ertes 16.06.07, 09:41 Czyli Waters. Wlasnie wrocilem z koncertu. Muzyka jest po prostu niesamowita. Kawalki Pink Floyd ktore gral wzbudzaja dreszcze. Jakby byl gdzies w waszej okolicy to polecam. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
chris-joe Re: 1/4 Pink Floyd 16.06.07, 10:36 A zesz, ty! Zzielenialem! :) Widzialem 3/4+ jakas dekade temu. Gdzie tam, dawniej! Jeszcze w Vancouver. Wsrod oparow trawy spowijajacych BC Place. Tlum nadal pali? A dzis (wczoraj) w klubie dali kawalek Diamentu. Nienawidze Mtl, ale jest to jednak wyjatkowe miasto w AmPln- klub potrafi puscic Piaf i Pink Floyd, czasem nawet Faithfull- dla ostudzenia :) Czyli- miales odlot. Sweet! :) Odpowiedz Link
swiatlo Re: 1/4 Pink Floyd 16.06.07, 15:48 Taka dygresja. Rok 1988, dzwonię z Polski do brata w Vancouver, BC. Brat nie odbiera, odbiera ktoś inny, zresztą już nie pamiętam jak to było dokładnie, ale chodzi o to że brata nie było w domu bo poszedł na koncert Pink Floydów. No to sobie wtedy pomyślałem - do licha, to jest świat. Nie ma w domu bo ot tak sobie wyskoczył na koncert Pink Floydów! Tak samo jak ja na koncert Rosiewicza. I tak się zdenerwowałem na ten mój polski zaścianek że i ja wyjechałem na zachód. I co? Wylądowałem w Oregonie, gdzie atrakcją są góry i wodospady, ale na pewno nie koncerty Pink Floydów. I rok temu pojechałem z wizytą do Polski. Chodzę po Warszawie, a tu patrzę ogromne billboardy: "Koncert Gilmoura w Gdańsku" i następny "Koncert Watersa w Poznaniu". No to sobie pomyślałem: uciekałem z polskiego zaścianka do świata, aby do i tak zaścianka trafić, a świat tymczasem sam przyjechał do Polski. Wracając do Pink Floydów, to mam czterogodzinne mp3 w moim samochodzie wypełnione wyłącznie Pink Floydami. Od paru tygodni gdziekolwiej jadę słucham Gilmoura i Watersa. Zresztą Pink Floyd to bardziej Gilmour. On był Lennonem i McCartneyem tej kapeli. Waters to co najwyżej Harrison. Solówki gitarowe Gilmoura w "The Time", "Hey You", nie mówiąc o "Comfortably Numb", to klasyki światowe zajmujące pierwsze miejsca na najbardziej prestiżowych listach. Gilmour ma obok Claptona reputację najlepszego slow-gitarzysty w historii muzyki. Cały album "Division Bell" to orgazm który przeżywam na okrągło codziennie w drodze do pracy. Dzięki albumowi "Animals" przeżyłem w swoim czasie podróż samochodem z Cootenay Valley do domu. "Shine on.." stawia mnie na nogi w każdym dołku psychicznym, a w "I wish you were here" analizuję każdy dźwięk i sylabę. Albo dwa lata temu zachód słońca na Atlantyku na Florydzie w kafejce na plaży z drinkiem w ręku do solówki gitarowej Gilmoura w "The Time". Nazwiska Gilmour, Waters, Wright i Mason elektryzowały mnie od czasów nastoletnich. Dodałbym do tego Syda Garetta, ale niestety kiedy on grał z Floydami to były czasy narkotycznych kakafonii, więc nie dało się tego słuchać. Nasuwają się wspomnienia z liceum kiedy to codziennie wysłuchiwałem z kolegą kolejnych albumów na jego magnetofonie szpulowym. Kochany, Pink Floyd to kapela mojej młodości, mojego średniego wieku, i pewnie i starości... Odpowiedz Link
ertes Re: 1/4 Pink Floyd 16.06.07, 22:11 Waters jest jak Lennon. To on byl glownym mozgiem. W kazdym razie zeby odpowiedziec na pytanie CJ to chyba nadal czuje trawe w glowie bo choc sam nie palilem to wokol bunosily sie cale chmury. Moja Gruba okropnie zona byla na tym koncercie co ty piszesz w 1995 i zawsze mi opowiadala ze byl wspanialy. Wczoraj stwierdzila ze Waters byl jeszcze lepszy. Tour konczy sie w Toronto wiec rzut beretem od ciebie... w Montrealu byl 2 tygodnie temu. Odpowiedz Link
chris-joe Re: 1/4 Pink Floyd 17.06.07, 07:14 Przegapilem. Zreszta jestem w trakcie bukowania wakacji, wiec oszczedzam. Tylka z chalupy nie ruszam, a szmal leci na przeloty i hotele za 3 miesiace! :) Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: 1/4 Pink Floyd 17.06.07, 09:36 Wybraliśmy się całą rodziną na ten koncert 25-go stycznia 2006, czyli parę miesięcy temu. Trawy nie czułam, bo staliśmy/siedzieliśmy w 2-gim rzędziem i dym Nas pokrywający spływał głównie ze sceny. Był to zdecydowananie najlepszy koncert jaki widziałam w ostatnim czasie; Clapton - luty 2006 - był też ekstra ale to zupełnie co innego. Ogłuchłam tylko na jeden dzień. Pozdrawiam Kan Odpowiedz Link
lucja7 Muzyka, interes i zycie 17.06.07, 10:54 Ich wspolpraca zamienila sie w koszmar. Zaden z nich nie potrafil zdefiniowac co wniosl do grupy. Kazdy uwazal ze jest pinkfloydem i ze pinkfloyd bez niego nie jest pinkfloydem. Bylo to zalosne. Juz sie to zagoilo? Kazdy wyrwal ile chcial? Czy sa tez sami niezadowoleni? Waters byl tutaj kilka miesiecy temu, bez wielkiego krzyku. Moze to i lepiej? Odpowiedz Link
ewa553 Re: Muzyka, interes i zycie 17.06.07, 12:40 ciekawa jestem czy bym sie taka muzyka interesowala, gdybym znala angielski? Czy ich teksty sa dobre? Odpowiedz Link
chris-joe Re: Muzyka, interes i zycie 17.06.07, 12:57 TEKSTY sa dobre, choc w postaci tomiku wierszy, bym ich pewnie nie polecal:) Ale sa tez wazne w polaczeniu z muzyka. Jesli muzyka do ciebie nie trafia, ich teksty pewnie nie pomoga. Jesli zas muzyka ci lezy, teksty ja wzbogaca i uwypukla. Ja ich bardzo i cenie i lubie. Moj bliski znajomy zas, o calkiem porzadnym guscie i muzycznym i literackim, ich nie trawi, bo -jak twierdzi- sa pretensjonalni. Mysle o Cohenie. Uwielbialem nim poznalem jezyk. Poznawszy zas jezyk i kontekst- "I'm his man" :) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Muzyka, interes i zycie 17.06.07, 13:01 faktem jest ze ich muzyki wogole nie znam. zastanawialam sie tylko nad tym co Swiatlo pisal, ze chlonal kazda nutke i kazda sylabe (czycostakiego). Natomiast Cohena poprostu uwielbiam, nie znajac angielskiego:))) Odpowiedz Link
chris-joe Re: Muzyka, interes i zycie 17.06.07, 13:16 YEAH!!! Mamy kolejna cohenistke! :) Co do PF: szarpnij sie na -ja bym radzil- "Wish You Were Here". (Inni pinkflojdzisci pewnie sie beda ze mna klocic :) Wrzuc na sprzet, zaloz sluchawki na uszy, zgas swiatlo, uloz sie wygodnie na podlodze, zamknij oczy. W najgorszym razie stracisz 10 euro, czy ile tam. Warto ich jednak sprobowac. Ja wlasnie kupilem "Milosc w czasach zarazy" (tak to chyba jest po polsku) Marqueza. I od pierwszego zdania jestem pozarty. Manna nie mogie i juz, a Marquez robi ze mna, co chce :) Odpowiedz Link
ewa553 Tys mi bratem, c-j! 17.06.07, 15:13 Uwielbiam Marqueza. Uwielbiam sobie oryginalny tytul tej ksiazki powtarzac na okraglo, bo brzmi jak muzyka (wiem ze to smieszne, ale tak jest), slysze przy tym kastaniety. Jeden z moich egzemplarzy (wlasnie dostalam przez pomylke drugi) jest caly pokreslony, tyle tam rewelacyjnych cytatow. Odpowiedz Link
chris-joe Re: Tys mi bratem, c-j! 17.06.07, 15:42 Bo taki jest Marquez. To moze byc tom, albo zdanie (kazde zdanie!), albo tylko tytul. I wystarczy. Lezysz i sie slinisz. Po wymysleniu zdan- STO LAT SAMOTNOSCI; MILOSC W CZASACH ZARAZY; JESIEN PATRIARCHY, nawet nie potrzeba do nich dopisywac ksiazki. Wystarczy! Ach, wieczne szukanie idealnego zdania, zdania ktore o ulamek sekundy wyprzedzi mysl i ja zlapie za jaja nim sie wyrazi. Querva! Lepsze niz orgazm i wszystkie trafione w totolotku :) Odpowiedz Link
chris-joe Re: Muzyka, interes i zycie 17.06.07, 13:02 Acha, a koncert na zywo to jeszcze inna historia. PF trzeba sluchac na dobrym sprzecie, z klimatem, nawet ze sluchawkami na uszach. W hali stadionu to sie gubi wsrod wybujalego spektaklu. Mnie "na zywo" rozczarowali. Moze zrobilem blad, ze nie zapalilem. Mimo, ze w tamtych czasach trawa robila mi dobrze :) Odpowiedz Link
iwannabesedated struganie buraczków i świństwo 17.06.07, 15:12 Jesteście wszyscy paskudne świnie. PF wielbię od czasu kiedy dziecięciem będąc zaciągnięta zostałam. Do Zamku Książąt Pomorskich, sala Anny Jagiellonki, gdzie siedząc na masywnych dębowych krzesłach pod łukowymi sklepieniami, ciemną nocą późnych lat '70 z namaszczeniem odsłuchano przemycony skądś album The Wall.Wchodziło się na hasło, z okien widać było rzekę Odrę nocą, a półtora roku potem był Sierpień '80. I kurde nigdy nie byłam na koncercie! Ja pierdzielę! Czym ja się zajmowałam w tym życiu? Struganiem buraczków, czyco? Odpowiedz Link
chris-joe Re: struganie buraczków i świństwo 17.06.07, 15:44 Do kurwicy nedzy! Ktos te buraczki u Jagiellonki strugac musi. Ja juz nie wiem, jak sie z buraczkami obchodzic. W rekawicach, czy bez, czy jak? over Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Muzyka, interes i zycie 17.06.07, 15:24 chris-joe napisał: > Acha, a koncert na zywo to jeszcze inna historia. PF trzeba sluchac na dobrym > sprzecie, z klimatem, nawet ze sluchawkami na uszach. W hali stadionu to sie > gubi wsrod wybujalego spektaklu. Mnie "na zywo" rozczarowali. Moze zrobilem > blad, ze nie zapalilem. Mimo, ze w tamtych czasach trawa robila mi dobrze :) ODP: Koncerty Watersa z tego co się orientuję nie odbywają się na stadionach. Widziałam w hali zamkniętej z akustyką na koncerty. Podobno właśnie się o to pokłócili się z Gilmorem; przeczytałam w materiałach koncertowych z wywiadu z Watersem; stwierdził, że stadiony to był błąd dla ich muzyki. Ewciu PF słychałam w latach 80-tych w Polsce. Byli puszani w nocy i w kawałkach, bo "Ściana" uważana była za płytę, która moga spowodować wywrotowe skojarzenia. Muszę przyznać - zmuszali. Nowe utwory Watersa też są ciekawe. Sam koncert jest choreograficznie dopracowany co do minuty - jest więc nie tylko do słuchania ale i oglądania. Kan Kan Odpowiedz Link
ertes Re: Muzyka, interes i zycie 18.06.07, 15:51 U nas byl w amfiteatrze na wolnym powietrzu. Odpowiedz Link
swiatlo Waters vs Gilmour 18.06.07, 18:44 Wiem że moja opinia jest tylko moją opinią nie podpartą żadną fachowością, a bazująca jedynie na tym co mi wpadło w ucho, ale muszę przyznać że jestem fanatycznym fanem Gilmoura, natomiast Waters wydaje mi się zbyt destrukcyjny i pretensjonalny. Waters zrobił "The Wall", i pamiętam jak bardzo mi się ten album podobał kiedy go słuchałem w latach 80-tych w Polsce, ale teraz kiedy słucham go już po raz n-ty jako dojrzały facet, to już mnie nie porywa. Wręcz przeciwnie - często mnie irytuje. A już sam film "The Wall" to jest po prostu katastrofą i koszmarem. Zresztą taka była opinia o Watersie wśród samych Floydów - nienawidził system do granic samodesktrukcji. I tą nienawiść do systemu widać w jego utworach. Dla mnie zbyt patetycznych, pretensjonalnych i destrukcyjnych. Słuchałem jego "The Tide is Turning". Muzycznie świetne, ale pod warunkiem że się nie słucha słów. Jak zapomnieć angielskiego na ten moment, to jest to fenomenalny utwór, wręcz zabójczy. Ale posłuchaj słów i zrzednie od razu mina. Przede wszystkim żaden tide is not turning. Po drugie to słowa są cienkie jak rozwodniona zupa, a po trzecie nawet jak potraktujemy to jak wishful thinking, co też jest akceptowalne, to z tej samej kategorii "Imagine" Lennona jawi się jako głęboka i przeszywająca serce i duszę modlitwa, jak potężne manifesto. Poza tym "Imagine" jest potężne swoim filozoficznym spokojem, gdy "The Tide" jest agresywne w słowach, nietolerancyjne, wojownicze i destrukcyjne. Waters chce niszczyć, nie mając nic w zamian do zaproponowania, podczas gdy Lennon zamiast niszczyć proponował jego własną alternatywę. Tak, Walters po prostu chce zniszczyć swoim gniewem, i ten jego gniew jest dla mnie zbyt destrukcyjny i do mnie nie trafia. Wręcz mnie odpycha. Natomiast Gilmour jest pogodzony z systemem. Proponuje refleksję. Albo desperację, ale nigdy destrukcyjną. W Division Bell wszedł na szczyty. On zresztą napisał sam wszystkie swoje solówki które to weszły na stałe do annałów muzyki rockowej. On samymi swoimi solówkami wybudował sobie na stałe pomnik. Poza tym bardziej mi się podoba jego głos niż Watersa. Jest głębszy i spokojniejszy, zamiast gniewnego grzmotu Watersa. Odpowiedz Link
swiatlo Re: Waters vs Gilmour 18.06.07, 18:52 Polecam też nieznany szerzej utwór "Inside Out" jeszcze jednego członka grupy - Nicka Masona. Spokojny i na granicy elevator music, ale po chwili słuchania naprawdę dobry i ciekawy. Poza tym obala tezę że to tylko Gilmour i Waters byli napędem grupy. Inni też byli. Mason zresztą był jedynym członkiem grupy od chwili jej powstania aż do samego jej końca. Będzie symboliczne jeśli to on odejdzie z tego świata jako ostatni z nich. Wtedy się okaże że Pink Floyd to ani Waters ani Gilmour, ale ten skromny Nick Mason. Odpowiedz Link
lucja7 Re: Waters vs Gilmour 18.06.07, 19:05 PF to troche kazdy z nich. Stworzylo im sie cos, czego nie potrafili przeniesc. Zgadzam sie natomiast gdy mowisz ze to naiwne. Odpowiedz Link
swiatlo Re: Waters vs Gilmour 18.06.07, 19:08 lucja7 napisała: > Zgadzam sie natomiast gdy mowisz ze to naiwne. Masz na myśli gniew Watersa? Odpowiedz Link
lucja7 Re: Waters vs Gilmour 18.06.07, 19:48 Caly ich "przekaz" z pokazywaniem strasznych prawd spolecznych z "gniewami" wlacznie. W porownaniu z takim np rapem to jest to po prostu sen malego Jasia. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Waters vs Gilmour 18.06.07, 20:59 Przekaz srekaz. Mnie to zwisa i się łomocze, czy to ma przekaz, czy jest to naiwne, i kto bardziej Gilmur czy Srylmur. Jeśli ja jako baba 40 letnia się wzruszam to dla mnie jest to cenne. Bo gorzej by ze mną było gdyby mnie już nic nie ruszało, gdyby mi się zaczęło zdawać że jestem ponad, bo wszystko widziałam, wiem i zawieram. To by bowiem był znak że czas się już zabierać z tego świata. Natomiast wzruszam się naiwnym PF, wschodem słońca, kroplą deszczu i zdjęciami które robi Pytun, a także wzruszam się sobą przeżywającą bunt młodzeńczy słuchając The Wall na sali Anny Jagiellonki mniej więcej lat temu dziesięć czyteż sto, nie pamiętam, w każdym razie dawno. I możeta uważać mnie z tego powodu za wiejskiego głupka Lucyferze, natomiast ja z cała sympatią uważam Ciebie za osobę w stanie emocjonalno duchowego rigor mortis. Odpowiedz Link
lucja7 Re: Waters vs Gilmour 18.06.07, 23:57 Tak jak komus chcialo sie sluchac krople rosy przy pierwszym promieniu slonca sluchajac muzyke PF, tak mnie chcialo sie jechac na wakacje sluchajac Beach Boys, glownie zreszta nad morze. Nie wiem dlaczego, ale jeszcze teraz dygoca mi lydki i serce rwie. ;-))) Odpowiedz Link
lucja7 Re: Waters vs Gilmour 19.06.07, 00:13 A tak powazniej, nie jestem amatorka tego przemieszczajacego sie kilkudziesieciociezarowkowego cyrku z barierami, gangsterska ochronka uzbrojona w pitbule i wysoce technologicznym halasem, po ktorym, jak tu ktos napisal, jest sie gluchym od jednego do kilku dni (w zaleznosci od jakosci zgrzytania metalu). Podchodze z rezerwa do swietosci i nie lubie wysoce technologicznej muzyki. Dokladnie z tych przyczyn nie lubie bardzo wielu grup lat 70tych. :-) Odpowiedz Link
ertes Re: Waters vs Gilmour 19.06.07, 00:53 A jest wogole cos co lubisz? Moja znajoma ktora ma podobne podejscie do zycia jak ty kupila sobie niedawno koszulke z niezwykle pasujacym napisaem dla takich wlasnie osob: "Grumpy Chick" Odpowiedz Link
kan_z_oz Odpowiedź zbiorowa 19.06.07, 06:11 Ertersie - zazdroszczę Ci odlądania w amfiteatrze. Musiało być jeszcze lepiej niż z drugiego rządu sali koncertowej. Światło; Waters wciąż nie lubi systemów. Nie dostrzegłam natomiast nienawiści. Nie wiem czy to efekt upływu wieku, w wyniku którego część 'Jego pary' wyparowała.? Błysk w oku ma nadal - sama widziałam. Odnośnie 'imagine'. czy widziałeś ten mój ukochany utwór razem z 'clipem'? Był to moment dla mnie odkrywczy - o Lenonie chyba. No więc; angielski wystrzyżony do przesady ogród z białym pałacem. Biały fortepian oraz Yoko zasuwająca białe zasłony przez połowę nagrania i słowa; "Wyobraź sobie wszystkich ludzi żyjących życie w pokoju" Pytanie jakie mi natychmiastowo nasunęło do głowy; - żyjących jak? w angielskim pałacu, który ja sama jako uprzewilejowana część globu mogę oglądać tylko po opłaceniu biletu wstępu? - żyjących w niebie, czyli należy poczekać na śmierć, a później to już wersja któraś religijna chyba? No, o co autorowi chodziło przy tym boskim nagraniu z tym obrazem? Na koniec Yoko siada też przy też fortepianie i zezując niebosko patrzy w siną dal. Nie wiem; kakonia fonii i obrazu, jak dla mnie. Ale nie będę się upierać; może dla większości działa. I życie idealne bez religii i w pokoju tak ma wyglądać; wystrzyżony ogród przez chmarę służby, zawalista willa i ja w środku leżąca odłogiem - bebebe. Łucjo - wybieram się na "Jezioro łabędzie" baletu paryskiego. Zdam relacje jak się ma do PF. Stokrotko ; przestań obierać buraki i wypełznij z domu. Ja sama nagle (nie wiem co się stało) mam nieodpartą ochotę aby oglądać wszystko. Wydaje mi, że lata 'obierania buraków' zaczęły wychodzić mi bokiem i nagle mam chęć, i zapał na czerpanie 'kulutury' wszelkiego rodzaju. Płaczę obecnie już nawet przy muzyce operowej. Jeszcze się nie przyzwyczaiłam do zjawiska, bo nigdy takowej nawet nie słuchałam. Jestem też na etapie, że podoba mi się niemalże wszystko. Pozdrawiam Kan Odpowiedz Link
lucja7 Dziadzianie idoli 19.06.07, 09:27 Blysk w oku, hehehe Kan, nie kpij sobie ze mnie ;-)) Piszesz tez: "No, o co autorowi chodziło przy tym boskim nagraniu z tym obrazem? Na koniec Yoko siada też przy też fortepianie i zezując niebosko patrzy w siną dal. Nie wiem; kakonia fonii i obrazu, jak dla mnie. Ale nie będę się upierać; może dla większości działa. I życie idealne bez religii i w pokoju tak ma wyglądać; wystrzyżony ogród przez chmarę służby, zawalista willa i ja w środku leżąca odłogiem - bebebe." No prosze, tylko ktos tak niewrazliwy ;-) jak Kan moze sobie interpretowac "dzielo wieku" (ogloszone przez nadwrazliwkow) i wykazac nieprzyjazne i zezujace spojrzenie Yoko liczace juz dolary spadajace z nieba ktore na okazje zostaly sprane na bialy kolor i majace sluzyc wybrzechtaniu sie w nich dwu (bialych) golasow. Jest to clip pokazujacy bialo na bialym co kobieta moze zrobic z interesujacym teoretycznie facetem. Moze ten co go zabil wyrzadzil mu najwieksza przysluge jaka mozna sobie wyobrazic? Odpowiedz Link
iwannabesedated wypełz 19.06.07, 10:49 Wypełzam, wypełzam Kanie, na razie nieśmiało i pod osłoną. Ostatnio byłam na tańcu 5rytmów prowadzonym przez Martinę Weinheimer, jeśli masz tam w okolicy możliwość spróbować, to polecam. www.gabrielleroth.com/ Odpowiedz Link
nadau Re: Waters vs Gilmour 19.06.07, 09:53 Terminem chick określa się chyba osoby troszeczkę młodsze. Grumpy jak najbardziej na miejscu Odpowiedz Link
lucja7 Re: Waters vs Gilmour 19.06.07, 10:28 Ertes: "Moja znajoma ktora ma podobne podejscie do zycia jak ty..." Mozesz sprecyzowac co chcesz powiedziec o moim podejsciu do zycia? Odpowiedz Link
ertes Re: Waters vs Gilmour 19.06.07, 15:35 > Mozesz sprecyzowac co chcesz powiedziec o moim podejsciu do zycia? Wiecznie niezadowolona. Odpowiedz Link
lucja7 Re: Waters vs Gilmour 19.06.07, 15:44 Eee tam, przesadzasz moj panie. I to grubo. Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Waters vs Gilmour 19.06.07, 15:57 lucja7 napisała: > Eee tam, przesadzasz moj panie. > I to grubo. ODP: Nie przesadza. Jesteś grumpy. Nie ma nic złego w byciu 'grumpy' chwilowo. Na stałe może budzić pewne komplikacje - oczywiście tylko dla Ciebie, Żabciu - żadnej złośliwości w tym nie ma - po prosty szamapński humor bez okazji. Kan Pozdrawiam Kan Odpowiedz Link
lucja7 muzyczna kropka nad i 21.06.07, 17:01 Piszac tu wczoraj kilka slow o Londynie na prosbe Swiatla, przypomniala mi sie komedia "mamma mia" ktora wlasnie widzialam w Londynie kilka miesiecy temu. Znane to, sprzed chyba juz dwu albo trzech lat), ale przez to ze zmontowane z humorem i "dérision" (nie znam odpowiednika polskiego), podobalo mi sie bardzo. Z udzialem aktywnym zreszta 1/4ej grupy czyli jednym z dwu chlopcow. Kolosalny kicz grupy ABBA, cala ta pianka wokol, Grecja, wakacje, fryzury, kolnierze, spodnie, szorty, boty, swiecidla z muzyka wlacznie, niewiedza kto jest ojcem kogo, a w koncu kazdy sam i opuszczony. Wszystko zaplecione wokol karykaturalnych fragmentow muzyki ABBA. Spedzilam pamietam znakomity wieczor. Wiem ze wersja amerykanska byla zrobiona chyba w tym samym czasie, moze troche wczesniej. I tak mysle sobie o tych biednych ex Pink Floyd, smiertelnie powaznych, wrecz ponurych, dojrzalych by dostrzec beznadzieje swiata ale przy okazji przekonanych naiwnie ze tylko oni posiadaja o tym prawde. I te solowki Gilmoura! Chyba z punktu widzenia gitary nienaganne, ale, moj boze, po ich wysluchaniu, co dalej? jeszcze raz to samo? I tak w kolko. I mysle ze byloby pieknie gdyby ktos kiedys spojrzal na te smiertelna powage instrumentalistow z poblazliwoscia i smiechem, szczerym smiechem dérision. Sa to w koncu krotkie male muzyczki, nie do przetrwania, muzyczki zagonionych w slepy zaulek, czesto chorych i starych dzis ludzi, przebrzmialych. Nie dotyczy to oczywiscie Cohena (wpisuje sie na liste wielbicielek) i wielu wielu jeszcze innych. Oskarzono mnie o nielubienie niczego, wiec musialam to napisac. Wspomnialam wczesniej o mojej duzej rezerwie do uwielbianych czesto bez podstaw grup lat 70tych, do ktorych PF, wedlug mnie naleza. Za kompletny brak dystansu do samych siebie i wlasnej tworczosci. Bylo, sie zmylo, na polce archiw i czesc....A to ze niektorym pozostala nostalgiczna huc wzwodu gitarowej solowki, ich sprawa. Na dobra sprawe wole tych co graja na grzebieniu, tarce do prania i dwu patykach, czyli tych tworzacych muzyke bez pretensji i nie proponuja "dziel à la cucul la praline".* *Cucul la praline - moznaby przetlumaczyc prawie doslownie na "pupciana pralinka", czyli cos ckliwego, lzawego i kiczowatego. Odpowiedz Link
ertes Re: muzyczna kropka nad i 21.06.07, 17:08 Alez ty marudzisz. Choc swoja droga ABBA i Mamma Mia duzo wyjasnia. Odpowiedz Link
ertes Re: muzyczna kropka nad i 21.06.07, 17:52 Niby to: nie lubisz Pink Floyd, lubisz Abba. Mozna i tak. Ciekawe i duzo dajace zestawienie hehe Odpowiedz Link
swiatlo Re: muzyczna kropka nad i 21.06.07, 17:51 Spektakl Mamma Mia był i u nas i zrobił forrorę. Ja niestety nie byłem, czego bardzo żałuję. Moi znajomi byli i byli zachwyceni. Będą znowu u nas w lipcu, ale znowu nie będę mógł. Muzykę ABBA bardzo lubię i lubiłem. Jest to rozrywka na dobrym technicznie, melodyjnym poziomie. Świetna aranżacja, lekkość i przyjemny nostalgiczny nastrój. Oczywiście mój najlepszy przebój: "Knowing me, Knowing you". Ale "Mamma Mia" czy "I do, I do" też znakomite. Mogę tego słuchać w nieskończoność. Przeplatając Pink Floydami. Z solówkami Gilmoura. A Cohen już mi się tak nie podoba. Przeszedł mi. Z wyjątkiem Suzanne i Blue Raincoat to już mnie nudzi. Ale te dwa to są klasyki na miarę wieczności. Ty Łucjo za dużo niepotrzebnej polityki i filozofii przykładasz do tego czego słuchasz, i w ogóle do wszystkiego co robisz. Jak coś się podoba, ja ma ładne brzmienie, to po prostu trzeba słuchać. Nie przykładać żadnej naciąganej miary typu "kicz" czy inne epitety. Who cares? Weź sobie zjedz trochę pączków na przysłodzenie, bo za dużo goryczy w Tobie. A Pink Floyd przetrwają dłużej niż myślisz. Ale poruszyłaś ciekawe zagadnienie. ABBA się skończyła już 30 lat temu, a dalej są znani i bardzo żywi. Wciąż są wznawiani i słuchani. Toć to fenomen. Odpowiedz Link
lucja7 Re: muzyczna kropka nad i 21.06.07, 19:17 Dla mnie cokolwiek sie robi bez podloza filozoficznego nie jest godne odwrocenia glowy i spojrzenia. To jest jedyny sens dziela, poza forma. Precyzuje dla tych ktorzy nie rozumieja mojej kropki nad i: zawsze, zawsze nieznosilam tlustych wypocin ABBY; W komedii "mamma mia", Swiatlo, wlasnie podobala mi sie ostra satyra dzialalnosci grupy ABBA. Przeciez pisalam chyba o tym jasno! Odpowiedz Link
jutka1 Re: muzyczna kropka nad i 21.06.07, 19:21 Wszystko przez te dérision ;-))) To gorzej niz satyra. To wysmiewanie, przesmiewanie, osmieszanie. ;-) Odpowiedz Link
lucja7 Re: muzyczna kropka nad i 21.06.07, 19:41 Tak, dérision uzylam dobrze w tym co chcialam powiedziec. Mozna powiedziec ze bylo to wrecz zlosliwe (jedna z dwu panienek chciala robic proces, nie wiem w koncu czy on byl czy nie, nigdy ich zycie mnie nie interesowalo). Czytam w moim Petit Robert zblizone odpowiedniki, dla ilustracji: ironie, dédain, mépris, sarcasme.... Dokladnie to. No i czekam na takiego ktory zrobilby cos podobnego z PF ;-) Odpowiedz Link
jutka1 Re: muzyczna kropka nad i 21.06.07, 19:54 Chodzilo mi o Twoje uzycie tego slowa po francusku :-) Bez niego (znajomosci) mozna zupelnie inaczej odczytac Twoj wpis. :-) Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: muzyczna kropka nad i 22.06.07, 09:25 PF głównie słuchałam na początku lat 80-tych. Oczywiste jest więc, że poszłam na koncert ze względów sentymentalnych. Do tego jeszcze mogę dołożyć, że nigdy nie udało mi się zobaczyć ich koncertu na żywo, chociaż starałam się bardzo. Dwa najbliże mi były w latach 80-tych; w Pradze i Budapeszcie. Obydwa mi umknęły, bo albo nie miałam kasy albo paszportu na czas. Prawdopodobnie jednego i drugiego. W PRL-u byli zakazani. Czy są kiczowaci - zależy od definicji kiczu. Nie słyszałam ich muzyki w wykonaniu karioki, więc może są kiczem tylko dla nielicznych? Osobiście nie spotkałam się jeszcze z opinią, że PF to kicz. Kłócić się na ten temat nie mam zamiaru. Muzyka PF moim zdaniem jest originalna, gitara bez zarzutu, liryki z treścią. Waters od 40 lat robi dokładnie to samo; jest 'pacyfistą' uaktywniającym się muzycznie w okresach wojen. A, że ktoś Jego czy Jego muzyki nie lubi? No i co z tego? Ja nie 'trawię' opery i to z opery nie czyni kiczu. Fakt, że zapełniają salę i sprzedają wcale nie tanie bilety, mówi sam za siebie. Nikt obecnie nie uczęszcza na PF bo są modni, tylko dlatego, że kiedyś został 'dotknięty' ich muzyką. Kan Odpowiedz Link
lucja7 Re: muzyczna kropka nad i 22.06.07, 11:15 Kan: "Ja nie 'trawię' opery i to z opery nie czyni kiczu. Fakt, że zapełniają salę i sprzedają wcale nie tanie bilety, mówi sam za siebie. To ze opera jest kiczem nie m Odpowiedz Link
lucja7 Re: muzyczna kropka nad i 22.06.07, 11:50 Kan: "Ja nie 'trawię' opery i to z opery nie czyni kiczu. Fakt, że zapełniają salę i sprzedają wcale nie tanie bilety, mówi sam za siebie. To ze opera jest kiczem nie ma nic wspolnego z tym czy ty ja trawisz czy nie. Ani to ze sa kolejki przed kasami na ogladanie i sluchanie tej drogiej opery. W koncu miliony ludzi ubiera swoja telewizje w haftowana serwetke stawiajac na niej fajansowego psa i tak z tym zyje na codzien, a wcale to nie oznacza ze jest to dobra i smaczna dekoracja? nespa? Naturalnie ze opera jest kiczem, masz muzea rozrzucone po swiecie poswiecone aktywnosci kiczowatej. I kicz ma swoja definicje. Na opere nalezy patrzec z perspektywy czasu, tak jak np na historie Polski (madra uwaga, ertes, madra, hehehe), nie wyrywkowo, ustawic jej miejsce w czasie, w jakiejs konkretnej kulturze i rzeczywistosci ktorej dzis nie ma. To co jest ciekawe w ogladaniu w operze dzisiaj, to nowa dzisiejsza interpretacja jakiejs starej historii i muzyki, nowa scenografia, rezyseria, nowe spojrzenie na cos co bylo stworzone w zupelnie innym kontekscie. I sa milosnicy opery ktorzy widzieli je po kilkadziesiat razy tylko po to by porownac i posluchac nowych interpretacji. Przeciez nikt nie idzie dzis na opere by zapoznac sie z pierepalkami zycia jakiejs tam np Carmen, znanej przecie calemu swiatu. Wszystkie dzisiejsze ambitne przedstawienia oper maja do nich duzy dystans, czesto spojrzenie ironiczne, sarkastyczne, to cos co pisalam wlasnie à propos "Mamma mia". I wlasnie dlatego pisalam o PF ktorzy stworzyli swoje dzielo w jakichs konkretnie warunkach i ktorego przedstawianie dzis po trzydziestu kilku latach, w ten sam sposob absolutnie niezmienny, zatrzymany jak przerwany film i niedynamiczny jest dla mnie nieporozumieniem. I dokladnie dlatego pisalam ze smiesznie by bylo zeby nareszcie z tej smiertelnej i nieruchomej 35cio, czy 40to letniej powagi ktos sobie zadrwil i zaproponowal oficjalnie, bez hipokryzji jako produkt naturalnie komercyjny a nie jakis wyraz pseudogniewu 60cio letnich naiwniakow. To moze i dobre, ale nie dla mnie. Bardzo chetnie posluchalabym wariacji na temat muzyki PF, ale da sie cos z tego zrobic? Ona jest zamknieta, skonczona. I wierz mi Kan ze piszac to nie mam absolutnie zamiaru ani namawiac cie na kicz operowy ani zniechecac do kiczu rozowawego. ;-)))) Odpowiedz Link