Mój M. stracił pracę. W sierpniu dostał ostatnią pensję, więc eks dostanie
alimenty w pełnej wysokości jeszcze we wrześniu. Jednakże od października nie
będzie w stanie płacić takich, jakie zasądził mu sąd. Jest szansa, że od
listopada mógłby podjąć inną pracę, ale niestety przez pierwsze 3 miesiące za
bardzo małe pieniądze, a potem przez kolejny rok za duuuuuużo mniejsze, niż
te, które zarabiał do tej pory. Do zarobków osiąganych jeszcze niedawno może
dojść dopiero za jakieś półtora roku. Rozmawiał z eks w tej sprawie i
zaproponował jej obniżenie alimentów o połowę. To i tak , moim zdaniem,
ładnie z jego strony, zważywszy że pracę podejmie (jak dobrze pójdzie)
dopiero za 2 miesiące, a potem będzie zarabiał dokładnie tyle, ile bedzie
wynosić ta połowa alimentów. Oczywiście zaznaczył, że jak mu się sytuacja
materialna poprawi, to będzie jej dawał więcej.
Oboje w tej chwili dobrze ze soba żyją i nie mają ochoty na włóczenie się po
sądach. Chcieliby załatwić to między sobą ugodowo. Na przykład poprzez
podpisanie przez eksię jakiegoś papierka, że zgadza się na płacenie niższych
alimentów. Tylko, że się dowiedziałam, że to chyba nie jest wytłumaczenie
przed komornikiem, gdyby w razie czego zmieniła zdanie. Ja jej, co prawda nie
posądzam, bo stosunki naprawdę układają się bardzo dobrze jak na razie, ale
same wiecie, lepiej dmuchać na zimne.
Był inny pomysł, a mianowicie, aby eksi płacić alimenty do ręki, a ona
kwitowałaby te wyższe. Jednakże ona od części alimentów płaconych na nią
płaci podatek dochodowy i kwitowanie wyższej wartości jej się nie opłaca.
Więc powiedzcie, drogie macoszki, nie ma innej rady, niż pójście do sądu? A
jeśli nie ma, to gdzie trzeba iść, jak to załatwić, ile się czeka, jakie są
opłaty i w ogóle co wiecie na ten temat.
Z góry dziękuję

))))))))))