Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 8 (vol. 82)

    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Jak zostać królem" 14.08.17, 11:02
      dobra kontrpropozycja na dziś :]
    • siostra_bronte "Przeminęło z wiatrem" 14.08.17, 13:38
      Jutro w tvn7 o 9.30. Na wszelki wypadek przypominam, choć wątpię, żeby ktoś obejrzał.
      • grek.grek Re: "Przeminęło z wiatrem" 14.08.17, 15:13
        dzięki, Siostro :]

        pamiętam !

        nie wiem tylko : czy i ile zdołam obejrzeć.
        jaka szkoda, że nie wieczorem, a najlepiej o 20:00 !!

        • siostra_bronte Re: "Przeminęło z wiatrem" 14.08.17, 16:05
          Zobaczymy. Najwyżej poczekasz do jakichś kolejnych świąt :)

          No, niestety na taką godzinę nie ma raczej szans.
          • grek.grek "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 11:58
            Siostro, udało mi się obejrze 1 część :]

            drugiej nie mam serca zaczynać, wiedząc że kończy się o 14:00, a więc nawet połowy nie dałbym rady zobaczyć. Doobejrzę ją w necie.

            cóż, po 1 części - póki co, wydaje mi się, że nawet dziś byłby to wystawny film. Imponujące są te sceny rautu u Wilkesów, potem balu w Atlancie, wnętrza, dekoracje, ilość i jakość strojów, odtworzone z pietyzmem fryzury i stylizacje z epoki. Rozmach !

            znakomita jest cała sekwencja ewakuacji Scarlett i Rhetta z płonącego miasta, które wygląda jak przedsionek piekła, czarna noc zabarwiona intensywnymi odcieniami czerwieni, łuna, jacyś opryszkowie, którzy probują ich zatrzymać i odebrać konia, wybuchające składy z amunicją, wlokąca się kawalkada wyczerpanych żołnierzy KOnfederacji, którzy są jak zombie.

            świetne sceny zbiorowe : szpital, panika na ulicach miasta, a takze ten moment, kiedy Scarlett poszukuje lekarza do porodu i idzie przez dziedziniec pełen rannych zołnierzy, kamera się cofa i okazuje się,że jest to przestrzeń naprawdę sporych rozmiarów, i nawet na najdalszym planie realizowane są "zalożenia taktyczne" dla tej sceny.

            dobrze poprowadzona jest pierwsza część filmu, z tymi balami, spotkaniami, grami towarzyskimi, w której Scarlett i nie tylko ją interesują głównie stroje i romanse - dzięki temu wyrazisty jest kontrast z drugą częścią, z odysesją Scarlett wracającej do zrujnowanej posiadłości, po drodze odbierającą poród, pomagającą jako pielęgniarka, powożącej, a na końcu rozpaczliwie z głodu wbijającej zęby w surową rzodkiew. Robi wrażenie.

            Podobnie jak zdjęcia zrujnowanej okolicy Tary, widzianej oczyma Scarlett. Oraz to, co widzi po drodze - trupy, pobojowiska, pobitewne zgliszcza.

            czarna pokojówka strofuje Scarlett surowo, czarny służący z toporkiem gania koguta, który ma byc na obiad, czarni kopacze dołów są dumni, że Konfederacja ich wzięła do pomocy... wygląda na to, ze mamy tutaj tezę, że zniesienie niewolnictwa nie bylo na rękę czarnym ? Nie mamy złego traktowania niewolnikow w Tarze czy u Wilkesów, nie mamy buntów, nie mamy gwałtów na czarnych służących, a biali dżentelmeni są nimi nie tylko z nazwy. Jedyna ich wada, to nadmierna wiara w zwycięstwo nad unionistami w wojnie.

            Zatem, jest to piękna wizja upadku świata, który "chciał być tylko wdzięczny i piękny", ale cokolwiek cukierkowa, wg mnie.

            VIvien Leigh świetnie gra, najpierw jest cokolwiek infantylna, potem dojrzewa, na koniec jest zdesperowaną kobietą.

            Clark Gable tez zaczyna od trochę nadmiernie efektownych póz i grymasów [anty]amanta, a potem okazuje się być osobowością coklolwiek złożoną, do końca ironiczny, ewidentnie lubiący swoje kawalerskie maniery nonszalanckiego podrywacza, ale jest przytomny na umyśle, umie być poważny kiedy trzeba, no i czyżby sumienie go ruszyło, że postanawia "zaciągnąc się do wojska" w momencie, gdy KOnfederacji przegrali wojnę ? Chyba, ze kantuje i chce się przyłączyć do zwycięzców ? [nie znam powieści ! :)]

            cóż wiecej powiedzieć - wielkie kino ! :]

            cieszę się już na 2 część :]

            dzięki !

            • maniaczytania Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 12:16
              Oglądam! ☺
              Greku - jeszcze trochę zwrotów akcji Cię czeka 😉

              A film wspaniały! Jak to się dobrze ogląda nawet dziś. A dziecię nie chciało uwierzyć, że to film z 1939r. !
              • grek.grek Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 15:53
                dzięki, Maniu :]

                ja też nie mogę uwierzyć, że to film z 1939 roku ! [przedtem nie znałem roku produkcji] :]
                • siostra_bronte Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 16:26
                  Brawo, Greku! :)

                  Mogłam obejrzeć tylko pierwsze pół godziny, ale to wystarczyło, żeby sobie przypomnieć klimat tego filmu. Faktycznie, wciąż robi wielkie wrażenie! Rozmach scenografii, kostiumy. Piękne!

                  O tak, wizja Południa jest tu przesłodzona i sentymentalna. Niewolnicy są wręcz szczęśliwi, że mogą służyć swoim "państwu" :) Ten wątek zdecydowanie się zestarzał, ale poza tym, jak napisałeś to wielkie kino!

                  Dla mnie, oprócz historycznego tematu, to także ciekawy portret charakterów. Scarlett, oszałamiająco piękna (Vivien Leigh faktycznie powala tu urodą!), ale zołzowata :) Melania, ciepła i po prostu dobra, ale czasami powinna tupnąć nogą i wygarnąć co myśli (zwłaszcza Scarlett).

                  No i panowie. Ashley w znakomitej interpretacji Leslie Howarda to ideał :) Byłam w nim wręcz zakochana, kiedy oglądałam film po raz pierwszy, tradycyjnie jako dzieciak.

                  Rhett Butler to ciekawa postać i Clark Gable pasuje do tej roli idealnie. Ale to zdecydowanie nie mój typ, za bardzo "macho" :)

                  Generalnie mam wrażenie, że aktorstwo, zwłaszcza Vivien Leigh i właśnie Clarka Gable'a ciut się zestarzało. Ale to nie jest wielki zarzut, w końcu to 1939 rok!

                  Cieszę się, że wreszcie zobaczyłeś chociaż pierwszą część. I mam nadzieję, że obejrzysz wkrótce drugą, chociaż na ekranie komputera film z takim rozmachem sporo traci.
                  • maniaczytania Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 17:23
                    Ja trochę zrewidowałam swoje młodzieńcze sympatie. Dawniej bardzo nie lubiłam Melanii, wydawała mi się mdła i przesłodzona. No i była konkurentką Scarlett. Dziś patrzę trochę inaczej - Mel była po prostu wspaniałą dobrą osobą.
                    Scarlett mocnoty denerwująca, choć bardzo prawdziwa w tej swojej kapryśności .

                    Ashley? Jak mogłaś się w nim kochać Siostro? 😉 Dla mnie od pierwszego razu to najgorsza postać w sensie charakteru - a w zasadzie jego braku. Rozmemłany, taka "pipa" i do tego zwodzący Scarlett w imię chyba podtrzymania poczucia własnej dumy.
                    Za to Rhett - jak możesz uznać, że za bardzo macho? To, jak bardzo kochał Bonnie, za każdym razem łamie mi serce. Pełnokrwisty zdecdywany mężczyzna, który nie działał na pokaz i gdy trzeba zachowywał się honorowo.
                    Co do samego aktorstwa , to się zgodzę - Vivien Leigh trochę przerysowana, ale Clark Gablecałkiem nieźle. No i chociaż Ashley a sympatią nie darzę, to dzieje się tak dzięki dobrej grze Howarda.
                    A wiecie, że Olivia de Havilland skończyła niedawno 101 lat?
                    I jak jeszcze wspomnę o jednej postaci, która od zawsze budzi moje ciepłe uczucia - Belle Watling.

                    Aaa, to, co mnie dziś trochę raziło, to że aktorki grające siostry Scarlett były trochę za stare 😉 Zwłaszcza ta młodsza - jak powiedziała, że ma 13 lat 😂😂😂
                    A jeszcze Mamie - świetna, Oscar zasłużony, i ta Prissy idąca sobie spokojnie śpiewając piosenkę, gdy Mel rodzi.

                    I jeszcze - zadziwiające, jak wiele pamiętałam - jednak takie filmy 'epickie' zostają z nami ☺
                    • siostra_bronte Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 17:37
                      No cóż, mamy różne gusta jeżeli chodzi o mężczyzn :)) Ashley "rozmemłany"?? :)

                      Szkoda, że nie mogłam zobaczyć całego filmu. Świetne były też epizody, choćby ciotki Melanie na balu charytatywnym, tej co miała ochotę zemdleć :) I faktycznie rola Mamie znakomita, mimo, że mocno osadzona w stereotypie takiej postaci. I Prissy też świetna.

                      To prawda, mimo, że ostatni raz widziałam ten film z 10 lat temu, pamiętałam prawie każdą scenę!
                      • siostra_bronte Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 17:38
                        A, o urodzinach Olivii de Havilland pisaliśmy na forum. Piękny wiek!
                      • maniaczytania Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 17:51
                        Ten bal charytatywny to w ogóle jest jedną z najlepszych scen w całym filmie ☺

                        Rozmemłany, bo nie wiedział, czego chce naprawdę, nie umiał pomóc w kryzysowej sytuacji (przez to Scarlett wyszła za Franka), bez Scarlett nie dałby sobie rady, a do tego jakby nie patrzeć zdradzał Mel.
                        • siostra_bronte Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 18:16
                          Jakoś inaczej zapamiętałam Ashleya :) Co do zdrady, to chyba między nim i Scarlett chyba do niczego nie doszło??
                          • maniaczytania Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 15.08.17, 18:18
                            No wiesz - dwa razy się całowali - jeśli to nie jest zdrada? 😉
                            • siostra_bronte Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 16.08.17, 12:27
                              E, to się nie liczy :)

                              W ogóle to Scarlett tak się uczepiła Ashleya, że biedak nie wiedział jak się z tego wyplątać :)
                              • maniaczytania Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 16.08.17, 19:27
                                jak to się nie liczy? ;)

                                A chociaż daleko mi do wojującej feministki, to tu się muszę za Scarlett ująć - jak to się uczepiła? A kto jej na to pozwalał, pasąc swą męską dumę, zamiast uciąć w zarodku? :)
                                • siostra_bronte Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 16.08.17, 20:00
                                  :)

                                  Nie pamiętam już szczegółów. Ale zdążyłam zobaczyć początek (scena w bibliotece) i tam Scarlett błaga Ashleya niemal na kolanach, przekonuje, że go kocha, choć wie, że ma ożenić się z Melanie! A kiedy Ashley tłumaczy, jaka jest sytuacja, ergo chce to uciąć to dostaje po twarzy :)

                                  Nie widzę u niego absolutnie pasienia dumy! No, ale chyba zostaniemy przy swoich stanowiskach :)

                                  • maniaczytania Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 16.08.17, 20:40
                                    ona ma wtedy 17 lat!

                                    Kochana, musisz sobie obejrzeć jeszcze raz i przypomnieć te szczegóły. One są zwłaszcza widoczne w drugiej części :)
                                    • siostra_bronte Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 16.08.17, 21:00
                                      Ale o tym się zapomina! Scarlett wygląda na znacznie starszą. Leigh miała wtedy 26 lat.

                                      O tak, chętnie bym sobie obejrzała ponownie :)
                  • grek.grek Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 16.08.17, 10:39
                    dzięki, Siostro :]

                    tak jest ! nie mogę uwierzyć, ze to 39 rok :]

                    przypomniały mi się jeszcze te czarne służące wachlujące panny, które ucinały sobie drzemkę w połowie balu. wyglądało to może i "wdzięcznie", ale raczej mało interesująco. Gdyby tym dziewczynom płacono - co innego.

                    mam wrażenie, że tworcy filmu nieświadomie nawiązali do niegdyś popularnej tu i tam tezy, że zniesienie niewolnictwa było największym błędem w historii Ameryki - także dla czarnej mniejszości.

                    to prawda, Siostro - charaktery są interesujące.

                    Scarlett - owszem, ma swoje "odruchy warunkowe", ale ma też szereg zalet, mam nawet wrażenie, że one górują nad wadami : potrafi przeciwstawić się konwenansom - np. na balu, gdy mimo żałoby decyduje się zatańczyć z Rhettem, albo wtedy kiedy wszystkie panny śpią, bo tak trzeba, a ona wymyka się, żeby podsłuchiwać dysputy mężczyzn, a potem skonfrontować się najpierw w Ashleyem, a potem z Butlerem; kiedy trzeba przyjąć poród - ona idzie sama do szpitala, prosi lekarza, aż wreszcie ten poród przyjmuje sama; kiedy Butler wywozi ją, i poozstałe kobiety, z miasta i wraca, żeby "się zaciągnąć" - to Scarlett zawozi je do celu, po drodze zmyślnie unikając spotkania z wojskiem. No i w końcu zakochana jest w Ashleyu, który wygląda na szlachetnego człowieka, więc ma, rzec by można, dobry gust :]

                    yes, Leslie Howard świetnie dobrany i świetnie gra. Nietypowy obiekt uczuć, bo nie jest takim do bólu klasycznym "american amant", w którym "kocha się" nie tylko ekranowa bohaterka, ale i pół widowni ;]

                    Butler - fakt, postać ciekawa, taki "bogartowski" typ doświadczonego cynika czasami zapuszczającego się na stronę bezinteresownej dobroci, tyle że humor mu bardziej dopisuje :]

                    o, możliwe.
                    wydaje mi się, że celowo Scarlett na początku grana jest ryzykownie "mizdrząco", żeby później móc pełniej uwypuklić jej dojrzewanie poprzez trudne doświadczenia [wojna, niespełniona miłość, śmierć matki].

                    Rhett też się mizdrzy trochę, ale i tutaj, wg mnie, było to potrzebne, by stworzyć kontrast z jego późniejszymi zachowaniami, w których okazuje się być odważnym nonkonfromistą [sam przeciw wszystkim podczas dyskusji o szansach Południa w wojnie z Unią, czy na balu - kiedy wykupuje taniec ze Scarlett, która aktualnie chodzi w żałobie], mieć szeroki gest [wykupuje obrączki dam, które podarowały je na poczet wzmocnienia wojennego skarbca Południa] czy wreszcie szafuje własnym życiem by wywieźc Scarlett i inne kobiety z płonącego miasta.

                    dzięki temu, wg mnie, mamy pełnokrwiste postaci i ciekawe zaskoczenia :]

                    dzięki, Siostro, za wytrwałe rekomendowanie tego filmu ! :]
                    zdecydowanie - 2 część obejrzę jak najszybciej i dopiszę jeszcze trochę :]

                    yes, przygotowuję się na to, ze na monitorze "Przeminęło z wiatrem" pewnie trochę straci
                    ze swojego przepychu, ale... mam nadzieję, ze kiedyś jeszcze zobaczę go w całości na ekranie
                    większym, a póki co : dowiem się, jak potoczyła się dalej cała historia :]


                    • maniaczytania Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 16.08.17, 19:26
                      grek.grek napisał:

                      > mam wrażenie, że tworcy filmu nieświadomie nawiązali do niegdyś popularnej tu i tam tezy, że zniesienie niewolnictwa było największym błędem w historii Ameryki - także dla czarnej mniejszości.

                      Jak to - nieświadomie? Świadomie, jak najbardziej - pamiętaj, który to był rok!!!
                      Hattie McDaniel była pierwszą czarnoskórą laureatką Oscara ever!!!
                      Do kiedy trwała separacja? A cały ruch M. L. Kinga?
                      Pamiętaj, że, co prawda niby przez niedopatrzenie ;), ale pisałam przy okazji "Służących", że stan Mississipi zniósł oficjalnie niewolnictwo w ... 2013 roku!!!
                      • grek.grek Re: "Przeminęło z wiatrem" - po 1 części 17.08.17, 10:49
                        sądziłem naiwnie, że jednak twórcy filmowi, i to takiego dzieła, starają się zachować jakieś
                        pozory, Maniu :]

                        separacja, tak - zgadza się.
                        myślałem jednak, że w 39 już trochę inaczej myślano tam o niewolnictwie i nikt nie żałował
                        tego co stało się 70 lat wcześniej.


      • maniaczytania Re: "Przeminęło z wiatrem" 14.08.17, 16:12
        a ja właśnie tak sobie planuję powtóreczkę, bo bardzo dawno temu oglądałam ostatni raz.
        Może uda mi się dziecię namówić? :)
    • grek.grek 20:20 TVP1 "Karbala" 15.08.17, 15:58
      trzeba przyznać, ze nie dośc, iż premiera, to jeszcze pasuje tematyką do dzisiejszej daty :]

      zapis filmowy czterodniowej walki polskich żołnierzy w Iraku z "ekstremistami" [o ile za takowych można uznać ludzi, którzy po prostu sprzeciwiają się obecności w ich kraju wojsk inwazyjnych, o których wejście oni sami pytani nie byli, a odbyło się ono dodatkowo z powodu fałszywych przesłanek].

      zatem, na faktach [wydarzenia miały miejsce w 2004 r.]

      cóż, odsuwają na bok wątki polityczne - miejmy nadzieję na udany film !

      PS : i to właśnie dziś, kiedy Slavia Praga gra z Apoelem pierwszy mecz o LM. aaa ! kibic nagle się we mnie odezwał, niech to dunder świśnie ! ;]
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP1 "Karbala" 15.08.17, 16:19
        Hehehehe! :) To masz tytułową zagwozdkę! ;))
        • grek.grek Re: 20:20 TVP1 "Karbala" 16.08.17, 10:15
          tak było, Barbasiu :]

          Slavia przegrała 0-2, ale na wyjeździe, więc u siebie ma szansę to odrobić i awansować. szkoda tylko, że rozpocznie mecz z tym 0-2 na plecach.

          "Karbalę" zdecydowanie muszę obejrzeć ponownie, bo zapamiętałem głównie - świetnie zrealizowane, jak na polskie warunki - sceny bitewne, a także scenografię łudząco przypominającą Irak [chyba, że naprawdę kręcili gdzieś na Bliskim Wschodzie ?]

          a jak Twoje wrażenia po seansie ? :]
          • barbasia1 Re: 20:20 TVP1 "Karbala" 17.08.17, 00:00
            O! To szkoda!

            Ja się trochę spóźniłam na początek filmu. Tak, realizacja jest świetna. Scenografia jest jak za milion dolarów. Irak wypada na ekranie szalenie wiarygodnie. Czuć klimat Bliskiego Wschodu. Dopiero teraz przeczytałam, że arabską ulicę zbudowano w Warszawie. Aczkolwiek jakieś sceny uliczne kręcono też w Jordanii.

            Natomiast fabuła powiela schematy znane z kina. I można było więcej wycisnąć . Niemniej film daje do myślenia. Warto obejrzeć. cdn.
            • grek.grek Re: 20:20 TVP1 "Karbala" 17.08.17, 10:52
              cześć, Barbasiu !! :}

              o, świetnie zatem wyszedł ten pomysł warszawski - nie sposób odróżnić efektu końcowego od oryginału :]

              pełna zgoda, Barbasiu, nie jest to kino tworzące nowe wątki gatunkowe, ale na pewno
              dobrze się ogląda, no i w polskim współczesnym filmie stanowi jakąś ciekawą odrębność, osobność.

              z ciekawością czekam na zapowiadany "cdn" ! :]
      • maniaczytania Re: 20:20 TVP1 "Karbala" 15.08.17, 17:24
        Będę oglądać - od rana mam filmowy dzień - właśnie oglądam trzeci film 😉
        • grek.grek Re: 20:20 TVP1 "Karbala" 16.08.17, 10:40
          jakie wrażenia po "Karbali", Maniu ?

          I co to za tajemniczy trzeci film Ci się przydarzył ? :]
          • maniaczytania Re: 20:20 TVP1 "Karbala" 16.08.17, 19:21
            jednak nie obejrzałam ...

            A po "Przeminęło z wiatrem" obejrzałam "Bellę i Sebastiana" (dla samych pięknych alpejskich widoków - warto!) oraz "Skarb Narodów: Księga tajemnic", który się idealnie po prostu wiąże tematycznie z tym porannym seansem. Bo mamy tu potomka bohatera Unii, który to bohater po ujawnieniu pewnego dokumentu zostaje okrzyknięty zdrajcą, który brał udział w zamachu na Lincolna. Potomek musi zrobić wszystko, by oczyścić nazwisko :) Świetny film swoją drogą, przygodowy, awanturniczy, jak Indiana Jones :) W rolach głównych Nicholas Cage, Jon Voigt, Helen Mirren i Diane Kruger oraz Ed Harris. To druga część. Polecam obie :)
            • grek.grek Re: 20:20 TVP1 "Karbala" 17.08.17, 10:43
              aaa, pech, Maniu !
              może zatem będzie jakaś powtórka [oby !] :]

              dzięki, nie znam jeszcze tych filmów.
              przy sprzyjającej okazji na pewno spróbuję obejrzeć :]
    • grek.grek "Przypadek" via KUltura 16.08.17, 11:27
      znakomity film Kieślowskiego.

      kino moralnego niepokoju, ale ambitne ;]

      Młody student medycyny, Witek Długosz, bierze urlop dziekański, aby pozbierać myśli po śmierci ojca. Pamięta jego ostatnie słowa wypowiedziane przez telefon : "Nic nie musisz". Jest rok 1980.

      Z rodzinnego Poznania chce pojechać do Warszawy. Biegnie na pociąg, potrąca jakąs kobietę, kupuje bilet, wpada na peron, pociąg już ruszył, Witek - obarczony torbą na ramieniu - ściga go z determinacją i...

      Ta scena powtarza się trzykrotnie i za każdym razem jej finał jest inny, co prowadzi do radykalnie innego ułożenia się losów życiowych bohatera.

      W pierwszej wersji - Witek dogania pociąg, udaje mu się wsiąśc, a w środku poznaje starszej daty komunistycznego aktywistę. Dzięki znajomości z nim angażuje się w działalnośc Partii, a zwłaszcza Adama - gładkiego, wygadanego, kulturalnego jegomościa, który już jest wysoko, a moze być jeszcze wyżej w hierarchii całego układu.

      kiedy w osrodku dla narkomanów pod Warszawą wybucha strajk, a pensjonariusze biorą zakładników i grożą podpaleniem budynku - aktyw wysyła właśnie Witka, żeby z nimi porozmawiał i zażegnał spór. Witek robi co może, wysłuchuje żądań, wydzwania, próbuje się dogadać, a kiedy nic nie wychodzi - przynajmniej uwalnia zakładnikow i sam pozwala się zamknąć w klatce. W ostatnim telefonie do Adama mówi "ci ludzie mają rację". A to większa wpadka niż gdyby pozwolił spalić całą budę.

      Niespodziewanie spotyka swoją dawną dziewczynę, Czuszkę. Teraz działaczkę podziemia solidarnościowego. ROmans odżywa. Witek bywa na spotkaniach młodych opozycjonistów, kupuje nielegalne wydawnictwa, a o wszystkim opowiada Adamowi, który - sensacyjnie - kilkaset metrów od punktu zbornego opozycji... ma łódkę i łowi sobie ryby.

      Adam sugeruje, że ta cała zabawa młodzieży nie jest groźna, ale warto mieć na nich oko, tyle że bez wdrażania nadzwyczajnych środków. Niech tam sobie śpiewają, czytają i dyskutują.

      Witek czuje się uspokojony, ale tylko do momentu, gdy cała grupa jednak zostaje rozbita, a Czuszka trafia do aresztu na 48 godzin. Witek jest wzburzony, wymierza Adamowi parę ciosów, odciągają go inni, ale to koniec jego flirtu z Partią. I koniec z Czuszką - ona nie chce słuchać jego tłumaczeń, odrzuca go z pogardą.

      Nie mając innego pomysłu na siebie, Witek chce wyjechać do Paryża, razem z innymi młodymi partyjnymi, lecz na lotnisku dowiadują się, że lot został anulowany. Witek ze złością ciska walizką o podłogę lotniska.

      W drugiej wersji - Witek nie dogania pociągu, za to Witka dogania sokista. Wlepia mu mandat, a sąd skazuje Witka na 30 dni robót publicznych. Przekopywania jakiegoś parku.

      Tutaj Witek poznaje opozycjonistów, zwłaszcza Marka. Wciąga się w ruch solidarnościowy. Broszury, druki nielegalne, koncerty [śpiewa Kaczmarski] w mieszkaniach prywatnych, dyskusje, akcje, ulotki. Klasyka podziemnej organizacji. A wszystko pod okiem ciotki, dawnej ideowej działaczki komunistycznej, która zawsze grozi, że doniesie, ale nigdy nie donosi, bo na swojego Witusia - a gdzieżby znowu !

      Witek podejmuje ważne życiowe decyzje, na czele z chrztem, a nawet modli się w ławce kościelnej.

      Poznaje dawnego kolegę, który wyjechał zagranicę, a teraz znów jest w Polsce. I jego dziewczynę, Werkę, z którą najpierw na odległośc, a potem calkiem bezpośrednio zaczyna go łączyć romans.

      Kiedy pada drukarnia w piwnicy jednego z domów - Marek oskarża Witka o donosicielstwo. Rzekomo, nikt inny donieśc nie mógł, bo wszyscy byli w tym czasie zatrzymani i aresztowani. Nikt nie bierze jego strony.

      W ostatniej scenie tej sekwencji - Witek sensacyjnie nakrywa swoją ciotkę na słuchaniu Wolnej Europy. Stamtąd dowiaduje się, ze Polską wstrząsają strajki.

      W wersji trzeciej - Witek nie zdąża na pociąg, nie spisuje go sokista, ale za to spotyka na peronie swoją koleżankę ze studiów - Olgę.

      Żeni się z nią, zostaje ojcem, wraca na studia i podejmuje naukę, odbiera dyplom, rozpoczyna staż w szpitalu. Ma dobrego mentora w postaci szanowanego dziekana, który proponuje mu pozostanie na uczelni i pracę naukową, ale kiedy Witek mówi o chęci praktykowania wspiera i ten jego wybór. Widzimy zresztą pierwszą wizytę domową jaką Witek składa chorej starszej kobiecie.

      Zachowuje polityczny dystans, czyli : najpierw nie ulega podszeptom, że może by do Partii się zapisać i wspomóc ją czynem, poprawić sobie notowania i perspektywy, a potem odmawia także kolegom ze szpitala i studentom, którzy proponują mu podpisanie jakiegoś listu protestacyjnego. Mówi : nie podpiszę, ja chcę leczyć ludzi, a nie polityką zajmować. Kiedy odchodzi, jeden z zawiedzionych syczy "sk..syn !".

      Dziekan prosi go o spotkanie nocą na dworcu kolejowym. W zaufaniu zdradza, że jest szansa wyjazdu z wykładami do Libii. Dziekan nie moze, bo już ma problemy z urzędnikami partyjnymi, jest na jakimś indeksie. Ale może jeszcze tyle, żeby swoje miejsce oddać Witkowi.

      Witek po krótkim namyśle decyduje się wyjechać. Tuż przed wylotem - Olga oznajmia mu, że będą mieli drugie dziecko, chyba nawet już wie, że to będzie córka. Żeby być z żoną w okresie spodziewanego rozwiązania, Witek zmienia terminy : i samego lotu i, co za tym idzie, trasy [via Paryż].

      a więc Witek wsiada do samolotu, startuje i...

      ... samolot wybucha w powietrzu ! ależ zakończenie.
      SUgestia jest chyba taka, że gdyby nie zmienił w ostatniej chwili terminów - do niczego by nie doszlo. A może wcale nie w tym rzecz, może po prostu nie da się umknąć tytułowym przypadkom, które tworzą całą rzeczywistośc i decydują o przebiegu ludzkich losów ?

      Kieślowski zawsze mistrzowsko reżyseruje, tutaj też robi to z ulubionej pozycji obserwatora, dokumentalisty, reportażysty niemalże.

      Bogusław Linda - nie do rozpoznania [aktorsko !] dla młodszej widowni, jak sądzę ;] doskonały jak zawsze Zbigniew Zapasiewicz/Adam, podobnie Tadeusz Łomnicki/stary działacz komunistyczny z 1 wersji wydarzeń, Zygmunt Hubner/dziekan, a także Bogusława Pawelec/Czuszka, Marzena Trybała/Werka, Monika Goździk/Olga.

      z udziałem Jacka Kaczmarskiego, śpiewającego i grającego na gitarze.

      surowy polski realizm lat 80-tych.
      No i wspaniała muzyka, zwłaszczaa ten motyw przewodni, niezastąpionego Wojciecha Kilara.

      świetne kino.
      I uczciwe : Kieślowski nie oszczędza obu stron, zarówno partyjna, jak i antypartyjna - obie strony potrafią zwodzić, ranić, odbierać zaangażowanemu człowiekowi resztki nadziei na zmianę losu własnego i kierunku, w którym podąża kraj.

      W Parti Witka łudzą mową-trawą : przyłącz się do nas, zmienisz coś tylko będąc w środku; w opozycji : tylko z nami możesz na coś mieć wpływ, możesz coś budować. Obie drogi są niewłaściwe.

      jako neutralny, który robi swoje i nie pcha palca między drzwi, Witek też jest nieakceptowany. Klincz zupełny, duchota niemożliwa.

      I kiedy wydaje się, ze znalazł jednak drogę i sposób - znów los okazuje się być reżyseerem o zacięciu tragika.

      no to jest zakończenie niesamowite.
    • siostra_bronte "Ted" 16.08.17, 16:21
      Przyznaję się bez bicia, obejrzałam wczoraj w tv puls :) Leciał powtórkowo, ale premiery nikt nie komentował.

      Komedia o ożywionym, pluszowym misiu była wielkim hitem parę lat temu. Wiedziałam, że to pewnie humor różnych lotów, ale miałam ochotę na coś lekkiego.

      Nie będę dokładnie opisywać fabuły. Bohater, John (Mark Wahlberg) jako dzieciak dostał na święta prezent, pluszowego misia. Wypowiedział na głos życzenie, żeby miś ożył i został jego przyjacielem.

      I tak się stało. Miś towarzyszy Johnowi nawet gdy ten jest jest już dorosły. Mieszka z nim, pije piwo, i wciąga prochy. Miś przypomina mi trochę Alfa (ktoś go pamięta?), ale jest znacznie bardziej wygadany i bezczelny.

      Ale kolejna dziewczyna Johna, Lori (Mila Kunis) ma już dosyć miśka, bo według niej przeszkadza mu naprawdę dorosnąć. I faktycznie John zawala różne sprawy, także w pracy, bo Ted namawia go na piwo albo inne rozrywki.

      W końcu Lori stawia Johnowi ultimatum, albo ja, albo Ted. John nie jest zachwycony, ale decyduje się na rozstanie z misiem. Znajduje mu mieszkanie. Mają nadal się spotykać, ale to nie będzie to co kiedyś...

      Potem są kolejne perypetie, a wszystko oczywiście kończy się happy endem.

      Fajny pomysł i znakomita realizacja. Jak oni to zrobili, że Ted wygląda tak naturalnie??

      Co do humoru jest tu naprawdę dużo zabawnych scen i tekstów. Nie raz szczerze się uśmiałam :)

      Niestety, dobre wrażenie psuje nadmiar wulgarnych żartów. Dowcipy o puszczaniu bąków pojawiają się tu z 10 razy :) Tragedia. Kogo to może śmieszyć, oprócz dzieciaków? A film jest z kolei dla nich zbyt wulgarny, bo dużo tu też "żartów" o seksie. Nic dziwnego, że w kinach w Stanach był dozwolony od lat 17.

      Naprawdę nie wiem, czy Amerykanie są naprawdę tacy prymitywni?? Wynik filmu, 550 mln pokazuje, że tak, i nie tylko oni, bo "większa" połowa tej sumy to wpływy spoza USA.

      W sumie duży potencjał, niestety zmarnowany. Jakby wyciąć najgorsze dowcipy to byłaby z tego naprawdę świetna komedia.

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=9fbo_pQvU7M
      • barbasia1 Re: "Ted" 16.08.17, 23:22
        Tak samo irytowały mnie "żarty" z puszczaniem bąków w całkiem zabawnej i zwariowanej komedii z Eddym Murphym "Gruby i chudszy". Mam wrażenie, że szczególnie amerykańscy twórcy komedii szczególnie upodobali sobie ten rodzaj dowcipu.

        Tytuł filmu "Ted", jest mi znany, gdzieś widziałam nawet zdjęcie filmowego misia, ale filmu nie znam. Mimo wszystko jestem skłonna obejrzeć, skoro można się pośmiać. Pomysł dobry! :)
      • grek.grek Re: "Ted" 17.08.17, 10:41
        dzięki, Siostro :]

        pomysł fakt ciekawy, pod tego misia i bohatera z nim relację można podłożyć sporo kontekstów - miś jako fetysz pierwiastka dziecięcego, którego bohater nie chce się pozbyć, relacja z nim reakcją przed cynizmem tzw. świata dorosłych, miś jako środek ochronny przed stresem i nadmiarem powagi w życiu. Niezły punkt wyjścia, szeroka przestrzeń do wykorzystania dla scenarzystów.

        właśnie, parę filmów z żartami poniżej pępka również miałem nieprzyjemnośc zobaczyć, i wysłuchać ;'], niestety to nie sa najlepsze wzorce komediowe.

        I też mnie dziwi, że takie filmy znakomicie zarabiają. rozumiałbym, gdyby istniała jakaś nisza, która je uwielbia, ale żeby miały masową widownię ? :]

        ciekawe, jako ewoluuje amerykańska komedia filmowa : groteski Chaplina, "Pół żartem pół serio", złote lata 50-te i 60-te, komedie Woody'ego Allena, akcyjne a'la "Gliniarz z Beverly Hills" czy "Bad Boys", a teraz bąki i inne wynalazki; czyżby cały humor przeniósł się do produkcji serialowych ?

        zdaje się, ze "Ted" ma kontynuację ? :]

        dzięki, Siostro :]


    • grek.grek 20:20 Ct Art "Bracia Karamazow" 3/3 17.08.17, 10:55
      ostatnia część, wciąz z wyczekiwaniem na rozmowę Iwana z diabłem oraz na legendę o Wielkim Inkwizytorze, ciekawe jak reżyser sobie z tymi sekwencjami poradził. Chyba, że Legendę opuścił i skupił się jednak na wątkach obyczajowych [szkoda by było].

      tak czy owak - jest to, póki co, znakomita ekranizacja.
      • grek.grek Re: 20:20 Ct Art "Bracia Karamazow" 3/3 18.08.17, 11:02
        znakomita 3 część.

        bez legendy o Wielkim Inkwizytorze, ale nawet w powieści ten tekst żyje w sposób zupełnie indywidualny i odrębny, więc jego nieobecnośc w filmie może być w pewien sposób usprawiedliwiona.

        choć... wątek roztrząsająceg kwestie metafizyczne, i popadającego w obsesję, Iwana jest zaznaczony wyraźnie i spuentowany nieźle filmowaną rozmową z diabłem, więc równie dobrze i Legenda mogłaby być wpasowana w scenariusz. No nic, jest jak jest :]

        fabuła skupia się więc na Dymitrze, jego miłości do Gruszy, konflikcie z ojcem i procesie, w którym zostaje skazany za ojcobójstwo na katorgę. Grusza jedzie na Syberię razem z nim [jak Sonia z Raskolnikowem w "Zbrodni i karze"], żegna ich wierny bratu do końca Alosza.

        ktoś kiedyś napisał, że trzej powieściowi bracia są symbolami trzech wymiarów człowieka : Dymitr - biologia, uczucia, namiętnośc, Alosza - serce, dusza, Iwan - intelekt, świadomość. I tak też są oni przedstawieni w filmie, wg mnie widać to dośc wyraźnie, zarówno w doborze aktorskich twarzy, jak i w tych aktorów stylu gry, ekspresji, dynamice.

        rewelacyjnie gra Michaił Uljanow, Dymitr, jest w centrum zainteresowania reżysera [także zatem własnym, bo Uljanow i Ławrow we dwóch kończyli film po śmierci Iwana Pyrjewa, który zmarł w trakcie kręcenia zdjęć], oddaje tej roli całą swoją energię i kunszt. Znakomita, trudno nie użyć słowa - kreacja :]

        w trzecim akcie dramatu znika Gruszeńka, Lionella Pyrjewa, która brylowała i błyszczała w środkowej części, pojawia się na końcu, by dochować wierności Dymitrowi i udać się razem z nim na Sybir, gdzie Mitia ma odbywać karę za zabójstwo ojca, którego nie popełnił.

        scenariusz trochę się odchyla od powieści, kiedy w końcówce Iwan poznaje prawdę, ale w filmie nie widzimy jego dramatycznych zeznań na sali sądowej, które nie pomagają Dymitrowi, ale przynajmniej wiemy, że próbował i walczył o brata.

        ech, przydałby się porządnie zrobiony... serial ! :]

    • grek.grek 23:00 TVP2 "Jak wyrwać ząb wielorybowi" 17.08.17, 10:58
      czeskich komedii w TVP ciąg dalszy.
      znów późna godzina, bo wcześniej mecz.

      tancerka baletowa samotnie wychowuje 8-letniego syna, który postanawia znaleźć mamie idealnego męża.

      pomysł wyjściowy otwiera całą gamę możliwości komediowych :]

      powtórka : sobota, 12:25


      • siostra_bronte Re: 23:00 TVP2 "Jak wyrwać ząb wielorybowi" 17.08.17, 20:46
        Tytuł obił mi się o uszy, ale chyba nie widziałam.
        • grek.grek Re: 23:00 TVP2 "Jak wyrwać ząb wielorybowi 18.08.17, 10:47
          udało Ci się obejrzeć, Siostro ? :]

          Czcigodni ?

          ja miałem szczęście ;]

          film jest jakże sympatyczny i przyjemny, niepozbawiony także pewnych ambicji wychowawczych, ale w czeskim tonie, więc na wesoło i bez patosu.

          W sobotę jest powtórka, więc moze nie będę przesadnie się rozwijał z fabułą : powiem tylko, że jak głosi opis - Anna jest solistką w operze praskiej, bez przerwy ćwiczy, ale nie zaniedbuje też obowiązków wobec swojego 8-letniego syna, Vaszka, bystrego i żywiołowego dzieciaka. Pomaga jej matka, ale i tak Anna uwija się jak w ukropie.

          Mały Vaszek chciałby mieć ojca. Ten biologiczny, wedle opowieści Anny, był alpinistą i zginął zdobywając ośmiotysięcznik w Himalajach. Vaszek był wtedy dopiero w drodze, więc taty nie pamięta, ale pielęgnuje sobie w głowie jego obraz, ma także fotografię ojca w stroju alpinistycznym, tyle że... na tym zdjęciu nie ma twarzy.

          Vaszek stawia sobie za punkt honoru : znaleźć matce męża, a sobie ojca, który spędzałby z nimi każdy dzień. Podejmuje kolejne próby wobec róznych napotkanych mężczyzn, których bierze na cel momentalnie w chwili, gdy dowiaduje się, że nie mają żony :]

          Anna jest w dośc chybotliwej relacji intymnej ze swoim kolegą z opery, z którym tańczy, i który chyba jest jednocześnie także trenerem i pełni jakąś funkcję dyrektorską. Posiada on żonę, więc spotykają się "na boku" i nie wiadomo, czy coś z tego będzie, poza tym Vaszek go nie lubi.

          Wszystko się zmienia, kiedy Anna z synem jadą na weekend w góry. Vaszek spotyka tam sympatycznego Lubosa, zawód : ratownik.

          Tutaj zaczyna się właściwa akcja ;]

          I jest w niej interesująca obserwacja, jak trudno, a zarazem - jak to bardzo jest możliwe !, wrócić do przeszłości, cofnąć zegar i zacząć od nowa, naprawić błędy, nieporozumienia, niejasności wygładzić.

          Więcej trudno powiedzieć nie spojlerując :]

          zachęcam :]

          nie ma tutaj gagów [chociaż klasyczny zjazd-demolka Vaszka na nartach - nawiązuje do klasyki komedii slapstickowej], one linerów też niewiele, jest to raczej film obyczajowy z pozytywnym, rodzinnym, przesłaniem.


          • siostra_bronte Re: 23:00 TVP2 "Jak wyrwać ząb wielorybowi 18.08.17, 18:41
            Podpisuję się :)

            Ciepły, sympatyczny film. I faktycznie nie do końca typowa komedia, choć faktycznie są tu zabawne momenty.

            Chłopiec grający Vaszka świetny!

            Przyznam, że chwilami było mi szkoda Anny, terroryzowanej przez otoczenie, od matki, po...nauczycielkę syna i samego Vaszka, żeby wreszcie znalazła sobie męża :)

            Zdecydowanie przyjemny, optymistyczny film :)
            • grek.grek Re: 23:00 TVP2 "Jak wyrwać ząb wielorybowi 19.08.17, 12:15
              :]

              tak jest, Siostro !
              w drugiej części filmu chodzi już o coś najzupełniej poważnego [spojlerując...]... bo jednak kiedy Vaszek dowiaduje się, ze "zmarły w górach" ojciec jednak żyje, jest nim jego przyjaciel Lubos, i ten ojciec przez 8 lat nie dawał znaku życia, bo matka nic mu o ciązy nie powiedziała i wykreśliła go ze swojego życia, no to robi się całkiem poważna historia : chłopiec musi to jakoś przyjąć [buntuje się przeciw Lubosowi i zabrania mu mówić o sobie jako o "ojcu", bo "ojciec zginął w górach"] ojciec dowiaduje się, że jest ojcem i też przeżywa szok [głowa w śnieg], a matka musi się tłumaczyć z tego, co zrobiła im obu, i dlaczego to zrobiła. W sumie - mamy\ coś jakby mini-komediodramat.

              yes :]

              to prawda.
              ona sama wygląda tak, jakby nie do końca wiedziała, czego chce, mieć kogoś na stałe, nie mieć nikogo, wychowywać syna w pojedynkę czy jednak z mężczyzną... na szczęście decyzje w końcu podejmują inni [syn] ;]


    • grek.grek 20:20 Kultura "Dracula" 18.08.17, 11:04
      zaczynam się gubić... chyba oglądaliśmy ? :]]

      klasyka z 1931 r., ze scenariuszem samego Brama Stokera i Belą Lugosim w głównej roli.
      • siostra_bronte Re: 20:20 Kultura "Dracula" 18.08.17, 17:56
        Tak, oglądaliśmy.

        Ale znowu zrobiłeś ten sam błąd :) To nie jest wersja z Lugosim! Bo jak rozumiem to też powtórka.
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Dracula" 19.08.17, 11:53
          dzięki, Siostro :]

          a, no tak, to ta wersja hiszpańskojęzyczna.
    • grek.grek 20:00 Puls "2012" 18.08.17, 11:13
      demolka pierwsza liga ! ;]]

      wątki fabularnopodobne są tutaj czysto pretekstowe, bo przecież czymś trzeba wypełnić
      te okropne białe plamy pomiędzy kolejnymi scenami efektownych "rozwałek" :]

      a wszystko wzięło się z modnej do niedawna sugestii, ze fakt, iż kalendarz Majów kończy się
      w grudniu 2012 roku - musi to oznaczać koniec świata, a jak koniec świata, to musowo w wersji
      ekstermalnej i czysto materialnej.


      • siostra_bronte Re: 20:00 Puls "2012" 18.08.17, 18:20
        Kiedyś oglądałam w ramach relaksu. Absurd gonił absurd, ale jakoś obejrzałam :)
        • grek.grek Re: 20:00 Puls "2012" 19.08.17, 12:04
          :]]

          otóż to, w ramach odprężenia można sobie z tym poradzić ;]

          swoją drogą, niezmiennie trzymam się teorii, która głosi, że takie filmy jak "2012" - zdecydowanie
          mało ambitne i bez szans na uwagę krytyków - są najbliższe oryginalnej idei kina, czyli medium służącego pokazywaniu rzeczy, "które się fizjologom nie śniły" ;], czyli wszelkich potworów, godzilli, duchów, kosmicznych wojen, dinozaurów, inwazji Obcych, no i katastrof i apokalips[ów?] wszelakich armageddonów.

          wydaje mi się, ze te sukcesy finansowe "2012" i innych tego typu widowisk, też w jakiś sposób sugerują, że widz instynktownie wybiera w kinie przede wszystkim to, co "przerasta wyobraźnię", wychodzi poza znajomą rzeczywistość, co w realu "nie ma prawa się zdarzyć" :]

          pomstujemy czasami na te rekordy kasowe, na wydawanie setek milionów prezydentów amerykańskich na podobne produkcje, ale cóż czynić, skoro widownia na takie kino właśnie czeka i wg mnie nie jest to oczekiwanie dowodzące jej prymitywizmu, ale zakorzenione gdzieś głęboko w ludzkiej naturze.

          uff ;]
          • siostra_bronte Re: 20:00 Puls "2012" 19.08.17, 12:13
            Tak, znam Twoją opinię :)

            Moim zdaniem, jednak ta widowiskowość poszła za daleko. Nadmiar komputerowych efektów, Infantylizm, niedopracowane scenariusze, brak autentycznych emocji. Bardziej to przypomina gry komputerowe.
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Prawo Bronxu" 18.08.17, 11:30
      Robert De Niro zapragnął "pobyć" jak Martin Scorsese i też opowiedzieć o włoskiej mafii w Ameryce.
      Ale nieco inaczej.

      parę scen z pistoletami i kijami dobudowanych jest na zasadzie niezbędnika, lecz w istocie chodzi tutaj o to, czy mafioso może być dobrym wzorcem dla dorastającego chłopca.

      I o dziwo, na mój gust, odpowiedź brzmi : a dlaczego by nie ? :]

      Małemu Calogero Sonny, szef gangu z sąsiedztwa, imponuje od małego. Naśladuje go, chce być jak on, idolizuje go na równi z zawodowymi graczami baseballa. Pewnego dnia ratuje go przed dożywociem/karą śmierci i Sonny zaczyna się nareszcie nim interesować.

      Przygląda się temu ojciec, przyzwoity i sumienny kierowca miejskiego autobusu. Próbuje trzymać chłopca z daleka od gangsterów, ale za blisko z nimi sąsiadują, żeby było to możliwe. Calogero, czyli Si - jak nazwie go Sonny - przesiąka swoim bohaterem, jego mądrościami, jego zachowaniami, jego myśleniem.

      Potem ma 17 lat i nadal pozostaje w bliskiej relacji z Sonnym, który traktuje go wyjątkowo i absolutnie nie ma zamiaru wciągać w gangsterskie życie, a wręcz przeciwnie, wszystkie nauki które mu wpaja mają Si uratować przed losem, który czeka jego kolegów.

      scenariusz Chazza Palminteriego jest świetny, zwłaszcza że pan aktor sam w gangach aktywnie uczestniczył, więc wie o czym pisze, a Sonny'ego gra koncertowo.

      De Niro wziął na siebie rolę ojca, czyli trochę w cieniu, a w drugiej częsci filmu - "nastoletniej" - właściwie prawie się nie pojawia na ekranie, aż do sceny finałowej.

      W tle - barwny Bronx lat 60-tych, niepokoje etniczne pomiędzy czarnymi i białymi nowojoroczykami, romantyczna miłość i zabawne portrety oraz anegdoty z codziennego
      życia mafiosów.

      warto się skusić :]

      I warto powracać :]

      oryginalny tytuł "A Bronx Tale" wydaje się chyba trafniejszy niż polskie tłumaczenie.
    • siostra_bronte "Happy-Go-Lucky..." 18.08.17, 18:28
      Wypatrzyłam w Super Polsacie o 22.10. To jednak nieobliczalny kanał!

      Komedia Mike'a Leigh z 2008 r. Bohaterka, Poppy (Sally Hawkins zgarnęła za tę rolę mnóstwo nagród, łącznie ze Złotym Globem i nagrodą w Berlinie) mimo problemów stara się zachować optymizm i generalnie nie przejmować się niczym. Już jej nie lubię. Z tego co wyczytałam to musi być wkurzająca kobieta :)

      Ale taka premiera w sezonie ogórkowym to rarytas. Szkoda, że późno się kończy, nie wiem czy dam radę obejrzeć do końca.

      Jutro powtórka o 20.00, ale wtedy na pewno nie obejrzę.
      • siostra_bronte Re: "Happy-Go-Lucky..." 19.08.17, 11:58
        Obejrzałam pół godziny, potem były reklamy i poszłam spać :)

        Trudno komentować w takiej sytuacji, ale napiszę o wrażeniach.

        Brak jakiejś konkretnej fabuły. Kolejne scenki z życia Poppy, która pracuje w przedszkolu. Film w ogóle mnie nie wciągnął, nic dziwnego, że zrezygnowałam. Ale może potem było trochę lepiej?

        No i bohaterka. Tak jak myślałam, irytująca. Na początku to nawet nie przeszkadza, bo to śmiechy i wygłupy mają miejsce na imprezie, potem zakończonej w domu bohaterki. Sęk w tym, że Poppy dowcipkuje cały czas! Niezależnie od sytuacji. Nawet kiedy przydałoby się jednak trochę powagi.

        Choćby scena kursu na prawo jazdy, kiedy Poppy gada głupoty i zachowuje się jakby coś brała. Nie dziwię się, że instruktor ma taką minę jakby chciał ją zabić.

        Miałam ochotę zetrzeć ten przyklejony uśmieszek z jej twarzy. Mam wrażenie, że nawet jakby jej matka umarła, to Poppy by chichotała i wcale się nie przejęła :)

        Nie wiem co było dalej, może coś się zmieniło, ale naprawdę nie miałam ochoty oglądać tej irytującej pani.

        Może dzisiaj ktoś się skusi?

        • grek.grek Re: "Happy-Go-Lucky..." 19.08.17, 13:01
          dzięki, Siostro ! :]

          zamierzam dziś obejrzeć :]

          fakt, bohaterka faktycznie wygląda na taką postać, w którą Mike Leigh wpisał cały swój skumulowany potencjał optymizmu. MOze taka nawet odtrutka na inne bohaterki jego filmów, którymi przez lata się zajmował ?

          Sally Hawkins spodobała mi się w "Blue Jasmine".
          za "Happy..." dostała nagrodę w Wenecji, jak czytam :]

          mam nadzieję obejrzeć :]
          może po seansie uda mi się powiedzieć coś w obronie Poppy i jej postawy życiowej ;]
          • siostra_bronte Re: "Happy-Go-Lucky..." 19.08.17, 14:09
            Świetnie. Jestem ciekawa Twoich wrażeń.

            Rozumiem optymizm, ale tutaj bohaterka po prostu przesadza. Czasami zachowuje się, przepraszam, jak idiotka. Nie można się cieszyć cały czas. To niezdrowe i nienaturalne. Jak ja nie znoszę takich ludzi :)

            O, z pewnością. Jak Ciebie znam, to znajdziesz same plusy u Poppy :)

            • grek.grek Re: "Happy-Go-Lucky..." 19.08.17, 16:20
              zaczynam być ciekaw nie na żarty, Siostro ;]

              masz rację, że hałaśliwy hiperoptymizm nie jest rzeczą najlepszą pod słońcem.
              nawet jesli jest prawdziwy, to wydaje się istotnie nienaturalny, wymuszony, wytrenowany, jak ten "amerykański uśmiech" :]

              z drugiej strony, jeszcze przed obejrzeniem filmu, zaczyna mi się pojawiać podejrzenie, ze
              może ten hiperoptymizm bohaterki jest reakcją obronną przed wątpliwościami, lękami i niepokojami, które ją nawiedzają ? Moze w dalszej częsci filmu jest to jakoś zasugerowane ?

              do Mike'a Leigh jakoś mi nie pasuje bohaterka, która w każdej sytuacji szaleje ze szczęścia ;]




              • siostra_bronte Re: "Happy-Go-Lucky..." 19.08.17, 16:43
                Miło mi, że tak Cię zaintrygowałam :)

                No właśnie, wciąż robię zastrzeżenie, że nie widziałam całego filmu. Może potem się okaże, że Poppy przeżyła jakąś traumę i takie zachowanie ma jakiś ukryty sens. Ale przyznam, że jakoś w to nie wierzę. Oczywiście czekam na Twoją recenzję!
                • grek.grek Re: "Happy-Go-Lucky..." 19.08.17, 17:46
                  dzięki, Siostro :]

                  może tak być.

                  oczywiście !, recenzję spiszę niechybnie i niezawodnie ! :]
                • grek.grek "Happy-Go-Lucky..." po seansie :] 20.08.17, 11:12
                  Siostro, w dalszej części filmu Poppy wprawdzie nie zmienia się radykalnie, ale momentami poważnieje :]]

                  w swoim przedszkolu ma ucznia, który agresywnego malca, który bez powodu bije inne dzieci, spotyka się z jakimś bezdomnym, wymawiającym w każdym zdaniu jedno słowo podwójnie, wreszcie konfrontuje się w ostatniej scenie ze Scottem, instruktorem jazdy.

                  I to, że poważnieje, gdy wymaga tego sytuacja, dowodzi, że jakkolwiek stara się brać życie na wesoło, to posiada świadomośc emocjonalną i wie, kiedy przestać żartować.

                  Mike Leigh nie puścił swojej bohaterki na tzw. żywioł ;]]

                  wg mnie, to jest tyleż film o niej, co o świecie dookoła niej. ona jest jakby lustrem, w którym inni ludzie się przeglądają. Na tle jej wesołości - ostatecznie wydaje się ona całkiem naturalna :) - ujawniają się ludzie wady i problemy. Nie zawsze za jej przyczyną, ale zawsze w jej obecności ludzie się demaskują.

                  Na początku, w księgarni - ten sprzedawca w czapce. Cóz by mu szkodziło uśmiechnąc się, odpowiedzieć coś zdawkowo na jej zaczepki, życzliwe przecież ? Ale woli milczeć i patrzeć na nią obojętnie. POtem mamy scenę z nauczycielką flamenco, która "wysypuje się" histerycznie z historią własnego niepowodzenia w relacji z mężczyzną. No i Scott, który co tydzień próbuje ją zamęczyć nerwowymi monologami o nędznym poziomie kierowców na ulicach, zdegenerowanym świecie dookoła i nadchodzącej apokalipsie, w finale okazuje się być zrozpaczonym facetem na skraju załamania.

                  Sceną absolutnie "z Mike'a Leigh' jest ta, w którrej Poppy odwiedza swoją siostrę, mieszkającą pod miastem. Tamta ma dom, ogródek, rabaty z różami, męża, dziecko w drodze, poukładana jest i dumna ze swojej akuratności. W pewnym momencie nie wytrzymuje i zaczyna pouczać Poppy : zacznij żyć odpowiedzialnie, ile ty masz lat ?!, żyj poważnie, przestań z tego życia robić sobie zabawę !

                  I do tej sceny miałem wrażenie, ze Poppy to taka postać, która chciałaby od życia więcej, ale dociera do niej, że nie ma na to szans, więc reaguje śmiechem w niemal każdej sytuacji, nie tyle dla oczyszczenia, co dla zagłuszenia początków narastającej frustracji, że róznica między nią, a frustratami jawnymi, to ten jej śmiech : ona umie na wesoło, a oni muszą na smutno.

                  ale ta scena wyprowadziła mnie z podobnych skojarzeń :] Poppy z zaangażowaniem odpowiada jej : ale ja lubię swoje życie, lubię mieszkanie ze współloktatorką, lubię imprezy, lubię swoją pracę, itd. I wiadomo, że taka jest prawda, ona żyje tak jak lubi, jej życie jest takie, jakim ona chce by bylo, no może tylko przydałby się jeszcze jakiś pan, ale w sumie jak go nie będzie, to ma koleżanki, dobre imprezy, dzieciaki w swoim przedszkolu, i codziennie dobry humor, więc nie potrzebuje tego pana aż tak, żeby wpaść z panikę.

                  I ta siostra jej nie wytrzymuje, wypada z niej rozczarowanie własnym życiem. MImo że Poppy tego nawet nie sugeruje, wybucha : tak, bo według ciebie ja mogłam więcej !

                  I tu cię mam, można by powiedzieć. Ten humor, czasami dziecinny, Poppy kontrastuje z frustracjami i ledwie skrywaną goryczą otaczających ją ludzi, dzięki czemu te frustracje widać
                  jak na dłoni. MOżna by rzec, ze Mike Leigh upiekł dwie pieczenie przy jednym ogniu : pokazał pewną filozofię życia, pozytywną, oraz znów zdiagnozował trochę kondycję brytyjskiego społeczeństwa.

                  Poza tym, mam wrażenie, ze Poppy świetnie wyczuwa komizm niektórych sytuacji : w księgarni, u kręgarza czy podczas lekcji flamenco, nie mówiąc już o tych koszmarkach ze Scottem, który monologuje z taką [modulowaną] złością, że w pewnym momencie ta zgryźliwość i agresja zaczynają być przekomiczne, tak bardzo są przerysowane i groteskowe.

                  Niektóre momenty są zabójcze :]

                  Monologi Scotta o zasadzie systemu oświaty, albo o upadku cywilizacji - niezłe :] Poppy odkrywa w nich jego traumy z czasów szkolnych i życiowe nieprzystosowanie, to może nieco irytujące jest, bo co ma wspólnego celna uwaga, że szkoła produkuje konformistów z byciem w przeszłości szkolną ofermą [co w przypadku Scotta okazuje sie prawdą, bo po uwadze Poppy wyraźnie się zacina] ? :]

                  świetna scena z nauczycielką flamenco, która swoje kursantki przekonuje do większej ekspresji i niespostrzeżenie wchodzi na grząski teren własnej życiowej dramy : "Więcej pasji, więcej namiętności, moje panie ! [tonem historii inspirującej z palca wyssanej] Twój facet cię zdradza, ty mu dajesz wszystko, całe lata swojego życia [przechodzi w ton wyraźnie sugerujący,ze to jednak osobiste doświadczenia]... a on puszcza się z jakąś szwedzką k..ą !!! [agresja !], masz ochotę urżnąć mu... [nie powiem co, ale domyślacie się ;)] !!!".

                  Albo dialog Scotta z Poppy.
                  P : jesteś satanistą ? S : wprost przeciwnie, P : papieżem ? S : to jedno i to samo :}]

                  Sally Hawkins naprawdę jest dobra, i jako wesołka trzpiotka, i jako poważniejaca zatroskana o los swoich znajomych. Zupełnie nie rozumiem tej sceny z bezdomnym - kim on dla niej jest ? Tym bardziej szkoda, że to jedna z najlepszych scen Hawkins w tym filmie ;]

                  Poppy chce ludzi obdarować czymś, więc każdemu chce poprawić humor, uśmiechnąc się, rozładować stres, na minutę choćby. I na końcu okazuje się, wg mnie, że choć nie zawsze się jej udaje - to dzięki tym próbom lepiej widać, ile w tym świecie ukrywanych złych emocji, a może po prostu zmęczenia życiem i poplątania. Ludzie są dobrzy, po prostu róznie się im uklada, taki chyba z tego morał.

                  kapitalną rolę gra Eddie Marsan, ten instruktor jazdy, Scott, to jest brawura zupełna :] POdczas każdego kolejnego spotkania, Poppy zdejmuje z niego kolejną warstwę przykrywającą istotę rzeczy i na końcu Scott zostaje zupełnie nagi - nie może się już dłuzej maskować, agresja przechodzi w czystą rozpacz i zawód, głębokie rozczarowanie, monologi który raczył Poppy podczas poprzednich, i tego ostatniego, spotkania rozmywają się i już nie ukryją prawdy o nim i o tym jak postrzega siebie samego.

                  No i brytyjskie ulice, uliczki, parki, domy, a na końcu urodziwy widok przyrodniczy, gdy Poppy z przyjaciółką pływają łódką po miejskich kanałach :]

                  porównania nie są moją mocną stroną, ale "Happy..." trochę pachnie brytyjską wersją "Amelii" ;]
                  • siostra_bronte Re: "Happy-Go-Lucky..." po seansie :] 20.08.17, 12:38
                    Dzięki, Greku :)

                    Bardzo ciekawa analiza.

                    Ale powiedz szczerze, czy Poppy czasem Cię jednak nie wkurzała? :) W tych paru scenach, które zdążyłam obejrzeć, mam wrażenie, że jednak narzucała się innym, w sensie takim: "dlaczego jesteście ponurzy? powinniście się cieszyć, życie jest piękne!" :) A jak ktoś myśli inaczej, to jest nieszczęśliwym smutasem. Moim zdaniem takie postawienie sprawy jest nie fair. Każdy żyje jak chce, jak potrafi.

                    Może gdybym obejrzała film do końca trochę zmieniłabym zdanie o Poppy. Ale ej infantylizm i ciągłe rozchichotanie działają mi na nerwy. Nie wiem czy dałabym radę podejść jeszcze raz :)

                    No, nic dziwnego, że przywołałeś "Amelię". Nie znoszę tego filmu :)
                    • grek.grek Re: "Happy-Go-Lucky..." po seansie :] 20.08.17, 13:49
                      miło mi, Siostro :]

                      dzięki !

                      o, bez dwóch zdań :] Poppy jest wesoła w sposób "programowy", czyli jeśli nie ma powodów aby być poważną - musi być wesoła, nie zna stanów pośrednich. System zero-jedynkowy :] Momentami istotnie jakby ciut było tego za wiele.

                      oczywiście ! pełna zgoda, Siostro :]
                      Poppy działa tak, że jak widzi kogoś, kto wygląda na mniej szczęśliwego od niej, to zaraz próbuje go "rozweselić", chociaż nie jest powiedziane, ze on akurat jest nieszczęsliwy. Moze myśli ? może się zastanawia nad czymś ? albo komponuje w pamięci ? :} te jej misjonarskie zapędy istotnie mogą irytować postronnych. Myśle sobie, że Mike Leigh wziął to pod uwagę i celowo dopisał Poppy taki właśnie ryzykowny wariant interpretacyjny, żeby nie była jednoznacznie "cudowna" ;]

                      wiesz, w dalszej części filmu te jej chichoty i wesołkowatosc są celnie kontrapunktowane momentami poważnymi : przemoc w przedszkolu, rozpadający się ze spotkania na sppotkanie Scott, przedziwna relacja Poppy z bezdomnym : tutaj ona się zmienia, widać że nie jest to postać jednowymiarowa i zredukowana do swojej "misji niesienia ludziom otuchy".

                      haha :]]
                      • siostra_bronte Re: "Happy-Go-Lucky..." po seansie :] 20.08.17, 13:58
                        :)

                        No właśnie, Poppy ma ochotę uszczęśliwiać innych na siłę. Tak jak Amelia :)

                        I faktycznie, na tle jej rozchichotania i infantylności nawet zwyczajnie spokojny człowiek sprawia wrażenie ponuraka. Ale czy tak silne kontrastowanie ma sens?

                        :)
                        • grek.grek Re: "Happy-Go-Lucky..." po seansie :] 20.08.17, 16:49
                          wydaje się, że w filmie ma to sens decydujący, Siostro.

                          bez tego kontrastu dramaty i dramaciki ludzi, których spotyka Poppy mogłyby w pełni
                          nie wybrzmieć. reżyser ustawia ich jakby w opozycji do niej, pogodnej i życzliwej dla świata, ale nie po to, żeby ich pokazać palcem : o, jacy nieudaczni i biedni, ale po to - wg mnie - żeby
                          powiedzieć : bycie pogodnym na codzień, to łatwa rzecz ? no to powiedzcie, ilu takich ludzi, jak Poppy, znacie ? popatrzcie na tych w filmie, żaden nie umie tak jak ona :]

                          a przecież, w sumie, Poppy też jakoś nie bardzo ma powód podskakiwać z radości : praca raczej niezbyt dobrze płatna, jakiegoś celu maksimum w życiu - brak, męzczyzna marzeń nie nadchodzi, mieszkanie z koleżanką po połowie, rodzina poucza ją, że "źle żyje", instruktor jazdy czepia się i agresywny jest, ludzie pozdrawiani sympatycznie najczęściej nie odpowiadają nic, ktoś jest bezdomny i ona to widzi, chłopiec w przedszkolu ma problem, bo jest ofiarą przemocy domowej, nawet na kursie flamenco karcący wzrok nauczycielki bezbłędnie odnajduje Poppy ;] w sumie : nie ma tutaj jakichś powodów do szaleństwa.

                          I dlatego, moim zdaniem, ta jej postawa jest w jakiś sposób interesująca i wcale niełatwa w realizacji, musi wynikać z jakichś cech charakteru, wrodzonych ? nabytych ? [Poppy w pewnym momencie wyznaje, ze podróżowała trochę po świecie, może gdzieś coś "podłapała" kulturowego], a może coś poprzedziło przejście w ten "stan skupienia", coś się "przełamało" ? nie wiadomo, żadnych informacji nie ma, i to intryguje.
                          [aż się czeka na sugestię, ze Poppy zwyczajnie lubi palić substancje rozweselające ;))]
      • grek.grek Re: "Happy-Go-Lucky..." 19.08.17, 12:07
        dzięki, Siostro :]

        o 20:00 - sensacja niemalże, bo jakby nie patrzeć jest to film festiwalowy.

        czy udało Ci się obejrzeć ?

        [ja się już wpisuję na listę - na dziś]
        [komedia Mike'a Leigh ? czyżby na chwilę zawiesił swoje społeczno-interwencyjne zamiłowania ? a może i tutaj coś przemycił ?]
    • grek.grek 23:40 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" odc.9 19.08.17, 12:18
      warto dziś wypić mocną kawę albo wcześniej się zderzemnąć, bo to zaiste znakomita noc filmowa :]

      zaczynamy od 9 odcinka serialu, któremu niewiele produkccji telewizyjnych w historii może dorównać, że tak patetycznie rzeknę :]]

      nigdy nie jest za późno, żeby odkryć taką rewelację !
      • siostra_bronte Re: 23:40 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" odc.9 19.08.17, 12:24
        Podpisuję się! Jeden z najlepszych seriali EVER!!!

        Wygląda na to, że tylko my oglądamy, Greku.
        • grek.grek Re: 23:40 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" od 19.08.17, 12:42
          pełna zgoda, Siostro :]

          na to wygląda, istotnie :]
        • grek.grek "Ja, Klaudiusz" po 9 odcinku 20.08.17, 11:51
          Jakie wrażenia, Siostro ?

          Czcigodni ?

          mnie już słów brakuje dla wyrażania podziwu dla scenarzystów, reżysera, aktorów i wszystkich, którzy pracowali nad tym serialem - słownik się skończył ;]

          Kaligula, to kolejna wybitna kreacja w tym serialu. John Hurt jest nadzwyczajny.

          Początek i zapowiedź Klaudiusza : "Muszę wam to wszystko opisać, nawet jeśli zabrzmi to zbyt nieprawdopodobnie, byście mogli uwierzyć" - jak z recepty mistrza Hitchcocka na świetny dreszczowiec. Wiadomo, że zdarzą się rzeczy osłupiające.

          Tyberiusz umiera, Kaligula wstępuje na tron,ale za chwilę pada sensacyjna informacja, że Tyberiusz jednak żyje, wstał i jest głodny !; Kaligula i jego zausznicy opuszczają salę senacką i bez zbędnych ceregieli Tyberiusz zostaje zaduszony poduszką; panowie wracają na salę i Kaligula oznajmia, ze jednak cesarz nie ożył, była to tylko pogłoska. Pierwsza minuta odcinka !

          Kaligula perorujący w Senacie o swoich zasługach i cnotach [chciał zabić Tyberiusza już dawno temu, ale się powsytrzymał], a za moment doznający ataku najpewniej guza mózgu lub schizofrenii ? Słyszy "tętent kopyt końskich" w głowie, miota się po posadzce,mdleje, a kiedy się budzi - jest zupełnie zmieniony i ogłasza się bogiem, a swoją kochankę [własną siostrę] : boginią.

          kapitalne są zachowania otoczenia wobec tego, co wyczynia wyraźnie odlatujący cesarz : senatorowie poinformowani, ze 'stał się bogiem za życia, ale pozostanie wśród ludzi i łaskwie dla nich zachowa postać ludzką", zapominają o swojej inteligencji i oczytaniu, żeby nie zostać skróconymi o głowę.

          Przebija wszystkich Klaudiusz, czapkujący do ziemi Kaliguli, czołgający się przed nim, bijący pokłony jako "bogu oślepiającemu blaskiem" :] Musi grać wiarygodnie, bo tamten może chcieć go zabić, choćby za to, że "ma gęstsze włosy". Derek Jacobi i John Hurt w duecie są fenomenalni.

          Ciekawe, i jakże logiczne, w jakie przerażenie Klaudiusza wpędza informacja, ze Kaligula zrobił go konsulem. A potem, że zlecił mu wykonanie dwóch pomników na uroczystość. Wie, ze zajmowanie stanowiska przy Kaliguli, to zagrożenie śmiercią, bo kto wie, co tamtemu do głowy strzeli.

          Upiorna jest scena, kiedy Kaligula dowiaduje się, że te pomniki nie dojdą na czas i rzuca się z nożem, żeby zabić Klaudiusza - życie ratuje mu wchodzący do sali żołdak, ale z jednego koszmaru wpadamy w drugi, bo ten zołdak ma w dłoni makabrycznie wyglądającą odciętą głowę Gemellusa, małego krewnego Kaliguli, konkurenta do tronu ze strony Tyberiusza. Chłopiec od jakiegoś czasu cierpiał na uporczywy kaszel, czy był podtruwany ? A może Kaligula po prostu nie chciał słuchać dłużej jego kaszlu ?

          Decyzja matki Klaudiusza o samobójstwie - honorowym, żeby dłużej nie patrzeć na degrendoladę Rzymu. Twarda babka, tak jak Liwia. świetne portrety kobiet.

          Albo kochanka Kaliguli, Druzylla, mianowana przez niego "Herą" [a on Zeusem], w ciązy z nim, niby tak samo jak on upojona winem i zepsuta, ale jednocześnie zwierza się nagle Klaudiuszowi, będąc na rauszu : "Ja gram rolę Hery, tak jak ty grasz rolę błazna, więc nie miej mi za złe [że nie chcę umrzeć]".

          A jednak przy takim cesarzu nawet padanie plackiem na twarz może być przyczyną bezpośrednią smierci, to dopiero makabra.

          Kaligula jest chory, po omdleniu w Senacie, a wtedy próbujący wkupić się w jego łaski senator opowiada, ze "gotów oddać za jego życie - swoje". Kiedy Kaligula wraca do zdrowia i ogłasza się bogiem, spotyka tego senatora i powiada : "czy naprawdę tak mówiłeś ?", tamten potwierdza i już wygląda cesarskiej wdzięczności, kiedy słyszy : TO bardzo miło z twojej strony. I co dalej ? Ja żyję, a przecież obaj żyć nie możemy... Tylko pospiesz się z tym". I senator drętwieje, bo wie, ze podlizując się podpisał na siebie wyrok śmierci.

          No i finał : koszmar z odmętów. Kaligula w przebraniu Zeusa otwierający nożem brzuch ciężarnej Druzylli i zjadający jej płód, tak jak mityczny Zeus eliminujący w ten sposób konkurenta do pozycji i boskości. Odlot zupełny.

          Wychodzi, z brodą umazaną krwią, a dobijającemu się do drzwi, z powodu krzyków kobiety, Klaudiuszowi oznajmia, że lepiej by tam nie wchodził. A jednak Klaudiusz zagląda i jego mina mówi sama za siebie.

          Scenariusz, a zatem i powieść zapewne, jest niesamowity. Gęstość jego. Nie ma nawet chwili na wytchnienie od atrakcji [jakkolwiek to brzmi w odniesieniu do wydarzeń w serialu].

          Serial kostiumowy, kameralny, ale jak wspaniale pokazana jest scena z Kaligulą i posągiem Jowisza. Jak wykonane dekoracje, korytarze, sam pomnik, palące się ognie oświetlające przestrzeń. Rewelacja.

          Aktorzy - fenomenalni.

          John Hurt gra wszystkimi kartami w talii, przytomnie nie robi z cesarza wariata, który nie panuje nad sobą, ale raczej kogoś, kto miewa parosekundowe paroksyzmy, ale na ogół zachowuje się zupełnie normalnie. I to jest idealna metoda aktorska, bo im Kaligula spokojniejszy, z im większą "normalnością" robi to co co robi, i mówi to co mówi - tym bardziej jest to przerażające.

          nadzwyczajna rzecz.
          • siostra_bronte Re: "Ja, Klaudiusz" po 9 odcinku 20.08.17, 13:11
            Podpisuję się oburącz!!

            Ależ to był fantastyczny odcinek!! Zresztą pamiętałam doskonale większość scen, po tylu latach!! Ale nic dziwnego, bo to właściwie kalejdoskop scen nie do zapomnienia.

            Zabicie Tyberiusza dosłownie w pierwszej minucie. Bez żadnego uprzedzenia, jakby to była zwykła rzecz. Szok, a to dopiero początek!

            Potem ucięta głowa Gamellusa. Kaligula komentuje spokojnie: "wreszcie przestał kaszleć". Tak, ten kaszel działał mu na nerwy i to wystarczyło, żeby skazać chłopca na śmierć.

            No i finałowa scena, Kaligula przebrany za Zeusa "odgrywa" jego historię z Herą. Scena absolutnie szokująca!!

            Kaligula robi co chce, a wszyscy dookoła drżą o swoje życie. Klaudiusz chyba jeszcze nigdy nie płaszczył się tak bardzo. Ale nie ma wyjścia! Kaligula jest szalony, wiadomo to od początku.

            Jest też na pewno chory. Sceny, kiedy słyszy ów "tętent koni", a my słyszymy ten dźwięk także (świetny pomysł!) robią wrażenie. Widać, że bardzo cierpi i wtedy czułam nawet dla niego odrobinę współczucia. Jak napisałeś, to być może jakiś guz mózgu, który może też w jakimś stopniu odpowiadać za jego szaleństwo.

            Tak jest, John Hurt jest fenomenalny w tej roli!! Szalony, chory, ale nigdy przerysowany czy groteskowy. Kaligula NIE WIE, że jest szaleńcem. I dlatego jest tak przerażający, a jednocześnie jest w nim coś tragicznego. Zachowuje się właściwie normalnie, kieruje się swoistą logiką (jak przy senatorze, który obiecał oddać za niego życie).

            I jeszcze jest w nim jakiś chorobliwy urok, który sprawia, że nie można od niego oderwać oczu. Fantastyczna, niezapomniana rola Johna Hurta!!

            Wątek matką Klaudiusza, która wybiera samobójstwo bardzo wzruszający. Klaudiusz autentycznie to przeżywa. A matka ma odwagę przyznać, że nigdy nie była dla niego dobra.

            A potem, kiedy jest po wszystkim Klaudiusz pyta służącą dlaczego to ona odcięła rękę matki, przecież on miał to zrobić. Kobieta odpowiada, że go o to prosiła. Pewnie się bała, że on o tym zapomni. Klaudiusz jest zawiedziony i dotknięty. I znowu matka go nie doceniła. Te emocje widać na twarzy Jacobiego. Jak on to gra!

            To prawda, scenografia skromna, raczej umowna, a jednak wystarczy, aby zbudować nastrój. Znakomite.

            Mogę tylko powtórzyć po raz n-ty. Absolutne mistrzostwo całej ekipy realizacyjnej!!!!
            • grek.grek Re: "Ja, Klaudiusz" po 9 odcinku 20.08.17, 14:08
              :]

              yes, Siostro ! z jednej strony, chciałoby się hurtem od razu obejrzeć wszystkie pozostałe do końca, a z drugiej : chce się tym wszechstronnym mistrzostwem delektować jak najdłużej :]

              "wreszcie przestał kaszleć" - właśnie, takim obojętnym tonem, i za moment "Ale już zabierz mi tę głowę sprzed oczu, to okropne !".

              jednocześnie Klaudiusz ma nadzieję, że obłęd Kaliguli skutkować będzie przetasowaniami politycznymi, które doprowadzą do upadku cesarstwa i triumfu republiki w Rzymie, rozmawia o tym z Herodem Agrypą. Byle tylko przeżyć :]

              swoją drogą, Derek Jacobi grający grającego komedię przed Kaligulą Klaudiusza jest wart tyle złota ile sam waży, jak cudowna jest ta jego nieudolnośc, Klaudiusz jest beznadziejnym aktorem i w tej swojej roli kompletnym błaznem, co Jacobi swoją "grą w grze" świetnie eksponuje.

              to prawda. cesarz we własnym mniemaniu jest racjonalny, dlatego zachowuje się na pozór normalnie, nie wiadomo jakie czynniki psychofizyczne odpowiadają za jego wyczyny, i faktycznie można spoglądać na to jak na działania nieświadomego swojej destrukcyjnej energii naiwnego, szczerego chłopca.

              doskonała charakterystyka gry Hurta ! wybitna rola !

              pomyślałem,ze Klaudiusz nie dośc, ze musi przyjąc do wiadomości śmierć z wyboru swojej matki, to jeszcze tę rękę będzie musiał jakoś odciąć, a przecież wiadomo, że sam widok krwi przyprawia go o utratę przytomności lub szok, a tutaj na dodatek uciąć rękę zmarłej... uff. Asystentka matki wyprowadza go z pewnego kłopotu.

              I jak ostro Klaudiusz atakuje nieszczęsnego wytwórcę pomników, kiedy dowiaduje się, ze jeden z zamówionych nie będzie gotowy na czas. Ile w tym jest autentycznego strachu przed cesarzem, Klaudiusz wie,ze pokrewieństwo nie stanowi dla niego żadnej gwarancji bezpieczeństwa, w końcu bratanek ma na koncie życie własnego ojca.

              przyjęcie na barki spełnienia jakiegokolwiek życzenia czy prośby cesarza, to zagrozenie śmiercią w wypadku niewywiązania się z obietnicy.

              Siostro, zwracasz jego uwagę na to, ze aktorzy mówią po polsku ? :]
              przyznam, że mnie to zupełnie przestało brzmieć.
              w 2 odcinku jeszcze dostrzegałem ten dubbing, teraz ani przez moment.
              świetni są ci aktorzy podkładający głos :]








    • grek.grek 0:35 Super Polsat "Salto" 19.08.17, 12:20
      Super Polsat naprawdę zaskakuje !

      "Nóz w wodzie', "Matka Joanna...", a teraz "Salto" Konwickiego ? co się dzieje ? :]

      I jak zgrabnie się układa w ramówce.
      • siostra_bronte Re: 0:35 Super Polsat "Salto" 19.08.17, 12:25
        Tak jest. Jednak szkoda, że tak późno.

        "Salto" to klasyka. Widziałam dawno temu i przyznam szczerze, że nie do końca go zrozumiałam :) Chętnie bym sobie przypomniała.
        • grek.grek Re: 0:35 Super Polsat "Salto" 19.08.17, 12:45
          niestety :]

          telewizja komercyjna wcześniej nie pokaże, musi realizować swoje założenia
          biznesowe; znów trzeba podkreslić, że publiczna telewizja, która takie kino
          poowinna pokazywać w prime time, kompletnie ma to w nosie. Brak już słów...

          o, mam tak samo.
          mignął mi jakiś czas temu, nie pamiętam zbyt wiele.
          Może dziś spróbuję :]
      • grek.grek "Salto" arcydzieło :] 20.08.17, 13:37
        dzisiaj już chyba żadnych niedmówień interpretacyjnych nie ma, jak sądzę [?] ;]

        bohater o niejasnej przeszłości, w istocie pozer, kłamca i gawędziarz, wyskakuje z pociągu, idzie przez pole i trafia do wsi/osady. Kolejni jej mieszkańcy wychodzą na scenę filmu w sposób niemal autoprezentacyjny, każdy w oczywisty sposób jest postacia symboliczną. W tle bije ni to dzwon kościelny, ni młotek o blachę, poza tym jest cicho, a ludzie nie robią nic "codziennego", każdy pojawia się albo w zapisanej dla niego formie albo jako obserwator.

        bohater posługuje się nazwiskami Kowalski [dla swojego gospodarza] i Malinowski [dla wszystkich innych]. Opowiada o sobie niestworzone rzeczy : obieżyświat, ucieknier, człowiek poszukiwany, z wyrokiem śmierci, skrzywdzony, ale i sam krzywdził i ścigał innych, i że tu mieszkał, zna to miejsce, a teraz wraca - by umrzeć, po śmierć, ale i moze po to, by w jakiś sposób zbawić mieszkańców. Nic się w tych historiach nie trzyma tzw. kupy. Każda jego uwaga na swój temat kica niezdarnie, by zaraz się wywrócić. I on nie protestuje, tylko wymyśla nową. A ludzie mu wierzą, na ich oczach kolejne patetyczne wynurzenia Kowalskiego padają, a oni z dobrodziejstwem inwentarza chwytają w lot następne.

        Kiedy jednemu z mieszkańców chorują dzieci, Kowalski idzie tam i dokonuje "uleczenia", "uzdrowienia". Ma ich w garści, ale nie o władzę nad nimi mu chodzi, może w ogóle nie chodzi mu o nich, lecz o samego siebie, by się w nich przejrzeć, by ich oddanie odsłoniło mu siebie w sobie i pozwoliło ustalić kim jest, lub zaakceptować kim nie jest, moze zmierzyć się w przeszłością, z któreej pamięta plutony egzekucyjne - niemiecki i polski, tak jakby w czasie wojny dla obu stron był wrogiem, dla Niemców - bo był Polakiem, a dla Polaków - bo : nie walczył ? dekował się ?

        Na spotkaniu Rocznicowym w miejscowej sali gra zespół, recytuje i śpiewa Żyd, któremu KOwalski wmówił, że jest wybitnym przed laty aktorem Blumenfeldem, były żołnierz każe się złapać za włosy i miotać po całej sali - Kowalski nie puszcza chwytu [zagadkowa scena], Gospodarz zwierza mu się z tego, ze jest za dobry, inni go przez to nie szanują, ale on im kiedyś zrobi "świństwo !", cała scena wygląda jak z kina włoskiego lat 60-tych - jak zresztą cały film, jego estetyka, bardzo "europejska".

        miejscowy Poeta, zawistnik i agresor, strzałem z flinty próbuje "obudzić" Kowalskiego, sugerując że to wszystko co się dzieje jest jego snem, ale Kowalski pada jak rażony gromem i zaraz wstaje, a potem porywa miejscowych do tańca w kółku, później zaś do tytułowego "Salta !", które okazuje się być zestawem gestów i kroków jakby zaznaczających odległośc od siebie ludzi, a równocześnie wzajemną niedozownośc, skazanie na siebie.

        W osadzie pojawia się żona Kowalskiego, nastrój surrealistyczno-oniryczny [podkreslany sposobem rozmawiania ze sobą postaci] pryska. Kowalski zostaje zdemaskowany : "mesjasz ? to zwykły dziwkarz, łazęga i łgarz", podsumowuje go żona.

        Kowalski ucieka z osady, mieszkańcy biegną za nim i ciskają w niego dojrzałymi gruszkami. A ten odwraca się i prosto do nich, ale i do nas, do kamery, mówi : "Czemu we mnie rzucacie ? Jestem taki jak wy, jeden z was, piję tę samą wodę, jem ten sam chleb, wspinamy się po tej samej drabinie do Nieba, która nie ma szczebli". Nic to, biegną dalej i wyganiają go gradem gruszek.
        Uwierzyli w "proroka", który jawnie kłamał, a teraz wypędzają go za kłamstwa, które tak łatwo zaakceptowali :] Ilez w tym sensu polskości.

        Jedzie pociąg, Kowalski wskakuje w biegu [ileż to razy w filmach Cybulski wykonuje ten manewr, jak to współgra z tragiczną jego śmiercią], pociąg odjeżdza.

        Polskę tu mamy. Powojenną, ale i pewnie - kazdą. Ktoś się próbuje powiesić w sadzie, ale inny uspokaja : on to robi na pokaz, dla współczucia. Inni kopią w pocie czoła w ziemi, ktoś tłumaczy : szukają poniemieckich skarbów. Pijak romanser powiada : ja chcę kochać, ale wzniośle, tylko wzniośle. Wróżbitka jest wdową, trauma po mężu zmarłym na wojnie. Gospodarz, który przyjmuje Kowalskiego, jest dobrym człowiekiem, ale marzy by raz jeden podłożyć innym świnię, żeby go nareszcie szanować zaczęli, bo w tym miejscu nie szanuje się dobrych, a poważa kanalie, łajdaków i gnojków. Poeta wszystkim źle życzy i zawiści. Żyd ciągle wychodzi z ukrycia, mimo że już po wojnie, ale duch w narodzie ciągle ten sam, i łatwo daje się przekonać,ze jest zaginionym wybitnym aktoreem Blumenfeldem, bo chce zyskać sobie przychylnośc reszty mieszkańców, by wreszcie móc wśród nich bez obawy chodzić i żyć.

        Nie ma księdza żadnego, ale za to krzyż stoi w centralnym miejscu na polu. I słychać odgłos jakby mikro-dzwonu kościelnego.

        Miejsce stoi gdzieś poza światem, linia kolejowa daleko, a z drugiej strony zaczyna rosnąć mur fabryki, : nas już nie ma, to przyjdzie i nas zakryje, my już w zasadzie nie istniejemy, powiada dobry gospodarz wskazując na tę cywilizację idącą niepowstrzymanym murem ku nim.

        oto Polska :} codzienne salto : zbliżenie do prawdy o sobie samych i zaraz potem odwrot, powrot do punktu wyjścia, strach przed poznaniem, wiara w to, ze ktoś to zrobi za nas. Ileż w tym prawdy ! Ktoś nam musi pokazać Jedwabne, za co dostanie od nas gruszką, ktoś nam musi pokazać "Idę", oberwie gruszką, ktoś nam musi uświadomić, ze na Wołyniu byliśmy jak brutalni kolonizatorzy, oberwie gruszką. Robimy salto i znów stoimy na nogach, ale z dala od prawdy, odpychamy ją od siebie i jako naród istniejmy w ciągłej niewiedzy, z dala od świata, w strachu przed cywilizacją. A rząd dusz biorą ci, którzy w tym stanie chcą społeczeństwo utrzymywać, bo tak wielu pragnie wierzyć w zwycięskie Powstanie Warszawskie, w heroizm i dumę zrujnowanego miasta, w bohaterstwo odrzucania uchodźców szukających schronienia w lepszym świecie, przy okazji dekonstruując własne dokonania, ktore mogłyby wykreować lepszą wspólnotę, przewalczyć traumy [Okrągły Stół jako zwycięstwo nad stanem wojennym]. Jakimś łobuzom zależy na tym, by wciąz utrzymywać ludzi w tym stanie.

        I takie "salto !' ten naród tańczy codziennie.

        U KOnwickiego nadzieja jest w młodej Helenie, która jako jedyna nie wierzy Kowalskiemu, choć jest mu życzliwa i miła, i jako jedyna nie znosi tego miejsca, widzi dokładnie jacy są ci obok niej i z czym się je tę zbiorową hipnozę, której nie da się już holować na sznurku wojennej traumy i stalinowskich czystek, po których przeżyciach dopiero się podnoszą. Nie, to miejsce jest takie, bo ludzie tego chcą, by takie było, bo nie mają siły i wiedzy, by cokolwiek zmienić, czekają na "proroka", mozę być z Ameryki, niech powie kilka frazesów, żebyśmy mogli fiknąć kolejne salto! i pozostać w tym samym punkcie, nie poruszyć się do przodu nawet o krok, nadal w swoim śnie poza światem, w swoich kompleksach i zapyzieniu.

        wybitny film, fenomenalnie stworzona atmosfera, bez scen sennych, wszystko ma wygląd realistyczny, przez co dziwnośc dialogów i umownośc zachowań postaci robi tym większe wrażenei.

        fenomenalny Zbigniew Cybulski, jedna z najwybitniejszych ról aktorskich w historii polskiego kina. Aktor, który nie umiał zagrać dwa razy tak samo, który miał masę kompleksów, nadwrażliwiec, idealnie pasujący do postaci Kowalskiego. Obok Gustaw Holoubek [dobry gospodarz], Zdzisław Maklakiewicz, młoda Marta Lipińska, piękna jak najpiękniejsze aktorki włoskie, francuskie i wszystkie inne w ówczesnym światowym kinie, rewelacyjny Włodzimierz Boruński [Szuman z "Lalki", rola Halperna w "Ziemi obiecanej"] - Blumenfeld, Zdzisław Maklakiewicz - żołnierz, Andrzej Łapicki : śmiało pogrywający ze swoim emploi amanta, tutaj pijaczyna i żałosny romanser, bełkocący o pragnieniu tylko wzniosłych uczuć, karykatura romantycznego kochanka, który zgubił się i zdewaluował.

        wybitny film, jakże aktualny, dzieło prawdziwe.

        dlaczego w Super Polsat, a nie o 20:00 w publicznej ??? cóż, kolejne salto! :] "zapamiętajmy ten taniec" - nie darmo padają te słowa. Pamiętamy ! :] I pewnie długo będziemy pamiętać.
        • grek.grek Re: "Salto" arcydzieło :] 20.08.17, 13:41
          "salto! zapamiętajcie ten taniec !" :

          www.youtube.com/watch?v=a-C0yu7sSg8
        • siostra_bronte Re: "Salto" arcydzieło :] 20.08.17, 17:15
          Dzięki, Greku :)

          Ależ entuzjastyczna recenzja! No, ale trudno się dziwić, to klasyka polskiego kina.

          Jak przez mgłę przypomniałam sobie fabułę. Scenę tańca pamiętam doskonale. Jako, że oglądałam ten film wieki temu, jako dzieciak, to nie do końca rozumiałam o co chodzi :) Teraz pewnie nie byłoby takiego problemu.

          Tak, ten przewijający się wątek pociągów w filmach Cebulskiego robi przygnębiające wrażenie.

          Nie wiem ile razy o tym pisaliśmy. Dlaczego tv publiczna nie poczuwa się do żadnego obowiązku, żeby przypominać taką klasykę??!! Co ciekawe Kultura też!

          Choćby raz w miesiącu jakieś pasmo ok. 22.00. Nikt mi nie wmówi, że te filmy są drogie! Ale na to nie ma siły. Pozostaje polować na nocne seanse w stacjach komercyjnych.

          • grek.grek Re: "Salto" arcydzieło :] 20.08.17, 17:35
            dzięki, Siostro :]

            yes ! :]
            dodatkowo, byłem w świetnym nastroju filmowym po kapitalnym [jak zawsze] odcinku "Ja, Klaudiusz", a "Salto" zaczęło się dosłownie 10 minut później.

            tak jest !, konteksty i interpretacje nie są tutaj sekretem, a wrażenie robi sposób w jaki
            ten film jest prowadzony, jak jest osobisty, ile sensów zawiera, jaką świadomością wykazują
            się aktorzy.

            zapomniałem dodać, co jest niedopatrzeniem kuriozalnym, jaką rolę odgrywa muzyka Wojciecha Kilara - nadzwyczajna !

            ha, otóż to :]
            to dośc osobliwy obrazek : telewizja komercyjna, w której interesie leży pokazywanie rzeczy lekkich, łatwych i przyjemnych - pokazuje ambitne i niekomercyjne "Salto", a telewizja publiczna, która powinna pokazywać rzeczy ambitne i niekomercyjne - nie znajduje ani jednego dnia, w którym mogłaby się wznieśc na poziom misyjny :]]

            kuriozum made in Poland. Salto nasze powszednie :]
    • grek.grek 2:45 [jutro 0:10] Super Pols. "Eroica" 19.08.17, 12:34
      A po "Salcie" - "Eroica" :]

      strasznie późno, ale o 20:00 też dobre kino na tym kanale.
      w co w dzisiejszym prime mediów odpowiedzialnych za MISJĘ ? : TVP 1 "Gwiazdy letniego nieba", jakiś koncert z muzyką lekką, łatwą i [nie]przyjemnną, w TVP2 - science fiction z dolnej półki i nieudana "Ambassada".

      trzeba by zacząć wreszcie rozwazać pomysł rozdzielania grantów na misję publiczną, zamiast utrzymywać tutaj monopol mediów "narodowych", które marnują publiczne pieniądze.

      to co TVP wyprawia, to już nawet godne politowania nie jest. Nowa dyrekcja, jak widać, przytuliła nową pensję, nagadała się [rzekłbym nawet : napruła się], a efekt widać na załączonym obrazku.

      • mala_ciekawostka Re: 2:45 [jutro 0:10] Super Pols. "Eroica" 19.08.17, 13:43
        Dokładnie, trudno to nawet komentować.
        • siostra_bronte Re: 2:45 [jutro 0:10] Super Pols. "Eroica" 19.08.17, 14:14
          Tak jest. Od dawna repertuar filmowy w Jedynce i Dwójce jest FATALNY. Wieczorami lecą drugorzędne komedie romantyczne, i "hity" sprzed 20-lat. Czasem trafi się jakiś rodzynek, ale tak rzadko, że nie ma o czym mówić. Ręce opadają.
          • grek.grek Re: 2:45 [jutro 0:10] Super Pols. "Eroica" 19.08.17, 16:29
            już nawet Kultura wygląda jakby wywiesiła białą flagę, Siostro :]

            widziałem wprawdzie jedną premierę ["Gloria" - z 2013 r.], i to chyba nawet na jutro zapowiadaną, ale to nawet plan minimum nie jest.

            może od września coś się zacznie dziać :]

            inna rzecz, że oni tam teraz w TVP filmy dobierają wedle klucza ideologicznego, a więc żadnych "lewackich", "liberalnych", "wolnomyślicielskich" historyjek, ma być "bóg, honor i ojczyzna", konserwa i prawica.

            a jak wiadomo, kino - zwłaszcza dobre - z natury jest lewicowe, liberalne, wolnościowe, czyli TVP pozostanie sprowadzanie nieszkodliwych "Winnetou" z Niemiec albo nieszkodliwych i drugorzędnych historyjek, które we Francji czy Włoszech nie weszły do kin. A częśc widowni i tak uwierzy, że TVP pokazuje to, co w światowym kinie najlepsze i na czasie ;]
      • maniaczytania TVP 1 "Gwiazdy letniego nieba", jakiś koncert 19.08.17, 23:33
        TVP 1 "Gwiazdy letniego nieba", jakiś koncert z muzyką lekką, łatwą i [nie]przyjemnną

        to napisał Grek, a Siostra napisała, że trudno to skomentować. To ja może jednak spróbuję, z takim niewielkim, malutkim apelem - sprawdźmy, zanim coś napiszemy.

        Ten koncert, to specjalnie zorganizowany koncert, na rzecz poszkodowanych przez ostatnie wichury. Jeśli nawet z muzyką lekką i łatwą, to jak najbardziej realizujący misję.
        • grek.grek Re: TVP 1 "Gwiazdy letniego nieba", jakiś koncert 20.08.17, 10:27
          zmylił mnie tytuł i zwiodła codziennośc made in TVP, Maniu ;]
          • maniaczytania Re: TVP 1 "Gwiazdy letniego nieba", jakiś koncert 20.08.17, 12:19
            wybaczam, wszakże z podtrzymanym apelem o sprawdzanie ;)
            • grek.grek Re: TVP 1 "Gwiazdy letniego nieba", jakiś 20.08.17, 12:39
              :]
          • siostra_bronte Re: TVP 1 "Gwiazdy letniego nieba", jakiś koncert 20.08.17, 13:22
            Greku, ale mnie wrobiłeś! :)
            • grek.grek Re: TVP 1 "Gwiazdy letniego nieba", jakiś 20.08.17, 14:10
              przepraszam, Siostro !! :]

              całą odpowiedzialność biorę na siebie !!
            • maniaczytania Re: TVP 1 "Gwiazdy letniego nieba", jakiś 20.08.17, 15:01
              siostra_bronte napisał(a):

              > Greku, ale mnie wrobiłeś! :)

              Hahahahaha :)
    • grek.grek 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 12:41
      znów godzina koszmarna, ale z soboty na niedzielę... ;]

      niedawno uznano "Ziemię..." za najwybitniejszy polski film w historii.
      to tylko etykietka i suma subiektywnych odczuć i ocen głosujących, ale
      nawet dziś ogląda się go z podziwem; naprawdę fenomenalna filmowa, aktorska,
      scenograficzna, muzyczna, wszelaka ! robota.

      mam wrażenie, ze gdyby polskie kino miało większą siłę przebicia w kinie światowym, to
      "Ziemia obiecana" byłaby konkurowała z najznakomitszymi dziełami światowymi w
      rozmaitych prestiżowych zestawieniach "najważniejszych filmów w historii".

      może to nie jest aż tak istotne w ostatecznym rozrachunku, ale... to miłe, kiedy doceniają
      twórców naprawdę wspaniałych filmów ;]

      PS : TVP "Ziemię obiecaną" pokazała ostatnio w odcinkach ;] Trzy albo i cztery kanały do dyspozycji, ale żal poświęcić 3 godziny w ramówce jednego z nich na pokazanie w całości takiego filmu.
      • mala_ciekawostka Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 13:41
        A to nie była wersja "serialowa"? Czteroodcinkowa? Oprócz filmu chyba jest właśnie jeszcze serial... Podobnie jak np. "Noce i dnie".
        • siostra_bronte Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 14:11
          Zgadza się. Jak podają w wikipedii były 2 wersje: kinowa (179 min.) i telewizyjna (206 min). Plus niesławna, ocenzurowana wersja kinowa z 2000 r.
          • mala_ciekawostka Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 14:37
            Tak mi się właśnie wydawało :)
        • grek.grek Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 16:14
          jest najpewniej tak, jak mówisz, Mała Ciekawostko, i jak wyjaśnia Siostra :]

          generalnie, wolałbym aby TVP znalazła w dobrym czasie antenowym miejsce na
          tę 3-godzinną wersję kinową :]]
          • siostra_bronte Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 16:39
            3-godziny bez reklam? To nigdy nie przejdzie :)
            • grek.grek Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 17:45
              celna uwaga, Siostro :]

              takie dziwne czasy, że TVP 1 czy 2 nie wytrzyma 3 godzin bez reklam.
          • mala_ciekawostka Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 17:13
            No tak, dawno już nie dawali tej wersji filmowej. Ciekawe dlaczego?
            • grek.grek Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 17:48
              Siostra, wg mnie, trafiła w sedno, Mała Ciekawostko : 3 godziny bez reklam, to nawet w TVP dzisiaj nie przejdzie, zwłaszcza w godzinach "przyzwoitych" :]
              • mala_ciekawostka Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 18:01
                Może rzeczywiście to jest powód :) "Potopu", jeszcze dłuższego, też dawno w TVP nie było.
      • siostra_bronte Re: 2:40 Stopklatka "Ziemia obiecana" 19.08.17, 14:00
        No tak, kto to obejrzy.

        Zdecydowanie, jedno z arcydzieł kina polskiego i nie tylko!!
    • mala_ciekawostka Obejrzałam "Zawrót głowy". 20.08.17, 11:56
      Muszę powiedzieć, że co Hitchcock to Hitchcock :) Oglądałam z zapartym tchem! Ciekawa i zaskakująca intryga, dobra gra aktorska, mocne, zdumiewające zakończenie. Naprawdę wciągający i film.
      • grek.grek Re: Obejrzałam "Zawrót głowy". 20.08.17, 12:38
        brawo, Mała Ciekawostko ! :]

        znakomity film !
        wraca się do niego z zaaferowaniem i radością :]
        • mala_ciekawostka Re: Obejrzałam "Zawrót głowy". 20.08.17, 13:23
          Dziękuję!
          To rzeczywiście znakomity film. Na pewno do niego wrócę! Teraz "na świeżo" po obejrzeniu jeszcze go przeżywam - a jest co, serio!
          To dzięki Wam, Twojemu i Siostry poleceniu teraz go zobaczyłam. Gdyby nie to, pewnie trochę by musiał poczekać na swoją kolej.
          Dziękuję Wam bardzo :)
          • grek.grek Re: Obejrzałam "Zawrót głowy". 20.08.17, 14:11
            dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

            miło mi !


            • mala_ciekawostka Re: Obejrzałam "Zawrót głowy". 20.08.17, 14:23
              :))
      • siostra_bronte Re: Obejrzałam "Zawrót głowy". 20.08.17, 13:19
        Ciekawostko, dla mnie to po prostu ARCYDZIEŁO!!!! Jeden z moich ulubionych filmów!!!

        Nakręcony w jakimś niesamowitym natchnieniu, magnetyczny, fascynujący!!!

        Można go oglądać wiele razy, zawsze odkrywa się coś nowego!

        A gdzie go widziałaś?

        • mala_ciekawostka Re: Obejrzałam "Zawrót głowy". 20.08.17, 13:28
          Oglądałam na komputerze :) Nawet w dobrej jakości :) Masz rację, to jest arcydzieło!
          Dziękowałam wyżej Grekowi i Tobie za polecenie, ale dziękuję jeszcze raz! Jest za co!
          • siostra_bronte Re: Obejrzałam "Zawrót głowy". 20.08.17, 13:32
            Miło mi :)

            Widziałam go z 10 razy i to z pewnością nie koniec!

            • mala_ciekawostka Re: Obejrzałam "Zawrót głowy". 20.08.17, 13:47
              :)
    • grek.grek 20:00 Kultura "Gloria" [2013] 20.08.17, 16:53
      premiera w TVP ?

      yikez!!

      "Gloria" zebrała świetne recenzje bodajże w Wenecji 2-3 lata temu.
      to film chilijski, a tytułowa bohaterka jest singielką około 60-tki, która wcale nie zamierza poddać się upływowi czasu - korzysta więc z życia, bawi się, nie wybiera trumny w katalogu, a raczej nową sukienkę.

      Paulina Garcia, w głównej roli, również była wysoko oceniana przez krytykę.

      wygląda na to, ze mamy zwycięzcę dzisiejszego wieczoru filmowego :]


      • siostra_bronte Re: 20:00 Kultura "Gloria" [2013] 20.08.17, 17:18
        Też jestem w szoku! To chyba przez jakieś niedopatrzenie :)

        Pamiętam znakomite recenzje (choć potem nie zawsze się sprawdzają).

        Oczywiście oglądam.
        • grek.grek Re: 20:00 Kultura "Gloria" [2013] 20.08.17, 17:41
          haha, sabotaż w Kulturze ;]

          zgadza się, Siostro, świetne oceny !
          na Rotten Tomatoes : 99 % ! pozytywnych recenzji ze 126 zgromadzonych ;]

          świetnie.
          przyłączam się ! :]
        • grek.grek Re: 20:00 Kultura "Gloria" [2013] 21.08.17, 11:11
          jakie wrażenia, Siostro ?

          Czcigodni ?

          wg mnie, całkiem śmiałe kino obyczajowe, z seksem i golizną, jak na TVP Kultura o 20:00, to nawet bardzo śmiałe :]

          ciekawe obserwacje obyczajowe, zwłaszcza z perspektywy polskiej rzeczywistości [także filmowej], na czele z taką, że hazard, dyskoteka, seks, romans, alkohol są przyjemnościami z niezbędnika ludzi nieco bardziej dorosłych. U nas : wciąż sprawa mało zajmująca filmowców.

          pani Gloria sprokowala dwa razy pana Rodolfo [na rodzinnym przyjęciu, gdy zupełnie o nim zapomniała, w towarzystwie swojego bylego męza i dzieci, a potem gdy wrzuciła mu telefon do wody w restauracji], a ten dwa razy czmychnął. Trochę jak nastolatkowie : ona i on :]

          scena koncowa - świetna. Gloria tańcząca do "Glorii", ze świadomością, że jednak nie ma to jak swoboda singla ;]

          PS : mam dziś i jutro naprawę kompa, więc będę nieco mniej aktywny :] ale będę :}} Mam nadzieję, że nie potrwa to dłużej niż do jutrzejszego wieczoru.
          • siostra_bronte Re: 20:00 Kultura "Gloria" [2013] 21.08.17, 13:12
            Oglądałam!

            Zgadzam się, dobre kino obyczajowe. Duży plus za sam temat, czyli bohaterką jest pani w dojrzałym wieku.

            Przyznam, że Rodolfo mnie wkurzył. Wymykanie się bez słowa, najpierw z przyjęcia, a potem z hotelu, było naprawdę kompletnie niepoważne!

            Scena z "ostrzelaniem" domu Rodolfa wydała mi się niepotrzebna, trochę bez klasy jak na taką kobietę jak Gloria.

            Arsenał "korzystania z życia" w wieku średnim trochę stereotypowy: dancingi, joga, skakanie na czymś w rodzaju banjee w wesołym miasteczku Rodolfa, nawet palenie trawki :) Wszystko to już było, ale faktem jest, że trudno wynaleźć coś nowego.

            Ale te dancingi na które chodzi Gloria są jednak całkiem fajne, i nie przypominają smutnych imprez jakie kojarzą się nam przy takich okazjach. A może to jednak różnice kulturowe? To wyglądało bardziej jak "normalna" dyskoteka.

            Inaczej odebrałam tę końcową scenę, faktycznie znakomitą. Pod koniec filmu nastrój robi się poważniejszy. Gloria nie przypomina już siebie z początku filmu. Historia z Rodolfo na pewno ją przygnębiła. Na weselu jest zamyślona i smutna. Ale potem jednak idzie na parkiet. Najpierw tańczy nieśmiało, ale potem się rozkręca. Oczywiście tytuł piosenki to nie przypadek. Dla mnie ta scena pokazuje, że Gloria mimo wszystko nie straciła pogody ducha i nadziei. Że warto żyć, nawet jeżeli zostanie sama.

            Duże brawa dla reżysera dla pokazanie bez żadnych oporów nagości i seksu ludzi po 30-tce! :) W dzisiejszych czasach to rzadkość. Podejrzewam, że niektórzy widzowie mogą być zszokowani, że w "tym wieku" w ogóle TO się jeszcze robi :)

            O, mam nadzieję, że z komputerem wszystko będzie ok!

            • grek.grek Re: 20:00 Kultura "Gloria" [2013] 22.08.17, 10:02
              świetnie, Siostro :]

              otoż to, temat podejmowany jakże rzadko.
              Także dlatego ma spory potencjał filmowy, ciągle do zrealizowania :]

              o, zdecydowanie !
              z jednej strony, sytuacje faktycznie były dla niego niezręczne i Gloria zachowywała się
              również chyba nie do końca fair. Za pierwszym razem : on jej to naświetlił, ale ona nie
              przyjęła tłumaczenia, za drugim... to dopiero jest dziwaczne : zamiast wyjaśnić - zaczął
              prosić, żeby "ratowali to, co jeszcze mają" :] Niepoważne.

              wydaje mi się, że jej [niemal] żądanie, żeby oddalił się od córek, rodziny, nie było właściwe.
              Nie da się tak całkiem od przeszlości zdystansować, nie da się zapomnieć ot tak sobie o
              swoich zobowiązaniach i więzach.

              to prawda :]
              świetnie ta scena jest rozegrana : wychodzi z samochodu chwackim krokiem, strzela, a potem chyłkiem ucieka do auta i widać, że wyraźnie jest w szoku, dopiero po odjechaniu kawałka zaczyna ten szok rozbrajać śmiechem :]]

              yes :]

              właśnie !
              zamiast Czerwonych Gitar - na tych dancingach - muzyka disco, a nawet house czy coś w tym guście :] zdecydowanie, kwestia róznicy kultur, u nas im człek straszy tym bardziej traktuje się go jak dziecko ;]

              to prawda.
              nie masz wrażenia, że ta ostatnia scena jest powrotem do siebie Glorii ? ona z ducha jest singielką, i ten romans z Rodolfo był jakimś testem : czy udałoby się z kimś ? Test wypadł blado, zwłaszcza że Rodolfo się jej podobał, co dodatkowo upewniło ją, że jej styl bycia i oczekiwania są nie do przyjęcia dla strony męskiej. Początek tej ostatniej sceny sugeruje, wg mnie, że jest jej z tego powodu trochę przykro, ale później, kiedy idzie tańczyć i się rozkręca - świadczy o tym, że przerobiła to i znów akceptuje swoje życie i siebie taką jaką jest. To może powinno trwać dłuższą chwilę, ale w filmie nie ma na to czasu, więc pokazane zostało w "teleexpressowym skrócie" ;]

              tak jest !!

              I że Kultura puszcza taki film o 20:00 ? :]]

              PS : dzięki, Siostro :]
              komp działa optymalnie, wystarczyła, jak się okazało, drobna korekta we własnym zakresie; jak to mówią : z dużej chmury
    • grek.grek Barbasiu, pozdrawiam/y Cię niedzielnie ! :]] 20.08.17, 16:59
      jak mija Ci weekend, Barbasiu ? :]

      utwór okolicznościowy.
      zwracam uwagę na rozbrajającą puentę ! :]

      www.youtube.com/watch?v=s0HuEvYNJNk
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Śmiertelna wyliczanka" 22.08.17, 10:13
      fakt, że TVN i stacje-córki powtarzają co i rusz, ale to dobry film.

      z frapującym ;] pytaniem : czy istnieje zbrodnia doskonała ? czy można ją zaplanować, a potem wykonać unikając nie tylko spodziewanych problemów, ale i nie popełniając błędów własnych ? czy wystarczy zabić bez motywu, kogoś całkiem przypadkowego, bez świadków i nie będąc wcześniej notowanym, żeby pokonać śledczych ?

      tutaj jest dwóch bystrych licealistów, którzy chcą się wznieśc tym morderstwem ponad jakiś pułap przyjętej moralności, a przeciwko nim "hiena" ;], czyli policjantka, której nawet własny koledzy nie znoszą.

      jak to mówił Alonzo w "Dniu próby" : tylko wilk może złapać wilka.

      scenariusz niezły, chociaż mam wrażenie nieustanne, że w jednym-dwóch miejscach rzuca on linę ratunkową pani detektyw, nawet jeśli w konwencję wpisana jest nieuchronność popełnienia małego błędu przez morderców.

      No i cała rzecz rozgrywa się w kalifornijskim słońcu, a nie w modnych "skandynawskich" deszczach i półciemnościach; tak dla odmiany, choć jako taki film jest z 2002, a więc , zdaje się, jeszcze przed erą szwedzko-duńskiej klasyki dreszczowca ?
    • grek.grek 20:00 Puls "Leon Zawodowiec" 22.08.17, 10:20
      klasyka !

      Luc Besson zaczął olśniewająco : "NIkita", "Wielki błękit", "Leon" - rewelacyjne filmy !, a potem, tak mi się wydaje, utknął w miejscu, poszedł w stronę science-fiction, najczęściej tyleż wysokobudżetowego, co średniej jakości [sam nie zawsze oglądałem, ale recenzje zazwyczaj nie pozostawiają wątpliwości, że środowisko przyjmuje te filmy bez entuzjazmu].

      co by jednak się nie stało, "Leon" zawsze będzie jego sukcesem.

      nietypowy dorosły, dziwne dziecko, niekonwencjonalna przyjaźń, piękny Nowy Jork, ale z muzyką i oprawą, która wraz z francuskimi aktorami w głównych rolach, może tworzyć odczucie, że to jednak Paryż ;], no i zupełnie nietuzinkowy czarny charakter - policjant, i to jaki :]

      Natalie Portman, Jean Reno, Gary Oldman - same perełki aktorskie.
      • siostra_bronte Re: 20:00 Puls "Leon Zawodowiec" 22.08.17, 14:43
        Tak jest!

        Jeszcze dobry był "Piąty element". Przy okazji będzie kolejne powtórka bodajże w przyszłym tygodniu. A potem Besson zajął się głównie taśmową produkcją średnio ciekawych filmów.

        Dla mnie oczywiście głównym atutem filmu jest Gary Oldman. W tej roli po prostu boski!!!
        • grek.grek Re: 20:00 Puls "Leon Zawodowiec" 23.08.17, 10:23
          świetna informacja, Siostro !

          właśnie ten "Piąty element" jakoś mnie ciekawi, bo z innych źródel też słyszałem, że ten akurat film reżyserowi się udał.

          o yes, Gary Oldman - niezapomniana rola :]
          • siostra_bronte Re: 20:00 Puls "Leon Zawodowiec" 23.08.17, 17:51
            O, nie widziałeś? Ja widziałam i to w kinie. Świetne!!

            Zobacz koniecznie. Sprawdziłam, 30 sierpnia w tv puls i to o 20.00.
            • grek.grek Re: 20:00 Puls "Leon Zawodowiec" 24.08.17, 10:17
              dzięki, Siostro :]

              30/8, czyli w środę przyszłą - znakomity termin !
              już dziś zapisuję się na seans :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Ilo Ilo" 22.08.17, 10:23
      kino z Singapuru.

      opis sugeruje dramę w rodzinie z zamożnej klasy średniej, widziana oczami skromnej służącej, emigrantki z Filipin. przyczyną rozpadu rodzinnych więzi, są zjawiska związane z kryzysem ekonomicznym, jaki dotknął Singapur w latach 90-tych.

      nieźle brzmi.
    • grek.grek 20:55 TVN "Jestem legendą" 22.08.17, 10:36
      świat po epidemii wirusa dziesiątkującego ludzkość.

      Nowy Jork stoi pusty i częściowo zrujnowany. bohater jest jeden i ma psa. ma też swoją kryjówkę, a w tej kryjówce laboratorium, w którym próbuje znaleźć antidotum na zarazę. jego wirus nie zaatakował - dlaczego ? czy nosi w sobie lek na chorobę ?

      ludzi nie ma, za to są zombie, i zmutowane zwierzęta, przed którymi Robert musi często uciekać albo toczyć walkę nierówną.

      próbuje znaleźć kogoś z kim mógłby nawiązać kontakt, na malowniczym tarasie, czyli dachu starej fabryki, zasiada i nadaje sygnały "sos", mając nadzieję że ktoś kiedyś odpowie.

      nie pamiętam, przyznam szczerze, czy w końcu jacyś inni ludzie się znajdują, ale pamiętam, że jest to niezwykle ciekawy film. głównie z powodu zapisu samotności człowieka, nie takiej że obok są ludzie, ale ja ich unikam. To taka samotność biiblijna, z tej zapowiedzi, ze "jeszcze kiedyś człowiek będzie biegł śladem innego człowieka, całując ślady jego stóp, ale nigdy go nie odnajdzie" [nie wiem, skąd to jest i czy cytat dosłowny, ale słyszałem to parę razy i wryło mi się dziwnie w pamięć].

      I tutaj można obserwować tę codziennośc człowieka, który poozstaje w zupełnej izolacji, z tgo co pamiętam telewizja także nie działa, więc nie ma żadnych informacji z tzw. świata, są za to codzienne rytuały, aktywności, wędrówki, poszukiwania, badania, przeczesywanie terenu, unikanie zagrożeń. Wciągające, o ile uda się wniknąć w sytuację w jakiej znajduje się Robert.

      jakie to uczucie być [albo czuć, ze się jest] ostatnim człowiekiem na planecie ? z nutką nadziei, ze może są gdzieś jacyś inni ocaleńcy ? i niepokojem, że może jednak ich nie ma ?

      Will Smith spisuje się pierwszorzędnie, bo dzięki niemu bohater potrafi rozładować atmosferę mina czy żartem słownym [do psa chyba głównie], ale tylko na zasadzie chwilowego oddechu, a nie zamiany tej opowieści w komedię.

      zdecydowanie dobre kino ! :]
      • siostra_bronte Re: 20:55 TVN "Jestem legendą" 22.08.17, 15:08
        O, słyszałam o tym filmie, ale jakoś nie miałam okazji go obejrzeć.

        Fabuła wydała mi się znajoma. I faktycznie, jak sprawdziłam to już trzecia adaptacja tej samej powieści Richarda Mathesona. Drugą, pod tytułem "Człowiek Omega" z 1971 r. widziałam kiedyś w TNT. W roli głównej grał Charlton Heston.

        Bardzo ciekawy film, choć za Hestonem nie przepadam. Znakomite sceny opustoszałego miasta. W filmie nie było właściwie jakiś efektów specjalnych, widać, że nie kosztował dużo, a jednak miał swój klimat i styl. W ogóle bardzo lubię takie "staroświeckie" sci-fi, bo tam jednak ważniejszy był scenariusz i nastrój, a nie efekty.

        Ale fajnie, że go zapowiadasz, chętnie obejrzę i porównam.

        Tutaj trailer "Człowieka Omegi". Przepraszam, ale przy każdej okazji będę lansować "stare kino" :)

        www.youtube.com/watch?v=NUkU18MrBzU

        • grek.grek Re: 20:55 TVN "Jestem legendą" 23.08.17, 10:26
          znakomita zapowiedź, Siostro !

          mam nadzieję, że kiedyś będę miał okazję ten film obejrzeć.

          1971 rok - to był dobry rok :]]
          właśnie ! : styl i klimat, te starsze filmy są zdecydowanie bogatsze w te walory niż
          współczesne, jakby nie patrzeć - konstruowane pod zyski finansowe i w dużej mierze dla widowni, która sporo czasu spędza przy elektronice.

          ale "Jestem legendą" w dużym stopniu odchodzi od tej poetyki, cieszę się, ze również
          to dostrzegłaś ! :]
      • siostra_bronte Re: 20:55 TVN "Jestem legendą" 23.08.17, 09:11
        Podobało mi się!

        Na szczęście sama historia jest znakomita i tak skonstruowana, że trudno było ją zepsuć jakimś natłokiem efektów.

        Szkoda tylko, że zombie zostali wygenerowani komputerowo. Znacznie bardziej przerażający byliby prawdziwi ludzie, jak w "Omedze".

        W fabule spore zmiany, także w stosunku do oryginalnej powieści.

        Dobra rola Smitha, psiak też fajny.

        Tak, naprawdę dobry film!
        • grek.grek Re: 20:55 TVN "Jestem legendą" 23.08.17, 10:32
          świetnie, Siostro :]

          to prawda.

          znakomita propozycja !
          I ciekawa, bo w "Legendzie" bohater poszukuje kontaktu z niedobitkami po epidemii, a
          tutaj musiałby się zmierzyć z ich istnieniem, ale w formie zagrażającej jego własnemu życiu.
          bardzo jestem zaintrygowany, jak też rozegrano ten wątek w opisywanej przez Ciebie "Omedze".

          yes, Will Smith ma spore możliwości jako aktor dramatyczny.

          :]
    • grek.grek Ct Art 21:05 "Pod opieką wiecznego słońca" 22.08.17, 10:51
      brawo, Czesi :]

      to jest film dokumentalny, który w 2015 zrobił spore zamieszanie. Rosyjski filmowiec, Witalij Manski, wykorzystał ten sam fortel, którym posłużył się Joshua Oppenheimer kręcąc "Scenę zbrodni" - przekonał władze reżimu północnokoreańskiego, że chce nakręcić film o tym, jak wspaniałym krajem jest Korea Północna.

      I Mański chwyta w obiektyw całą tę codzienną groteskę, masowe rytuały, nieustanną obecnośc w życiu bohaterów służb specjalnych, kontrolę jakiej podlegają obywatele, kult wodza i władzy, cały ten totalizm.

      kamera podąża śladami małej dziewczynki z przeciętnej rodziny, która jest prymuską i właśnie ma zostać pionierką komunistyczną, typowaną do udziału w Spartakiadzie, co traktowane jest jak wyróznienie i sukces. jest to świetny pretekst do tego, by pokazać jak wygląda świat za murem, którym KOrea odgrodziła się od cywilizacji nie tylko zachodniej, ale i tej po sąsiedzku, jak wyglądają praktyki, które temu służą ?.

      ciekawe, czy władze Korei Płn widziały ten film ? Kto wie, moze dla nich tak właśnie wygląda świat idealny ? Rzecz w tym, że jeśli nawet, to dla zachodniego świata tak wygląda reżim, który pozbawia ludzi jednostkowej godności.

      Co piszę przed obejrzeniem filmu ;]] Po obejrzeniu - ewentualnie skoryguję, no i mam nadzieję dopisać trochę, oby !, ciekawych rzeczy.

      ciekawi mnie, czy my może źle oceniamy Koreę ? MOże ludzie są tam szczęsliwi ? ale jeśli są szczęsliwi, to czy dlatego, ze nie znają innego życia i innego świata, przez udział w którym mogliby to dzisiejsze szczęście zweryfikować ?




      • grek.grek Re: Ct Art 21:05 "Pod opieką wiecznego słońca" 23.08.17, 10:34
        aaa ! ;]

        pół na pół.

        pierwsza połowa - nie zdązyłem.
        druga połowa - obejrzałem i zrobiłem notatki :]

        na szczęście będzie powtórka - w piątek ! :]
        jestem uratowany ! [uraDowany]

        na razie mogę powiedzieć, że jest to świetny dokument ! a codziennośc północnokoreańska -
        naprawdę mało nadająca się do życia dla człowieka, który zagnieździł się w kulturze zachodniej, a nawet zachodnio-wschodniej ;]
      • grek.grek "Pod opieką wiecznego słońca" - wrażenia :] 26.08.17, 16:30
        świetne :]

        znakomite !

        zatem, pan dokumentalista chciał zrobić film o życiu za żelazną kutyną północnokoreańską. Sam wjechać nie mógł, nie mógł nakręcić filmu ukradkiem, w tym kraju niczego chyba ukradkiem zrobić się nie da.

        wykorzystal więc inny fortel : zgłosił się grzecznie i poprosił o pozwolenie "pokazania codzienności w Korei Północnej", na co Korea Północna równie grzecznie wyraziła zgodę, ALE nie puściła reżysera samopas, lecz przydzieliła mu tzw. Przewodników.

        w istocie, tych kilku panów, spełniło rolę znacznie donioślejszą. To oni... napisali scenariusz do tego filmu :[]

        pan reżyser dostal bowiem pozwolenie filmowania wszystkiego... co wcześniej zostało ustalone i przygotowane przez tych panów.

        osią filmu są więc losy 10-letniej dziewczynki z przeciętnej koreańskiej rodziny, przygotowującej się do zostania pionierką w organizacji młodzieżowej założonej swego czasu przez Kim Ir Sena.

        mała wstaje rano, chodzi do szkoły, bierze udział w kolejnych uroczystościach i przygotowaniach, a przy okazji poznajemy jej rodzinę, codzienne zwyczaje KOreańczyków, życie ulicy.

        Wszystko jest zaplanowane. Co do szczegółu, Bareja by tego nie wymyślił :]

        oto poranek : mała jest odprowadzana do autobusu przez rodziców. Panowie Przewodnicy nadzorują wszystko, starając się przy okazji być "niewidzialnymi" ;] Jak coś nie wychodzi, tak jak powinno, to robią "dubla".

        ustawiają, wyobraźcie to sobie, cały banalny akt wejścia małej do autobusu :]] wszyscy są gotowi, stoją na swoich miejscach, "klaps" - akcja ! A pan reżyser filmuje cały ten cyrk. Na pewno po wszystkim powiedzał, że wytnie z kadrów panów Przewodników, tak żeby całośc wyglądała naturalnie, ale... oczywiście nie zrobił tego i widzimy jak władza steruje ludźmi jak marionetkami,żeby stworzyć wrażenie, iż KOrea Północna to raj na Ziemi.

        Lekcja w szkole. Temat : oczywiście Kim Ir Sen, jako bohater, który pogonił Amerykanów i Japończykow, wszystko sam wymyślił, zrobił i przeprowadził. Sposób wprowadzania tego bełkotu do głów dzieci jest następujący : "Nasz UKochany Wódz Kim Ir Sen zrozumiał, że Amerykanie, Japończycy i posiadacze, to łajdacy. Tak, dzieci ? No to teraz powtórzcie : kim są Amerykanie, Japończycy i posiadacze ? [dzieci : "Łajdakami !"]"

        Propaganda, nachalna i prostacka, wbijana do głowy 10-letnim dzieciom, powtarzana sto razy w ciągu 10 minut, to naprawdę robi wrażenie. Te dzieci niczego nie rozumieją, ale powtarzają, co im pani każe. Pani zachowuje się zaś jak robot. Grunt, zeby dzieciakom wbić do głowy pewne słowa, hasła, zdania. Nie zdążą sie z nich wyleczyć możliwe, iż do śmierci.

        Reżyser chytrze nie pokazuje pani nauczycielki, filmuje twarze dzieciaków, które powtarzają, co im się każe, ale nie słuchają aż tak uważnie, NIC z tego nie rozumieją, wyglądają [i nimi są] jak bezbronne ofiary chamskiej indoktrynacji.

        Obiad rodzinny. To jest dopiero moment Kodaka...

        Siedzi mała, tata i mama. Na środku pokoju stół zastawiony frykasami. Oczywiście, cała scena zaaranżowana przez Przewodników. Ten cudownie bogaty stół ma nas przekonać, ze tak wyglądają codzienne obiady w KOrei :]] A że tak nie wyglądają i że to ustawka, przekonuje nas zachowanie tej biednej rodziny. Ci ludzie po prostu są zdumieni i oszołomieni, bo tyle jedzenia w życiu na oczy nie widzieli. Oczywiście, dialog przy obiedzie, każdy ruch, każdy kęs jedzenia są ściśle zapisane w 'scenariuszu", którego rodzina musiała się nauczyć :]] Po "posiłku" Przewodnicy bardzo szybko zabierają stół :]]]

        a najlepszy moment w tej sekwencji mamy wtedy, gdy ojciec mówi do córki : "Jedz kimczi [to chyba jakieś miejscowe zboże ?], Nasz Wódz powiada, ze 100 gram kimczi i 90 mililitrów wody dziennie wypełniają dzienne zapotrzebowanie na witaminy" :]] no to już wiemy jak wyglada zalecana dieta w Korei : garstka jakiegoś badziewia i trochę wody, bo dziadostwo pewnie suche jak słoma. Tutaj stół z frykasami, a tam tata powiada : 100 gram pożywienia dziennie, to najlepsza dieta, tak uczy WÓdz ;]

        W telewizji tylko Kim [Dzong Un, aktualnie]. Kim pozdrawia, Kimowi śpiewają i tańcza, Kim to, Kim śmo. Żyjąc w Korei człowiek możę tylko marzyć o takich cudach jak "Klan". To jest skala dramatu telewidza :]

        Zamiast tego - codziennie rano wszyscy na ulicy się gimnastykują. Z megafonów leci audycja i ludzie się gimnastykują. Ofk, tak nas Przewodnicy zapewniają, bo przecxież filmowiec pokazuje tylko to, co wcześniej było uzgodnione z nimi.

        I wszyscy, wszyscy ! są obowiązkowo uśmiechnięci ! Jak... Amerykanie ;]

        Samochody ? W paru ujęciach podstawionych jest kilka całkiem niezłych aut, ale widać później, że to ustawka, bo kiedy mała jedzie autobusem, a reżyser jej towarzyszy, udaje mu się mimochodem sfilmować obrazki z ulic : ludzie na rowerach albo piechotą, aut właściwie nie ma, i trudno przypuszczać, ze ich nie ma, bo ludzie chcą się rozgrzać szybkim marszobiegiem. TO późna jesień, jest zimno, gdyby społeczeństwo miało samochody, to właśnie teraz jeździłyby całymi watahami :]

        Na ulicach, placach, pomniki i wielkoformatowe obrazy Kimów : Kim Ir Sena i Kim Dzong Illa. Ludzie idący do pracy, w takim długim "wężu ludzkim" przechodząc przez plac zatrzumują się i składają pokłon tym kimowskim podobiznom. Coś kuriozalnego ! Kolejna ustawka, ale... a jeśli tak jest na codzień ? Tutaj się uśmiechają, wydaje się, ze to im sprawia radośc, ale rzeczywistośc może być dużo boleśniejsza.

        W dniu urodzin Kim Ir Sena - wielka akademia dla dzieci, wszystkie w mundurkach, jednakowo ubrane, wypełniają wielgachną salę, ustawione w karnym drylu, śpiewy, tańce, recytacje tej koszmarnej, ale Koszmarnej !, propagandowej sieczki, którą się ich bombarduje z każdego miejsca i pod każdym kątem każdego dnia. To nie jest życie, to wariactwo.

        Spotkanie z weteranem, pilotem wojskowym. Starszy pan, obwieszony medalami jak choinka, opowiada im o swoich wyczynach bojowych. Tak marudzi i ględzi, że moje posty przy jego biadoleniu, to jest sama akcja, tempo i zawodowy wyczyn ;] Dzieciaki usypiają momentami :]] A panowie Pzewodnicy namawiają starszego pana, żeby powtarzał od początku, bo coś tam źle zabrzmiało, albo czegoś nie dopowiedział. Koszmaaar ! I najlepsza komedia pod słońcem. Smutna na swój sposób.

        Tańce, ofk dla UKochanego Wodza, mała musi brać w nich udział. Wszystko pod linijkę, bo przecież Wódz patrzy. Z portretów, które wiszą dosłownie wszędzie, może nawet w toalecie, aczkolwiek tak żadnych zdjęc nie przewidziano.

        Trawniki strzyżone... nożyczkami ! I chyba trawa malowana na zielono, tak mi tam coś mignęło.

        Zbiorowe spędy by śpiewaac ku chwale Wodza. Na placach, które są tam chyba wszedzie. Radosne tańce w "chodzonego", wszyscy uśmiechnięci.

        Mała ma kontuzję. Trafia do szpitala. Ustawka : odwiedza ją nauczycielka i koleżanki z klasy. Recytują teksty przygotowane przez "scenarzystów". Pouczane są, zeby zachowywać się "naturalnie !', ale jest to o tyle niemożliwe, że żadna naturalnośc nie jest w stanie wyrecytować tych gniotów, które im napisano : mają być szczerze zatroskane o koleżankę, a brzmi to okropnie sztucznie. Lecą wiec duble, jeden za drugim, pani nauczycielka zakłopotana uśmiecha się, bo naprawdę już lepiej tego scenariusza zagrać się nie da, a im ciągle coś nie pasuje ;]

        Mała idzie spać. Wieeelkie łózko, jak dla Słonia Trąbalskiego, tylko dla niej ;] Rodzice z pietyzmem wprowadzają ją i układają pod kołdrą, dziewczynka wygląda w tym łózku jak okruszek chleba na środku Placu Czerwonego. Przewodnicy nadzorują "ułożenie do snu", ma być tak zainscenizowane, jakby rodzice kładli do łózka swój największy skarb.

        Deklamują oczywiście teksty przygotowane i wykute na blachę, a że aktorami są z przypadku...

        Podcczas tych zbiorowych pokłónów przed pomnikami Kimów w pewnym momencie kamera tak wybiera perspektywę, ze głowy tłumu bijącego pokłony są dokładnie na wysokości stóp pomnikowych Kimów. Bardzo symboliczne są takie momenty.

        Wszystko jest tu smutne, ale najsmutniejsze są łzy tej malej. cdn.

        • grek.grek Re: "Pod opieką wiecznego słońca" - wrażenia :] 26.08.17, 16:44
          Przechodzi to wszystko, dostaje tę swoją chustę pionierską, matka ją z nabożeństwem pierze i suszy wieczorem, bo codziennie musi błyszczeć czystością.

          W ostatnim momencie mała dostaje pytanie "Co czujesz ?" i jest dramatycznie smutna, puszczają się jej z oczu dwie łzy.

          Przewodnicy są lekko zirytowani, jeden mówi do niej zza kadru : "Pomyśl o czymś przyjemnym, o czym najmilszym, co się przytrafiło", mała chyba myśli, ale staje się jeszcze smutniejsza. Nie mogę patrzeć na smutne dzieci i ten smutek też mnie wzruszył, przyznaję bez bicia.

          mała nabiera, jeszcze smutniejszej od tych łez, "werwy", kiedy znów każe się jej recytować te kretyńskie peany pod adresem Wodza. To umie, to robi jak robot, mechaniczny system.

          Temu dziecku ten zafajdany kraj, rządzony przez osobników ewidentnie niespełna rozumu, robi wielką krzywdę. Odbiera mu duszę i radość.

          wypaczają wspaniałą ideę, która powstała by łączyć ludzi, uczyć ich wzajemnego szacunku i współpracy, równości i braterstwa, moze utopijnie, ale ze szczerą intencją. Uczy się ich, owszem, ale pogańskich praktyk i akceptacji zycia w upodleniu, zamyka w klatce i nakrywa ją czarną płachtą.

          Taki morał z tej groteskowej wycieczki za parawan.

          jest komicznie, zaiste !, ale po filmie przestaje to kogokolwiek bawić.

          PRL zapewne też rajskim ogrodem nie był, ale Korea Płn, to całkiem nowa odsłona "zabawa", tutaj było róznie, a tam jest po prostu tragicznie i nieludzko.





          • grek.grek Re: "Pod opieką wiecznego słońca" - wrażenia :] 26.08.17, 18:29
            pozwolę sobie dołączyć trailer :]

            www.youtube.com/watch?v=8YTmYu7mMdg
    • maniaczytania Jack Reacher - Polsat 23:00 22.08.17, 18:27
      wiem, że późno i że późno daję znać, ale to naprawdę niezły film.
      Główną rolę gra Tom Cruise - jest byłym wojskowym, który pomaga rozwikłać sprawę żołnierza, który jest oskarżony o zabójstwo kilku osób. Dowody niby są oczywiste, Jack nie wierzy, że oskarżony jest niewinny, ale zgadza się wyjaśnić sprawę na jego prośbę.
      Trochę zawiłości, ale to dobra sensacja.
      • siostra_bronte Re: Jack Reacher - Polsat 23:00 22.08.17, 20:49
        Faktycznie, późno się kończy. Szkoda.
      • grek.grek Re: Jack Reacher - Polsat 23:00 23.08.17, 10:28
        dzięki, Maniu :}

        niestety, nie udało mi się obejrzeć.
        nie zaglądałem na forum, niestety !, i w czasie zapowiadanego przez Ciebie filmu, głupio się przyznać, powtarzałem "Purpurowe rzeki" [Puls].

        może będzie powtórka ! :]
        • siostra_bronte Re: Jack Reacher - Polsat 23:00 23.08.17, 17:59
          Ja się jednak skusiłam :) Dzięki, Maniu, dobre kino sensacyjne.

          Parę zastrzeżeń: Tom Cruise z wiekiem jest ciekawszym aktorem, ale tu miał jednak mało do grania. Rosamund Pike słaba aktorsko. Bardzo dobre zawiązanie akcji, ale końcówka trochę naciągnięta.

          Zaskakująco obsadzony główny szwarccharakter, twarz wydała mi się znajoma, dopiero z napisów dowiedziałam się, że to sam Werner Herzog!
          • mala_ciekawostka Re: Jack Reacher - Polsat 23:00 24.08.17, 11:54
            Żadnej książki o nim nie czytałam, ale podobno J. Reacher ma być drągalem o ogromnych barkach, a tu obsadzono niskiego T. Cruise'a. Trochę to dziwne...
            • maniaczytania Re: Jack Reacher - Polsat 23:00 25.08.17, 18:44
              też nie czytałam, więc nie byłam uprzedzona ;) i T. Cruise mi pasuje :) Nisko nie wygląda ;)
              • mala_ciekawostka Re: Jack Reacher - Polsat 23:00 26.08.17, 11:32
                Czego to nie zdziałają kamery :)
                • maniaczytania Re: Jack Reacher - Polsat 23:00 26.08.17, 16:56
                  prawdziwa magia kina :)))
          • maniaczytania Re: Jack Reacher - Polsat 23:00 25.08.17, 18:43
            ooo, fajnie Siostro :) Cieszę się, że Ci się spodobało :)

            Zgadzam się co do Rosamund Pike ;)

            I rzeczywiście Tom zyskuje z wiekiem, chociaż ja bym zaryzykowała twierdzenie, że zyskuje od rozwodów ;)
    • grek.grek 20:20 TVP KUltura "Gottland" 23.08.17, 10:39
      dokument o Czechach i... Czechach :]

      inspirowany swietną reporterską ksiązką Mariusza Szczygła o takim samym tytule, co film.

      nie do przegapienia, jak mi się wydaje ;]
      • grek.grek "Gottland" - po seansie 24.08.17, 11:09
        czy oglądaliście ?

        bardzo ciekawa rzecz/
        Ksiązki nie czytałem, więc tym bardziej ;]

        Jest to kilka historii, które przydarzyły się Czechom i w Czechach, a których wspólnym mianownikiem jest odwołanie/rozliczenie z trudną historią przed 89 rokiem.

        Pierwsza jest wizyta z kamerą w fabryce butów "Prestiże" [Prestiż] w Żlinie. Istniała za tzw. komuny, istnieje dzisiaj, istniec zapewne będzie nadal. Prestiże" noszono wtedy, nosi się dzisiaj, nosić się będzie nadal. Widać halę produkcyjną, są pracownice [jedzące gdzieś na zapleczu drugie śniadanie], generalnie... wszystko pachnie trochę minionymi czasami, tak wiele się nie zmieniło :]

        Potem wizytacja fabryki samochodów w Mladej Boleslav. Nowoczesne urządzenia, robotyka, ale ludzi też nie brakuje, wciąz są potrzebni. Na ścianach hasła "Ruch, to życie - bezruch, to śmierć", nie wiadomo : czy zostały po użytkowaniu tej hali w czasach komunizmu, czy powstały teraz, gdy raczkuje kapitalizm, celem motywacji pracowników do zwiększonego wysiłkku.

        "To się musi kręcić, nie moze przestać", mówi ktoś, "co minutę zjeżdza z taśmy nowy samochód, nieważne, czy ktoś go potrzebuje i go kupi, czy nie". Presja wydajności czy produkcja dla samej produkcji, dokładnie jak w czasach komunistycznych gospodarek planowanych ?

        Następnie historia czeskiego reżysera filmowego Otokara Vavry i jego spotkania z aktorką Lidą Baarovą.

        Nie widzieli się od 50 lat ! Kiedyś ze sobą współpracowali, to Vavra wprowadził Baarovą do filmu. Potem ich drogi się rozeszły, wybuchła wojna. Nie ma informacji, co działo się z reżyseerem, ale wiadomo za to, ze aktorka zbliżyła się do kręgów niemieckich nazistów, znała samego Adolfa Hitlera, a z Josefem Goebelsem romansowała. Była bardzo lubiana, brała udziała w rautach, towarzyskich spotkaniach, smakowała wykwitnego życia u boku swoich niemieckich przyjaciół. Była piękna, inteligentna, pełna wdzięku, stąd cieszyła się ich sympatią i szacunkiem.

        twierdzi, ze nie wiedziała, co się działo z Żydami znikającymi nagle masowo ze świata filmu, sądziła że wyjeżdzali do Ameryki, do Hollywoodu.

        Po wojnie Baarova została uznana za kolaborantkę, była sądzona przez ludowy trybunał, przesiedziała 16 m-cy w więzieniu. POtem ją wypuszczono, chyba wyjechała z Czech. Ona i Vavra spotkali się w tym czasie raz, podczas jakiegoś jubla filmowego. Vavra udał, że jej nie widzi. Bał się, że rozmowa z nią, znajomośc z nią, ściągnie na niego kłopoty i ostracyzm środowiska.

        W "Gottland" spotkanie Vavry i Baarovej odgrywają aktorzy w stosownym wieku, próbują wczuć się w sposób myślenia i doświadczenie życiowe, i tak poprowadzić rozmowę, aby wyjaśnić przeszłośc, wyrazić uczucia, jakoś tę sympatię z dawnych czasów odrestaurować.

        Kolejna nowela, to historia pisarza Eduarda Kirchbergera. Ma formę... animowaną. Jedna jej część, to rozmowa na Skypie córki pisarza z dziennikarką próbującą dowiedzieć się czegoś o jej już nieżyjącym tacie, druga to narracja wyjaśniająca niektóre wątki jego losów, a trzecia - to przeniesione na ekran fragmenty jego opowiadania o amerykańskim pilocie zestrzelonym w czasie wojny amerykańsko-koreańskiej : jest ranny, ma kontuzjowaną nogę, w którą wdaje się zakażenie, sądzi że umrze, ale ratują go mieszkańcy wyspy, na którą się katapultował. Ludzie, których wcześniej ostrzeliwał ze swojego samolotu...

        Losy Kirchbergera były zaiste zawikłane. W czasie wojny był w ruchu oporu przeciw nazistom. Złapany i cięzko przesłuchiwany, przez wiele tygodni bity i pozbawiany jedzenia i snu, 2-krotnie stawiany przed plutonem egzekucyjnym, który strzelał... nad jego głową, wydał 13 swoich towarzyszy, których pojmano i zgładzono. Po wojnie był sądzony za "zdradę". Odsiedział 6 lat. A później został... komunistą. W pewnym momencie wyjechał na Zachód, ale tylko po to, by wrócić do kraju i wszędzie gdzie tylko można krytykować zachodnią kulturę, i tym bardziej przylgnąć ideowo do wartości komunistycznych. CHętnie donosił i współpracował z organami bezpieczeństwa.

        Czy był patriotą ? czy może jednak był zdrajcą ? Córka próbuje dojśc z tym do ładu, ale jednoznaczna ocena jest niemożliwa.

        Kolejna opowieść dotyczy pomnika Stalina, który swego czasu stał na Letnej w Pradze. Był największy na świecie. "Mieliśmy wrażenie, ze budujemy piramidę", zwierza się dżentelmen, który wówczas pracował przy powstawaniu tego monumentu.

        Po 89 pojawiło się pytanie : co z tym gargamelem począć ? Oczywiście zburzono go, ale brakowało pomysłów : co na jego miejscu zbudować ?

        I mamy tutaj wspomnienia ludzi, którzy "pod Stalinem" się, za dawnych czasów, umawiali, spotykali, prostytutek, które przyprowadzały tam klientów etc.

        A potem rózne sposoby zagospodarowania terenu dzisiaj. Ktoś rzuca pomysł postawienia małego pomnika Michaela Jacksona, ktoś inny chciał tam zrealizować akwarium-rekinarium, w podziemiach odbywały się jakieś alternatywe imprezy muzyczne, a także nadawało pirackie Radio Stalin.

        Myszkują tam też poszukiwacze śladów po dawnym pomniku.

        A na końcu mamy obraz powstałego [tam chyba] skateparku, jeden z młodych deskorolkowców powiada, że rzeczywistośc jest rozczarowująca i beznadziejna. Ot i morał.

        Ostatnia część, to wspomnienie Zdenka Adamca, który w 2003 roku w Pradze dokonał samospalenia, w miejscu w którym w 1969 roku w podobny sposób tragicznie zmarł Jan Palach.

        Palach protestował przeciwko interwencji wojsk UW w Czechosłowacji. Przeciw czemu protestował Adamec ?

        Jest to opowieść faktograficzna, odhacza kolejne daty jednocześnie pokazując miejsca, w ktorych wychowywał się Adamec, próbując z offu rekonstruować jego osobowośc i dociec motywów, które stały za jego czynem.

        Był to klasyczny outsider, tęgi okularnik, łatwy cel szykan ze strony szkolnych prześladowców. Obiekt troski nadopiekuńczej matki, z dobrej rodziny.

        Nie mieszkał w Pradze, wychował się w mieście leżącym ok 100 km od stolicy. Jako jeden z pierwszych w swojej szkole zainteresował się komputerami, internetem, informatyką. Cały swój wolny czas spędzał przed monitorem. Lubił też fizykę i matematykę. W sieci zakładał strony www., a a czasem zyskał tam nową tożsamość. Pod nickiem "satanik" instruował innych internautów "jak z żarówki zrobić bombę", albo "jak unieszkodliwić lampę uliczną". Bystry anarchista ;]

        POlicja się nim szybko zajęła, bo jego porady służyły róznym jegomościom do wykonywania aktów wandalizmu i destruowania obiektów użyteczności publicznej. Był zagrożony kara 2 lat więzienia.

        Potem nagle wyjeżdza do Pragi i znika. Po kilku dniach pojawia sie informacja, ze podpalił się i zmarł w wyniku obrażeń. Ratowali go policjant i jakiś przypadkowy przechodzień, ale bez skutku. BYł drugą ofiarą "Akcji Pochodnia".

        Zostawił listy, w których opisał swoją niezgodę na zastany świat, na upadek wartości i więzów międzyludzkich.

        Po jego śmierci w sieci odbyła się dyskusja na temat zarówno słuszności takiej formy protestu, jak i kondycji społeczenstwa, które takich ludzi jak on wypychało na margines i skłoniło ostatecznie do drastycznych form buntu.

        Z offu przytaczane są konkretne wypowiedzi : jedni uważają Adamca za bohatera, inni za wariata, czyli polaryzacja dośc naturalna.

        Film kończy jednak wypowiedź jednej z nauczycielek : "Ten świat stopniowo sam pozbawia sie duszy. Im mniej w nim takich "dziwaków" i nadwrażliwców jak Zdenek, tym gorzej dla tego świata". taka jest puenta, z którą nie sposób się nie zgodzić.

        I pytanie : jak ta ofiara zycia w akcie niezgodny na zło świata w czasach współczesnych [2003 r.] komunikuje się z ofiarą zycia Jana Palacha oddaną 34 lata wcześniej ?

        Sam wybór miejsca wiele mówi o łączności jaką musiał mieć Adamec ze swoim poprzednikiem, a sam czyn świadczy dobitnie o tym, że w każdym systemie politycznym, ustroju państwowym, modelu gospodarczym, kondycja społeczeństwa nigdy nie jest idealna i trzeba takich właśnie bohaterów, żeby otwierali innym oczy.

        w sumie : znakomity dokument !


        • mala_ciekawostka Re: "Gottland" - po seansie 24.08.17, 11:51
          Oglądałam opowieści o butach (zawsze nazwę wymawiałam jako "Bata", a tu okazuje się, że powinno się mówić "Bacia" - ciekawe :)), o aktorce i o Zdenku Adamcu. Książkę czytałam - polecam Greku! Koniecznie przeczytaj, ja ją "połknęłam" w jeden dzień, super rzecz! Fajnie było sobie przypomnieć te opowieści, tym razem w wersji filmowej. Pamiętam, że w książce największe wrażenie zrobił na mnie rozdział o tym pomniku Stalina - akurat tego fragmentu filmu nie obejrzałam (nie żył ładnych parę lat, znano już właściwie jego prawdziwe oblicze, a postawiono mu pomnik, zadziwiające...). Ogólnie naprawdę ciekawy i wciągający seans filmowy. Tak samo książka, więc Greku masz obowiązkową lekturę:)
          • grek.grek Re: "Gottland" - po seansie 25.08.17, 10:19
            dzięki, Mała Ciekawostko :]

            w filmie rozdział o pomniku też jest, fakt, jednym z najciekawszych, może najciekawszym. bardzo symbolicznym rozliczeniem z czasami minionymi. W czeskim stylu : bez zbędnego patosu, bez tromtadracji, ale racjonalnie - zburzyć, bo co do tego nie ma wątpliwości, ale ... co tam teraz postawić ?? :]] A autor "Gottland" świetnie zauwazył, że to co powstanie na miejscu pomnika będzie nieuchronnie takim znakiem współczesności i zachodzących przemian, jak pomnik był symbolem rządów komunistycznych.

            dzięki ! zdecydowanie ! jesli tylko wpadnie mi "Gottland" w zasięg ręki, albo/i wzroku ;], na pewno uchwycę i przeczytam :]

            • mala_ciekawostka Re: "Gottland" - po seansie 25.08.17, 11:35
              Koniecznie przeczytaj, naprawdę warto :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka