chris-joe
04.09.06, 07:53
Moze dlatego ze przyjechala z Vancouveru chyba najstarsza stazem psiapsiola (z
czasow warszawsko-uniwersyteckich), z ktora tak wspolczesnosc jak i
wspomnienia lacza (tu wchodzi jako soundtrack sekcja altowek z solowka
skrzypiec) - wszystko jest z lekka inne.
Braz glaszcze kota na lozku w sypialni.
A ja -z jakiejs przyczyny wyjatkowo czule dzis w Brazie zakochany- poddaje sie
mysli, ze kiedys kota nie bedzie, ze kiedys i Braza moze zabraknac, ze kiedys
ja bede inny, moze sam, moze z inna osoba, z innym kotem, w kolejnym wcieleniu
smiertelnego kameleona.
Zatrzymawszy sie na sekunde miedzy lazienka a sypialnia, rozmyslnie
zapamietuje widok Braza glaszczacego kota.
Po czym wracam do living-room'u do psiapsioly i do piwa. Za chwile wraca i Braz.
Jutka patrzy z ulicy w okna swojego bylego paryskiego mieszkania
(wspominalismy o tym w NYC), jak ja spogladalem w okna mieszkania przy Barclay
Street w Vancouver.
Dzis Braz glaszcze kota.