Dodaj do ulubionych

Wy snicie o zyciu a smierc wam pisana........

12.11.03, 10:03
„sen jest krotkim przystankiem miedzy smiercia i zyciem....zastanawiam sie kto
tej nocy ....wsiadze i do ktorego rydwanu smierci... przyniesie ja
ptak niebieski ktory na firmamencie gwiezdzistego nieba pozwala gawedzic z
ksiezycem.....smierc to sen wieczny....nikt zywy tego nie odgadnie...amen“

To napisal ktos wczoraj na Pirmie a ja wlasnie teraz przeczytalam, bo
chcialam sie oderwac, posmiac na sile, zapomniec albo lepiej udawac, ze nigdy
nie wiedzialam i zapominac nie musze.

Dlaczego wlasnie to wczoraj napisane? Dlaczego wlasnie to dzisiaj
przeczytalam?

Wczoraj nasz dobry znajomy, czlonek naszej rady nadzorczej, facet, o ktorym
myslalysmy ze osiagnal wszystko, dusza kazdego towarzystwa i przystojniak nie
z tej ziemi popelnil samobojstwo. Zostawil zone i dwoch malych synow.
Powiedziala nam to dzisiaj rano jego kumpela z pracy.

Dlaczego? Gdzie my wszyscy bylismy? Jeszcze tydzien temu rozmawialismy o
przyszlosci agencji przy lampce wina. Jeszcze w piatek napisal pocieszajacego
maila pelnego optymizmu i typowego cynicznego humoru.

Nie wiem, co zrobic, nie wiemy, nie umiemy, zadzwonic badz napisac list do
zony. Nie wiemy, czy ona tego chce, nie wiemy, czego oczekuje od nie-
rodziny…..bliskosci? dystansu?

Nie umiem w to uwierzyc a co najbardziej mnie przeraza, to ze bardziej jestem
na niego wsciekla niz mu wspolczuje.

Co warte sa przyjaznie, znajomoscic, przegadane wieczory, przetanczone noce,
jezeli tego, co boli, pozostali dowiaduja sie w taki sposob i po fakcie? Kim
on byl? tak naprawde…….

Sama nie wiem, czemu ja to pisze, czemu to wysylam, co powinnam a co nie, czy
tez jestem winna, czy mozna bylo zapobiec, gdyby ktos cos kiedys inaczej byl
zrobil.

Co zrobic, by pozbyc sie tego kamienia w brzuchu i przestac myslec, jak
wielki musi byc kamien przytlaczajacy jego bliskich…..

Xurek
Obserwuj wątek
    • sabba Re: Wy snicie o zyciu a smierc wam pisana........ 12.11.03, 10:12
      Xurku samobojstwo to taki rodzaj wielkiego egoizmu
      wynikajacy z ogromnego osamotnienia. I ta bezsilnosc tych
      "pozostaloych" na ziemi... Pomijajac to czy mial powody
      (jakas afera, klopty w firmie, smiertelna choroba,
      depresja, czy po prsotu samotnosc i niemoc) czy nie (z
      naszego punktu widzenia bo on zapewne mial...)... nie
      morduj sie myslami bo sie pograzysz (weim latwo sie
      mowi). A do rodziny reke wyciagnac trzeba ale moze nie od
      razu bo oni pewnie sami w szoku...
      Pozdrawiam Cie.
      S.
    • basia553 Re: Wy snicie o zyciu a smierc wam pisana........ 12.11.03, 10:23
      Polecam Ci Xurku napisanie cieplego listu. To jest wielkie pocieszenie dla zony,
      pokazuje jak jej maz byl lubiany czy ceniony czy tp. Kiedy juz pierwszy szok u
      niej minie, bedzie z pewnoscia chetnie wracala do tych dowodöw pamieci.
    • don2 Re: Wy snicie o zyciu a smierc wam pisana........ 12.11.03, 10:27

      Tfu tfu... ale temat ! Po pierwsze od nekro... to ja jestem.
      Po drugie, my mezczyzni jestesmy bardzo sensibel i delikatni.
      tak jakos jest,ze najwiecej samoubijstw to my.
      No i nikt nie wie co w drugim siedzi.Myslisz ,ze on nie ma klopotow a on
      wewnatrz jest u skraju explozji lub poddania sie.
      Przyczyny? Czasami dla postronnych niezrozumiale.Moj znajomy podlaczyl sie do
      rury wydechowej samochodu w czasie urlopu !!Nie mial wydawalo by sie zadnych
      problemow,nawet tesciowa go lubiala !!. Zdrowie,finanse,zawod milosny,totalne
      wyczerpanie psychiczne,szef sk..syn i to w kazdej pracy.Brutalny swiat.Geny-juz
      pradziadek strzelil se w leb pewnej pieknej nocy w monaco-toaleta w casino.
      kto to wie.A zreszta i tak umrzemy.Jak umrzemy to prawie mamy do wyboru !
      Prawie mamy wybor ! Caly narod staje do wyborow !! Nigdy nie
      wybieralem,uwazalem ,ze i tak nie mam wplywu na nic-a moze to tchorzostwo ?
      Uklony Don wyborca.
    • jutka1 Re: Wy snicie o zyciu a smierc wam pisana........ 12.11.03, 10:55
      Xurku, nigdy nie wiadomo co w kim siedzi, wiec nie ma sie co winic. mogl miec
      depresje i samobojstwo moglo sie wydawac jedyna metoda usmierzenia bolu
      istnienia. mogl przezyc zawod milosny. moglo mu pasc na mozg. mogl sie
      dowiedziec, ze zona go zdradzila. ad infinitum i da capo al fine.

      jeden z moich bliskich przyjaciol, NB lekarz, zabil sie pijac przez ponad dwa
      lata do litra wodki dziennie. z powodu ze dowiedzial sie o zdradzie zony,
      ktora to zdrada miala miejsce lata wczesniej, zanim zrobili pierwsze dziecko
      (zona wybrala jednak jego). wszyscy probowalismy mu pomoc, rozmawialismy,
      nawet byl na odwyku, nic nie pomoglo. chlopak mial 33 lata.

      napisz do zony. milczenie jest gorsze.
    • lalka_01 Re: Wy snicie o zyciu a smierc wam pisana........ 12.11.03, 11:05
      Xurkowa, nie jestesmy winni nieszczesc calego swiata. Samobojstwo to dla mnie
      gwaltowny objaw choroby - czasami trwajacej latami, czasami 5 minut. Za co sie
      wiec obwiniac?
      Tez bym napisala, ale najpierw krotko i oficjalnie. Potem, jak bol troche
      minie, cieply list z oferta pomocy (spotkania itp.) nie zaszkodzi. Trzymaj sie!
    • xurek im blizej wieczora, tym gorzej.......... 12.11.03, 17:22
      olewam robote i wszystko inne tez. Ide na samotnego drinka pomyslec.
      Czesc do jutra,
      Xurek
    • luiza-w-ogrodzie Xurku 13.11.03, 02:59
      To byl jego wybor i z jakiegos powodu trzymal go w tajemnicy do ostatniej
      chwili. Nie chcial zeby ktos o tym wiedzial, ani Ty ani inni jego znajomi.
      Skoro nie chcial zeby ktos mu pomogl, nie drecz sie teraz tym, ze nie
      wiedzialas, nie widzialas, nie pomoglas.

      Osobiscie uwazam, ze samobojstwo to ostatnie skurwysynstwo, jakie mozna zrobic
      swojej rodzinie i przyjaciolom. Moze taka byla intencja Twojego znajomego?

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
    • poloniaii Re: Nie wiem jak dla innych 13.11.03, 11:11
      wpis zostal usuniety przez admin2

      Lolo otrzymuje ostrzezenie nr 1, przynajmniej ode mnie, reszta adminow niech
      sie wypowie

      admin2
    • ertes Re: Wy snicie o zyciu a smierc wam pisana........ 13.11.03, 16:49
      Alez Ty masz mood swings.
      • xurek mood swings + Lolo 13.11.03, 17:10
        mnie to nie chce wejsc do glowy. Behemotowi tez nie. Ale jak by sie o tym nie
        gdybalo i nie rozstrzasalo, jest tylko gorzej i rownie niezrozumiale. I ma sie
        nieodparta chec o tym zapomniec, udawac, ze nic sie nie stalo, smiac sie. To
        jest od dowch dni zupelna paranoja, tym wieksza, ze tych paru z branzy, co go
        lepiej znalo, dzwoni albo nawet przylazi i siedzimy wtedy w czworke, piatke,
        cos gadamy, albo milczymy i wszystkim jest chyba tak samo, bo nagle ktos ni z
        gruszki ni z pietruszki opowiada cos smiesznego i wszyscy jak na komende sie
        ozywiaja i pierdoly zaczynaja pociskac, by za pare minut jak na komende sie
        wylaczyc i przestac smiac.
        Wiemy wszyscy, ze chcemy isc na pogrzeb. Wiemy wszyscy, ze aby sie dowiedziec,
        gdzie ow, albo bedziemy mieli szczescie, ze bedzie w gazecie, albo ktos musi
        zadzwonic do wdowy. Nie zadzwonil jak dotad nikt, nikt nie ma odwagi, tym
        bardziej nie ma, ze ona miala dosc i chciala go porzucic i wniosla niedawno o
        separacje i teraz........eh.........i dzieci.......oni sa tacy mali........
        Pocieszamy sie, ze pogrzeb przeciez nie moze byc juz jutro, wiec do jutra mamy
        czas, zeby zadzwonic, albo moze jutro bedzie w gazecie.......
        Tak bardzo bym chciala, zeby on nagle zadzwonil i sie okazalo, ze to wszystko
        to byl taki makabryczny zart. Behemot siedzi i sie zastanawia i dzwoni do
        wszystkich swoich znajomych, ktorzy wlasnie maja jakies klopoty i pyta, czy sie
        dobrze czuja, bo moze akurat i oni i moze jak teraz zadzwoni i.....dom
        wariatow. I niby przy tym jakos pracujemy.....i pisze na forum.......sama nie
        wiem.

        chyba brzmie juz jak TheEnd, ale mi to minie

        Lolo jest w tym watku co najmniej niesmaczny - ja nie admin, ale sie wypowiem.

        Xurek
    • jan.kran Re: Wy snicie o zyciu a smierc wam pisana........ 13.11.03, 17:43
      Xurku, przezylam to co Ty teraz na poczatku czerwca ino duzo, duzo gorzej. I od wczoraj sie bije z myslami czy napisac tu czy tam, czy wogole nie.
      Moze napisze troche. Moj Przyjaciel zginal w tragicznych okolicznosciach. I mozna bylo to przewidziec. Ale byl dzielny, inteligentny i nikogo nie prosil o pomoc.Moze nigdy sie nie dowiemy prawdy o Jego smierci. Ale zostawil troje dzieci ktorym chcialabym przekazac kim byl ich Ojciec. Nie moge sie zdobyc na kontakt z Jego zona, ktora czesciowo obwiniam za Jego smierc. I modle sie za Niego tak jak umiem i ciagle placze.
      Facit: czuje sie winna. Ty sie czujesz winna, jak ktos umrze, zwlasacza mlodo to wiele osob czuje sie winnych. Ale co zrobic, jak pomoc, jak uprzedzic fakty? Nie wiem.

      Kran
    • alaskanka3 ..ojej........ 14.11.03, 08:13

      Myslalam ze to jakis watek poetyczno-finezyjny i przeczytalam dopiero teraz, a
      tu -okazuje sie- zadna poezja ale dramat.

      Czesto ludzie o ktorych sadzi sie ze 'osiagnal wszystko, dusza kazdego
      towarzystwa i przystojniak' bardzo zle znosza niepowodzenia, zwlaszcza cos
      takiego jak odejscie zony to straszny szok. Moze pomyslal ze swiat mu sie konczy
      i bol jest nie do zniesienia ? Traktowanie tego jako egoizm jest
      nieporozumieniem, moim zdaniem, kazda proba samobojcza to glosne wolanie o pomoc.

      Gwaltowna smierc bliskiej osoby moze byc sama w sobie strasznym szokiem i
      powodem do kolejnej najprawdziwszej depresji. Tu w CA w takich wypadkach ludzie
      korzystaja z uslug rozmaitych psychoterapeutow, albo prywatnie albo zapewniaja
      to firmy. Np. znajomi pracujacy w duzej firmie mieli firmowa grupowa terapie po
      tym, kiedy ich bliski wspolpracownik, kolega z ktorym wspolnie pracowali, zginal
      rozerwany w garazu materialem wybuchowym (amatorsko dlubal przy tym).

      Mialam kiedys do czynienia z tutejszymi terapeutami w okolicznosciach mniej
      tragicznych i od tej pory jestem goraca ich zwolenniczka, bo pomogli mnie i
      kilku osobom rozwiazac problemy -zdawaloby sie- nie do rozwiazania.

      Xurku, jesli tylko psychoterapeuta jest w zasiegu waszych mozliwosci, bardzo
      polecam, takie straszne i gwaltowne wydarzenie spychane w podswiadomosc moze
      dlugoterminowo narobic w niej duzo szkody. Nierozmawianie o tym co sie stalo, i
      wprawianie sie w dobry humor opowiadaniem dowcipow to niezbyt dobry znak,
      powinien sie tym zajac jakis grief counselor.
      • basia553 Re: ..ojej........ 14.11.03, 09:46
        Goraco popieram Alaskanke. I ja jestem wielka zwolenniczka psychoterapii.
        Mnie to pomoglo w - wydawaloby sie - absolutnie beznadziejnej sytuacji.
        I mojej kolezance, ktöra miala dosc zycia - pomoglo to wygrzebac sie z
        absolutnego dolka psychicznego.
    • waldek.usa Re: Wypadek 14.11.03, 15:58
      Na niczym mi nie zalezy, odbierzcie mi wszystko, co mam...
      ...z wyjatkiem tych paru sekund, dzieki ktorym zrozumialem ze moje zycie jest
      JEDYNYM.
      Gdybym nie przezyl owych kilku sekund NIE byloby mnie.

      Dlatego tak bardzo sie ciesze ze moge lze uronic sluchajac tego:


      Ah, tutti contenti saremo cosi.

      Questo giorno di tormenti,

      di capricci, e di follia,

      in contenta e in allegria

      solo amor puo terminar.

      Sposi, amici, al ball, al gioco,

      alle mine date foco,

      ed al suon di lieta marcia

      corriam tutti a festeggiar.



      Those who take their own lives away don't CARE about those who care about them.
      • alaskanka3 Re: Wypadek 14.11.03, 19:55
        waldek.usa napisał:

        >
        > Those who take their own lives away don't CARE about those who care about them.


        ...those who express such opinions neither understand nor care about people
        suffering unbearable pain.

        IMHO.
        • waldek.usa Re: Wypadek 17.11.03, 23:04
          Szkoda ze nie przeczytalas z uwaga mojego postu:

          "Na niczym mi nie zalezy, odbierzcie mi wszystko, co mam...
          ...z wyjatkiem tych paru sekund, dzieki ktorym zrozumialem ze moje zycie jest
          JEDYNYM.
          Gdybym nie przezyl owych kilku sekund NIE byloby mnie.

          Dlatego tak bardzo sie ciesze ze moge lze uronic sluchajac tego:"



          Przeogromny bol...

          Czesto ludzie siegaja po samobojstwo, by tego bolu nie czuc.
          Aby poczuc ulge.
          Zgadzam sie.
          Tyle ze trzeba byc zywym, aby te ulge odczuc...


          Czasami tylko pare sekund potrzeba, tak jak w moim przypadku.
          Aby odczuc ulge, badz lze uronic.
          • alaskanka3 Re: Wypadek 18.11.03, 01:34
            waldek.usa napisał:

            > Szkoda ze nie przeczytalas z uwaga mojego postu:


            Przeczytalam z uwaga, ale w kontekscie w jakim go czytalam zrozumialam tak jak
            zrozumialam.
            Przepraszam.
            • waldek.usa Re: Wypadek 18.11.03, 18:33
              alaskanka3 napisała:

              > waldek.usa napisał:
              >
              > > Szkoda ze nie przeczytalas z uwaga mojego postu:
              >
              >
              > Przeczytalam z uwaga, ale w kontekscie w jakim go czytalam zrozumialam tak
              jak
              > zrozumialam.
              > Przepraszam.
              >
              >

              Tak myslalem, nie ma sprawy.
              • don2 Re: Wypadek 18.11.03, 19:24

                Xurku,naprawde nie chcialem cie urazic.Pisalem ogolnie.oczywiscie twoj post
                byl pretekstem.I jak zaznaczylem ludzie sa rozni.To jest moje "podejscie " do
                takich przypadkow. jezeli to Cie dotknelo ,to bardzo przepraszam.Don
                gruboskorny.
                • waldek.usa Re:Don, nie pod Xurkowem wpisales 18.11.03, 19:34

    • xurek dzisiaj pogrzeb 17.11.03, 11:31
      o czternastej. Mialysmy "szczescie", bo przyszlo oficjalne zawiadomienie i nikt
      nigdzie nie musial dzwonic. Zamowilysmy wieniec, teraz cwicze to jedno zdanie,
      ktore powiem zonie, strasznie sie boje, ze mi sie pomyli i zamiast "tiefstes
      Beileid" powiem "herzlichen Glückwunsch" albo inna glupote, bo jakos mi
      niemiecki z glowy ulecial chwilowo. Ostatnie godziny, kiedy nie wiem jak, nie
      slyszalam od zony czy mamy czy najlepszego przyjaciela dlaczego. Boje sie tam
      isc. Nie jestem w stanie juz pracowac - rano jakos szlo. W domu tez "pogrzeb",
      maz majacy powazny zgryz i nalezacy do tych, co to nigdy nie mowia, co ich
      boli, tylko mowia "boze, jaki bylbym szczesliwy bez Ciebie" - wybral
      nienajlepszy moment. A najlepszej przyjaciolce, ktora wlasnie rzucila prace i
      nie bedzie miala zadnych dochodow przez trzy miesiace i kupila sobie bilet do
      Brazyli, coby w tropikach pomyslec o przyszlosci ex "obrobil" konta tak, ze sa
      zablokowane, komornik siedzi na karku i nie wiadomo co dalej bedzie. A ja nie
      moge pomoc finansowo, bo ten "zgryz" meza i nasza wspolna "mania misjonarska"
      tez nas chwilowo rozlozyla na lopatki.
      Nie spalam cala noc. Jakos wszstko mi zobojetnialo, ale mam takie "kamienie w
      zoladku", ze ciezko oddychac. Czytalam cala noc kryminal. Pierwszy kryminal od
      czasu, kiedy przestalam byc nastolatka. Teraz problemy w kryminale wydaja mi
      sie wazniejsze i realniejsze niz otaczajace mnie zycie. Az mnie ciagnie, zeby
      wyjac kryminal z torby, zamknac sie z nim w toalecie i udawac, ze mnie nie ma.
      Wam tez przyjemnego dnia zycze,
      Xurek
      • basia553 Re: dzisiaj pogrzeb 17.11.03, 12:12
        Xurku, jakkolwiek bys sie nie czula - pozostawiona zona czuje sie znacznie
        gorzej i to niezaleznie od tego, jak sie ukladalo na koncu. A moze wlasnie
        dlatego, ze nie ukladalo sie dobrze. Moze to Cie pocieszy? Chyba nie chcialabys
        byc w jej skörze?
      • alaskanka3 Re: dzisiaj pogrzeb 17.11.03, 12:53

        Xurku, jestes w strasznie stresowym polozeniu, to moze sie odbic na twoim
        zdrowiu, wiem cos o tym.

        Moze doraznie pomoglby ci jakis uspokajacy medykament ? moze byc nawet zwykla
        waleriana, ale pewnie potrzebujesz cos silniejszego. Najgorsze ze czlowiek w
        takim stanie nie jest w stanie ocenic tego stresu, i najczesciej czuje sie
        zupelnie sparalizowany, szkoda ze na dodatek maz i przyjaciolka nie tylko nie
        moga pomoc ale dokladaja swoje cegielki, horror zupelny !

        Ten kryminal jako wazniejszy i realniejszy od zycia to wlasnie samoobrona
        organizmu przed stresem, tyle ze to obosieczny miecz, bo wyrabia odruch zwany
        dysocjacja. Przedluzony stres bez pomocy z zewnatrz moze doprowadzic do
        nawykowej dysocjacji.

        Bardzo ci wspolczuje tego splotu zdarzen, bylam kilka razy w podobnie duzym
        stresie i wyjscie z tego zajelo mi w skrajnym przypadku kilka lat (z powodu
        zupelnej nieswiadomosci tego co wlasciwie sie dzieje), teraz mniej wiecej wiem
        jak sie przed tym bronic .

        Bardzo polecam jakis medykament uspokajajacy przed pogrzebem, najlepiej od razu.
        A dlugoterminowo kilka konsultacji z terapeuta, o ile wiem ubezpieczenie w CH
        pokrywa to.
        • basia553 Re: dzisiaj pogrzeb 17.11.03, 13:00
          BALDRIAN - roslinny, bez skutköw ubocznych.
          • don2 Re: dzisiaj pogrzeb 17.11.03, 14:42

            Czytam i zaczynam czuc sie dziwnie,bardzo dziwnie.Nie chce obrazac w gruncie
            rzeczy nieznanycj mi a lubianych kudzi.Prosze nie brac tego personalnie.To sa
            moje rozmyslania.Czlowieka prostego ,prymitywnego i zyjacego juz dos dlugo.
            wyobrazam sobie ,ze posiadam jakies uczucia ,odruchy i sumienie.Moglbym tu
            przytoczyc kilka wspanialych fraz w kilku jezykach by udowodnic jaki madry
            jestem.ale mam to gdzies,jak wiekszosc wie.Nie moge powstrzymac sie od jakiegos
            uczucia czytajac posty o jakims tam nieznanym samobojcy.ja rozumie ,ze sa
            ludzie o tak glebokim zyciu duchowym,tak uczuleni na ludzkie nieszczescia i
            krzywdy,ze cierpia nie mniej od bliskich samobojcy,zmarlego,zabitego itp.
            osobiscie moge odczuwac zal i wspolczucie .I to wszystko jezeli znalem
            czlowieka osobiscie jakis czas i byl w moich oczach ok.jak byl dla mnie
            niesympatyczny itp.kwituje to wzruszeniem ramion,lub wewnatrz siebie mowie:no i
            dobrze jednego s...syna mniej.Nie moge sobie wyobrazic ,bym przezywal jakies
            depresje i inne doly psychiczne oraz tp. historie.gruboskurny jakis jestem.
            Bliscy mi ludzie,rodzina to inna sprawa. Obcy pozostaje obcym.Tragedia jest
            tym co przynalezy do naszego zycia.jak bym mial przezywac tak gleboko kazda
            smierc ludzi mi znanych ,to bym sie sam dawno usmiercil. I nie zawsze ta
            smierc jest az tak straszna tragedia dla bliskich tej obcej nam osoby.Czasami
            to wyzwolenie,najlepsze wyjscie z sytuacji.nie wiemy prawie nigdy prawdziwego
            podloza.sa granice wszystkiego i kazdy ma swoje problemy itp.jeszcze obce
            problemy tez maja obciazac nas? Zajmijmy sie swoimi problemami-co nie musi byc
            rowne egoizmowi !!! chociaz czasami trzeba byc troche egoista i jest sie nim
            czesto nawet podswiadomie. I zawsze trzeba zachowac umiar nawet we wspolczuciu.
            nawet mi do glowy by nie przyszlo ,lykac jakies srodki uspakajajace i cierpiec
            z powodu o jakim pisze.troche jest takie cierpienie teatralne i psycholog by
            znalazl w tym i inne komponenty.Nie jestem psychologiem ani psycholem.Ale jak
            zauwazylem,sa rozni ludzie i jak im malo swoich cierpien to widocznie musza
            cierpiec gdy tylko jest okazja ku temu.Sa ludzie ,ktorzy namietnie chadzaja na
            wszelkie pogrzeby i nawet placza wnieboglosy nad losem nieznanej osoby.Niech im
            Bozia wynagrodzi i za to. To byl troche inny ,byc moze niepotrzebny glos na
            watku.A jak ktos uwaza ,ze jestem kawal chama i prymitywa to nie musi przyjsc
            na moj pogrzeb ,ani cierpiec z powodu mojego zejscia z tego swiata pelnego
            codow. D.
            • jan.kran Re: dzisiaj pogrzeb 17.11.03, 15:06
              Mi tam obcy samobojca jest obojetny sila rzeczy , bo nieznany. Natomiast nie jest mi obojetny Xurek , ktoremu nie moge wiecej powiedziec ino coby sie trzymal i ze o nim myslimy.
              Srodki ziolowe , zwlaszcza z HERBAPOL polecam z doswiadczenia. Sciskam Cie Xurku. Kran.
            • alaskanka3 pomieszanie z poplataniem 17.11.03, 20:34

              'Prosze nie brac personalnie' moich rozmyslan o cudzej jaknajpersonalniejszej
              sytuacji wlasnej.

              'Nie moge sie powstrzymac od jakiegos uczucia' ale uwazam ze ktos powinien sie
              powstrzymac od swojego.

              'Bliscy mi ludzie,rodzina to inna sprawa. Obcy pozostaje obcym.' Nie wiem
              dokladnie jak bardzo zmarly byl bliski Xurkowi ale uwazam ze 'obcy pozostaje obcym'.

              "Psycholog by znalazl w tym i inne komponenty. Nie jestem psychologiem" ale tak
              mysle.


              Z jednym sie zgadzam: "czasami trzeba byc troche egoista".
              • don2 Re: pomieszanie z poplataniem 17.11.03, 21:51
                Ciesze sie,ze tak madra i zyciowo doswiadczona osoba zainteresowala sie
                tak mizernie i nieudolnie napisanym postem.Bez spacji bez setek madrych
                angielskich slowek. nie bylo to konieczne.oczywiscie kudy takiemu jak ja rownac
                sie z tak przejrzyscie i z talentem napisanymi postami,wpisami czy tez
                postingami,twojej produkcji. wyciagajac z kontekstu zdania ( co za slowo ) moge
                dokazac roznych sztuczek.kichajac na to co ty napisalas.chcialbym bys w
                przyszlosci i ty podobnie postepowala z moimi tekstami.jak moglas wyczytac z
                tekstu ,przyznalem ,ze nie mam nic wspolnego z intelektem .Mimo to nie moge sie
                powstrzymac,by na moj chlopski i prymitywny sposob zaproponowac tobie to co
                proponujesz Xurkowi. Wizyte u takiego z kanapka i tez dluzsze
                sesje.Amerykanskie metody sa napewno wspaniale,nie znam sie na tym. A srodki
                farmakologiczne tez by pewnie nie zaszkodzily. Czy ubezpieczenie za to zwraca
                nie mam pojecia.Ale taka osoba jak ty napewno ma mozliwosci ku temu ,dzieki
                swoim umiejetnoscia i z niebotycznym wrecz poziomem inteligencji.Nie jestem
                pewien czy zrozumialas o czym piesze ,gdyz napisane jest bez angielskich zwrotow
                i cytatow.I nawet jak to jest pomieszanie z poplataniem,to nic tam zlego przeciw
                nikomu nie ma.Jak pozyjesz dluzej to sama dojdziesz do tego,co wartop a co nie.
                • alaskanka3 Re: pomieszanie z poplataniem 18.11.03, 01:40

                  Donie, nie uwazam sie ani za madra, ani za specjalnie doswiadczona, ot staram
                  sie uzywac mozgu danego przez Bozie. Uwazam ze posting twoj nie byl na miejscu
                  jesli mial byc na temat tego co sie zdarzylo w zyciu Xurka. Byc moze jej posting
                  to dla ciebie tylko okazja do zabicia czasu, ot taki tekst na ktorym zaczepia
                  sie oko i pobudza do zycia kilka komorek w mozgu, ale dla niej to cos na tyle
                  strasznego, ze zdecydowala sie o tym napisac.

                  Na reszte komentarzy na moj temat nie odpowiem, bo i po co ?
                  • akawill Re: pomieszanie z poplataniem 18.11.03, 03:09
                    A mi się bardzo spodobało to co napisał Don. Nie wiem na ile dokładnie
                    przeczytałaś jego post, bo Don sobie zdaje z wielu rzeczy sprawę. Ja to widzę
                    tak, że Don wychodzi poza to co wypada, albo też nie boi się tego czego nie
                    wypada. Sam mam w tych sprawach dosyć podobnie, no może z wyjątkiem
                    określenia, że OK, jakiegoś s...syna brak. Odejście kogoś nigdy mi nie jest
                    miłe, ale w wielu przypadkach jest mi jednak obojętne. Nie wiem czy jest to
                    męskie podejście do spraw, jakaś taka logika, zgoda i wiedza jak się sprawy
                    mają. Może też sprawa osobowości. W tych innych przypadkach jest inaczej,
                    ale wtedy nie trzeba wiedzieć co i jak, bo się samo coś rozrywa w środku.
                    • alaskanka3 Re: pomieszanie z poplataniem 18.11.03, 03:52
                      akawill napisał:

                      > A mi się bardzo spodobało to co napisał Don. Nie wiem na ile dokładnie
                      > przeczytałaś jego post, bo Don sobie zdaje z wielu rzeczy sprawę. Ja to widzę
                      > tak, że Don wychodzi poza to co wypada, albo też nie boi się tego czego nie
                      > wypada.


                      jejku, przeciez w calej sprawie nie chodzi o to gdzie Don wchodzi albo wychodzi,
                      tylko o Xurka: jak ja to dotknelo i jeszcze na dodatek dobilo w domu. Ona pisze
                      ze nie spala cala noc, nie moze pracowac, czuje "kamienie w zoladku" jednym
                      slowem opisuje stan osoby w stresie, na co Don wyklada swoje
                      'bezosobowo-osobowe' poglady na temat nieprzejmowania sie obcymi samobojstwami,
                      dokladajac komentarze na temat tych ktorzy "maja za malo wlasnych klopotow i
                      przejmuja sie cudzymi".

                      To kwestia szerokosci horyzontu w jakim czlowiek widzi: swoj czubek nosa, czy
                      moze troche dalej.
                      • ertes Re: pomieszanie z poplataniem 18.11.03, 04:15
                        > To kwestia szerokosci horyzontu w jakim czlowiek widzi: swoj czubek nosa, czy
                        > moze troche dalej.

                        Czasami nawet z sensem napiszesz. Teraz proponuje zastanowic sie dluzej nad tym
                        co napisalas. A jako lekture obowiazkowa proponuje przeczytac post Dona z 10 razy.
                        Oczywiscie chodzi o ten w ktorym napisal do ciebie. Jak 10 razy nie wystarczy to
                        nastepne 10.
            • xurek Teatralne cierpienie 18.11.03, 17:04
              Chyba zaczne wierzyc w jakies moce nadprzyrodzone i przypomnienia boze w
              formach i czasach nieoczekiwanych.

              Rozwazanie cierpienia i teatralnosci zabralo mi caly wczorajszy dzien i pol
              nocy.

              Chetnie opisalabym wam moje dywagacje jak rowniez ich podloze, czyli ow pogrzeb
              i stype, ale czytajac co napisal Don i co brzmi bardzo podobnie do zdania
              wiekszosci bioracej wczoraj udzial na temat cierpienia i form jego okazywania
              zrezygnuje z tego zamiaru.

              Ze zdziwieniem, ktore nazwalabym raczej szokiem, gdybym nie bala sie uzycia
              tego slowa z obawy przed posadzeniem mnie o teatralnosc stwierdzilam wczoraj ze:
              a) cierpienie podlega takiemu samemu kodeksowi moralnemu jak wszystko
              inne: dozwolona doza cierpienia jest scisle okreslona faktorami bliskosci,
              plci, wieku, miejsca, pory dnia i roku, srodka komunikacji do przekazania owego
              itd.
              b) forma okazywania cierpienia podlega jeszcze wiekszym restrykcja niz
              samo “uprawnienie” do odczuwania takowegoz i
              c) biada temu, ktory sie wychyli, obojetnie w ktora strone

              Tak wiec reasumujac, cierpienie nie jest czyms co nadawalobysie na watek
              forumowy.

              Za dobre rady “uspokajajace” dziekuje, rozumiem, ze wielu pomagaja – ja nie
              lubie i nie uzywam, bo mam jakis taki pociag do przezywania rzeczy jak leca –
              nieprzespana noc nie jest powodem do zmuszania organizmu, ktory spac nie chce,
              do tego, by to robil.
              Kazdy ma swoja metode dochodzenia do ladu z uczuciami – jedni przez odrzucenie
              uczuc a priori jako czegos bee i fuj, inni przez zamglenie owych przeroznymi
              srodkami, ja przez rozmawianie i pisanie do upadlego, do momentu, kiedy uczucie
              i ja tak sie ze soba spoufala i dotra, ze sa sobie bliskie i moga zyc w
              harmonii. Zazwyczaj rozmawiam z bliskimi i pisze sama do siebie, tym razem
              wyprobowalam “dwie drogi alternatywne” piszac co czuje na forum i mowiac co
              czuje na stypie. Obydwie okazaly sie byc baaaaardzo alternatywne, nad tym, czy
              moja pierwsza ocena, iz byly zupelnym fiaskiem, jeszcze sie zastanowie.

              Xurek, ktory wlasnie wrocil z meetingu na ktorym funkcjonowal calkiem
              normalnie, mimo bardzo malej ilosci snu i duuuuzej dozy teatralnego
              cierpienia :))

              Aha, prosze oczywiscie nie brac tego personalnie (bardzo mnie zdanie owo
              rozbawilo, dla mnie jest kompletnym bezsensem, bo po co mialabym komukolwiek
              cokolwiek zakomunikowac, proszac rownoczesnie, by nie wzial
              tego “personalnie” ? To po co ma to w ogole czytac?

              Xurek
              • jan.kran Re: Teatralne cierpienie + dobre rady :-))) 18.11.03, 17:12
                Xurku :-)) Takie jest zycie forumowe. Ja niestety mam nalog a to tego brak
                mozgu. Juz wiele razy napisalam rzeczy bardzo , osobiste i zostalam
                sprowadzona do parteru. Ale pisze nadal , bo wiekszosc dyskusji ktore sie
                pojawiaja tu sa wartosciowe.
                A poza tym jak nie jestes pewna czy o czym napiszesz zostanie wlasciwie
                zrozumiane to zawsze jest pare tematow dyzurnych co dobbrze dzialaja. Moge Ci
                podsunac :-PPPP
                I pisz dalej, bo zawsze masz choc jednego wiernego czytelnika. Hydraulik vel
                Lizus :-))))
              • alaskanka3 Re: Teatralne cierpienie 18.11.03, 20:11
                xurek napisała:

                > Chyba zaczne wierzyc w jakies moce nadprzyrodzone i przypomnienia boze w
                > formach i czasach nieoczekiwanych.
                >

                Xurku, czy masz na mysli posting o snie, zyciu, i smierci, ktory przeczytalas na
                Primie ?
              • alaskanka3 Rozwazanie cierpienia i teatralnosci 19.11.03, 02:12
                xurek napisała:

                > Chetnie opisalabym wam moje dywagacje jak rowniez ich podloze, czyli ow pogrzeb
                > i stype, ale czytajac co napisal Don i co brzmi bardzo podobnie do zdania
                > wiekszosci bioracej wczoraj udzial na temat cierpienia i form jego okazywania
                > zrezygnuje z tego zamiaru.
                >
                > Zazwyczaj rozmawiam z bliskimi i pisze sama do siebie, tym razem
                > wyprobowalam “dwie drogi alternatywne” piszac co czuje na forum i mowiac co
                > czuje na stypie. Obydwie okazaly sie byc baaaaardzo alternatywne, nad tym, czy
                > moja pierwsza ocena, iz byly zupelnym fiaskiem, jeszcze sie zastanowie.
                >


                Nie wiem jak na stypie, bo byli to w koncu ludzie ktorych pewnie spotykasz w
                real life, ale Forum to IMHO nie bylo fiasko.

                To w miare bezpieczny sposob rozpraszania gwaltownych uczuc negatywnych typu
                "teatralne cierpienie" przy czym:

                1. czytaja i reaguja tylko ci ktorzy maja na to ochote
                2. z takich reakcji mozna sie sporo dowiedziec o tym jak i dlaczego ludzie w
                real life reaguja tak jak reaguja (uprzejmie prosze nie brac tego personalnie
                przez tych ktorzy reagowali, hihi).

                W kazdym razie ja popieram.
    • xurek do Dona 19.11.03, 12:12
      Dotknieta........hmm........na pewno nie tak, by bylo za co przepraszac.
      Posiadanie wlasnego zdania to rzecz latwa, nawet jezeli jest ono bardzo
      kontrowersyjne. Wypowiedzenie wlasnego zdania, szczegolnie w tym drugim
      wypadku, to rzecz trudna i coraz trudniejsza, im mniej sie ja cwiczy, wiec w
      zasadzie zawsze wartosciowa. Wypowiedzenie go tak, iz forma nie jest obrazliwa,
      jest rzecza bardzo trudna i zawsze wartosciowa. Tak wlasnie zrobiles i
      postepowanie takie, przynajmniej moim zdaniem, nie wymaga zadnych przeprosin.

      To wszystko nie zmienia oczywiscie w niczym faktu, ze samo Twoje podejscie w
      sobie mnie „dotyka“. Tyle tylko, ze ja rowniez, decydujac sie na zalozenie tego
      watku, musialam sie liczyc z wszelkiego rodzaju reakcjami. Jezeli wazniejszym
      dla mnie bylo, by w tym momencie wszyscy bez wyjatku glaskali mnie po glowie,
      to powinnam byla ograniczyc sie do tych osob / srodkow przekazu, co do ktorych
      mam calkowita pewnosc, iz tak wlasnie zrobia.
      Postapilam inaczej, nie zastanawiajac sie wystarczajaco nad mozliwymi
      konsekwencjami mojego postepowania. W pierwszym momencie bardzo pozalowalam tej
      mojej lekkomyslnosci (odnosze to znacznie bardziej do owego pogrzebu /stypy niz
      tego watku), po jednym dniu nie jestem juz taka pewna, ze byl to blad. Sama nie
      wiem, co bede o tym sadzic za tydzien. Jedno z pewnoscia sie w mojej ocenie nie
      zmieni – moim wlasnym zachowaniem bardzo utrudnilam sobie zycie w ciagu tych
      paru godzin rownoczesnie ratujac sie od pozniejszego „zniesmaczenia sama soba“,
      ktore pojawiloby sie chyba napewno, gdybym postapila inaczej, czyli tak jak
      wiekszosc.

      Xurek
    • xurek do Alaskanki 19.11.03, 12:13
      „Nie wiem jak na stypie, bo byli to w koncu ludzie ktorych pewnie spotykasz w
      real life“

      Spotykam, i to nawet dosyc czesto. Na tej stypie nauczylam sie czegos, co niby
      wiedzialam, ale tak naprawde to jednak nie. Nauczylam sie, ze ja i owszem ich
      spotykam, ale wcale nie znam. Oni tez mnie spotykaja, i tez nie znaja. Nawet
      Behemot i ja zupelnie nie znalysmy sie „od tej strony“. W pewien sposob
      dostarczylo mi to kawalka wyjasnienia, jak to mozliwe, ze ktos taki jak Richi
      mogl tak postapic – Richi po prostu nie byl kims takim, jak sie mnie i innym
      wydawalo.

      „To w miare bezpieczny sposob rozpraszania gwaltownych uczuc negatywnych typu
      "teatralne cierpienie"”

      Sposoby dotad stosowane sa bezpieczniejsze :). Rozmowa z bliskimi, ktorzy od
      razu widza moja reakcje na to co mowia i znaja mnie na tyle dobrze, by
      wiedziec, kiedy przestac no i naleza do tych, z ktorymi mozna “wciaz o tym
      samym do upadlego”. Napisanie co sie mysli dzisiaj. Przeczytanie tego jutro i
      napisanie, co sie mysli na temat pomyslanego wczoraj i na temat tematu dzisiaj.
      Przeczytanie tego pojutrze itd az do momentu, kiedy przestanie to ruszac,
      wzruszac i poruszac i zrobi sie nudne i codzienne. Wtedy problem przestaje byc
      problemem a staje sie jeszcze jednym wydarzeniem w zyciu.

      “z takich reakcji mozna sie sporo dowiedziec o tym jak i dlaczego ludzie w
      real life reaguja tak jak reaguja “

      Tutaj sie zgadzam, ale niestety, post Dona przeczytalam po tym, jak juz sie
      przekonalam na wlasnej skorze JAK ludzie w realu reaguja i w bardzo
      nieprzyjemny dla wszystkich sposob dowiedzialam DLACZEGO, czyli kolejnosc byla
      niewlasciwa :)

      Xurek
      • alaskanka3 .....jest tak jak sie nam wydaje..... 20.11.03, 02:36
        xurek napisała:


        > Spotykam, i to nawet dosyc czesto. Na tej stypie nauczylam sie czegos, co niby
        > wiedzialam, ale tak naprawde to jednak nie. Nauczylam sie, ze ja i owszem ich
        > spotykam, ale wcale nie znam. Oni tez mnie spotykaja, i tez nie znaja. Nawet
        > Behemot i ja zupelnie nie znalysmy sie „od tej strony“. W pewien sposob
        > dostarczylo mi to kawalka wyjasnienia, jak to mozliwe, ze ktos taki jak Richi
        > mogl tak postapic – Richi po prostu nie byl kims takim, jak sie mnie i innym
        > wydawalo.
        >


        Bardzo trudno poznac wszystkie strony kogos kogo widzi sie tylko w okreslonych
        sytuacjach (np. tylko w pracy, albo tylko w lozku :-)). Nawet ludzie ktorym sie
        wydaje ze znaja sie nawzajem dobrze przez xx lat potrafia sie (nie)przyjemnie
        zaskoczyc.


        > „To w miare bezpieczny sposob rozpraszania gwaltownych uczuc negatywnych
        > typu "teatralne cierpienie"”
        >
        > Sposoby dotad stosowane sa bezpieczniejsze :). Rozmowa z bliskimi, ktorzy od
        > razu widza moja reakcje na to co mowia i znaja mnie na tyle dobrze, by
        > wiedziec, kiedy przestac no i naleza do tych, z ktorymi mozna “wciaz o tym
        > samym do upadlego”. Napisanie co sie mysli dzisiaj. Przeczytanie tego jutro i
        > napisanie, co sie mysli na temat pomyslanego wczoraj i na temat tematu dzisiaj.
        > Przeczytanie tego pojutrze itd az do momentu, kiedy przestanie to ruszac,
        > wzruszac i poruszac i zrobi sie nudne i codzienne. Wtedy problem przestaje byc
        > problemem a staje sie jeszcze jednym wydarzeniem w zyciu.
        >

        Owszem, to tez metoda, jak dla mnie troche czaso- i pracochlonna, ale gusta sa
        rozne. Co prawda w ten sposob mozna sie zapetlic (co byc moze przydarzylo sie
        Richiemu) albo doprowadzic bliskic,h zmuszonych do wysluchiwania wszelkich
        przypadlosci, do obledu albo osiwienia, ale znow - gusta sa rozne.


        A poza tym to ja uwazam ze swiat dziala wg zasady "jest tak jak sie nam/wam/im
        wydaje".
        [np. Swiatle wydaje sie ze Alaskanka i Ertes to jedno, ciekawe jakie beda tego
        skutka.]
        • alaskanka3 ...uprzejmie zapytowuje powtornie..... 20.11.03, 02:38

          bo nie uzyskalam odpowiedzi, a niezmiernie mnie to frapuje:

          Czy ten cytat:
          > Chyba zaczne wierzyc w jakies moce nadprzyrodzone i przypomnienia boze w
          > formach i czasach nieoczekiwanych.
          >

          dotyczy postingu o snie, zyciu, i smierci, ktory przeczytalas na Primie ?
          • xurek do Alaskanki 24.11.03, 11:30
            Wiec jak sie dowiedzialam o owym samobojstwie i juz nie chcialam / moglam o tym
            myslec, wlazlam na Pirma i otwarlam watek (bodajze z wierszykami), o ktorym
            wiedzialam na mur beton, ze jest "lekki i zabawny", bo chcialam sie rozerwac /
            oderwac. Pierwsze co przeczytalam, to te "dywagacje o smierci". Czyz nie dziwny
            zbieg okolicznosci?
            Po pogrzebie i zwiazanym z tym szoku chcialam na tym watku opisac, jak ludzie
            sie zachowywali, co mowili, podzielic sie moim zdziwieniem / oburzeniem na ten
            temat wychodzac z zalozenia, ze zachowywali sie "wyjatkowo". Zanim zabralam sie
            do pisania, przeczytalam nowe wpisy na watku i miedzy innymi ten Dona, ktory
            dokladnie oddawal zachowania i sposob myslenia wiekszosci "pogrzebowiczow",
            ktory tak mnie zdziwil. Czyz to nie dziwny zbieg okolicznosci?

            Czy to odpowiada na Twoje pytanie?

            Xurek
            • basia553 Re: do Alaskanki 24.11.03, 11:37
              Najdziwniejsze zachowania na pogrzebie sa chyba codziennoscia - jesli tak to
              mozna nazwac. Czasami jest tez ratunkiem. Pamietam z wczesnej mlodosci pogrzeb
              dosc bliskiej mi osoby i möj okropny smutek. Ale tylko do momentu, gdy möj maly
              braciszek zblizyl sie niebezpiecznie do grobu i sobie pomyslalam "Bonk zaraz
              sie do grobu rypnie". I juz nie moglam sie smucic.
              Jest swietny wiersz Szymborskiej na ten temat. Znasz go? jesli nie, chetnie
              w domu przepisze.
            • akawill Re: do Alaskanki 24.11.03, 15:31
              xurek napisała:

              > Po pogrzebie i zwiazanym z tym szoku chcialam na tym watku opisac, jak ludzie
              > sie zachowywali, co mowili, podzielic sie moim zdziwieniem / oburzeniem na
              ten
              > temat wychodzac z zalozenia, ze zachowywali sie "wyjatkowo". Zanim zabralam
              sie
              >
              > do pisania, przeczytalam nowe wpisy na watku i miedzy innymi ten Dona, ktory
              > dokladnie oddawal zachowania i sposob myslenia wiekszosci "pogrzebowiczow",
              > ktory tak mnie zdziwil. Czyz to nie dziwny zbieg okolicznosci?

              > Xurek


              Czy dobrze zrozumiałem: obecni na pogrzebie zachowywali się okazując brak
              szacunku i obojętność? Rozumiem, że można mieć dystans do śmierci kogoś, ale
              jak już się idzie na pogrzeb to chyba w określonym celu. Więc to jednak
              niezupełnie to o czy pisał don. Ale może nie rozumiem.
              • xurek do Akawilla 24.11.03, 16:07
                Na pogrzebie bylo ok 200 osob. Z tego gora 20 rodzina, reszta znajomi blizsi
                lub dalsi z pracy.

                Nie bede sie tutaj rozpisywac – podam tylko „highlights“:

                Wiec jak juz sie wszystko skonczylo i stalismy przed kaplica zauwazylam, ze
                jego zona stoi samotna jak palec i nikt nie podchodzi z kondolencjami.
                Odczekalam moment, bo wydawalo mi sie, iz bardziej jej bliscy niz ja powinni
                podejsc przede mna, w koncu jednak zauwazylam, ze ludzie zaczynaja sie
                rozchodzic wiec powiedzialam do grupki, w ktorej stalam, ze ide.
                Spojrzeli na mnie jak na mieszaninie kosmity z bohaterem rangi swiatowej poczym
                jeden wydukal „Xurek, willst Du DIR das wirklich antun?!!!! Man, hast DU
                Nerven!!!“. To ciezko przetlumaczyc, ale sens jest mniej wiecej taki: „Xurek,
                chcesz to naprawde wizac na siebie albo przezyc ten koszmar, boze, ale ty masz
                nerwy“.
                W pozniejszej rozmowie wytlumaczono mi, iz nikt nie mial ochoty stanac oko w
                oko z ta nieprzyjemna sytuacja, w ktorej nigdy sie nie wie, co powiedziec.
                Moj „czyn“ uznany zostal za rownie niezwykly co „bohaterski“
                co „niepotrzebny“.......

                Po pogrzebie poszlismy do knajpy – ledwo zasiedlismy, juz rozmowy o biznesie,
                tak jakby nikt nie umarl. Potem pytanie „Xurek, cos ty tak zamilkla?“ i moja
                odpowiedz, ze zamilklam, bo przebieg mnie zatkal. No i szereg wyjasnien „dobrzy
                doswiadczeni tatusiowie do Xurka“, ze nie ma co na temat gadac, bo jeszcze sie
                czlowiekowi glos zalamie, albo w depresje potem wpadnie, co sie stalo, to sie
                nie odstanie, wiec lepiej zajmijmy sie czyms weselszym – w koncu zebralismy sie
                tutaj po to, by sobie humory poprawic“. A juz najdziwniejsze byly pytania dwoch
                dobrych znajomych, ktore mnie zapytaly, czy sie nie obawiam plot po tym, jak
                sie rozplakalam trzymajac w ramionach szlochajaca zone (ktora po moich
                kondolencjach zupelnie sie rozlozyla, bo sie pewnie nie spodziewala). Z
                rozdziawiona geba zapytalam, jakich to plot mam sie obawiac. Odpowiedz „no
                skoro placzesz na pogrzebie „obcego“ faceta, to by z tego wynikalo, ze nie byl
                taki obcy, czyli ze ty i on mieliscie ze soba afere milosna...“.
                A Behemot zaraz zabral sie za prostowanie, wyjasnianie i swiadkowanie, ze
                zadnej afery nie bylo, ze zawsze spotykalismy sie przynajmniej we trojke, ze
                zmarly i moj maz to tez dobrzy kumple, ze Xurek szczesliwie zamezny itd itp. A
                mnie sie zaczelo wydawac, ze to ja siedze otoczona przez zgraje kosmitow, z
                ktorych nagle opadly te ludzkie powloki, pod ktorymi dotad ich znalam. Tenor
                postu Dona wydaje mi sie podobny do zachowan tych ludzi, ale moze sie myle albo
                zle odbieram.

                Xurek
                • akawill Re: do xurka 24.11.03, 16:23
                  No kosmici. Ton ich zachowania wydaje mi sie diametralnie inny od postu dona.
                  Tamtym chodziło o pozory, donowi o szczerość. Ale co ja będę za dona gadał.
                  Poza tym wydaje mi się tak na marginesie, że zachowanie "pogrzebowiczów" było
                  bardziej obraźliwe niż dona (jeżeli to drugie w ogóle było), może właśnie
                  dlatego, że poszli na pogrzeb.
                  • xurek do Akawilla 24.11.03, 16:31
                    ich zachowanie tez bylo (przynajmniej w ich przekonaniu) szczere. Oni szczerze
                    nie chcieli isc na ten pogrzeb i szczerze przez "kanony moralne" czuli sie do
                    tego zmuszeni i szczerze mi wyjasnili, co mysla o swoim i moim zachowaniu.
                    Mottem ich zycia rzadzi cos na ksztalt "staramy sie nie miec uczuc i unikac ich
                    jak ognia, bo sa niewygodnie". To motto przejawia sie (w moim rozumieniu)
                    rowniez u Dona. Poza tym, co juz wyzej napisalam, nie uwazam postu Dona za
                    obrazliwy w jakikolwiek sposob - jest szczerym wyrazem jego mysli na temat nie
                    opatrzonym zadnym obrazliwym sformulowaniem, wiec zupelnie OK i na miejscu.
                    Nie wiem tez, czy uwazam zachowanie pogrzebowiczow za obrazliwe - ono bylo dla
                    mnie straszne, szokujace i zupelnie obce, ale calej wielkiej grupie Szwajcarow
                    wydawalo sie "normalne", wiec moze naprawde zyjemy w roznych kosmosach, ktore
                    tylko na pozor wydaja sie byc podobne...

                    Zachowanie synow zmarlego scielo mnie do tego stopnia, ze do dzisiaj susze
                    Behemotowi glowe, ze cos z tym trzeba zrobic i do zony zadzwonic i o psychologa
                    sie postarac i jestem totalnie wkurzona na siebie swoim tchorzostwem
                    polegajacym na tym, ze po owym pogrzebie nie mam odwagi bez "przytakniecia
                    rodowitej Szwajcarki" zrobic czegos, co moim zdaniem jest absolutnie koniecznie
                    i porzyteczne, bo obawiam sie nieprzewidywalnej dla mnie reakcj...

                    Xurek
                    • akawill Re: do xurka 24.11.03, 16:46
                      Masz rację z tą ich szczerością a przede wszystkim z innością tego kosmosu,
                      której ja zresztą jestem doskonale świadom. Ale widzi mi się, że w tamtym
                      kosmosie zatracają się podstawowe znaczenia np. szacunek. Ja to widzę jak
                      prosty drwal: jak się szanuje to się idzie na pogrzeb, jak nie to się nie
                      idzie. A jak się idzie, bo wypada, to przynajmniej się nie okazuje braku
                      szacunku.
                      • xurek Re: do Akawilla - kosmosy 24.11.03, 16:57
                        w pewnym momencie ktos zajal sie "rzeczowa analiza zachowan Xurka" i
                        rzekl, "tak, nie zapominajcie, ze Xurek nie przezyla tutaj swojego zycia, tylko
                        ze uksztaltowala sie w Polsce, ktora pod wzgledem rozwoju emocjonalnego jest o
                        dobre 50 lat do tylu". W tym momencie, zanim jeszcze te slowa przebrzmialy,
                        wielu spojrzalo na siebie tak, ze wiedzialam, jakie bedzie to nastepne zdanie,
                        ktore zaraz padlo "pytanie, czy do tylu, czy do przodu".... Mowiacy nie dal sie
                        zbic z tropu, nie zastanowil sie ani przez chwile dodajac swobodnie, tonem
                        wycwiczonym na niezliczonych referatach dla szerokiej publicznosci "mialem na
                        mysli rozwoj chronologiczny oczywisicie a nie jego wartosciowanie". Koniec,
                        haczyk, temat zalatwiony, nastepny punkt z agendy prosze. Opanowanie do granic
                        niemozliwosci, twarze wycwiczone tak, ze zaden miesien sie nieswiadomie nie
                        poruszy, usmiechy na zawolanie o kazdej porze dnia i roku. To nie sa top-agenci
                        CIA - to sa managerowie ze Szwajcarii - ludzie majacy zony, dzieci, przyjaciol
                        i dobrych znajomych. Moi znajomi i przyjaciele.... Wciaz mysle nad tym, czy
                        zmienic profil tych znajomosci i zaczac z uporem godnym maniaka wracac do
                        tematu uczuc i ich miejsca w swiecie czy tez olac, zaakceptowac
                        niekompatybilnosc kosmosow jak rowniez mysl, ze kazdy z nich, z tych wiecznie
                        usmiechnietych kaplanow sukcesu, moze byc jutro tym nastepnym i ze nie powinno
                        mnie to wtedy zdziwic i ze nie istnieje zadna glebsza przyczyna niz to, co
                        zobaczylam na tej stypie.

                        Xurek-bardzo-teatralny :))
                    • jan.kran Re: Dwa pogrzeby. 24.11.03, 16:50
                      Mialam ucznia .Mowil znakomicie po niemiecku, do mnie przychodzil na
                      konwersacje francuska. Norweg. Umarl dwa lata temu. Bardzo przezylam. Poszlam
                      na pogrzeb z moimi dziecmi. Bylo malo osob . Z dziesiec. Ja i dzieci plakalismy
                      non-stop bo kochalismy Jarle. Caly kosciol patrzyl sie na nas podejrzliwie ,
                      bo nikt nas nie znal. Dopiero jak zalobnej wdowie zlozylam lamanym norweskin
                      kondolencje i wyjasnilam kim jestem to wyraznie Jej ulzylo.

                      Pogrzeb Przyjaciela . Tragiczne okolicznosci, wdowa , troje sierot. Ja niezbyt
                      przytomna, ale widze , ze Przyjaciel Numer Dwa stoi samotny ze swoim malym
                      synkiem co go z PL na Pogrzeb przywiozl. Pogrzeb w Norge. Przyjaciel Numer
                      Dwa raczej w kiepskim stanie wiec stanelam z mlodzieza w pierwszej lawce obok
                      Trumny i Przyjaciela Numer Dwa co by Go podtrzymac. Pompa , ambasador Pl w
                      Norge , dwoch ksiezy , Komitet Helsinski, a ja placze jak bobr.
                      Tyz bylam o niejedno podejrzana :-))) K.
                    • don2 Re: do ..do...i do... 24.11.03, 17:21
                      Don tez ma nerwy i jako znany cham ,ktoregos dnia zapomni ,ze znajduje sie na
                      forum znanym z poprawnych manier.Juz napisalem,starczy bo bede nieprzyjemny.
                      A wraacajac do tematu. Xurku Don naprawde zna zycie i ludzi.Jestem starszy na
                      tym forum od niektorych 2X. Cale dorosle zycie pracuje miedzy ludzmi. To nie
                      jest ani przechwalka ani slogan.Nic juz mnie nie zdziwi.Z racji mojej pracy
                      mam kontakt ,ktory tylko sie ma pracujac tam gdzie w gre wchodzi pieniadz
                      alkohol i gdzie ludzie najczesciej sa soba i mowia prawde.jak by to dziwnie nie
                      brzmialo.Ludzie tak naprawde nie przejmuja sie losem innych.Przykre to ale
                      prawdziwe.Oczywiscie juz pisalem ,sa wyjatki.I jeszcze jeden wazny moment,wiele
                      zalezy od tradycji,zwyczajow tak lokalnych jak i specyficznego kregu.Poludnie
                      jest bardziej emocjonalne i okazuje to czasami w sposob zadziwiajacy zimnych i
                      wyrachowanych ludzi polnocy.Ludzkie nieszczescia jednych przygnebiaja innych
                      ciesza.Czasami ludzie by chcieli okazac troche wspolczucia itd ale obawiaja sie
                      reakcji srodowiska.Jak dlugo jestesmy zdrowi i bogaci ,mamy zapewnione kwiaty
                      i wizyty.jak umieramy bogaci,tlumnie nas odprowadza rodzina w komplecie....
                      wiadomo.Jezeli w Biznesie podwinie nam sie noga,jakos wszystkie telefony sa
                      zajete a nasi najlepsi kumple z golfa i baru maja wazne spotkania lub wyjechali
                      Gdy tracimy pozycje w pracy nikt nam nie patrzy w oczy i za plecami slychac
                      tylko szepty.Przezylem wiele pogrzebow,zdarzylo sie tez ,ze takie ze sztandarem
                      i salwa honorowa.Bylem na kulku stypach.Na jednej (w Polsce na Pomorzu )
                      zalobna wdowa po kilku glebszych odstawila pokazowe tango z kolega tragicznie
                      zmarlego meza. Bylem na kutrze rybackim ,ktory wybieral sie w morze rzucic
                      wieniec w miejscu utoniecia 2 ludzi ,zalogi.Koledzy stwierdzili ze wieje jak
                      cholera i wywal te "jarzyny" w porcie,woda sama zaniesie na miejsce.Kichac na
                      wszystkie sentymenty.Okazujmy swe uczucia wobec najbilzszych i
                      przyjaciol.reszte niech zalatwi"gozdzik od rady zakladowej" jak sie mawialo
                      w PRL.To co ty przezylas na pogrzebie ja to widzialem wiele razy.Na pogrzebie
                      mojego ojca nie bylo lepiej. Pozdrawiam.PS.Nad trumna mojego kolegi,jego syn z
                      corka glosno zastanawiali sie,gdzie ojciec schowal gotowke.Wlaczyli sie w to
                      uczestnicy zalobnej ceremonii i stwierdzono ,ze byl sukinsyn cale zycie i na
                      koniec tez pokazal co potrafi.Narodowosc "zalobnikow" Czesi. D.
                      • jan.kran Re: do ..do...i do... 24.11.03, 17:37
                        Wiesz co Don , na swoje zycie i przyjaciol zarabia sie dlugo. Jezeli uwazasz,
                        ze jak Ci sie w Biznesie podwinie to jestes na lodzie to Ci wspolczuje. Ja mam
                        w dupie maniery panujace na forum i jestem tyz niemloda. Wisza mi tez
                        zwyczaje , Poludnie i Polnoc.
                        Dopiero jak padlo moje malzenstwo , jak znalazlam sie naprawde na drzewie to
                        sie dowiedzialam kim sa moi Przyjaciele i Rodzina. Nie chce sie nad tym
                        rozwodzic , bo to zbyt prywatne. Ale kto mogl to wyciagnal ostatni grosz albo
                        dobre slowo coby mi pomoc. Mam naprawde oparcie i nawet moj ex sie zachowuje
                        jak czlowiek ( choc tylko czasami:-))) Ale to , ze nie zostalam sama i moge
                        w kazdej chwili liczyc na pomoc to nie znaczy dla mnie , ze ludzie mysla tylko
                        o sobie.
                        Licze , ze moj pogrzeb bedzie piekny , a stypa jeszcze lepsza. Zapracowalam
                        sobie na to K. Funeralny.
                        • don2 Re: do ..do...i do... 24.11.03, 17:47

                          Jranie,alez ja sie zgadzam z toba.Pod jednym wzgledem nie..Po pierwsze w
                          biznesie " ostatnie grosze " brzmi smiesznie.po drugie w biznesie nie ma
                          zazwyczaj przyjaciol.A w zyciu prywatnym masz racje tak powinno byc.
                          Na pogrzeb bym przybyl nieutulony w zalu i powiekszyl liczbe odprowadzajacych
                          ale pewnie z przyczyn technicznych nie dam rady :)))
                          • jan.kran Re: do ..do...i do... 24.11.03, 18:15
                            Don, zycie to jest dopiero Biznes. Placisz i placisz , a potem okazuje sie ze
                            dywidendy masz ale w zupelnie innym miejscu :-)))))
                            Nie moge umrzec, ale jak sie bede wybierac to Ci dam znac. Nie mieszkam w
                            Timbuktu , ani co gorsza w Wellington wiec moze za kilkadziesiat lat wpadniesz
                            z wiencem :-)) K. Optymistycznie Funeralny.
                      • xurek do Dona 24.11.03, 17:45
                        „Don tez ma nerwy i jako znany cham ,ktoregos dnia zapomni ,ze znajduje sie na
                        forum znanym z poprawnych manier.Juz napisalem,starczy bo bede nieprzyjemny.“

                        Niby rozumiem, jakimi „skutkami“ grozisz, nie rozumiem jednak przyczyny, a
                        domyslanie sie wychodzi mi ostatnio bokiem. Wiec jezeli ma to byc do mnie, to
                        prosze jasno i konkretnie o podanie tego, co Ci w moich postach dziala na nerwy.

                        Fajnie, Don, ze juz wszystko widziales, zrozumiales i Cie nie dziwi. To z
                        pewnoscia daje Ci duze poczucie „przewagi“ i pewna doze „zniecierpliwienia i
                        machniecia reka“, jezeli inni (na przyklad ja) z wielkim zdziwieniem przezywaja
                        po raz pierwszy to, co Tobie juz od dawna wydaje sie byc oczywistym. Tak jednak
                        ulozone jest cale zycie – zawsze ktos wlasnie gdzies powtarza w mniej lub
                        bardziej intensywny sposob to, co juz dawno przezylismy i „odhaczylismy“.

                        Ja tez juz bylam na paru pogrzebach, ale byly to wszystko pogrzeby rodzinne
                        ludzi „niezasluzonych“, czyli ani fanfar ani wiencow od „pograzonej w smutku
                        zalogi“ ani innych dalekich znajomych z karierowych wyzyn. Rodzina moja byc
                        moze jest bardzo dziwna, bo jak dotad zawsze zachowywala sie szczerze i tak,
                        jak sie tego po niej spodziewalam, czyli we wszstkich wypadkach oprocz jednego
                        pokazujac pelnie zalu i rozpaczy a w tym jednym cieszac sie szczerze, ze
                        delikwent zszedl byl, bo byl naprawde kawalem s...na i nikt ani przed ani po
                        jego smierci nie udawal, ze jest inaczej. Ale nawet ten pogrzeb, pelen ulgi,
                        poswiecony byl jednak wspominkom o zmarlym i jego osobie. Dlatego ja po raz
                        pierwszy przezywam moj szok „pogrzebu z udzialem czesci oficjalnej“ i nie
                        jestem w stanie zadowolic sie ani stwierdzeniem, ze to normalka ani
                        przypuszczeniem (tak to odebralam i nie mam ochoty dla konwenansow socjalnych
                        formulowac tego inaczej) ze cierpie nie dlatego, ze cierpie, tylko dlatego,
                        zeby cierpienie pokazac bo tak mi do imagu pasuje.

                        Co do reszty Twojej wypowiedzi, to podejrzewam coraz bardziej, ze masz racjie w
                        swojej ocenie „ogolu ludzkosci“ i wierze, ze wiecej sie naogladales i
                        nasluchales na temat ludzi niz mnie kiedykolwiek bedzie dane. Do czego nie mam
                        pewnosci to to, czy ja musze sie w to bawic bo naprawde nie ma innej drogi –
                        wciaz jeszcze mi sie wydaje, ze moge sobie zbudowac taki moj utopijny
                        mikrokosmos, w ktorym cos bedzie czyms a nie tylko to cos udawac i wciaz
                        jeszcze mam ochote sie owa utopia zajmowac, byc moze dlatego, ze
                        niewystarczajaco czesto ukazuje mi ona takie oblicze, jak na tym pogrzebie. A
                        nawet jezeli taka utopia jest czysta utopia, wciaz jeszcze nie jestem pewna, ze
                        samo do niej dazenie zamiast dania za wygrana i pogodzenia sie ze „jest jak
                        jest“ nie uczyni mnie szczesliwsza.
                        To sa wszystko gdybania, dla mnie ogolnie wazne a chwilowo bardzo wazne. No i
                        juz zawsze wolalam gdybac w szerszym gronie niz sama ze soba. I kaza opinia,
                        obojetnie jak sprzeczna z moja, w jakis sposob posuwa mnie w tych gdybaniach do
                        przodu. I malo ktora tak naprawde wyprowadza mnie z rownowagi, oprocz
                        przypuszczenia, ze podloze moich gdyban jest inne niz owe gdybania, czyli ze
                        jestem w tym, co robie czy mowie czy pisze nieszczera. Normalnie nawet to nie
                        wyrpwadza mnie specjalnie z rownowagi, ale chwilowo nie czuje sie specjalnie
                        normalnie. Pewnie zabrzmi dla Ciebie bardzo teatralnie, sztucznie i
                        patetycznie, ale mam wrazenie, jakby caly moj moim zdaniem dosc przemyslany i
                        poukladany swiat przewracal sie do gory nogami, choc tak naprawde, czyli
                        zdarzeniowo, nic sie w moim mnie konkretnie-materialnie dotyczacym zyciu nie
                        zmienilo. To „niewazne obok“ tak na mnie wpynelo, ze stalo sie w swym
                        caloksztalcie bardzo wazne.

                        Xurek
                        • don2 Re: do Dona 24.11.03, 17:49

                          Xurku i znowu zle odczytalas.Nie do Ciebie ta preambula byla :)))
                    • alaskanka3 Re: do Akawilla 24.11.03, 20:54
                      xurek napisała:


                      > Mottem ich zycia rzadzi cos na ksztalt "staramy sie nie miec uczuc i unikac ich
                      > jak ognia, bo sa niewygodnie". To motto przejawia sie (w moim rozumieniu)
                      > rowniez u Dona. Poza tym, co juz wyzej napisalam, nie uwazam postu Dona za
                      > obrazliwy w jakikolwiek sposob - jest szczerym wyrazem jego mysli na temat nie
                      > opatrzonym zadnym obrazliwym sformulowaniem, wiec zupelnie OK i na miejscu.
                      > Nie wiem tez, czy uwazam zachowanie pogrzebowiczow za obrazliwe - ono bylo dla
                      > mnie straszne, szokujace i zupelnie obce, ale calej wielkiej grupie Szwajcarow
                      > wydawalo sie "normalne", wiec moze naprawde zyjemy w roznych kosmosach, ktore
                      > tylko na pozor wydaja sie byc podobne...
                      >


                      Xurku, nie przejmuj sie, ostatnio fizyka wspolczesna w poszukiwaniu modelu
                      wszechswiata w jakim zyjemy idzie dokladnie w tym kierunku: swiaty rownolegle.

                      np. jedna z hipotez stawianych przez Teoria Strun mowi, ze swiat nam dostepny
                      jest ulokowany na powierzchni nieskonczenie dlugiej membrany, ale tych membran
                      jest wiele (nieskonczenie ?), tak zawieszonych w super-przestrzeni. Ja w
                      podobnych przypadkach jak ten ktory opisalas zawsze sobie tlumacze, ze wlasnie
                      mialam do czynienia ze znakami zycia z sasiedniej membrany, mam bowiem mocne
                      przekonanie ze miedzy membranami zdarzaja sie przecieki.

                      ;-))
                      • don2 Re: Przyslowie 24.11.03, 21:08

                        Pocalujta w dupe wojta.
                        • alaskanka3 ......czy Don zechcialby rozwinac ? 24.11.03, 23:56
                          don2 napisał:

                          >
                          > Pocalujta w dupe wojta.



                          Dziekuje za ten niezmiernie interesujacy glos w dyskusji :-))

                          Czy Don zechcialby rozwinac :-))
                • alaskanka3 Re: do Akawilla 24.11.03, 20:47
                  xurek napisała:

                  > A mnie sie zaczelo wydawac, ze to ja siedze otoczona przez zgraje kosmitow, z
                  > ktorych nagle opadly te ludzkie powloki, pod ktorymi dotad ich znalam.
                  >

                  Wspolczuje, rzeczywiscie zyjesz wsrod kosmitow przebranych dla niepoznaki w
                  ludzkie powloki. Ew. inna mozliwosc: sa to ludzie niedorozwinieci emocjonalnie,
                  tzn. nie potrafia odczuwac calego zakresu uczuc dostepnych dla czlowieka, a
                  dokladniej uczuc wyzszych. Naprawde bardzo ci wspolczuje.
            • alaskanka3 Re: do Alaskanki 24.11.03, 20:39
              xurek napisała:

              > Wiec jak sie dowiedzialam o owym samobojstwie i juz nie chcialam / moglam o tym
              >
              > myslec, wlazlam na Pirma i otwarlam watek (bodajze z wierszykami), o ktorym
              > wiedzialam na mur beton, ze jest "lekki i zabawny", bo chcialam sie rozerwac /
              > oderwac. Pierwsze co przeczytalam, to te "dywagacje o smierci". Czyz nie dziwny
              >
              > zbieg okolicznosci?
              > Po pogrzebie i zwiazanym z tym szoku chcialam na tym watku opisac, jak ludzie
              > sie zachowywali, co mowili, podzielic sie moim zdziwieniem / oburzeniem na ten
              > temat wychodzac z zalozenia, ze zachowywali sie "wyjatkowo". Zanim zabralam sie
              >
              > do pisania, przeczytalam nowe wpisy na watku i miedzy innymi ten Dona, ktory
              > dokladnie oddawal zachowania i sposob myslenia wiekszosci "pogrzebowiczow",
              > ktory tak mnie zdziwil. Czyz to nie dziwny zbieg okolicznosci?
              >
              > Czy to odpowiada na Twoje pytanie?
              >
              > Xurek


              Bardzo dokladnie odpowiada !!, dzieki za odpowiedz.

              To co zdarzylo ci sie na obydwu Forach, tzn. niespodziewany i nielogiczny, acz
              majacy sens w kontekscie zbieg okolicznosci, zdarza sie czasami ludziom kiedy sa
              na 'wysokich obrotach emocjonalnych'. Zjawiskiem tym zajmowal sie Jung, okreslil
              je jako "an acausal connecting principle" i nadal mu nazwe Synchronicity (swoja
              droga ciekawe w jakim jezyku pisal Jung ?). Nie wiem czy Jung poprzestal na
              opisaniu Synchronicity, czy tez probowal to wyjasnic, ludzie obecnie zajmujacy
              sie tym blizej probuja to tlumaczyc na kilka sposobow, ja slyszalam dwa:

              1. sa to "znaki" Sily Wyzszej (tu wstawic Boga w jakiego sie wierzy, lub
              niesprecyzowana Sile Wyzsza jesli nie ma sie wlasnego Boga), pojawiajace sie w
              momentach watpliwosci jako wyjasnienie.
              2. sa to przypadkowe zbiegi zdarzen ktorym czlowiek w stresie nadaje wlasne
              znaczenie.

              Mialam kilka razy takie zbiegi okolicznosci, i wolalabym wiecej przez to nie
              przechodzic. Co prawda znam tez ludzi ktorzy miewali pozytywne, przyjemne i o
              wiele lagodniejsze Synchronicity. W kazdym razie od czasu moich 'zbiegow
              okolicznosci' zaczelam sie nimi bardziej interesowac, stad moje pytanie.
    • luiza-w-ogrodzie Zachowanie w obecnosci smierci 24.11.03, 22:37
      Xurku, wiekszosc ludzi boi sie smierci i nie potrafia sie naturalnie zachowac
      na pogrzebie. Omijaja temat, bo jest brzydki i nie pasuje do filozofii
      zycia "nachapac sie i wiecznie zyc w bogactwie". Jak sie o czyms nie mowi, to
      tego nie ma. A w sytuacji pogrzebu kolegi z biznesu - no coz, jak tlumaczyl
      Don "biznis iz biznis", najwazniejsze, czy zmarly uregulowal zaleglosci
      platnicze zanim zeszedl. Emocje to rzecz wtorna i niepotrzebna.

      Pozdrawiam i zycze towarzystwa ludzi ktorych smierc bedzie kiedys naprawde
      oplakiwana
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
      • don2 Re: Zachowanie w obecnosci smierci 24.11.03, 23:02

        A gdzie to ja tak napisalem?
        • luiza-w-ogrodzie Re: Zachowanie w obecnosci smierci -Don 24.11.03, 23:08
          Don, z tego co napisales wynikalo, ze ludzie nie przejmuja sie smiercia tak
          jak biznesem i ze w ogole ludzie malo sie przejmuja innymi. Moj post nie byl
          cytatem a trawestacja, a jezeli wydaje sie Tobie ze wlozylam w Twoje usta cos
          czego tam nie bylo, to bardzo przepraszam i wyjmuje.

          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie

          ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
          .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
          • don2 Re: Zachowanie w obecnosci smierci -Don 24.11.03, 23:43

            Czytaj uwaznie to odroznisz biznes od zachowania dzieci na pogrzebie.
            I jeszcze raz Ci powtarzam,ludzie malo sie przejmuja innymi ludzmi.
            I wiecej jest przykladow okrucienstw i zlych uczynkow wobec
            wspolczlowieka ,jak dobroci.A o wyjatkach i poboznych zyczeniach to pogadajmy w
            kosciele.Amen.
            • luiza-w-ogrodzie "doktryna trzech swiatow" 25.11.03, 00:08
              don2 napisał:

              >
              > Czytaj uwaznie to odroznisz biznes od zachowania dzieci na pogrzebie.
              > I jeszcze raz Ci powtarzam,ludzie malo sie przejmuja innymi ludzmi.
              > I wiecej jest przykladow okrucienstw i zlych uczynkow wobec
              > wspolczlowieka ,jak dobroci.A o wyjatkach i poboznych zyczeniach to
              pogadajmy w
              >
              > kosciele.Amen.

              Zgadzam sie absolutnie i nieodwolalnie, howgh!
              Czytales kiedys o doktrynie trzech swiatow? W skrocie mowi ona, ze sa mozliwe
              trzy rodzaje swiatow: pozytywny, gdzie niszczenie wymaga wiecej energii niz
              budowanie, negatywny, gdzie latwiej niszczyc niz budowac i neutralny, gdzie
              oba rodzaje aktywnosci sa rownie latwe. Nasz swiat jest zdecydowanie
              negatywny, rzadzi nim chaos i entropia, latwiej nam przychodzi niszczyc niz
              tworzyc. Fizyka nieublaganie wplywa na ludzkie zachowania.

              Pozdrawiam
              Luiza-w-Ogrodzie

              ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
              .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka