swiatlo
31.03.05, 20:37
No więc na początek o jej mężu. Otóż myślę że jego motywy są zupełnie
nieistotne z punktu widzenia samej Terri. Terri została poddana okrutnej i
poniżającej torturze przez ostatnie piętnaście lat, nie pozwolono jej
godnie odejść i tylko za pomocą technologii utrzymywano jej biologiczne ciało
sztucznie przy życiu, podczas gdy sama jej świadomość, albo dusza w pojęciu
religijnym, już pewnie była dawno na tamtym świecie. Albo co gorsze była
uwięziona w klatce jej ciała.
Z punktu widzenia etyki i moralności powinno się pozwolić Terri odejść już na
samym początku. Uważam że to dobrze że wreszcie odeszła. Dobrze przede
wszystkim dla niej samej, dla społeczeństwa oraz nawet dla jej rodziców.
Terri to nie przedmiot maskotka w ich rękach, to osoba która ma swoją
godność. Dobrze że decyzja została podjęta poza nimi.
Będzie to chyba duży problem etyczny w przyszłości: otóż rosnąca technologia
jest w stanie utrzymać przy życiu praktycznie martwe już ciało. Jest to
naprawdę ogromne zło.
Ingerujemy w boskie i biologicznie naturalne procesy życia i śmierci.
Niedługo jeszcze dojdzie do tego że będziemy trzymać przy życiu samą głowę,
aby tylko zadośćuczynić oszalałych z rozpaczy bliskich.
Śmierć jest naturalną częścią samego życia, jest jej integralnym etapem. Nie
powinno się technologicznie oddzielać tych dwóch zespolonych ze sobą części.
Zarówno ze społecznego punktu widzenia, biologicznego, jak i religijnego,
moralnego i etycznego.
Człowiek się rodzi i umiera. Jeżeli umiera, to powinno się mu na to pozwolić
jeśli już przeszedł na to czas. Life goes on.
Bardzo dobrze że mąż nie oddał prawa decyzji rodzicom, a to z tego powodu że
rodzice w takim przypadku powinni mieć akurat najmniej do powiedzenia, z tego
właśnie powodu że przez swoje oszalałe emocje nie są w stanie podjąć
objektywnie słusznej decyzji.
A jego wewnętrzne motywy są tutaj nieistotne. Nie znamy ich i nie poznamy, i
nie mamy prawa ich osądzać.
God Bless Terri