Dodaj do ulubionych

Subiektywny słowniczek amerykański - tom II

04.02.05, 04:45
Znowu mi się zachciało. Ponieważ jednak poprzedni wątek przekroczył sto
wpisów, zakładam nowy. W ten sposób mi wygodniej. Zresztą - jest nowy rok,
niech będzie i nowy słownik.

Tu pozdrawiam moich wiernych czytelników,

mk.
Obserwuj wątek
    • maly.ksiaze Hotel 04.02.05, 04:50
      Każdy, kto był w Stanach Zjednoczonych choć tydzień, spędził choć jedną noc w
      hotelu. Jeśli nie spędził, to znaczy, że tak naprawdę nigdy w USA nie był.
      Hotele w USA dzielą się na trzy grupy:
      A. Na śniadanie podają kawę, sok, owoce i kawałek pieczywa. Nazywa się
      to 'continental breakfast'.
      B. Na śniadanie podają jajka, kiełbaski i bekon + menu z grupy A.
      C. Te, w których nigdy nie byłem.
      • ertes Re: Hotel 04.02.05, 05:29
        D. podaja wstretnego donata i wstretna kawe i nic wiecej.

      • tortugo Re: Hotel 04.02.05, 18:08
        wzgledem kategorii C: breakfast buffet bywa calkiem niezly, jesta tam cos dla
        kazdego, a i omlet na zamowienie kuchta zrobi. No i nie trzeba isc wiele wyzej
        w kategorii zeby posadzili do sniadania przy stoliku i kelner obsluzyl z
        pelnego menu.
    • maly.ksiaze Suburban shopping mall 04.02.05, 05:12
      Wszyscy oczywiście wiedzą, co to jest shopping mall. Na wszelki wypadek jednak
      wyjaśnię: to handlowe centrum małego miasteczka, przeniesione na przedmieścia,
      przykryte dachem i otoczone parkingiem. Myliłby się ten, kto uważałby mall
      jedynie za miejsce do robienia zakupów. O nie! To prawdziwy ośrodek
      podmiejskiego życia, w komplecie ze sklepami, bankami, gabinetem lekarskim i
      dentystycznym oraz pocztą. Mall zamieszkany jest przez ochroniarzy,
      sprzedawców, mamusie popychające wózki i mall rats.

      Tak naprawdę istnieje tylko jeden prototypowy 'shopping mall'. Jeśli widziałaś
      jeden, widziałaś wszystkie. Jak rozmnożony z odszczepek fikus. Niby u każdego
      ze znajomych rośnie inaczej, ale przecież wiemy, że to ciągle fikus cioci
      Janinki.

      Istnieje jednak wyjątek. Stanford Shopping Center.
      • ertes Re: Suburban shopping mall 04.02.05, 05:32
        Ten opis ci sie udal :)

        Ja tylko dodam ze tutaj ze wzgledu na klimat niektore malls odbiegaja od standardu.
        • maly.ksiaze Re: Suburban shopping mall 04.02.05, 06:19
          > Ja tylko dodam ze tutaj ze wzgledu na klimat niektore malls odbiegaja
          > od standardu.
          Wiem. Właśnie wróciłem ze Stanford. Do hotelu. ;-)
          • chris-joe Re: Suburban shopping mall 04.02.05, 10:43
            w miastach zas typu Montreal, gdzie temperatury zima teoretycznie powinny
            doprowadzic do zaniku wiekszosci form zycia biologicznego, fikus cioci Janinki
            rozrasta sie do rozmiarow, no, sredniej wielkosci miasta. I tak tez to sie
            nazywa: "Underground City", "La ville souterraine", "Podziemne miasto". Jest to
            skomplikowana siec mall'i podziemnych polaczonych pasazami i linia metra.
            Wystarczy wiec -jesli mieszkasz na przedmiesciach- wsiasc w swym garazu do
            samochodu, dojechac do centrum, zaparkowac samochod w podziemnym parkingu; badz
            -jak w moim przypadku- jesli mieszkasz w miescie, dobiec do najblizszej stacji
            metra (ja mam do przebiegniecia jedna przecznice)- by moc reszte dnia spedzic
            zyjac zycie sfingowane. "Podziemne miasto" zawiera nieskonczona ilosc sklepow
            wszelkiej masci, kina, restauracje, hotele, banki, silownie itp. "amenities".
            Przy temperaturach na zewnatrz w okolicach -40 stopni, w "miescie podziemnym"
            roi sie od ludzi w letnich koszulkach i pepegach.

