Dodaj do ulubionych

Zwierzatkowe Sagi

08.12.20, 09:36
Koci watek poruszyl w mojej glowie dawno zapomniane tematy i sklonil do «zwierzecej refleksji». Poza tym wystarczy spojrzec w net by stwierdzic, jak wazna role zwierzeta «pokojowe» (bo domowe maja chyba dzisiaj zupelnie inne znaczenie) graja w zyciu zachodnich spoleczenstw.

Dlatego ten watek, na ktorym mozna pisac nie tylko o kotach. Wszystko o zwierzetach kazdych: wlasnych, cudzych, wirtualnych albo wyimaginowanych mile widziane. Zdjecia wszelakie rowniez.

Na poczatek wklejam moja «kocia sage» z watku o kotach, ktorego z racji moich nowych forumowych ustawien nie widze.
Obserwuj wątek
    • xurek koty Xurka 08.12.20, 09:37
      koty byly stalymi i wiernymi towarzyszami mojego zycia przez lat trzydziesci, od dwudziestu juz nie sa.

      nie sa, bo nie mam juz warunkow, by je odpowiednio ugoscic, gdyz uwazam trzymanie kota w zamknieciu bez wolnego dostepu do natury tudziez opuszczanie go na dlugie okresy czasu za absolutnie nie fair (zdaje sobie sprawe z tego, jak wielu ludziom i jak bardzo sie narazam 😊).

      nigdy nie mialam tendencji do „upupilania” i „uczlowieczania” kota. da mnie jest to zwierz w swym egocentryzmie i okrucienstwie bardzo piekny i pociagajacy.

      a tutaj lista moich kocich towarzyszy:

      Mikeszka alias Miszkiewka: malenka, czarno biala wiejska kotka, moja pierwsza, najodwazniejsza z wszystkich, na rowni z ostatnia. znalazlam ja na pietrze stodoly porzucona przez mame (ktora pewnie zginela tragicznie) i przy pomocy Babci przekonalam rodzicow, by ja zatrzymac. nazwalam ja Mikesz, bedac naiwnie przeswiadczona, ze jest kocurem. jak zaszla w ciaze nastapila zmiana imienia. Dziadek jakos nigdy nie umial wymowic jej imienia i nazywal ja Miszkiewka. a moj tata twierdzil, ze dlatego zachowuje sie tak dziko i wszytkich napada, bo jej sie od tego meskiego imienia pomieszalo w glowie i wydaje jej sie, ze jest wojowniczym kocurem.

      Sadat i Begin: synowie Mikeszki, bracia Jimmiego z tego samego miotu. Jimmy byl laciaty i zostal oddany w dobre rece, Sadat i Begin byli tygrysami niezwyklej urody, wiec sie zostali. Oprocz tego, ze byli pieknymi kotami, to niczym wiecej sie nie wyroznili.

      Leonid, zwany powszechnie Lonia. syn Mikeszki, czarny olbrzym o zielonych oczach. niebywaly len, lizus, maminsynek i tchorz. nigdy nic nie upolowal, Mikeszka znosila mu myszy i ptaki a moja mama dokarmiala wolowinka, bo wkradl sie w jej laski jak zaden przedtem i zaden potem. zaslynal z dwoch wydarzen: raz zasnal tak blisko grzejnika „sloneczko”, ze w koncu przypalil sobie ogon i obudzil sie dopiero, jak zaczelo sie fajczyc miecho, dlugo po tym, jak my zaczelismy sie zastanawiac co w naszej kuchni tak smierdzi. drugi raz tak scykorzyl przed naszym wlasnym psem, ktory pogonil go dla zabawy, ze wlazl na drewniany slup napiecia. wlazl na kilka metrow, ale nie wiedzial jak zlezc, wiec nie wiedzac co zrobic wlazl az na gore. i tam przesiedzial cala noc, bo nie wiedzial co robic. a bylo to sroga zima, wiec moja mama stojaca pod slupem i blagajaca Lonie o zejscie z owego omal nie nabawila sie zapalenia pluc. w koncu chyba tak skostnial, ze nie umial sie na tym slupie utrzymac i zlecial. nie stalo mu sie nic.

      Chaka: corka Mikeszki, mala chuda kotka czarniejsza od najczarniejszej bezgwiezdnej nocy z bursztynowymi oczami. najwiekszy koci swir oprocz tej ostatniej. nie bede opowiadac o Chace, bo zaraz jakis forumowicz mi powie, ze sciemniam i wymyslam. byla kotka szalona i nieustraszona, walnieta do tego stopnia, ze po dwoch latach wspolistnienie z Mikeszka i Lonia okazalo sie niemozliwe i Chake zabrala zakochana w niej przyjaciolka mamy, ktora z zachwytem opowiadala nam, ze Chaka wskakuje z galerii na zyrandol a z owego na przyklad na glowe jej meza...

      Fanny – moja pierwsza osobista kotka, blekitnoszary Karthäuser o pomaranczowych oczach, przypominajacy sowe. jedyny znany mi kot, ktory bal sie wyjsc na dwor i przy otwartych drzwiach z nieprzymuszonej woli siedzial w domu. jedyny kot naprawde przywiazany do jednej jedynej osoby i okazujacy to bardzo wyraziscie (osoba ta byl moj ex). najgrubszy kot, jakiego mialam. by wylizac sobie czesci intyme Fanny opierala sie plecami o sciane, bo inaczej nie dawala rady.

      Arnold, Alicja, Agata, Alex i Alfred byly dziecimi Fanny i moim pierwszym „hodowlanym miotem”. musialy sie nazywac na A i otrzymaly wszystkie imiona czlonkow mojej rodziny 😊. byly z nami ok. pol roku, potem byl jeszcze dlugo kontakt pisemny i fotograficzny.

      Chianti byla moja ostatnia kotka. Main Coon tricolor, najpiekniejsza, najdziksza, najodwazniejsza i najbardziej zwariowana z wszystkich moich kotow. tez nie bede opisywac jej wyczynow, z powodow jak wyzej. Chianti byla pania na wlosciach, dawala sie glaskac, kiedy jej odpowiadalo i gryzla mnie i drapala, kiedy nie. potrafila byc najmilszym misiaczkiem i absolutna wsciekla bestia.

      Burbon, Brandy, Bimber, Balthazar i Bursztyn byly dziecmi Chianti i moim drugim miotem. najtrudniej rozstac bylo sie z Balthazarem, z ktorym dlugo jeszcze istnial telefoniczno – fotograficzny kontakt.
    • xurek Xurkowa Wiewiorka 08.12.20, 12:06
      Wiewiorka byla moim marzeniem odkad siegnie pamiecia. Wiewiorki byly srednio-rzadkim wydarzeniem w naszym lesie, dla mnie wyjatkowo pieknym i inspirujacym.

      Wyobrazalam sobie jak ja i Moja Wiewiorka spimy w jednym lozku (Wiewiorczy ogonek otulony wokol mojej szyi, Wieworczy lepek zlozony wdziecznie na moim policzku), jemy przy jednym stole (ja klade Wiewiorce orzeszki obok mojego talerza a Wiewiorka grzecznie bierze je w swoje milusinskie lapki i wlkada do milusinskiego pyszczka puszczajac do mnie oko), chodzimy na wspolne lesnie wedrowki (Wiewiorka siedzi na moim ramieniu badz tanczy w podskokach wokol moich stop).

      Ja zas bylam spelnieniem marzen mojego Dziadka: pierwsza wnuczka po trzech synach, oddana Dziadkom na lata do wylacznej dyspozycji, sluchajaca z wypiekami na twarzy Dziadkowych wojennych i wiejskich opowiesci przenigdy nie przewracajac oczami i twierdzac, ze slyszala to juz sto razy oraz uczestniczaca z wielkim entuzjazmem w lesnych eskapadach, koszeniu trawy i zborza, zbieraniu siana, mloccce, zbieraniu i spalaniu kartoflanej stonki itd itp. I dlatego pewnie Dziadek, skandinnand realista i koneser dzikiego zywota, zlapal kiedys te Wiewiorke i przyniols ja w worku do domu.

      Nigdy nie zapomne tego mgnienia oka, w ktorym ja i Wiewiorka znalazlysmy sie w jednej kuchni. Razem z Dziadkiem, ktory z wielkim wzruszeniem zakomunikowal, ze ma dla mnie niespodzianke i otworzyl ten wor oraz Babcia, ktora odegrala w tej tragedii glowna role.

      Wiec Dziadek otworzyl wor, z ktorego po krotkim zastanowieniu wyszla wiewiorka. Stanela i rozgladnela sie wokol. Nie wiem, czy trwalo to sekundy czy tylko milisekundy, w kazdym razie wystarczajaco dlugo, by moje serce na zawsze zamknelo w sobie to cudowne zwierzatko a moja wyobraznia zaczela malowac obrazy Mnie i Wiewiorki robiacej wspolnie wycinanki z gazety, ciasto na makowiec, karmiacych wspolnie kury czy rwacych trawe dla krolikow.

      Rozwoj dalszej sielanki przerwala albo Wiewiorka albo Babcia. Nie pamietam, czy to Wiewiorka jako pierwsza odtanczyla Taniec Szalonej Wiewiorki na scenie miedzy podloga i sufitem po wszystkich scianach, gardinach, bifyjach, gorckach, buksach, szolkach i sztangach czy tez Babcia zaprezentowala swoj wystep taneczno-spiewany biegajac ze szmatom, ktora usilowala zagonic Wiewiorke do w tym celu otwartego okna i spiewajac glosno w wielkiej dysharmonii « pieronie jasny, ty sakramyncki chopie! dyc ci chyba ganz rozum uodebralo! dyc tys jes gupszy uod ty gupi dziouchy!». Pamietam za to dokladnie, kto zakonczyl ten wystep: Ja glosnym i rownie dysharmonicznym rykiem gleboko zroszonym lzami.

      Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek uwierzylam Babci, ze z Wiewiorki nie da sie zrobic pieska i czy kiedykolwiek tak do konca jej wybaczylam, ze przynajmniej nie spropowalismy. I po prawie 50-ciu latach Wiewiorka wciaz nieraz jawi mi sie w sennych marzeniach: poznym wieczorem sprawdzam ostatnie maile i wpisy na forumie a Wiewiorka zwinieta w klebek drzemie obok klawiatury poruszajac koncem ogonka w takt swoich sennych marzen. Wylaczam komputer, wstaje, Wiewiorka podnosi milusinski lepek, wskakuje na moje ramie i wspolnie idziemy do sypialni, gdzie ja i Wiewiorka w jednym lozku: Wiewiorczy ogonek otulony wokol mojej szyi, Wieworczy lepek zlozony wdziecznie na moim policzku.
      • akawill Re: Xurkowa Wiewiorka 08.12.20, 19:24
        Cudna opowieść! Aż się zastanawiałem czy w ogóle coś dopisać by nie zepsuć tego obrazka.
        Wiewiórki to urocze zwierzęta, ale też plaga dla tych którzy wolą oglądać ptaki w karmnikach. Ja właśnie instaluję nowy karmnik, który ma być niedostępny dla wiewiórek.
        I w trakcie zakupów natknąłem się na taki wynalazek, w linku poniżej. Jak chcę się pośmiać to sobie otwieram.
        karuzela dla wiewiórek
          • xurek Re: Xurkowa Wiewiorka 09.12.20, 12:12
            Chlopaki, dzieki za filmiki – wiewiorki sa a_ma_zing 😊. Ale te wasze sa inne niz nasze: nasze sa rude badz brazowe i chyba mniejsze. No i jest ich malo, nie sa zadna plaga, bardzo rzadko mozna je spotkac.

            Ten filmik Ertesa szczegolnie rozszerzyl moje marzenia o Wiewiorce.

            Mialam kiedys takich znajomych, on inzynier budownaly od “drog I mostow” a ona genetyczka. I na jakiejs imprezie bylo o tym, czyj zawod jest pozyteczny a czyj nie jest. I ten jej maz powiedzial, ze byloby fajnie, gdyby wyhodowala taka “dupna” dzdzownice, ktora wyzeralaby w ziemi np. tunele kolejowe.

            Wiec ja sobie teraz wyobrazam, ze zamiast tej dzdzownicy H. wyhodowalaby taka “dupna” wiewiorke. Na przyklad wielkosci lwa. I to bylaby Moja Wiewiorka. Rano wstajemy, Wiewiora zjada mise orzechow, potem ja zakladam jej szelki, wsiadam na grzbiet, zapinam pasy, przytulam policzek to milusienskiego futerka i frrrru, leicimy w wielkich skokach do Zurychu 😊.
    • ertes Re: Zwierzatkowe Sagi 08.12.20, 18:33
      Dawno, dawno temu, bodajze w 1983 roku zdecydowalismy sie na psa. Jakos bylo tak ze kolega gdzies pod Warszawa mial znajomych ktorych sasiedzie mieli pieski: mieszanka charta afganskiego i wilczura.
      Wzielismy pieska, nazwalismy go Sztok.
      Gdy juz bylismy z nim w domu i trzeba wymyslic imie wzrok nasz padl na butelke brandy Stock. :)
      Jeszcze w tym samym 83 roku gdy bylismy na wakacjacj nad morzem psinka bardzo zachorowala na parwowiroze. Weterynarz w pobliskich Choczewie nie potrafil poradzic i pies nam powoli zdychal. Poniewaz bylismy na kampingu w Lubiatowi wiec bylo mnostwo ludzi. O naszym psie dowiedzial sie lekarz, ginekolog z Lodzi bodajze, i dal nam recepte na jakies specjalne lekarstwo plus kroplowki itp.
      Przez tydzien jezdzilem gdzies pod Gdynie z chorym psem na zastrzyki i kroplowki.
      W kazdym razie psa uratowalismy.
      Z jednej strony byl kochany psiak a z drugiej straszny szkodnik. Gdy wychodzilsimy z domu a on zostawal to niszczyl wszystko co mu wpadlo do pyska. Zrywal firanki, wyjmowal talerze ze zlewu i rozbijal, geyzl buty, drzwi no makabra czasami z nim byla.
      Niestety w 1988 roku musielismy podjac ciezka decyzje zostawienia go w zwiazku z wyjazdem z Polski :(
      Na cale szczescie znalezlismy naszych dobrych znajomych ktorzy go znali i lubili.
      Podobno bylo mu u nich dobrze...
      Byla, jest i bedzie to zawsze ogromna trauma dla mnie, jak i podejrzewam dla mojej owczesnej dziewczyny.
      Do tej pory bardzo mnie boli ze tak go zawiedlismy. Po chyba 2 latach probowalismy go odzyskac ale ci ludzie juz sie nie zgodzili do czego mieli prawo.
      To jest moja nieszczesliwa psia saga.
      • kan_z_oz Re: Zwierzatkowe Sagi 09.12.20, 07:24
        Obecnie nie trzymamy juz zwierzat domowych. Mamy za to cale zoo na zewnatrz. Wieczorem koncert zaczynaja cykady. Intensywny, glosny w wielu decybelach utwor. Na szczescie nie trwa zbyt dlugo. Kilka egzotycznych oraz rodzimych gecko smoka za drzwiami i oknami wiekszosc nocy. Latajace nietoperze w roznych gatunkach oraz wielkosci produkuja cmokanie polaczone z mlaskaniem. Nocna serenade kontynuuja sowy. Huu z lewa, prawa do huu, z dolu doliny oraz owady udajace obcinacz do paznokci. Cyk, cyk. Ten dziewk bardzo dlugo mnie draznil.

        Przed switem zaczyna trabic paw. Ostatnio spi na galezi eukaliptusa na wprost naszej sypialni. Trabienie zabiera w dol gdzie znika na caly dzien. Baldym switwem wlaczaja sie kookaburry oraz ich bez ustanku skrzeczece mlode upominajace sie o jedzenie.
        Ptaki jedzace nektar z kwiatow bananow. Dlugi, glosny przecigajacy sie w nieskonczosc pisk pomnozony dzisiaj rano przez 3 sztuki. Po czym wchodzi do choru gromada papug roznej masci, golab wonga wydajacy dzwiek "u" w interwalach dwu-sekundowych, woompu brzmiacy jak odruch wymiotny i cala reszta.

        Sasiadka z konca ulicy skarzyla sie ostatnio, ze nie moze spac z powodu trabienia pawia. Ubawilo mnie to okrutnie. Dla wrazliwych i tych z lekkim snem tylko zatyczki do uszu. Paw jest jednym z mniej uciazliwych.

        Indyki sa tutaj odpowiednikiem wiewiorek. Przestalam z nimi walczyc i karmie bo inaczej ryja w ogrodzie jak glupie. Wszystko musialo by byc pod siatkami w takim ukladzie. Wybralismy zaslaniac tylko to co planujemy zbierac. Cala reszta jest zjadana przez bandocoty, posumy. Nie mam pojecia co wyjadaja z ogrodu echidny lub nasz monitor, ktory obecnie liczy juz 1,5 metra dlugosci.
        To jest zjawisko. "Aligator" biegajacy po grzadkach.

        Zdecydowanie wszytko mozna oswoic do punktu podawania jedzenia z reki.
        • xurek Re: Zwierzatkowe Sagi 09.12.20, 12:56
          brzmi niesamowicie. czy ten monitor jest agresywny albo niebezpieczny?
      • xurek Re: Zwierzatkowe Sagi 09.12.20, 12:55
        Ja wiem czy go zawiedliscie? jezeli bylo mu dobrze, to mysle, ze decyzja byla lepsza, niz go gdzies ze soba szarpac. Swoja droga hart afganski to byla jedna z moich wymazonych ras psow. oprocz niemieckiego doga i bedlington terriera. Jak wygladala mieszanka wilczura i afgana?
        • kan_z_oz Re: Zwierzatkowe Sagi 09.12.20, 22:16
          Monitor nie jest niebezpieczny gdy trzyma sie od niego dystans. Zyje na drzewach gdzie poluje na ptaki oraz wyjada jajka. Zjada tez wszystko co upoluje wlaczajac moje bandicoty i posumy. Przy takim rozmiarze kot nie stanowi problemu, kury czy indyki. Niebezpieczenstwo to moment zbytniego zblizenia gdy mniejszemu monitorowi myli sie czlowiek z drzewem i w panice wskakuje. Zdarzalo sie tylko gdy ktos probowal zlapac.

          Mozna oswoic. Znajomy na wybrzezu dokarmia. Sa ludzie, ktorzy maja jako 'domowe', oczywiscie w odpowiednio dostosowanym wybiegu na zewnatrz.

          www.youtube.com/watch?v=itjv_QpiB88

          Z okolicy. Mlody.
          • ertes Re: Zwierzatkowe Sagi 09.12.20, 22:21
            Ohhh, to jest po prostu BFL :)
            Bardzo ladny.
    • luiza-w-ogrodzie Sagi psie, kocie i krolicze... 10.12.20, 10:31
      Temat - rzeka, przez 14 at mieszkania na wsiach wychowalam sie z psami, kotami a takze kurami i gesmi :) A w Australii od 2004 roku mialam 13 krolikow.

      W zwiazku z tym mam stupor, bo do opowiadania bylaby ksiazka o zwierzakach, wiec na razie nic nie napisze, ale zostawie zdjecia moich dwoch ukochanych krolikow, ktore juz niestety nie zyja, bialego Ruperta i wzorzystego klapoucha Harleya oraz grafitowego Remika, ktory w tej chwili siedzi pod moim biurkiem i lize mi stope.
      • xurek Re: Sagi psie, kocie i krolicze... 10.12.20, 11:15
        Harley wymiata. Sliczny :)
        • minniemouse Re: Sagi psie, kocie i krolicze... 11.12.20, 10:43
          śliczne sa te wasze zwierzątka i fajnie sie o nich czyta.
          u mnie z kolei zatrzęsienie różnych małych ptaszków, zaprzyjaźnione (ale nieoswojone) wrony, wiewiórki, i których nie mogę się oprzeć aby nie karmić, chociaż wiem ze nie powinnam. kicham wiec na to "nie powinno się" i mam wywieszony karmnik, czasem dwa, małą miseczkę na sznurku z samym słonecznikiem i z frajda przyglądam się uwijającemu sie ptaszectwu :)
          ptaszęta to rozbójniki, jeden drugiego bez pardonu przegania, a moja córka na swoim podwórku widziała nawet jak jeden zuch drugiemu wyrwał z dzioba ziarenko! 😄
          poza tym odwiedzają mnie rakuny, zajączki, skunksy, szczury i myszki, ostatnie widać po tym co upolowała koteczka gdy jeszcze przychodziła.

          Minnie
          • kan_z_oz Re: Sagi psie, kocie i krolicze... 14.12.20, 06:39
            Z tym nie karmieniem jest roznie. Zrobilam kilka lat temu badanie-liczenie ptakow karmionych dla QLD uniwerstytetu. Okazuje sie, ze ludzie karmia i dzieki temu jest cala populacja w dzienicach gesto zabudowanych. Dzikich ptakow nie mozna przekarmic. Nalezy oczywscie uwazac co jest im sypane. Ogolnie ten uniwersytet jest za dokarmianiem. Bez karmienia, ptaki szybko znikaja i nie maja problemu. Przyjemnosc jest taka sama jak z trzymania zwierzat domowych.

            Bez dokarmiania populacja niektorych papug zmiejszylaby sie o 35% - z liczb mi podanych. W czasach znikajacych lasow, krzewow, pozarow, suszy moze byc jednym z rozwiazan na zachowanie ptasiej gromady.

            Podaj Mnni co dokarmiasz.
    • xurek zwierzeta wiejskie 16.12.20, 16:49
      Pierwsze trzy lata mojego zywota spedzilam calkowicie na wsi w domu moich dziadkow. Przez nastepne 12 lat spedzilam na tej wsi prawie wszystkie weekendy i wakacje, w tym samym dziadkowym domu. A potem nastepne 9 lat w tej samej wsi, w nowo wybudowanym domu moich rodzicow.

      Wies rosla i przeobrazala sie razem ze mna, ale u zarania moich dziejow byla wsia z prawdziwego zdarzenia, zyjaca glownie z kopalnio (faceci) – rolnictwa (ich zony oraz oni w czasie wolnym).

      Na wsi byla calkiem spora ilosc roznych zwierzat, zyjacych mniej lub bardziej wolno. Z ptactwa byly golebie, piepiorki, kury, kaczki, gesi oraz indyki. A z gatunku ssakow psy, koty, swinie, krowy, konie, owce, kozy, nutrie, tchorzofretki, lisy oraz kroliki.

      Najwiecej bylo kur, krolikow, psow, kotow oraz swin. Najmniej koni (dwa na calej wsi), krow oraz perliczek i indykow (tylko w jednym gospodarstwie, niezwykle atrakcyjny cel moich zwierzecych obserwacji).

      Najmilszym (aczkolwiek powaznie smierdzacym) zwierzem byly swinie. Swinie czesto wypuszczane byly na «wiejska wolnosc», biegaly po wiejskiej drodze, ryly dziury w przydroznych rowach, zapuszczaly sie na obrzeza lasu, lazily po polach. Byly zawsze przyjazne i ciekawskie, aczkolwiek trzeba bylo uwazac, by czlowieka nie uswinily.

      Najstraszniejszymi wiejskimi zwierzami byly barany oraz gesi plci obojga. Barany przewaznie uwiazane byly do jakiegos palika, ale czesto gesto udawalo im sie z niego urwac, gesi zas lazily po wsi «luzem» i byly postrachem wszystkich dzieci.

      Tak wiec w «sezonie» wracajac ze szkoly kazde dziecko zaopatrywalo sie w kij przekraczajac granice wsi na wypadek konfrontacji z gesia, ktora wlasnie miala zly humor. Gesi potwornie kasaja, takie ukaszenie bardzo piecze i pozostaje po nim siniec. Tak wiec trzeba miec kij w pogotowiu i absolutnie nie wahac sie go uzyc walac ges z calej dostepnej sily najlepiej w leb, a jezeli sie nie uda, to gdzie popadnie. W walce z gesiami, zdarzajacej sie kilka razy w sezonie, przewaznie odnosilam zwyciestwo, aczkolwiek zakasowalam rowniez kilka ukaszen.

      Z baranami bylo o tyle lepiej, ze ataki zdarzaly sie bardzo rzadko. Ale jezeli juz, to skutek byl gorszy. Baran walil w czlowieka glowa z rozpedu co powodowalo calkowity bezdech na cala wiecznosc (czyli prawdopodobnie kilka sekund). Dorosli uczyli dzieci, jak poradzic sobie z baranem. Mianowicie nie uciekac, tylko zblizac sie do barana usilujac “zapedzic” go do plota albo do muru i jak juz stanie pod owym murem to zlapac go za rogi, nie pozwolic mu sie ruszyc i wolac o pomoc. Moja jedyna konfrontacja z baranem skonczyla sie absolutnym fiaskiem owej teorii i wyzej opisanym bezdechem trwajacym wiecznosc 😊.

      Najbardziej kontrowersyjne byly psy, bo nigdy nie bylo wiadomo, czy pies bedzie mily, czy agresywny. Wiekszosc byla mila, dawala sie glaskac, ciagnac za ogon, zaprzegac do sanek w zimie itd, zdarzaly sie jednak warczace, szczekajace a nawet gryzace. Rowniez na odparcie ataku agresywnego psa istniala wiejska nauka, gloszaca, ze trzeba zaslonic sie lewym przedramieniem i w najgorszym wypadkdu pozwolic sie w nie ugryzc po czym starac sie prawa reka “rozerwac” dolna szczeke psa. Nigdy nie musialam sprobowac wcielic tej teorii w zycie, ale cos mi sie widzi, ze szanse na sukces byly jeszcze mniejsze niz w przypadku barana.

      Zas zwierzeciem najbardziej smierdzacym na calym swiecie jest meska koza, czyli koziol alias cap, od ktorego z pewnoscia bierze sie slowo “capi”. Koziol smierdzi tak przepotwornie, ze zbiera sie czlowiekowi na wymioty a zapachem tym przechodzi wszystko: chlewik, w ktorym mieszka koziol i wszyscy ludzie karmiacy, czyszczacy tudziej jakkolwiek “obrabiajacy” kozla.

      Moi dziadkowie mieli kury, kroliki, swinie, kota, psa i sporadycznie kaczki. Najprzyjemniejsze bylo, jak sie wykluly kurze pisklaki i byly przez pewien krotki czas trzymane w domowej kuchni oraz jak sie “okocily” kroliki 😊. Male kroliki sa przesliczne.

      Pozostale zwierzece wsiowe hajlajty to bylo “swiniobicie”, czyli zabijanie i przetwarzanie swini na cala mase najprzerozniejszych wyrobow (krupnioki, zymloki, lyberka, persswurst, kiobasy, galyrt, zupa masarsko), w ktorym uczestniczylo zawsze wielu czlonkow rozleglej rodziny oraz sasiedzi.

      Drugi hajlajt to oraz “szkubanie piyrza”, czyli najpierw wyrywanie pior gesiom i kaczkom zabitym do konsumpcji a potem w gronie “gospodyn wiejskich” odrywanie piorek od tego twardego trzonu, z ktorego wyrastaja I pakowanie Ich do workow w celu zrobienia pierzyn i poduszek. To zajecie lubilam najbardziej, bo odbywalo sie zima, przy pieknie zamarznietych oknach, za cieplym piecem i przy stole pelnym ciast oraz wiejskich opowiesci.

      Wychowanie na wsi w kluczowej mierze wplynelo na moj stosunek do zwierzat. Z jednej strony pelen szacunku dla potrzeb owych (stad moj “drang” do tego, by zyly naturalnie z “dostepem do natury”), z drugiej ugruntowany na przekonaniu, ze zwierze musi spelniac jakas “funkcjie”, inaczej jego byt pozbawiony jest sensu. Lapie sie na tym, ze do dzisiaj mysle tymi torami i nie widzac na przyklad zadnej “funkcji” dla psa w moim zyciu trudno mi sie zdecydowac na jego posiadanie, aczkolwiek rownoczesnie w pewien sposob psiego towarzystwa mi brakuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka