xurek
02.03.04, 13:01
Wiec zepsula mi sie mysz. Nie calkiem, ale dzialala jak chciala. Wiadomo,
takom mysz trza otworzyc i wyczyscic. Wiec otwieram, biore szpilke i zaczynam
dlubac. Wchodzi Behemot i pyta, co ja robie. Ja na to, ze czyszcze, bo nie
daziala. Behemot przewraca oczami, mowi „Xurek, gdzie ty zyjesz“ po czym
zaprowadza mnie do naszej szafy materialowej (nigdy tam nie chodze, jak
potrzebuje dlugopis to komus z biurka kradne :)) i pokazuje mi..... stos
myszy (co najmniej piec). Behemot je zakupil na wypadek zabrudzenia i wywala
zabrudzone od razu do kosza.....
Niby fajnie (nawet udalo mi sie samemu wtyczke wlozyc i mysz dziala), ale
potem sobie pomyslalam, ze chyba z nami cos jest nie tak..... Wyrzucac cos,
co jest wcale nie zepsute, tylko dlatego, ze inaczej trzeba by to bylo
wyczyscic?
Teraz siedzem i myslem o zniszczeniach srodowiska i innych takich i czujem
sie jakos tak dekadencko z tom nowom myszom.
Czy wy tez wszystko wyrzucacie, czy moze usilujecie jendak cos naprawic?
Xurek