swiatlo
11.05.04, 23:32
Klątwą Rosji Sowieckiej, a także Rosji w ogóle, jest jej wielkość.
To ta wielkość narzuca sposób myślenia, narodową filozofię, ona powoduje
arogancję, butę i imperialne zapędy.
Podobną sytuację można sobie wyobrazić w przypadku USA.
Proszę jednak sobie wyobrazić taki scenariusz. Wbrew pozorom nie jest on aż
taki nieprawdopodobny.
Otóż w wyniku pogłębienia podziałów ideologicznych, które i tak już są bardzo
głebokie i fundamentalne w USA, następuje oddzielenie się stanów
południowych. Tworzą one niezależną Konfederację, jak 150 lat temu. Tym razem
jednak bez wojny domowej, po prostu odchodzą i tyle. Wprowadzają Biblię jako
konstytucję i powstaje niezależny i teokratyczny rząd Konfederacji.
Następuje reakcja łańcuchowa: jako następna odrywa się potężna Kalifornia.
Po Kaliforni powstaje następny niezależny twór polityczny północnego zachodu:
Pacific Northwest.
Farmerski środek tworzy też własne państwo. Na koniec stany atlantyckiego
wschodu powołują ich własny kraj.
W efekcie mamy jakieś 5-6 niezależnych państw. Zawiązują one unię
ekonomiczną, podpisują traktat o przyjaźni i współpracy, ale są od siebie
politycznie niezależne. Oczywiście z wyjątkiem Południa, które nadal złowrogo
potrząsa Biblią.
Dodam także że Kanada przeżywa podobny proces: odrywa się Quebec i zachodnie
prowincje.
Wszystkie bazy militarne i wpływy zagraniczne byłych Stanów Zjednoczonych
zostają zlikwidowane.
W efekcie mamy nowy świat. Historia zaczyna się od nowa, od zera. Tak jakby
ktoś zrebootował komputer.
Ponowne narodzenie Świata...