            Mall'e polnocnoamerykanskie sa rowniez naturalnym srodowiskiem jeszcze jednego
            gatunku biologicznego- o ktorym, MK, zaniechales wspomniec (jak mogles?!):
            malolaty. Ich sfory oblegaja podziemne "food fairs" (jarmarki gastronomiczne),
            wystawy sklepowe, sale gier itp. Nie przesadze chyba twierdzac, ze wiekszosc
            zycia towarzyskiego polnocnoamerykanskich nastolatkow odbywa sie wlasnie w
            mall'ach. Powstal specyficzny rodzaj subkultury malolat mall'owych zwany "mall
            girls" (blisko spokrewnionych z "valley girls" -od Silicon Valley w Kaliforni),
            ktore stworzyly nawet wlasny jezyk- "Oh, mah gaud, they're, like, sooo cooool!" :)
            • maly.ksiaze Re: Suburban shopping mall 04.02.05, 15:48
              Gatunek, o którym piszesz, nazywany jest właśnie 'mall rats'. Polecam film
              Kevina Smitha pod takim właśnie tytułem. To chyba najgorszy film tego reżysera,
              ale i tak jest zabawny.

              "Uhh! I love the smell of commerce in the morning."

              Pozdrawiam,

              mk.
            • ertes Re: Suburban shopping mall 04.02.05, 17:33
              Jak ktos chce pomysl na niezly interes to ja mam taki: zalozyc szatnie!
              Zima mozna byloby zarobic calkiem niezle. Tylko musialaby miec duzo przepustowosc.
              Ile razy wchodzi sie z mrozu do takiego mall'a w kurtce i w ciagu 5 minut jest
              sie zlany potem z goraca.
              Moje rozwiazanie zawsze bylo zostawienie kurtki w samochodzie i chwilowe
              przemarzniecie w trakcie dobiegu do drzwi.
              Oczywiscie nie przy -40... Chociaz -30, czy -40 nie sa az tak zle. Gorzej jak
              jest -15 i wieje wiatr. Wtedy dopiero jest zimno!

              Moj okoliczny mall ktory nie jest w zasadzie typowym mall'em a raczej
              entertainment complexem w weekendy jest opanowany przez tinejdzers.
              • tortugo Re: Suburban shopping mall 04.02.05, 18:26
                taa, szatnie to swietny interes bylby. W zimie to tragedia, wloczyc sie z
                pulchnym plaszczem pod pacha po takim wielkim mallu. Tylko ze n.p. w
                Warszawie, balbym sie zostawic porzadne palto w szatni mallowej... od kiedy
                zostawilem tam na laweczce czapke, ktora zrobila mi ciocia na drutach jak
                mialem lat 8, i po doslownie 2 minutach "wyparowala", mam jakos zal do
                wszystkich w tym mallu ;)
      • tortugo Re: Suburban shopping mall 04.02.05, 18:21
        shopping mall to juz nie taka "piece of the americana" jak kiedys. kiedys,
        zgodzilbym sie z opisem mk, dzis jednak mall to zjawisko wszechobecne i nie ma
        nic wspolnego z przedmiesciami. jest to model handlowy ktory sprawdzil sie na
        przedmiesciach a teraz sprawdza sie w metropolii. ale faktem jest, ze z
        przedmiesc do metropolii przywlokl ze soba ten specyficzny klimat jakby
        happeningu towarzyskiego... ludzie jakos dziwnie czuja sie zobowiazani ubrac
        sie ladnie i "pokazac" wlasnie w mallu. Poza tym, generalizacje co do wygladu,
        wielkosci itp tez nie bardzo pasuja, jest tego taka roznorodnosc. W san diego,
        np. mamy tzw "Horton Plaza", ktory jest mallem "podziwianym" (choc bycmoze
        tylko na skale lokalna, ktora, przyznaje, jest dosc prowincjonalna) za swoje
        walory architektoniczne, bo wplanowano go w ciasna przestrzen w centrum miasta
        i wystrojem nie sklania do zygania, wiec to osiagniecie. Choc moze juz
        zapomnialem, ze sklanial... podobno do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic. Ale
        chodzi o to, ze nie jest na pewno spod sztancy.

        A poza tymi mallami, o ktorych mowa, czyli wielkimi dosc centrami handlowymi,
        sa jeszcze tzw. strip malls oraz corner malls. Te to naprawde sa nie do
        odroznienia, czy to w NJ czy w CA czy gdziekolwiek pomiedzy--sa po prostu
        WSZEDZIE IDENTYCZNE! :)))
        • lucja7 Horton Plaza 04.02.05, 19:43
          Horton Plaza jest owocem sumiennego zaaplikowania postmodernizmu architekturze.
          Dobra, rzetelna robota ktora moze pasowac do miast amerykanskich, co w tym
          wypadku sie sprawdzilo. Wlasnie tu, w San Diego. Niestety, czas biegnie do
          przodu, i moda lat 80tych juz przeminela. A dziela postmodernizmu starzeje sie
          szybko, z zalozenia.

