jest Stallone, a Cashem Kurt Russell, obaj są zaskakująco dobrzy, widac że konwencja im służy. Stallone może nadal biegać z karabinem, ale nie musi być twardzielem z posępną miną, a Russell wreszcie może oderwać się od postaci Snake'a Plisskena, który był tyleż antybohaterem, co parodią.

      jest zabawnie, w szybkim tempie i odpowiednio sensacyjnie. sporo dialogów z ripostami, niektóre oczywiście pod ostrzałem albo pod gradem pięści [bijatyka w podziemiu więzienia].

      reżyserował Andriej Konczałowski, w obsadzie jest też urodziwa Teri Hatcher i budzący raczej komiczny chichot niż dreszczyk grozy Jack Palance.

      wiecie/pamiętacie? jak w Polsce tłumaczono ten tytuł ? otóż : "Tango i pieniądze" :] Recenzeci albo zapowiadacze nie oglądali filmu, ale zaciekle go przedstawiali. Coś pięknego :]
      • grek.grek Re: 20:00 TVN "Tango i Cash" 27.12.15, 17:04
        ależ Kultura wymyśliła finisz tego roku i początek nowego :
        w środę "Imagine", w czwartek "Słodkie życie", w piątek "Serpico"

        ofk, powtórki to są, ale taki zestaw... już nie mogę się doczekać :]
        • siostra_bronte Re: 20:00 TVN "Tango i Cash" 27.12.15, 17:11
          Szkoda, że "Serpico" późno się zaczyna.
          • grek.grek Re: 20:00 TVN "Tango i Cash" 28.12.15, 13:04
            niestety...
            ale mam nadzieję, że Ci się uda zobaczyć :]

            b.dobry tydzień filmowy przed nami.
            powtórki, owszem, ale znakomite, chciałbym wierzyć, ze dla NAS, a nie tylko dla mnie :]

      • barbasia1 Re: 20:00 TVN "Tango i Cash" 27.12.15, 23:10
        >wiecie/pamiętacie? jak w Polsce tłumaczono ten tytuł ? otóż : "Tango i pieniądze" :] Recenzeci albo >zapowiadacze nie oglądali filmu, ale zaciekle go przedstawiali. Coś pięknego :]

        Hehehe! :)) Najwyraźniej tłumacz tytułu nie obejrzał filmu.

        Szkoda, że nie objerzałam. Niedziela miała być spokojna, a okazała się zwichrowana.
        • grek.grek Re: 20:00 TVN "Tango i Cash" 28.12.15, 13:10
          zwichrowane niedziele mają swój urok :]

          ja chwilę popatrzyłem.
          po latach oraz ZNÓW :]

          dobre kino ! zabawne dialogi, puenty, przerzucanie się tekstami, no i odpowiednia doza akcji. jeśli bedą powtarzali, to nie zawaham się ponownie zapowiedzieć ;]
          • barbasia1 Re: 20:00 TVN "Tango i Cash" 28.12.15, 23:41
            :)) Różnie to bywa...


            O! Dobrze! Liczę na zapowiedź! :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka