ertes
31.03.15, 20:26
Moze Was zainteresuje taka sobie moja rodzinna historia.
Kiedys chyba wspominalem o mojej dawno zagubionej rodzinie. Zeby zrozumiec musze w zasadzie zaczac od 1930 roku kiedy to urodzil sie we Francji moj ojciec, niedaleko miasta Lille.
Szanowny rodziciel mial dwie siostry, mlodsza i starsza. W 1949 roku moj dziadek jako dobry gornik komunista wyslal syna do Polski na tzw paszport repatriacyjny czyli w jedna strone. Dziadek jako dobry gornik zmarl w 1955 roku na pylice a jego syna ukochana polska komuna nie puscila nawet na pogrzeb. W miedzyczasie rowniez starsza siostra wyszla za maz i urodzila dwie corki. Mlodsza niestety miala wypadek i zmarla.
Moj ojciec wyjechal w odwiedziny do Francji dopiero w 1958 roku ale wtedy juz mial rodzine, corke itp wiec wrocil do Polski. Ale dlugo nie posiedzial w Kraju. Tak prawde mowiac dla niego to nie byla Ojczyzna, on w glebi ducha i serca zawsze byl Francuzem. W kazdym razie w 1962 roku wyjechalismy z Polski do Iraku. Tam mieszkalismy 7 lat.
Wracajac rodzice postanowili zwiedzic Europe i miedzy innymi odwiedzic rodzine we Francji. Niestety starsza siostra wtedy juz byla zmarla ale nadal byla tam babcia, corki siostry, szwagier ojca itp. wtedy to poznalem moje siostry cioteczne albo kuzynki.
Jedna z nich mogla byc prawie ze blizniaczka mojej rodzonej siostry.
W tym momencie mojego rodzinnego zycia znajduje sie wielki znak zapytania: po jaka cholere moi rodzice wrocili do Polski??????? Praktycznie to tylko moja mama nie byla Francuzka gdyz ja i siostra obywatele z urzedu...
Coz, wrocili... w 1969 roku. W ten dziwny sposob wybrali mnie narodowosc.
Moj szanowny rodziciel z jakiegos powodu poklocil sie ze swoja mama, a moja babcia i tylko dowiedzielismy sie ze babcia zmarla gdzies w polowie 70-tych lat.
I to bylo na tyle mojej francuskiej linii rodzinnej.
ja zaczalem sie tym interesowac gdzies chyba pod koniec 80 tych lat. Szukalem czegokolwiek co pozwolilo by nawiazac kontakt. Ale moj tutus skrupulatnie pozbyl sie wszystkiego. W latach 90tych juz w kanadzie nawiazalem kontakt z francuskim Czerwony Krzyzem ale oni odsylali mnie po roznych instutycjach i ludziach i nic z tegio nie wyniknelo. Francuski konsulat mial mnie zupelnie w dupie. W dobie internetu przeszukiwalem rozne francuskie strony. Bez powodzenia.
Spedzialem naprawde duzo czasu na poszukiwaniach. Niestety nic z tego. Zalozylem nawet specjalna strone internatowa we Francji, ktora jest miedzy innymi pomocna w tego typu poszukiwaniach. Bez efektu.
Az do zeszlego tygodnia gdy dostalem email informujacy mnie ze znaleziono match czyli cos dopasowalo. hmm tak znalezli ertesa w USA.... czyli mnie.
Ale skoro juz znowu otworzylem ta strone to zaczalem sie zastanawiac moze uzyc facebook.
Wpisalem w wyszukiwarke nazwisko i miejscowosc. Bam! mam osobe o poszukiwanym nazwisku urodzona we wlasciwej miejscowosci! nawet mieszka w poblizu.
Mysle sobie co mi zalezy, moze to jakas dalsza rodzina ze strony wujka? A moze zbieg okolicznosci.
Napisalem list, opisalem historie jak powyzej. I zapytalem grzecznie czy moze by nie pomogla poszukac tych ludzi.
Po godzinie dostaje odpowiedz: tak, ona pamieta jak bylismy we Francji w 1969 roku...
Moja rodzina sie wlasnie powiekszyla o kilka osob :)
HAPPY END.