          lucja
    • tortugo Re: Subiektywny słowniczek amerykański - tom II 04.02.05, 18:04
      w takim razie ja bede sie tu zabawiac w adwokata diabla, czyli na przekor, na
      przekor. prosze nie brac zbyt powaznie ;)
    • basia553 Re: Subiektywny słowniczek amerykański - tom II 04.02.05, 18:27
      a moja psipsiöla spedzajaca listopad najczesciej na Florydzie möwi, ze do mola
      chodzi aby sie ochlodzic, bo jest swietnie klimatyzowany. Wada jest jednak
      taka, ze zakupuje mnöstwo ciuchöw.
      • ertes Re: Subiektywny słowniczek amerykański - tom II 04.02.05, 20:20
        Basiu a to jest 100% prawdy latem.
        W mall'u jest przyjemnie i chlodno gdy na zewnatrz szaleje sauna.
        Na Florydzie jest zawsze cieplo :)
        • starypierdola Florida 04.02.05, 20:36
          >>..Na Florydzie jest zawsze cieplo ..<<

          Nieprawda:
          msnbc.com/news/wea_front.asp?tab=oth&ta=y&czstr=Tallahassee%2C%20fl&accid=USFL0479

          SP
          • lucja7 Re: Florida 05.02.05, 17:16
            Nie przejmuj sie SP.
            Ertes dojrzal to w reklamowkach. Poza tym lubie Amerykanow mowiacych po
            grecku:)))

            lucja
    • maly.ksiaze Superbowl 07.02.05, 04:24
      Doroczna celebracja potęgi telewizji. Również finałowy mecz ligi Futoblu
      Amerykańskiego.

      Jak napisał Ertes, największe wydarzenie sportowe roku 2005. Taka koniunkcja
      nie powtórzy się prędko. Rok, w którym nie będzie ani Olimpiady, ani Mistrzostw
      Świata w Piłce Nożnej, ani rozgrywek NHL.
    • maly.ksiaze McMansion 07.02.05, 04:26
      Angielskie słowo ‘mansion’ oznacza piękny i obszerny dom, najlepiej na wzgórzu.
      W przekładzie na polszczyznę potoczną: zajebista chałupa.

      Ludzie niezamożni, jak ja, mieszkają tutaj w niewielkich, acz nader wygodnych,
      domeczkach. Jednak owe podmiejskie chatki, zwłaszcza te wybudowane niedawno,
      pozbawione są indywidualnego charakteru. Są jak wycięte podług jednego
      szablonu. Całe osiedle jednakowych domków. No, ale to ubodzy!
      Zamożniejszych wszak stać na rozmach, na indywidualność... Widziałem niedawno
      nowowybodowane osiedle iście wspaniałych domów. Każdy z nich stał, a jakże,
      na wzgórzu. Dziesiątki identycznych kopczyków, a na każdym z nich – taki sam
      dom. Kropka w kropkę.
      • lucja7 Re: McMansion 07.02.05, 09:37
        No tak, wiemy, wiemy. Hektary, hektary....
        Osiedla robotnicze na prawo, nizej, domki dla majstrow troche wyzej, a kadry na
        lewo, na gorce i tak dalej....itd...itd.
        Smutny i ekologicznie zly, przestrzenny wyraz demokracji.

        lucja
        • starypierdola Dzien dobry, Lucja! 07.02.05, 10:00
          > ...Smutny i ekologicznie zly, przestrzenny wyraz demokracji....<

          To zwyczaj przeniesiony z Polski, jako ze w Ameryce sa miliony Polakow. Co
          wolno wojewodzie ...

          Ale co ma z tym wspolnego ekologia? Zgadzam sie ze duze domy produkuja wiecej
          sciekow, ale jak sa na gorce to scieki latwiej splywaja do oczyszczalni! :))

          SP
        • maly.ksiaze Re: McMansion 07.02.05, 13:55
          lucja7 napisała:

          > No tak, wiemy, wiemy. Hektary, hektary....
          Niestety, nic nie wiesz. Ale i tak piszesz...

          Pozdrawiam,

          mk.
          • lucja7 Re: McMansion 07.02.05, 14:33
            Cos tam wiem, rowniez o prefabrykowanych budkach drewnianych i o mechanizmach
            konstrukcji budek w US.

            lucja :))
            • ertes Re: McMansion 07.02.05, 15:19
              Widze pani Wscieklizna Postmenopautyczna juz na posterunku wylewa zolc na
              kazdego kto sie nawinie?
              Dobrze ze Jutka sie wyprowadzila z tej francji bo za iles tam lat tez by sie
              zmienila przez tych francuzow w taka zlosliwa i nieszczesliwa. brrrr

              PS

              mk masz dzis TEXT DNIA
              • starypierdola Ertes, juz myslalem zes troche "znormalnial". 07.02.05, 17:35
                Ale wyraznie widac ze znowu sie pomylilem!! Shame on you, forumowy Mate!

                SP
                • ertes Re: Ertes, juz myslalem zes troche "znormalnial". 07.02.05, 17:53
                  Brakowalo mi juz tych twoich blazenskich postow.
                  Dobrze ze jestes i szczerze ci graruluje kolejnego fajnego postu.
                  • starypierdola Dziekuje za grarulacje!! n/t 07.02.05, 19:29
                • lucja7 Nawrot do normy. 07.02.05, 19:22
                  Wrocil do normy, za dlugo trzymal.....

                  lucja
                  • ertes Re: Nawrot do normy. 07.02.05, 19:35
                    W swojej zarozumialosci nawet nie dostrzegasz smiesznosci tego co napisalas. Po
                    raz kolejny...
                    Policz sobie swoje posty napisane pod moim adresem od piatku na roznych watkach.
                    Jak nie rozumiesz o co chodzi to zapytaj sie SP, on ci wyjasni i pomoze liczyc.
                    • lucja7 Re: Nawrot do normy. 07.02.05, 19:40
                      Co ja tu mam czlowieku liczyc? Stwierdzam ze piszesz ubogim jezykiem ublizajac.
                      I nazywam to powrotem do twojej normy (w odroznieniu od momentow ciszy).
                      Ot wszystko.

                      lucja
                    • starypierdola Nie martw sie Ertes! 07.02.05, 19:41
                      Twojej ilosci postow nikt tu nie pobije!

                      O jakosci wole nie komentowac bo szkoda slow.

                      SP
      • ani-ta Re: McMansion 07.02.05, 19:56
        jak to wyglada?
        takie hektary kopczykow z chalupkami?
        zabralo mi wyobrazni:(

        z jednej strony brak stylu razi, z drugiej strony strach sie bac masowki...

        a.:)
        • starypierdola E, nie, to tylko 'alegoria'. 07.02.05, 20:04
          Kopczyki to sa tam gdzie mieszkaja termity :)))

          SP
        • maly.ksiaze Re: McMansion 08.02.05, 05:04
          Szczerze mówiąc, nie wygląda to wcale rozpaczliwie. Domki same w sobie są w
          zasadzie ładne. Ot, biały domek na pagórku. Rozpaczliwe jest jedynie to, że
          tyle osób, mając pieniądze na to, aby świat urozmaicić, decyduje się na
          takosamość.

          Skąd to się bierze...? Cóż, Amerykanie są świadomi, że dom to również towar. My
          też, gdzieś tam na dnie zdajemy sobie z tego sprawę. Ale zawsze górę biorą
          pseudosymbole sentymentalne: dom rodzinny, starych drzew się nie przesadza
          itp... Poza tym, wywodzimy się ze społeczeństwa, w którym do 40 m2 podłogi
          człowiek był przywiązany jak chłop pańszczyźniany do ziemi.

          Amerykanie (Kanadyjczycy też) przeprowadzają się 'za robotą'. W związku z tym w
          niektóre okolice (na przykład New Jersey) rozwijały się na zasadzie śnieżnej
          kuli. Zabudowa powstawała szybko, ludzi przybywało, pracy przybywało, więc
          coraz więcej ludzi chciało się tu przenieść. W wyniku tego ceny domów rosły,
          budowano zatem jeszcze więcej i jeszcze szybciej. Ceny rosły przy tym na tyle
          gwałtownie, że można było wybudować cokolwiek - a i tak ktoś by to kupił.

          W ten sposób dochodzimy do domków na kopczykach. Domek jednorodzinny powinien
          stać na górce, żeby nie podciekało. Budowanie 'przemysłowe' polega na tym, że:
          1. Równamy teren, usuwając roślinność.
          2. Zrywamy wierzchnią warstwę ziemii (do sprzedania ogrodnikom).
          3. Kopiemy dziury pod domy. 'Górkę' wykonuje się z wykopanej ziemi.
          4. Robimy drogi dojazdowe.
          5. Stawiamy domki.
          6. Rozwijamy trawę, sadzimy krzaki.
          7. $$$

          Z czasem okolica obrasta w roślinność i w indywidualność. Przez pewien czas
          mieszkałem w Kanadzie w okolicy, która została zabudowana w latach
          czterdziestych. Tuż po wojnie. Domki miały swój charakter, każdy zdawał się
          inny... Po pewnym czasie zauważyłem, że tak naprawdę wszystkie były wybudowane
          na tym samym planie, z takim samym rozkładem okien. Po prostu indywidualny
          charaker wyrósł sam, po dwudziestej warstwie farby, wraz z kolejną przybudówką,
          z wymianą ram okiennych...
          • ertes Re: McMansion 08.02.05, 05:40
            > 3. Kopiemy dziury pod domy. 'Górkę' wykonuje się z wykopanej ziemi.

            Tutaj jest jeszcze prosciej gdyz nie robi sie piwnic wiec na plaskim terenie po
            jego wyrownaniu, ubiciu i przeprowadzeniu wszelkiej infrastruktury wylewa sie z
            betonu taki spory prostokat czy jakakalwiek figure geometryczna na ktorej stawia
            sie dom. Od kilku lat jest przepis ze dom ma byc przyczepiony na stale do tego
            betonu bo okazalo sie ze nawet podczas malych trzesien taki dom potrafil zjechac.
            A taki gotowy domek kosztuje $700+ ...
    • maly.ksiaze Mid-size 16.02.05, 06:40
      Zupełnie niedawno pewna kobieta, niezwykłej inteligencji i urody, zapytała
      mnie, czym tak właściwie różni się Kanada od Stanów Zjednoczonych. Jak da się
      porównać życie tu i tam. Życie, rzecz jasna, codzienne - o ile coś takiego
      wogóle istnieje. Nic mi wtedy nie przyszło do głowy...

      Mój obecny pracodawca słynie z regulaminów. Na to i na tamto (przypuszczam, że
      mają też coś na temat pożycia małżeńskiego). Jeden z przepisów mówi, że gdy
      wyruszam służbowo gdzieś tam, przysługuje mi w wypożyczalni lotniskowej 'mid-
      size car'. Gdy wypożyczam samochód w USA, jest to zwykle Toyota Camry. W
      Kanadzie - Toyota Corolla. I chyba o to chodzi...
      • jutka1 Re: Mid-size 16.02.05, 08:25
        Na zasadzie: dlaczego my kobiety mamy (podobno) problemy z parallel parking...
        (SiDzej dawaj polski odpowiednik, bo ja zmeczona jestem :-)))

        Odp.: bo od zawsze wmawia sie nam, ze TO jest 20 cm...
        :-))))
        • maly.ksiaze Re: Mid-size 18.02.05, 03:07
          Nie wyglądasz na osobę, która by się dała na to nabrać...

          Podobno na którymś kanale TV miejsce miała taka oto sytuacja:
          Prognozę pogody prezentowała zawsze para: Pani Chmurka i Pan Wicherek.
          Poprzedniego dnia pan W. zapowiadał opady śniegu. Ale nazajutrz nic nie spadło.
          W związku z tym pani Chmurka rozpoczęła swoje 'wejście' w ten oto sposób:
          - So, Bob! Where is this 8 inches you have promised me last night.
          (No, Bob. Gdzież jest te 20 cm, które obiecywałeś mi wczoraj wieczorem?)

          Ryknął Bob, śmiać się zaczęli zza kadru, zaśmiała się cała chyba widownia. I
          tak skończyła się pięknie zapowiadająca się kariera.
          • jutka1 Re: Mid-size 18.02.05, 03:57
            :-))))

            nb, czyja kariera sie skonczyla? chmurki czy wicherka made in usa?
            :-)
    • maly.ksiaze Amerykański Uniwersytet 18.02.05, 03:02
      Miejsce, w którym rosyjscy wykładowcy uczą chińskich studentów.
    • maly.ksiaze Natural disaster 01.03.05, 21:49
      Każdy region ma swój dopust boży. Kalifornia - trzęsienia ziemi. Floryda -
      huragany. Środek - tornada. New Jersey - 7 cm śniegu. Wczoraj spadło trochę
      białego pyłu - dzisiaj szkolna dziatwa ma dzień wolny. Ach, dzieckiem być...
      • chris-joe Re: Natural disaster 01.03.05, 22:00
        poprawka- to jest NASZ montrealski natural disaster, do was dotarlo tylko to, co
        sie u nas przesypalo przez brzegi :)
        • maly.ksiaze Re: Natural disaster 01.03.05, 22:02
          Nikt Ci montrealskiej chwały nie odbiera. Jak ludzie narzekają w NJ na pogodę,
          Pierre mówi, że 'u niego w domu' tak się robi dopiero na wiosnę.
    • maly.ksiaze Limo 01.03.05, 22:01
      Samochód-jamnik. Z przodu kierowca, z tyłu barek i siedem miejsc siedzących
      (lub dwa leżące + obserwator). Ucieleśnienie luksusu, dostępnego dla
      wszytskich. Dla niektórych - zupełnie przypadkiem.

      W ubiegły poniedziałek wracalismy z Montrealu. Na wschodnie wybrzeże posypywał
      śnieżek. Z tej racji - i z łaski Air Canada - dostarczono nas z trzygodzinnym
      opóźnieniem i na inne lotnisko. La Guardia zamiast Newark. Ponieważ jednak
      samochód został na parkingu dla ubogich ($10 / day) w New Jersey, trzeba było
      się jakoś przedostać. Zacząłem się rozglądać za transportem. W tym momencie,
      jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, spod ziemi wyskoczył facecik w
      płaszczu, który zaoferował nam transport za nader przystępną cenę.
      Na parkingu okazało się, że jegomość ów powoził przedłużoną limuzyną (białą!),
      w której czekało już dwoje pasażerów. Przez chwile poczułem się jak w
      Zakopanem, gdzie, zanim zakontraktowany transport ruszy, kierowcy kolekcjonują
      ceprów chętnych na wycieczkę aż 'się uzbiera'.

      Pojechaliśmy przez Manhattan. Nadłożyliśmy drogi, ale za to miałem przyjemność
      obejrzenia Nowego Jorku z okien prawdziwej limuzyny...
      • chris-joe Re: Limo 01.03.05, 22:53
        W nas tez tak taryfiarze przebierali, gdy wracalismy z jutka z Hoboken do Chelsea.
        Fakt- byla pozna sobotnia noc i pewnie pol palacego Manhattanu wracalo z Jersey
        na wyspe.
        Mnie to zdziwilo, ale swiatowa jutka wyjasnila, ze w Paryzu takoz samo przebieraja.
        W Kanadzie- nikagda.
        No, ale nam sie limuzyna nie trafila, wiec twej chwaly nie ruszam :)

        Ale z LG do Jersey przez Manhattan to pewnie z godzine?!
        • ertes Re: Limo 01.03.05, 23:13
          W Toronto toz samo: z lotniska taryfa zawsze bierze wiecej ludzi.
          Nawet kiedys wprowadzono przepis ze placi ten ostatni wysiadajacy a nie kazdy po
          kolei.
          Ale i tak to olewaja bo komu chce sie walczyc z hindusem.
    • maly.ksiaze Re: Ubezpieczenie: związki partnerskie 11.03.05, 02:47
      Ubezpieczenie medyczne opłacane przez mojego pracodawcę obejmuje nie tylko
      samego pracownika, ale i rodzinę. Co więcej, o ile pracownik zapragnął żyć w
      nieformalnym 'związku partnerskim', ubezpieczeniem objęty jest ów partner. To
      znaczy - o ile jest to partner tej samej płci. W związku z powyższym spora
      grupa moich znajomych odbyła ostatnio wycieczkę do Vegas. Ślub 'by Elvis'
      okazał się jedynym wyjściem z sytuacji.
    • maly.ksiaze Business Travelers 17.04.05, 17:28
      Po polsku: galernicy biznesu. Najlepszm miejscem do obserwacji b.t. są
      terminale dworców lotniczych, które stanowią ich naturalny habitat.
      Nawet w tych naturalnych warunkach b.t. przemieszani są z innymi gatunkami. Na
      szczęscie jednak istnieje szereg cech morfologicznych, które mogą pomóc nam w
      oznaczeniu osobnika. Wbrew pozorom, krawat nie jest żadnym wyróżnikiem, B.t.
      można za to odróżnić po laptopie na kolanach i książce Deepaka Chopry w garści.
      Charakterystyczne są również uszy (z lekka oklapnięte, zwłaszcza po nadaniu
      komunikatu o opóźnieniu) i szarawa cera (od samolotowej diety).
      Ostatecznego rozróżnienia można dokonać w rozmowie. Podczas gdy wszyscy inni
      lecą do San Francisco (albo Newark, albo Toronto), b.t. podróżuje do SFO (EWR,
      YYZ). I tak naprawdę - tylko to udaje im się obejrzeć.

      Specjalną odmianą b.t. jest 'corporate raider'. C.r. podróżuje w Bardzo Ważnych
      Interesach swojej korporacji. Czyli - innymi słowy - podróżuje służbowo
      pierwszy raz.
      • chris-joe Re: Business Travelers 17.04.05, 18:13
        piszesz z lotniska, czy wpadles do domu na niedzielny obiad? :)
        • maly.ksiaze Re: Business Travelers 17.04.05, 20:19
          chris-joe napisał:

          > piszesz z lotniska, czy wpadles do domu na niedzielny obiad? :)
          Hihi... Ostatnio znacznie mniej podróżuję. Raz na miesiąc, najwyżej dwa.
          Zresztą, ja się kwalifikuję jako c.r. Osiągam to nadludzką siłą woli. Historia
          znała już takie przypadki.

          Pozdrawiam,

          mk. - zawsze dziewica.
      • chris-joe Re: Business Travelers 17.04.05, 18:27
        dodam od siebie, ze najniebezpieczniejszym podgatunkiem bt jest bt stadny-
        podrozujacy w grupach 5-7 osobowych na rozne kursokonferencje i inne pep
        meetings. To oni krzykliwie oblegaja barki w przyhotelowych knajpach Ramady i
        oni obejmuja w niekwestionowane wladanie poklady samolotow. W samolotach nigdy
        nie siedza w grupie, lecz sa strategicznie porozrzucani po calym pokladzie w
        taki sposob, by zaden pasazer nie pozostal poza zasiegiem ich pokrzykiwan i
        wymiany dowcipow, a takze po to, by umiejetnie zmonopolizowac uwage obslugi
        samolotu.
        Ze wzgledu na bt stadnych wlasnie kazdy pasazer winien miec na pokladzie wlasna
        butelke wody.:)
        • basia553 Re: Business Travelers 17.04.05, 19:56
          mk, wyglada na to, ze jestes ciezko poszkodowany przez kontakt z bt i to
          stadnymi?
      • jutka1 Re: Business Travelers 17.04.05, 20:46
        C.r. ma jeszcze jedna ceche: a (false) look of self-importance

        Poniewaz nie posiadasz, nie zaliczasz sie do kategorii

        Amen :-)
        • ertes Re: Business Travelers 17.04.05, 20:51
          jednak dzieki b.t turists moga liczyc na tansze bilety :)
        • chris-joe Re: Business Travelers 17.04.05, 20:54
          Ale za to posiada dziewictwo. Wyjasnij mk, wszak jadlem przy jednym stole z
          dowodami, ze tak nie jest!

          Juta, Dee Dee wyjezdza w poniedzialek, mowia ze moze byc w drodze do tygodnia.
          Wczoraj Braz parsknal na mnie smiechem, gdy nucilem sobie o "les vieilles photos
          de ma jeunesse":)
          • don2 Re: Business Travelers a la PRL 17.04.05, 21:25
            Pamietam i ja z dawnych czasow pociagi zapelnone takimi bt. Morda
            niedogolona,plaszcz popelinowy niemozebnie wygnieciony i atrybut absolutnie
            potrzebny i nieodlaczny : teczka skorzana dosc obszerna na dwa zapiecia
            metalowe.Teczka sadzac po moich obserwacjach zawierala kanapki zawiniete w
            gazete i termos.To byli tzw.zaopatrzeniowcy podrozujacy 2 klasa
            pospiesznym.mieli oni za zadanie jezdzic po calej polsce i szukac mozliwosci
            kupna ,lub przypilnowac terminu dostawy np.farby okretowej ,dla stoczni w
            gdansku,produkowanej tylko na podkarpaciu.Albo zlaczek metalowych lub gwozdzi.
            Byla tez inna grupa trav.na tzw.delegacji.Ci najczesciej podrozowali 1 klasa
            odziani w brazowe garnitury lub czarne i obowiazkowo brazowe buty.
            tacy to udawali sie na wazne delegacje do "Zjednoczenia " lub Komitetu
            Centralnego.tez mieli teczki ,tylko mniejsze i kanapki,ale juz w papierze
            niegazetowym.Do tego wszyscy BT zaopatrzeni byli czesto w butelki wodki i tzw
            prezenty,czyli lapowki. Ech lza sie w oku kreci.
          • jutka1 Re: Business Travelers 17.04.05, 21:27
            Niek Cie pambucek blogoslawi!! :-)))

            Nuc, nuc. Za mna czasem lazi, i sobie nuce albo gwizdze, nawet nie zdajac sobie
            sprawy!! :-)
            A te fotki w twoim przypadku az tak stare to nie sa! ;-))
    • maly.ksiaze Re: Pennsylvania Station 20.04.05, 06:56
      Główna stacja kolejowa w New York City. Również magiczny portal, łączący z
      rzeczywistością równoległą Dworca Centralnego w Warszawie. Wystarczy stanąć w
      kąciku, zamknąć oczy, zakryć nieco uszy i zdać się na nos. Voila! ...jesteśmy
      na Centralnym. Albo na Wschodnim... Albo na Zoo...

      Cud nasz codzienny.
      • jutka1 Re: Pennsylvania Station 20.04.05, 10:20
        Wracalam do D.C. z Penn Station, mialam podobne wrazenia. Moze nie skojarzylam z
        Centralnym, ale obserwujac przez pol godziny wrzawe i atmosfere na Penn, patrzac
        na tablice odjazdow i sluchajac megafonow mialam nieodparta ochote wsiasc do
        innego pociagu, np. na Floryde albo gdzie indziej...

        :-)
        • chris-joe Re: Pennsylvania Station 20.04.05, 11:44
          ach, Penn St... bylem tam wielokrotnie jako sabuej komiuter, ale raz tylko jako
          pasazer pociagu. Jechalem z mojej montrealskiej dziury, na Penn przesiadalem
          sie do pociagu do Trenton, byla to moja ledwo druga wizyta w NYC.
          Pociag wjezdzajac do miasta wpada w tunel, wysiada sie pod ziemia; w przerwie
          miedzy pociagami wylazlem na zewnatrz by zapalic, byl wieczor. Po schodach na
          powierzchnie ziemi wspina sie jeszcze Montrealczyk, lecz tuz za drzwiami wpada
          sie natychmiast, bez przygotowania, w serce Manhattanu- na Siodma Aleje, w
          zgielk i chalas nieomylnie nowojorski, za plecami- Madison Square Garden, na
          przeciwko- Macy's...
          Zapalam papierosa ze sztucznie zblazowana mina, by bron boze nikt nie zauwazyl
          na mojej twarzy tego oszolomienia, zauroczenia typowego dla przyjezdnych gesi.
          Wyciagam komorke, dzwonie do domu: "Jestem w Nowym Jorku", a w myslach dodaje
          to, czego nie ma na mojej koszulce: "I lllove NY" :)

          • jutka1 Re: Pennsylvania Station -- YEP! ntxt 20.04.05, 11:46

    • maly.ksiaze Zasilacz 26.04.05, 20:10
      Współczesny podróżnik, jak wiadomo (zwłaszcza -> b.t.) nie byłby podróżnikiem,
      gdyby nie zestaw gadżetów, który w osłupienie wprawiłby nawet Jamesa Bonda.
      Wczesnego Bonda, do odcinka, w którym Roger Moore jeździ samochodem-łodzią
      podwodną.
      Jakżeby można stawić czoła trudom koczowania w terminalu lotniczym bez MP3-
      pogrywajki, cyfrowego aparatu, komórki, palmtopa i laptopa? Jednak w przypaku
      każdego z tych urządzeń trzeba pamiętać o zabraniu ładowarki, bez której można
      nagle obudzić się jak Staś Tarkowski bez chininy. Każde zaś urządzenie ma
      zasilacz z końcówką nie pasującą do niczego innego. W związku z tym podróżnik
      wozi ze sobą pudełko zasilaczy (nie licząc tzw. przejściówek do egzotycznych
      gniazdek z dwoma bolcami).

      Wynalazcy! Rynek już do tego dojrzał. Pora wymyśleć uniwersalną ładowarkę. Albo
      wymienne baterie.
      • don2 Re: Zasilacz 26.04.05, 20:59
        Wymienne baterie z zasady sa,nawet wymyslili srubki ,ktore mozna odkrecac moneta
        gdy sie nie ma srubokreta :)))))
        • basia553 Re: Zasilacz 26.04.05, 21:16
          hehe, trzy lata temu polecialam do Polski i zapomnialam ladowarki do
          komörkowego. Tak sie tym przejelam, ze jadac pare miesiecy pözniej na urlop,
          jako pierwsze wsadzilam do walizki ladowarke. Jakie bylo moje zdumienie na
          miejscu gdy sie okazalo, ze owszem, ladowarke mam, ale telefon komörkowy zostal
          w domu:(((((
    • maly.ksiaze Woźny 28.05.05, 07:17
      Kilka dni temu spędziem kilka długich minut na przystanku. Z plakatu patrzył na
      mnie szkolny woźny, uzbrojony w szczotkę typu 'mop', asortyment ścierek i
      wiadro. Napis głosił: 'The janitor knows, where your kid's desk is. Do you?'.

      Po pierwsze, najważniejsze: nie wiem.
      Po drugie: w Stanach Zjednocznych społecznikowskie przesłania tłoczą się do oczu
      tak samo, jak w krajach, obnoszących swój społeczny solidaryzm na tacy.
      • jutka1 Re: Woźny - prosba 28.05.05, 08:58
        mk, wielka prosba, czy moglbys mi skombinowac pare takich hamerykanskich
        plakatow? czy jest to mozliwe w ogole zeby tego woznego skads wziac a do
        kicia nie trafic?
        jakby co, mam jeszcze pare od do traktorow itp. na stanie, wiec moge przy
        okazji dolozyc cos na wymiane...
        :-)))
        • maly.ksiaze Spróbuję... 02.06.05, 06:20
          ...ale obiecać nie mogę. Nie mam kontaktów ani z tymi, którzy plakaty
          rozlepiają, ani (tym bardziej) z tymi, którzy je produkują. Bo ja, proszę pani,
          jestem człowiek z marginesu. O czym wkrótce...
      • tortugo Re: Woźny 02.06.05, 23:32
        MK, jebles gwozdzia w leb az sie skrzywil :))) to jest obserwacja daleko poza
        normalnymi pojeciami z cyklu "perception is reality". strasznie mi sie podoba
        z moich osobistych wzgledow. W pewnym sensie, jest to b. pozytywna mysl :))

        ~:O:=o

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka