akawill
08.04.04, 19:36
Właśnie mnie to czeka w najbliższym czasie. Po 3,5 roku żegnam się ze
znielubianą firmą i jestem z tego powodu prawie w ekstazie. Nie powiem że
czas całkowicie stracony ale dumnym też nie ma być z czego. I zastanawiam
się jak odejść. Nie mam żadnego kontraktu, ani okresu wypowiedzenia,
zatrudnienie jest typu "at will" czyli "dopóki jest wola" w pełnym tych słów
znaczeniu. Na razie widzę trzy opcje:
opcja 1: Grzecznie podziękować za zdobyte doświadczenie rzucając jakiś
komplement, przeprosić za zaburzenie w funkcjonowaniu firmy jakie moje
odejście może spowodować, zaofiarować daleko idącą pomoc w celu złagodzenia
skutków poprzez np. poświęcenie nawet kilku wieczorów albo weekendów na
ewentualne dokończenie aktualnych projektów oraz "bycie na telefon", pomóc w
znalezieniu nastepcy itd. itd.
opcja 2: Wygarnąć zdrowo szefowi za te wszystkie momenty (których było duże
mnóstwo) niekompetencji, wręcz idiotyzmu, braku profesjonalizmu i zwykłej
niesprawiedliwości, które się kiedyś przemilczało (hehehe, czasem to mi mowę
odebrało). Zobrazować pełną erekcją palców środkowych obu rąk.
opcja 3: Pospać w wybrany przez siebie dzień długo do jakiejś 11-ej, po czym
ziewnąć dwa razy, leniwym ruchem sięgnąć po telefon przy łóżku i zadzwonić do
firmy mówiąc, że mi się już nie chce tam przychodzić. Nastepnie walnąć się
dalej w poduchę.
Macie jakieś uwagi albo inne propozycje? Może fajne wspomnienia lub
ciekawostki?