Dodaj do ulubionych

pół na pół...

06.08.12, 14:39
dziewczyny... kiedy poznałam swojego chłopa, zaimponował mi tym, że tak dzielnie zajmuje się swoją córką w systemie pół na pół... Karmił, przewijał... etc... Teraz mamy wspólne dziecko....no i co...np.. ani razu nie wykąpał malucha, nie karmi go, nie przewija... ja wieczorem kładę nasze dziecko spać, a on kładzie swoją córkę...

Mam tego dość, chcę odejść, wiem, że to wydaje się nieodpowiedzialne itd..., że wiedziałam z kim się wiążę ( i nie piszę tego z powodu samodzielnych kąpieli) Czy w tej sytuacji jestem skazana na podział opieki tak, jak to ma miejsce z jego córką?? Czy mogę wnioskować o przyznanie opieki? Jeżeli faktycznie 99 procent czasu to ja zajmuję się dzieckiem???
poradźcie...
Obserwuj wątek
    • rzut_beretem Re: pół na pół... 06.08.12, 15:04
      Zaraz Cię zjedzą żywcem !

      Ja miałam bardzo podobnie - świetny tata dla pierwszego dziecka, do drugiego... szkoda gadać.

      Opowiadając na pytania (wyedukowałam się trochę bo dokładnie miałam te same wątpliwości).

      1. Nie, absolutnie nie jesteś skazana na taki podział opieki jak on ma ze swoją córką. Wy ustalacie w jaki sposób będzie miał miejsce kontakt z waszym dzieckiem. Dla przykładu - mój ex miał opiekę naprzemienną tydzień/tydzień ze swoim pierwszym dzieckiem. W PL jest tak że obie strony muszą wyrazić zgodę na opiekę naprzemienną. Jako że mi się to w głowie nie mieści, tak więc z naszym dzieckiem czegoś takiego nie będzie miało miejsca.


      2. Oczywiście że wnioskujesz o przyznanie dziecka tobie i zamieszkiwanie dziecka pod adresem matki. Inna rzecz, że wy możecie się dogadać jak miały by te kontakty wyglądać. Czy co weekend, czy w śrdoku tygodnia, czy wcale.
    • tully.makker Re: pół na pół... 06.08.12, 15:11
      Moze zaczekaj z takimi decyzjami... U nas tez jest tak, ze odkad mamy mlodszego, to tata duzo wiecej zajmuje sie starszym, a ja mlodszym - roznica oczywiscie jest taka, ze i starszy i mlodszy sa nasi wspolni, latwiej to przelknac... Chociaz oczywiscie trudno powiedziec, by zaniedbywal Brunhilde, ale widzi ze starszemu tez jest trudno, gdy dostepnosc mamy sie tak drastycznie zmniejszyla.
      • belzebubel Re: pół na pół... 06.08.12, 15:56
        on ma dziecko z poprzedniego związku przez połowę czasu. Od kiedy okazało się, że jestem w ciąży pani ex zaczęła wydzwaniać, robić historie, rozdmuchiwać bzdury.,.. Mój partner okazał się facetem bez jaj, jak się okazało oni wypracowali między sobą taki model, że do niego docierają jedynie argumenty groźby itp... co zupełnie nie jest w moim stylu... Chodzi mi o to, że chcę żyć w spokoju i harmonii, na ile jest to możliwe w dzisiejszych czasach... Naprawdę uważam, że nie zasługuję na życie na poziomie rynsztokowym, jakie dają napier++lanki słowne i zachowania eks... sama nigdy nie zniżyłam się do jej poziomu i nie wzięłam nigdy udziału w jej akcjach. Chcę natomiast przed tym uchronić moje dzieci... Nie są im potrzebne takie klimaty. A skoro mój Pan nie kwapi się przez tyle lat, aby uregulować jakoś wybryki byłej kobiety - muszę zrobić to ja... Do tego dochodzi zajmowanie się głownie córką z poprzedniego związku - to składa się na całość, której nie potrafię strawić... Już widzę, że powoli zamieniam się w potwora, zaczynają we mnie budzić się uczucia niechęci do małej - o co nigdy w życiu bym siebie nie posądziła... Uważam, że nasze rozstanie w przyszłości będzie na pewno lepsze dla mnie, dla małej,,, no i pewnie dla naszego wspólnego dziecka... Tyle że podobno lepsze jest wrogiem dobrego...
        • rzut_beretem Re: pół na pół... 06.08.12, 16:07
          Słuchaj, moim skromnym zdaniem jest jakiś wspólny mianownik zachowania facetrów po przejściach. Ja też uważałam że mój nie ma jaj i dalej twierdzę, że w jakiś spoób on się boi swojej ex.

          Nie za bardzo mogę Ci poradzić jeżeli chodzi o te ataki werbalne, u nas tego nie było, nie doświadczyłam więc nie wiem. Z pewnością, takie akcje jak opisujesz nie są potrzebne dzieciom, jednak tak jak piszesz, to on powinien wziąć za to odpowiedzialność i to ukrócić.

          Podobny model prezentowałam na początku związku - najpierw bardzo chętnie się "zajmowałam" jego dzieckiem, potem się nie zajmowałam, potem zamieniałam się w potwora, potej już byłam potworem. Od sympatii do prawie nienawiści droga krótka. Odkąd przyszło nasze dziecko wszysko się posypało.

          Nie wiem na ile Twój partner jest komunikatywny, czyli na ile potraficie obgadaći poustalać zasady np. opieki nad niemowlęciem czy starszym dzieckiem.

          Jak już jesteśmy przy przysłowiach - u mnie się niestety sprawdziło że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane...
          • animus_anima Re: pół na pół... 18.08.12, 15:57
            rzut_beretem napisała:

            > Słuchaj, moim skromnym zdaniem jest jakiś wspólny mianownik zachowania facetrów
            > po przejściach. Ja też uważałam że mój nie ma jaj i dalej twierdzę, że w jakiś
            > spoób on się boi swojej ex.

            u mnie to samo!


            > Podobny model prezentowałam na początku związku - najpierw bardzo chętnie się "
            > zajmowałam" jego dzieckiem, potem się nie zajmowałam, potem zamieniałam się w p
            > otwora, potej już byłam potworem. Od sympatii do prawie nienawiści droga krótka
            > . Odkąd przyszło nasze dziecko wszysko się posypało.
            >

            Ja piórkuję, jakbym czytała o sobie!!!!!!!!
            Identyczna ambiwalencja.
            > Nie wiem na ile Twój partner jest komunikatywny, czyli na ile potraficie obgada
            > ći poustalać zasady np. opieki nad niemowlęciem czy starszym dzieckiem.
            >
            > Jak już jesteśmy przy przysłowiach - u mnie się niestety sprawdziło że dobrymi
            > chęciami piekło jest wybrukowane...
        • optymist75 Re: pół na pół... 06.08.12, 16:15
          Wiesz,gdyby kazda z nas rozwodzila sie po kazdej akcji eksi ,to cos czuje ze to forum by umarlosmile
          Ja sama musialabym sie wyniesc w dniu przeprowadzki do M,a czym wiecej udaje nam sie osiagnac tym wieksze sa szalencze wyczyny szanownej.
          Przeciez eksi o to chodzi by jej byly zostal sam i by zjadly go psy...wink
          I przypuszczam ,ze sporo facetow tez nie ma /nie mialo jaj,potem sie obudzili i pokazali pani gdzie moze sobie swoje szantaze wsadzic.Moze trzeba facetowi drastycznie to uswiadomic,jak Ty sie z tym czujesz etc?
          A co do pomocy przy malenstwie,to ,no coz ,kwestia Waszego dogadania.
          powodzenia
        • tully.makker Re: pół na pół... 07.08.12, 09:10
          A skoro mój Pan nie kwapi się przez tyle lat, ab
          > y uregulować jakoś wybryki byłej kobiety - muszę zrobić to ja...

          I tu uwazam, tkwi twoj blad. Nie musisz, powiem wiecej, nie powinnas. Nic z tego sensownego nie wyniknie. masz swoja rodzine, zajmuj sie nia, a eksi, mkontaktow z nia, rozmow o niej i mysli o niej unikaj z cala stanowczoscia.
    • jak.z.nut Re: pół na pół... 07.08.12, 08:39
      Ma dziecko w systemie 50/50... mnie ciekawi jak sie zachowuje w czasie wolnym od pierwszego dziecka? Czy wtedy również nie zauważa malucha?
      • belzebubel Re: pół na pół... 07.08.12, 10:06
        czy nie zauważa malca, jak nie ma córki... To ja się zajmuję dzieckiem codziennie. Ja wstaję w nocy. Tak, mogę stwierdzić, że nie poświęca mu czasu. Wiecie co, naprawdę próbowałam patrzeć na naszą sytuację pozytywnie, skupić się na tym co ważne.(Nawet założyłam post z propozycjami do kodeksu macochy smile Dochodzi tu jednak do paradoksu, że lepiej ma dziecko, które jest "pokrzywdzone przez rozstanie" niż to, które jest na co dzień...Co będzie, jak dzieci będą starsze? Problem, jak sądzę się tyko pogłębi. Wydawało mi się, że uda nam się stworzyć rodzinę, bo sama mam dziecko z poprzedniego związku, dogaduję się z moim byłym mężem - oczekiwałam tego samego od mojego chłopa... NO i do kogo teraz mam pretensję, że coś tam sobie wymyśliłam..?? big_grin
        dziękuję Wam za wszystkie uwagi, nawet te krytyczne - może spojrzę na to z innej perspektywy
        • jak.z.nut Re: pół na pół... 07.08.12, 11:50
          Od razu piszę, ze mam tendencję do usprawiedliwiania ludziwink ale być może Twój facet nie ma daru do zajmowania się niekomunikatywnymi maluchami, za to w wieku bardziej "zaawansowanym" będzie umiał to nadrobić troską mi zaangażowaniem. Przecież obserwujesz go, kiedy zajmuje się swoją córką, dlaczego miałby być innym ojcem dla Waszego dziecka?
          Sama mam partnera, z dość ograniczonym kontaktem z maluchami, za to jest naprawdę świetnym opiekunem i organizatorem czasu jak i pracy dla dzieci starszych, nie tylko swoichwink
    • damajah Re: pół na pół... 07.08.12, 12:07
      Słuchaj, jesli glównym problemem jest to że facet się nie garnie do zajmowania małym dzieckiem (jak wstajesz nocami to rozumiem że to niemowlak) to odchodzenie z tego powodu byłoby naprawdę głupie! Nie trzeba drugiego dziecka by facet miał z tym problemy, dla mężczyzn najczęściej malutkie dzieci nie są zbyt interesujące (mój mąż wręcz mówił że dziecko do rooku półtora jest jak roślina, na szczęście dawno zmienił zdanie hehe) A jak jest starsze dziecko i to z rozwiedzionego związku a nie wspólne to naprawdę bardzo często uruchamia się mechanizm "wynagradzania" i to nie tylko u panów. A to daje kiepski mix ale to naprawdę przechodzi!

      Mój mąż miał tak dobry rok, może nawet półtora. Pierwsze miesiące bycia mamą wspominam naprawdę słabo - wiem że kochał naszą córkę bardzo ale uważał że jej jest obojętne kto się nią zajmuje i cóż ona takiego robi poza jedzeniem, spaniem i brudzeniem pieluchy, na wyjazdach, pierwszych wakacjach małej i na co dzień w domu byłam z nią jak sama, ja kąpałam, ja wstawałam, ja kupowałam ciuszki...
      Nie powiem że obyło się bez wojen bo się nie obyło. punkt szczytowy i chryja taka że do dziś pamiętam co sobie powiedzieliśmy była jak mała miała rok i parę mies. ALE!!! Ale mój mąż dojrzał do bycia rodzicem dwójki (teraz już trójki) dzieci, z czasem stał naprawdę wspaniałym tatą i nie zaniedbuje dzieci absolutnie! Mogłam wtedy odejść, nasza starsza córka miałaby tatę raz na 2 tygodnie a młodszej nie byłoby wcale...nie zrobiłam tego i mam dwie córy które mają świetnego tatę.
      Przyznam że wiedza jak rozwalenie rodziny działa na dziecko tez mnie powstrzymuje przy kryzysach - uważam że na córkę m miało to ogromny negatywny wpływ i za nic nie zafundowałabym tego dzieciom pochopnie. Łatwo jest odejść, rozbić rodzinę. Konsekwencje tego są ogromne, co widzę po latach patrząc na córkę m, jego ex i samego męża mojego i nas...Oczywiście budowanie związku i pokonywanie problemów łatwe nie jest, jest bardzo trudne ale korzyści są wielkie. Wiem że nie zawsze się da ale nie wolno odpuszczać już na początku problemu!
    • carmena74 Re: pół na pół... 18.08.12, 11:13
      Hmm..ja juz wiem po latach ze z tymi rozwiedziony z dzieckiem jest cos nie tak. Ja wiem, moje znajome w podobnym ukladzie tez i Wy na tym forum i...teraz juz nie zwiazalabym sie z kims takim ale coz wlazalm w tudny zwiazek i w nim trwam. Bo sie zakochalam i zostawilam rozsadek gdzies za soba. Moj M chyba ma straszne poczucie winy w stos do mlodej z poprzedniego zwiazku ze spapral jej zycie - mogl chciec opieki na stale a nie zostawil dziecko matce, ktora pozbawiona jest instynktu macierzynskiego - mam wrazenie ze zrobil to z wlasnej wygody ale to temat na inny watek. Jak nie bylo naszego wspolnego dziecka to oczywiste ze caly czas jak mloda byla u nas jej poswical i cale nasze zycie w tym czasie bylo podporzadkowe jej zachciankom, co nieco mnie wkurzalo ale godzilam sie na to , no bo dziecku sie nalezy. Zreszta nawet bylo dla mnie przyjemnie umilic jej pobyt u nas, by poczula sie jak w rodzinie,bo u matki miala niefajnie. Ale...urodzilo sie nasze wspolne dziecko i...maz nadal poswiaca czas tylko corce. wczesniej rozmawialismy, czy jest swiadomy, ze jak zdecydujemy sie na dziecko to on wtedy bedzie mial ich dwoje - tak, tak byl swiadomy, zapewnial ze wie co to znaczy i ze marzy o potomku ze mna. I juz po 3, moze 6 miesiacach po przyjsciu na swiat malego zapropnowalam mezowi, ze moze my tez powinnismy sie rozstac, to wtedy nasze dziecko zyska na kontakcie z nim! bezdzie mial ustalone dwa poopoludnia i co drugi caly weekend tak jak mloda, bo obecnie to czasu nie poswieca nam wogole, bo albo pracuje albo siedzi w komputerze albo zajmuje sie mloda i nie zauwaza drugiego dziecka. Troche dotarlo...tylko troche. Teraz pisze o tym zupelnie bez emocji ale wtedy dostawalam szalu, czulam sie oszukana i nieszczesliwa - i tu na forum tez to opisywalam bo nie wiedzialam co robic. czy tak ma byc a ja jestem jakas zaborcza ...
      Dzis mloda nadal nas odwiedza ale maly rosnie i walczy o swoje miejce(jest duzo lepiej ale M nadal niemal staje na rzesach jak coreczka go odwiedza). Ja, z tej co chciala mloda zabrac do nas na stale, by miala normalna rodzine i dom, zrobilam sie wredna macocha, ktora nie przepada za mloda i toleruje jej obecnosc bo nie mam wyjscia. szkoda...bo te chlopy maja cos nie tak w rozumkach i nie potrafia wszystkiego ladnie pogodzic a potem wine zwalaja na innych.
      • animus_anima Re: pół na pół... 18.08.12, 15:54
        Współczuję bardzo, miałabym na 100000% identyczną sytuację,
      • animus_anima Re: pół na pół... 19.08.12, 10:50
        carmena74 napisała:

        > Hmm..ja juz wiem po latach ze z tymi rozwiedziony z dzieckiem jest cos nie tak
        [...]

        Carmena74, pozdrawiam Ciebie gorąco, dziękuję Ci za ten post!!!
        Napiszę tylko dramat, który i ja przeżywam
        • optymist75 Re: pół na pół... 19.08.12, 11:06
          Animus,pewnie gdzies niedoczytałam Twoich historii.
          Powiedz,tak właściwie to dlaczego jesteś ze swoim M?
          Jak dotąd widzę same minusy tego związku,zalet żadnych,niestety.
          • animus_anima Re: pół na pół... 19.08.12, 11:14
            wczoraj powiedziałam mu, że się rozwodzę, wybuchłam, do cholery to niepodobne,
            życie, w praniu wszystko okazało się inne
            • optymist75 Re: pół na pół... 19.08.12, 11:16
              animus_anima napisała:

              > wczoraj powiedziałam mu, że się rozwodzę, wybuchłam, do cholery to niepodobne,
              > życie, w praniu wszystko okazało się inne

              I co on na to?
              Przytaknął?
              Chce coś zmienić,byś nie odeszła?
              • animus_anima Re: pół na pół... 19.08.12, 13:18
                powiedział, że jeśli mam się męczyć, to mam złożyć pozew,
                on widzi problem w ten sposób, że to ja nie akceptuję jego dziecka,
                wczoraj poprosiłąm dziecko, by zaniosł talerz po kanapkach z pokoju do kuchni i tata go wyręczył, bo za dużo poleceń wydałam jednocześnie - żeby ściszył tv i zabrał talerz, dobre,
                i od tego poszło, jest identyczny, jak jego matka, kocha dzieci chorą miłością, we wszystkim widzi krzywdę dziecka, a efekty w życiu dorosłym opłakane, relacje oparte na braku szacunku, szantażowaniu, widzeniu czubka swojego nosa,
                ja powiedziałam, że trzeba oddzielić obszary dorosłych i dziecka, na tą chwilę jest tak, że jak jest dziecko, to nie mamy wspólnego życia, nawet porozmawiać nie możemy, bo dziecko jest zaborcze i dominujące, nie wyobrażam sobie posiadania włąsnego dziecka w takim układzie, bo zostanę z problemami sama. Chłop to nazywa budowaniem relacji. ale to też chore, bo jak jest w miejscu zamieszkania dziecka, to go nigdy nie odwiedzi, zabierze na lody itp. tytlko jedzie do kumpli. Jakieś skrajne reakcje, bo jak nie ma relacji z dzieckiem, to fizycznie nic nie robi, żeby ją podtrzymać, jedynie ma kontakt w sytuacjach, gdy dama ex tak postanowi, a to ze względu na jej sprawy, teraz, gdy wyjechała jest wielkie halo, bo ojcec musi dbać o relację z synem, jakby nie miał innych okazji. Zmierzam do tego, że sam ze swojej inicjatywy nie dba o tą relację, kontakty i ich częstotliwość reguluje matka dziecka i są one dostosowane do jej trybu życia. Będę mu przypominać, że ma dalej dziecko, jak pojedzie do kolegów
                • optymist75 Re: pół na pół... 19.08.12, 14:04
                  Anima,chcesz sie rozwiesc poniewaz nie akceptujesz metod wychowawczych swojego meza wzgledem jego dziecka?Czy jest cokolwiek co Cie przy nim trzyma?(dobrego)Macie cos wspolnego(nie kredytwink).Ma chlop jakies zalety,czy cale Wasze zycie przyslonily problemy pasierbowo/eksowe?

                  Wiesz,mi tez nie podoba sie znaczna czesc planu wychowawczego mojego meza a raczej jego brak i juz wiem ze po prostu zadne moje zachowania tego nie zmienia.Zaakceptowalam FAKT ze to nie moje dziedzictwo kiedys bedzie mialo ciezko w zyciu,tylko jego i tej pani.
                  Jesli cos bedzie bezposrednio mnie dotyczyc to otworze jadaczke winkpoki co niech ich wyrecza ,mam to w glebokim powazaniu.U nas sprawdza sie schemat,on mowi cos do dzieci,oni bez reakcji,po szostej powtorce robi sie nerwowo w domu.Ja ostatnio prosilam dziecko przed wspolnym wyjsciem z domu by wylaczyl tv,za 3 razem z hukiem sama wylaczylam.Widno taki folklor sad
                  On zdaje sobie sprawe,ze ja nie chce miec dzieci(nie wiem czy tylko z nim czy ogolnie)sad
                  ale nie zmienia swego postepowania,a ja nie zamierzam sama wychowywac naszego dziecka etc. ALE
                  Gdy tylko jest taka mozliwosc cieszymy sie ze mozemy ze soba zyc tak jak oboje tego pragniemy,oprocz pogladu na dzieci reszta nam sie zgadzawink
                  • optymist75 Re: pół na pół... 19.08.12, 14:22
                    "powiedział, że jeśli mam się męczyć, to mam złożyć pozew..."
                    Jesli kiedykolwiek uslysze cos takie z ust faceta ktory przyrzekal mi milosc ,szacunek itd.
                    to na 1000% zloze pozew.Po kiego sie meczyc,skoro milosci i szacunku w tym zwiazku nie ma .
                    Wzajemne obwinianie sie do niczego nie prowadzi.
                    Jedni ludzie potrafia pewne rzeczy/sytuacje zaakceptowac,inni nie.Jesli obie strony nie chca/moga wypracowac nowych zachowan to zwiazek bierze w leb.Zawsze znajdzie sie powod by sie poklocic sad ,niestety problem ten prawdziwy zostaje nierozwiazany.
    • rzut_beretem animus 19.08.12, 20:56
      ciesz się dziewczyno że nie macie wspólnego dziecka... chociaz to może marne pocieszenie. wiesz co, ja pamiętam baaaaardzo dokładnie moment w którym rozjechaliśmy się totalnie i przestałam mówic cokolwiek do jego dziecka, a do mojego już exa straciłam połowe szacunku. a było to tak:

      byliśmy w markecie spożywczym, dzieciak niezadowolony, bo mu się nudzi itd. ok rozumiem, bo to żadna atrakcja ale zaczynam być zniecierpliwoona 3 letnimi fochami. koniec końców, podjechaliśmy do kasy, ja w pocie czoła wykładam makarony, sraj taśmę, itd a mój ex ze swoim syneczkiem zaczyna się bawić w podrzucanie, potząsanie. mówię, weź pomóż. pomaga wkładać ale dziecior szaleje dalej i mało tej biednej pani kasjerki z budki nie wyniesie(nie wiem jak się fachowo nazywa to miejsce gdzie one siedzą). więc mówię do nich - może spokojniej... na co mój ex do mnie

      - mam dosyć twoich GESTAPOWSKICH METOD !

      K... mnie zatkało. Czułam się jakbym obuchem dostała w łeb.

      Animus, uwierz mi że nigdy ale to nigdy potem nie powiedziałam nic odnośnie zachowania jego syna. Mógł nas...ać na środek dywanu, nawet bym nie skomentowała. Fakt że zamieniłam się w parowar i wszystko się we mnie gotowało. Aż pierdzielnęło.

      Dość powiedzieć, że znowu widać jakiś wspólny mianownik opowieści belzebubel i moimi. Nie do końca wiem na czym to polega, ale o ile są extra ojcami dla pierwszych dzieci o tyle totalnie odrzucają następne. Nie wiem czy to chęć wynagrodzenia, czy jakiś odwet. To jest chore.
      • animus_anima Re: animus 20.08.12, 17:15
        Łoł, nieźle!!!!!!!!!
        Dzięki dziewczyny za wpisy, trochę zarobiona jestem, miałam czas tylko poczytać,
        dzisiaj młody odjechał do matki, nawet mnie ścisnęło, chciałam pogadać, pożegnać się,
        poszłam do jego pokoju, zapytałam, czy fajnie mu było u nas, nie chciał ze mną o tym rozmawiać, uciszał mnie, bo chciał oglądać tv, ja mu, że chcę się pożegnać, a on, no to pa,
        masakra, jego ojciec nie widzi, że to manipulant, udawał grzecznego chłopca, bo musiał,
        wiedział, że nie musi udawać, bo wraca do matki, więc pokazał mi kolejny raz ignora,
        brak kultury i tyle, nawet głupie dziękuję za smarowanie miodem dupska, nic qrwa,
        Optymist, rozwód, nie dlatego, że rozmijamy się wychowawczo, to był skrót myślowy do analizy, którą jako swoją własną historię przedłożyła rzut_beretem, ja wybiegam myślami i wtedy wybuchłam dlatego...
        Ale mąż mi przyznał po raz pierwszy rację, że syn źle się zachował, pyta - no i co mam ci powiedzieć, ja: że tak nie powinno być i mnie rozumiesz, on: tak, tak nie powinno być...ciekawe, czy dla świętego spokoju tak nie powiedział....
        • optymist75 Re: animus 20.08.12, 19:16
          Ale mąż mi przyznał po raz pierwszy rację, że syn źle się zachował, pyta - no i co mam ci powiedzieć, ja: że tak nie powinno być i mnie rozumiesz, on: tak, tak nie powinno być...ciekawe, czy dla świętego spokoju tak nie powiedział....
          Jesli nie rozmawial ze swoim synkiem co nie podoba mu sie w jego zachowaniu...to dla swietego spokoju...
    • smuga1.2 Re: pół na pół... 29.08.12, 10:59
      U mnie niestety wszystko było podobnie. Mąż ma 2 córki z pierwszego małżeństwa- jedną ma przyznaną przez sąd bo zaciekle o nią walczył razem ze swoją mamusią, natomiast z drugą nie ma wcale kontaktu- no bo ona ma przecież matkę.
      Dla pierwszej córki żyły sobie był w stanie wypruć. Dla naszego syna już nie. W ogóle ostatnio stwierdził że u nas tylko rozmowy są na temat naszego wspólnego dziecka co go już męczy a na temat pasierbicy wcale.
      Problem z niepłynnością mowy u naszego syna? - po co mamy się tym zajmować, przecież jego córka też miała, pochodziła do logopedy i jej przeszło.
      Problemy z załatwianiem się?- córka jego też miała, nic się na to nie poradzi.
      Ale kiedy córka miała te wszystkie problemy to się latało po lekarzach, kupowało lekarstwa, ćwiczyło mowę itd. Z naszym synem już tego nie robi. Od tego jestem ja.
      ...bo on już ma dziecko... a nasz syn?- to jest mój syn. To nie są żarty- tak się wypowiada no bo jemu sąd przyznał to dziecko i to znaczy że mając 3 dzieci poczuwa się do opieki tylko nad tą jedną, ulubioną. Pytanie, dlaczego walczył w sądzie tylko o tą córkę a o pozostałe dzieci już nie ? No bo tą akurat sobie wybrała jego mamusia. I razem z moim mężem ją wychowują. Natomiast pozostała dwójka dzieci to już problem ich matek.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka