Dodaj do ulubionych

Jakże szczęśliwi ci co wierzą

10.07.04, 01:19
Próbowałem już wiele razy. Raz nawet wydawało mi się że się udało. Nic z tego.
Znowu przychodzi pustka i zimno.
Podobno wiara to dar, tak jak miłość. Nie można się nauczyć miłości, ona musi
po prostu przyjść sama. Podobnie chyba jest z wiarą.
Co zrobić aby naprawdę uwierzyć? I nie chodzi mi tutaj o katolicyzm czy
islam, czy cokolwiek. Wiadomo że w żadną konkretną książkę ani instytucję już
nigdy nie uwierzę.
Ale jak uwierzyć po prostu w Boga, jak nabrać tej pewności że on jest i
słucha? Nie w Jezusa, nie w Mahometa, ale po prostu w samego Boga?
Obserwuj wątek
    • ertes Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 10.07.04, 02:08
      Czy uwazasz ze ci ktorzy nie wierza sa nieszczesliwi z zasady?
      • basia553 Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 10.07.04, 10:32
        Nie wiem ertesie, czy sa nieszczesliwi (wiem, nie mnie pytales). Ale moja
        zydowska przyjaciölka powiedziala mi kiedys z wielkim zalem, ze mi zazdrosci,
        ze w chwilach nieszczescia mam swojego Boga, co pomaga mi wierzyc w sens nawet
        najgorszych ciosöw, ktöre mnie spotykaja, Boga, w ktörym znajduje pocieszenie.
        Swiatlo, ja mysle, ze wiary nie mozna sie nauczyc. Dlatego uwazam, ze dobrze
        jest juz dziecko konfrontowac z wiara, zeby mialo tzw. baze, z ktörej potem
        moze czerpac. Co sie potem, w pözniejszym wieku z tym zrobi, to juz inna sprawa.
        Ale zaczynac w doroslym wieku od zera, jest naprawde trudne. Trzebaby chyba
        doznac jakiegos olsnienia, objawienia, czy ja wiem? Czy wolno zapytac, czy
        jestes z domu katolickiego?
        • swiatlo Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 10.07.04, 19:07
          basia553 napisała:

          > Czy wolno zapytac, czy jestes z domu katolickiego?

          Z anty-katolickiego.
          • tos.ka Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 10.07.04, 19:09
            > Z anty-katolickiego

            serio? a czy jestes tez z domu anty-religijnego wogol? bo jesli tez nie- to
            Twoja "obsesja"- nieco to zastanawia:)
          • ertes Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 10.07.04, 19:14
            > Z anty-katolickiego.

            To tak jak i ja. Ale to chyba widac :)
            Religia to jeszcze jeden system wladzy i biznesu. W Boga mozna wierzyc bez
            religii ktora probuje uczyc jak w niego wierzyc popelniajac przy tym najwieksze
            bledy. Taki sobie paradoks.


            Antyislamisci poczytajta se:
            news.bbc.co.uk/2/hi/middle_east/3880151.stm
            • tos.ka Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 10.07.04, 19:24

              > W Boga mozna wierzyc bezreligii ktora probuje uczyc jak w niego wierzyc
              popelniajac przy tym najwieksze
              > bledy. Taki sobie paradoks.

              przepraszam z intymne pytanie (mozesz nie odpowiadac)- a Ty jestes osoba
              wierzaca?
              czy dotykaja Ci-rozumiesz rozterki swiatla?
            • tos.ka a z drugiej strony 10.07.04, 19:32
              Twoje zaangazowanie (zreszta nie tylko Twoje) w zwalczanie "czarnej mafii"
              warte jest lepszej sprawy:)


              W Boga mozna wierzyc bez
              > religii ktora probuje uczyc jak w niego wierzyc popelniajac przy tym
              najwieksze> bledy. Taki sobie paradoks.
    • bella-donna Re: zmus sie jeszcze bardziej...o; 10.07.04, 12:41
      swiatlo napisał:

      > Próbowałem już wiele razy. Raz nawet wydawało mi się że się udało. Nic z tego.
      > Znowu przychodzi pustka i zimno.

      a jak tam ta Twoja "pieta" ?
    • pani-i-toto no kolejny przemowil 11.07.04, 09:32
      swiatlo wreszcie pokazalo swoja prawdziwa bezbozna nature. Po kilku latach
      naswiecania nic nie podejrzewajacej forumowej publiki wyszlo wreszcie szydlo z
      trojanskiego konia. Swiatlo to ancychrystus. Teraz wszystko jest jasne.

      stokroc
    • chris-joe Credo 11.07.04, 09:55
      Jakze szczesliwi ci, co potrafia fruwac- tak mowia ci, co fruwac nie potrafia.
      Lecz ci fruwajacy wcale niekoniecznie dostrzegaja czar danego im talentu-
      niesprzyjajace wiatry, mokre piora, zawirowania powietrza, wieczne problemy ze
      znalezieniem odpowiedniego ladowiska, no i ten cholerny bol w skrzydlach.

      W przeciwienstwie do Swiatly wychowalem sie w domu a-religijnym, a nie anty-
      religijnym. Religia nigdy tam nie istniala jako problem intelektualny, jako
      istotna opcja filozoficzna. Zgadzam sie, ze bylo to niejakie uproszczenie
      tematu, zawezenie pola wyjasnien dopuszczalnych. Byl to dom o tyle
      ideologicznie neutralny, o ile ideologiczny neutralizm jest wogole mozliwy.

      Nie bylem ochrzczony kiedy nalezalo. W wieku tuz przedkomunijnym odkrylem, ze
      nie moge isc do komunii wraz z reszta rowiesnikow (a do komunii przeciez sie
      szlo jak na obowiazkowy mecz pilki noznej, no i te zegarki Ruhli, i rower, i
      uroczyste przebieranki...), bo bez chrztu nie mozna. Zwierzylem sie wiec
      mamie, ze chce i chrzest i komunie. Mama poslala mnie na tajne przedchrzestne
      komplety- tajne nie bronboze przed komuna, lecz przed gawiedzia uliczna.
      Komplety zaliczylem, chrztu w calej swiadomosci wyrostka doswiadczylem, a tuz
      po tym wlozono na mnie garniturek i dumny, z cala parada rowiesnikow,
      pomaszerowalem do pierwszej komunii.
      Przy okazji kompletow jednak, dowiedzialem sie takze, ze mama JEST religijna-
      ona uczyla mnie pacierza, doksztalcala w zakresie, wyjasniala itp.

      Tuz po otrzymaniu Ruhli i rowera zerwalem z panembogiem i nie zeszlismy sie juz
      nigdy.

      Czy dorastanie w domu anty-religijnym utrudnilo Swiatle "dojscie do Pana Boga"
      bardziej, niz dorastanie w domu religijnym utrudnia uwolnienie sie od religii
      aspirujacym ateuszom? Nie wiem.

      Czy jest zloty srodek? Moze jest. A moze go nie ma.

      Mimo, iz myslenie religijne teoretycznie jest irracjonalne, jest ono jednak,
      badz byc powinno -tak mi sie wydaje- konkluzja czysto intelektualna. I w tym
      znaczeniu wychowanie nie powinno odgrywac istotnej roli. Najglebsi teisci, to
      chyba teisci z wyboru, z wyrachowania, z intelektualnej konkluzji. I -
      analogicznie- wielu najplytszych teistow, to teisci "z musztry", z wychowania,
      ze tak jest, a nie inaczej.

      Mam chwile, kiedy wydaje mi sie, ze zazdroszcze wierzacym - w sposob
      najbardziej prostacki, ale i najbardziej ludzki: ze oni maja "Cos" przed czym
      niekiedy moga pasc na kolana, oddac sie zupelnie, sie zawierzyc i ukorzyc;
      zrezygnowac z bycia silnym, pasc krzyzem i oswiadczyc "Jestem Twoj, ufam Ci,
      badz wola Twoja".
      Jest to szalona pokusa i chetnie bym sie jej poddal, gdybym... potrafil to
      uczynic pozostajac w zgodzie z mymi intelektualnymi konkluzjami, jakiekolwiek
      one sa.

      • swiatlo Re: Credo 11.07.04, 15:54
        chris-joe napisał:

        > Mam chwile, kiedy wydaje mi sie, ze zazdroszcze wierzacym - w sposob
        > najbardziej prostacki, ale i najbardziej ludzki: ze oni maja "Cos" przed czym
        > niekiedy moga pasc na kolana, oddac sie zupelnie, sie zawierzyc i ukorzyc;
        > zrezygnowac z bycia silnym, pasc krzyzem i oswiadczyc "Jestem Twoj, ufam Ci,
        > badz wola Twoja".

        I tylko o to mi chodziło. O nic więcej.
        A jeśli chodzi o "intelektualne konkluzje" to nie sądzę aby "intelektualizm"
        miał cokolwiek wspólnego z wiarą.
        • jan.kran Re: Credo 11.07.04, 16:06
          Ja zaczelam wierzyc w Boga jakos tak niedawno. Duzo sie w moim zyciu zdarzylo w
          ciagu ostatnich trzech lat i nagle sobie w pewnym momencie uswiadomilam , ze
          mam poczucie ze ktos nade czuwa.
          Nie chce tego zbyt rozciagac, ale jest mi dobrze z tym nowym uczuciem.
          Zwlaszcza , ze nie mam ochoty ani na kosciol ani na sakramenty. Tylko tak sobie
          po cichu i swojemu wierze. K.
        • ertes Re: Credo 11.07.04, 16:17
          Znaczy sie Wam nie Wiara jest potrzebna a ktos lub cos do kogo mozna sie pojsc
          poskarzyc albo obwinic o niepowodzenie.
          Jednak jak sie przyjrzec zjawisku z drugiej strony to czy nie o to chodzi po
          prostu w wierze?
          • lucja7 Nielogiczna logika 12.07.04, 09:43
            Nie mozna oczywiscie powiedziec ze wierzacy sa szczesliwi.
            Mozna jednak powiedziec ze wierzacym jest zyc latwiej.
            Nieracjonalne jest wiec nie wierzyc, bo przeciez, przynajmniej teoretycznie,
            nikt nie chce sobie zycia utrudniac.
            I paradoksalne jest to ze im bardziej jestesmy racjonalistami, tym mniej
            wierzymy!
            Jesli chodzi o mnie, uwazam ze zycie bez wiary nie jest mozliwe, albo co to za
            zycie!
            lucja7.
    • xurek Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 12.07.04, 09:46
      Religijny dom nie jest zadna gwarancja niczego. Ja wychowalam sie miedzy domem
      bardzo religijnym (dziadkowie) i a-religijnym (rodzice). Widzac od poczatku
      dwie mozliwe drogi zawsze mialam swiadomosc, ze musze wybrac, bo nic nie
      jest „dane i oczywiste“. Nie udalo mi sie wybrac wiary w Boga, bo nie potrafie
      uwierzyc – zbyt wiele sprzecznosci, zbyt wiele niedomowien, zbyt wiele rzeczy,
      w ktore uwierzyc moglabym tylko „na sile i nie naprawde“. Nie udalo mi sie
      jednak tak calkiem do konca przestac wierzyc. Byly okresy, kiedy bylam zupelnie
      przekonana, ze nic poza tym „tu i teraz“ nie istnieje, potem znow zdarzaly sie
      rzeczy, ktore zupelnie nie pasowaly do tego konceptu, zawsze jednak obarczone
      cieniem watpliwosci badz podejrzeniem zludy, tak ze nigdy nie udalo mi sie na
      ich podstawie uwierzyc. I tak sie miotam miedzy zupelnym ateizmem a rodzajem
      deizmu – konkretna religia nie jest mi potrzebna i chyba nie istnieje taka,
      ktora moglabym przyjac. Chwilowo znow sklaniam sie ku teorii, ze nie ma nic
      poza naszym zyciem tutaj, ale do konca przekonana nie jestem.
      Bardzo zazdroszcze ludziom, ktory w tej materii sa w stanie podjac decyzje,
      obojetnie jaka. Decyzja i gleboka wewnetrzna pewnosc, ze jest tak albo siak
      rozwiazuje wiele dylematow i pomaga ustawic zycie w zadowalajacym kierunku. Tak
      wiec dla mnie nawet absolutna niewiara bylaby lepsza, niz ta wieczna
      niepewnosc. Tym niemniej podobnie jak Swiatlo uwazam, ze wierzacym jest latwiej
      (co nie oznacza koniecznie, ze sa szczesliwsi). Latwiej, poniewaz istnieje dla
      nich nadrzedna sila, na ktora mozna zlozyc chociazby czesc odpowiedzialnosci.

      Xurek na wiecznym rozdrozu
      • lucja7 Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 12.07.04, 10:07
        Swiatlo napisal ze sa szczesliwi (jak w tytule).
        To ze im latwiej zyc, napisalam ja.
        Ku sprostowaniu:)))
        lucja
        • xurek ku sprostowaniu calkowitemu :))) 12.07.04, 10:25
          to ja przeczytalam Twoj post dopiero po wyslaniu mojego - pisalam go w czasie,
          kiedy Ty wysylalas swoj. Poza tym sie zgadza :))

          Xurek
          • jan.kran Re: Odpowiedzialnosc. 12.07.04, 18:12
            Ja nie wiem czy wierzacym jest latwiej. Zalezy jak sie pojmuje wiare. Ja jako
            rodzaj handlu. Bede sie starala zyc dobrze i uczciwie to Bozia mnie mnie
            wynagrodzi :-)))
            K.
            • lucja7 wiara a handel 12.07.04, 18:21
              Drogi Kranie, gdybym byla bozia, bylabym cie zdyskwalifikowala i wyslala do, no
              niech ci bedzie, czyscca:))
              Musisz jeszcze duzo, duzo sie starac, ty grzesznico!
              lucja.
    • clairejoanna Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 12.07.04, 22:44
      Nie da się tak o! uwierzyć w Boga. Albo się wierzy, albo nie. Albo się jest tego
      pewny, albo nie.
      Ja po prostu uważam, że nie jest to możliwe, że roślińka sobie tak po prostu
      rośnie, że ja jestem tylko produktem dzielących się komórek, że Big Bang nagle
      powstał bez niczyjej pomocy. Musi być jakaś siła, która daje życie, kończy je
      ect. I ja tą siłę tłumaczę sobie Bogiem.

      Niektórzy z moich znajomych są ateistami. Nie wiem, jak Oni mogą być przekonani
      o tym, że to wszystko to tylko prawa fizyki, biologia, trochę chemii. Dla mnie
      jest to po prostu cud, który bez Boga nie byłby możliwy.

      Pozdrowienia,

      CJ
      • jutka1 Claire.. 13.07.04, 00:26
        clairejoanna napisała:

        > Niektórzy z moich znajomych są ateistami. Nie wiem, jak Oni mogą być
        przekonani o tym, że to wszystko to tylko prawa fizyki, biologia, trochę chemii.
        Dla mnie jest to po prostu cud, który bez Boga nie byłby możliwy.
        ***********
        Nie przejmuj sie, z wiekiem i wiedza przyjda watpliwosci :))))))

        A potem rozne iluminacje, niekoniecznie overnight. I nastepne watpliwosci, i
        nastepne iluminacje, i tak juz cale zycie.
        Przeczytaj cos napisane przez/o Primo Levi.
        Jutka
    • ertes Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 12.07.04, 22:48
      > Wiadomo że w żadną konkretną książkę ani instytucję już
      > nigdy nie uwierzę.


      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2176601.html
    • akawill Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 14.07.04, 03:30
      Który

      Który stworzyłeś
      pasikonika jak szmaragd z oczami na przednich nogach
      czerwoną trajkotkę z wąsami na głowie
      bociana gimnastykującego się na łące
      kruka niosącego brodę z dłuższych piór
      barana znającego tylko drugą literę łacińskiego alfabetu
      kolibra lecącego tyłem
      słonia wstydzącego się umierać może dlatego że taki duży
      osła tak miłego że głupiego
      kowalika chodzącego do góry ogonem
      zresztą wszystkich co nie wiedzą dlaczego ale wiedzą jak
      kanciaste orzeszki buku co pękają tylko na czworo
      anioła po nieobecnej stronie -
      • kan_z_oz Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 14.07.04, 12:01
        Wiara nie ma nic wspolnego z wychowaniem, wyksztalceniem i Bogiem. Instytucja
        Kosciola przez lata utrzymywala mnie z dala od mozliwosci poglebiania tematu
        wiary. Zawsze wierzylam, ale konwencjonalne 'kanaly' nie byly w stanie mnie
        przekonac lub naprawde przyciagnac.
        Nie widze wielkiej roznicy miedzy 'wierzacymi' i 'niewierzacymi', to jak
        roznica miedzy 'tymi ktorzy chca' i 'tymi ktorzy moga chciec'. Podobno czas i
        tak jest tylko problemem na ziemi, z tego punktu widzenie jest to wiec bez
        znaczenia.
        Pzd
    • lalka_01 Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 14.07.04, 12:25
      Moze bede niemila dla kol. Swiatlo, ale w zyciu nie slyszalam, zeby ten, co nie
      wierzy odczuwal "pustke i zimno". Istota "niewiary" jest w koncu przekonanie,
      ze nie ma w co wierzyc, co samo w sobie chyba nie jest wnioskiem ani smutnym,
      ani wesolym.
      Jesli sie jednak odczuwa to jako "pustke i zimno", to albo sie watpi, szuka i
      chce (wiec gdzie tu "niewiara"), albo tylko tak sie pisze, z nudow.
      • xurek nie zgadzam sie 14.07.04, 12:35
        prosty przyklad. Ktos nie wierzy, bo mu wg. wlasnych kalkulacji wychodzi, ze
        nie ma w co wierzyc i ze to "omamy zludne". Jednoczesnie widzi, ze inny
        naprawde wierzy, np. w raj, wieczne zycie itp. Nawet majac subiektywna
        swiadomosc, iz ten drugi dal sie omamic mozna mu wciaz jeszcze zazdroscic,
        poniewaz wierzac w ten omam zyje mu sie "cieplej" i wciaz jeszcze moze
        niewierzacemu byc zal, ze nie istnieje cos takiego jak raj i wieczne zycie i ze
        cieplej i pelniej by bylo, gdyby istnialo.

        Xurek
        • lalka_01 Re: nie zgadzam sie 14.07.04, 12:49
          ale to troche tak, jakbys zazdroscila choremu psychicznie jego wizji albo
          narkomanowi jego odlotow. Patrzac z Twojego punktu widzenia, bo ja niby stoje
          po tej drugiej stronie.
          • xurek Dokladnie tak 14.07.04, 13:40
            Co prawda chyba b. rzadko zdarza sie wypadek choroby psychicznej, ktory w calym
            swym obrazie bylby zdecydowanie bardziej pozytywny niz „normalne zycie“ (mnie
            nie jest on znany), ale gdyby istnial to i owszem, godny jest zazdrosci i nie
            wiem, czy nie dalabym sie „zarazic“ :)).
            To samo dotyczy wizji narkomanskich – nie zazdroszcze poniewaz dysproporcja
            miedz tymi paroma wzlotami a negatywnymi konsekwencjami jest nieprzekonujaca,
            gdyby jednak istnial „narkotyk szczesliwosci bez skutkow ubocznych“ to
            zdecydowalabym sie na natychmiastowe uzycie :)).

            Patrzac z perspektywy niewierzacego (czyli braku jakichkolwiek „pozaziemskich
            konsekwencji ziemskich czynow“) jedyne co tak naprawde gra role
            to „szczesliwosc tu i teraz“. Jezeli wiec istnieje jednostka chorobowa badz
            srodek chemiczny zapewniajacy owa w znacznie wiekszym stopniu niz „swiadomy
            byt“, to nie widze zadych przeciwwskazan, by go uzyc. Pod warunkiem oczywiscie,
            iz zapewnia on rowniez calkowicie poczucie „realnosci i prawdziwosci nowej
            sytuacji“, czego nie zapewniaja ani znane mi choroby psychiczne ani narkotyki,
            doglebna wiara jednak tak.

            „Patrzac z Twojego punktu widzenia, bo ja niby stoje po tej drugiej stronie.”

            Jezeli dobrze zrozumialam Twoje zdanie (czyli, ze jestes wierzaca) to jest ono
            jak dotad jednym z niewielu czesciowo przekonujacych mnie dowodow na to, ze Bog
            i wszystkie tego konsekwencje istnieje. Znam paru ludzi, ktorych uwazam za
            zdecydowanie madrzejszych i inteligentniejszych ode mnie, ktorzy sa gleboko
            wierzacy (religia nie gra roli). I tak sobie mysle, ze ci ludzie nie moga
            sobie „mydlic oczu“, tylko ze naprawde znalezli droge przekonania samych
            siebie, ze „teoria Darwina“ plus „logiczne myslenie“ plus „brak dowodu na
            istnienie“ daja sie pogodzic z teoria, ze Bog jest. Nigdy jednak nie bylo
            okazji, by z kims takim moc zasiasc do tygodniowej rozmowy a te krotkie wymiany
            zdan w wiekszym gronie nigdy nie doprowadzily do mojego „nawrocenia“ :((.

            Xurek, niewierny Tomasz :))
            • ertes Re: Dokladnie tak 14.07.04, 16:06
              Znam paru ludzi, ktorych uwazam za
              > zdecydowanie madrzejszych i inteligentniejszych ode mnie, ktorzy sa [[....]

              Zawsze mnie troche smieszylo takie tlumaczenie sobie wlasnego wierzenia gdyz
              mozna znalezc taka sama liczbe osob inteligentniejszychh ktorzy nie wierza albo
              wierza w zupelnie innego boga czy bogow.


              > Patrzac z perspektywy niewierzacego (czyli braku jakichkolwiek „pozaziems
              > kich
              > konsekwencji ziemskich czynow“) jedyne co tak naprawde gra role
              > to „szczesliwosc tu i teraz“.

              Wole wlasnie takie podejscie niz na przyklad strach przed sadami, ocenami,
              karami itp w zyciu poza zyciem. Ale to w zasadzie kwestia wybrania jak sie
              wierzy a nie czy. A „szczesliwosc tu i teraz“ i tak probujesz osiagnac tylko ze
              wszelkie niepowodzenia tlumaczysz sobie ze gdzies tam bedzie lepiej a to jest
              jedna z podstaw wiary.
              • xurek do Ertesa 14.07.04, 16:27
                Zawsze mnie troche smieszylo takie tlumaczenie sobie wlasnego wierzenia gdyz
                > mozna znalezc taka sama liczbe osob inteligentniejszychh ktorzy nie wierza
                albo wierza w zupelnie innego boga czy bogow.

                Z "innymi bogiami" napisalam przecie, ze religia nieistotna. Co do reszty z
                pewnoscia mozna, tym niemniej ta pierwsza kategoria istnieje i ma jakastam wage
                w rozwazaniu problemu, czy Bog jest, czy nie, ktorego jeszcze dla siebie do
                konca nie rozwiazalam. A Ty?

                wszelkie niepowodzenia tlumaczysz sobie ze gdzies tam bedzie lepiej a to jest
                > jedna z podstaw wiary.

                Nie uwazasz, ze jezeli naprawde sie w to wierzy, to jest to bardzo pocieszajace
                i dodajace otuchy pocieszenie? Dla mnie by bylo. No i o ile latwiejsza bylaby
                smierc bliskich wiedzac, ze znow sie ich spotka....

                Xurek
                • ertes Re: do Ertesa 14.07.04, 16:44
                  > tym niemniej ta pierwsza kategoria istnieje

                  Istnieje rowniez ta druga (albo pierwsza jak kto woli) kategoria i mysle ze one
                  sie razem wykluczaja czyli pozostajesz tylko ty czy ja czy ktokolwiek. Znaczy
                  sie jest to jednak indywidualna decyzja a ogladanie sie na innych nie ma sensu.
                  Ja mam problem rozwiazany: nie wierze i nie ma watpliwosci. Jesli spotyka mnie
                  niepowodzenie to winie tylko siebie i wiem ze nastepnym razem nie popelnie bledu
                  bez ogladania sie na kogos kto kiedys, moze, jakos cos dla mnie zrobi.

                  > Nie uwazasz, ze jezeli naprawde sie w to wierzy, to jest to bardzo pocieszajace
                  >
                  > i dodajace otuchy pocieszenie? Dla mnie by bylo. No i o ile latwiejsza bylaby
                  > smierc bliskich wiedzac, ze znow sie ich spotka..

                  Oczywiscie. Tu nie ma watpliwosci. Jest to kolejna przyczyna do uwierzenia.
                  Gdy zestawisz wszystkie tego typu przyklady dlaczego i w jakim celu ludzie
                  wierza wtedy staje sie jasniejszy sam sens wiary. Mozna tez zrozumiec jak
                  zjwisko wiary powstalo i dlaczego jest tak silne. Jesli jakas jednostka uwaza ze
                  jest jej lepiej, wygodniej w zyciu to niech sobie wierzy w co chce i odwrotnie,
                  jesli ktos niechce wierzyc bo mu to niepotrzebne to nie znaczy ze jest
                  nieszczesliwy, ze nie umie poradzic sobie z problemami, porazkami i nieszczesciami.
                  • xurek To nie o to chodzi 14.07.04, 17:21
                    Wydaje mi sie, ze nie masz racji mowiac, ze “niech sobie wierzy w co chce i
                    odwrotnie”, nie kazdy potrafi wierzyc, ja na przyklad nie potrafie, chocbym nie
                    wiem jak chciala, bo mi moj rozum podpowiada, podobnie jak Tobie, ze jest to
                    tylko “wymyls ze strachu” i juz. Wiara nie jest mi rowniez potrzebna po to, by
                    poporsic Boga o pomoc – radze sobie calkiem dobrze rowniez bez niej.

                    Mimo wszystko nie jestem nie wierzaca do konca, poniewaz tak samo nie potrafie
                    uwierzyc, ze coponiektorzy ludzie, ktorzy moim zdaniem sa naprawde swiatli,
                    byli w stanie te wiare sobie “wmowic” po to, by poczuc sie lepiej. Oni musieli
                    byc w stanie racjonalnie myslac dojsc do wniosku, ze Bog jest, czyli innego,
                    niz “moj racjonalny”… Wiec cos sie nie zgadza.

                    Poza tym zdarzylo mi sie przezyc raz w sposob dla mnie absolutnie „udowodniony“
                    faceta, ktory byl w stanie czytac moje mysli i to nie na zasadzie „dobrych
                    psychologicznych znajomosci“ (opisywal dokladnie ludzi, ktorych twarze sobie
                    przypominalam i miejsca mojego dziecinstwa, ktorych napewno nigdy nie widzial i
                    napewno o nich nic nie mowilam i nie mielismy wspolnych znajomych). Ten facet
                    rownoczesnie uparcie twierdzil, ze Bog jest i ze mozna z nim komunikowac,
                    trzeba tylko chciec i sie nauczyc. Powiedzial rowniez wiele o moich zmarlych
                    (tez bez zadnych informacji) i „przekazal“ mi cos od nich. Udowodnionym jest,
                    ze potrafil cos na plaszczyznie, ktora jest dla mnie zupelnie niedostepna,
                    czyli jest w jakis sposob „spirytualnie do przodu“. Dlaczego mialby wiec
                    opowiadac mi te brednie – mogl rownie dobrze twierdzic, ze to telepatia czy
                    inne pola silowe czy bog wie co... No i nie chcial zadnej kasy ani w ogole nic,
                    wiec ta motywacja tez odpada....

                    Ale jak wrocilam do domu i znow zaczelam sobie wyliczac wszystkie „za i
                    przeciw“ to znowu mi wyszlo, ze jest tylko to „tu i teraz“ a facet po prostu
                    odbiera jakies dla wiekszosci nieodbieralne fale. Ale nie jestem juz taka
                    pewna....

                    I jeszcze sny, ktore czasem „snimy rodzinnie“, dokladnie takie same, tej samej
                    nocy, bedac oddzieleni setkami kilometrow. Naprawde...

                    Ja bardzo bym chciala miec „jasnosc sytuacji“, ale mimo podeszlego wieku wciaz
                    jeszcze nie mam..

                    Xurek
                    • ertes Re: To nie o to chodzi 14.07.04, 18:10
                      Moje "odwrotnie" dotyczylo tych ktorzy niechca i nie umieja wierzyc wiec w sumie
                      mam podobne zdanie.

                      Co jednak dalej poruszasz to mysle, ze wychodzi poza ramy wiary rozumianej jako
                      wierzenie w Boga.
                      Jest calkiem sporo ludzi ktorzy w Boga jako istote nie wierze ale jednak wierza
                      ze nie jestesmy tylko zlepkiem atomow wedlug jakiegos tam schematu. Ja odrzucam
                      i ten model uwazajac ze w momencie wygasniecia energii dajacej nam zycie
                      przestajemy istniec w wszelkich wymiarach. Jednak jesli przyjac tego typu
                      zalozenie to rowniez mozna by dojsc do wniosku ze energie nas otaczajaca da sie
                      odczytac. To by tlumaczylo tych ktorzy potrafia "czytac w myslach". Energia
                      dajaca nam zycie w powloce czlowieka nie zanika tylko istnieje dalej i
                      rzeczywiscie, mozna spotkac tych ktorzy odeszli w takiej plaszczyznie.
                      Tego typu wyjasnienie pasuje mi duzo bardziej niz istnienie Boga ktory z jednej
                      strony jest taki dobry a z drugiej jest najgorszym tyranem i morderca.

                      > I jeszcze sny, ktore czasem „snimy rodzinnie“, dokladnie takie same
                      > , tej samej
                      > nocy, bedac oddzieleni setkami kilometrow. Naprawde...

                      I znow teoria energetyczna moze to wytlumaczyc :)

                      > Ja bardzo bym chciala miec „jasnosc sytuacji“, ale mimo podeszlego
                      > wieku wciaz
                      > jeszcze nie mam..

                      Well, kazdy z nas sie przekona wczesniej czy pozniej...
                      • xurek to Twoje wyjasnienie 15.07.04, 13:34
                        trzyma sie kupy. Ale co oznacza taki model? Ze nie ma nic wiecej niz to "tu i
                        teraz" ale na roznych plaszczyznach? I co Twoim zdaniem jest ta "energia
                        zycia". Czy to nie to samo, co dla innych dusza?

                        Xurek
            • lalka_01 Hej Niewierny! 15.07.04, 10:12
              • lalka_01 Re: Hej Niewierny! 15.07.04, 10:14
                Kto by Cie tam przegadal Xurek! A juz na pewno nie ja :-)))))
                • xurek hm..... 15.07.04, 13:35
                  to moze dlatego mnie tak trudno nawrocic, bo sie "przegadac" nie da :)))?

                  PS: pani Irence, psiapsiolce mojej mamusi, udaje sie to jednak doskonale :)))
      • lucja7 Nieszczesliwy ze nie wierzy? 14.07.04, 18:02
        Zgadzam sie lalka z toba w zupelnosci. Mozna rowniez tak pisac z checi
        zwrocenia na siebie uwagi, jestem zagubiony....podswiadoma chec szukania
        ratunku.
        Moze frustracja?
        W koncu elementy racjonalne prawidlowo zarzadzane zycia powinny teoretycznie
        dac satysfache. A tu cholera nic sie nie klei!!
        No wiec walic po mordach pozostaje(ten sam autor pisal tak kiedys).
        lucja:)))
      • szfedka trudno nie wierzyc w nic... 14.07.04, 18:10
        i nawet niewierzacy wierza ale nie w jakiego Boga, nie maja ustalonej religii.
        Maja swoje przekonania, wiare wychodzaca z nich samych i dlaczego by mieli
        odczuwac bardziej pustke niz Ci ktorzy swoja wiare nabrali z jakiejs
        ksiazeczki, z nakazow i zakazow?
        W kazdym badz razie nie maja tej mozliwosci aby robic zle a potem naszeptac
        komus do uszka i dostac wybaczenia. I potem a piac od nowa, znowu grzeszyc
        mozna...
        • swiatlo Hej, hej, powoli! 14.07.04, 20:00
          szfedka napisała:

          > i nawet niewierzacy wierza ale nie w jakiego Boga, nie maja ustalonej
          religii.
          > Maja swoje przekonania, wiare wychodzaca z nich samych i dlaczego by mieli
          > odczuwac bardziej pustke niz Ci ktorzy swoja wiare nabrali z jakiejs
          > ksiazeczki, z nakazow i zakazow?
          > W kazdym badz razie nie maja tej mozliwosci aby robic zle a potem naszeptac
          > komus do uszka i dostac wybaczenia. I potem a piac od nowa, znowu grzeszyc
          > mozna...

          Błędne zrozumienie tematu wątku.
          Nie pisałem o żadnych spowiedziach ani odpustach. W ogóle miał być to wątek
          dość intymny, a nie jak to ktoś tutaj napisał: rzucanie słowami z nudów.

          Spowiedzi, odpusty i katechizmy zupełnie mnie nie iteresują. Nie interesuje
          mnie też żadna konkretna religia roszcząca sobie prawo do posiadania prawdy
          absolutnej.
          Interesuje mnie natomiast miłość samego Boga, jeśli taki w ogóle istnieje.
          A jeśli już w ogóle istnieje, to podejrzewam że jest znacznie, znacznie większy
          niż wszystkie Biblie, Korany i Tory, Mojżesze i Hioby razem wzięte.
          A jeśli mam iść do piekła za te słowa, to znaczy że jest to nie Bóg ale Szatan,
          więc tym bardziej nie chcę mieć z nim nic wspólnego.

          Był taki film "Conan" z Arnoldem Schwarzeneggerem. Na koniec filmu Conan
          odmawia swoją słynną modlitwę:
          "Cram, nigdy się do ciebie nie modliłem bo zawsze mi było na to szkoda czasu.
          Jednak teraz modlę się do ciebie, abyś spełnił mi to jedno jedyne życzenie: daj
          mi zemstę. Tylko to!
          Ale jeśli teraz mnie nie słuchasz, to idź do piekła!".

          Piękna modlitwa, prawda? Dodam tylko że Cram tak się wzruszył tą modlitwą, że
          spełnił Conanowi jego życzenie zemsty.
          • szfedka ok, a wiec jesli o milosc chodzi... 14.07.04, 20:15
            to kocham moje dzieci...
            • swiatlo i słusznie... /nt 14.07.04, 20:18

    • kan_z_oz Re: Jakże szczęśliwi ci co wierzą 15.07.04, 12:35
      Jeszcze raz; nigdy nie wierzylismy w Boga, ale wierzylismy w to 'cos'. Nie mam
      zamiaru wchodzic w szczegoly; ale moj maz komunikuje sie z innymi (prosze mnie
      nie pytac z kim!) w jezykach ktorych nie rozumiemy. Wiadomosci ktore docieraja
      do mnie (bardzo sceptycznej i materialnej osoby) nie maja w sobie nic
      racjonalnego. Proboje nie racjonalizowac.
      Wniosek; wystarczy chciec i dzieja sie rzeczy ktorych racjonalnie nie jestem w
      stanie wytlumaczyc.
      Zycze podobnych wrazen!
      Kan
      • xurek do Kan 15.07.04, 13:32
        „Nie mam zamiaru wchodzic w szczegoly; ale moj maz komunikuje sie z innymi
        (prosze mnie nie pytac z kim!) w jezykach ktorych nie rozumiemy.“

        Kan, z czystej ciekawosci, czy moglabys blizej wyjasnic? Maz mowi w jezyku,
        ktorego nie zna czy komunikuje w inny sposob (np. sens, trans itd). Naprawde
        mnie to interesuje.

        Xurek
    • akawill Trzy po trzy 16.07.04, 05:12
      Pamiętam że kiedyś w znajomym duszpasterstwie akademickim owieczki poszukujące
      lub ciekawe "łapały się" na słowa: "Jezus Cię kocha, bezgranicznie". Głupawe
      stwierdzenie, któremu bez większego wysiłku można dać odpór bazując na swoim
      intelekcie, mądrości i doświadczeniu. Ale niektórzy przyjęli bez rozumowania.
      Może dlatego że na miłość miłośią. Zresztą to, że rozumem, intelektem i
      doświadczeniem naukowym (nie osobistym) nie da rady to już się filozofy
      wypowiadały i można sobie dać z tym spokój.

      Jest taki film: "Tragedia Posejdona" ("Poseidon Adventure"). Ani chybi pomysł
      zerżnięty z Titanica i kontynuacja filmów tragicznych (zapoczątkowanych bodajże
      przez Godzillę). W samej akcji, która zresztą trąci już myszką, wplecione są
      dwie postacie duchowne. Jedna w obliczu wielkiej tragedii, z grupą wiernych
      skupia się na modlitwie o wybawienie z opresji poza tym właściwie bez celu
      błąkając się po wraku okrętu. Druga postać jest zajęta ratowaniem siebie i
      innych, pokonując różne przeciwności, przy okazji poświęcając swoje życie żeby
      inni mogli się uratować. Bez czasu na modlitwę i w porównaniu z tamtą pierwszą
      postacią ...całkiem bezbożnie. Ale to tylko Hollywood.

      Rzeczywiście jest w tym Kościele mnóstwo zakazów, nakazów, przykazań,
      oficjalnych stanowisk, ex cathedra, albo ex ambona zalecenia grzmiące,
      ingerencyjny rachunek sumienia itp. Jest tez casus zbrodniarza na krzyżu,
      który o ile wiadomo do żadnego przykazania się nie stosował a dostał w
      kluczowym dla chrześcijaństwa momencie od samego Szefa zapewnienie ekspresowego
      zbawienia w odpowiedzi na pojedynczy akt woli. Czy to ta sama wiara czy jakaś
      iluzja?
    • starypierdola Ucz sie od ... 16.07.04, 07:27
      ... G.W. Bush'a. On tez "born again Christian". A w mlodosci byl lajdakiem ...

      SP
      • swiatlo Re: Ucz sie od ... 16.07.04, 09:17
        starypierdola napisał:

        > ... G.W. Bush'a. On tez "born again Christian". A w mlodosci byl lajdakiem ...

        Psia kość, ja nigdy nie byłem łajdakiem. Choć nigdy nie jest za późno...
        • starypierdola Sorry, zle napisalem ... 17.07.04, 04:56
          Mialo byc huncwot czy miglanc.

          Ale do Indian strzelal!!

          SP
          • kan_z_oz Re: Sorry, zle napisalem ... 17.07.04, 13:36
            Xurek napisal; Kan, z czystej ciekawosci, czy moglabys blizej wyjasnic? Maz
            mowi w jezyku,
            ktorego nie zna czy komunikuje w inny sposob (np. sens, trans itd). Naprawde
            mnie to interesuje.

            Napisze na prywatne.
            Pzd z Sydney
            • don2 Re: Sorry, zle napisalem ... 18.07.04, 17:50
              uzywanie jakiegos "dziwnego " jezyka moze swiadczyc o opetaniu przez szatana.
              osobniki nawiedzone,opetane przez szatana tak wlasnie pozozumiewaja sie z
              szatanem i tak tez wzywaja go na pomoc.W chwili zagrozenia np w momentach
              gdy odprawiamy egzorcyzmy,lub obliczu symboli swietych o ogromnej mocy
              osobniki te nieszczesne,stawiajac oczy w slup i toczac piane.krzycza
              przerazliwie naprezajac cialo na podobienstwo luku.potrafia tez kierowane swym
              nieczystym panem wyczyniac przedziwne konfiguracje ciala oraz
              pluc ,ekstrementami miotac lub czyny lubiezne demonstrowac ,by egzorcyste
              odstraszyc.jednak pierwszym i niezaprzeczalnym znakiem oddania sie szatanowi
              jest wlasnie uzywanie dziwnego jezyka. Don.egzorcysta freelance
              • kan_z_oz Re: Sorry, zle napisalem ... 19.07.04, 10:37
                Don2; nie jestem specjalistka na ten temat, byc moze ktos tam jest opetany.
                Nowe doswiadczenie; nie spodziewalam sie tego, ani moj maz. Nie byl w transie,
                nie jest opetany. Mowil w obcym jezyku z pelna swiadomoscia; tylko nie
                wiedzielismy w jakim i o czym. Czy to takie dziwne?
                Pzd
                • starypierdola A moze ... 19.07.04, 17:05
                  ... po prostu byl pijany i mu sie troche poplatalo???!!!

                  SP
                  • kan_z_oz Re: A moze ... 21.07.04, 10:38
                    Starypierdola; w naszej rodzinie ja pije. Starego watroba zostala rozpie.. na
                    AWF-ie, czyli 20 lat temu.
                    Pzd
            • xurek Kan, odpisalam na gazete. ntxt 20.07.04, 11:30

              • morsa Wiara 21.07.04, 10:45
                Nie wierze w Boga.
                Wierze w mojego Aniola.
                A moze tylko CHCE w to wierzyc?
                • xurek Morsa, 21.07.04, 10:55
                  kim (czym) jest Twoj aniol "bez Boga"? (pytam na powaznie).

                  Xurek
                  • morsa Re: Morsa, 21.07.04, 11:11
                    Nie wiem, to jakis nieokreslony typ.
                    Pamietam jakis obrazek u mojej Babci,
                    pamietam takze porcelanowa figurke
                    Aniola, ktory stal na stoliku przy
                    lozku.
                    Nie potrafie tego okreslic, ale czesto
                    mam uczucie, ze On jest w moim poblizu,
                    ze mnie strzeze.
                    Teraz mam mala figurke aniolka - widzialam
                    ich mnostwo u pewnego rzezbiarza regionalnego.
                    Wystawil takze swoje wystrugane aniolki
                    w Muzeum. Do jednego z tych aniolkow cos
                    poczulam (ten jest moj!)
                    Musialam Go miec, nie dalam za wygrana i
                    wrecz wyludzilam.


                    • jan.kran Re: Morsa, 27.07.04, 19:46
                      morsa napisała:

                      > Nie wiem, to jakis nieokreslony typ.
                      > Pamietam jakis obrazek u mojej Babci,
                      > pamietam takze porcelanowa figurke
                      > Aniola, ktory stal na stoliku przy
                      > lozku.
                      > Nie potrafie tego okreslic, ale czesto
                      > mam uczucie, ze On jest w moim poblizu,
                      > ze mnie strzeze.
                      > Teraz mam mala figurke aniolka - widzialam
                      > ich mnostwo u pewnego rzezbiarza regionalnego.
                      > Wystawil takze swoje wystrugane aniolki
                      > w Muzeum. Do jednego z tych aniolkow cos
                      > poczulam (ten jest moj!)
                      > Musialam Go miec, nie dalam za wygrana i
                      > wrecz wyludzilam.

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10022&w=5156955&a=5156955


                      K.A.

                      • don2 Re: Morsa, 27.07.04, 19:51
                        Aniol stroz,Aniol smierci,aniol upadly,aniol dobroci i Morsy:Aniol wyludzony.
                        • jutka1 Re: Morsa, --- Don: ws. aniolow 28.07.04, 01:00
                          Od dokladnie rok temu (pieprze gramatyke, jest pozno a ja po zmijowisku i srajacych
                          publicznie bachorach), OK! od dokladnie roku nagle mam kolekcje aniolow:
                          - aniol od Krana (rudy)
                          - aniol od anity (bialy z porcelany czycus)
                          - aniol z Uppsali (drewniany ludowy ze skrzydlami z drutu)
                          - i w Paryzu ruda muszka-aniol-ze-skrzydlami-z-drutu, siedzaca na B&O i popatrujaca na mnie
                          wielce zafrasowanym i zafrapowanym wzrokiem. Prezent od Hunow.

                          Poza tym podobno mam aniola stroza. Od jakiegos czasu sie przede mna chowa, moze ma cos
                          do ukrycia.

                          Nastepny etap: MUSZE miec aniola wyludzonego, bo zazdraszczam Morsie.
                    • jutka1 Re: Morsa, - powiekszenie kolekcji :-)))))))))) 05.08.04, 15:35
                      Dwa nowe anioly nabyte we Wroclawiu: malenkie, z gliny, pomalowane na bialo-zloto, a glowy
                      do zludzenia przypominaja muminkow... bardzo smiszne sa i zasiadly na parapecie w zoltym
                      pokoju
    • sabba niestety 21.07.04, 11:07
      tak juz mi wpojono i tak wychowano ze teraz trudno mi osobie skolowanej sie
      ustosunkowac, jedyne do czego doszlam to to, ze czy chrzescijanstwo czy inna
      wiara to wsio ryba, jesli chodzi o mnie. Ale jakos mi sie stworca nieoderwalnie
      z religia kojarzy i jakos tego odlaczyc nie potrafie. dlatego czesto mam
      dylematy ktorych co prawda na arzie nie musze rozwiazywac ale moze kiedys tak i
      wtedy to nie wiem co zrobie, moze dojrzeje juz do decyzji tudziez bede miec
      stuprocentwoe poczucie wiary w moje odczucie a nie w to czym mnie naszpikowana i
      jak mna ukierunkowano.
      • kan_z_oz wpojono i wychowano... 05.08.04, 13:07
        sabba napisała:

        > tak juz mi wpojono i tak wychowano ze teraz trudno mi osobie skolowanej sie
        > ustosunkowac, jedyne do czego doszlam to to, ze czy chrzescijanstwo czy inna
        > wiara to wsio ryba, jesli chodzi o mnie. Ale jakos mi sie stworca
        nieoderwalnie
        > z religia kojarzy i jakos tego odlaczyc nie potrafie. dlatego czesto mam
        > dylematy ktorych co prawda na arzie nie musze rozwiazywac ale moze kiedys tak
        i
        > wtedy to nie wiem co zrobie, moze dojrzeje juz do decyzji tudziez bede miec
        > stuprocentwoe poczucie wiary w moje odczucie a nie w to czym mnie
        naszpikowana
        > i
        > jak mna ukierunkowano.

        Goscilismy tesciow jakis czas temu. Oboje gleboko religijni i wierzacy. Przez
        pol roku zabieralismy ich regularnie na plaze zamiast do kosciola. Moze
        bluznie, ale uwielbiali ta zmiane. Dylematy? rob to co czujesz.
        Tesciowie czekaja na nastepna sesje z plaza, i chyba zafundujemy im znowu.
        Pzd
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka