Dodaj do ulubionych

Szczesliwego Nowego Roku 2006

31.12.05, 14:25
... gdziekolwiek jestescie...
helgo.net/barse/bilder/bebben/31dec03/Resize%20of%20IMGP0559.JPG
Gott Nytt ?r 2006!
Obserwuj wątek
    • morsa Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 31.12.05, 14:43
      news.bbc.co.uk/1/hi/world/asia-pacific/4571048.stm
    • basia553 Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 31.12.05, 14:43
      I ja zycze wszystkim Dosiego Roku i wspominam z usmiechem Sylwestra sprzed dwu
      lat, ktory spedzilam na szampanskiej zabawie....tu na forum. To se ne vrati....
      • jutka1 Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 31.12.05, 15:01
        Ech.
        2 lata temu bylam smiertelnie zakochana, slepa, glucha i opozniona w rozwoju :-)

        Teraz sciskam Was z Sydney, w dobrej formie, z usmiechem, i ...
        ... kurna zeby tylko skora nie zlazila z nosa!

        Cmok cmok, J. :-D
        • szfedka Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 31.12.05, 15:50
          2 lata temu...
          rok temu ...

          w swieta byl dyzur
          dzis juz mnie sciagali a ze zima zla to i moze wiecej bedzie
          wiecej forsy na planowane rozjazdy ;)

          bawcie sie dobrze ci ktorzy bawic sie beda
          a ci ktorzy nie beda...skåååålll...myslami jestem z Wami

          Szczesliwego Nowego Roku wszystkim zycze

          Szwedka
    • luiza-w-ogrodzie Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 31.12.05, 15:03
      Rowniez Wam zycze pieknego roku 2006, w ktorym z Jutka tkwimy od godziny.
      Tak to u nas wygladalo:
      www.smh.com.au/news/national/police-turn-out-in-force/2005/12/31/1135915723577.html

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
    • ertes Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 31.12.05, 15:34
      A szczesliwego, szczesliwego :)

      PS.

      Morsa, australia nie byla pierwsza w nowym roku. Nowa zelandia 2 godziny
      wczesniej :)
    • chris-joe Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 31.12.05, 17:37
      Niech wam bedzie dobrze, nagle -i chwilowo- poszerzona frakcjo australijska:)

      Przegapilem was- wlasnie sie wygrzebalem z pieleszy ostatni dzien starego roku
      witac (11am), by odkryc, ze u was daaawno juz po wszystkim.

      Nastepna w kolejce Europa, a Triskell, Swiatlo i Ertes na saaaamym koncu :)

      • jutka1 Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 31.12.05, 23:56
        Chwilowo poszerzona frakcja australijska odwzajemnia atencje kebekua ;-)))))

        Za dwie minuty polnoc w Europie. Zycze Wam wszystkiego naj, naj, naj.

        Frakcji polnocnoamerykanskiej chyba juz nie bede mogla zyczyc o ich polnocy, bo
        jedziemy na wakacje na plaze. Zycze wiec teraz -

        Dosiego Roku wszystkim!
        :-))))
    • roseanne i wzajemnie :) nt 31.12.05, 19:22

    • ani-ta Szczesliwego Nowego Roku 2006:) ntxt 31.12.05, 23:58

      • ania_2000 Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006:) ntxt 01.01.06, 02:58
        Duzo Milosci i Szczescia:)))
        • starypolonus Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 01.01.06, 03:00
    • basia553 Dosiego Roku! ntxt 01.01.06, 10:39

      • maria421 Re: Dosiego Roku! ntxt 02.01.06, 09:59
        Szczesliwego Nowego Roku!
        Oby sie spelnily Wasze marzenia.
    • bella-donna Re: Szczesliwego tez zycze... 03.01.06, 18:37
      ...ale gdzie wszyscy pouciekali ???!!! o;
      • xurek Sylwester 2006 09.01.06, 16:02

        Wiec jak zwykle od lat zabuchowalismy w pazdzierniku loty do Kolonii i tym
        razem dwa pokoje w hotelu, w ktorym znajduje sie nasz ulubiony Paul’s Club.
        Dwa, coby mama z Pirahna nie siedziala sama w domu. Plan byl taki, ze razem
        zjemy w owym hotelu sylwestrowa kolacje (przedtem w dwojke zawsze jedlismy u
        naszego historycznie ulubionego Chinczyka, tam jednak jest zdecydowanie zbyt
        malo miejsca jak na Piranhe), stukniemy sie ok. 11-tej lampka czegokolwiek,
        maly i mama udadza sie na spoczynek do swojego pokoju a my do naszego
        ulubionego klubiku. Hotel i loty od razu zaplacilismy, klubik mial byc dla nas
        jak zwykle za darmoche a dinner Paul mial zalatwic „po przystepnej cenie“.

        Jako ze moja rodzicielka cierpliwoscia nie grzeszy i nikomu nie ufa zmusila
        meza do zadzwonienia kilka dni przed wyjazdem w celu potwierdzenia, ze pokoje z
        cala pewnoscia niezajete na nas czekaja, co ow uczynil. Pokoje i owszem,
        czekaly, ale pan recepcjonista nam objasnil, ze nie zaplacilismy jeszcze wstepu
        do klubu i owego dinnera. Maz zdziwiony ale nie zaniepokojony oznajmil panu
        recepcjoniscie, ze my za klub tradycyjnie nie placimy i ze ma sie skontaktowac
        z Paulem, coby to potwierdzic a dinner zaplacimy na miejscu. Na to pan
        recepcjonista wybakal nieco zazenowany, ze Paul juz nie ma tego klubu, ze mu
        miesiac temu koncesje wymowili, ale ze bedzie rownie swietnie albo nawet i
        lepiej, bo teraz hotel sam prowadzi ten klub w sposob znacznie lepszy. Ale
        zaplate uiscic musimy.

        Zawiedzieni do granic mozliwosci (bo to nasz “Stammklubik” od lat swietlnych)
        napisalismy mail do Paula, zeby nam powiedzial, gdzie ma teraz nowy klub, bo
        ten w hotelu postanowilismy zbojkotowac. Paul nie odpisal, ale dzien przed
        Sylwesterm zadzwonil, ze nie ma juz zadnego klubu i w ogole nie jest juz w
        Niemczech i ze odwiedzi nas w polowie styczna w Szwajcarii i wtedy poda dalsze
        detale, bo przez telefon…… sie boi!!!!!!

        Wszstko zabuchowane, kasy nie zwroca, wiec postanowilismy mimo wszystko
        pojechac z nadzieja, ze moze inni tez nie wiedza ze Paula juz nie ma i w tym
        nowym klubiku spotkamy przynajmniej naszych starych znajomych. No i hotel
        zapewnial, ze w stylu klubu nic sie nie zmienilo, wiec nieobecnosc Paula jakos
        przezyjemy. Jak postanowilismy, tak zrobilismy.
        Wyladowawszy w milych i niezajetych pokoikach Piranha zajela sie wlaczaniem i
        wylaczaniem wszystkiego, mama przeszkadzaniem Piranhii w owym zajeciu, ja
        sylwestrowa kapiela i “odswiezaniem urody” a maz zorganizowaniem Sylwestra.

        Po godzinie ja odwiezona, mama wnerwiona a Pirahna rozkrecona spotkalismy
        sfrustrowanego meza w hotelowym lobby. Na temat tego, co i dlaczego stalo sie z
        Paulem nikt nie chcial powiedziec nic (tudziez kazdy “tajemnie” bakal cos
        innego), za wejscie do klubiku mielismy uiscic 70 Euro od osoby a za dinner bez
        znizki na nas trzech i malojedzaca Pirahne….. 460 Euro!!!!! Zdesperowani
        finansowym rozwojem sytuacji postanowilismy wymyslic plan alternatywny, czyli
        na dinner do kumpla meza, ktory prowadzi restauracje w innym hotelu. Kumpel sie
        ucieszyl, potem mniej ucieszyl, potem powiedzial, ze w hotelu
        jest “Gesellschaft”, ale on napewno z managerem ten dinner dla nas nakreci i
        zadzwoni, kiedy mamy przyjsc. Byla to godzina 17:00. O 18:30 zdesperowany maz
        doprowadzony do rozpaczy przez coraz bardziej niecierpliwa tesciowa zadzownil
        do ulubionego Chinczyka, ktory bardzo sie ucieszyl, ze nareszcie pozna nasza
        latorosl i stwierdzil, ze gdzies ten stolik dla nas dostawi, i mamy sie nie
        przejmowac, tylko zjawic. Tak wiec udalismy sie piechota do Chinczyka na 19-ta,
        droga z Prianha okazala sie jednak znacznie dluzsza i uciazliwsza niz bez. U
        Chinczyka nastapila jedyna perelka tego wieczoru: nie dosc ze nazarlismy sie
        kaczek do rozpuku ja zedyne 80 Euro wszyscy do kupy, to jeszcze Chinska
        kelnerka tak przypadla Piranhii do gustu, ze malowal jej obrazki, pisal swoje i
        jej imie, nawet serduszko wymalowal, przez co byl caly czas zajety i nie
        przeszkadzal w konsumowaniu ptakow. Okolo 21:00 zglosil sie rowniez
        telefonicznie juz dawno zapomniany kumpel, ze sprawe zalatwil i sie zastanawia,
        dlaczego jeszcze nas nie ma….. Maz nieco wnerwiony rzuciul cos o braku
        zdolnosci telepatycznych po naszej stronie i spowodowanym tym uzaleznieniu od
        komunikacji telefonicznej i zbyt pozniej godzinie i zbyt pelnych brzuchach.
        Potem nastapila droga powrotna, ktorej to Piranha z racji strasznego zmeczenia
        nie mogla odbyc samodzielnie i musiala byc niesiona przez tatusia.

        Wrociwszy wypilismy szybciutko obowiazkowa lampke przy wtorze wciaz
        powtarzanego przez Piranhe zdania “babcia, to kiedy my wreszcie pojdziemy do
        naszego pokoju” po czym udalismy sie do owych w celu odpowiedniego
        przystrojenia.

        Przystrojeni, wymalowani i wyperfumowani udalismy sie do klubu. Najpierw promyk
        nadziei – jeden z bylych odzwiernych sie ostal, wiec mylselismy ze sie czegos
        dowiemy no i nie bedziemy musieli uiscic owych 140 Euro. Odzwierny najpierw
        spontanicznie i nieprzemyslanie sie ucieszyl, wyszczerzyl wszytkie duze zeby w
        szerokim usmiechu i rzucil sakramentalne “hi, brother, long time”, ale zaraz
        sobie chyba COS przypomnial, bo sie zdystansowal, upowaznil i
        powiedzial “witamy panstwo w nowym klubie”. Maz zdebial, zapytal o Paula,
        znizke, inny klubik i jako odpowiedz otrzymal “ja tutaj tylko jestem na bramce,
        niech pan lepiej zapyta managera”. Manager wyjasnil, ze uiscic musimy a Paul
        opusil zarowno klub jak i Niemcy i splajtowany znajduje sie w Anglii.

        Poniewaz bylo juz po dziesiatej a innego planu wciaz brak uiscilcismy wejsciowe
        i weszli. Klub jaki znalismy byl ciemny, drewniano – chromowo – skorzano –
        szklany, mial dlugi bar, pare klubowych foteli i stolikow i duuuza przestrzen
        do tanca plus pare barowych stolkow pod scianami. Mial tez super soul – blues –
        jazz muzyke, ktora w Sylwestra byla do 2-giej life, bardzo taneczna i
        porywajaca. Mial fajnych gosci o milym profilu wiekowym +/- 35.

        Nowy klub byl….. bialy. Bialy od wykrochmalonych obrusow na stolikach, ktore
        zajely powierzchnie taneczna ograniczajac jej pozostalosc do rozmiarow stolu.
        Na nich staly balonikowe dekoracje i napisy “reserved”. Przestrzen taneczna sie
        zmniejszyla, dlugosc kiecek obecnych dam wydluzyla za to znacznie, postepujac
        rownolegle do profilu wiekowego, ktory sadzac na oko wynosil +/- 75. Muzyka
        jakastam nawet i grala, ale tak cicho, ze trudno powiedziec, co to bylo.
        Przestrzen taneczna choc mala, byla jednak wystarczajaca, bo nie tanczyl nikt.
        Drinkow nie zamawialo sie przy barze, tylko u wszechobecnych w nadmiarze
        kelnerow.

        Krotko po nas zjawil sie “band” – trzech panow w bialych koszulach i
        garniturach i jedna mloda pani w czarnej sukni skapo odziewajacej biust i z
        powiewajacym blond wlosem. Najpierw pani usilowala “rozruszac” towarzystwo
        kilkoma byc moze dla kilku dowcipnymi zdaniami i byc moze ponentnymi
        przerzutami wlosow i biustow, potem wziela sie za spiewanie, panowie za
        instrumenty, siedemdziesieciolatki za rytmiczne kiwanie glowami a my z mezem za
        przewracanie oczami. Gosciu na gitarze przysypial zujac gume, ten na keybordzie
        kiwal sie jakos tak sennie a tego na perkusji malo bylo widac i slychac.

        Tak mniej wiecej dzialo sie do dwunastej z malymi przerywnikami na wejscie
        kilku nowych usmiechnietych siedemdziesieciolatkow i kilu na wejsciu
        zbaranialych dawnych bywaczy klubu, ktorzy tez nie wiedzieli i przylaczyli sie
        na krotko do naszej przewracajacej oczami sekcji. Potem nastapilo brutalne
        wylaczenie naglosnienia, wzniesienie toastu oraz poinformowanie publiki, ze w
        owych 70 Euro zawarty jest cieply buffet, ktory wlasnie otwarto w hotelowym
        lobby. Prawie wszystkie
        • xurek cd 09.01.06, 16:04
          Prawie wszystkie siedemdziesieciolatki w tempie wrecz niesamowitym udaly sie do
          zloba a skonsternowany brakiem publicznosci band oznajmil przerwe. Tak wiec o
          00:30 na party w klubie zapanowala zupelna cisza i pustka, az ktorys z kelnerow
          wlaczyl jakiegos RMB – samograja, tylke tylko, ze niezwykle kameralnie.
          Wyczuwszy nasza szanse przetanczenia choc jednego kawalka poprosilismy o
          wzmocnienie naglosnienia, co uczynny kelner od razu uczynil. Niestety w polowie
          kawalka przylecial zdenerwowany manager, przykrecil kurek i oznajmil
          skonsternowanym tanczacym, ze ten “ryk” przeszkadza posilajacym sie w bufecie
          siedemdziesieciolatkom.

          W tym momencie wywiazala sie pierwsza malzenska dyskusja na temat czy isc spac,
          czy tez dalej uczestniczyc i zostalam przeglosowana, bo przeciez moze zdazyc
          sie cud, siedemdziesieciolatki pojda spac a muzyka zostanie rozkrecona no i te
          70 Euro!!!! Po nastepnej polgodzidnie siedemdziesieciolatki powrocily na party
          i rozruszaly je na dobre. Otoz wiekszosc bialoobrusowych stolikow bylo barowych
          i mialo wysokie barowe stolki, co zdaje sie nie byc najlepszym siedziolkiem dla
          siedemdziesiecioletnich tylkow. Tak wiec nastapila dyskusja, ze teraz powinna
          nastapic zmiana rezerwacji wsrod stolikow wysokich i niskich, na co oczywiscie
          niskostolikowcy ani mysleli sie zgodzic.

          Dyskusja to byl prawdziwy “highlight” tego party - dla kazdego z nas na swoj
          sposob. Wiec ja sie rozbudzilam, bo dyskusja przebiegala w bardzo swoisty i
          zabawny sposob. Otoz stojace jeden nad glowa drugiego Siedemdziesieciolatki
          bynajmniej nie rozmawialy ze soba wprost, lecz kierowaly swoje spostrzezenia do
          coraz bardziej zdezorientowanego kelnera, ktory nigdy nie zdazyl wtracic
          wlasnego zdania pomiedzy. Byla ro rozmowa typu “prosze pana, ja tutaj mialam
          zarezerwowane a teraz moje miejsce jest zajete? Tak prosze pana, jest zajete,
          bo ja juz 2 godziny przesiedzialam na niewygodnym barowym stolku placac za
          impreze bylo nie bylo tyle samo i uwazam, iz w ramach sprawiedliwosci
          rezerwacje powinny po polnocy zostac zmienione. No wie pan? Czy ktos kiedys w
          porzadniej restauracji czy klubie slyszal o czyms takim jak zmiana rezerwacji?
          Kelner zupelnie zwariowany polecial po managera, co mialo ten plus, iz ow nie
          mogl juz kontrolowac odzwiernego, co wykorzystal moj maz w celu wyciagniecia z
          niego paru dodatkowych detali.

          Wiec wg. pozostawionego bez nadzoru odzwiernego bylo to tak: Paul mial ten klub
          od ponadz 10-ciu lat (co sie zgadza) i nastepujacy deal z hotelem: Hotel byl
          odpowiedzialny za napoje lacznie z obsluga baru, Paul mial jakies “marne
          procenty” od napojowego utargu. Muzyka i wystroj to byla dzialka Paula, jak
          rowniez calosc kasy za wstep i garderobe. Im bardziej klub sie rozkrecal (a
          przez ostatnie lata byl bardzo rozkrecony i “inn”) tym wyzszy byl ten wstep a
          tym samym zarobek Paula. To przestalo sie hotelowi podobac, wiec pod
          pretekstem, ze klub profilem nie pasuje do profilu gosci hotelowych wymowili mu
          owa koncesje i od listopada “eksperymentuje” z nowym profilem klubu, bo grajace
          w nim wczesniej bandy i Dje (tutaj odzwierny nie byl pewien, czy z solidarnosci
          czy tez z racji mniejszych gaz) go zbojkotowaly. Byla juz poezja spiewana,
          wieczor recytatorski, pare gorzej lub lepiej spiewajacych pan ale klientela jak
          dotad sie nowa nie znalazla, z wyjatkiem tego sylwestrowego wieczoru….

          Po omowieniu z dwojka bohatersko pozostalych znajomych wszystkich nowo nabytych
          wiadomosci jak rowniez zachowania klubowych gosci i ocenie prawdopodobienstwa
          zatanczenia czegokolwiek na zerowe o godzinie 2:00 udalismy sie do pokoju.
          Tutaj maz bardzo pozytywnie mnie zaskoczyl wyjmujac z hotelowej lodowki
          przywiezionego “na wszelki wypadek” szampana, ktorego to wysaczylismy do 4:00
          udajac sie nastepnie na spoczynek.

          Punktualnie o 11:00 obudzilo nas wspolne rabanie w drzwi – trudno powiedziec,
          czy glosniej rabala Piranha czy babcia, sadzac jednak po wnerwieniu raczej ta
          druga. Babcia bowiem zabronila Piranhii ogladac TV po dwunastej jak rowniez
          bawic sie zapalaniem i gaszeniem przeroznych swiatel, za co Piranha
          odwdzieczyla sie wczesnym rankiem zamykajac rozespana babcie, ktora chciala
          siusiu na czas dluzszy (tutaj relacjie czasowe bardzo od siebie odbiegaja) w
          lazience. Okazalo sie bowiem, ze lazienka po wyjeciu karty z “wlacznika
          elektrycznosci” zgasla jak rowniez nie dala sie otworzyc.

          PS: moj dlugasny reportarz wklejam na obu “rywalizujacych forach” coby sie
          zadnemu nie narazic, chce bowiem zaczac 2006 ugodowo i pacyfistycznie :)).

          Xurek
    • basia553 Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 09.01.06, 16:19
      dzieki za swietna relacje sylwestrowa. Wiedzialam, ze Twoj sylwester nawet jak
      sie twoim zdaniem nie uda, to bedzie przynajmniej dla czytelnikow udany:))))
      Nawiasem mowiac masz konkurencje (silna) na forum GW, niejaka kropka pisze
      rewelacyjne teksty, przewaznie na forum miasta lodzi.
      ps fatalnie mi sie stuka: mam po raz pierwszy w zyciu przyklejone paznokcie.
      wygladaja zabojczo, mam nadzieje ze nie oderwa mi sie w wardzawie:(((((
      zle sie nimi zapina spodnie:(((((((
      PPS Jaka konkurencja? Jedni pisza tu, inni tam, ajeszcze inni i tu i tam. nie
      widze zadnych walk z konkurencja. ale milo, ze piszesz i tu i tam:)))))
      • xurek no to ciesze sie, 09.01.06, 17:08
        ze omylnie zrozumialam niektore wpisy na watkach Absolwenta i Szwedki i zadnej
        konkurencji tudziez wzajemniej niecheci niet :)).

        Xurek
        • basia553 Re: no to ciesze sie, 09.01.06, 17:30
          aaaaa, konkurencja i niechec to sa przeciez dwie rozne roznosci:)))))))
          nie czytalam ich dyskusji i nie chce mi sie tego nadrabiac, wiec nie wiem czy
          konkurowali czy ta inna inszosc miala miejsce..
      • ani-ta Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 09.01.06, 20:07
        a co cie naszlo z tymi pazurkami basku?:)
        chcesz mnie w kompleksy wpedzic? czy co?:)))

        uwazaj! jak sie bedziesz malowala!!! slyszalam makabryczne opowiesci o swiezym
        tipsie w oku:)
        • basia553 Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 09.01.06, 20:27
          alez Anita, ja jestem profi! Wszelkie malowania odstawiam licznymi pedzlami.
          Gorzej z glaskaniem niemowlat.....
          • ani-ta Re: Szczesliwego Nowego Roku 2006 10.01.06, 20:48
            dasz rade:)
            najwyzej "tylko" bujac bedziesz... kazda para rak sie przyda;))))))))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka