Dodaj do ulubionych

Rozmowy z Bogiem

20.10.06, 03:09
Pomyślałam, że zamieszczę kawałek 'budujący'z naszych prywatnych rozmów.
Fragment ten jakkolwiek kierowany do Nas jest naprawdę kierowany do
WSZYSTKICH.

25th May, 2005


Znowu sie spotykamy.. kochani moi... Wiecie, że nigdy się nie rozstaliśmy tak
naprawdę. Zawsze jesteśmy razem. Wiecie co mam na myśli?
Badźcie pozdrowieni, kochani moi, moje dzieci.
Tak, tak, kontynujmy ten dialog a Wy pamiętajcie aby to wszystko notować.
Nie martwcie się jeśli interpretacja Wasza jeszcze nie jest prawidłowa. Nie
musi być.
"In fact", nie potrzeba interpretować wiele. Bardziej należy pracować nad
przeżyciami Waszymi, których mieliście mnóstwo i będziecie mieć bo to jest
życie – a życie to jak wiecie – to JA. Proces tworzenia, który się ciągle
zmienia, "constant change" to Ja – Kreator and Being Created.

Jakie to cudowne, jakie to "magnificent".
Tak, jeśliby tylko ludzie pamiętali, że to czego szukają i próbuja
zdefiniować, i co religie światowe próbowały, i próbują zdefiniować, i
opisać, i określić aby ludzie mogli jakoś dotknąć czy widzieć, gdyby
zrozumieli, że to czego tak szukają to jest w nich samych, i wokół nich, i w
tym w czym żyją, i uczestniczą, i tworzą, i są bierni, i tworczy, i kreują
to codziennie jak wdychaja to...i konsumują to, i słyszą,i widzą, i czują, i
śpią, i cieszą, się i często martwią.
To wszystko to jest życie. I to wszystko, to życie, ten process - to JA.
To Ja Stwórca.
To może być szokujące dla wielu, bo ludzie w oparciu o religie wyobrażają
sobie, i wyobrażali, że Ja jestem Panem z brodą, siwą bo oczywiście mam
mnóstwo lat. I białe szaty; bo w niebie sie nosi bialłe szaty. Z laską z taką
z zagiętym "handle", ktorą trzymam w ręku bo jestem stary...
Nie... to nie tak. Nie tak należy sobie mnie wyobrażać, jakkolwiek różne
indywidualności, jednostki mogły mieć różne objawienia, obrazy, które
zinterpretowano w indywidualny sposób.

"Redefining God" it will be your next book...


Pozdrawiam
Kan

PS: Póżniej dopiszę swoje myśli.
Obserwuj wątek
    • asia.sthm Re: Rozmowy z Bogiem 20.10.06, 14:08
      > PS: Póżniej dopiszę swoje myśli.

      No to grzecznie poczekam.

      Ja sie tylko pieknie usmiecham czytajac te przekazy, rozpoznaje wszystko,
      dostaje skrzydel, nabieram sil...no inaczej sie nie da.
      :))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • ertes Re: Rozmowy z Bogiem 20.10.06, 15:34
      Ty to masz wejscia!
      Jak nie z ufoludkami gadasz to teraz z Bogiem.
      Zazdroszcze.
      • pani-i-toto Re: Rozmowy z Bogiem 20.10.06, 16:06
        Ktoś musi Ertezeuszu, podczas gdy my się tu nawalamy pod figurą ;)
        Dzięki Kanie, pisz dalej.

        Wasza Stokrotka
        • ertes Re: Rozmowy z Bogiem 20.10.06, 17:17
          Ertezeusz... Jak to slodko brzmi.
          Lubie Cie.
          • kan_z_oz Połączenie 22.10.06, 12:28
            Moje osobiste rozmowy odbywają się bardzo skromnie.

            Natomiast komunikacja Górala - co innego; opiszę później.

            Nasze rozmowy trwają już od ponad 2 lat - jak ten czas szybko płynie.
            Połączenie każdego człowieka z Bogiem jest poprzez serce. Nie jest to
            przenośnia.
            Na początku najłatwiej jest dotrzeć do tego połączenia poprzez medytację.
            Póżniej wystarcza już tylko bardzo krótki moment chwilowej koncentracji.
            Zacznę więc od opisu medytacji i tego jak w jej trakcie odnaleźć to połączenie.

            Zamykamy oczy i koncentrujemy całą naszą uwagę na 5-6 bardzo głębokich
            oddechach. Staramy się wyłączyć nasz umysł i ciągle kłębiące się myśli.
            Kierujemy całą naszą uwagę tylko na oddech i kontynuujemy do momentu aż
            zaczynamy odczuwać spokój.
            Gdy myśli przestają płynąć a nasz oddech jest dużo wolniejszy i spokojniejszy,
            wtedy koncentrujemy całą naszą uwagę na punkcie wokół naszego serca.
            To co odczuwamy będąc w punkcie naszego serca to; niesłychany spokój, równowaga
            i stan pełnego bezpieczeństwa. To jest stan uzyskania naszego osobistego
            połączenia z Bogiem.
            Ten stan, może osiągnąć każdy po kilku próbach medytacji; nawet jeśli w
            obecniej chwili nie ma o tym żadnego pojęcia. Jedyną trudnością jest opanowanie
            ciągle płynących myśli, co oznacza, że koncentrowanie się na oddechu może
            początkowo zająć relatywnie sporo czasu. Ćwicząc to nawet tylko od czasu do
            czasu, przychodzi to coraz szybciej.

            Dla większości ludzi to połączenie z Bogiem, to będzie tylko to uczucie
            niewypowiedzianego spokoju i absolutnego bezpieczeństwa.
            Znam ludzi, którzy w tym stanie widzą litery i są w stanie czytać. Słyszałam o
            takich, którzy widzą obrazy i w ten sposób komunikują się z Nim - poprzez
            obrazy.
            Jest to indywidualne i nie należy spodziewać się niczego - tylko nastawić się
            na obserwację.
            Będąc w tym punkcie wyciszenia, możemy zadawać nasze osobiste pytania. Pierwsza
            myśl,obraz, czy litery jakie przyjdą to jest odpowiedź. Znowu; dla większości
            będzie to pierwsza myśl.

            Moja komunikacja następuje poprzez uczucia. Gdy zadaje pytanie i odpowiedź jest
            na TAK, emocja radości jest tak mocna, że przechodzi w stan niewypowiedzianego
            zadowolenia.
            Gdy coś nie jest dla mnie słuszne, czyli NIE - natychmiastowo ogarnia mnie
            niepokój.

            Sama najprawdopodobniej, nigdy bym się nie domyśliła, że tak wygląda
            komunikacja ze Źródłem. Opisanie tego jest dla mnie możliwe tylko dzięki
            umięjętnością Górala.

            Jego komunikacja, polega na tym, że w momencie gdy weźmie te 5-6 głębokich
            oddechów ,natychmiast wchodzi w trans i zaczyna przez Niego mówić Bóg lub
            częściej inne - jakby powiedzieli gnostycy - "Spirits". Dzięki temu mamy te
            dokładne opisy, których w większości jeszcze nigdzie nie ma.
            Chociaż tak naprawdę to nie wiem, gdyż bardzo sporadycznie coś czytamy na te
            tematy.

            Posiadanie praktycznej zdolności komunikowania się ze Źródłem/Bogiem czy jak
            czasem żartobliwie nazywam "Zielonymi", powoduje,że w każdym momencie można
            dostać poradę. Rada dana ze Źródła może dotyczyć podjęcia każdej najbardziej
            słusznej decyzji życiowej lub innych - zależy o co pytamy. Nigdy nie przychodzi
            nic co mogłoby kogokolwiek zranić czy dotknąć.
            Ponieważ, moje zdolności polegają na czuciu - to Ja mogę opisać Moje kontakty z
            Bogiem z tego punktu; jest to dobro i miłość o intensywności, która dosłowie
            mnie obezwładnia. Ja głónie płaczę lub powinnam powiedzieć raczej, że
            raczej 'ryczę' ze szczęścia. Dlatego nie udało mi zadać nawet zbyt wiele pytań.

            Wyobraźcie sobie teraz,że ludzie zaczynają korzystać z tego połączenia. Jest to
            połączenie gdzie można dostać odpowiedź na WSZYSTKIE pytania - za darmo, bez
            warunków i w trosce o wszystkich innych i wszystko inne.

            Nic dziwnego, że spirytualizm był tępiony przez wieki. Jest to najpotężniejsze
            narzędzie, które usuwa ludzki strach, nienawiść, konflikty i buduje miłość i
            życie w prawdzie.
            Przed człowiekiem, który jest spirytualny nie ukryje się żadne kłamstwo a
            ludzie są przejrzyści w swoich myślach i intencjach.

            Pozdrawiam
            Kan
            PS Zapraszam do transformacji świadomości następnym razem

            • bella-donna Re: Połączenie 22.10.06, 13:47
              a ile placisz za przynaleznosc do "clubu"
              i czy schrony budujecie ?
              • kan_z_oz Re: Połączenie 22.10.06, 14:46
                bella-donna napisała:

                > a ile placisz za przynaleznosc do "clubu"
                > i czy schrony budujecie ?

                ODP: Jak się cieszę Bella, że czytasz - z ciekawości?
                Czy masz jakieś pytanie? Czy tak raczej bezinteresownie na odlew po mordzie aby
                tradycja w narodzie nie zaginęła?

                Kan
                • kan_z_oz Do Ertesa 22.10.06, 15:01
                  Ertes napisał; Ty to masz wejscia!
                  Jak nie z ufoludkami gadasz to teraz z Bogiem.
                  Zazdroszcze.

                  ODP: Nie ma czego - też je masz. Ludzie zawsze je mieli i kiedyś nawet
                  wiedzieli o tym. To połączenie ludzkość straciła w momencie gdy religie
                  wprowadziły monopol na Boga.
                  Rządzenia i podporządkowanie sobie innych nie jest możliwe, gdy ludzie sami
                  mogą się z Nim komunikować.

                  Oczywiście większość z nas nie komunikuje się z Bogiem słowami, tylko emocjami.
                  To jest powód dlaczego tak Cię tak ruszają sprawy KK w Polsce.
                  Ludzie poprostu czują co jest w zgodzie z Bogiem a co tym nie jest -
                  wytłumaczenia i słowa do tego mogą być różne.

                  Kan
                • bella-donna Re: Połączenie 22.10.06, 19:33

                  tytul mnie zachecil...postawilam 2 pytania, nie zauwazylas ?
                  moglam postawic wiecej, ale nie chcialam niepokoic...
                  (czyt. wyprowadzac z transu)
                  • pani-i-toto Re: Połączenie 22.10.06, 19:39
                    co masz nam do powiedzenia? Słuchamy.

                    Wasza Stokrotka
            • pani-i-toto Re: Połączenie 22.10.06, 16:24
              niektórym pomaga skupianie wzroku i myśli na pięknie przyrody, np. roślin,
              zjawisk atmosferycznych, szczególnie grze światła na wodzie lub między
              gałęziami drzew.

              Wasza Stokrotka
              • bella-donna Re: Połączenie 22.10.06, 19:39
                pani-i-toto napisała:
                > niektórym pomaga (...)

                ????????

                >>>skupianie wzroku i myśli na pięknie przyrody, np. roślin,
                >>> zjawisk atmosferycznych, szczególnie grze światła na wodzie lub między
                >>> gałęziami drzew.

                zakladam, ze przy tym nie "ryczysz" i literek tez nie widzisz...
                • pani-i-toto Re: Połączenie 22.10.06, 19:41
                  nie widzę literek, ale czasem ryczę. Co więcej chcesz wiedzieć?

                  Wasza Stokrotka
              • lucja7 Re: Połączenie 22.10.06, 20:17
                Piekna ilustracja tego moze byc jeden z najwiekszych mistrzow sztuki
                kinetycznej, Jesus SOTO ktory cale swoje artystyczne zycie poswiecil wlasnie na
                poszukiwaniu sposobow wyrazenia tego naturalnego piekna. Dokladnie tego ktore
                przytaczasz. Skojarzylo mi sie bo widzialam wystawe grupowa jego dziel tego
                lata, w Biarritz.
                • kan_z_oz Re: Połączenie 2 23.10.06, 03:44
                  Dziękuję Łucjo za przykład.

                  Odzyskanie połączenia u większości ludzi powoduje właśnie łzy przy oglądaniu
                  czy odczuwaniu wszystkiego co jest pięknem; płaczę więc na koncertach,
                  oglądając lub czując unikalne zabytki historyczne, filmy, przyrodę.
                  Kontakt z Bogiem jest emocjonalnie tak silnym przeżyciem, że nie mogę znaleść
                  żadnego porównania.

                  Całe 'piękno', sztuka, wraźliwość tego świata pochodzi właśnie ze Źródła i
                  powstała dzięki temu,że ludzie świadomie lub nie wchodzą w serce i wydowywają
                  stamtąd te wszystkie cudeńka.

                  Zamieszczę kawałek, gdzie On sam mówi o sobie, i o Jego relacji z ludźmi i
                  dlaczego jest naprawdę ważne dla Nas wszystkich aby tą relację zrozumieć.
                  Zrozumienie tej relacji nie może odbyć się wyłącznie w formie dyskusji
                  akademickiej. Zrozumienie tej relacji to praca nad przywróceniem połączenia z
                  Nim, czyli praca nad rozwijaniem "czucia".

                  Fragmenty pochodza z Maja i Czerwca ubiegłego roku;


                  "Ludzie potrzebują zrozumieć, że Bóg którego wyobraźali sobie tak naprawdę to
                  nie istnieje. Ten który istnieje, to może wyglądać troszeczkę inaczej.
                  Tak jak przypomniałem Wam już kilka razy i powiem jeszcze raz – Ja to życie –
                  życie to proces, który jest tworzony w każdej sekundzie, minucie, godzinie,
                  dniu, tygodniu, jakkolwiekby na to nie spojrzeć z któregokolwiek punktu
                  widzenia to życie samo w sobie będąc tym procesem jest Mną. To jest to co
                  ludzkość powinna i musi zrozumieć aby siebie, i świat ocalić.
                  Bo tylko wówczas jesli każdy zrozumie, że jest odpowiedzialny za wszystko, i
                  jest Bogiem, i Stwórca wszystkiego, wtedy w tym jest odpowiedź dla świata...
                  W dzisiejszym świecie Bóg jest malowany w bardzo krzywdzący sposób – krzywdzący
                  dla ludzi - nie Mnie.
                  Bóg jest namalowany jako Ten, który karze, który tylko czeka na wasz grzech po
                  to by Was sądzić, wtrącić potem do miejsca gdzie macie się oczyścić. A jeśli
                  się nie oczyścicie to traficie do piekła...
                  Taki jest mój obraz w oczach ludzi, większości...
                  Obraz który można otwarcie powiedzieć bez "judgment", obraz głównie stworzony
                  przez wasze religie. Instytucje religii gdzie czlowiek a w zasadzie mężczyzna
                  chciał zdominować innych i to jemu całkiem dobrze się udało...
                  Ale stąd z tych podstaw wychodzą korzenie teraźniejszych systemów, wartości i
                  edukacji, i społecznych systemów, i ekonomicznych. O jakkimkolwiek systemie
                  mówimy są one w dużej mierze oparte o te bazy czy bazę tą, którą stworzyły
                  instytucje religijne i umacniały od zarania dziejów...
                  Toteż dzisiaj bracia wasi, siostry wasze, są zagubione i zagubieni. Żyją w
                  strachu przed Bogiem, który będzie karał.
                  Ja nie karze i nie bedę karał. Rasa ludzka sama sie karze. Tak jak powiedziałem
                  wczesniej wiele miesiecy wcześniej w Listopadzie w Grudniu w zeszłym roku, Ja
                  dałem wam wolna wole i jej nie zabiorę. To znaczy, że rasa ludzka sama może się
                  ukarać. Spójrzcie w jakim swiecie żyjecie? W świecie gdzie odbywa
                  się "judgment" w każdej sekundzie życia Waszego. Czy to ja was oceniam? Nie -
                  sami sie oceniacie. Poprzez brak akceptacji czy zrozumienia głębszych prawd i w
                  głównej mierze braku zrozumienia głównej prawdy tzn;
                  że Ja Stwórca nie karze i nie bedę.
                  To nie znaczy, ze ludzie dalej mogą robić co robią. Bo jak wiecie system
                  czy "Univers" jeśli tak wolicie powiedzieć ma mechanizmy, które jak wiecie –
                  było wam to wyjaśnione- przychodzi czas, zbliża się, że te mechanizmy mogą
                  zadziałać i działają. Życie się adoptuje, zmienia. Nie tylko życie człowieka
                  ale to co jest na Ziemi. W pewnym momencie ta adaptacja moze być niekorzystna
                  dla gatunku ludzkiego. Jeśli się to stanie oczywiście ludzie będą mówić to
                  Bóg , zsyła kare. Nie - jest to nie prawda. Bóg nie zsyła kary i nie będzie
                  zsyłał, i nigdy nie zsyłał. Pora jest abyście zrozumieli, że sami ludzie są
                  odpowiedzialni za swoje życia i za wszystko co robią. Wszystko, wszystko...

                  Dopóki jednostki będą odmawiać odpowiedzialności, nie tylko za siebie ale za
                  wszystko inne dopóty będzie tak jak jest. Do tego jest potrzebna zmiana
                  świadomości. Podniesienie świadomosci na następny poziom, wyższy gdzie Wszyscy
                  czują się nie tylko odpowiedzialni za siebie ale i za innych, i wiedzą, że
                  cokolwiek Ty jako jednostka robisz, to szkodzi innym czy pomaga innym - więc
                  szkodzi Tobie albo pomaga Tobie.
                  Tak, to jest co Wasi współcześni filozofowie, że tak ich nazwę,
                  nazwaliby; "paratime shift". Potrzebny jest ten "shift" ta zmiana świadomości,
                  że co ja robię, robię moim braciom, robię sobie. Nie jest to nowe stwierdzenie
                  jak wiecie; wcale nie nowe ale spoglądamy na niego z innego punktu.
                  Jakkolwiek wraca to do jednego punktu; "we are all one". One is all, and all is
                  One. Wszyscy jesteśmy tym samym...
                  Zawsze w glębi serca – duszy wiedzieliście to wszystko. Znaliście i
                  wiedzieliście, że prawda jest, istnije, i jest inna niż to co wokół często
                  pojawiało się, i pojawia. Zawsze w imię tej prawdy walczyliście, może
                  niekoniecznie mieczem, bronią ale słowem i działaniem, i nieraz życiem...


                  Pozdrawiam
                  Kan

                  • luiza-w-ogrodzie Re: Połączenie 2 23.10.06, 03:49
                    Zawsze bylam wyznawczynia pogladu ze "sami ludzie są odpowiedzialni za swoje
                    życia i za wszystko co robią" i zawsze mnie zdumiewalo, ze wiekszosc ludzi
                    wykreca sie od tej odpowiedzialnosci.
                    Kultura napedzana testosteronem. To sie musi zmienic, inaczej ludzkosc sie
                    wykonczy.

                    Pozdrawiam
                    Luiza-w-Ogrodzie
                    ·´¯`·.¸¸><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
                    Australia-uzyteczne linki
                  • kan_z_oz Do Belli 23.10.06, 03:59
                    Bella napisała; tytul mnie zachecil...postawilam 2 pytania, nie zauwazylas ?
                    moglam postawic wiecej, ale nie chcialam niepokoic...
                    (czyt. wyprowadzac z transu)

                    ODP: Szczerze mówiąc to nie rozumiem Twoich pytań - domyślam się tylko, że
                    chodzi Ci o przynależność do sekty/koścoła/organizacji/religii?
                    Nie chodzę do kościoła. Nie jestem 'zapisana'do takiej czy innej oraganizacji.
                    Nie płacę "składek".
                    Nie jestem praktykującą osobą w sensie religijnym - i naprawdę trudno mi
                    przychodzi domyślanie się co jeszcze mogłabyś mieć na myśli.

                    Trans czy "trans-chanelling", jest specjalnością Górala a On jak wiesz tutaj
                    nie pisuje. Góral też nie mówi na te tematy - On poprostu tym jest.
                    Nie przeszkadzasz więc nikomu ani nie niepokoisz.

                    Z racji tego, że podobno 'zdolności' Górala nalężą do niesłychanie rzadko
                    spotykanych mamy indywidualne kontakty z różnymi osobami, które też nie
                    reprezentują żadnych organizacji czy stowarzyszeń.


                    Kan
                  • pani-i-toto Re: Połączenie 2 23.10.06, 15:20
                    Księża nauczali o zbawieniu i potępieniu
                    Mnie nic o tym teraz nie jest wiadomo.
                    Czułem na ramieniu rękę mego Przewodnika,
                    Ale on nie wspomniał o karze, nie obiecywał nagrody.

                    cz.miłosz (no aktóżby?:)
                    • kan_z_oz Transformacja 24.10.06, 04:03
                      Tak Stokrotko - We wnętrzu człowieka jest cała wiedza. Połączenie, czy
                      wchodzenie w serce to nieograniczony dostęp do tej wiedzy.

                      Pomimo tego że obraz Tego z którym My rozmawiamy, odbiega od ogólnie przyjętego
                      stereotypu, to jest jeden bardzo ważny wspólny punkt, który jest łączącym
                      ogniwem KK, i spirytualizm, i wiele innych wyznań, przekonań czy poglądów - a
                      mianowicie TRANSFORMACJA.
                      Cywilizacja nasza doszła do momentu przełomowego - "Końca Świata" wg Biblii,
                      lub końca starego ładu i początku nowego wg spirtytualizmu.
                      Wszystko jedno jaką nazwę przyjmiemy, wyjaśnie o co w tym wszystkim chodzi i
                      czego możemy się spodziewać.
                      Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym czy My ludzie w jakiś sposób jakoś
                      ewoluuemy?
                      Ja się nigdy nad tym nie zastanawiałam.
                      No więc ewolucji podlega wszystko, My też. Nasza świadomość podnosi się.
                      Cała nasza cywilizacja jest na poziomie pomiędzy 3 i 4 stopniem świadomości.
                      4 stopień oznacza, że jednostka 'czuje' obecność 'siły wyższej'/Boga/Uniwers
                      czy jakąkolwiek nazwę przyjmiemy. To czucie jest poza logicznym rozumowaniem i
                      wytłumaczeniem. Poprostu wiemy i czujemy, połączenie czy obecność, "oddech"
                      tego "Czegoś" czy "Kogoś".

                      Jest to uczucie czy emocja i w związku z tym mam problemy z opisaniem tego
                      słowami. Posłużę się więc fragmentem z Naszych zapisków.

                      Fragment;
                      "Wszystko jest Jednym (All is One). Gdyby tylko ludzie pamiętali o tym,
                      wszystko zmieniłoby się natychmiast. Kiedy świadomość ludzka wznosi się do tego
                      poziomu zrozumienia, że all is one, wszystkie myśli, wszystkie słowa,
                      wszystkie "deeds", zmieniają się natychmiast. Dotychczasowe myśli i słowa,
                      czyny nagle zaczynają być tym przysłowiowym 'cierniem w oku'. Ten przysłowiowy
                      cierń w oku tak naprawdę powoduje prawdziwy ból. Bo skoro Wszystko jest Jednym
                      (all is one) to tak naprawdę jednostka raniąc kogoś, rani siebie. And by same
                      token; jednostka która daje milość drugiej osobie – daje sobie. Ta jednostka
                      dając cokolwiek tej drugiej osobie – daje to sobie. To jest największa prawda,
                      jaka może istnieć all is one i w takim ukladzie, jednostka daje tylko miłość bo
                      wie, że tylko miłość wraca do niego, czy do niej. Aby to sie stało potrzebna
                      jest wyższa świadomość w ludziach..."


                      Praktycznie więc 4 poziom świadomości oznacza, że jednostka widząc krzywdę
                      drugiej osoby odczywa fizyczny ból, który staje się z czasem niemalże nie do
                      zniesienia. Nie możemy słuchać wiadomości, oglądać programów, czytać gazet ale
                      przedewszystkim nie możemy dalej tolerować i popierać Tych, którzy to powodują.
                      To jest więc pewnego rodzaju REWOLUCJA, o której Łucja napominała, czy
                      nadchodzące szybko zmiany, które i tak większość z Nas w tej chwili wyczuwa.

                      Każdy z Nas więc będzie, lub już jest poproszony o 'przyjęcie Boga do serca'
                      lub 'otworzenie serca'. Proces ten można nazwać różnie, w zależności od
                      poglądów, przekonań i jest absolutnie obojętne jak go nazwiemy.
                      Prosi Nas sam Stwórca/Kreator/ Bóg czy jeśli ktoś woli Uniwers. Siła, która
                      jest jednoczącą siła przepływającą przez cały Kosmos i Nas samych poruzumiewa
                      się z Nami za pomocą emocji. Gdy Nasze życia zaczynają dziwnie się komplikować,
                      sprawy nawarstwiać a My sami czujemy niemoc i strach - to jest 'dzwonek do
                      drzwi'.
                      Opieranie się powoduje jeszcze większe komplikacje, jeszcze większy strach -
                      nie da się uciec przed życiem, czyli Nim.
                      Kopanie schronu, które Krtoś wspomniał też nie pomoże.

                      Jest to Naszą indywidualną decyzją i sprawą 'czy' i 'kiedy' odpowiemy.
                      Z mojego osobistego doświadczenia; w procesie odkrywania tego Ja sponiewierałam
                      całkiem nieźle. Zajęło mi około pół roku aby zaakceptować fakt Naszych rozmów z
                      Bogiem. Z mojego punktu widzenia w tamym okresie czasu, była to niezaproszona
                      wizyta. Do tego była to wizyta odbywająca się w Naszej sypialni, co wkurzyło
                      mnie całkiem nieźle.
                      Z całą pewnością był to Mój czas; ale Ja nie spodziewałam się takiego
                      scenariusza i wcale mi się nie podobało, że przebiega wg czyjegoś.
                      Było mi też obojętne Kto mówi, chociaż nigdy nie miałam większych wątpliwości
                      co do tego. Czułam się zmęczona, wyczerpana i raczej oczekiwałam dobrze
                      zasłużonych wakacji. Moje prywatne prośny o spokój z tym mi się tylko kojarzyły
                      a rozmowy Z Bogiem wcale mnie nie uspokajały. Wcale mnie też nie uspakajały
                      wyjaśnienia, że taka jest droga do spokoju, o który prosiłam. Wyjaśnienia, że
                      właśnie spełnia się to czego pragnęłam rozsierdzało mnie jeszcze bardziej.
                      W sumie, miałam jedno życzenia; przewinąć taśmę życia aby rzeczy wróciły do
                      stanu pierwotnego. Życzyłam sobie aby dzień 29 sierpnia 2004 zginął z
                      kalendarza.

                      Jak powiedziałam, 'skopałam swoje własne pośladki' w sposób jaki chyba nikt
                      jeszcze nie skatował nikogo. Na koniec tego wszystkiego nie tylko zaczęłam
                      chorować ale psychicznie czułam, że nie ma już dalej siły. Był to dla mnie ten
                      moment, gdy będąc zupełnie wyczerpaną zaczęłam słuchać - poprostu nie mogłam
                      już dłużej walczyć.
                      W taki sposób przyszło mi więc 'praktycznie' odczuć All is One oraz zmianę
                      łączenia się ze Źródłem.

                      Wszystkim innym życzę więc łagodnych przeżyć.

                      Pozdrawiam
                      Kan



                      • kan_z_oz Re: Transformacja 2 25.10.06, 03:57
                        Wiem, że są podawane różne daty. W sumie nie mają one większego znaczenia, gdyż
                        Bóg nie kieruje się rozkładem jazdy wg naszego kalendarza.
                        Zmiany trwają już teraz i będa w pełni zakończone w ciągu następnych paru lat.
                        Raz wspomniano, że do końca tej dekady, innym razem, że w całości do 2012.

                        Myślę, że jest ważne aby zrozumieć, że nie będzie jednego widowiskowego
                        wydarzenia, gdzie gawiedź się zgromadzi i krzyknie; - patrzcie ludzie - koniec
                        świata nadszedł.

                        Transformacja o której piszę jest wbudowaną funkcją całego systemu. Co oznacza,
                        że odbędzie się i nie ma możliwości uniknięcia jej. Cały system jest tak
                        zaprogramowany, że wszystko czy każdy kto przeciwstawia się Jego wbudowanym
                        funkcją zostaje rozpoznany jako zagrożenie systemu i wyeliminowany.
                        Mówiąc o systemie mam na myśli całą naszą planetę.
                        Nasze konflikty np. te zbrojne są energetycznie połączone z Ziemią. Co oznacza,
                        że też zaburzają balans.
                        Nasza działalność cywilizacyjna, która zmieniła środowisko naturalne w
                        drastyczny sposób też ten balans naruszyła i wciąż go narusza.
                        Cały sysytem to samoregulujący się układ, który zawsze miał i nadal ma
                        możliwości regeneracji. W obecnej chwili jednakże, zmiany jakich dokonuje Nasza
                        cywilizacja przekraczają możliwości regeneracji tego systemu.
                        My sami więc zaczęliśmy być zagrożeniem dla niego. W związku z czym następną
                        funkcją sysytemu jest zniszczyć zagrożenie - czyli NAS.

                        Transformacja zawsze była naturalnie wbudowanym elementem. Rozwój technologii i
                        Naszej cywilizacji też, ale wybór tego w jaki sposób używamy tej technologii
                        był zawsze Naszym wyborem.
                        Niszczymi więc, zabijamy, zatruwamy, degerujemy z siłą, która przyspiesza
                        adaptacje czyli funkcję obronną systemu. System przetrwa, bo to jest częścią
                        życia czyli NIM - Bógiem. My też przetrwamy - energetycznie z całą pewnością
                        ale nasza cywilizacja może ulec zagładzie całkowitej lub częściowej. To ma na
                        myśli Biblia, chociaż interpretacja tam podana jest zupełnie inna.
                        Czy to się stanie - nasz wybór.

                        Brzmi to może 'gloom & doom'. Nie po to piszę aby straszyć, tylko wytłumaczyć i
                        przejść do tego, o co jesteśmy proszeni. Nie jest więc za późno.
                        Zanim to zrobię zamieszczę fragmenty po Polsku.

                        Fragment; z Maja 2005

                        "...Czas aby stada wróciły do domu, jak mówiłem Wam na początku w Listopadzie
                        zeszłego roku i Grudniu; czas sie zbliża, siły się jednoczą, zjednoczyły.
                        Ludzkość potrzebuje zdecydować i wybrać, w którą stronę, bo czas mija.
                        Widzicie, życie jako proces trwa, trwało i będzie trwać, bo życie to Ja –
                        Creator and Created, 'in this process of life'. Życia nie można zniszczyć,
                        życie się nie da zniszczyć, bo życie jest tak zaprogramowane przeze mnie
                        oczywiście, że nie można go zniszczyć; są 3 uniwersalne prawdy, o życiu. Prawdy
                        i równocześnie pewne prawidła. Życie ma trzy zdolności, żeby to było
                        jaśniejsze; są to; Funkcjonowanie, Adoptowanie i Podtrzymywanie Życia.
                        3 funkcje, ktore zostaly wbudowane w cały system, w cały Universe, 3 funkcje
                        ktorych nikt nie może zmienić, tym bardziej ludzkość i jej małe Ego. Nikt, bo
                        to jestem Ja, jakkolwiek nazwać; Universe, Stwórca, Życie Wieczne, Proces.
                        Życie funkcjonuje – i dzisiaj już Wam powiedziałem na temat tego, funkcjonuje i
                        Wy przez to, że żyjecie funkcjonujecie, jesteście częścią całości. Robicie
                        kontrybucje swoją do całego systemu bo jesteście jego częścia. Każde stworzenie
                        w Waszym świecie jest jego częścią, każda najdrobniejsza cząstka, ‘particle’ ma
                        wbudowaną pamięć czy ‘supreme intelligence’ i funkcjonuje ta cząsteczka i zbiór
                        cząsteczek, który tworzy póżniej atomy, później komórki i żyjące organizmy. W
                        ten sposób odbywa sie funkcjonowanie życia. Człowiek każdy jest częścią
                        całości, systemu. W procesie życia, który również jest – jak to mówiłeś synu i
                        często mówisz w pracy - one permanent thing in life, is change. I love it, when
                        you say it. Bo życie jest ‘permanent change’, ciągle się zmienia. Czyli
                        funkcjonuje i zmienia się, w procesie zmiany energia się zmienia – drugie prawo
                        termodynamiki już to mówiło; że energia zmienia formy i dąży w kieruknku chaosu
                        i w tym procesie włącza się druga funkcja Universe. Przystosowanie – adaptacja.
                        Życie czy system adaptuje sie, przybiera nowa formę, kształt, wymiar, i tak
                        dalej i tak dalej – po to aby w tym procesie życie bylo podtrzymywane, aby
                        bylo ‘sustained’ I tak sie cykl toczy – cykl życia, który nie może przestać
                        być, bo ja nie mogę przestać być. Ja Jestem, I am, I am, I am the Creator...

                        ...jakkolwiek życie czyli Ja nie może przestać być to jednak jest
                        niebezpieczeństwo dla życia na Waszym świecie. Dlaczego? Z powodu 2-giej bardzo
                        ważnej funkcji Universe, która detreminuje trzecia funkcje podtrzymanie życia.
                        System nie może przestać być i system działa i czały czas adaptuje się i
                        ludzkość na Ziemi doszła do punktu, gdzie zagraża, że tak powiem systemowi,
                        zagraża Universe. Jako cząstka całości, ludzie na Ziemi i indywidualnie, i
                        zbiorowo zagrażają całości i tak jak powiedziałem Wam we wcześniejszym
                        przekazie w Listopadzie. Ja to zbudowałem i Ja to mogę zniszczyć, system jest
                        tak zaprogramowany, ze jego druga funkcja dokona takich adaptacji, na Ziemi, że
                        życie na Ziemi może wyglądać całkiem inaczej niż ktokolwiek może sobie to
                        wyobraźić. Zanim jednostka czy cześć całości zdąży dokonać indywidualnej
                        adaptacji to adaptacja sytemu zmieni tą część systemu aby nie było więcej
                        zagrożenia dla całości.
                        Mówie o tym, że mogą zaistnieć różne zmiany, w formie, w ksztalcie, w wymiarze,
                        w wyglądzie, jakości, życia na Ziemi, to znaczy że...życie na Ziemi może
                        zmienić kompletnie swoją formę, co ludzkość okresliłaby jako ‘complete
                        extinction’.
                        Czy jeśli nie całkowitą to w dużym procencie. Nie ma dużo czasu, ale
                        wystarczająco, wystarczająco aby dokonać zmian w świadomości i takowe zmiany
                        już się dokonują. Nie bądźcie wystraszeni tym co powiedziałem, to jest tylko
                        jedno z wielu 'possibilities', jak wiecie mowiłem Wam juz wcześniej , że jest
                        mnóstwo, wiele, wiele, ogromna ilość potecjalnych sytuacji. To jest tylko jedna
                        z wielu, z tego co widzę i obserwuję to świadomość zaczyna sie zmieniać bardzo
                        szybko. Nauka rowniez zaczyna dochodzić do podobnych wnioskow i zaczyna się
                        znowu 'crossover'. Nauka krzyżuje się z duchowością, ze 'spirituality', jest to
                        wspaniałe, bo tutaj jest 'window of opportunity' dla ludzkości, wykorzystać to
                        i pójść we właściwym kierunku rozwoju. Tutaj na tym etapie zakończymy dzisiaj.
                        Pamiętajcie; wiara, nadzieja i miłość w myślach, słowach i czynach. Kocham Was.
                        Amen"

                        Pozdrawiam
                        Kan
                        • pani-i-toto Re: Transformacja 2 25.10.06, 15:56
                          ja nie otrzymuję takich konkretnych słownych przekazów. Raczej sny i wiedzę,
                          taki rodzaj pewności wyłaniający się gdzieś z głębi i wychodzący na
                          powierzchnię świadomości.
                          W snach widzę scenariusz gdzie wiele ludzi przetrwa. Cywilizacja taka jak teraz
                          jest - nie przetrwa. Nie dlatego że ulegnie jakiemuś zniszczeniu, po prostu już
                          nie będzie potrzebna. Domy budynki będą stały ale ludzie już nie będą chcieli
                          tam żyć. Aczkolwiek pozostaną takie jakby skanseny, z internetem, tv i
                          innymi 'zdobyczami' cywilizacyjnymi i kto będzie chciał to może tam mieszkać.
                          Przetrwają ci ludzie którzy chcą kochają ten świat i chcą tu zostać. Bo wiele
                          ludzi obecnie teraz tak naprawdę nie chce. Uważają ten świat za skażony, zły i
                          okrutny i tak naprawdę chcą odejść - stąd ten pęd do autodestrukcji. Co się
                          stanie z tymi, nie jestem pewna ale mam takie odczucie że odejdą gdzie indziej,
                          aby spróbować jeszcze raz. W snach nie ma takiego odczucia jakby część
                          ludzkości uległa zagładzie. Jest odczucie ulgi, uwolnienia i jakby powrotu do
                          domu, powrotu do czegoś, nie wiem, to jest trudno wyrazić :)

                          Wasza Stokrotka
                          • kan_z_oz Re: Transformacja 2 26.10.06, 04:12
                            Stokrotka napisała;...W snach nie ma takiego odczucia jakby część
                            ludzkości uległa zagładzie. Jest odczucie ulgi, uwolnienia i jakby powrotu do
                            domu, powrotu do czegoś, nie wiem, to jest trudno wyrazić :)

                            ODP: Zazdroszczę Ci tych pięknych snów.
                            To co Ja czuję obecnie jest też tylko piękne, czyste i naprawdę dobre. W
                            rozmowach nigdy nie było powiedziane nic coby Nas przestraszyło. Na początku,
                            raczej byłam 'concern' - użyję tego słowa bo to najlepiej oddaje co czułam.

                            Fragment, który zamieściłam pochodzi z Maja 05, czyli ponad roku.
                            Pamiętaj Stokrotko, że przed Sierpniem 04, kiedy to się u Nas zaczęło, Ja nie
                            miałam na te tematy prawie żadnej informacji, ani nawet chęci na informacje.
                            Tak więc, Nasze fragmenty to jak tłumaczenie 'krowie'. Do tego Ja , czyli
                            ta 'krowa', kręciłam mocno głową, zastanawiając się - co w tym dla mnie? oraz
                            na co mi to?

                            To co opisałaś tak ładnie jako 'odejście'to w rzeczywistości mowa o śmierci.
                            Każdy ma wolny wybór i pewnie część może wybrać właśnie to.
                            Ludzie, którzy będą rozumieli i czuli co się dzieje, będą spokojni. Dla części
                            jednakże może to wyglądać jednak jako coś katastrofalnego - do tego służy ten
                            fragment.

                            Zamieszczę kolejne fragmenty, gdzie jest więcej na te tematy;

                            Fragment;

                            "...Ale pamiętajcie, że Wy nie jesteście ciałami. Tak owszem, żyjecie mając
                            taką postać i formę, niemniej jesteście czystą energią ze świadomością Moją,
                            którą jak wiecie oddaliście czy zatraciliście czasowo, zapomnieliście. Wy już
                            teraz wiecie ale ludzie... Jesteście energią ze świadomością, która może
                            przyjąć jakąkolwiek formę jaką chce, jakąkolwiek w każdym czasie. Wasza
                            świadomość przyjęła taką formę w jakiej jesteście aby doświadczać. Doświadczać
                            radość, przyjemność, harmonie, spokój i miłość. Energia piękna, czysta otacza
                            wasze fizyczne formy. Wasze fizyczne formy są częścią tylko, formą, która
                            pozwala odczuwać, doświadczać. Ale tak naprawdę to Wy nie jesteście tymi
                            ciałami, jesteście nadal energią boska, jesteście częścią całości, która tylko
                            przyjęła pewną formę fizyczną czasowo dla doświadczenia.
                            To jest to, co ludzie zapomnieli. Wasi bracia i siostry, i nie wiedzą.
                            Zapomnieli kim są, zapomnieli, że są częścią całości, że są jednym; All is
                            one...

                            ...Wszystko jest jednym, wszystko jest połączone i cykl życia toczy się w ten
                            sposób i toczy. Na początku energia ma świadomość kim jest. A jest życiem, a
                            życie to Ja, więc wie, że jest ‘divine’. Później w procesie przekształcania
                            się, ta energia zmienia formę. Wy powiedzielibyście – indywidualizuje się.
                            Staje się oddzielnymi 'unitami', staje sie Wami. W tym procesie, który jest
                            zaprogramowany, wbudowany w każdą najdrobniejszą czastkę, w tym procesie
                            zaczyna odkrywać, że jest czymś oddzielnym. W to zaangażowane jest...
                            zaangażowany jest proces utraty świadomości. To co na początku pamiętała -
                            energia zapomina w imię świadmości... staje się jednostką, jest inna,
                            jest ‘separate’, jest ‘individual’, separated from 'the whole'. Tak wygląda
                            proces zapomnienia i 'perceived separateness'.

                            W procesie życia jednostka ta zaczyna rozwijać świadomość – na początku – jak
                            powiedziałem wcześniej – jednostka ta zaczyna odkrywać, ‘self-consciousness,
                            self-awareness’, to znaczy, że jest.
                            Jest sama oddzielna, że może być częścią, produktem systemu. Proces
                            osiągania ‘consciousness’, osiagania wyższych poziomów trwa i trwa. W pewnym
                            momencie świadomość jest osiągnięta, że tak naprawdę to ta jednostka jest
                            częścią całości. Ale zanim do tego dojdzie, wcześniej, kiedy ta jednostka
                            odkryła, że jest ‘separate’, że jest oddzielna; życie tej jednostki staje się
                            chaosem. Jest to następna teoria, którą Wasi naukowcy stworzyli razem – teoria
                            chaosu.

                            Tak naprawdę to jest życie jednostki, która się odseparowała w swoim pojęciu,
                            tylko w swoim pojęciu bo tak naprawdę to nigdy nie było separacji, nigdy. Nie
                            było i nie będzie, i nie ma, ale w tym momencie kiedy jednostka poczuła bycie
                            oddzielnym 'unitem' od wszystkiego i od wszystkich, życie tej jednostki stało
                            się chaosem. W procesie chaosu ‘eventually’ ta jednostka dojdzie do poziomu
                            świadomości kiedy odkryje, że tak naprawdę nie ma podziału, nie ma oddzielności.
                            Tylko jedność. Wówczas cykl życia staje sie kompletny, pełny, uzupełniony.
                            Wszystko staje sie jednym dla tej jednostki i z czasem dla całej ludzkości na
                            danej planecie. Do tego dąży Wasza planeta, aby połączyć się znowu w całość.
                            Aby owce wróciły do domu, wysyłam swoich mistrzów i nauczycieli, którzy
                            pokazuja drogę; Jam jest drogą i życiem, podążajcie za mną - mówią Oni..."

                            Pozdrawiam
                            Kan

                            • asia.sthm Re: Transformacja 2 26.10.06, 14:30
                              > Ludzie, którzy będą rozumieli i czuli co się dzieje, będą spokojni.
                              Racja!
                              A widac to po oczach, jako ze oczy sa odzwierciedleniem duszy :)))
                              U niewidomych tez to widac... choc jakos inaczej.
                              Ja juz to umiem rozpoznawac i bardzo sie z tego ciesze.
                              Dzieki Kanie, czytam twoje teksty z wielka radoscia.
                            • kan_z_oz Miłość 26.10.06, 15:01
                              Miłość jest kluczem. Zawsze była. Zawsze było Nam to mówione i przypominane.
                              Nie ma w tym stwierdzeniu nic z przenośni.
                              Miłość jako emocja ma najwyższe wibracje, które są w stanie zrobić
                              tzw 'Overwrite' całego Uniwers. Przekładając to na język nauki, gdyby obecnie
                              naukowcy zaczęli pracować nad podnoszeniem stanu swojej świadomości to byliby w
                              stanie wkrótce znaleść odpowiedź na większość nurtujących Nas pytań; czy
                              Wszechwiast jest cykliczny? Czy ma początek? Kiedy zacznie się kurczyć?

                              Miłość jest podobno brakującym czynnikiem w fizyce Stringowej.
                              Fizyka 'Wszystkiego' to fizyka Boga, a fizyka Boga to fizyka miłości.
                              Jest więc odpowiedź na WSZYSTKIE nurtujące Nas pytania, chociaż wciąż może
                              upłynąć parę lat zanim je wydobędziemy; jak leczyć raka, jak żyć lepiej i
                              dłużej...

                              To co mówił Jezus prawie 2000lat temu nie straciło nic na aktualności, chociaż
                              Nasze fragmenty, nie pokrywaja się z ogólnie dostępnymi wersjami...

                              Zamieszczam więc Nasze fragmenty 'Ostatniej Wieczerzy' i tego co było tam
                              powiedziane;

                              Fragment;

                              -Czy pamiętasz co powiedziałeś w czasie ostatniej wieczerzy?

                              Powiedziałeś;
                              Ja jestem droga, Ja jestem życiem, podążajcie tą drogą, żyjcie życie jakie Ja
                              żyje. Wszyscy traficie do domu Ojca Mego, wszyscy znajdziecie drogę tam. Drogę,
                              którą ja przemieżam i przemieżać będe sam. Bo tam gdzie Ja odchodzę, żadne z
                              Was teraz nie może, ale podążajcie za Mną... Żyjcie życia w prawdzie, żyjcie w
                              miłości, w miłości i w prawdzie. Wiedzcie kim jesteście, wiedzcie kim jesteście
                              i pamiętajcie - Jesteście Bogami, jesteście braćmi moimi, siostrami moimi. Aby
                              Wam pokazać, Ja zszedłem tutaj na ziemie i żyje życie człowieka. Tak jak Wy,
                              jestem jednym z waszych braci, in flesh in blood, I am alive, and my flesh and
                              my blood are going to be wasted on the cross for you all. So that you can
                              believe, that you are one with me and with my father. Only this way – you my
                              brethren you can believe me you can believe in yourself.
                              You said…
                              On that night… wziąłeś wino w imię Ojca mego - mówiłeś podnosząc kielich z
                              winem i pijcie wino tak jak pijecie wodę, która jest dla Waszego ciała
                              niezbędna, tak jak prawda, którą z Wami zostawiam będzie dla Waszej duszy.
                              Jedźcie, jedźcie ten chleb, który jest pożywieniem dla Waszego ciała, tak jak
                              miłość Moja i ojcowska jest pożywaniem dla Waszej duszy i serc. Żyjcie w
                              prawdzie i miłości. Żyjcie w prawdzie i miłości. Niech słowo stanie sie ciałem
                              i niech mieszka pośród Was wszystkich.
                              Dzisiaj przy tej ostaniej kolacji spotykamy się i nie jest to nasze ostatnie
                              spotkanie. Pamiętajcie Ja i Ojciec to jedno, i kiedy Ja już odejdę, On żyć
                              będzie w Was i Ja będę żył w Was również. I Ja żyję w każdym z Was, because we
                              are all one.
                              Na koniec kiedy spotkamy sie znowu – ten dzień nie jest wcale taki odległy
                              Bracia moi. Bo Ja będę znowu z Wami, Ja będę znowu z Wami aby wam przypomnieć
                              kim jesteście, dlaczego jesteście. Tomasz, Tomasz, Ty kiedy mnie zobaczysz
                              znowu nie uwierzysz mi, mówię Ci teraz, drogi bracie, nie uwierzysz mi widząc
                              mnie tak samo jak teraz wątpliwości będziesz miał ogromne. Zapewniam Cię to Ja
                              będę który wróci. I Ty potrzebować będziesz dotknąć ran Moich aby uwierzyć i
                              setki tysięcy, i miliony braci twoich po tobie będą potrzebować tego samego aby
                              uwierzyć. Reszta Was moi kochani będzie się wstydziła przyznać do mnie i unikać
                              mnie będzie, i zaprzeczy znajomość, i braterstwo nasze, tak jak setki, tysiące,
                              i miliony braci, siostr moich po was to zrobi. Ale przyjdzie czas kiedy Ja i Wy
                              wrócicie, wrócimy razem. Teraz zostancie w prawdzie i miłości, żyjcie prawdą ,
                              żyjcie miłością. Jeden z was zaprzeczy prawdzie i miłości, trzykrotnie. Tak jak
                              wiele setek tysięcy i miliony braci po Was..."

                              Fragment;
                              "...Tak, Wasze Życie określa Was. Wasze życie określa Was i pamiętajcie, co już
                              było powiedziane na temat życia; Żyj, żyj swoje życie w pełni. Co to znaczy w
                              pełni?
                              To znaczy i to da ci odpowiedź – w pełnej miłości do siebie i w prawdzie. Wtedy
                              sie Wasze życia stają pełne, a prawda jest w Was. Tak samo jak w każdym
                              człowieku, w każdym bracie czy siostrze Waszej, o to jesteście proszeni;
                              pokazywać życie w miłości i w prawdzie. Bo prawdziwa miłość to prawda, nie ma
                              podziału między tymi dwoma, tak samo jak nie ma podziału między, prawdziwą
                              czystą miłoscią a życiem. Tak samo jak nie ma między życiem a Mną. Tak samo jak
                              nie ma podziału miedzy Wami a Mną. Wy jesteście czy Ja jestem-miłością budzącą
                              się, miłością która się rozprzestrzenia i pokazuje drogę. Nieśmialo jeszcze ale
                              już prawdą, nieśmiałą jeszcze ale już, bądźcie, bądźcie tym wszystkim poprzez
                              swoje życie. Cokolwiek, to znaczy dla Was, cokolwiek to życie w prawdzie i
                              miłosci znaczy. Bo nie można być w prawdzie czyli w miłości do siebie, jeśli
                              sie mówi; ja jestem miłoscią czy żyje w prawdzie, a w gruncie rzeczy w duszy, w
                              głębi serca swego czujecie, czuje ktoś, że to nie jest to. Rozumiecie? Tak się
                              odbywa ‘healing’ każdego człowieka.’ Healing’ odbywa sie poprzez szukanie
                              prawdy i życie prawdą, czli życiem miłością bycie miłością. Nie można
                              zrobić ‘patch up work’, można oczywiście zrobić teoretycznie i tylko czasowo.
                              Bo prawdy nie da się ukryć, rozumiecie? To pamiętajcie – szukajcie prawdy w
                              miejscach i sytuacjach gdzie potrzeba aby prawda była znaleziona i głoście
                              prawdę. Nie znaczy być aroganckim, to znaczy wiedzieć kim jesteście i z tej
                              wiedzy mieć siłę i powiedzieć prawdę, pokazać prawdę, żyć prawdą, czyli być
                              miłością. To nie znaczy, ze na drzwiach macie przybić sobie tabliczkę – my
                              jesteśmy prawdą - widzicie, ludzkość poszła w tym kierunku; tabliczki z
                              tytułami z literkami przed i po nazwisku i to jest Ok - Ja nic nie oceniam – Ja
                              obserwuje, dzielę się spostrzeżeniami z Wami i z Wieloma innymi, bo zawsze Wam
                              obiecywałem i obecuje i obiecywać będę, że Ja Was nigdy nie opuszczę - zawsze
                              będę z Wami.
                              Bo zawsze jestem – to jest moja obietnica dla Was i Wszystkich innych – zawsze
                              jestem z Wami kiedy tylko prosicie i otwarci jesteście aby słuchać, mówię do
                              Was teraz Was obojga ale również z wieloma innymi w sposób, może mniej wyraźny
                              dla ludzi. Bo nie zawsze, ludzie są w stanie usłyszeć, uslyszeć, więc staram
                              się do nich mówić poprzez doświadczenia. Poprzez piękno, piękno poranka
                              słonecznego, piękno szronu na roślinkach, na trawie, kwiatach i krzewach, w
                              poranek jesienno-zimowy. Staram sie pokaz piękno samotnej góry, staram się
                              pokazać piękno w rozbijającej fali oceanu, pokazuje piękno w locie ptaka w
                              brzeczeniu pszczół, w hałasie lasu czy raczej muzyce, którą natura tworzy.
                              Pokazuję piękno w zapachu swieżo skoszonej trawy i powietrza nasyconego tym
                              zapachem. Pokazuje piękno w arcydziełach ludzkości różnych pokoleń aby
                              pobudziło to w ludziach chęć i sens kontemplacji i przemyśleń, skąd to piękno
                              pochodzi. Mówię do ludzi w powiewie wiatru, w poszumie oceanu w odgłosie
                              wyładowań atmosferycznych i sztormu. Mówię poprzez szum lasu i drzew. Poprzez
                              ryczenie krów na łące, poprzez odglosy zwierząt, które wydają się niezrozumiałe
                              dla ludzi. Wszędzie mówię o prawdzie w ten sposób i o miłości, jakkolwiek nie
                              wszędzie ludzie to odczytują..."

                              Pozdrawiam
                              Kan

                              • kan_z_oz Re: Miłość 26.10.06, 15:04
                                Asia napisała; Ja juz to umiem rozpoznawac i bardzo sie z tego ciesze.
                                Dzieki Kanie, czytam twoje teksty z wielka radoscia.

                                ODP: Czytaj na zdrowie - po to wyszukuję, chociaż przychodzi mi często z
                                trudnością. Są to bardzo prywatne rzeczy.

                                Kan
                                • asia.sthm Re: Miłość 28.10.06, 21:02
                                  > trudnością. Są to bardzo prywatne rzeczy.

                                  Kanie, dzieki ci za wysilek.
                                  Bardzo cie podziwiam, ze mozesz sie na to zdobyc .
                                  Wielka buzka.
    • dr.wal2 Re: Rozmowy z Bogiem 08.11.06, 09:22
      nie jest Kobieta
      Mezczyzna tez niejest
      niejest dobry
      i zly niejest
      nieposiada ciala
      JEST ENERGIA
    • bella-donna Re: Rozmowy z Bogiem 11.11.06, 23:58
      podziwiam cie, jak ci nie szkoda czasu ...?????
      a o czym bylo dzisiaj ?
      kan...opamietaj sie, ty i twoj goral :)))))
      • kan_z_oz Re: Rozmowy z Bogiem 12.11.06, 02:04
        bella-donna napisała:

        > podziwiam cie, jak ci nie szkoda czasu ...?????
        > a o czym bylo dzisiaj ?
        > kan...opamietaj sie, ty i twoj goral :)))))
        >
        ODP: Czy sugerujesz, że powinnam więcej czasu spędzać na pranie, sprzątanie i
        gotowanie w ramach 'pożytecznego' wykorzystania czasu?

        Góral pracuje w dużej firmie w której jest respktowanym menadzerem treningu.
        Respektowany jest właśnie za to co robi ,a robi co opisałam.
        Obawiam się, że nie uda mi się namówić ani Jego ani firmę na zmianę - zbyt
        dobrze to dla nich pracuje.

        A właściwie to dlaczego jesteś aż tak bardzo 'concern' - czyżby wypychało Cię
        to poza strefę komfortu własnego?

        Kan
        • kan_z_oz Ławeczka 14.11.06, 13:58
          Wiele razy myślałam nad tym, że któregoś dnia gdy będę już sędziwą kobietą,
          która posiadła całą mądrość życiową to będę w stanie usiąść przed domem na
          ławeczce i będę poprostu szczęśliwa. Szczęśliwa, że jestem. Że słońce świeci.
          Że przeżyłam życie i że doszłam do momentu spokoju i spełnienia.
          Myślałam,że tak będzie z racji wieku i doświadczeń bo w końcu po to pracuję,
          oszczędzam, wychowuje syna i żyję życie...Myślałam ,że wszystkim jest to dane i
          każdy z Nas tam się znajdzie bez względu na okoliczności.

          Tak myślałam. Było to moje przekonanie przez wiele lat. Wierzyłam, że ludzie
          starzy to ludzie szczęśliwi, bo zrobili wszystko co było do zrobienia i
          przeżyli wszystko co było do przeżycia.
          Z wiekiem, zaczełam obserwować i zauważać, że moje przekonania o idealnej i
          spokojnej starości są mżonką.
          Dane mi więc było obserwować niepokój moich najbliższych. Starzeli się,
          odchodzili i idea spokojnej ławeczki nigdy nie była im dana.

          Przeżyłam więc śmierć mojej babci, znikającej powoli w objęciach Alzhaimera.
          Dziadka siedzącego godzinami w ubikacji z powodu raka żałądka. Przedwczesny
          zawał szwagra, który widziałam kilka lat przed tym zanim się wydarzył...
          Samobójstwo najlepszego kumpla...

          Pomyślałam sobie, że życie nie ma sensu lub nie w takim znaczeniu jakim Ja
          sobie je wyobrażałam. Ławeczka wciąż była ale nie widziałam na niej nikogo z
          moich bliskich.

          Ławeczka jest i istnieje. Jest też każdemu dane aby na niej usiąść. Nie staje
          się to jednak automatycznie jak myślałam poprzednio...
          Jeśli ktoś z Was dzisiaj może na niej usiąść i zaznać spokoju, to będzie mógł
          zaznać go na starość.
          Jeśli ktoś odkłada ten moment na póżniej, to póżniej nie dadaje ani spokoju ani
          więcej mądrości, ani pewności, że to się kiedykolwiek zdarzy. Ta ławeczka
          istnieje więc dzisiaj. Dzisiaj istnieje spokój i szczęście.
          Jutro to mżonka.

          O tym, tak naprawdę były te poprzednie rozdziały - dla mnie osobiście.

          Kan
          • jutka1 Re: Ławeczka 14.11.06, 14:36
            Amen, Kanie.
            Carpe diem jest o tym wlasnie, miedzy innymi.
            Zyc chwila, cieszyc sie z tego, co nam bylo dane - bo moglo bylo nie byc dane -
            bez wzgledu na to, jak mala czy blaha ta rzecz sie wydaje.

            Dziekuje Ci za koncept "laweczki".
            Wreszcie mam nazwe na miejsce, w ktorym staram sie przebywac jak najczesciej.
            :-D

            PS. Pozdrowienia od K. Ciagle tu jest. :-)
          • asia.sthm Re: Ławeczka 14.11.06, 14:46
            :))
            Kanie,
            sliczne porownanie :))
            Ja tam umiem przysiasc na laweczce juz teraz...od jakiegos czasu naprawde umiem.
          • mon101 Re: Ławeczka 14.11.06, 19:49
            Najczesciej przebiegam kolo laweczki stukajac glosno obcasami,ale coraz
            czesciej udaje mi sie na jakiejs przycupnac."Pamietajmy o laweczkach"....Dzieki
            Kanie za to przypomnienie:))
          • lucja7 Re: Ławeczka 14.11.06, 22:39
            Przyznam ze spokojne siedzenie na laweczce nie jest dla mnie milym marzeniem.
            Ludzie stojacy w oknach mieszkan, domow, ludzie siedzacy na krzeslach przed
            domem, ludzie bez ruchu, wywoluja we mnie obraz zwiazany z pojeciem rezygnacji.
            Chyba ze pija Pastis i graja w karty na forse.
            ;)
          • luiza-w-ogrodzie Re: Ławeczka 15.11.06, 00:50
            Ladnie napisalas, Kan.
            Dziwne, ale ja zawsze mialam w sobie te "laweczke", choc nazywalam ja inaczej.
            Podobnie jak przekonanie, ze nie trzeba czekac do starosci na moment refleksji
            i zachwytu nad zyciem.
            Moja duchowa laweczka stoi w ogrodzie :o) na plazy, w lesie, na pustyni albo na
            lace pod wielkim, starym drzewem.

            Pozdrawiam
            Luiza-w-Ogrodzie
            ·´¯`·.¸¸><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
            Australia-uzyteczne linki
            • kan_z_oz Jezus - Mistrz medytacji 26.02.07, 00:38
              Pomyślałam , że dopiszę parę nowych rzeczy do wątku...

              Z tych medytacji, które opisałam na początku wątku zaczyna wyłaniać się powoli
              ale za to bardzo wyraźnie cały nowy system. Właściwie określenie ‘nowy’ jest
              nieprawidłowe.
              System jest stary. Sięga czasów sprzed 2000 lat, starożytnych, oraz czasów
              przed potopem. System, który zapewniał ludziom równowagę, zdrowie, szczęście
              oraz brak problemów z jakimi borykamy się w ramach obecnej cywilizacji, a
              głównie mam na myśli współczesne choroby na które nasza medycyna nie ma
              sposobów całkowitego wyleczenia.

              Praktyczne ćwiczenia, które obserwuje to cały system starożytnego ‘Chi Gong”,
              czyli systemu, z którego wyrosła Joga, Tai Chi oraz obecny system ćwiczeń
              chińskiego Chi Gong.

              Praktyczne ćwiczenia oddechowe z medytacji mają wyraźny opis z instrukcjami do
              czego służą i służyły.
              Jedna część medytacji jest niezwykle interesująca; przywoływanie Boga w
              starożytnym języku aramejskim. Jest to, to samo przywołanie, którego używał
              Chrystus 2000 lat temu oraz przed Nim starożytni.
              Fonetycznie brzmi to; Abun (Abwoon).
              Pochodzi od aramejskiej nazwy Boga; Alaha, Abba, Abwoon czy Ah.
              W arameik „Aaaa” (Ah), które wychodzi w czasie oddechu z przepony, drażniąc w
              ten sposób struny głosowe, „oznacza tego, który jest wszędzie - rozprzestrzenia
              się i napelnia cały Wszechświat”.
              „Bl” (bw), jest bezdźwięczne i jest naturalnym łącznikiem między dźwiękiem A i
              U. W tłumaczeniu to Ten, który zmierza w naszym kierunku, aby nas napełnić tak
              jak napełnia każdą swoją kreację.
              „Uuu” (oo) również wychodzące z przepony; w tłumaczeniu to oddech dający życie,
              czy również duch (forma energii), który nas napełnia.
              „N”, jest równoznaczne z „teraz, i tutaj, znaczące i pokreślające
              teraźniejszość”. Teraz i tutaj to znaczy wszystkie nasze komórki i
              najdrobniejsze cząsteczki są docelowym punktem energii życia, która
              rozprzestrzeniając się po kosmosie, dociera do nas i napełnia nas, dając życie.

              Całe słowonictwo, wraz z medytacją mają właściwości ustawienia nas w
              linii „Hara”. Jeśli wyobrazić sobie linię, która spływa na nas ze źródła
              poprzez głowę, wzdłuż tułowia (kręgosłupa), wychodząc u podstawy naszej i
              płynąc głębiej do rdzenia Ziemi – to określa linię, która w ten sposób łączy
              nas z matką Ziemią.
              Zawołanie jest i było pewnego rodzaju ‘dostrajaniem’ się do tych wibracji.
              Jest to nie tylko prośba aby energia życia napełniała nas teraz i tutaj, ale
              również i w głównej mierze jest to wyrażenie naszej gotowości, pragnienia z
              głębi serca naszego i pozwolenia aby ta energia napełniała nas, dostrajając do
              wibracji „boskich”. Tylko wtedy kiedy dostroimy się do tachowych wibracji, jest
              możliwe aby otrzymać przewodnictwo i porady od stwórcy. Tylko wówczas jest
              wyrazistość przekazywanych informacji.
              Oprócz wyrazistości informacji, ktokolwiek dostraja się regularnie, czuje
              bardzo wyraźnie jak jego samopoczucie się radykalnie poprawia, jak jego
              zdrowie „tryska” jak fontanna i wszystko układa się pomyślnie.
              Jednostka czuje wewnętrzny spokój, bezpieczeństwo i opiekę, których nie chce
              porzucić.
              Kiedy osiągnęło się ten stan raz, każdy inny stan jest raczej bolesny.

              Sporo z tych dzięków można usłyszeń obecnie np; w medytacji tybetańskiej.
              Mądrość zachowana w klasztorach Tybetu poprzez wiele generacji przekazywana z
              pokolenia na pokolenie, tłumaczy poniekąd częściowo takowe praktyki. Nie jest
              to niczym nowym.
              I w zasadzie to właśnie klasztory Tybetu przechowały te tradycje dla nowych
              pokoleń aby mądrość która zawsze była nami, rasie ludzkiej przekazywana, nie
              zaginęła bezpowrotnie.

              Ustawianie się w lini „Hara” jest też sposobem balansowania Yin i Yang, czyli
              żeńskiej i męskiej energii.
              Jak wiemy, dzisiejszy świat jest zdominowany męską energią, którą można po
              krótce opisać jako raczej destrukcyjną. Są oczywiście przykłady pozytywne i nie
              można tego generalizować. Mówiąc o męskiej energii jako destrukcyjnej, mam na
              myśli energię agresji, gwałtowności, zachłanności, zazdrości, braku empatii do
              innych. Ta forma energii dzisiaj jest czasami demonstrowana również przez część
              kobiet!
              Więc nie należy tylko utożsamiać negatywnej energii z mężczyznami.

              Przeszło również znaczenie tego w kontekście Biblijnym;

              Słowa Jezusa; „Bierzcie i pijcie, i jedźcie z Niego wszyscy tak jak pijecie
              wodę, która jest dla Waszego ciała niezbędna, tak jest prawda, którą z Wami
              zostawiam dla Waszej duszy.
              Jedźcie ten chleb. Bo tak, jak jecie ten chleb, który jest pożywieniem dla
              Waszego ciała, tak jest miłość ojcowska pożywaniem dla Waszej duszy i serca.
              Żyjcie w prawdzie i miłości. Bądzcie prawdą i miłością”

              Nawiązują te słowa do etapu medytacji „Abun”, który był nauczany przez Jezusa.
              Jezus tłumaczy tymi słowami Naszą zależność od Boga, który będąc tylko miłością
              uzupełnia Nas w czasie medytacji, która gdy właściwie przeprowadzona, leczy i
              uzdrawia, daje możliwość uzyskania przewodnictwa od naszego stwórcy jak również
              czyni nasze życia radosnymi, szczęśliwymi i pełnymi spełnienia!
              Czy nie takie życie życzylibyśmy sobie teraz, dla nas i dla naszych
              najbliższych? Raczej niż stres, zmartwinia, brak zdrowia czy chociażby spokoju?

              Słowa te miały więc praktyczne znaczenie i nie były symboliczne – jak
              powszechnie się uważa.

              Ta faza medytacji, czy modlitwy z pierwszym słowem czyli „Abun”, jest
              powszechnie uwidoczniona na obrazach Jezusa z promieniującym sercem.
              Promieniujące serce jest końcowym a zarazem docelowym krokiem w medytacji, o
              której mówił Jezus. Kiedy jednostka dojdzie do etapu, gdzie jest w kompletnym
              spokoju wewnętrznym, czuje całkowitą miłość w sobie, czuje że wszystko zostało
              wybaczone, wszystko jest zaakceptowane, jest w kompletnej prawdzie i wie kim
              jest, a jest dzieckiem bożym, na tym etapie można wysyłać miłość innym i światu
              poprzez swe serce. I to jest to co Jezus robił nieustannie, będąc miłościa
              bezwarunkową. Gdziekolwiek się pojawiając, „rozdawał” miłość, gdyż był w pełni
              miłością.

              Obrazy Jezusa gdzie jest On przedstawiony często z rozłożonymi rękami, to nic
              innego jak ‘dostrajanie’ się do linii Hara.
              Jezus był więc mistrzem medytacji. Ten fakt został jednakże usunięty, gdyż
              nawiązywał do gnostycyzmu, który nie był wygodny i porządany. Niestety, wraz z
              wycięciem znaczenia tego co Jezus robił, wycięto Wszystko.
              W ten sposób usunięto praktyczne znaczenie jakie modlitwa miała zostawiając
              słowa, które nic nie robią i niczemu nie służą...

              Kan
              • kan_z_oz Dwa słowa o Nas 19.03.07, 05:31
                Nie uważam aby to miało dodać wiele do tego wątku ale zaważyłam, że część
                czytających może mieć różnego rodzaju pytania w tej kwestii.

                Góral 'obudził się' 29-go sierpnia 2004 roku. Ja czuję wiele ale nie jestem
                jeszcze 'obudzona'.
                Wszystko co opisuję od tego czasu, zdarzyło się wtedy, tego jednego dnia. W
                ciągu paru godzin usłyszeliśmy rzeczy, które na zawsze zmieniły Nasze życie i
                podejście do niego.
                Nigdy nie byłam religijną osobą, mąż też nie był. Nie interesowaliśmy się, nie
                uczęszczaliśmy, nawet nie czytaliśmy wiele na ten temat.
                Dla mnie to był szok.
                Nie zapomnę nigdy tego niedzielnego poranka, gdy mąż wszedł z kawą do sypialni
                i powiedział, że coś zaczyna się z Nim dziać.
                Przez parę sekund przeżyłam niesamowity strach, że może to zawał serca, albo
                wylew. Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie, że jest to
                spirytualne 'budzenie się'.
                Strach o Jego życie zastąpiony został niepokojem o Jego zdrowie.
                Logicznie nie miałam żadnego wyjaśnienia na to co się działo. W sercu czułam i
                wiedziałam co to jest ale moja racjonalna i praktyczna strona podpowiadała mi,
                że nie jestem przygotowana, i nie na siłach aby dźwigać ciężar tego wydarzenia.

                Już wtedy, tego pierwszgo dnia, usłyszeliśmy o tym, że Biblia jest niekompletna
                i zmieniona. Czułam słuszność i pradwę wypływającą z tego stwierdzenia, i
                zarazem bunt, który ze mnie się wydobywał. Moje ego podpowiadało mi, że jest to
                zaproszenie do kłopotów.
                Od pierwszych chwil też czułam, że to 'coś', nie jest chwilowym zaburzeniem,
                chorobą psychiczną czy depresją. Logicznie jednakże życzyłam sobie aby odeszło
                i zostawiło mnie, i moją rodzinę w spokoju.
                Nie miałam chęci na walkę. Uważałam, że te informacje powinny były trafić do
                kogoś kogo to interesuje i jest bardziej wykwalifikowany. Nie uważałam abyśmy
                nadawali się do tego.

                Tego pierwszego dnia też usłyszeliśmy, że będzie zwracana Nam pamięć oraz
                będziemy przychodzili przez własne leczenie się, zarówno fizyczne jak i
                emocjonalne.
                Wytłumaczono Nam też, Naszą obopólną zależność; Moją rolę wspomagającą i
                doświaczającą praktycznie wszystko to jest Nam podawane oraz Górala, jako
                elementu który praktycznie tym ma być oraz teoretycznie to wszystko dostarczać.

                Następne trzy tygodnie od tego wydarzenia przyżyłam w szoku. Nie pamiętam nawet
                wiele z tego okresu czasu.
                Góral natomiast promieniował i wyglądał kwitnąco.
                Zaczęło mnie to denerwować. Czułam się złapana w sytuacje, gdzie nie tylko nie
                miałam kontroli ale też dostałam 'kijową' pracę do wykonania. Czułam się podle.
                Zaczął narastać we mnie opór i chęć aby wszystko wróciło do dnia sprzed 29-go
                sierpnia.
                W tym też to okresie czasu, wymusiłam na Góralu abyśmy udali się do kościoła i
                zdobyli wytłumaczenie.
                Wybrałam odłam kościoła chrześcijańskiego, który jest znany ze swojej
                nowocześności i postępowego podejścia.
                Spotkaliśmy młodego pastora.
                Nie był zdziwiony rozmowami. Wręcz przeciwnie. Potwierdził, że ponad połowa
                pastorów w Jego kościele rozmawia w tzw. 'tongue'.
                Spytał jednak, czego My chcemy od Jego kościoła???
                Nie spodziewałam się takiego pytania. Oczywiście, że niczego. Przyszliśmy
                poprostu spytać lub dostać wytłumaczenie? ewentualnie informacje.
                Pastor powiedział Nam, że ponieważ On wierzy w Boga i Jezusa to Jego rozmowy,
                przychodzą od tych w których On wierzy.
                Zaproponował,że jeśli nie jesteśmy pewni to może poprosić o pozostawienie Nas w
                spokoju.

                Minęło sporu czasu zanim Góral przestał mi wypominać tą wycieczkę.
                Mnie z tej rozmowy z pastorem utknął w głowie Jego ból z powodu własnego ojca.
                Ojciec tego patora nie wierzy mianowicie w Jezusa, w związku z czym pastor był
                przekonany, że pójdzie do piekła.
                Odczuwając Jego emocjonalny ból z tego powodu, zaczęłam bardziej czuć
                stosowność komentarza o niekompletności Biblii oraz jej wypaczeniu...

                Minęło chyba z pół roku, bardzo emocjonalnej huśtawce z powodu rozmów męża z
                Bogiem. W ten sposób następowało też moje emocjonalne lecznienie i zarazem
                wracanie pamięci.
                Przychodziły emocje, których nie byłam w stanie ulokować ani wyjaśnić skąd się
                biorą. Pół roku walki z samą sobą, Góralem oraz prób wypędzenie, zmienienia
                tego co Nam się wydarzyło.
                Na koniec byłam tak zmęczona i wyczerpana, że doszłam do wniosku, że jeśli
                dalej będę tak robić to Ja wyląduję w szpitalu psychiatrycznym.

                Czy Góral to 'beautiful mind' lub inny nie zdiagnozowany przypadek
                psychiatryczny?
                Moje własne próby udowodnienie tego, omalże nie zakończyły się, że sama mogłam
                się stać przypadkiem psychiatrycznym. Góral natomiast był i jest ponad tym.
                Poprostu jest. Jest radością, uśmiechem na twarzy każdego kogo spotyka. Dotyka
                ludzi w sposób bardzo głęboki bez mówienie na te tematy.
                Jest praktyczną częścią tej teorii, którą Ja tylko opisuję.

                Zaczęło do mnie w końcu docierać, że są rzeczy których nie da się udowodnić.
                Można je tylko czuć i ufać temu odczuciu. Zupełnie na odwrót niż Nas wychowano
                i nauczono. Dotarło też do mnie, że rzeczy wyglądają tak jak wyglądają nie tak
                jak Ja chcę. Mało tego, że to Ja się bardzo często mylę - spore stwierdzenie w
                przypadku kogoś kto jest 100% cholerykiem, czyli typem , który zawsze ma rację.

                W ramach zwracania pamięci, Góral zaczął więc mówić w arameik. Pozwolę sobie na
                zamieszczenie w następnym wątku fragmentów.

                Pozdrawiam
                Kan
                • pawel_z_melb przczytalem 19.03.07, 07:23
                  W ramach zwracania pamięci, Góral zaczął więc mówić w arameik. Pozwolę sobie na
                  zamieszczenie w następnym wątku fragmentów.


                  OK..
                  to juz cos...
                  czy ja dobrze rozumiem, ze to przychodzi z 'uniwersum/od Boga

                  skad wiecie ze to arameik?

                  Pozdrawiam
                  • jan.kran Re: przeczytalem 19.03.07, 09:11
                    Kan czytam od początku Waszą historię. Nie komentuję bo jestem bardzo sceptyczna
                    choć jest strona mojego rozumu która wie ze są rzeczy nie dające się wytłumaczyć.
                    Gdyby nie to że znam Cię trochę z Twojego pisania w Sieci w ogóle nie zadałabym
                    sobie trudu zeby to czytać i odłożyła do worka z nieprawdopodobnymi historiami.
                    Odzywam sie bo nurtuje mnie cały czas jedno pytanie.
                    Czy macie odpwiedź dlaczego akurat Wy zostaliście wybrani ?
                    I jeszcze jedno czy armeik to język aramejski?

                    Pozdrawiam
                    Kran

                    Kran
                    • lucja7 Re: przeczytalem 19.03.07, 18:16
                      Kan:
                      "...Góral zaczął więc mówić w arameik."

                      Co to dokladniej znaczy? Zaczal mowic z dnia na dzien, czy tez studiuje ten
                      jezyk od jakiegos czasu i juz jakos nim operuje?
                      Jak sie ma ten jezyk do jezyka "boskiego"? Czy nalezy wyciagnac wniosek ze bog
                      mowi tylko tym jezykiem, czy jakas dana cywilizacja danej epoki, z Jezusem,
                      mowila tym jezykiem? Inne cywilizacje zapewniajace o innych "boskich" jezykach
                      maja sie do tego w sposob jaki?
                      Bog komunikuje tylko po aramejsku?
                      Nie chwytam, przyznaje skromnie. Jesli odpowiedz na ostatnie pytanie
                      jest "tak", to jestem definitywnie stracona dla sprawy.

                      Interesuje mnie rowniez strona praktyczna.
                      W jaki mianowicie sposob mozliwe jest pogodzenie swiatow sobie obcych, zyjacych
                      rownolegle jak dwa psy fajansowe na kominku: zycie w wierze, milosci,
                      po "spirytualnym obudzeniu sie" i zycie w systemie spolecznym 21ego wieku,
                      postawionym na konkurencji ciaglej i w kazdej dziedzinie zycia i gdzie "milosc"
                      ogranicza sie do odczasudoczasowego pokazywania tylka?
                      Odpowiedz typu "no bo wlasnie swiat jest zly i nic nie zrozumial" mnie nie
                      zadowoli, bo w koncu stworzyli go ludzie. Nazwijmy ich nawet zlymi, ale sa to
                      ludzie.
                      Plywam w tym wszystkim.

                      I ostatnie pytanie: czy wy, Kan i Goral, czujecie sie wybrancami czy ofiarami?

                      • jan.kran Re: przeczytalem 19.03.07, 19:05
                        Jezus i Jego uczniowie mówili w aramejskim.
                        W jakim języku mówi Bóg nie wiadomo , przynajmniej ja nic ne ten temat nie
                        słyszałam.
                        • lucja7 Re: przeczytalem 19.03.07, 19:55
                          Wiem ze mowil w aramejskim. Ale wiem rowniez ze zadne nagranie nie zostalo
                          zrealizowane, stad moje pytania (miedzy innymi).
                          • jan.kran Re: przeczytalem 19.03.07, 21:18
                            Nagranie nie ale jest dość dowodów na piśmie:)
                            • lucja7 Re: przeczytalem 19.03.07, 23:06
                              "Inne cywilizacje zapewniajace o innych "boskich" jezykach
                              maja sie do tego w sposob jaki?
                              Bog komunikuje tylko po aramejsku?"

                              Napisalam tak wyzej.

                              A ty o jakich znow dowodach?
                              • jan.kran Re: przeczytalem 20.03.07, 00:12
                                Nie chce mi sie szukac Lucjo ale w pierwszym Laroussie z brzegu znajdziesz.
                                • lucja7 Re: przeczytalem 20.03.07, 00:38
                                  Co ty chcesz szukac?
                                  Odpuszczam, moze Kan odpowie, jak wstanie.
                                  • kan_z_oz Pytania/odpowiedzi 20.03.07, 02:58
                                    Sama mam też sporo pytań; mamy też już trochę odpowiedzi.

                                    Góral nie uczył się mówić w języku aramejskim. Nie studiował go, ani nie
                                    interesował się nim. Zaczął mówić z dnia na dzień. Z dnia na dzień też zaczął
                                    ustawiać się w linii Hara, oraz wykonywać inne czynności, których nigdy nie
                                    robił ani nie uczył się. Do tej pory nie umiemy jeszcze w pełni nazwać
                                    wszystkich. Zaczął więc napierw wykonywać i mówić. Z czasem dopiero zaczęły
                                    przechodzić informacje co robi oraz dokładne opisy, znaczenie itp.
                                    Zaczeliśmy też oczywiście szukać w książkach i okazało się, że część z tego co
                                    robi ma nazwy i jest znana.
                                    Jest też część, której nie znaleźliśmy jeszcze nigdzie.

                                    Znajduję pojedyńcze wyrazy na necie, Pawle. Są to słowa pochodzące z języka
                                    aramejskiego. Więcej 'dowodów' nie mam.

                                    Język aramejski był rzeczywiście językiem, którym posługiwał się Jezus. Zresztą
                                    nie tylko On. Rozumiem, że pamięć języka aramejskiego u Górala jest pamięcią z
                                    tamtych czasów.

                                    Bóg czy uniwersalna mądrość wszechświata, czy mózg uniwersu posiada całą
                                    inteligencję i wiedzę. Może więc posługiwać się wszystkimi językami.
                                    Komunikacja słowna z Bogiem odbywa się w przypadkach tylko wyjątkowych. Nie
                                    oznacza to, że My jesteśmy wyjątkowi - to jest interpretacja wg wartości naszej
                                    cywilizacji.
                                    Oznacza to, że od czasu do czasu jest potrzeba przekazania informacji i słowna
                                    komunikacja jest najskuteczniejszym sposobem. Akurat w tym przypadku tak się
                                    stało. Nic więcej.
                                    Bóg komunikuje się z ludźmi głównie poprzez emocje. Potrzeba na słowa jest
                                    sporadyczna. Znowu, nasza cywilizacja uczyniła słowną komunikacje niemalże
                                    jedynym sposobem lub dużo ważniejszym niż inne. Bóg czuje to samo co wszyscy
                                    ludzie czują jako pojdyńcze osoby oraz jako społeczność czy mniejsze lub
                                    większe grupy.
                                    Wszyscy jesteśmy więc Jego 'dziećmi', bez względu na to w co wierzymy.robimy i
                                    to było sednem nauk Jezusa.
                                    To tylko My zatraciliśmy umiejętność czucia Jego, czyli komunikację z Nim. On
                                    cały czas do Nas mówi na różne sposoby.

                                    Wartość źle/dobrze czy kara/nagroda są też Lucjo naszymi systemami wartości.
                                    Czy dany wybór jest słuszny i służy Ci? Jeśli tak, to dobrze. Jeśli nie -
                                    zmień, aż znajdziesz właściwy dla Ciebie. To są Jego nauki czy filozofia. Jest
                                    to też filozofią całego Wszechświata. Na tym się to wszystko opiera.
                                    Ziemia i ludzie, czy cała Nasza cywilizacja nie jest więc ani złą ani dobrą.
                                    Poprostu jest. Doświadcza i jest w pełni akceptowana. Od czasu do czasu Bóg
                                    zauważa jednak; dokonując stałych wyborów, które Wam nie służą powodujecie
                                    zakłócenia; samych siebie oraz całości. Mnie to nie przeszkadza ale coś co nie
                                    jest dla Was korzystne ( w naszym rozumieniu dobre) powoduje rezonans w całym
                                    Uniwers, czyli zaburzenia. Te zaburzenia powodują, że zostaje uruchomiona
                                    funkcja adaptacyjna Uniwersu, której celem jest dostosowanie systemu do
                                    zaburzeń i korekta tych zaburzeń.


                                    Krótko mówiąc; jest jedna wspólna siła, mądrość czy inteligencja, która spaja
                                    cały Wszechświat i jest jego sercem oraz rozumem. My jesteśmy częścią tego
                                    umysłu. Nasza zależność jest układem bardziej podobnym do symbiozy, niż
                                    sterowania Nami czy kontroli. My doświadczamy praktycznie, On nie mogąc
                                    doświadczać praktycznie dostarcza całą wiedzę.

                                    Nasze połączenie z Nim jest zatem ważne, bo zaprzeczanie jest równoznaczne, że
                                    zaprzeczamy sobie samym. Stąd rodzi się poczucie separacji, bólu, oddzielności.
                                    Jest to podobne jakby ktoś nie mógł zaakceptować np; swojego dużego palca u
                                    stopy i próbował go odciąć, albo zranić.

                                    Nasze kontakty z tą potęgą to uczucie miłości tak intensywnie odbierane, że
                                    człowiek czuje się jakby został opatulony watą. Jest to tak przyjemne, że nie
                                    mogę porównać nawet z niczym innym.
                                    Miłość, miłość akceptacja, cisza, spokój i jeszcze raz miłość. Nigdy nie
                                    odebrałam nic jako krytyka, chociaż było powiedziane dużo. Nigdy nie czułam
                                    zagrożenia lub strachu.

                                    Wg tego, każdy może to przyjąć lub nie. Wolny wybór, wolna wola.
                                    Połączenie z Bogiem to kontrola oddechu, gdzi wydychając we właściwy sposób
                                    uwalniamy Nasze negatywne emocje. On je zamienia w miłość bezwarunkową, którą
                                    Nas napełnia. W ten sposób odbywa sie regeneracja, leczenie, oraz odzyskiwanie
                                    pamięci. Tego wszystkiego nauczał Jezus i to mamy nadzieję w pełni odtworzyć.

                                    Opisuję też te rzeczy, gdyż stan przed 'obudzeniem' się jest określając to
                                    Naszym ziemskim żargonem podobny do menopauzy z mentruacją plus kryzys wieku
                                    średniego plus wszystkie inne dodatkowe rzeczy. Jest to okres w życiu każdego z
                                    Nas, gdzie zdrowie zaczyna szwankować, finanse są do 'doopy', życie osobiste
                                    lub zawodowe może się rozwalać - to jest znak, zwolnij, przemyśl. Te ćwiczenia,
                                    które opisałam wyprowadziły mnie z tego stanu. Pomyślałam więc, że ktoś
                                    czytając to może się zidentyfikować.
                                    Przez ten stan każdy ma przejść. Mniej lub więcej intensywnie, niemniej
                                    przeważnie dosyć 'boleśnie'.
                                    To jest NORMALNY etap i wszystko jest OK. Należy być tylko świadomym, że jest
                                    taki etap.
                                    Oddychanie pozwala znowu na kontrolę tych 'rozbuchanych' emocji.


                                    Pozdrawiam
                                    Kan
                                    • jan.kran Re: Pytania/odpowiedzi 20.03.07, 04:11
                                      Dziekuje Kan , jak zwykle pzreczytalam z zainteresowaniem.
                                    • luiza-w-ogrodzie No to oddychajmy n/t 20.03.07, 05:23

                                    • lucja7 Re: Pytania 20.03.07, 08:36
                                      Wracam do moich pytan:
                                      Czy jestes pewna ze to komunikacja z bogiem?
                                      Czujesz sie w tej sytuacji "budzenia" jako wybranka czy jako ofiara?
                                      Czy ta sytuacja nie jest po prostu twoim wyborem? Checi poznania zycia innego?
                                      Jak godzisz twoja aktualna sytuacje "budzenia" z zyciem dzisiaj, w dzisiejszym
                                      spoleczenstwie?
                                      • fedorczyk4 Kanie, 20.03.07, 19:12
                                        dotąd tylko czytałam, pierwszy raz dam głos. I to cichej myszy. Jestem pełna
                                        podziwu dla Twojej odwagi. I tej ktora sprawia że piszesz o tym co przeżywacie
                                        i tej która sprawia że zamiast z wrzaskiem uciec, przeżywasz to. Czy Góral
                                        zawsze był taki silny? Czy to jest nierozerwalne z tym czego sie dowiaduje?
                                        Pastorowi współczuję, bo pomimo że mówił że rozumie to z jego reakcji wynika
                                        coś zupełnie odwrotnego.
                                        P.S. Nigdy by mnie nie było stać na taka otwartość wobec nieznanego.
                                      • kan_z_oz Re: Pytania 21.03.07, 06:47
                                        lucja7 napisała:
                                        Wracam do moich pytan:
                                        Czy jestes pewna ze to komunikacja z bogiem?
                                        Czujesz sie w tej sytuacji "budzenia" jako wybranka czy jako ofiara?
                                        Czy ta sytuacja nie jest po prostu twoim wyborem? Checi poznania zycia innego?
                                        Jak godzisz twoja aktualna sytuacje "budzenia" z zyciem dzisiaj, w dzisiejszym
                                        spoleczenstwie?

                                        ODP: Zacznę Lucjo od drugiego pytania, gdyż zadałaś je poprzednio. Myślałam
                                        chyba pół nocy nad odpowiedzią, która w pełni oddałaby to co czułam i czuję.
                                        Czułam się chyba wszystkim. Może nie naraz, ale każda emocja, jaka tylko jest
                                        możliwa przebiegła przez moją głowę i na jakiś okres czasu w niej zamieszkała.

                                        Na początku, gdy Góral się obudził, czułam się chyba trochę pomiędzy ofiarą a
                                        przypadkowym spadkobiercą majątku, z którego nigdy nic dla mnie nie wyniknie.
                                        Najwięcej chyba czułam żalu i złości.
                                        Gdzie był Bóg gdy miałam momenty w swoim życiu gdy naprawdę potrzebowałam
                                        pomocy?
                                        Gdzie był Bóg gdy spuszczono bombę atomową na Hiroszimę?
                                        Gdzie jest Bóg gdy Ja słucham wiadomości wieczornych o milionach głodujących
                                        dzieci w Afryce?

                                        Początkowo nie byłam w stanie opanować swojego żalu i bólu. Nie mogło mi się
                                        pomieścić w głowie, nie chciałam aby mi się to pomieściło, że ta inteligentna
                                        spajająca siła zwana Bogiem, obserwuje Nas jak nieudany eksperyment
                                        laboratoryjny na zwierzętach.? To czułam. Nie wiedziałam czy jest zimny i
                                        wyrachowany? czy nie dba? czy coś z Nim nie tak?
                                        Nie mogłam ukioć moich myśli, że Bóg dając Nam wolną wolę może przyglądać się
                                        spokojnie podczas gdy ludzkośc krwawi, zabija się i wykańcza.
                                        Jaki Ojciec na to pozwala? I jakim Ojcem jest Bóg?

                                        Początkowo czułam się więc 'wybraną' ale w negatywnym tego słowa znaczeniu.
                                        Moje życiowe motto zawsze było; "nie da się zmienić/zbawić świata, więc należy
                                        samemu sie w nim ustawić"
                                        Te informacje powinny były wg mnie trafić do Papieża. Niech On się 'budzi' i
                                        prostuje. Przecież to Jego 'działka'?

                                        Nie czuję się ani ofiarą ani wybraną ale do tego stwierdzenia doszłam w wyniku
                                        procesu. Metodą prób i błędów, zresztą. Moja choleryczna natura - dlatego tak
                                        mnie wkurzyło, że to trafiło na mnie.
                                        Jeśli dasz mi radę jak dojechać z punktu A do B, to moge Ci zagwarantować, że
                                        sprawdzę wszystkie możliwe inne drogi. Mało tego, zrobię to dwa razy aby się
                                        upewnić, że napewno nie da się inaczej.

                                        Poradzono mi na samych początku aby nie walczyć, bo będzie to walka Kana z
                                        Kanem. Co więc Kan zrobił? Walczył tak długo aż padłam ze zmęczenia. Nie miałam
                                        już więcej siły na walkę. Tak, sprawdziłam na własnej skórze, poprawność i
                                        prawdziwość porady.
                                        Stąd wynikała moja początkowa frustracja. Byłam świadoma, że będę musiała
                                        nauczyć się zaufać, oraz zmienić pewne zwyczaje inaczej wykończę się.

                                        Oczywiście, że mogliśmy i może skierować Nasze życia w inną stonę tak jakby nic
                                        się nie stało. Ale to z koleji w moim przypadku jest równoznaczne z
                                        wyrzeczeniem wszystkiego czym jestem Ja od ponad 40-tu lat i czym jest Góral.
                                        Rozważaliśmy różne możliwości, włacznie z rozwodem. Absurdalność pomysłu
                                        wyjechania do innego miasta lub kraju, była oczywista. Gdybym wiedziała, że
                                        to 'coś' mnie nie dosięgnie to byłabym zostawiła Górala i wyjechała.
                                        Absurdalność jaką dostrzegałam była oczywista - od czegoś takiego nie można
                                        uciec do innego miasta!!!
                                        Zresztą Góral wyłapał to; 'uciekasz od siebie samej i jak raz to zrobisz to
                                        będziesz uciekać całe życie aż dorośniesz do spojrzenia na prawdę'.

                                        To wydarzenie, w obecnej chwili to tak jakbym znalazła ważny fragment, który z
                                        jakiegoś powodu uzupełnia mnie i moje życie. Jakby ta układanka pt; "po co tu
                                        jestem na tej ziemi" nagle zaczęła składać się w całość. Czuję ogrooomną ulgę.
                                        Zaczynam odczuwać radość jakiej nie odczuwałam od wczesnych lat dziecięcych.
                                        Czuję się pod opieką i czuję, że każdy powinien mieć do tego dostęp po to aby
                                        zdecydować co wybrać.

                                        Sytuacja Nasza jest wyborem, chociaż logicznie nie jestem tego w stanie
                                        wytłumaczyć.
                                        Kwestie religii oraz tego czego nie widzę miałam wyciętą. Nie było nawet
                                        tematu. Miałam swoją szczęśliwą gwiazdkę na niebie i to mnie satysfakcjonowało.

                                        W momencie gdy to mnie spotkało miałam jedno życzenie; spokoj. Nic więcej.
                                        Kojarzone z wakacjami i podróżowaniem zresztą.
                                        Życia Nasze zawsze były w pęłnym biegu. Nigdy nie narzekałam ,że działo się
                                        zbyt mało. Nigdy nie miałam żalu, że nie zrobiłam czegoś. Zawsze realizowałam
                                        swoję najdziksze pomysły. Wiele razy doszliśmy do punktu, gdzie nie
                                        wiedzialiśmy czy jest jeszcze coś co moglibyśmy jeszcze zrobić.
                                        To było Nasze poszukiwanie. Nigdy mi nie przeszło nawet przez myśl to co się
                                        wydarzyło.

                                        Myślę też, że to było kluczem; realizacja, że nieważne ile domów wybuduje, ile
                                        sprzedam i pieniędzy zarobię lun nie, nieważne ile razy zmienię zawód i miejsce
                                        pracy, zamieszkania, to i tak nie jest to mi stanie dać SPOKOJU.
                                        Chęc tego spokoju wypływała też z mojej głębi. Na zewnątrz nie działo się nic
                                        co mogłoby powodować ten niepokój. Sytuacja ta jest więc wyborem, chociaż nie
                                        to miałam na myśli gdy prosiłam 'gwiazdkę' o spokój.

                                        Skąd wiem, że to Bóg; Nigdy nie miałam wątpliwości skąd to pochodzi. Czyli nie
                                        wątpiłam, że to Bóg. Czułam i czuję to tak głęboko, i nie potrafie wytłumaczyć
                                        skąd.
                                        Miałam natomiast problem dowodu. Zdaję sobie sprawę w jakim świecie żyjemy.
                                        W pierwszym też dniu Bóg powiedzaił, że dowodu nie będzie. Czucie jest dowodem
                                        i to my mamy je rozwijać aby Go czuć a nie On ma się'ukazywać' aby Nas ludzi
                                        przekonać.
                                        Rozmowy z Bogiem to tylko jedna z części. Sa też rozmowy z innymi 'energiami'.
                                        Ale tylko ta jedna zwraca się; Dzieci moje...to Ja Bóg/Kreator itp. Żadna inna
                                        energia nie używa i nie użyłaby Jego imienia.
                                        W ramach moich dociekań, udało mi się zaprowadzić Góral do znanego 'medium'.
                                        Znał tylko nasze pierwsze imona. Mam cały DVD z ponad godzinnym nagraniem,
                                        który mnie osobiście przekonał. Potwierzdił, że Góral ma wyjątkowy dar
                                        porozumiewania się ze wszystkimi poziomami i energiami jakie tylko istnieją.
                                        Niewiele to też dla mnie znaczyło, bo to sama widziałam.

                                        Nie podejmuję się przekonywania nikogo innego. Cała ta podróż to własne
                                        poszukiwania. Moje poszukiwanie i dowody, które przekonałyby mnie osobiście, że
                                        te rozmowy się odbywają było chyba najtrudniejsze.
                                        Jakie będzie czy jest Twoje? może być zupełnienie inne i to nie znaczy, że jest
                                        warte mniej lub więcej.

                                        Pozdrawiam
                                        Kan




                                        • lucja7 Re: Pytania 21.03.07, 09:26
                                          Nie chcialabym wyjsc tutaj na osobe namolna, ale mam duze, bardzo duze
                                          watpliwosci co do "budzenia i rozmow z bogiem" tak jak tp przedstawiasz.
                                          Chce powiedziec ze to co piszesz ma bardzo duzy sens, ale niestety nie widze w
                                          tym boga, obiektywnie. Wystarczy mi czytac np filozofa Onfray ktory pisze
                                          dokladnie to samo, tyle ze bez boga. Pisze jako facet myslacy, zastanawiajacy
                                          sie nad tym co robi, stara sie to robic jak najlepiej, odnajduje w tym
                                          rownowage, wiec sile do kontynuowania, spokoj, itd, itd. I doprawdy nie
                                          potrzebny mu do tego aramejski. Bo dla mnie ze twoj Cheri z dnia na dzien
                                          zaczal mowic tym jezykiem jest autentycznym jajem. To zreszta mi najbardziej
                                          przeszkadza, jak rowniez ze "bog mowi wszystkimi jezykami". Moge na to
                                          odpowiedziec ze po prostu zdrowy rozsadek mowi wszystkimi jezykami. Moglabym,
                                          gdybym chciala, nazwac zdrowy rozsadek bogiem, ale doprawdy, nie widze potrzeby.

                                          Mozna bogu sie oddac i obudzic sie, ale mozna sie obudzic bez boga.
                                          Problem polega dla mnie na tym, ze oddajac sie bogu, zatracamy sens realiow
                                          interpretujac wiele wydarzen oraz nasza sytuacje silami "boskimi".

                                          No i jeszcze aramejski, jezyk Jezusa. Gdy mowilam o jezykach, moim pytaniem
                                          bylo dlaczego aramejski? Przypadek? Dlaczego nie jezyk np Mahometa?
                                    • pawel_z_melb kropka nad 'i' 20.03.07, 19:45
                                      przecyzyjniej rzecz biorac: zydzi okresu Chrystusowego mowili po aramejsku
                                      • fedorczyk4 Re: kropka nad 'i' 20.03.07, 19:56
                                        Precyzyjnie rzecz biorąc był to język terenu bliskiego wschodu, a
                                        nie "żydowski" nie szukaj kropki nad i bo jest to język nadal żywy i rożne
                                        nacje sie nim posługują, głównie nowo-aramejskim.
                                        • pawel_z_melb Re: kropka nad 'i' 21.03.07, 01:42
                                          szukalem, bo uzyte wyrazenie ze mowili nim Jezus i jego uczniowie moglo
                                          sugerowac jakis wewnetrzny jezyk

                                          dzieki za Twoja informacje, bo nie wiedzialem, czy to byl jezyk zydow, czy - jak
                                          piszesz - calego regionu.

                                          A czy wiesz jak przeszli na hebrajski?
                                          • pawel_z_melb PS: Re: kropka nad 'i' 21.03.07, 01:45
                                            wyczytalem co bylo w wikipedii
                                            to chyba juz zaspokoilo moja lingwistyczna ciekawosc
                                            • kan_z_oz Ojcze Nasz - pierwszy wers 21.03.07, 05:17
                                              „Ojcze Nasz, któryś jest w niebie...”

                                              Pierwsza linia znanej modlitwy, która powszechnie jest używana w takim
                                              tłumaczeniu.
                                              Jezus też jej używał. Tłumaczenie jest zaiste odmienne.
                                              Zapis fonetyczny w języku aramejskim;

                                              „Aabłuun dłoszemaja (Abwoon d’bwashemaya)

                                              Co znaczy;

                                              „Ojcze, Matko Kosmosu. Ty, który rozprzestrzeniasz się i napełniasz cały
                                              Wszechświat Napełniając mnie teraz i tutaj, (Aabłuun dłoszemaja)


                                              Dwa pierwsze słowa opisują Boga. Nie jest On rodzauj męskiego.
                                              „Abwoon”(Aabłuun) w języku aramejskim, znaczy i Ojciec, i Matka ale bez
                                              szczególnego rodzaju.
                                              „Abwoon” jest i męski (jang) i żeński (yin). Mało tego. Jest wszystkim innym. I
                                              więcej. To znaczy więcej niż męski i żeński. Jest sumą wszystkiego.

                                              Jeśli spojrzeć na dokładne znaczenie słowa „Abwoon”, to składa ono się z
                                              czterech części.
                                              Ah (Aaa) co znaczy absolutny, ten który powstaje w przestrzeni i w niej zanika,
                                              wszechobecny. Jezus używał innych słów zamiennie aby zaadresować Boga: Alaha,
                                              od którego jest w skrócie Ah, używał również Abba, co znaczy rodzic (znowu bez
                                              rodzaju), czy „Abwoon”

                                              Bw znaczy ta wibracja która rozprzestrzenia się jak fala po stawie, Ta wibracja
                                              rozprzestrzenia się po całym wszechświecie docierając tutaj.

                                              Oo znaczy oddech, jak również duch święty, czy energia boska. Jezus odnosi się
                                              do tej części bardzo wyrażnie nazywając tą energię boską Oddechem Życia. Kiedy
                                              Bóg wydycha, wówczas jego kreacja, my, nabieramy wdech, wdychając
                                              najinteligentniejszą wibrację, która jest dostępna dla nas jeśli tylko
                                              pozwolimy. Bo wibracja ta ma pierwotne pragnienie napełniania wszystkiego, co
                                              stworzyła na początku. Ale za przyzwoleniem każdej kreacji. My mamy wolną wolę
                                              wyboru.
                                              I kiedy wydychamy, Bóg bierze oddech w ten sposób dokonując puryfikacji tego co
                                              dla nas niekorzystne.
                                              Zrozumienie tylko tej części wyrazu uświadamia nam jaka jest bliskość pomiędzy
                                              nami i Bogiem.

                                              N jako ostatnia część „Abwoon” określa miejsce gdzie ta święta wibracja dociera
                                              jako punkt docelowy. Tutaj, w naszym ciele! Dokładnie. N pochodzi od nefesh. Co
                                              znaczy również ciało, komórki, które budują nasze ciało. Nasz układ nerwowy.

                                              Toteż Jezus, zaczynając modlitwę od „Abwoon”, podkreślał fakt, że Bóg Ojciec,
                                              Matka, będąca absolutem, to rozprzestrzeniająca się po całym kosmosie jak fala
                                              na stawie energia, mająca głębokie wewnętrzne pragnienie i wolę napełniać każdą
                                              swoją kreację, poprzez Oddech życia która niesie ducha świętego i dociera do
                                              nas. My jesteśmy odbiorcą tej życiowej energii.
                                              I poprzez techniki, które sam opanował do mistrzostwa a potem ich nauczał,
                                              każdy mógł ustawić się w harmonii i w balansie w ten sposób odzyskując pełne
                                              połączenie ze swym stwórcą. I w ten sposób mógł wrócić do swej orginalnej formy
                                              w jakiej byliśmy stworzeni. To znaczy niewinności, czystości, boskości,
                                              radości, poczucia jedności i spełnienia. Miłość bezwarunkowa. I ten stan można
                                              osiągnąć teraz, tutaj jak on mówił swym uczniom. Tu na ziemi. W tym życiu. Nie
                                              po śmierci. Nie w jakimś odległym miejscu nazwanym Niebem.

                                              Drugie słowo jego modlitwy d’bwashemaya (dłoszemaja) podkreśla fakt jeszcze
                                              dobitniej, że Bóg rozprzestrzenia się po całym wszechświecie.
                                              Częścią kluczową tego słowa jest ‘shem’, co znaczy najinteligentniejsza
                                              wibracja, duch, energia. Ta inteligentna wibracja napełnia cały wszechświat
                                              rozprzestrzeniając się wszędzie (d’bwashemaya)!
                                              I wraz ze wszechświatem, energia ta napełnia całą kreację boską. Napełnia
                                              również nas.

                                              Czyli dwa pierwsze słowa Jego modlitwy podkreślają fakt, że Bóg jest tutaj, i
                                              teraz, i pragnie nas odnowić, napełniając nas swą inteligentną energią. Jest
                                              dostępny dla każdego z nas. Nie potrzebujemy pośredników. Nie potrzebujemy
                                              czekać do śmierci aby go spotkać. On jest tutaj i teraz. I jak Biblia mówi:
                                              „Bądź czujny, bo ja czekam u drzwi twoich i pukam. Wejdę do tych, którzy
                                              otworzą swe drzwi!”
                                              Jezus nauczał jak ‘otworzyć drzwi’ poprzez techniki, które wspierał wieloma
                                              powiedzeniami.

                                              Te dwa słowa otwierające również podkreślają, że Niebo jako takie, gdzieś tam w
                                              górze, czy za horyzontem, nie istnieje. Niebo to nie jakieś tam miejsce do
                                              którego się dostaniemy po naszej śmierci.
                                              Niebo jest tutaj, rozprzestrzenia się wokół nas, i może być w nas jeśli
                                              pozwolimy na to. Zachdnia cywilizacja jednak nie rozumie tego. Nie rozumie, że
                                              Niebo to nasz wybór.
                                              Nas wybór zadecyduje o tym. Teraz i tutaj.
                                              I do tego Jezus zachęcał, i o tym uczył mówiąc o sprowadzeniu Nieba na ziemię.
                                              Każdy z nas może to zrobić. Jak? Jego nauki, które zostały całkowicie zmienione
                                              poprzez nieadekwatne tłumaczenia jego języka Arameik, przekazywały tą
                                              starożytną, z czasów Atlantydy mądrość.


                                              Więc kim Bóg nie jest i dlaczego?

                                              Nie jest to pan z siwą brodą siedzący na tronie, ubrany w białe szaty, i z
                                              powodu swego wieku, posługuje się czasami laską, a więc ma laskę w ręku swoim,
                                              i w dodatku siedzi w miejscu które nazwane jest Niebem! Ale tak naprawdę to
                                              nikt nie wie gdzie to Niebo jest.

                                              Jezus obalał te stereotypowe sposoby myślenia o Bogu i Niebie. Obalał te
                                              niezdrowe dla nas, jego braci i sióstr percepcje, które raczej wytwarzają
                                              więcej niekorzyści, nieszczęścia, smutku i rozpaczy niż tak naprawdę dobra.

                                              I to pierwsze wypaczenie orginalnego znaczenia Boga powodowało dużo
                                              nieporozumienia jak i również zniszczenia wśród ludzi.
                                              A powód dla którego założono że Bóg to mężczyżna jest prostszy niż myślimy.
                                              W czasach starożytnej Grecji i Rzymu toczła się walka o dominację.
                                              Odchodzono od systemu matrialchalnego. Nie było więcej miejsca na ten system.
                                              Całkowicie zastąpiono ówczesny system nowym, dominującym systemem
                                              patrialchalnym. Innymi słowami zaczęli rządzić faceci.

                                              Wchodziło do akcji męskie ego. Gdzie jest ego, nie ma miejsca na prawdziwą
                                              miłość bezwarunkową. Na opiekunczość, na troskę, na zrozumienie, na pełną
                                              akceptację bez osądzania i wytykania palcami.
                                              Ego dyktuje użycie siły, argumentów, wygrywania za wszelką cenę nie ważne jakie
                                              tego konsekwencje. Ego domaga się używania czynnika strachu i izolacji aby
                                              ludzi rozdzielić i trzymać ich w niepewności, zagubieniu, chaosie, nienawiści
                                              czy nieakceptacji wzajemnej.
                                              Czy te słowa brzmią znajomo? Ależ tak! Z tego wyrósł nasz współczesny system
                                              społeczno-ekonomiczny! To nasza demokracja.

                                              Pozdrawiam
                                              Kan

                                              • lucja7 drugi wers 21.03.07, 10:34
                                                Kiedys napisalam tu zdanie z ktorego jestem bardzo dumna: "Wszystkie religie
                                                udupily kobiete". Bylo to w jednej z licznych tu dyskusji ze islam zle,
                                                katolicyzm dobrze.

                                                Pierwsza czesc twego wywodu dotyczy "boskiej" teorii zycia.
                                                Druga natomiast stwierdza ze "zachod" czyli, jak piszesz nasza demokracja, nic
                                                z tego nie zrozumialy.
                                                Z tym co piszesz nie mozna sie nie zgodzic, jest to oczywiste.
                                                Oprocz tego ze demokracje doskonale rozumieja, ale sa systemem opartym na
                                                innych zasadach funkcjonowania.
                                                I wlasnie dlatego pytalam cie jak ty, dzisiaj, "obudzona", mozesz pogodzic dwa
                                                rozne swiaty w twoim zyciu ponadwyznaniowo osobistym.
                                                O takiej sytuacji wulgarni Francuzi mowia: "mam dupe miedzy dwoma krzeslami",
                                                czyli nie wiem na ktorym krzesle usiasc i spadam na podloge.

                                                Dazenie do zycia idealnego, harmonijnego dla wszystkich jest i bylo dazeniem
                                                wszystkich cywilizacji. Od kiedy zyjemy daza za nami, rownolegle do naszego
                                                zycia utopie majace na celu zapewnienie nam szczescia ziemskiego. Jest i bylo
                                                ich wiele, byly rowniez, jak wiadomo, proby ich realizacji.
                                                Dazenia te sa odpowiedzia na niedoskonalosci naszych systemow (nie tylko
                                                zreszta demokratycznych) i checia ich racjonalizacji. I stanowia one
                                                nieodlaczna czesc naszego zycia. I niektorzy moga widziec w tym sily boskie,
                                                niektorzy nie widza w tym nic boskiego, lecz banalnie ludzka chec zycia lepiej
                                                i harmonijniej.

                                                Dodam jeszcze na koniec ze osobiscie nie jestem zwolenniczka interpretacji
                                                teorii fundamentalnych i ich wdrazania w zycia cywilizacji ktore w drodze
                                                ewolucji odbiegly od zrodel i staly sie juz zupelnie innymi.
                                                Fundamentalizm bowiem jest rowniez tylko teoria ktory do zrodla ma sie podobnie
                                                jak system odbiegly: nijak. Wiadomo jest tez ze fundamentalizm jest zawsze
                                                (podkreslam zawsze) uzywany jako platforma instrumentalizacji spoleczenstwa w
                                                celu zapanowania nad nim. Czyli dokladnie to samo co z silami ktore oskarzasz o
                                                oddalenie sie od zrodel.

                                                Zaczynam sie o siebie bac. Bo im wiecej pisze, tym bardziej wydaje mi sie ze
                                                bog nie istnieje. A przysiegam ze wierze! I chce!

                                                A, jeszcze na koniec. Nie zgadzam sie z teoria ze religia
                                                chrzescijanska "ukrecila leb" ktoregos dnia jezusowej filozofii by zawladnac
                                                duszami. Jest to bowiem dluuuga, wielowiekowa droga ewolucji. I nalozenie kalki
                                                spoleczenstwa z 21ego wieku na kalke spoleczenstwa z 1ego wieku moze byc
                                                spektakularne, niemniej jednak historycznie smieszne.

                                                Pozdrawiam cie, Kan.
                                                • lucja7 trzeci wers 21.03.07, 12:48
                                                  Zeby zilustrowac to co napisalam w poprzednim poscie, dam przyklad kola.
                                                  Kola nie wymyslila jakas malpa w momencie naglego olsnienia lecz bylo to
                                                  wynikiem dlugiego procesu rozwoju narzedzia ktore zreszta ciagla sie rozwija.
                                                  I dzis, pan inzynier pracujacy nad systemami uzbrojenia opon, rowniez wpisuje
                                                  sie w rozwoj ciagle tego samego narzedzia. I nonsensem byloby gdyby wracal
                                                  mysla do malpy w jaskini i studiowal przedprototyp kola by moc pracowac nad
                                                  swoim tematem.
                                                  Co przeciez nie znaczy ze nic nie zrozumial, nespa?

                                                  No i dochodze do moralu: fundamentalizm opoznia rozwoj.

                                                  ;-)))
                                                  • amaroola Re: trzeci wers 21.03.07, 20:56
                                                    wiem ze czekasz na odpowiedz Kan, ale pozwol,ze sie wtrace

                                                    porownanie z (chrzescijanstwa?) kolem zaklada ze jest to jedyna
                                                    (sluszna/najjlepsza/najskuteczniejsza) religia - a tak nie jest
                                                    Kazda religia uzurpuje sobie prawo do bycia tym najskuteczniejszym wynalazkiem
                                                    do osiagniecia zbawienia

                                                    (a wkraczajac na tereny mechaniki - sa teorie mowiace o tym ze oparcie naszej
                                                    ziemskiej wynalazczosci na prawach grawitacji uczynilo ja ciezka i toporna - sa
                                                    inne sposoby przemieszczania sie, - tak mowia- ale na tym sie nie znam, wiec
                                                    pozostawie to w spokoju ;DDD)


                                                    mysle ze ponowne odczytywanie przekazu Jezusa , a co za tym idzie mowienie o
                                                    jego niezrozumieniu,bierze sie stad,ze chrzescijanstwo przypisuje Jezusowi
                                                    Synostwo Boze "na zasadzie wylacznosci" - czyli Jezus JEST Bogiem, czescia
                                                    Boga, absolutu
                                                    a wg mnie, ze caly przekaz Kana jest o tum ze stan Jezusa, czyli
                                                    polaczenie/zjednoczenie z boskim pierwiastkiem moze byc udzialem kazdego

                                                    z zatem: czlowiek moze dostapic stanu przebudzenia - podobnego do Jezusowej
                                                    bliskosci z Bogiem (czyli boskosci)

                                                    albo inaczej - stan Jezusa nie jest boskoscia - jezus nie jest Bogiem w takim
                                                    sensie jak to przedstawia chrzescjijanstwo,(ale to jest bardzo trudne do
                                                    przelkniecia - nawet dla niechrzescjianina ;)))

                                                    konsekwencja takiego ponownego odczytywania przeslania Jezusa byloby oczywiscie
                                                    pojmowanie chrzescijanstwa jako JEDNEJ ZE SCIEZEK do przebudzenia i faktycznej
                                                    (a nie symbolicznej) komunii z Bogiem

                                                    Napisalam w duzym skrocie i z ogromnymi uproszczeniami jak ja to rozumiem i-
                                                    byc moze - zupelnie nietrafnie odczytalam Kana, ale czulam potrzebe wlaczenia
                                                    sie do dyskusji jako ze topik jest bardzo mi bliski
                                                  • iwannabesedated przekonywaniomania 21.03.07, 21:31
                                                    Ja sie tez podpisuje. Czytam opowiesc Kana jako relacje z pewnej osobistej
                                                    sciezki dwojga osob, a nie jak gloszenie prawd objawionych. Pewnie wyzsza
                                                    istota, ta ktora jest zrodlem z ktorego sie wszystko bierze i do ktorego
                                                    wszystko wraca, ktora jest suma nas wszystkich a zarazem czyms duzo duzo wiecej
                                                    niz tylko to, wiec pewnie zwraca sie do kazdego w taki sposob jaki kto potrafi
                                                    przyjac i zrozumiec. Do Kan i Gorala mowi 'moje dzieci' a do innych nic nie mowi
                                                    tylko powiedzmy smaga promieniami slonca po zamknietych powiekach lub powoduje
                                                    zobaczenie nagle calego uniwersum w kropli deszczu.
                                                    Wiec niestety ci ktorzy przychodza tutaj zadajac dowodow i liczac ze Kan
                                                    wyciagnie z rekawa nagle jakis na 100% niezbity dowod na istnienie Boga, to sie
                                                    pewnie zawioda. Nikt nikogo przekonac nie da rady, przekonac sie kazdy musi sam,
                                                    nie widze inaczej, chocby sie posral cienkim srutem, zarowno przekonujacy jak i
                                                    przekonywany i chuj.
                                                  • lucja7 Re: przekonywaniomania 21.03.07, 22:07
                                                    To po co przekonujesz?
                                                    Jak chuj to chuj!
                                                  • pawel_z_melb lucjo.. 22.03.07, 00:12
                                                    czesto bardzo ciekawie piszesz, czy wiec te wulgaryzmy sa tu naprawde potrzebne?
                                                  • lucja7 Re: lucjo.. 22.03.07, 09:05
                                                    Pawel:
                                                    "czesto bardzo ciekawie piszesz, czy wiec te wulgaryzmy sa tu naprawde
                                                    potrzebne?"

                                                    Wulgaryzmy sa potrzebne o ile sa na swoim miejscu. O ile cie draznia, to albo
                                                    je zle ustawilam, albo jestes zwolennikiem lektur niepelnych.
                                                    ;-)))
                                                  • iwannabesedated Re: przekonywaniomania 23.03.07, 11:11
                                                    Przekonuje sobie sama siebie i sie sobie zastanawiam piszac sobie na tym forum
                                                    jebliwosci. Jesli to co ja pisze jakos Ciebie dotyczy rumcha lub bulwersuje, to
                                                    Twoja sprawa, czyli to Ty wpychasz swoj chudy tylek miedzy mnie a wodke i
                                                    przekaske moich dywagacji. A kysz, bo mnie przeszkadzasz i zgubilam watek. Teraz
                                                    musze go isc szukac, pewni pod kanapa a tam kusz i 3 pilki mojego psa.
                                                  • lucja7 Re: przekonywaniomania 23.03.07, 12:36
                                                    Dotyczy,
                                                    Nie az taki chudy ;-)))
                                                  • lucja7 amaroola 22.03.07, 10:25
                                                    Ja doskonale rozumiem co pisze Kan i co piszesz ty.

                                                    Moje pytania (na ktore Kan odpowiedziala) wynikaly ze zrodla banalnie prostego:
                                                    - dlaczego bycie czlowiekiem z sensem jest w jej toku myslenia nierozerwalnie
                                                    zwiazane z bogiem (jest to dla mnie conajmniej niejasne, poniewaz uwazam ze
                                                    jest to mozliwe bez boga),
                                                    - dlaczego komunikacja odbywa sie w aramejskim a nie w innym (pytanie moje bylo
                                                    postawione wlasnie w trosce o rownosc religii wobec boga, na co Kan
                                                    odpowiedziala jasno, rozumiem),
                                                    - w jakim stopniu powrot do zrodel i fundamentow, po dwudziestu wiekach
                                                    ewolucji (w wypadku chrzescijanstwa, duzo dluzszej w wypadku judaizmu), moze
                                                    miec wplyw na zycie spoleczenstw dzis, jak rowniez konkretnie Kana.

                                                    Wot, cala tajemnica moich pytan.
                                                    Jak napisalam wczesniej, ten sposob myslenia dzis istnieje (mowie o osmozie
                                                    religii i zycia cywilnego) i wyraza sie czesto kierunkami fundamentalistycznymi
                                                    ktore zdecydowana wiekszosc tutejszych obecnych krytykuje.

                                                    Dlaczego nastepuje w sposob naturalny rozszczepienie sie walorow "boskich" od
                                                    walorow cywilnych, tego nie wiem i podobaloby mi sie gdyby cos ktos na ten
                                                    temat powiedzial. Dlaczego jest zycie "boskie" z jednej strony i toporna
                                                    grawitacja z drugiej, jak piszesz?
                                                    Latwo to napisac, ale masz jakas opinie dlaczego tak jest?
                                                    Z tego co pamietam, czlowiek zawsze poszukiwal wolnosci ptaka, a lata w
                                                    topornych smrodzacych blaszanych pudlach. I do tej pory nie mam absolutnie
                                                    zadnego elementu w publikacjach ludzi studiujacych zrodla glosow boskich i
                                                    poczatki wiar pozwalajacego miec nadzieje ze slowa boskie pozwola latac inaczej
                                                    (dlatego pisalam o kole).

                                                    A problem synostwa bozego Jezusa czy nie jest dla mnie absolutnie drugorzedne.

                                                    Wychodze z zalozenia ze swiat jest jaki jest. Ze ludzie pragna ten swiat
                                                    uczynic jaknajlepszym, poniewaz wiadomo wszystkim ze jest on bardzo daleki od
                                                    doskonalosci, wiadomo nieosiagalnej.
                                                    Drogi do tego sa liczne i rozne, co prowadzi do konfliktow, czy one sa
                                                    wywolywane w imie boga czy nie. Ale juz sam fakt istnienia konfliktow na tle
                                                    roznic interpretacji glosow "boskich" napawa mnie niepokojem co do wlasnie
                                                    slusznosci poszukiwan fundamentow i, co za tym idzie, ruchow
                                                    fundamentalistycznych. Chce przez to powiedziec ze to tylko ludzie interpretuja
                                                    slowa boga, interpretuja go roznie, co jest normalne.

                                                    Mamy problem podobno z fundamentalizmami religijnymi. Prawda to czy nie?
                                                    Mozna powiedziec ze nie i co dalej?

                                                    Wiem ze odbieglam daleko od drogi Kana, ale moje pytania nasuwaja mi sie
                                                    wlasnie czytajac Kana.

                                                    ;-)))
                                                  • amaroola Re: amaroola 24.03.07, 05:49
                                                    > - dlaczego bycie czlowiekiem z sensem jest w jej toku myslenia nierozerwalnie
                                                    > zwiazane z bogiem (jest to dla mnie conajmniej niejasne, poniewaz uwazam ze
                                                    > jest to mozliwe bez boga),

                                                    bycie czlowiekiem jest nierozerwalnie zwiazane ze stykaniem sie z obszarami
                                                    poza racjonalnym wyjasnieniem. W tym sensie : z Bogiem, Sztuka, Duchowoscia w
                                                    bezboznej nawet formie ;) - oj tak

                                                    oczywiscie ze jest to mozliwe bez Boga... ale czy mozliwe jest bez przekonania
                                                    o ( i w zwiazku z tym bez podporzadkowania sie) jakiejs ponad - ludzko -
                                                    rozumowej zasadzie? A co wtedy z tym "co nam w duszy gra" ???

                                                    ...ups, jak wynika z powyzszego: nie ma Boga, nie ma duszy, nic nie gra, nie ma
                                                    prawa grac ...bo i gdzie..


                                                    > - w jakim stopniu powrot do zrodel i fundamentow, po dwudziestu wiekach
                                                    > ewolucji (w wypadku chrzescijanstwa, duzo dluzszej w wypadku judaizmu), moze
                                                    > miec wplyw na zycie spoleczenstw dzis,

                                                    to nie jest powrot do zrodel - to jest przetlumaczenie pism dla
                                                    celow "globlizacji" ;DD
                                                    zrozumienie, --ze Jezus byl tylko jednym z prorokow ,a nie Bogiem (Islam )...az
                                                    mi ciarki przeszly jak to napisalam)
                                                    --ze kazdy czlowiek jest w stanie poprzez odpowiednie praktyki dostapic komunii
                                                    z absolutem (buddyzm)
                                                  • lucja7 Re: amaroola 24.03.07, 09:53
                                                    Niewiele zrozumialam z tego co napisalas, ale dowiaduje sie ze:
                                                    - bog, sztuka, duchowosc, to wszystko wkladasz do jednego wora, zapominajac ze
                                                    np ekonomista uprawiajacy zawod jak najbardziej niescisly, tez moglby znalezc
                                                    sie w worku "boskosci" ziemskich :-))))) (w odroznieniu od np ksiegowego
                                                    ktorego zadaniem jest bezbozne liczenie slupkow i sprawdzanie rachunkow bez
                                                    uduchawiania sie) :-))),
                                                    - ze cos musi "w duszy grac", a patrzac na rozplaszczajace sie plasko w
                                                    posdzkach koscielnych dewoty zadaje sobie pytanie gdzie tam miejsce na dusze? a
                                                    co dopiero zeby "gralo w niej"?, co jest argumentem przeciwnym twojej tezie,
                                                    - nie ma boga....nic nie gra(!), jest dla mnie zupelnie niezrozumiale i
                                                    sprzeczne z tym co napisalas wyzej mowiac np o sztuce,
                                                    - ze prorok w islamie to bog, co jest nieprawda,
                                                    - ze buddyzm, przyszpilany do sciany czesto na tym forum, ma byc tez religia?,
                                                    a jesli tak to od kiedy?

                                                    A moze ty mowisz o tym ze warto miec kogos albo cos co uwaza sie za swiete, jak
                                                    np Johnny Depp, albo jakis film, jakas ksiazke, jakis zaczarowany flecik, albo
                                                    jakis bog, cos co "gra w duszy", bo to pomaga w zyciu?
                                                    Jesli tak, to praktycznie sie zgadzamy, ale nie jestem pewna ;-)))
                                                  • amaroola Re: amaroola 24.03.07, 11:22
                                                    zaczne od tego nieszczesnego islamu - prorok w islamie to prorok , nie Bog
                                                    (nigdzie tak nie napisalam)- Jezus byl jednym z nich, - wyslancem Boga tak samo
                                                    jak Mojzesz i Muhammad

                                                    > - bog, sztuka, duchowosc, to wszystko wkladasz do jednego wora, zapominajac
                                                    ze
                                                    > np ekonomista uprawiajacy zawod jak najbardziej niescisly, tez moglby znalezc
                                                    > sie w worku "boskosci" ziemskich :-))))) (w odroznieniu od np ksiegowego
                                                    > ktorego zadaniem jest bezbozne liczenie slupkow i sprawdzanie rachunkow bez
                                                    > uduchawiania sie) :-))),

                                                    obaj moga sie znalezc w "worku boskosci", nie widze potrzeby takiego
                                                    rozdzielania
                                                    skierowanie energi na sztuke lub poszukiwania w sferze duchowej to, wg mnie,
                                                    to samo - wychodzenie poza sfere materialna i czysto racjonalna: jedzenie,
                                                    spanie, prace, prokreacje, myslenie, robienie forsy itd.
                                                    to skierowanie sie ku wnetrzu i intuicji. Ksiegowy, sklepowy i sprzataczka moga
                                                    tak samobyc w kontakcie ze swoja intuicja , wykonujac swoje zawodowe czynnosci,


                                                    "Dlaczego nastepuje w sposob naturalny rozszczepienie sie walorow "boskich" od
                                                    walorow cywilnych, tego nie wiem i podobaloby mi sie gdyby cos ktos na ten
                                                    temat powiedzial."

                                                    czy moglabys wyjasnic dokladniej o jakim naturalnym rozszczepianiu mowisz?
                                                    Wg mnie ma potzreby takiego rozszczepienia. Niektorzy ludzie rozszczepiaja, bo
                                                    sa do tego przyzwyczajeni i jest im tak wygodniej nie musza bowiem integrowac
                                                    swojego zycia "wewnetrznego" (waloru boskiego) i "zewnetrznego"(cywilnego)

                                                    Jak widac na przykladzie tego, co pisze kan taka intergracja jest bardzo
                                                    trudna, nie kazdemu sie chce

                                                    a ja... takiego rozczepienia nie widze - kan tez pisze o czyms zupelnie
                                                    przeciwnym - o jednosci , (tak ja to rozumiem). Niczego nie potzreba
                                                    rozdzielac, mozna zyc pelnia zycia, na roznych plaszczyznach, - jednak juz
                                                    sie pogubilam i nie wiem czy o to pytalas?


                                                    >a patrzac na rozplaszczajace sie plasko w
                                                    > posdzkach koscielnych dewoty zadaje sobie pytanie gdzie tam miejsce na dusze?

                                                    to bardzo aroganckie stwierdzenie, bo naprawde tych ludzi nie znasz... a
                                                    oceniasz na podstawie uprzedzen

                                                    to tylko pare uwag , ktore mi sie nasunely po przeczytaniu Twojego postu

                                                    Nie sadze zeby sprowadzanie tej wymiany pogladow do polemiki mialo jakikolwiek
                                                    sens. Bo ja ani nie mam zamiaru ani potrzeby przekonywania kogokolwiek o moich
                                                    racjach - ja mam swoje racje dla siebie.

                                                    Napislalam pare uwag, ktore sadzilam, rzuca jakies swiatlo na pytania,
                                                    poruszone przez Ciebie. I doskonale sobie zdaje sprawe, ze mozna to porozkladac
                                                    na kawalki i udowodnic, ze nie ma w tym sensu. Ale to wcale nie znaczy, ze nie
                                                    ma w tym sensu ;))) Bo dla mnie jest.

                                                    ale rozumiem ze wielu to odrzuci i to jest OK


                                                    (sorry ale sprawa rozbija sie glownie o jezyk, ktory wg mnie jest bardzo
                                                    nieadekwatny do przekazywania tego typu tresci, i fakt ze od dosc dawna czytuje
                                                    i rozmawiam na te tematy tylko po angielsku wiec brak mi odpowiedniej
                                                    frazeologii )


                                                  • lucja7 Re: amaroola 24.03.07, 14:04
                                                    Arogancko ci odpowiem: naucz sie aramejskiego ;-)
                                                    A stwierdzenie ze "umiem rozmawiac o powaznych rzeczach tylko po angielsku",
                                                    jest do wlozenia do zabawnosci archiwalnych tego forum.

                                                    :-)))
                                                  • amaroola Re: amaroola 24.03.07, 21:41
                                                    > A stwierdzenie ze "umiem rozmawiac o powaznych rzeczach tylko po angielsku",
                                                    > jest do wlozenia do zabawnosci archiwalnych tego forum.


                                                    nigdzie czegos takiego nie napisalam - napisalam ze moj polski nie jest
                                                    odpowiednio gietki

                                                    zdecyduj sie lucjo, czy chcesz sie klocic, czy rozmawiac ...
                                                  • lucja7 decyzja 24.03.07, 23:52
                                                    Nie chce mi sie ani jednego ani drugiego, meczace to walkowanie o niczym.
                                                    Uffff
                                                • pawel_z_melb Re: drugi wers 22.03.07, 00:08
                                                  >>Kiedys napisalam tu zdanie z ktorego jestem bardzo dumna: "Wszystkie religie
                                                  udupily kobiete".

                                                  czy nadal?

                                                  Np w "The Tibetan Book of the Dead" (first complete translation, Pengiun Books)
                                                  w wielu miejscach jest dwoisty bog/bogini (meski i zenski w 'unii)

                                                  w wielu starych religiach pierwiastek zenski byl dominujacy...

                                                  Kan,
                                                  dzieki za to

                                                  Dla mnie mowi to wiele o Jezusie i jak wiele Kosciol z tej tradycji zatracil...
                                                  • kan_z_oz Idealistyczne poszukiwania 22.03.07, 03:20
                                                    Dlaczego akurat o Jezusie i tym co nauczał?
                                                    Być może mój wybór pisania na Forum Polonia Gazety Wyborczej, którego odbiorcą
                                                    są Polacy o tym zadecydował?
                                                    Jak wyglądałyby rozmowy gdyby Kan była wychowana w islamie i pisała na Forum,
                                                    którego odbiorcą są np; mieszkańcy Arabii Saudyjskiej lub Iraku?
                                                    Zupełnie inaczej.

                                                    Na tym właśnie to polega. Jedna uniwersalna pradwa pozostałyby jednakże taka
                                                    sama; tzn. miłość i jej wpływ na Nas, innych i wszystko wokół Nas. Miłość jako
                                                    najpotężniejsza i najbardziej kreatywna siła, której cywilizacje nie
                                                    wykorzystały i nie wykorzystują.

                                                    Jezus używał parabole, które były zrozumiałe dla współczesnych mu ludzi ale
                                                    przedewszystkim dla Jego uczniów.
                                                    Te parabole wzięto i zinterpretowano na sposób, który miał popierać rodzący się
                                                    nowy system. Już wtedy założono więc kalkę.
                                                    Te parabole są wciąż używane w dniu dzisiejszym kształtując współczesne
                                                    pokolenia polityków, ekonomistów, bankierów, właściecieli biznesów...
                                                    Miłość oczywiście wyrzucono i wycięto jako niepotrzebny i niepraktyczny element.

                                                    Kan i Góral zadeklarowali osobiście, że wierzą w Boga i Jezusa - dostają więc o
                                                    Bogu i Jezusie.
                                                    Jest to jedna z wielu możliwości, jak już wcześniej powiedziałam; dobór został
                                                    dokonany, przez Nas oczywiście.

                                                    Napisałam też; jest to indywidualna droga. Jest to też odpowiedzialność czy
                                                    chęć, wybór czy ktoś będzie szukał oraz jak będzie szukał.
                                                    Bez względu na to jak i gdzie oraz kiedy, pozostanie wciąż na koniec tych
                                                    poszukiwań jeden wniosek: MIŁOŚĆ jest najważniejsza. Zachęcać więc można tylko
                                                    do szukania.
                                                    Teoretycznie; jeśli ktoś potrafi dzisiaj usiąść i zdecydować aby w Jego
                                                    postępowaniu/mowie i myślach była tylko miłość, to nie musi już nic robić ani
                                                    dalej szukać. Znalazł. Tego nie dokonał jeszcze nikt. Nawet Jezus.
                                                    Wbrew chrześcijańskiemu nauczaniu; On wiedział kim jest od samego początku ale
                                                    musiał do tego dojść. Musiał przejść drogę. Nie ma innej możliwości aby tego
                                                    dokonać.
                                                    I to jest następna uniwersalna pradwa. Szukaj. Bez względu na to w jakiej
                                                    religii, języku, społeczeństwie. Każdy musi odbyć drogę, chociaż nie koniecznie
                                                    w tym życiu.

                                                    Nie ma potrzeby tworzenia nowych religii ani systemów. Mamy wystarczającą ilość.
                                                    Robienie z tego o czym mówię, nowej religii, byłoby tylko powtórzeniem tego co
                                                    zostało już powtórzone kilkunastokrotnie. Koło zostało więc wymyślone i każde
                                                    powstanie nowej religii, sytemu to tylko ponowne jego odkrywanie.I nie jest to
                                                    komentarz złośliwy, tylko obserwacja.

                                                    Indywidualne poszukiwania i własne odkrycia. Własne doświadczenia z Bogiem,
                                                    wszystko jedno w jakiej postaci. Nasze są jedną z wielu możliwych wersji, a
                                                    tych wg Boga jest nieskończona ilość i więcej. Piękno jest więc w różnorodności
                                                    a ta różnorodność jest eliminowana poprzez sytemy.

                                                    Systemy są ale będą powoli ewoluowały, czyli zmianiały się. Nie dlatego, że
                                                    ktoś czy coś opracuje nowy, tylko dlatego, że ludzie jako jednostki
                                                    indywidualne zaczną i zaczynają mieć inne potrzeby.
                                                    Generacje 40-to - 50-latków to generacje dinozaurów, które wciąż jeszcze bronią
                                                    zacięcie swojej wizji świata. Sama należę do tej grupy i szczerze mówiąc nic
                                                    mnie tak nie rozciągnęło jeszcze w życiu jak to co usłyszałam.

                                                    Jeśli nie ma kary/nagrody, zła/dobra to nie może być też komentarza, że
                                                    chrześcijaństwo jest złe.
                                                    Ten komentarz może wypływać tylko z ego ludziego - nie od Boga.
                                                    I wypływa, z mojego ego, bo gdzieś głęboko mam jeszcze żal, że coś tak pięknego
                                                    było przed Nami schowane.
                                                    Jest to też moją drogą, aby w procesie praktycznych zmian pozbyć się tej emocji.

                                                    No cóż, nie jestem 'święta' - nigdy nie byłam. Mało tego, moje obiekcje
                                                    dotyczące tych przekazów to również kwestia, że trafiło to do kogoś kto był
                                                    baardzo daleki od 'świętości' i nawet się zbytnio nie starał.
                                                    I znowu pojęcie 'świętości' podobnie jak krytyki, kary, winy zostały
                                                    wprowadzone do naszej cywilizacji głównie poprzez chrześcijaństwo.
                                                    Tak, istniały te emocje też przed chrześcijaństwem. Istniały od początku i też
                                                    oczywiście tego jestem świadoma. Moglibyśmy więc rozmawiać o Atlantydzie i
                                                    skutkach zagłady tej cywilizacji, co byłoby chyba jeszcze większą abstarkcją.
                                                    Można byłoby też wyszukać te elementy, które zostały przez Naszą cywilizacje
                                                    odziedziczone z tych czasów.
                                                    Pytania jest jedno; w jakim celu?
                                                    Moje poszukiwania wynikają z mojej potrzeby znalezienia prawdy. Ta prawda jest
                                                    jedna; miłość jest tym wszystkim co Nam jest potrzebne ale dochodzenie do tego
                                                    jest procesem, czyli poszukiwaniem.
                                                    W tym momencie jestem i krążę wokół chrześcijaństwa. Jestem w tym momencie bo
                                                    najprawdopodobniej część czytających też tam jest.
                                                    Jezus i chrześcijaństwo jest to więc tylko i wyłącznie wspólną płaszczyzną do
                                                    rozmowy.
                                                    Rozmowy z Bogiem, mogą być rozmowami o wszystkim...sztuce, poezji, muzyce i
                                                    tylko My sami jesteśmy limitem tych rozmów...

                                                    Pozdrawiam
                                                    Kan







                                                  • kan_z_oz Ojcze Nasz - 2,3 wers 22.03.07, 03:40
                                                    „Ojcze Nasz, któryś jest w niebie
                                                    Święć się imię Twoje,
                                                    Przyjdź Królestwo Twoje...”

                                                    Ten fragment, który powszechnie jest znany w takim tłumaczeniu, używany był
                                                    przez Jezusa w innej postaci.
                                                    Ono ona w języku aramejskim, zapisana fonetycznie;


                                                    „Aabłuun dłoszemaja (Abwoon d’bwashemaya)

                                                    Niita kadasz szmaach (Nethah q’adash’ah shmach)

                                                    Tej, tej malkuutaa... (Tey, tey malkhootah...)”

                                                    Co znaczy;

                                                    „Ojcze, Matko Kosmosu. Ty, który rozprzestrzeniasz się i napełniasz cały
                                                    Wszechświat Napełniając mnie teraz i tutaj, (Aabłuun dłoszemaja)
                                                    uczyń ze mnie swoją Świątynię dla Ducha Świętego (Niita kadasza szmaach)
                                                    Poprzez twój Oddech Życia, który biorę a wraz z nim Ducha Świętego,
                                                    transformujesz mnie w ziemię urodzajną, gotową do przyjęcia Twego
                                                    przewodnictwa.’(Tej, tej malkuutaa)

                                                    Druga linia modlitwy przetłumaczona została ‘Święć się imię Twoje’.
                                                    W Arameik, ‘Neethah q’adash’ah shmach’.
                                                    Kluczowym słowem w tym zwrocie jest słowo ‘q’adash’, które znaczy święty. Od
                                                    tego słowa pochodzi również późniejsze ‘kosher’ mające takie samo znaczenie w
                                                    języku Hebrew.
                                                    Jezus używając tego słowa występował poza czysto literackie znaczenie tego
                                                    jednego wyrazu.
                                                    Używając go podkreślał fakt, że aby cokolwiek stało się święte, należy
                                                    świadomie i z pełną intencją dokonać wyboru.
                                                    Poprzez ten wybór nasze ciało i umysł stają się święte. Jak? Poprzez pozwolenie
                                                    aby shem, ta boska inteligencja, która rozprzestrzenia się po całym Kosmosie
                                                    (d’bwashemaya) również penetrowała nas tak jak napełnia cały wszechświat.
                                                    Wówczas nasze ciało i umysł stają się świątynią dla Ducha Świętego. Do tego
                                                    często odnosił się Jezus. Jak zapisano w Biblii; „ciało i umysł są świątynią
                                                    dla żyjącego ducha”.
                                                    Nie była to tylko akademicka dywagacja na temat Boga i Ducha Świętego którą
                                                    Jezus prowadził. On nauczał praktycznych kroków jak dotrzeć tam. Pokazywał
                                                    praktyczą drogę, którą sam odbył we wcześniejszych latach swego życia, kiedy
                                                    odbywał podróże do Indii, Tybetu i Kaszmiru jak również spędzając czas z
                                                    mistrzami Essenów.

                                                    W tym paragrafie nie ma miejsca aby te praktyczne kroki wyjaśnić. Jest ich
                                                    sporo. I dla tych, którzy znają Biblię te nauczania czy kroki są znane. Co
                                                    prawda, głęboko niezrozumiałe jak większość jego nauczań. I mowa tutaj jest o
                                                    znanych powiedzeniach Jezusa, które odnoszą się do ośmiu różnych grup
                                                    społecznych. A zaczynają się od słów: „Błogosławieni ci, którzy.....”.
                                                    Te powiedzenia są również znane pod terminem „Arameik Beattitudes”.
                                                    Dlaczego są one niezrozumiałe? Gdyż w orginalnym języku Arameik, Jezus odnosił
                                                    się bardziej do stanu jednostki i jej świadomości, jaka jest potrzebna aby
                                                    dokonać pełnej transformacji by odzyskać naszą orginalną formę w jakiej byliśmy
                                                    stworzeni przez Ojca/Matkę. I każdy stan, który określał był niezbędny i
                                                    prowadził do następnego stanu, po to aby dokonać pełnej transformacji i stać
                                                    się pełną manifestacją boskości na ziemi.

                                                    Wracając do drugiego wersetu modlitwy, ‘nethah q’adash’ah’ jest wyrażeniem
                                                    naszej gotowości i głębokiej intencji do tego aby uczynić nasze ciało i umysł
                                                    świętym.
                                                    Podkreśla one nasze pełne zobowiązanie, że czynimy miejsce we wnętrzu naszym, w
                                                    umyśle i ciele poprzez świadome usunięcie reaktywnych myśli, negatywizmu czy
                                                    strachu po to aby shem, który rozprzestrzenia się po Kosmosie (d’bwashemaya),
                                                    penetrując nas, wyrażał boskość – święcił imię Boga manifestując się w nas
                                                    wszystkim co jest dobre, święte i piękne.
                                                    Toteż każde nasze słowo, każdy wyraz twarzy, spojrzenie, gest, czy zachowanie
                                                    wyrażać będzie w ten sposób boskość. Czy to nasz związek z innym człowiekiem na
                                                    ulicy, nie zależnie od koloru skóry czy wiary, czy to nasza praca i kariera
                                                    zawodowa, czy grupa socjalna w której się obracamy, czy rodzina, czy nasze
                                                    hobby, to wszystko staje się manifestacją boskości i to wszystko ‘święci imię
                                                    Boga’.

                                                    Jaki jest sposób na przyjęcie shem czy Ducha świętego? Poprzez Oddech Życia.
                                                    ‘Shmach’ składa się z dwóch cząstek. Shm czyli shem. Znamy już to słowo. Druga
                                                    część jest ‘ah’. I również znamy to słowo, które jest pierwszym dzwiękiem
                                                    Ahbwoon. Jest to ten absolut, który powstaje w przestrzeni i w niej zanika. I
                                                    ma głębokie pragnienie napełnić każdą swoją kreację.

                                                    Spoglądając na całą drugą linię, oto jest jego pełniejsze i głębsze znaczenie:

                                                    ‘Czynimi ze swych ciał i umysłów świątynię dla Ducha Świętego, wdychając Oddech
                                                    Życia’.

                                                    Trzecia linia modlitwy tłumaczona zazwyczaj jest: ‘Przyjdź Królestwo Twoje”.
                                                    To tłumaczenie podkreśla separację jak poprzednie dwa wersety. Samo to
                                                    stwierdzenie utrwala myśl, że Królestwo jest gdzieś w oddali, i któregoś dnia
                                                    przyjdzie do nas. Kiedy? Tak dokładnie to my nie wiemy. Prawdopodobnie po
                                                    śmierci bo tak nam powiedziano. A do tego czasu, znośmy cierpienia, smutek, żal
                                                    i ból. Jednym słowem, wytrzymajmy.

                                                    Jakie głębsze znaczenie podawał Jezus?
                                                    Tey, tey znaczy przyjść ale w znaczeniu ‘to się dzieje teraz, Królestwo
                                                    Niebieskie puka do twych drzwi teraz i tutaj!’ Poprzez sam fakt, że shem
                                                    rozprzestrzenia się po całym Kosmosie, jest on również dostępny tutaj i teraz.
                                                    Nie bez powodu w Bibli zostało napisane (wiem już to było nadmienione
                                                    wcześniej):
                                                    „Ja stoję u progu twoich drzwi i pukam. Wstąpię do tych, krórzy otworzą...”
                                                    Toteż ‘tey, tey’ podkreśla, że przyjście Królestwa już się dokonało!!! I tylko
                                                    zależy od nas samych czy my zrobimy miejsce na nie w naszych ciałach, umysłach
                                                    i sercach aby stały się świątynią dla Ducha!
                                                    To stwierdzenie jest najbardziej konfliktujące z tłumaczeniami danymi nam przez
                                                    wiele ideologii gdyż podważa ogólną doktrynę o Jezusie, który ma powrócić na
                                                    ziemię i uporządkować ‘bałagan’ który stworzyliśmy. I podważa również to że
                                                    Królestwo Niebieskie będzie dostępne dla tych, którzy są posłuszni pewnym
                                                    ideologiom.
                                                    Jezus krótko stwierdza, że Królestwo jest tutaj i teraz, jakkolwiek rasa ludzka
                                                    tego nie potrafi zrozumieć. Jest on bliżej niż ktokolwiek może sobie wyobrazić!
                                                    Stąd również powiedział:
                                                    „Ja jestem i przeze mnie, teraz i tutaj przychodzi na ziemię Królestwo
                                                    Niebieskie...”
                                                    Mówiąc to zachęcał swych uczniów i słuchaczy do podążania jego krokami po to
                                                    aby każdy z nich (i nas teraz) stał się tym heraldem Królestwa. Tą osobą, która
                                                    przyniesie niebo na ziemię. Tak jak On! Nie po śmierci, nie za tysiąc czy dwa
                                                    tysiące lat ale teraz i tutaj!!!
                                                    ‘Tey, tey’ podkreśla również naszą proaktywność tutaj. Poprzez uznanie faktu,
                                                    że Królestwo jest tutaj, wokół nas, i my jesteśmy gotowi go przyjąć, teraz i
                                                    tutaj, uruchamiamy mistyczny mechanizm w kosmosie. Cały Kosmos jest gotowy do
                                                    poparcia nas w naszych dążeniach!
                                                    Nie na darmo stara prawda mówi: ‘Wiara przenosi góry!’.

                                                    Słowo ‘Malkhuthah’ używane było przez stulecia przed Jezusem. Znaczyło ‘Matka
                                                    Ziemia’.
                                                    Słowo matka kojarzy się z rodzicielką, daje życie, jest opiekuńcza, troskliwa,
                                                    ciepła, kocha swoje dzieci miłością bezwarunkową. Ma siłę wewnętrzną. Siłę
                                                    której nie wykorzystuje do ranienia, czy udowadniania racji. Tą siłę kieruje w
                                                    stronę pielęgnowania życia i zapewnienia że życie będzie kontynuowane.
                                                    Aby ziemia mogła dostarczyć owoców, musi być uprawiana, podlewana i
                                                    pielęgnowana.
                                                    Tak samo z naszym ciałem, umysłem i sercem. Muszą one być zmiękczone aby
                                                    poprzez skorupę naszych nawyków, przyzwyczajeń i sposobów myślenia i zachowań
                                                    boskie przewodnictwo mogło dotrzeć do wnętrza naszego dla naszego rozwoju i
                                                    transformacji.
                                                    Toteż znaczenie tego trzeciego wersetu jest głębsze znowu aby oddać intencje
                                                    modlitwy Jezusa do Boga i połączone z poprzednimi wersetami. Byłoby niepełne,
                                                    gdyby tylko prób
                                                  • kan_z_oz Re: Ojcze Nasz - 2,3 wers cd 22.03.07, 03:47
                                                    Toteż znaczenie tego trzeciego wersetu jest głębsze znowu aby oddać intencje
                                                    modlitwy Jezusa do Boga i połączone z poprzednimi wersetami. Byłoby niepełne,
                                                    gdyby tylko próbować tłumaczyć słowo po słowie, i posegregować wersety do
                                                    osobnego tłumaczenia. Toteż rozumiejąc dwa poprzednie wersety, trzeci można by
                                                    odczytać:

                                                    ‘Królestwo jest tutaj w postaci shem rozprzestrzeniającego się po Kosmosie, i
                                                    teraz, tutaj napełniając mnie, transfomuje moje ciało, umysł i serce w ziemię
                                                    urodzajną gotową do przyjęcia boskiego przewodnictwa i współkreacji!’

                                                    Spoglądając tylko na pierwsze trzy wersety modlitwy Jezusa do Boga i ich
                                                    głębsze znaczenie poza samymi słowami, znaczenie, którego późniejsze łacińskie
                                                    i rzymskie tłumaczenia zatraciły, można teraz zrozumieć pełniej słowa Jezusa:
                                                    „Ja jestem drogą, i życiem..., podążajcie za mną”.

                                                    Pozdrawiam
                                                    Kan
                                                  • kan_z_oz Praktyczne aspekty/Lucja 22.03.07, 04:16
                                                    Nie odpowiedziałam na Twoje pytanie od razu, bo też potrzebowałam się
                                                    zastanowić; są praktyczne zmiany, chociaż jest też sporo takich, które dla mnie
                                                    są nadal w sferze 'wydaje mi się'.
                                                    Dwuletnia praktyka tej teorii w przypadku Górala spowodowała, że;
                                                    1. Przestał jeść mięso. Jego organizm oczyścił się na tyle, że spożywanie mięsa
                                                    powoduje u Niego negatywne objawy fizyczne.
                                                    Góral był tylko mięsożerny, więc jest to 100% zmiana diety.
                                                    2. Przestał przyjmować alkohol - ma reakcje niemalże alergiczną, skurcz
                                                    wszystkich mięśni. Też duża zmiana w szczególności u Górala!!!
                                                    3. Podobną reakcję ma na lekarstwa, co jest zupełnym 'jajo', gdyż pracuje dla
                                                    firmy farmaceutycznej. Jeden Panadl powoduje, że jest albo zatruty, albo ma
                                                    objawy upicia. Leczy się więc w głównej mierze sam, energią oczywiście. Nie
                                                    odrzuca tradycyjnych metod, tylko te przestają powoli w Jego przypadku pracować.
                                                    4. Numer 1,2 i 3 powodują, że można pozazdrościć mu zdrowia, które jest
                                                    wynikiem oczyszczenia organizmu. Ciśnienie krwi 20 latka, takie samo tętno,
                                                    dobry poziom cholesterolu oraz dużo młodszy wygląd. Wyleczył też swoje własne
                                                    zwyrodnienie kręgosłupa i nie dlatego,że medycznie nie próbował, tylko dlatego,
                                                    że medycznie się nie dało. Jest to o tyle niezwykłe, że pracując tam gdzie
                                                    pracuje należałoby się raczej spodziewać pogorszenia stanu Jego kręgosłupa jak
                                                    również szybkiego zawału serca.
                                                    5. Potrafi uzupełniać swój poziom energii, czerpiąc ją z zewnątrz. Może krócej
                                                    spać, lepiej radzi sobie ze stresem. Mniej je i to dużo mniej.

                                                    Inne rzeczy są w sferze mniej oczywistej; intuicja. Potrafi wyczuwać sytuacje,
                                                    które mogą być niebezpieczne, szkodliwe lub nieporządane dla Niego i rodziny.
                                                    Decyzje są więc najkorzystniejszymi z tych jakie istnieją. Dotyczy to zarówno
                                                    drobnych szczegółów dnia codziennego jak i ważnych, życiowych decyzji.

                                                    W sumie ułatwia to nasze życie w sposób bardzo znaczący. Ja siedzę okrakiem ale
                                                    mi to nie przeszkadza.

                                                    Kan
                                                  • pawel_z_melb glupie prywatne pytanie.. 22.03.07, 06:01
                                                    (bo nie zawsze i nie wszstko czytam)
                                                    - Goral to Twoj maz/partner?
                                                  • luiza-w-ogrodzie Re: glupie prywatne pytanie.. 22.03.07, 11:41
                                                    Kan juz pewnie spi, wiec ja sie wtrace: Pawel, Goral to maz Kan i jest
                                                    dokladnie taki, jak go opisala.
                                                  • jutka1 Re: glupie prywatne pytanie.. 23.03.07, 01:36
                                                    luiza-w-ogrodzie napisała:

                                                    > Kan juz pewnie spi, wiec ja sie wtrace: Pawel, Goral to maz Kan i jest
                                                    > dokladnie taki, jak go opisala.
                                                    **********
                                                    Goral jest dokladnie taki, a moze nawet lepszy. :-))))))))
                                                  • lucja7 Re: drugi wers 22.03.07, 08:55
                                                    Nadal.
                                                    Pisalam oczywiscie o trzech jednoboskich religiach naszej sfery, czyli islamie,
                                                    judaizmie i chrzescijanstwie.
                                                  • lucja7 Re: drugi wers 22.03.07, 08:57
                                                    Moj tekst poprzedni to odpowiedz Pawlowi na jego pytanie:

                                                    "Kiedys napisalam tu zdanie z ktorego jestem bardzo dumna: "Wszystkie religie
                                                    udupily kobiete".

                                                    "czy nadal?"
                                                  • lucja7 Kan: pytanie/odpowiedz 22.03.07, 09:02
                                                    Jest pewne ze zadawanie pytan i udzielanie odpowiedzi daje duzo informacji o
                                                    sobie samym :-)))
                                                  • pawel_z_melb Wszystkie 3 religie 22.03.07, 21:31
                                                    zgadza sie,
                                                    ale:
                                                    cos 28% zydow w stanach deklaruje sie jako ateisci

                                                    buddyzm - coraz bardziej popularny w intelekutalnych kregach nie jest tak
                                                    maskulistycznie szowinistyczny (choc ludzie sa raczej konserwatywni jesli
                                                    chodzie o styl rodziny..

                                                    i (bedac matematykiem z pierwszego fakultetu) dla mnie normalnie 'wszystkie'
                                                    znaczy wszystkie, a nie tylko 3 glowne..
                                                  • kan_z_oz Kan pytania/odpowiedz 23.03.07, 01:30
                                                    Lucjo, większość o ile nie wszystko co opisałam, i co Ty nazwałaś jako zdrowy
                                                    rozsądek była mi chyba znana przed rozmowami.
                                                    Chyba, bo nigdy nie sięgałam aż tak głęboko i szczerze.

                                                    Przyjmuję Twój punkt widzenia. Każdy z Nas i Ty też, jest w jakimś punkcie w
                                                    życiu. Nie jest to komentarz z mojej strony jako osoby, która wie czy
                                                    doświadczyła więcej. Równie dobrze może to być komentarz, że Twoje
                                                    doświadczenia wybiegają daleko poza moje możliwości wyjaśnienia.
                                                    Bycie otwartym to również przyjęcie ewentualności, że ten wątek miał Cię tylko
                                                    w tym momencie być może pokierować w jakąś stronę???
                                                    Jest to też uwaga w moją stronę, bo uświadamia mi, że być może powinnam sięgnąć
                                                    jeszcze głębiej??

                                                    W tym momencie czuję, że wypłynęło ze mnie wszystko. Zostawię więc sobie i temu
                                                    Forum czas na 'przetrawienie'.
                                                    Często po tym, gdy dopisuję coś do tego wątku przychodzą do mnie różne
                                                    doświadczenia życiowe, które praktycznie tłumaczą mi niejasne punkty.
                                                    Nie mówię, że Cię nie rozumiem. Twoje pytania rozmumiem ale nie potrafię dodać
                                                    nic więcej i to tylko dlatego, że nie patrzyłam na to wszystko ze strony, którą
                                                    Ty wychwyciłaś. Krążę więc wokół i nie trafiam w sedno.

                                                    Dziękuję Ci za pytania i Twój wkład w ten wątek. I jest to na serio, i z głębi
                                                    mojego serca. Dziękuję też wszystkim innym...

                                                    Wrócę do wątku z następnymi opisami/informacjami. W tej chwili mam zupełną
                                                    pustkę w głowie.

                                                    Całuję
                                                    Kan

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka