Dodaj do ulubionych

"Moja" wioska!

21.06.04, 10:46
miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,2138642.html
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: "Moja" wioska! 21.06.04, 10:52
      No widzisz Morsuniu, sa dobre rzeczy i dobrzy ludzie na swiecie. Czasem o tym
      zapominam, ale ciesze sie, kiedy cos, jak ten link, mi przypomni.

      J. :)
      • morsa Re: "Moja" wioska! 21.06.04, 11:00
        Ja jestem tzw "fadder" tej wioski od 15 lat.
        Szczerze i serdecznie polecam, bo to bardzo
        powazna i dobra organizacja.
        Kazda pomoc dzieciom, nawet taka drobna,
        jest cenna. Otrzymuje regularnie listy,
        zdjecia i sprawozdania o losach wychowankow.
        W tym czasami tak podlym swiecie to jest
        jakis plomyk nadziei...
    • basia553 Re: "Moja" wioska! 21.06.04, 11:56
      Podziwiam od lat te "matki", ktöre niemalze rezygnujac z wlasnego zycia, tworza
      dla dzieci cieply i dobry dom.
      • morsa Link 21.06.04, 12:08
        Dla zainteresowanych podaje link:

        www.sos-childrensvillages.org/cgi-bin/sos/jsp/home.do?site=ZZ&navMeta=HOME&lang=en

        Informacja jest po angielsku, niemiecku,
        hiszpansku i francusku (na gorze po prawej stronie)
    • lalka_01 Chwile sie zastanawialam 21.06.04, 12:27
      czy sie wypowiedziec w tym watku, bo...mi dosc bliski (terytorialnie).
      W tym artykule napisano, ze takie wioski sa lepsze od domu dziecka i to napewno
      jest prawda. Ale moglo byc jeszcze lepiej. Dwadziescia lat temu do prowadznia
      tych domow zglosilo sie wiele malzenstw, niektorym nawet poczyniono nadzieje.
      Potem okazalo sie, ze to niezgodne z koncepcja Austriakow, pozostano wiec przy
      duecie mama plus ciocia (wymyslonym tuz po wojnie, bo takie a nie inne byly
      wtedy zasoby ludzkie). Role tatusia w tej spolecznosci pelni dyrektor, ktory ma
      tysiace innych obowiazkow.
      Reszta to zbyt daleko idace prywatne obserwacje. Powiem tylko tyle - Wioska to
      zamknieta spolecznosc, ktora z Bilgorajem jako takim nie miala i nie ma wiele
      wspolnego. A nie tak chyba mialo byc.
      Sorry Morsa za te uwagi, to ze wspierasz jest fajne i gleboko ludzkie.
      • xurek Nie chcialam zaklocac sielanki, 21.06.04, 14:42
        bo ostatnio tchorz forumowy jestem, ale jak juz Lalka zaczela, to dodam swoje.

        Ja w ogole bardzo sceptycznie podchodze do wszelkich projektow typu „placimy
        ilestam, dostajemy zdjecia i raporty i jestesmy przekonani, ze ratujemy swiat“.
        Moja wiedza na temat jest z pewnoscia zbyt mala, by na jej podstawie wyciagac
        jakies ogolne wnioski, tym niemniej dajaca do myslenia.

        Behemot wspieral przez lata miejscowy dom odwykowy dla narkomanow – tez
        dostawal zdjecia i raporty jak to sie resocjalizuja i dobrze im idze az kiedys
        dostalysmy list z policji mowiacy, ze mamy przestac na instytucje lozyc, bo
        facet co te datki zbieral (nie do kieszeni, podal nam konto i mial legitymacje)
        zbil na tym krocie i opuscil kraj. Organizacja i owszem, istnieje – dostawala
        ok 20% nazbieranej kasy....

        Mialam tez okazje przekonac sie „na miejscu“, czyli w Afryce, jak wyglada
        taka „dziecieca wioska“ i na co idzie kasa. Przede wszystkim na wygodnie zycie
        jej miejscowego managera.

        Weltwoche opublikowala kiedys artykul na temat „Patenschaft für Kinder“ (niech
        kto przetlumaczy, bo chyba o rodzicow chrzestnych nie chodzi?). Gazeta
        twierdzila, ze z kazdych 10 ofiarowanych Frankow dokladnie jeden idzie na
        potrzeby dziecka – reszte pozera administracja i korupcja.

        Moja mama pracowala przez lata w osrodku „rehabilitacji wszelkich“, czyli od
        czubkow poprzez uzaleznionych po psychicznie chorych. Tam tez byly takie
        rodziny zastepcze z ponad 10-cioma dziecmi. Rozmawiajac z ludzmi nie moglam sie
        oprzec wrazeniu, iz motywacja niejednych nie bylo dobro owych dzieci, tylko ten
        wygodny dom i calkiem przyzwoita dozywotnia kasa. Psychologiczna „dyrekcja“
        tego przedsiewziecia tez pozostawiala moim zdaniem wiele do zyczenia. Byl tam
        np. przypadek “swirnietych blizniakow”, ktorych swir polegal na tym, ze chcieli
        spedzic ze soba zycie, jeden mial byc zona, drugi mezem, jeden pracowac, drugi
        dbac o dom. Poza tym chodzili do szkoly i byli „w miare normalni“. Jako
        podstawe terapii rozdzielono chlopcow i obydwoje zamieszkali w
        roznych „dzieciecych wsiach“. To bylo pare lat temu – jeden popelnil
        samobojstwo, drugi znajduje sie na zamknietej psychiatrii. Ciekawe komu by to
        zaszkodzilo, gdyby se byli zalozyli te swoja „swirnieta rodzinke“.....

        Ja osobiscie, jezeli w ogole cos robie, to robie to osobiscie dla konkretnej
        osoby i zgory zdajac sobie sprawe z tego, ze 50% mojej pomocy zostanie
        przeznaczone na cele inne, niz przewidziane. Zorganizowanie takiej pomocy wcale
        nie jest takie trudne – nawet na urlopie w Polsce bez trudu mozna znalezc
        konkretne dziecko, ktoremu potrzebna jest pomoc.

        Xurek
        • ertes Re: Nie chcialam zaklocac sielanki, 21.06.04, 18:20
          W Kanadzie jest prawo wedlug ktorego jesli poprosisz to instytucja charytatywna
          ma udzielic dokladnej informacji ile pieniedzy pochlania administracja a ile
          dostaja ci co potrzebuja. Zanim zacznie komus sie przekazywac pieniadze mozna
          dokladnie dowiedziec sie kto oszukuje a kto nie.
          • xurek Ertes, Ty naprawde i do konca 21.06.04, 18:26
            w to wierzysz? Moze i informacje na temat tego, ile dociera do tej wsi w Peru,
            Burkina Faso czy innym Timbuktu sa i rzetelne, ale czy naprawde uwarzasz, ze
            to, ile z tego na miejscu kto zagarnie dla siebie da sie sprawdzic? Przy tym
            stopniu korupcji, ktory panuje w tych krajach? Ja mam watpliwosci.

            Xurek
            • ertes Re: Ertes, Ty naprawde i do konca 21.06.04, 18:42
              Z tym sie zgadzam. Dlatego tez nie daje pieniedzy na zadne cele.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka