Dodaj do ulubionych

Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań

07.01.07, 08:30
w podróż dookoła Tasmanii.
Co Nas natchnęło do tego nieco dziwnego kroku?
Nie wiem, i co jest najzabawniejsze, żadna z Naszej piątki nie wie.
Wyprawa się udała i nie jest to wątek poświęcony narzekaniu.
Jest to raczej zbiór moich oraz innych osób obserwacji z 'eksperymentalnej'
wycieczki.

Otóż, przed wyjazdem, żadnej z Nas nie przyszło nawet do głowy, że decydując
się na wspólne podróżowanie jedym samochodem, śpiąc głównie w traperskich
warunkach mogą powstać różnego rodzaju sytuacje.
Wspólny cel i chęć zobaczenia, i doświadczenia Tasmanii w dwutygodniowej
wędrówce, był i świecił jako ta gwiazda betlejemska nad źłobkiem, dzieciątka
Jezus.

Obecnie nie ma nawet mowy abyśmy powtórzyły taką eskapadę - no, napewno nie w
tym roku...

a oto więc zbiór moich wspomnień;
(zdjęcia obiecuję zamieścić jak je tylko zorganizuję)

A: Przeprawa promem 'Spirit of Tasmania 2' przez Bass Straight czyli
całonocna podróż z kontynentu na Tasmanię.
Jak przystało na traperki, oczywiście bez miejscówk w kabinach. Siedzenia
zdecydowanie nie nadające się ani do dłuższego siedzenia, ani tym bardziej do
spania.
Po całodniowej jeździe samochodem (około 850 km),zaczęłyśmy się zastanawiać
jak 'przetrwać' noc?
Smutno i smętnie spoglądając na znak 'zakaz spania na podłodze i w fotelach',
zastanawiałyśmy się; olać i zhańbić się ale wyspać? czy zachować twarz i paść
ze zmęczenia?.
Instynkt przetrwania zwyciężył. Oznajmiam, że podłoga między fotelami klasy
ekonomicznej promu jest tak samo wygodna jak miejscówka w kabinie.
Należy tylko skonsumować małą ilość środka znieczulającego. Wybór Nasz padł
na whisky z colą, którą moje koleżanki przemyciły na pokład, słusznie
zauważając, że te sprzedawane w barze to cola z niewielką domieszką whisky.

W tym punkcie muszę nadmienić, że dwie z Pań to właściwie abstynentki a jedna
to tylko bardzo okazyjny konsument. Ja osobiście problemów nie miałam, gdyż
nie należę ani do abstynentów ani bardzo okazyjnych konsumentów. Nie miałam
natomiast zdecydowanie ochoty na zapijanie się colą. Każda z Pań wie, jak
nadmiar coli źle działa na cerę i figurę? - to taka przewrotność babska (dla
Panów).

No i co się okazało w nocy? wszyscy inni zrobili to samo!!!wszystkie fotele i
cała podłoga zostały zawalone sennymi ciałami i cielskami.

B: Pierwsze 3 noclegi, czyli ile osób można upchnąć w jedną kabinę na
kempingu?
Teoretycznie 6. Chociaż praktycznie tylko moja skromna osoba była w stanie
fizycznym wdrapać się na trzecie piętro łóżka. Nie zrobiłam tego z obawy
uduszenia z powodu braku tlenu. Tzrecie piętro znajduje się chyba w
odległości 60cm od sufitu.
Moje obawy okazały się bezpodstawne. W nocy okazało się, że kabina jest na
tyle nieszczelna, że wiatr dmuchał jak tralala.
Dwie z moich koleżanek spały błogo na pierwszym i drugim piętrze, trzecia
zdecydowała się na rozłożenie czegoś co przypominało sofę a Ja i piąta w
JEDNYM łóżku - podwójnym.
W nocy dopiero odkryłam, że piąta Pani chrapie. Chrapie to mało powiedziane.
Grzmi jak burza z piorunami oraz grzezi jak silnik na wysokich obrotach.
Wszystko 10 cm od mojego ucha - niezapomniane i w sumie mało przespane trzy
noce.

Kan
cdn



Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 07.01.07, 13:42
      Usmiech na twarzy od samego rana :-)))
      Czekam na wiecej :-D
      • ewa553 Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 07.01.07, 13:49
        i ja czekam na rozwiazanie zagadki: jak moglo sie piec pan przy tak intensywnym
        byciu razem nie pozabijac? Ja mam skromne doswiadczenie, ale i smutne: znalam
        facetke - wydawala mi sie fantastyczna, bywalysmy u siebie, spotykalysmy sie na
        wedrowkach i innych neutralnych imprezach. W zeszlym roku wybralysmy sie - w
        trojke, na pare dni do Wenecji. Okazala sie tak straszna, ze znajomosc urwala
        sie bez slowa. Z czego zreszta wnioskuje, ze i ja dla niej bylam straszna:)))
        A przeciez nawet nie mieszkalysmy razem! Co by to bylo, gdybysmy dzielily
        pokoj? Wiec pisz kanie, czekam z zaciekawieniem.
    • bella-donna Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 07.01.07, 17:05
      a co zrobilas z goralem ???
      czekam ncd. :)))
      • kan_z_oz Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 09.01.07, 05:24
        Pozwolę sobie opowiedzieć 'hurtowo';

        Góral, podobnie jak wszyscy inni mężowie/partnerzy zostali w domu. Wycieczka
        była damska.

        Cud wzajemnego niepozabijania się, leżał chyba w tym, że każdy incydent był
        zapominany w ciągu 5 min.
        Było ich tak dużo, że aż strach.

        Nieprzespane trzy noce w okolicach Devonport to również intensywne zwiedzanie w
        ciągu dnia.
        Zdjęcia z polami rumiankowymi, lewandowymi oraz nie sfotografowanymi polami
        makowymi, pochodzą właśnie z tych dni.
        Ilość uprawianego maku zaskoczyła Nas wszystkie. Była też powodem stałych
        żartów na temat 'domniemywanego dodatkowego' zajęcia miejscowych w związku z
        uprawą tej rośliny.

        Plaże w okoliczach Devonport są kamieniste i mało przyjazne. Spacer po tej
        plaży zakończył się dla Nas po 20 minutach. W przeciągu tego czasu, najpierw
        świeciło słonce, następnie lało jak z przysłowiowego cebra i znowu świeciło.
        Zdąrzyłyśmy się więc rozgrzać, następnie zmarznąć na kość, po to by wyrzucić
        ciuchy na sznurek i wleść do łóżek.
        Nie pamiętam kiedy ostatnio tak zmarzłam w Australii, co doprowadziło mnie do
        wniosku, że Tasmania klimatycznie nie należy do Oz.

        Podróż w kierunku zachodnim; plaże zmieniają się cudownie piaszczyste z
        błękitną wodą. Stamtąd też są zdjęcia. Uwaga - woda ma zaledwie 13 stopni C.
        Można więc zamoczyć stopy i dalej nie da się.

        Miasteczko Pingwin - jak nazwa wskazuje, jest odwiedzane przez pingwiny.
        Dziewczyny poszły oglądać po czym tańczyły pingwini taniec godowy cały wieczór,
        aby zademonstrować mi co straciłam. Tego wieczora zostałam w łóżku aby załapać
        trochę snu.
        Proszę sobie wyobraźić dwie lub cztery osoby we wnętrzu karawanu gdzie te
        cztery osoby miały trudność aby stanąć, drobiące minimalnymi kroczkami,
        obracając się w koło i potrząsając uniesionymi nieco w górę rękami...Tak
        wygląda taniec godowy pingwina. Po tym pingwin wskakuje na partnerkę i zaczyna
        deptać ją stopami...

        Kłócić się nie dało w takich 'warunkach'. Nie można było też gniewać się, bo
        było zbyt mało miejsca.

        Mimo wszystko, postanowiłyśmy, że czwarty nocleg, spędzimy 'przyzwoicie' w
        hotelu. Przejechałyśmy z północy na południe w głąb lądu, przez miasteczko
        Wilmot do Waratah. Populacja Waratah - 270 mieszkańców.
        Hotel, który był też pubem i głównym miejscem spotkań miejscowych, prowadziła
        ogromna siwa kobieta. Okazało się następnego dnia, że jest 'bikowcem'.
        Udzieliła Nam wszelkich wskazówek odnośnie jazdy na motorze, wyboru, cen, nauki
        itp. itd. Niestety nie pamiętam z tych nauk nic, oprócz tego, że była naprawdę
        wielka. Wyglądała też na silną i widać było respekt na twarzach lokalnych w
        barze.

        W Waratah nauczono mnie pić piwo po Tasmańsku, czyli z 'sas'. Do tej pory nie
        wiem z czego dokładnie 'sas' pochodzi?
        Ciemno-brązowana, słodka substancja wyglądająca jak syrop. Pomyślałam sobie,że
        jest to Nasz równoważnik soku malinowego.
        Smakowało podobnie, tylko trochę bardziej 'iglaście'.

        Część zdjęć zamieszczam w następnym wątku.

        Kan
        cdn
        • kan_z_oz Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 09.01.07, 05:28
          s92.photobucket.com/albums/l32/wozniakslava/?start=all
          Na stronie zazwyczaj pokazuje się 20 zdjęć. Aby zobaczyć wszystkie umieszczone
          należy kliknąć na 'View all' na samym dole.

          Kan
          • leosi Fotka 09.01.07, 23:58
            Ciekawe ????
            ze mozna sie tylko domyslac ze BYLO 5 ladnych kobiet.
            Ze chyba wstyd pokazac sie na oczy ludziom
            a potem beda palcami wytykac
            Dlaczego wiekszosc ludzi zamieszacza ladne zdjecia --ale nie chce sie pokazac
            na zdjeciu ???
            jestem bardzo ciekawy - Dlaczego jak ktos mieszka na koncu swiata - to mimo
            wszystko boi sie wlasnego cienia
            • kan_z_oz Re: Fotka 10.01.07, 01:05
              leosi napisał:

              > Ciekawe ????
              > ze mozna sie tylko domyslac ze BYLO 5 ladnych kobiet.
              > Ze chyba wstyd pokazac sie na oczy ludziom
              > a potem beda palcami wytykac
              > Dlaczego wiekszosc ludzi zamieszacza ladne zdjecia --ale nie chce sie pokazac
              > na zdjeciu ???
              > jestem bardzo ciekawy - Dlaczego jak ktos mieszka na koncu swiata - to mimo
              > wszystko boi sie wlasnego cienia

              ODP: Moje zdjęcie było jakiś czas temu na P2, kto chciał to widział.

              Nie mam zamiaru opublikować podobizn moich koleżanek na internecie. Są gdzieś
              jakieś 'kontury', więc tyle wystarczy.

              Kan
              • kan_z_oz Momenty krytyczne 10.01.07, 04:08
                Chyba się zdziwicie, gdy Wam napiszę.

                No więc, udało się jednej z Nas ugotować koszmetyczkę drugiej na tylnej półce
                samochodu. Smutnie wyglądały wszystkie kredki, płynące szminki i zjełczałe
                kremy.
                Przeżyłyśmy, nie było to łatwe.

                Codzienne kolejki do jednej łazienki oraz dylemat czy dwie dziewczyny powinny
                suszyć włosy w tej jednej łazience i pozwolić pozostałym trzem czekać na dostęp?

                Też przeżyłyśmy i rozwiązałyśmy.

                Kwestia posiłków; jedna na diecie, druga lubi owocowe, trzecia warzywa, czwarta
                lubi tylko boczek - no niech szlag trafi. Każda lubi owoce morza ale tylko w
                postaci frytek z panierowną rybą. Krewetki be, a ostrygi jeszcze gorzej - tutaj
                mnie zgrzało parę razy.

                Co Nas naprawdę ruszyło i doprowadziło niemalże do upadku całej wyprawy to
                dyskusja na temat;
                polityka US/Irak/islam.

                Po tej jednej próbie zaniechałyśmy. Nie da się tego pogodzić, tak nie da się
                tego spokojnie dyskutować.
                No, przynajmniej Nam się to nie udało. Udało się za to pogodzić wszystkie inne
                tragicznie różne charaktery, nawyki i przyzwyczajenia.
                Precz z dyskusjami na temat polityki i religii - dzięki temu chyba
                przetrwałyśmy w zgodzie.

                Kan
    • ewa553 Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 10.01.07, 09:41
      co mnie ciekawi: czy bedac razem odkrylas, ze te panie przy wspolnym
      zamieszkiwaniu sa zupelnie inne jak przy luznych kontaktach "w domu"?
      Ze oszukuja w drobnych sprawach, ktorych przy luznym kontakcie sie nie widzi,
      na codzien ale jak najbardziej? Niby niewazne, ale jakze denerwujace! Bo sobie
      mysle: jesli oszukuje w drobnych, niewaznych sprawach, to moze jej stosunek do
      prawdomownosci jest jednak luzniejszy niz bym lubila? Czy tez codzienne wyklady
      przy kazdym posilku na temat zdrowego odzywiania sie i krytyczne spojrzenie na
      moj talerz? A bylysmy wiele razy w restauracji i tego nie bylo, dopiero na
      codzien.... Ubawila mnie zreszta "ta trzecia", ktora ze smiechem stwierdzila,
      ze za darmo przeszlysmy przeszkolenie o zdrowej kuchni:))))
      • maria421 Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 10.01.07, 10:33
        Fajna relacja, Kanie, fajne zdjecia, ale gdzie ten pingwin?

        A Diabel Tasmanski?:-)

        • kan_z_oz Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 10.01.07, 10:49
          Odpowiem znowu zbiorowo;
          Ewciu - nie zauważyłam tego co określiłaś 'oszukiwaniem'. No chyba, że masz na
          myśli, że ktoś się rano odchudza na w południe 'wpiernicza' frytki. Sorry za
          wpiernicza ale oddaje w pełni obraz?
          To mnie nie drażniło. Co mnie w czasie tej wycieczki najbardziej drażniło, to
          jak Ktoś wchodził pomiędzy mnie i moją 'miskę'. Z powodu przeraźliwie niskich
          temperatur - (jak dla mnie) i przenikliwych wiatrów miałam apetyt i jadłam
          ogromne ilości. Brak posiłku natychmiastowo powodował u mnie zły humor.

          Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło...więc było to trochę dziwne. Na ogół
          należę na tzw. 'niejadków'. W restauracji był problem aby cokolwiek zamówić,
          więc po pół godzinie patrzenia w kartę i czekania dostawałam 'chopla'.

          Mario; diabła tasmańskiego widziałam tylko w niewoli. Nie robiłam zdjęć
          zwierząt w niewoli. Węża za to masz na wolności.
          Pingwinów tym razem nie oglądałam. Widziałam je przy innej okazji.

          Kan






        • kan_z_oz Re: Eksperyment/ Craddle/Gordon 10.01.07, 11:31
          Po opuszczeniu hotelu w zimnej, deszczowej Waratah udałyśmy się do Parku
          Narodowego 'Craddle'.
          Cały ten obszar jest częścią światowego rezerwatu przyrody, który rozciąga się
          na południe Tasmanii i obejmuje swoim zasięgiem rzekę Gordon oraz jezioro
          Gordon.
          Fragmenty suchej puszczy, które są na zdjęciach są pozostałościami dziewiczego
          terenu, czyli w nienaruszonym stanie od ostatniego zlodowacenia.
          Sosny Billy, osiągają w tej puszczy wiek do 3000 lat.
          Są to tereny, które odwiedza stosunkowo spora liczba turystów z całego świata.
          Nie chciałyśmy więc spędzać tam zbyt wiele czasu.

          Udałyśmy się dalej na południowy zachód do Strachan. Małe, maleńkie miasteczko
          rybackie nad ogromna zatoką Macquarie.
          Stamtąd pochodzą zdjęcia 'diabelskich wrót', które są jedynym wejściem morskim
          do zatoki.
          Ze względu na położenie geograficzne (ryczące czterdziestki), przez większą
          część roku port i zatoka są niedostępne, gdyż przesmyk jest zbyt wąski, płytki
          i niebezpieczny.
          Nigdy nie zostało to przejście pogłębione. Uregulowano je tylko systemem ścian
          z kamieni, które układano od końca 1890 lat na przestrzeni kikudziesięciu
          kilometrów. System ten wziąż działa ale Strachan nigdy nie zostało rozbudowane
          ani uczynione górniczym portem.
          Dzięki temu ocalała rzeka Gordon i jej rośliność z bezcenną Huon.

          Te małe dzrzewka, które jest na jednym ze zdjęć i wygląda jak witki to 100
          letnie drzewa. Sosna Huon ma przyrost 2 mm na rok i wciąż stanowi bardzo cenny
          gatunek drzewa.
          Obecnie wyrabia się z niej tylko drobne przedmioty. Zaniechano używania jej do
          budowy statków, chociaż był to najlepszy materiał. Sosna ta jest bardzo lekka,
          odporna na wszelkiego rodzaju fungi czy inne zjadające drewno ogranizmy.
          Woda z rzeki Gordon nadaje się do picia wprost i była serwowana w czasie
          postoju statku

          Aby dotrzeć do zapory na rzece Gordon, musiałyśmy ze Starchan udać się przez
          Queenstown do Strathgordon. Jakieś 250 km wokół tej puszczy.
          Znalazłyśmy się w górskim nieprzyjaznym ,mokrym i cholernie zimnym terenie.

          Te zachodnie i południowo zachodnie tereny Tasmanii najbardziej mi się podobały.
          Ilość samochodów była niemalże zerowa. Drogi są górskie, kręte i wąskie ale
          niesłychanie malownicze. Minęłyśmy tylko Queenstown ze swoim księżycowym
          krajobrazem na skutek działalności górniczej.
          Obszar zachodnio poludniowy to pustkowia oraz całkowity brak zasięgu we
          wszystkich 5 Naszych komórkach.
          Instytucja budki telefonicznej funkcjonuje - nie działają żadnego typu pre-paid
          karty. Używa się monety jak za dawnych czasów. Odbiór TV przez cały czas był
          pomiędzy 1-2 kanałami, gdzie i tak mało można było zobaczyć ze względu na
          zakłócenia.
          Internet był jednym z rozsądniejszych połączeń a kafejki internetowe były dosyć
          popularne.

          Zamieściłam więcej zdjęć na linku, który jest chyba moim 3 lub 4 wpisem.

          Pozdrawiam
          Kan
          cdn
          • chris-joe Re: Eksperyment/ Craddle/Gordon 10.01.07, 11:35
            Obejrzalem wlasnie zdjecia, Kanie, i musze stwierdzic, ze na Tasmanii czulbym
            sie jak w domu- wypisz wymaluj: Brytyjska Kolumbia. Ladnie :)
            • bella-donna Re: Eksperyment/ Craddle/Gordon 12.01.07, 01:04
              chris-joe napisał:

              > Obejrzalem wlasnie zdjecia, Kanie, i musze stwierdzic, ze na Tasmanii czulbym
              > sie jak w domu- wypisz wymaluj: Brytyjska Kolumbia. Ladnie :)

              Ladnie ??? ja jestem zawiedziona, oczekiwalam egzotyki,
              a to mi przypomina jedynie Baltyk.
              (tylko bez obrazy prosze)
    • ewa553 glupie oszustwa 10.01.07, 12:07
      Kanie, jednym z takich oszustw bylo to, ze na pierwszym spotkaniu przy
      wyjezdzie zawolalam z daleka "ale jestes swietnie opalona"! Na co ona miala
      wyklad na temt tego, ze codzienny jogging i spacery z psem przyczynily sie do
      tej wspanialej karnacji. Niestety z bliska zauwazylysmy, ze twarz miala pieknie
      wysmarowana samoopalaczem, niestety szyja i za uszami bylo w okropne placki, bo
      jakos niedokladnie to zrobila. Najsmieszniejsze bylo to, ze oczywiscie nic jej
      nie powiedzialysmy, tylko sie za nia wstydzilysmy, ze tak buja! Czy tez ktos
      tak ma: jak kogos przylapie na oczywistym klamstwie, to JA sie wstydze!
      • lucja7 Re: glupie oszustwa 11.01.07, 15:00
        Ewa:
        "Czy tez ktos tak ma: jak kogos przylapie na oczywistym klamstwie, to JA sie
        wstydze!"

        Widze ze wstydzenie sie za innych jest w modzie.
        ;-)))
        • ewa553 Re: glupie oszustwa 11.01.07, 16:32
          mowisz Lucjo ze to moda? No to ja bylam prekursorka tej mody, bo mam tak od
          zawsze, czyli wiele, wiele lat:)))
          • lucja7 Re: glupie oszustwa 11.01.07, 17:05
            Ja o wstydzie z watka obok ;-)
      • maria421 Re: glupie oszustwa 11.01.07, 16:28
        ewa553 napisała:

        > Kanie, jednym z takich oszustw bylo to, ze na pierwszym spotkaniu przy
        > wyjezdzie zawolalam z daleka "ale jestes swietnie opalona"! Na co ona miala
        > wyklad na temt tego, ze codzienny jogging i spacery z psem przyczynily sie do
        > tej wspanialej karnacji. Niestety z bliska zauwazylysmy, ze twarz miala
        pieknie
        >
        > wysmarowana samoopalaczem, niestety szyja i za uszami bylo w okropne placki,
        bo
        >
        > jakos niedokladnie to zrobila. Najsmieszniejsze bylo to, ze oczywiscie nic
        jej
        > nie powiedzialysmy, tylko sie za nia wstydzilysmy, ze tak buja! Czy tez ktos
        > tak ma: jak kogos przylapie na oczywistym klamstwie, to JA sie wstydze!

        To tak juz jest, ale tak nie powinno byc.
        I nie dotyczy to tylko klamstwa.
        Czy powiedzialabys komus ze powinien sie umyc albo ogolic? Nie, bo sie
        wstydzisz, bo Ci nie wypada. Ale on sie nie wstydzi ze smierdzi.

        Co do klamstwa, to jest to dla mnie temat bardzo aktualny, bo wlasnie
        zakonczylam znajomosc z kolezanka, ktora okazala sie patologiczna klamczucha.
        Zawsze wiedzialam, ze jej opowiesci sa przekoloryzowane, jednostronne,
        przesadzone, wiedzialam, ze fantazjuje, ale... sa granice wszystkiego.
        W przeszlosci juz dwa razy powiedzialam jej ze nie wierze w to co mowi, dwa
        razy udowodnilam ze klamala.
        Wiesz jak takie osoby wtedy reaguja? Robia z siebie ofiare! Cierpia, ze nie
        ufasz itd.itp. Potem odczekaja jakis czas i wracaja jakby sie nigdy nic nie
        stalo.
        Moj ostatni konflikt z owa klamczucha mial miejsce w poniedzialek. Znow
        powiedzialam ze nie wierze i dlaczego to co ona mowi nie moze byc prawda.
        Reakcja: "No wiesz! Jestem zdolowana! Wszyscy mnie tylko oceniaja, ale niech
        mnie oceniaja, moja szczerosc mnie zgubila"
        Ja na to, ze tez jestem zdolowana ze znowu mnie oklamuje.

        Teraz mamy dni ciszy, ale za pare dni pewno znow sie odezwie jakby nigdy nic.
        Tyle, ze tym razem ja nie bede udawala ze nic sie nie stalo.
        Koniec, basta, Schluß!
        • ewa553 wiesz Mario 11.01.07, 16:33
          co nmnie zastanawia? Po co te osoby to robia. Bo najczesciej jest to
          niepotrzebne, glupie i tak oczywiste klamstwo, ze - no wlasnie, ze wstyd.
          Moze to jakas choroba? Mnie - oprocz tego ze sie wstydze, pozostaje niesmak.
          • maria421 Re: wiesz Mario 11.01.07, 16:51
            ewa553 napisała:

            > co nmnie zastanawia? Po co te osoby to robia. Bo najczesciej jest to
            > niepotrzebne, glupie i tak oczywiste klamstwo, ze - no wlasnie, ze wstyd.
            > Moze to jakas choroba? Mnie - oprocz tego ze sie wstydze, pozostaje niesmak.

            Ano wlasnie, po co? Ja po ostatnim zajsciu przewertowalam caly internet zeby
            zrozumiec dlaczego to robia, na ile jest to swiadome, na ile jest to od nich
            zalezne.
            Ale to jest chyba takie uzaleznienie. Jedni musza krasc, inni musza klamac,
            nawet w blahych sprawach, potrzebuja klamstwa zeby sie jakos dowartosciowac,
            albo zeby wykreowac sie na ofiare, co tez jest bardzo sprytne, bo czy mozna
            odmowic pomocy temu kto sie czuje nieszczesliwy?
            Czy mozna odmowic wspolczucia komus, kto dzwoni zaplakany poznym wieczorem i
            mowi, ze wlasnie czeka na pogotowiu, bo ja tak malzonek pchnal na futryne, ze
            czolo sobie rozwalila i ma cala twarz zakrwawiona... A przy spotkaniu okazuje
            sie ze sladu po tej ranie niema....
            • kan_z_oz Re: wiesz Mario 12.01.07, 03:27
              Ewa napisała;...Najsmieszniejsze bylo to, ze oczywiscie nic jej
              nie powiedzialysmy, tylko sie za nia wstydzilysmy, ze tak buja! Czy tez ktos
              tak ma: jak kogos przylapie na oczywistym klamstwie, to JA sie wstydze!

              ODP: To jest własnie coś nad czym pracuję i staram sie oduczyć. Niech każdy
              wstydzi się sam za siebie Ewciu - to znacznie ułatwia życie.
              Wstydzić się, lub raczej wziąść odpowiedzialność mogę tylko za zachowanie
              mojego syna (też już nie aktualne, bo jest dorosły).
              Reszta, precz z mojego sumienia.

              Co robię z takim znajomościami - no właśnie nic. Same się jakoś rozpadają.

              Maria; Czy można odmówić współczucia komus, kto dzwoni zaplakany poznym
              wieczorem i mowi, ze wlasnie czeka na pogotowiu, bo ja tak malzonek pchnal na
              futryne, ze czolo sobie rozwalila i ma cala twarz zakrwawiona... A przy
              spotkaniu okazuje sie ze sladu po tej ranie niema....

              ODP: He, he, he - raczej wygląda na histeryczno-komediową sytuację.
              Pamiętam, gdy wiele lat temu zapukał do naszych drzwi w Sydney kolega Górala,
              jeszcze z czasów studenckich. Poprosił o nocleg na jedną noc, bo postanowił
              odejść od żony...

              Przez następnych parę nocy żona wydzwaniała - wyzywając tego kto podniósł
              słuchawkę.
              Morał? dalej mam znajomych, którym udzieliłabym noclegu oraz takich, którym bym
              nie udzieliła.
              Najważniejsze więc to być w zgodzie z sobą samym. Sajkotycznych zachowań,
              czasem nie da się uniknąć ale można nie dać się w nie wciągnąć. Szkoda też
              czasu na analizę.

              Pozdrawiam
              Kan

              • maria421 Re: wiesz Mario 12.01.07, 13:51
                kan_z_oz napisała:

                > Najważniejsze więc to być w zgodzie z sobą samym. Sajkotycznych zachowań,
                > czasem nie da się uniknąć ale można nie dać się w nie wciągnąć. Szkoda też
                > czasu na analizę.

                Swieta prawda, Kannie. Szkoda czasu na analize. Ale jednak niesmak bardzo dlugo
                pozostaje.

    • a.polonia Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 10.01.07, 12:56
      aaaaa, pieknie!!!!! Jak nie ogladam takich zdjec to czasem nawet zapominam, ze
      mieszkam na zadupiu, dziekuje za przypomnienie, Kan.
      ;-)
      Jesli chodzi o wypady babskie, to moja kolezanka z pracy jezdzi na wakacje z
      grupa kilkunastoosobowa (same dziewczyny oczywiscie), obywa sie bez zadnych
      konfliktow, ze one sie tam nie powybijaja, jesli to dla mnie zagadka....
      • jutka1 Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 10.01.07, 14:20
        Kanie, czytam z wielka przyjemnoscia, tym bardziej, ze jedna z 5 pan mialam
        okazje poznac :-D
        Zachowam sobie ten watek na przyszlosc, przeczytam jeszcze raz przed ew. wyprawa
        w Wasze strony, podczas ktorej chce sie na Tasmanie wybrac.
        :-)))
        • lucja7 Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 11.01.07, 10:54
          Wszystko w twoim przedstawieniu wyprawy, teksty, zdjecia, sam tytul,
          przedstawilas z humorem i przyjemnie.
    • ertes Re: Eksperyment - czyli wyprawa 5-ciu Pań 14.01.07, 17:25
      Kanie dzieki za swietne opisy. Zdjecia ilustrujace takoz :)
      Moze kiedys sie i mnie uda :)
      • kan_z_oz Zdjecia oraz koniec wyprawy 15.01.07, 05:01
        Uzupełniłam już wszystkie zdjęcia. Są teraz wszystkie w trzecim wpisie.

        CJ - nie byłam w 'British Columbia', ale pamiętam Twoje opisy sprzed lat. Dla
        mnie było to egzotyczne i zgadzam się z Bellą, że trochę w stylu Bałtyckim.

        W Hobart rzuciłam sie na jedzenie. Zdjęcie restauracji z zewnatrz jest właśnie
        zamieszczone. Łucjo, byłabyś dumna z mojego wyboru. Zupa z krewetek i małży z
        dużym tostem - pycha, mniam, mniam.

        Z Hobart udałyśmy się prosto do Naszego 'beckpakers' zakwaterowania na
        południowym-wschodzie. Miejscowości należałoby szukać na lokalnych tylko
        mapach. Nazywała się Eagle Hawk Nest i jest georaficznie widoczna jako zwężenie
        lądu do 100m prowadzące do Port Arthur, na południowo/wschodnim krańcu Tasmanii.

        Nasze zakwaterowanie było prowadzone przez dwójkę hipisów i ekologicznych
        maniaków.
        Toaleta była więc specjalnym zamkniętym systemem, gdzie nie spuszczało się
        wody. Glizdy przetwarzały wszystko na kompost i odmawiam wiadomości, gdzie ten
        kompost był użytkowany.
        Prysznic działał tylko z zasobów wody deszczowej, podobnie jak kuchnia...
        Woda była naprawdę dobra, chociaż moje koleżanki piły ją tylko przegotowaną.

        Ja jestem przyzwyczyczajona do picia wody deszczowej czy 'jeziorowej'wprost, z
        uwagi na kilka lat mieszkania w Górach Śnieżnych.
        Dla 'nieprzyzwyczajonych'efekty mogą być natomiast nieporządane.

        'Złapałyśmy' koło!, a właściwie dekiel się zgiął i uszkodził oponę, gdy któraś
        z Nas przejechała barierę w Parku Craddle.
        Widoczny brak powietrza w kole zauważyłyśmy po kilku dniach. Zmieniłyśmy same i
        był to duży wysiłek.

        Zamieściłam też dużą ilość zdjęć z wycieczki łódką. Wypłynęłyśmy łódką na ocean
        i nie mogę uwierzyć, że gość nie boi się prowadzenia takiego biznesu. Patrzył
        na Nas podejrzanie - bał się, że będziemy chorować i zabrudzimy mu łódkę.
        Oświadczam, że cała Nasza piątka to zaprawione wilki morskie i żadna nie
        chorowała. Chorował za to jeden z wycieczkowiczów i 'rozmawiał z lwem' całą
        drogę. Biedak, nawet kawy nie mógł wypić. Trzy godziny tortury dla Niego a dla
        Nas raj z widokami. Była to wyjątkowa okazja gdyż ocean w tych regionach
        zazwyczaj nie jest spokojny. Podpłyniecie do wyspy tasmańskiej jest możliwe
        średnio tylko 50 dni w roku!!!

        Foki wskakiwały do wody setkami i płynęły za Naszą maleńką łódeczką. Były
        bardziej zaciekawione Naszą obecnością niż przestraszone. Widziałyśmy też stada
        fok, polujących na otwartym oceanie w obecności mew, rybitw i albatrosów, które
        nurkowały z prędkością wystrzelonego pocisku pionowo w dół. Prędkość z jaką
        wpadaja do wody pozwala im - wg rybaka - wejść do 30 metrów w głąb. Widok jest
        niesamowity.
        Podobnie niesamowite są wybrzeża...jaskinie, łuki, groty, wysepki, przesmyki,
        kolumny i filary, które są pozostałościami różnych wcześniejszych formacji.
        Rybitwy z młodymi w gniazdach, orły siedzące na skałkach, meduzy i przeróżne
        wodorosty.

        Przedostatni dzień - to tylko przejazd w potokach deszczu przez spalone kilka
        dni wcześniej tereny wschodnie. Nie robiłam tam zdjęć. To jedno zamieszczone to
        jedno z dwóch tam zrobionych. Zdiwiło mnie, że pożar doszedł tym razem aż do
        linii oceanu. 'Poszły z dymem' nawet wydmy. Nie widziałam jeszcze spalonych aż
        do linii oeanu wydm.

        Powrót do Devonport był też w strugach deszczu. Tasmania pożegnała Nas chłodem
        i deszczem...
        Było warto i ciekawie - rekomenduję Wszystkim, którzy kochają chodzenie
        pogórach, pagórkach i dziurach. Zaskoczy Was przyroda i jej odmienność. Poza
        sezonem w wersji ekonomicznej może być to tania wycieczka.
        Spotkałam wielu młodych Holendrów - na rowerach!!! - też można tak zwiedzać, o
        ile nie ma limitu czasowego.

        Pozdrawiam
        Kan
        • jutka1 Re: Zdjecia oraz koniec wyprawy 15.01.07, 14:14
          Dzieki, Kanie za podzielenie sie: i opisami, i zdjeciami. :-)))
          Bez watpienia tam mnie kiedys zawieje.
          :-D
          • jan.kran Re: Zdjecia oraz koniec wyprawy 18.01.07, 09:36
            Kanie , z zainteresowaniem przeczytałam Twoje wspomnienia.
            Ja raczej na pewno w tamte strony się nie wybiorę bo są inne strony które
            znacznie bardziej mnie interesują.
            Ale miło było podróżować z Tobą.
            Kran:))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka