clairejoanna
26.11.03, 16:37
Jest to piękne francuskie słowo, które ostatnio zdobyłam na lekcji tegoż
języka. Oznacza one "bezreligine". Jutro mamy podyskutować sobie w klasie, co
uważamy na ten temat- mn. oczywiście też o chuscie. I nie wiem za bardzo, co
o tym wszystkim sądzić.
We Francji pozwolono ostatnio dziewczynom muzumańskim zakrywać glowę, np.
czapką, ale broń Boże chustą. Szkoła francuska ma byc laique, a chusta jest
symbol religiny. Zarówno, jeżeli sie dobrze oriętuje, nie wolno nosić
krzyrzyków na łańcuszku.
Pomysł z tą czapką pokazuje, że Francja stara się być tolerancjina i pogodzić
oby dwie strony. Ale ten zabroniony krzyżyk na łancuszku dał mi do myślenia;
w końcu ja też mam takie i nosze je czasem, ale nie ze względów religijnych,
tylko ze względów estetycznych. I chusty, które moje koleżanki noszą, też tak
odbieram.
Rozumiem np. Baden- Wüttenberg, który zabronił chustę w miejscach
publicznych. W końcu ten, podobnie jak Bawaria, dosyć chrześcijański land i
trzyma się tej tradycji. I to też trzeba uszanować. Zwłaszcza, że w takiej
Bawarii na prawdę nie ma komu zabronić chodzić w chusce, bo prawie nie ma tam
muzumanów.
I tutaj pojawia się moje pytanie: Kto ma kogo tolerować i akceptować? My
religię imigrantów, czy imigranci naszą? Czy może to rozwiązanie francuskie
jest najlepsze: Żadna religia?
Otwieram dyskusję!
Pozdrowienia,
Claire Joanna