Dodaj do ulubionych

Wycieczki gastronomiczne

27.11.06, 23:51
Pisalismy tu kiedys o bialych i pachnacych obrusach i przypomnialo mi sie to
bom spedzila prawie caly dzien pod Paryzem, na przedmiesciach odleglych o
okolo 20km na polnoc, w Argenteuil, polozonym na wzgorzach oddzielonych od
Paryza licznymi tu zakolami Sekwany.
Dzis, Argenteuil jest jednym z najwiekszych miast regionu paryskiego z punktu
widzenia administracyjnego, a fizycznie stanowi integralna czesc aglomeracji
paryskiej.

I w poludnie zawitalismy do Closerie d'Orgemont*, karczmy otwartej w drugiej
polowie 19go wieku na skrzyzowaniu drog prawie polnych wtedy, polozonej na
wzgorzu podobnej wysokosci co paryski odlegly Montmartre.
Nieprawdopodobny widok na Paryz, od wschodu na zachod, od wzgorz Lilas (bzy)
na wschodzie, do Avray i Malmaison na zachodzie.
Sama karczma zajmuje dwa parterowe podluzne baraki oddzielone od siebie waska
otwarta przestrzenia z dwoma rzedami platanow, pozwalajaca miec pelna
perspektywe na Paryz.

Zlota ksiega zawiera wpisy malarzy i pisarzy, panienek towarzyszacych mniej
znanych ktorzy przyjezdzali tu ciuchcia w celach spozywania posilkow na
trawie i spedzania chwil w oddali od paryskiego tlumu. Klimat tak pieknie
oddany przez Maupassant, bywalca tutaj kiedys.

Byla piekna pogoda, doskonala widocznosc, cieplo, jedlismy pod platanami
groszek, marchewke, tournedos, wszystko z mlodym, tegorocznym juz winem.
Piekne miejsce by zyc chwila, przyjemnie.

Moja mloda znajoma podjela decyzje ze tam wlasnie zorganizuje swoje bliskie
slubne przyjecie.


* wzgorze jeczmienne
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: Wycieczki gastronomiczne 27.11.06, 23:56
      Co jadlas?
      :-)
      • jutka1 Nie doczytalam, przepraszam..... 27.11.06, 23:59
        .... skresl moje poprzednie pytanie :-)
        • lucja7 Re: Nie doczytalam, przepraszam..... 28.11.06, 00:07
          Nie ma za co ;)
          Przedtem pasztet z zajaca z korniszonami i bagietka,
          potem torcik czekoladowy.
          Caly czas na tym samym swierzym winie, wszystko.
          Obzarstwo.

          W drodze powrotnej przysypialam na siedzeniu z tylu.
          • jutka1 Re: Nie doczytalam, przepraszam..... 28.11.06, 00:18
            Tez bym przysnela :-))))
            Brzmi smakowicie :-)
    • jutka1 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 12:49
      W ramach mentalnej wycieczki gastronomicznej zrobilam cos na ksztalt petit sale
      aux lentilles vertes du Puy. Bez boczku etc., z kabanosami :-)
      Wyszlo, nie powiem.
      :-)
      • maria421 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 17:21
        Mam w planie wycieczke gastronomiczna do miasta na Weihnachtsmarkt, na
        najlepsze w calej Bundesrepublice placki kartoflane.
        • ewa553 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 17:26
          nie opowiadaj Maryska, bo najlepsze ja robie:)))) Ale ja jutro zaczynam moja
          swiateczna prace, a rownoczesnie jest jutro otwarcie Weihnachtsmarku w moim
          miescie. Zgadnijcie co bede jadla na przerwie? Markt jest pod drzwiami
          mojej "firmy":)))))) Juz sie ciesze na spacer po Markcie i wdychanie tych
          fajnych zapachow....
          • maria421 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 17:49
            ewa553 napisała:

            > nie opowiadaj Maryska, bo najlepsze ja robie:))))

            To uwazaj, bo bedziesz miala najazd:-)

            • ewa553 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 18:49
              Zebys wiedziala, ze od paru miesiecy dosyc czesto placki robie: kupilam
              Küchenmaschine i odpadlo upierdliwe tarcie ziemniakow:))
              • lucja7 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 22:46
                Jestem chyba tu jedna z nielicznych ktora nie potrafi robic plackow
                kartoflanych. Przysysaja mi sie do patelni, rozrywaja gdy chce odczepic, robi
                sie z tego papa, ja sie wsciekam i ciskam patelnie na podloge.
                Taka scena zdarzyla mi sie dwa razy, juz dawno, wiecej juz nie probowalam.
                • lucja7 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 23:22
                  Duszona cielecina z salata, to samo nowe wino co wczoraj, w tej samej knajpie z
                  widokiem co wczoraj, w Argenteuil, gdzie juz za okolo miesiac zaczynamy
                  rozwalac wysokie domy mieszkalne z lat 60tych.
                  Miasto zaczyna szykowac juz bankiet na swiezym powietrzu, pod plociennymi
                  wiatami.
                  Swiat na odwrot: kiedys swietowalo sie inauguracje, teraz burzenie :)))
                  • jutka1 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 23:29
                    Burzeniu domow z lat 60tych w Argenteuil moje stanowcze TAK!!! :-)))

                    PS. Czy przeczytalas moje zyczenia urodzinowe?
                    Skruszona za spoznienie,
                    P.
                    :-)
                    • lucja7 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 23:35
                      Merci, merci, chèrie, ale byly anonimowe i nie chcialam sie pchac :)
                      • jutka1 Re: Wycieczki gastronomiczne 28.11.06, 23:46
                        lucja7 napisała:

                        > Merci, merci, chèrie, ale byly anonimowe i nie chcialam sie pchac :)
                        **********
                        No wiesz?
                        "Moj ulubiony skorpion"?
                        "Ll" = Loulou?
                        Anonimowe?
                        • kan_z_oz Re: Wycieczki gastronomiczne 29.11.06, 05:11
                          Uwielbiam wycieczki gastronomiczne.
                          Ostatnia - sobotnia, odbyła się do pobliskiej nadmorskiej miejscowości
                          sydneyskiej.
                          Widak na ocean 180 stopni, tuż przy plaży.
                          Na talerzu krewetki z grilla z sałatą. U Górala owoce morze; krewetki, ostrygi,
                          sydnejski 'bug' (rodzaj homara). Do całej tej wykwintności frytki - pycha!!!
                          Wiem, wiem ale nie mogę tak zupełnie wykwitnie i na zdrowo.

                          Kan
    • chris-joe Re: Wycieczki gastronomiczne 29.11.06, 20:41
      Ribeirao da Ilha, mala azoranska wies na wyspie-miescie Florianopolis, domowa
      knajpka na skarpie wybrzeza prowadzona przez starsze malzenstwo, drzwi rozwarte
      na zatoke Oceanu, plusk wody pod podloga. Jedyni klienci- to my.

      Ostrygi z pary z porannego polowu, zakrapiane sokiem cytryny i caipirinha, a
      potem kolejne dwa pudla ostryg (w pudelkach podawali), tym razem juz surowych,
      zsysanych z muszli. Kolejna caipirinha.
      • za_morzem Re: Wycieczki gastronomiczne 30.11.06, 02:16
        bar mleczny "barbakan" na warszawskiej starowce.
        rozgotowane buraczki, piure ziemniaczane z tluszczykiem i jedna skwarka, mielony
        z bulki i miesa mielonego.
        do tego kompocik truskawkowy. a niech to, jeszcze marchewka z groszkiem!
        • kan_z_oz Re: Wycieczki gastronomiczne 30.11.06, 04:13
          za_morzem napisał:

          > bar mleczny "barbakan" na warszawskiej starowce.
          > rozgotowane buraczki, piure ziemniaczane z tluszczykiem i jedna skwarka,
          mielon
          > y
          > z bulki i miesa mielonego.
          > do tego kompocik truskawkowy. a niech to, jeszcze marchewka z groszkiem!

          ODP: Za morzem, skręciłeś wątek gastronomiczny na wspomnieniowy z dzieciństwa.
          Nie wiem, co na to Łucja - boję się, że pijąc kolejna filiżankę kawy odegnie
          znowu ten mały palec i wskaże na Nas.
          Wszystko zniosę ale tego palca u Łucji to Ja się boję.

          Dorzucę więc - choć w strachu;
          Bar mleczny na radomskim osiedlu i długa przerwa w szkole średniej. Wyskok na
          kluski 'leniwe' oraz herbatę z cytryną w szklance - najlepszy lunch w życiu
          nastolatki jaki tylko mógł być.

          Kan
          • za_morzem Re: Wycieczki gastronomiczne 30.11.06, 05:08
            przerwa w szkole. he?
            ok.
            bulka kajerka z twarda chrupiaca skorka i zimny kefir w plastykowym kubku z
            metalowo- foliowym wieczkiem. ;).
            • kan_z_oz Re: Wycieczki gastronomiczne 30.11.06, 10:38
              za_morzem napisał:

              > przerwa w szkole. he?
              > ok.
              > bulka kajerka z twarda chrupiaca skorka i zimny kefir w plastykowym kubku z
              > metalowo- foliowym wieczkiem. ;).


              ODP: Poproszę od razu o adres tej instytucji sprzedającej kajerki. No to jest
              luksus i rozpusta w biały dzień.

              Kan
          • lucja7 Re: Wycieczki gastronomiczne 30.11.06, 11:01
            Zmienianie tematow na tym forum jest rzecza "biezaca", nie mam wiec ani zamiaru
            ani ochoty sie oburzac :)
            Natomiast nie wiedzialam ze byly skwarki w barach mlecznych.
            Wiem za to ze byly zupy pomidorowe z ryzem (rozgotowanym, co sie rozumie samo
            przez sie). O ktorych zreszta popisuje tu sobie od czasu do czasu, poniewaz
            pozostawily one na mnie slad niezmywalny i ochydny.
            • kan_z_oz Re: Wycieczki gastronomiczne 30.11.06, 11:06
              Nie wiem co jest z tą pomidorową ale też nie trawię, nie gotuję i nie jadam -
              mam uraz i nikt mnie nie przekona.

              Kan
              • asia.sthm Re: Wycieczki gastronomiczne 30.11.06, 14:29
                Kto nigdy nie zamowil pomidorowej z podwojnym ryzem ten nie wie, jak taka
                paciaja moze wydac sie luksusem.... otoz moze, jesli jest sie strasznie glodnym
                i nie starczylo na dwie zupy.

                Moje najswiezsze gastronomiczne zachwycenie odpracowalam niedawno w Tallinie.
                To co najlepsze z kuchni rosyjskiej, finskiej i jakichs jeszcze pewnie, zebrali
                pieknie do kupy. Kosztuje to pare ekstra kilogramow na poczatku zachwycenia, a
                to dlatego, ze nawet desery maja pyszne.

                Czy ktos z was byl i jadal w Armenii ?? Mialam przyjemnosc uczestniczyc w
                armenskiej biesiadzie i rozsmakowac sie w potrawach wykonanych przez prawdziwa
                artystke armenskiej sztuki kulinarnej. Niech sie wszystko inne, co w zyciu
                jadlam, schowa. Slowo daje, ze nie przesadzam.
                • maria421 Re: Wycieczki gastronomiczne 30.11.06, 15:04
                  asia.sthm napisała:


                  > Czy ktos z was byl i jadal w Armenii ?? Mialam przyjemnosc uczestniczyc w
                  > armenskiej biesiadzie i rozsmakowac sie w potrawach wykonanych przez
                  prawdziwa
                  > artystke armenskiej sztuki kulinarnej. Niech sie wszystko inne, co w zyciu
                  > jadlam, schowa. Slowo daje, ze nie przesadzam.

                  A co tam jadlas? Nie mam pojecia o armenskiej kuchni.
                  • asia.sthm Re: Wycieczki gastronomiczne 30.11.06, 15:33
                    Mario, jadlam nadziewanego kurczaka z cala iloscia roznych dodatkow. Jogurtowe
                    sosy z orzeszkami,kaszki, zupki , polewki, jarzynki doprawione jakos tak
                    niebiansko, ze nierozpoznawalne . Dokladnie nie wiem co jadlam, bo ta wielce
                    utalentowana dziewczyna nie miala glowy mi wszystkiego tlumaczyc z powodu
                    bariery jezykowej... dokladala jednak od serca.
                    Zakupy surowcow poczynione byly w jakims odleglym stad sklepie przy pomocy
                    szwagra owej utalentowanej.
                    Jedno co moge powiedziec, to to, ze wsrod wszystkich tych ostatnio modnych
                    pikantnych kuchni opanowujacych swiat , kuchnia armenska wyroznia sie
                    niesamowita delikatnoscia, subtelnoscia, nadzwyczajnym aromatem i bogactwem
                    barw.
                    Ja nie wiem jak oni to robia i dlatego tak mnie to zachwycilo.
                    • jutka1 Re: Wycieczki gastronomiczne 01.12.06, 09:22
                      Wczoraj wieczorem zapodalam sobie baklazany nadziewane jakas pasta na bazie
                      orzechow wloskich z rukola, octem balsamicznym i oliwa (przystawka), oraz
                      kotleciki jagniece w swiezym rozmarynie. Do tego zupelnie niezle Pauillac. Kto
                      by pomyslal, na polskiej prowincji. :-)
                      • lucja7 Re: Wycieczki gastronomiczne 03.12.06, 12:53
                        Moja dzisiejsza wycieczka gastronomiczna jest kilometrowo i czasowo krotka.
                        Rano zakupy na targu (uwielbiaaam) z ukochanym, traktujemy to jako maly
                        niedzielny spacer.

                        Potem przygotowywanie obiadu:

                        - rzodkiewki, sol, maslo, chleb,
                        - biale kawalki gotowanej kury, ratatuj,
                        - aperitif: komunard (smieszna nazwa majaca swe zrodlo w kolorze i komunardow i
                        napitku (czerwony), a polegajaca na wymieszaniu czerwonego wina z czerwonym
                        alkoholem z anarchistycznej czarnej porzeczki burgundzkiej,
                        - wino: znad Rodanu, Jonquieres,
                        - woda: kranowka,
                        - owoce: jablka, klementyny, gruszki.

                        Poki co wszystko sie pichci, a mnie komunard zaczyna juz krecic w glowie.
                        Ide do kuchni zobaczyc co sie dzieje.
                        • jutka1 Re: Wycieczki gastronomiczne 03.12.06, 15:35
                          Gdybym byla kotem, to bym zamruczala.
                          A tak to tylko powiem: brzmi smakowicie. :-)))
    • lucja7 Re: Wycieczki gastronomiczne 03.12.06, 15:42
      A twoj kot lubi komunarda?
      Mocne to.
      Jak sie nazywa po polsku crème de cassis?
      • jutka1 Re: Wycieczki gastronomiczne 03.12.06, 16:02
        Moj kot nie, ale ja owszem, lubie :-)
        "Likier z czarnej porzeczki" :-)
        • lucja7 Re: Wycieczki gastronomiczne 07.12.06, 17:08
          Dzis wieczorem idziemy na wycieczke do paryskiego Yiddishlandu, Pitchi Poi, w
          okolo 12 osob, uswiecic 2 okazje: odejscie od nas naszej ukochanej Soumii z
          Fezu, oraz przyjscie do naszych zaprzyjaznionych pejzazystow Caroliny z
          Mediolanu.
          Carolina jest juz u nich od okolo 4ech miesiecy, ale nigdy nie bylo okazji...
          Ona mowi: "burrrro etud", "kas le murrrr".... przeurocze.
          Jutro napisze co bylo na talerzach i w szklankach.
          • jutka1 Re: Wycieczki gastronomiczne 07.12.06, 17:22
            Jedno z moich ulubionych miejsc. :-)
            Baw sie dobrze.
            :-)
          • jutka1 No i?... :-))) ntxt 07.12.06, 23:46

            • lucja7 Re: No i?... :-))) 08.12.06, 09:26
              Jeden z uczestnikow podrozy porwal samolot ktory zamiast w Yiddishlandzie,
              wyladowal w Peshawarze. Z nasza zgoda zreszta, bosmy stwierdzili ze dosc juz
              tych sledzi.
              Przypomina mi sie ksiazka "Kot rabina" ktorej akcja rozgrywa sie w srodowisku
              polnocnoafrykanskich Sefaradow. Byl rabin ktory mial corke ktora miala kota i
              kot zadawal sobie pytanie czy on, biorac pod uwage jego "pochodzenie" tez jest
              Zydem. Wdawal sie wiec w dyskusje z "dziadkiem" rabinem dlaczego nie jest
              obrzezany i wogole dlaczego sie go wyklucza ze wszystkich ceremonii obrzedow.
              Rabin go uspakajal ze on jest Zydem, wprawdzie troche innym, bo w koncu Zydzi
              sa bardzo rozni, a sa nawet tacy ktorzy zyja gdzies tam gdzie jest snieg (co to
              takiego?!) i ze jedza sledzie. Musza byc strasznie biedni, litowal sie kot..
              Z drugiej jednak strony, mowil Rabin, nie wiem czy jest mozliwe zeby Zyd
              chodzil na czterech lapach:))) , i ze musi to wszystko przemyslec. Byleby przed
              Bar mitswah, grozil kot! Ksiazka wiecej niz boska!

              No wiec majac dosc sledzi, pojechalismy do tej knajpy peshawarskiej na dania
              pakistansko-afganskie: jarskie placki z roznoscia jogurtowa i owocami, jagnie,
              szpinak (mniammniam), niezidentyfikowany likier i zidentyfikowane czerwone wino
              Chinon. Bylo przyjemnie i moge byc swiadkiem kota ze mozna chodzic na czterech
              lapach.
              Byly propozycje zeby pojsc do "Lazni", ale bylo juz pozno i rozeszlismy sie
              grzecznie.
              Dla faktologow precyzuje ze bylam w domu o 2giej 30.
              A dzis robie sobie labe.
              ;)
              • jutka1 Re: No i?... :-))) 08.12.06, 09:34
                Dzieki, Lulu. :-)))

                W Pitchi Poi nigdy nie jadlam sledzi, zazwyczaj zamawialam "assiette de
                zakouskis", plus czasem danie glowne, ale nie zawsze. Zawsze na poczatek maly
                kmieliszeczek zmrozonej zubrowki. :-)

                Kuchni afganskiej ani pakistanskiej nie znam.
                Nastepny "pierwszy raz" przede mna. :-D

                "Kot Rabina" byl przetlumaczony na polski i wydany dwa lata temu. Po takiej
                rekomendacji dodaje go na liste wtorkowych zakupow we wroclawskim Empiku. :-)
                • lucja7 Re: No i?... :-))) 08.12.06, 10:04
                  Jestem pewna ze sie ubawisz.
                  Ale dla scislosci podaje ze to komiks, wiec zeby nie bylo;)
                  Jest to jeden z nielicznych komiksow w mojej bibliotece, oprocz Spiegelmana i
                  Marjane Satrapi. A komiksy Sfara (tego od kota) tez mam wszystkie. Doskonale
                  grafiki.
                  Ale mam tez komiksy ktore podarowal mi moj dobry kolega, autor bzdetow
                  historycznych typu "upadek cesarstwa rzymskiego" i inne jakies tam cesarstwa.
                  Podobno nie mial wyboru....
                  A tu, we Francji, bardzo znany jest Grzegorz Rosinski z ktorym chodzilam do tej
                  samej szkoly (bylam o kilka klas nizej), ale wszyscy go znali bo jako maly
                  szczeniak rysowal sceny bojek kowbojow w saloonach (wszystkie do siebie
                  podobne). Kiedy ja jadlam w przedszkolu zupke z namalowalna na dnie talerza
                  podobizna Stalina: dzieci! kto szybciej bedzie jadl, ten pierwszy zobaczy
                  tatusia!
                  • jutka1 Re: No i?... :-))) 08.12.06, 10:17
                    Wiem, ze to komiks. Nie szkodzi. :-)))

                    Z ww. mam tylko pierwsze Persepolis. I czasem widywalam jej ilustrowane
                    komentarze w NYT. Lubie ja bardzo.

                    PS. Naprawde byly talerze z podobizna Stalina i tak pani mowila? Uomatko...
                    • lucja7 Re: No i?... :-))) 08.12.06, 10:36
                      Byly, a ja myslalam ze we wszystkich przedszkolach byly.
                      Mnie tam to nie przeszkadzalo. I wcale nie uwazam sie za dziecko-meczennika
                      komunizmu. Gdybys ty wiedziala czego to dzieciom sie nie opowaiada byleby,
                      psiakrew, nareszcie zjadly to zupsko!
                      • jutka1 Re: No i?... :-))) 08.12.06, 11:04
                        Chodzilam do przedszkola za poznego Gomulki, i podobizn Brezniewa nie malowali w
                        talerzach. :-D

                        Po krotkim skrecie na komiksy i Stalina et. al. odkrecilo sie z powrotem na
                        gastronomie - mimo ze li-tylko na przedszkolne zupska. :-)))
                • lucja7 Re: No i?... :-))) 08.12.06, 11:15
                  Ja, o ile wogole, to tylko wyborowa albo jakies rosyjskie wytrawne,
                  stolicznaja.... Po zubrowce albo innych zubrowkopachnacych boli mnie glowa.
                  Zakuski tez, ale sledz byl dla mnie obowiazkowy!
                  Kuchnie taka jak afganska, hinduska (te obce nam), warto odkrywac w
                  towarzystwie osob znajacych je. Bo w ciemno mozna trafic na dania albo zbyt
                  tluste, zbyt pikantne, zbyt "egzotyczne".
                  Ale ten ich chleb (rodzaj swiezej macy) jest o b o w i a z k o w y! Pycha.
                  • lucja7 Re: No i?... :-))) 13.12.06, 12:04
                    Ide dzis na wycieczke do Japonczyka.
                    Zaczniemy jak mowilam, od komunarda :)
                    • lucja7 Wycieczka gastronomiczna z fotografiami 21.02.07, 17:42
                      Bylismy dzis na wycieczce gastronomicznej w Paryzu.
                      Nie byloby w tym nic specjalnego gdyby nie to ze na scianach tej malej
                      restauracji (8 stolow) byly powieszone duze powiekszenia znanych bardzo
                      fotografii. I jedna z nich byla American Girl in Italy - Ruth Orkin. No i
                      przypomnialam sobie przymiarki mozliwych scenariuszy o ktorych tu pisalismy
                      przed laty, gdy o tym zdjeciu napisal CJ.
                      Ale oprocz tego byly inne fotografie, piekne, czarno-biale:

                      - niesmiertelny pocalunek przed ratuszem paryskim Doisneau,
                      - moknacy na deszczu muzyk chroniacy parasolem swoja wiolonczele, z Montmartru
                      na Paryz w dole, Doisneau,
                      - sekretarka albo pisarka piszaca na maszynie trzymanej na kolanach nad
                      brzegiem Sekwany,
                      - znow para w wyjsciu z metra Opera,
                      - zamknieta juz café de Flore, para na krawezniku i zamiatacz czekajacy i
                      opierajacy sie na miotle az przestana sie calowac - Dennis Stock.

                      Specjalnie wstalam i zobaczylam nazwiska autorow.

                      A obiad jako taki, niedrogi, z Gamay do picia, w sumie bardzo przyjemnie.
                      Paris 18ty.
                      • jutka1 Wycieczka gastronomiczna z fotografiami :-D ntxt 21.02.07, 18:50

                        • ewa553 Re: Wycieczka gastronomiczna z fotografiami :-D 21.02.07, 19:00
                          zgadzam sie z Toba Jutus:))))
                          • jutka1 Re: Wycieczka gastronomiczna z fotografiami :-D 21.02.07, 19:13
                            Zgadzasz sie, Ewciu, ze fajny nastroj knajpy i wywoluje autentyczny usmiech na
                            twarzy? Bo to mialam na mysli :-))))
                            • lucja7 Re: Wycieczka gastronomiczna 28.02.07, 09:35
                              Przy okazji pobytu w Paryzu, proponuje wam skonsumowac kolacje w
                              restauracji "Le Coq" na placu Trocadero. Obstalowac ostrygi producenta
                              Gillardeau (z wyspy Oléron), duze, duzo i popijac je winem bialym Meursault.
                              Wychodzi drogo, ale zapewniam ze warto (samo wino kosztuje miedzy 50 a 60 Euros
                              butelka).
                              Siedzielismy w tej knajpie od 9ej wieczorem do 1ej w nocy, przedwczoraj,
                              pyyycha.
                              Bialy pachnacy swiezoscia obrus zapewniony.
                              • jutka1 Re: Wycieczka gastronomiczna 28.02.07, 09:54
                                Znam dobrze te knajpe, czesto bywalam. :-)
                                Tyle, ze ostryg nie jadlam bo nie lubie. :-)
                                • ewa553 Re: Wycieczka gastronomiczna 28.02.07, 10:10
                                  tez ostryg nie lubie, ale niektorzy nielubiac jadaja, bo to afrodyzjak. Jak sie
                                  wieczor skonczyl, Lucjo?:))))
                                  • lucja7 Re: Wycieczka gastronomiczna 28.02.07, 10:29
                                    Powiem krotko i bez zaplatania: w lozku.
                                    ;-))
                                    • ewa553 :)))))) ntxt 28.02.07, 10:35

                                      • lucja7 po swintuszeniu ;-) 26.03.07, 14:28
                                        Po przeczytaniu wiec tekstow o upychaniu swini w jej wlasne jelito i spozywaniu
                                        jej "jeszcze na cieplo", wracam do tematu.
                                        Bylam dzis na obiedzie w restauracji Burgundzkiej (duzo takich w Paryzu,
                                        podobnie jak Owerniackich) i jadlam wola po burgundzku (chyba najczestsze danie
                                        popularne, niedzielne, u rodzin francuskich), czyli: srednie kawalki miesa
                                        wolowego, troche cebuli, boczku, pieczarek, szklanka czerwonego wina i pichci
                                        sie to godzinami. Najlepsze odgrzane nastepnego dnia. Jesli mieso jest dobrej
                                        jakosci, to rozplywa sie to w gebie. Je sie najczesciej z gotowanymi kartoflami
                                        i popija zawsze czerwonym winem, z Burgundii.
                                        Czeste danie podobno w koszarach i w glebokiej wiejskiej Francji.
                                        • jutka1 Re: po swintuszeniu ;-) 26.03.07, 15:31
                                          Moja tesciowa (eks) pochodzi z tamtych stron. Ech, ona to umie gotowac... zadna
                                          knajpa nie dorowna. A poza tym fajna babka z niej, po prostu. :-D
                                          • lucja7 Re: po swintuszeniu ;-) 26.03.07, 20:36
                                            To co piszesz nadaje sie moze bardziej na watek heterowo-pedalowy ;-)))
                                            A ona jest tesciowa Polki, zony Kanadyjczyka z Dijon?

                                            ;-)))
                                            • jutka1 Re: po swintuszeniu ;-) 26.03.07, 22:47
                                              lucja7 napisała:

                                              > To co piszesz nadaje sie moze bardziej na watek heterowo-pedalowy ;-)))
                                              > A ona jest tesciowa Polki, zony Kanadyjczyka z Dijon?
                                              ***********
                                              No nie no, Loulou, z wlasna tesciowa? Daj spokoj, ruja z porobstwem! :-D

                                              Byla tesciowa, bylej zony Kanadyjczyko-Francuza (nie mylic z Québécois).
                                              Wyjechala do Kanady po slubie, a pochodzi z okolic Mâcon. :-)))
                                              • lucja7 Le Petit Zinc 02.04.07, 09:29
                                                Wczoraj zjedlismy obiad w trojke, moim mezem i moja bliska przyjaciolka ktorej
                                                maz pojechal na konkurs strzelania z luku :-)))))
                                                Mowie zupelnie serio, ja sie z tego smieje, ona natomiast zawsze serio "broni"
                                                swojego opowiadajac o zaletach tego dziwnego (dla mnie) sportu. Ale on go
                                                uprawia na wysokim poziomie, od wielu, wielu lat.

                                                Byla piekna pogoda, slonce, troche malego wiatru nie za goraco.
                                                Zrobilismy dlugi spacer ulica Grenelle (sklepy z butami, wszystkie jak na
                                                zdjeciach z lat 50tych, cudenka ohohoh) do St Germain des Prés do starej i
                                                znanej restauracji Le Petit Zinc, na pieterku, instytucji Belle époque.
                                                I jeszcze ostrygi, ostrygi, ostrygi. Specjalne n°1, biale Meursault, sorbets
                                                cytrynowe z wodka.

                                                Pozniej znow spacer, plac przed kosciolem St Germain des Prés, nostalgia,
                                                tarasy kawiarni, Deux Magots, Café de Flore, La Hune i inne ksiegarnie,
                                                witryny, stare kamienie, ulice, twarze i usmiechniete i zamyslone, prawie juz
                                                wiosenne ubrania ale przykryte, duchy historii ciagle czuwajace, drzewa
                                                zazielenione pierwsza zielenia, bardzo przyjemnie, bardzo.

                                                Potem poszlismy w strone Sekwany, most, Louvre, Tuillerie, do Marché St Honoré,
                                                cale szklane.

                                                Znow tarasy kawiarni, ale juz nowych, inne meble, inne style.

                                                Przepiekna popoludniowa wycieczka gastronomiczna.

                                                :-))))
                                                • jutka1 Re: Le Petit Zinc 02.04.07, 11:03
                                                  Widze Loulou, ze w Paryzu depczesz mi po pietach. :-)))
                                                  Le Petit Zinc znam i nawiedzalam.
                                                  Trasa opisana schodzilam nogi.
                                                  Przestan, bo sie nostalgiczna zrobie. ;-))))
                                                  • lucja7 Re: Le Petit Zinc 02.04.07, 11:44
                                                    Nie depcze ci po pietach, nie depcze.
                                                    Jeszcze ci sie Paryz nie snil jak mysmy tu z Dany, Alex, Manolo i Ricardo
                                                    odkrywali wina. To byly jeszcze moje studenckie czasy, w atelier Visconti, tuz
                                                    obok, 2 kroki.
                                                    A ja podtrzymuje moja strone wyobcowania w miescie ;-)))
                                                    Pretensjonalna ty ;-)))

                                                    Nie pasuje mi zaden watek, wiec dopisze to tutaj.
                                                    W srode ubieglego tygodnia bylam na lekturze "listow intymnych" w teatrze
                                                    Madeleine, w jednej z jego malych sal. Aktorka, Lou Doillon, czyta listy pisane
                                                    przez takich wielkich jak Céline, Napoléon, Piaf, Apollinaire, Maupassant...
                                                    Sama je przebrala w zbiorach jakiejs kolekcjonerki podajac motywacje wyboru.
                                                    Bardzo mala sala, krzesla postawione na parkiecie, zamiast sceny maly podest ze
                                                    stolem i krzeslem. Aktorka, uzywa bardzo prostych gestow stajac raz przed, to
                                                    obok, to za stolem. Jest piekna, mloda.
                                                    Ale listy.....
                                                    Gdyby ktos wysluchal list takiego Apollinaira do swojej kochanki Lou, czytany
                                                    przez Lou Doillon, opisujacy detale lizano-wywachiwane i zapraszajacy ja do
                                                    wlasnie "rekoczynow", publicznosc, okolo 20cia osob byla miedzy zadyszka a
                                                    glupawym usmiechem.
                                                    Nie wiem czy Apollinaire sie spowiadal, bo jesli nie to nalezaloby go wykreslic
                                                    z podrecznikow historii literatury ;-) (ale to tylko w kraju Jutki).

                                                    A sama aktorka to corka Jane Birkin i realizatora Doillon.

                                                    Dzis na obiad jedziemy na wycieczke na grzyby (restauracja ktora preparuje
                                                    grzyby), przeciez nie bede zbierac!!! savapa?
                                                  • jutka1 Re: Le Petit Zinc 02.04.07, 13:00
                                                    Czyli co?
                                                    Mam przekreslic ponad 9 lat zycia w Paryzu, nie pisac o tym, nie wspominac, bo
                                                    inaczej jestem pretensjonalna?

                                                    OK.
                                                    Na potrzeby tego forum niniejszym to uczynie.

                                                    Kozlowska.

                                                    PS. Jestem cholernie pretensjonalna, mam na to swiadkow.
                                                    Na stos za to.
                                                    :-))))))))))))))))))))))))))))))))
                                                  • lucja7 ? Le Petit Zinc ? 02.04.07, 14:54
                                                    No wiec moj obiad (jeden z wielu) w Malym Cynku stal sie historia zycia do
                                                    przekreslenia albo nie 9cio letniej emigracji Jutki w Paryzu :-)
                                                    Fakt ze powiedzenie komus ze chodzi jego sladami uznaje za conajmniej
                                                    pretensjonalne, powiem wiecej, niedojrzale.

                                                    A czy Jutka zostawisz sobie w pamieci twoje 9 lat czy nie, jest to z pewnoscia
                                                    twoim problemem, bardzo trudnym problemem o ktorym zreszta pisalam ci w
                                                    przeddzien twojego harcerskiego powrotu do kraju ktory zadziwia cie, co mnie
                                                    zadziwia.

                                                    Bisous?

                                                    :-)))
                                                  • jutka1 Re: ? Le Petit Zinc ? 02.04.07, 15:15
                                                    lucja7 napisała:

                                                    > Fakt ze powiedzenie komus ze chodzi jego sladami uznaje za conajmniej
                                                    > pretensjonalne, powiem wiecej, niedojrzale.
                                                    **************
                                                    Napisalam (zwracam uwage na sam koniec cytatu):
                                                    "Widze Loulou, ze w Paryzu depczesz mi po pietach. :-)))"

                                                    To byl zart. Joke alert.

                                                    A to, ze czasem bywam niedojrzala, i czesto pretensjonalna, to juz insza inszosc.

                                                    Twoj wpis odebralam jako: "mieszkam tu dluzej, wiec nie masz prawa o tym pisac".
                                                    Sorry. Tak to odebralam.

                                                    I nie martw sie, Paryza z siebie nie wymaze, tak jak nie wymaze Waszyngtonu, Los
                                                    Angeles i paru innych miejsc.

                                                    Bisous
                                                    :-)
                                                  • lucja7 Re: ? Le Petit Zinc ? 02.04.07, 15:43
                                                    Nie martwie sie, to nie jest moj problem.
                                                    I nie chodzi o dluzej, nie denerwuj mnie i nie rozczarowuj.
                                                  • jutka1 Re: ? Le Petit Zinc ? 02.04.07, 16:04
                                                    Zasmucic lub nie.
                                                  • lucja7 Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 11.04.07, 17:04
                                                    W ubieglym tygodniu poszlam z corka do kantyny Konserwatorium Rachmaninowa.
                                                    ( ;-))) dla Pitou).
                                                    Po raz pierwszy bylam w niej w koncu lat 60tych, bedac jeszcze licealistka i po
                                                    raz pierwszy tutaj, czyli za czasow ZSRR. Byla to prawdziwa kantyna dla uczniow
                                                    i profow konserwatorium, bialych Rosjan ktorzy spieprzyli po rewolucji, ale
                                                    otwarta dla publicznosci z zewnatrz. Tania, "w piwnicznej izbie" doswietlonej
                                                    malymi oknami pod sufitem, pomalowana na olejno, podloga wylozona kaflami,
                                                    meble zelazno-formikowe. Halas (jeszcze mi stoi teraz), krzyki, wodka, pierogi,
                                                    barszcz, kawior, zakuski.
                                                    No i byly tez dwie "ksiezniczki". Byly to dwie stare kobiety, kelnerki ubrane w
                                                    czarne bezforemne fartuchy z bialymi fartuszkami, okolo 70-80 lat ktore byly
                                                    podobno autentycznymi arystokratkami a ktore zostaly zmuszone przez zycie
                                                    zarabiac obsluga klientow. Zapach wodki, wrzaski i co jakis czas krzyk:
                                                    Princesse silwuple!!
                                                    Bylo naprawde doskonale tradycyjne rosyjskie jedzenie za bardzo male pieniadze.
                                                    Ostatni raz bylam tam gdzies na poczatku lat 70tych i ani razu pozniej, gdy juz
                                                    zamieszkalam na dobre w tym miescie.

                                                    A ze bylysmy z corka blisko konserwatorium, a jej zachcialo sie ni stad ni
                                                    zowad pierogow (jedlismy na dwa ostatnie Boze Narodzenia), wiec poszlysmy
                                                    zajrzec do kantyny.

                                                    Wielki zawod!

                                                    Nazywa sie teraz "Kantyna", restauracja rosyjska, lokal odpicowany, na podlodze
                                                    malowany parkiet z linoleum, obrusy na stolach, malo ludzi (szkola zamknieta z
                                                    powodu wakacji wielkanocnych). Drozyzna nie do przyjecia.
                                                    Zjadlysmy czerwony barszcz ze smietana: pycha :-)
                                                    pozniej pierogi z miesem i z kapusta (z serem nie bylo)i tez ze smietana:
                                                    tragicznie tluste, niedobre :-( w ciescie wielowarstwowym (?) i lody, pilysmy
                                                    wode.
                                                    Kelnerki, tez dwie, w minispodniczkach w kratke i w bialych bluzkach z
                                                    czerwonym kwiatkowym wyszywaniem majacych przypominac ruskie koszuliny, no i
                                                    makijaz zgroza, tez tlusty, jak ten u kurew z Porte d'Auteuil.

                                                    W kacie instrumenty, mikrofon, czekaja na grajkow ktorzy podobno produkuja sie
                                                    co wieczor w spektaklach rosyjskich typu "oczicziornyje".

                                                    Podsumowuje wiec raport i mowie ze wolalam owczesny Zwiazek Radziecki w Paryzu
                                                    z genialnymi kelnerkami bialej Rosji opowiadajacymi tragedie (i nie tylko) ich
                                                    zycia niz obecna Rosje z wypacykowanymi pindami nie potrafiacymi nic powiedziec
                                                    ale pokazujacymi dupy.

                                                    Zawiodlam sie i wydalam kupe forsy.

                                                    A na pierogi pojdziemy chyba do krypty kosciola na St Honoré, ale tam z kolei
                                                    podobno chlaja na umor. Albo zrobimy same.
                                                  • lucja7 PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 11.04.07, 17:25
                                                    Zapomnialam dodac przy okazji pierogow ze Polacy potrafia laczyc zycie duchowe
                                                    z cielesnym.
                                                    Poniewaz jest jedyne miejsce na swiecie, a jest to polski Kosciol Katolicki w
                                                    Paryzu pod wezwaniem Notre Dame de l'Assomption, niedaleko placu Concorde ktory
                                                    miesci w swojej krypcie knajpe. Na parterze msza, w krypcie schlewka ;-)))))
                                                    Jedynym problemem jest podobno wyjscie z tej krypty (knajpy), schody z 17go
                                                    wieku nie nadaja sie dla wylazacych zalanych.
                                                    Przyznaje ze bylam tam raz, na uroczystosci pogrzebowej naszego kolegi, kiedy
                                                    to po uroczystosci nie wiedzielismy co z soba zrobic, ktos zaproponowal zeby
                                                    przekasic cos w krypcie.

                                                    Jednosc czasu, miejsca i akcji ;-)))))))))
                                                  • jutka1 Re: PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 11.04.07, 18:26
                                                    Mialam nadzieje, ze tym razem bede mogla napisac "nie znam, nie bylam". :-D

                                                    Znam obie. Tzn. Conservatoire znam z poprzedniego wcielenia, zamkneli na jakis
                                                    czas tuz przed moim wyjazdem lub tuz po, juz nie pamietam - teraz wiem,
                                                    dlaczego: przygotowywali remont i reinkarnacje. Dobrze, ze napisalas o
                                                    wrazeniach - wiecej tam nie pojde. Caly urok w starej cantine byl wlasnie w tych
                                                    obrusach w krate (o ile dobrze pamietam, bialo-czerwona :-D ), nastroju, w
                                                    pieknym panu roslym blondynie pilnujacym wszystkiego (chyba owczesny
                                                    wspolwlasciciel), w tych kelnerkach z akcentem nadwolzanskim twierdzacych ze sa
                                                    "iz samogo Pitiera" i z Bialej emigracji.... ;-D

                                                    I knajpe w piwnicy kosciola tez znam. Kiedys byl tam znakomity szef kuchni,
                                                    niestety ksiadz go oszukal na contributions sociales (mowil, ze placil jako
                                                    pracodawca, a okazalo sie, ze nie) - i facet odszedl. Nastepny byl tez dobry,
                                                    ale juz nie ta klasa.
                                                    Mnie tam najbardziej przeszkadzalo nie chlanie, ale zakaz palenia. Ale Ty nie
                                                    masz tego problemu. :-)
                                                  • lucja7 Re: PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 11.04.07, 19:11
                                                    Ja w tej krypcie bylam raz chyba jakies poltora roku temu, w sobote w poludnie
                                                    po tej uroczystosci pogrzebowej Krzysia perspektywisty. Nawet nie wiedzialam ze
                                                    istnieje, tym bardziej w krypcie kosciola!
                                                    Tak myslalam ze znalas te miejsca :-)
                                                  • jutka1 Re: PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 11.04.07, 19:20
                                                    lucja7 napisała:

                                                    > Tak myslalam ze znalas te miejsca :-)
                                                    **********
                                                    Znasz juz chyba moje rewiry :-D

                                                    A propos, jak sie schodzi w dol po schodkach do sp. Cantine Russe, to po prawej
                                                    stronie w polowie schodow jest (byla?) knajpa z rybami/owocami morza. Bylas
                                                    moze? Ja nigdy nie dotarlam, bo zawsze mnie do Konserwatorium ciagnelo :-)
                                                  • lucja7 Re: PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 12.04.07, 00:16
                                                    Jest, ale juz na dole, po zejsciu schodami, bardzo dobra, tradycyjna. Ryby tez
                                                    sa ale nie jest to profilem tej restauracji. Bardzo ladne wnetrze :-)
                                                  • jutka1 Re: PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 12.04.07, 08:50
                                                    To tamta przy schodach musieli zlikwidowac. :-)

                                                    Nareszcie moge napisac, ze nie bylam ;-D.
                                                    Ale kojarze, o ktora Ci chodzi.

                                                    Bises
                                                    J.
                                                  • lucja7 Re: PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 12.04.07, 09:30
                                                    Wydaje mi sie ze tam zawsze byla tylko jedna. Schody z ktorych nie ma wstepu
                                                    nigdzie, na dole schodow od razu na prawo mala ulica, a potem, mniej wiecej w
                                                    polowie odleglosci do avenue de New York, nasza restauracja. A po lewej
                                                    stronie, caly czas, Palais de Tokyo, ciagle zreszta odnawiany.

                                                    Dzis natomiast nie mam planow, bede pod Paryzem od strony polnocnej, u siostr i
                                                    braci, jak zwyklam powiadac. Moze cos ciekawego odkryje.

                                                    ;-)))
                                                  • jutka1 Re: PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 12.04.07, 09:41
                                                    Pozdrow St. Denis i okolice, zycze odkrycia czegos fajnego. :-)

                                                    Tak, kojarze. Nawet zerknelam do planu Michelin, zeby sie upewnic, ze nie mam
                                                    wizji. ;-))) Wszystko gra.
                                                    A Palais de Tokyo to maja zamiar kiedys odnowic, czy beda w nieskonczonosc
                                                    odnawiac? ;-)
                                                  • lucja7 Re: PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 12.04.07, 10:07
                                                    Dlubia juz od kilku lat. I gdy patrzysz od Sekwany, cale prawe skrzydlo z
                                                    wystawami dziala juz od chyba roku. Roboty ciagle trwaja jeszcze w skrzydle
                                                    lewym, od gory do dolu, oraz na tarasach, na zewnatrz.
                                                    Jest naprawde piekna ta architektura "faszystowska".
                                                    Jak warszawskie Muzeum Narodowe.
                                                  • jutka1 Re: PS. Zwiazek Radziecki i Rosja w Paryzu 12.04.07, 13:42
                                                    :-))))))))
                                                  • lucja7 Swintuszenie 12.04.07, 15:28
                                                    O swintuszeniu juz bylo, ale znow musze napisac.
                                                    Cecylia ktora jest dyrektorka Habitat w Hauts-de-Seine a ktora znam juz od
                                                    okolo 4ech lat, zaprosila mnie do restauracji "Chez le Cochon" znajdujacej sie
                                                    na granicy Colombes i Nanterre. Duza drewniana buda, wszystko w srodku tez z
                                                    drewna, na dwu poziomach, schody, galeria, ladnie to zrobione.
                                                    W dekoracji powtarzajacy sie ciagle motyw swini, z kopiami holenderskich 17to
                                                    wiecznych martwych natur zwierzeco-warzywowo-owocowo-jedzeniowych zawieszonych
                                                    na drewnianych scianach.
                                                    Proponuja menu swinskie, od ucha do konca ogona poprzez roznie preparowane nogi.
                                                    Pied de cochon panierowane z wloszczyzna (poireaux) bylo moim obiadem ze
                                                    szklanka rozowego wina. Dzis nie bede juz w stanie przelknac czegokolwiek.
                                                    Ale bylo to dobre i stosunkowo tanie, a z pewnoscia przyjemne.
                                                    Czuje juz zblizajacy sie zew sjesty.

                                                    ;-)))
                                                  • fedorczyk4 Kucharzenie 14.04.07, 08:43
                                                    Wczoraj wyjeżdżająca na stypendium, przyjaciółka zaprosiła swoje najbliższe
                                                    baby, w tym mnie, na pożegnalną kolację do restauracji "U kucharzy".Pierwszy
                                                    raz tam byłam. Knajpa zajmuje zplecze dawnej kawiarni i restauracji hotelu
                                                    Europejski. Czyli dawne kuchnie i inne. W zawiązku z tym na ścianach są stare
                                                    białe kafle, pomieszczenia, salki, czy jak je nazwać te takie ze stołami dla
                                                    gości, są rozrzucone bez ładu i składu dookoła ogromnej otwartej ze wszystkich
                                                    ston przestrzeni kuchennej. Trudno tu mówić o jakiejkolwiek dekoracji, raczej o
                                                    adaptacji i wykorzystaniu stanu zastanego przy pomocy przepierzeń, stołów i
                                                    stołków barowych i normalnych. Daje to istny na wpół ażurowy labirynt w bieli.
                                                    Straszna ilość kelnerów i kucharzy zwija się jak w ukropie, powrzaskując,
                                                    podśpiewując i lawirując wózkami. Jedzenie jak znakomite. Sandacz z jarzynkami
                                                    palce lizać, tatar skrobany przy stoliku (robi to dość dziwne wrażenie),
                                                    śledzie korzenne w lnianym oleju, wszelaka dziczyzna, pyszne.
                                                  • lucja7 Europa, ach stara Europa 14.04.07, 13:18
                                                    Dawno, dawno temu, w restauracji w Europie stoly staly dookola otwartej
                                                    przestrzeni w srodku sali ktora stawala sie duza po rozsunieciu pieknej,
                                                    jasnodrewnianej, suwanej scianki dzialowej. A na pieknym parkiecie tanczyly
                                                    wieczorem pary. Wiekszosc tych par komponowala sie z panow dyrektorow i
                                                    poddyrektorow komunistycznych firm z paniami kadrowymi, ksiegowymi, albo
                                                    bardziej trywialnie, kurwami ktore czekaly na klientow w kawiarni obok.
                                                    Ja bylam tam po raz pierwszy z rodzicami mojego pierwszego prawdziwego
                                                    narzeczonego i narzeczonym.
                                                    Zanotowalam ze noze nie byly uciete w polowie w celach zapobiegawczych
                                                    kradziezy.
                                                    Wtedy tez bylo pyszne jedzenie.

                                                    :-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka